Skoro oni mogą...

26.09.06, 15:52
Czytam to forum i widzę, jakim problemem jest czasem dla wielodzietnych opinia
innych ludzi. Bo to jest albo krytyczne zdziwienie, albo niby podziw, ale taki
troszkę z domieszką litości ( zawsze mnie to denerwowało).

Ale jest druga, bardzo pozytywna strona tego medalu. Ludzie do tego się
raczej rzadko przyznają - ale jesteśmy dla nich w pewnym sensie wyzwaniem.

Mnie zostało w domu tylko jedno dziecko, zatem przeszłam już na tę drugą
stronę barykady. I oto dowiaduje się, że niedawno poznana matka gromadki
fajnych, zadbanych dzieciaków kończy doktorat! Szczęka opadła!
I od razu refleksja: jeśli ją na to stać , to czemu ja nie mogę uporać się z
obiecanym dawno komuś opracowaniem? Jeszcze tego samego wieczoru skończyłam
robotę.
Podjęłam jeszcze inne, ambitne i pożyteczne postanowienie, ale już się nie
będę chwalić.

My byliśmy wielodzietni (trójka) w trudnych czasach lat osiemdziesiątych i
poczatków transformacji; bez pomocy, a nawet z pewnymi obowiązkami wobec
naszych rodzin. Pamiętam,że opinia otoczenia była taka właśnie - krytycznie
litościwa.

Ale teraz kojarzę, że zdarzało nam się słyszeć na przykład takie teksty:

"Wydawało nam się, że nie stać nas na to drugie dziecko,że absolutnie nie damy
sobie rady. Ale skoro wy dajecie sobie radę z trójką, to czemu my z dwojgiem
nie mielibyśmy sobie poradzić? Więc się urodzi."
" Myślałam,że szkoła muzyczna dla dziecka odpada, bo oboje pracujemy, ale
skoro wy też pracujecie i wozicie trójkę, to czemu my jednego nie możemy wozić?"
"Wydawało mi się, że oszaleję z tym nieznośnym dzieckiem, ale zaraz przyszło
mi do głowy,że skoro wy okiełznaliście gromadkę, to jednego przecież łatwiej
jest spacyfikować".
" Wydawało nam się, że angielski i inne zajęcia to fanaberie dla jedynaków,
ale skoro wy do tego przywiązujecie taką wagę , to i my swoje zapisaliśmy".

Zatem moi drodzy, pamiętajcie ,że niejedno dobro dzieje się tylko dlatego,że
wy jesteście. Niejedna mama jedynaka jest dla swego dziecka cierpliwsza i
spokojniejsza, bo widziała was, cierpliwych i (w miarę) spokojnych rodziców
gromadki.
Ludzie myślą tak : Skoro oni dają sobie radę, to my tym bardziej powinniśmy
umieć uporać się z naszymi obowiazkami.
    • zuzanna56 Re: Skoro oni mogą... 26.09.06, 17:57
      Bardzo podoba mi się to co napisałaś. Sama mam dwoje dzieci i naprawdę
      podziwiam mamy mające więcej dzieci i umiejące zorganizować zarówno przyziemne
      rzeczy typu pranie, gotowanie, zakupy itd. jak i poświęcić dzieciom czas po
      prostu na bycie z nimi, rozmowę i zabawę.
      A organizacyjnie wcale nie jest łatwo jeśli oboje rodzice pracują. Czasami
      trzeba jechać na drugi koniec miasta zawieźć dzieci na zajęcia dodatkowe. Nie
      jestem zwolenniczką posyłania dzieci codziennie na jakieś zajęcia ale raz lub
      dwa razy w tygodniu owszem. Jak to zrobć gdy dzieci jest więcej a są zbyt małe
      by same dojeżdżały? Na pewno można dogadać się z kimś znajomym kto akurat
      zawozi swoje dziecko w tym samym kierunku albo liczyć na pomoc dziadków. Albo
      samemu pędzić po pracy.
    • piastka Re: Skoro oni mogą... 27.09.06, 11:49
      Mam to szczęście, że nikt nie dał mi odczuć swojego współczucia... Nawet jeśli
      tak myślał. Co więcej, nasza informacja o trzecim dziecku w drodze u niejednych
      znajomych namieszała (np 2 miesiące po naszej trzeciej urodziła się dla
      niej "koleżaneczka" - też trzecie dziecko u znajomych). O ile wiem, inni też
      zamarzyli i się jeszcze trochę wahają.

      • natkare Re: Skoro oni mogą... 27.09.06, 14:19
        Tak, tak czasami trzeba tylko chcieć coś zmienić.
        Do tej pory spotkałam się tylko z pozytywnymi reakcjami.
        Lekarka moich dzieci zawsze się dziwi że takie grzeczne , roztropne, ładnie i czysto ubrane.
        Wie że puki co tylko mąż pracuje(jestem na wychowawczym)-zawsze pada pytanie jak my sobie radzimy?
        Wiecie co tak sobie ostatnio myślałam że mając tylko Maćka , gorzej sobie radziłam niż teraz.
        Pomimo że mieliśmy podobną kwotę, na mniej rzeczy nam starczało niż teraz.
        Więc chyba stałam się bardziej gospodarna, pomimo swojej rozrzutnoścismile
        Pozdr.
        Mama Maciejka 1999, Dominisi 2003 i Mikołajka 2005
        • bazylia_am Re: Skoro oni mogą... 17.05.07, 18:46
          Ja dopiero spodziewam się trzeciego dziecka, ale reakcja otoczenia jest
          zazwyczaj pozytywna, choć większość osób jest zdziwiona naszą decyzją.
          Dużą siłę daje mi właśnie obserwowanie zaprzyjaźnionej, wielodzietnej rodziny
          (czworo dzieci). W trudnych chwilach myślę, ze skoro oni sobie dają radę to ja
          tym bardziej mam do tego możliwości.
          Dla nas największą barierą było... zdecydowanie się na drugie dziecko, z
          trzecim poszło już gładko i dość szybko smile
          Mam nadzieję, że uda nam się fajnie wychować nasze dzieci i że może ktoś weźmie
          i z nas przykład wink
    • nata76 Re: Skoro oni mogą... 17.05.07, 19:55
      moja koleżanka ze szkoły mnie spotkała. Szłam z trójeczką,a ona na to: "no
      nie...to skoro TY masz tórjkę to moze i my sobie zrobimy,bo ja zawsze chciałąm
      trzecie,ale sie bałam obciachu...."


      druga strona medalu-trzeba być zawsze zadbanym, dzieci musza byc czyste
      itp. ,bo jak juz kiedys pisałam, zaniedbanej zmęczonej matce jedynaka wszyscy
      współczują, a tej samej matce wielu dzieci jużnie wypada,nie uchodzi wręc
      zakazane jest byc zmęczoną,bo sobie dopiero ludzie na jej wielodzietności
      pojadą.........
    • nata76 Re: apel do Rycerzowej 17.05.07, 19:56
      A w ogole to bardzo prosże Rycerzową,zeby wiecej pisała, bo madra z niej
      kobiałka i moge sie wiele nauczyć z jej życiowej mądrości.
    • dora4914 Re: Skoro oni mogą... 17.05.07, 21:22
      Jestem matką pięciorga pociech w wieku od 16-stu lat do 2-latek.Nieustannie
      słyszę: "jak Ty sobie radzisz?"Po pierwsze troje dzieci chodzi do szkoły i
      nauczyłam ich pomocy w domu, miłości i szacunku.To im pomaga realizowac
      obowiązki.Mamy dyzury w kuchni, więc mi pozostaje gotowanie, sprzątanie w domu
      przed południem i opieka nad maluchami.Popołudniu natomiast pomagam starszyźnie
      w lekcjach i czas wolny dla mnie.Wieczorem robię kolacje, ale rzadko, bo moje
      dzieci lubią mnie zaskakiwac i pokazac coś od siebie, wiec czesto kolacja jest
      zrobiona przez nich.Nie pracuję, bo gdy paracowałam pieniądze z tego tytułu
      jaki mi zostawały to kwota rzędu 80-160 zł.(po 8godz. przez 6 dni w
      tygodniu).Tylko trzeba umie sobie zorganizowac czas i nauczyc dzieci pomocy.
    • mamamonika Re: Skoro oni mogą... 17.05.07, 22:39
      Może i dobro z tego wynika, ale nie podbudowuje mnie specjalnie świadomość, ze
      moja rodzina jest dla kogoś odnośnikiem i wzorem niedościgłym wink Nie czuję się
      przez to lepsza ani lepiej. Zawsze unikałam patrzenia "w dół", zawsze "w górę",
      na zasadzie, że zawsze można więcej i lepiej. To się chyba perfekcjonizm
      nazywa wink)
      • barbie-torun Re: Skoro oni mogą... 18.05.07, 08:34
        nieraz słysze słowa podziwu dla nas
        "jak to sobie radzimy z dziećmi"
        guzik prawda nie radzimy sobie w moim odczuciu
        ciągłe awantury i gonitwa od rana
        po południu zajęcia dodatkowe
        wieczorem lekcje, kolacja i znowu gonitwa do mycia, spania
        łapię oddech przed północą
        zasypiam ok 1
        budzika nie słysze ale wstaję
        i spóźniona be dzę na autobus do pracy
        oj byle do wakacji dotrwać
        dzieciaki już zmeczone rokiem szkolnym
        wyjazd 27 czerwaca wyjeżdżamy smile

        zmęczona Matka Polka
        • agnieszkas72 Re: Skoro oni mogą... 18.05.07, 08:41
          Barbie,grunt to pozory.Rodzina wielodzietna powinna się prezentowaćsmile jako wzór
          cnót wszelakich i skarbiec wartości,a to co się dzieje przed wieczorną
          kąpielą,to już poza kadrem(no,chyba,że w akustycznym bloku mieszkaciesmile).
        • agnieszkas72 Re: Skoro oni mogą... 18.05.07, 08:50
          Rycerzowo,potrzeba udowadniania światu,że jest się super9i tak dobrze sobie
          radzę!) przez rodzenie kolejnych dzieci(jak cwiczący na siłowni,który zwiększa
          obciążenie) według mnie jest wątpliwa moralnie i prowadzi na manowce.Może źle
          cię zrozumiałam ale odnoszę wrażenie,ze to dość poważne niebezpieczeństwo,jakie
          czyha na rodziców z większą gromadką.Przyjęcie,ze nasze dzieci ponoszą jakieś
          wyrzeczenia i my też,a więc w takim razie jesteśmy stale zobowiązani do
          prezentacji właśnie tych zbawiennych wpływów wychowawczych
          wielodzietności.Inaczej jestesmy do niczego na całej linii i tracimy rację bytu.
          • barbie-torun w domu z ogródkiem mieszkamy 18.05.07, 09:07
            i to błąd bo powinniśmy raczej w bloku
            bo tam nikt się nie dziwi gromadce wrzaskunów
            obok domy emerytów i przedemerytów i spokój im zakłócamy
            i jeszcze pies ciagle ujada a dzieciaki na rowerkach pędzą i krzyczą
            zabawy w policjantów i uciekajace samochody itp.
            a jak wołam "do domu-kolacjaaa" to pół osiedla słyszy ;P
            • mamamonika Re: w domu z ogródkiem mieszkamy 18.05.07, 11:12
              My też mieszkamy w domu, ale na szczęście w młodej dzielnicy - za każdą siatką
              coś małego się plącze. Dwoje sąsiadów ma trójkę smile
              Wczoraj późno pisałam - troszkę dopowiem... Zupełnie nie czuję potrzeby
              prowadzenia działaności pedagogicznej za pomocą mojej rodziny i robienia za
              odnośnik "ci dopiero muszą mieć przewalone, my mamy luz". Wolę być podziwiana
              za inne parametry, nie za wielodzietność i jej w miarę sprawną obsługę wink Moja
              rodzina to rodzina, a nie demonstracja poglądów i sposób na życie
              • barbie-torun parametry 18.05.07, 11:52
                Wolę być podziwiana
                > za inne parametry, nie za wielodzietność i jej w miarę sprawną obsługę wink

                pawnie masz ich wiele, jakie?
                wink

                mnie tylko podziwiają za rodzenie dzieci i gotowanie
                • mamamonika Re: parametry 18.05.07, 22:01
                  Co się będę chwalić wink)
                  Ale fakt - mój żywioł i źródło satysfakcji jest poa domem . Dom to podstawa i
                  zupełnie inna sfera
    • nata76 Re: Skoro oni mogą... 18.05.07, 11:49
      mnie sie wydaje,ze rycerzowej nie o to chodziło,żeby wielodzietnoscią coś
      udowadniac. dla mnie to taka pozytywna refleksja...
      z drugiej strony, tak jak piszecie, nie można dziećmi niczego udowadniac,bo to
      rzeczywiście moze stac sie chore.....
      • jol5.po Re: Skoro oni mogą... 18.05.07, 13:22
        >Potrzeba udowadniania światu,że jest się super (i tak dobrze sobie
        radzę!) przez rodzenie kolejnych dzieci(jak cwiczący na siłowni,który zwiększa
        obciążenie) według mnie jest wątpliwa moralnie i prowadzi na manowce.Może źle
        cię zrozumiałam ale odnoszę wrażenie,ze to dość poważne niebezpieczeństwo,jakie
        czyha na rodziców z większą gromadką.<

        Z tym, ze to się dzieje bez naszego udziału, częsc ludzi odbiera widok naszych
        rodzin jako wytrącenie z pewnego oczywistego toku postępowania. Mało jest dużych
        rodzin, to rzadki model - ludzie, którzy nie mają jakiegoś specjalnego pędu do
        wielodzietności na pytanie ile miec dzieci, w momencie decyzji odpowiadają
        zwyczajowym - 2+2, lub 2+1. Duża rodzina jest powodem do zdziwienia własnie
        dlatego, że powoduje powrót do tego pytania.
        I w stosunku do własnej sytuacji padają dodatkowe pytania: - a dlaczego nie
        wiecej jest dzieci. Niektórzy zauważają po prostu - oni sobie radzą, no ale jak?
        skoro ja mam kłopoty (z organizacją, czasem, pieniędzmi). A niektórzy odbierając
        naszą postawę jako wyrzut próbują udowodnic, że jednak lepiej wybrali - bo
        mieszkanie, które potem trudno zapewnic takiej liczbie dzieci, bo trudno studia
        opłacic itd.
        I te reakcje z zewnątrz są chyba nawet bardziej w stronę przygany (obserwując
        ememę jestem tego nawet pewna), a mniej podziwu. Duża rodzina nie jest teraz
        wartością dobrze postrzeganą, choc jest sporo ludzi przeczących temu
        stwierdzeniu - bo czują jej wartosc, gdzieś się zetknęli, po prostu mają własne
        doświadczenia, mniej się kierują obowiązującym prądem.
        Ta przygana przywraca do pionu (stan lakkiego prześladowania jest korzystny...wink
        to jakiś duchowny powiedział o sytuacji kościoła) i nie pozwala wpaśc w
        zarozumialstwo (choc zapewne jest to możliwe - człowiek jest pojemnywink.
        • agnieszkas72 Re: Skoro oni mogą... 19.05.07, 10:15
          Bycie idealnie funkcjonującym wzorcem cnót i wartości jest dosc niebezpieczne.W
          rodzinie wielodzietnej,jak w każdej innej też może się posypać.Każda z nas musi
          się z tym liczyć.
          • rycerzowa Re: Skoro oni mogą... 19.05.07, 12:23
            agnieszkas72 napisała:

            > Bycie idealnie funkcjonującym wzorcem cnót i wartości jest dosc niebezpieczne.W
            > rodzinie wielodzietnej,jak w każdej innej też może się posypać.Każda z nas musi
            > się z tym liczyć.

            Wymaganie od wielodzietnych, by były cnotliwe, uważam za mocno przesadzone.wink

            W ogóle, to nie chciałabym być opacznie zrozumiana.
            W swoim wątku zupełnie nie miałam na myśli "świecenia przykładem".

            Otóż cokolwiek robisz, może to mieć znaczenie dla innych; co wcale nie
            znaczy,że robisz to specjalnie "dla innych", na pokaz.

            Jeśli po czterdziestce zdecydowałam się na studia podyplomowe, to tylko
            dlatego,że musiałam. Oczywiście, byłam najstarsza, i to znacznie. Nasza grupa
            prawie w całości studia ukończyła, co się zdarza wyjątkowo, i, jak potem
            żartowano, stało się tak dzięki mnie, bo "skoro ona sobie radzi, to czemu ja nie?"
            Jako licealistka usłyszałam rozmowę starszego kolegi z bibliotekarką, że wybiera
            się on studiować na tak szacownej uczelni,że jej nazwę wymawiało się z nabożnym
            szacunkiem. Dostał się. Więc dlaczego ja nie miałabym spróbować? Skoro on może...

            W odniesieniu do wielodzietnych podobne refleksje budzą te rodziny, którzy sobie
            właśnie radzą, to znaczy żyją "normalnie", nie-cierpiętniczo, nie-patologicznie.

            I nie o to chodzi, że ktoś "podziwia", ale o ten wniosek, że to teoretycznie i
            praktycznie możliwe -
            i o dzieci w miarę zadbać, i w miarę rozwijać się zawodowo, i na jakieś
            przyjemności mieć czas. No bo jeśli oni mogą...

            "Jeśli mama po urodzeniu czworga dzieci ma figurę maturzystki, to czego ja się
            mam bać?" - usłyszałam od córki.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja