fizula
05.07.06, 01:49
Mój mąż lubi powtarzać porzekadło, że dzieci dzielą się na czyste i
szczęśliwe. Czasem właśnie nic tak nie rozczula mnie jak taka ukochana
usmarowana mordka w połączeniu z resztą również w odcieniu czarno-brązowym.
Zwłaszcza od kiedy mieszkamy pod miastem w swoim domu z kawałkiem ziemi, to
wystarczy 15 minut rannego tarzania się na trawie, żeby dzieci już przybrały
barwy maskujące.
Czy Wy przykładacie dużą wagę mając kilkoro dzieciaków, żeby każde lśniło
czystością? Chyba potrzebuję się odstresować w tej dziedzinie, bo właśnie
najbardziej dołuje mnie własna mama załamując nad naszymi dzieciakami ręce,
jak tylko przyjedzie i wytykając kolejne minusy naszego wiejskiego życia. A
dzieciaki są zwyczajnie zadowolone, gdy mogą większość dnia w plenerze ganiać
ze zwierzyną (naszą i sąsiadów) i nikt za nimi ciągle z mydłem i ręcznikiem
nie gania.
Owszem na imprezy lubię dzieciaki odziać i umyć godnie, ale tak na codzień
chyba szkoda je prześladować za to, że są dziećmi i bluzki mają czyste do
pierwszego posiłku albo pierwszego wyjścia na dwór (a więc tuż po obudzeniu)?
Będę wdzięczna za odstresowanie mnie ;o) A generalnie bardzo sobie chwalę
niedawne zamieszkanie we własnej chałupie i to, że życie może tętnić życiem,
a nikt z tego powodu nie puka po ścianach (i to, że "nowy domek-nowy
potomek").
Pozdrowionko!
Iza