Taka refleksja na podstawie historii mojej rodziny

13.12.06, 15:15
Wita, nie jestem wielodzietna, i pewnie juz nie będe, bo jestem, ciut za
wygodna aby wracać do pieluch i nieprzespanych nocy.
Ale naszła mnie taka refleksja. jak myślicie czy wasze dzieci bedą miały duże
rodziny, czy poprzestaną na 1 czy dwójce dzieci?
Bo tak własnie jest w mojej rodzinie.
Moja babcia przed wojną bardzo wcześnie straciła rodziców i siostrę ( mając
14 lat była sama tylko pod opieką rady familijnej ). Przed wojną jeszcze
postanowiła mieć dużo dzieci. Bo nie chciała być wiecej sama.
Pierwsze dziecko urodziła jeszcze przed wojną, w czasie wojny była przerwa, a
po wojnie od 49 roku kolejne dzieci przychodziły na świat co rok. W sumie
była 5.
W domu bieda, bo tylko dziadek pracował, babcia jako przedwojenna panna z
dobrego domu nie miała żadnego wykształcenia.
W sumie podziwiam ją za przystosowanie sie do nowych warunków, bo ustrój
trzeba przyznac, ze jej dokopał. Straciła 2 kamienice na warszawskim Starym
Mieście. Nie była przyzwyczajona do braku służby, ale dostosowała sie. była
szczęsliwa, ze przeżyli wojnę w zdrowiu. Ona dziadek i moja ciotka. Przeżyli
powstanie i obóz w Pruszkowie.
Ale niestety pensja dziadka nie starczała na dużo a bło w sumie 5 dzieci do
wyzywienia, a jak moja mama miała 6 lat to pojawiły się już dzieci jej
najstarszej siostry. Na to wszystko pracował dziadek. Bya więc bieda, ale
zawsze czysto dom i dzieci zadbane.
Po śmierci dziadka, zrobiło się jeszcze gorzej, bo właściwie tylko renta po
dziadku. W domu już własciwie dzieci już podrosniete i chciały miec ciut
wiecej niż zupę na obiad, i jedną bluzkę na zmianę.
Babcia zawsze do końca życia mówiła, ze duża rodzina to jej marzenie, które
zrealizowała. Tyle ze nie zapewniła dzieciom żadneo startu na przyszłość.
Moja mama i jedna ciotka studia skończyły dopiero niedawno ( wcześniej
niedostały sie bo zabrakło im pkt za pochodzenie, niestety nie
mogły "poszczycić" się przodkami, którym słoma z butów wychodziła. Druga
ciotka skończyła studia, ale dostała sie na nie ponieważ jej narzeczony
działał w jakiejś tam organizacji. Reszta studiów nie skończyła.
Teraz jednak radzą sobie bardzo dobrze ( tzn po zmianie ustroju, kiedy to
zaczął się liczyć mózg a nie mocne plecy ). Są zdecydowanie na wyzszej półce
zarabiających , mają własne mieszkania, firmy.
Jednak kazde z nich, poza najstarszą, która ma 2 dzieci, ma jedynaków.
Ponieważ stwierdzili, ze chcą coś dzieciom zzapewnić poza biedą ( czyli, ze
nie chcą aby ich dzieci miały tak samo źle jak oni ).
Na moim poziomie, każde ma własne mieszkanie i rodzine i tak naprawde dopiero
my mamy wiecejk dzieci. Moja siopstra cioteczna będzie miała drugie w
kwietniu, a mój brat ma dopiero półrocznego malucha. Najstarsza siostra
cioteczna ma 3 ale przez przypadek, ponieważ za drugim razem trafiły sie
bliźniaki.
Tak więc na przykładzie mojej rodziny zastanawiałam sie, czy dzieci z rodzin
wielodzietnych, ale tych normalnych ( nie chodzi mi o patologię i
alkoholizm ), powielą model rodziców, czy wręcz przeciwnie. Widząc na ile ich
teraz nie stac, i ile musza sobie odmówić, czy ograniczą liczbe dzieci, aby
móc im jak najwięcej zapewnic ( czyli to czego sami nie mięli od rodziców ).
Mam nadzieję że nikogo nie obraziłam, ale łasnie ostatnio taki problem mnie
nurtuje, a gdzie go lepiej zgłębić niż u wassmile)
Pozdrawiam
    • bazylia_am Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 13.12.06, 15:33
      Wydaje mi się, że przed wojną i po wojnie rodziło się więcej dzieci i to było
      przez wszystkich akceptowane i oczywiste.
      Ja pochodzę z rodziny gdzie było zazwyczaj po troje dzieci (tata), lub dwoje -
      rodzina ze strony mojej mamy.
      Mój mąż był najstarszym z trójki i u nas chyba też będzie troje dzieci.
      Siostra męża i jej mąż też marzyli o trójce (szwagier ma też brata i siostrę).
      Czyli poniekąd powielamy model dzietności.
      Brat męża ma dwóch synków i córeczkę.

      Przyjaciele pochodzą z rodzin z 4 lub 3 dzieci - teraz spodziewają się czwartej
      córki.
      Ale doszłam do wniosku, że podjęcie decyzji o kolejnym dziecku nie jest
      proporcjonalne do zamozności. Najczęsciej ci, którym jest - uogólniając -
      dobrze, pozostają przy jednym, maksymalnie dwojgu.

      I jeszcze jedna refleksja - od trzech lat mieszkamy na wsi i widzę, że ludzie
      spoza dużego miasta są bardziej otwarci na dzieci. Większość znajomych i tak
      dojeżdża do pracy do Warszawy, ale nie przeszkadza im to w tworzeniu duzych i
      szczęśliwych rodzin smile
      • zuzanna56 Re: Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 13.12.06, 15:54
        Moja teściowa pochodzi z rodziny gdzie było 10 dzieci. Niektórzy już nie żyją.
        Teściowa nie utrzymuje ze wszystkimi kontaktu, spotyka sie chyba tylko z trójką
        rodzeństwa i to rzadko. Nie wiem nawet dlaczego. Mój mąż ma ogromną liczbę
        kuzynów ale z nikim sie nie widujemy, chyba że czasami na jakimś ślubie czy
        pogrzebie.
        Ja mam dwoje, moja siostra też. Siostra męża ma troje.
    • mamusiewa Re: Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 13.12.06, 16:24
      Mam 3 rodzeństwa, mąż czworo. Obecnie moje dzieci mają 14 kuzynów( najstarszy
      10 lat), kolejne 4 w drodze. Ja też spodziewam się 4 dziecka. Rpdzice mojego
      męża nic im nie zapewnili("jedynie" spokój w domu i dobre wychowanie.
      Wykształcili się po kolei wzajemnie sobie pomagając. Wszyscy są z wyższym
      wykształceniem, mają własne domy lub mieszkania( oczywiście często na kredyt).
      U mnie było nielekko, ale wszyscy skończyliśmy dobre uczelnie, a teraz:
      intensywnie się rozmnazamy. Many ze wszystkimi szwagrami, bratowymi ,
      szwagierkami i rodzeństwem wspaniały kontakt.Polecam!. Aha. W celach
      przktycznych na chrzciny czy komunie dajemy dzieciom naprawdę symboliczne,
      zwi.ązane tematycznie prezenty-więc bycie po raz enty chrzestną czy chrzestnym
      nie tylko nas nie stresuje, ale cieszy. Wszystko zostaje w rodzinie
    • mamamonika Re: Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 13.12.06, 16:31
      Pochodzimy z mężem z rodzin "bez tradycji" wink - ja mam jednego brata, mąż jest
      jedynakiem. Wcześniejsze pokolenia też bez szaleństw - trójka co najwyżej w obu
      rodzinach.
      Jeśli chodzi o nas, nie planowaliśmy naszej rodziny w obecnym kształcie (4
      maluchów), ja myślałam o dwójce, mąż nieśmiało opowiadał się za trójką, wszyscy
      znajomi wróżyli nam conajwyżej jedynaka wink. Naszym dzieciakom bardzo podoba
      się fakt, że jest ich więcej, ale czy powielą taką liczbę potomków w swoim
      życiu - zobaczymy. W każdym razie fakt posiadania większej niż przeciętna
      liczby rodzeństwa w niczym ich nie ogranicza, mam nadzieję, że tak zostanie wink
      Mam też nadzieję, że to co im zostanie w pamięci to ciepły, radosny, tętniący
      życiem dom, a to, ile wnuków nam zorganizują jest dla mnie neutralne - to ich
      wybór. Chociaż starszy syn już zapowiada, że będzie miał pięcioro dzieci wink,
      także chyba nie będą ilości swojego rodzeństwa kontestować.
      Chociaż - jak mi przyprowadzą kiedyś PO czwórce od każdej sztuki.... Rany
      Julek smile))
    • ludkowa Re: Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 14.12.06, 09:15
      W mojej rodzinie natomiast jest tak: babcia ze strony ojca była jedynaczką,
      chciala mieć liczną rodzinę ale wojna zabrała jej dwoje dzieci,majątek, został
      tylko mój ojciec- jedynak. Chciał mieć liczną rodzinę, ma sześcioro dzieci. W
      domu się nie przelewało, jedzenia nie brakowało, jak to na wsi, ale czworo już
      ma wyższe wykształcenie, brat studiuje, siostra zdaje w tym roku maturę. Mama
      bardzo lubiła czytać ksiązki, tę miłość nam przekazała ( teraz u rodziców jest
      taki "punkt przerzutowy", przywozimy ksiązki mamie i się nimi wymieniamy),
      babcia natomiast lubiła szyć, robić na drutach, szydełku i tego się od niej
      nauczyłam ja i moja siostra.Na razie tylko ja mam dzieci, czwórkę, wszyscy
      chętnie bywamy u rodziców, spotykamy się na różnych uroczystościach, możemy na
      siebie liczyć, na swoją pomoc, chociaż mieszkamy w różnych miejscach. Czyli w
      moim przypadku- stereotp powielony, jeśli chodzi o rodzeństwo, czas pokaże, ale
      wątpię. Jeśli chodzi o aspekt finansowy- z własnego doświadczenia wiem, że taką
      samą ilość pieniędzy różnie można zagospodarować, można je albo mądrze, albo
      głupio wydać- tego właśnie nauczyłam się mając więcej dzieci niż dwoje, bo
      wcześniej nie było mi to potrzebne. Uważam, że warto w przyszłość inwestować "
      swój kapitał intelektualny" i pomnażać go w postaci dzieci, jeśli się to lubi,
      to naprawdę warto. Pozdrawiam, Kasia.
    • piastka Re: Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 14.12.06, 14:21
      Wydaje mi się, że ilość rodzeństwa, z jakim dorastaliśmy nie ma większego
      wpływu na nasze decyzje o wielkości rodziny, choć znam małżeństwo jedynaków,
      którzy koniecznie chcieli mieć przynajmniej dwoje dzieci, bo nie wspominali
      najlepiej swojego jedynactwa. Być może łatwiej podjąć decyję o dużej ilości
      dzieci parom, które wiedzą jak to jest.
      W mojej rodzinie jakieś sto lat temu dziadkowie mieli po kilkoro rodzeństwa, a
      ich rodzice nawet i "dwucyfrowo". Babcia przed i w czasie wojny urodziła 4
      córki i 1 syna (niestety na zakończenie wojny - nie przeżył przy fatalnym
      stanie słuby zdrowia, a właściwie jej braku). Wszystkim czeterem swoim
      dziewczynom dała co tylko mogła marząc, że dostąpią "łaski wykształcenia",
      której ona nie miała (na początku XX wieku wielu ojców nie pozwalało swoim
      córkom się kształcić, Babcia mogła ukończyć tylko 3 klasy szkoły powszechnej...)
      Każda z nich skończyła studia, choć bywało trudno (finansowo).
      Przepraszam za historyczną dygresję, tak mnie naszła refleksja, że często matka
      kilkorga dzieci jest w stanie dać baardzo dużo, czasem więcej niż inna matka
      swojemu jedynemu lub dwójce dzieci. Nie mam na myśli spraw materialnych.
    • urge Re: Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 14.12.06, 18:21
      A mi się zdaje że to nie ma nic wspólnego z finansami a ze sposobem wychowania.
      Sama mam czworo rodzeństwa, czasem finansowo moim rodzicom było bardzo ciężko
      ale w domu była atmosfera miłości, zawsze dużo ludzi, moje koleżanki jedynaczki
      wolałay przychodzić do mnie mimo że nie dało się znaleźć kąta gdzie mogłybyśmy
      być same niż spotykać się w ich własnych, osobnych i wygodnych pokoikach.
      Studia skończyliśmy wszyscy (no, znaczy 2 jeszcze studiuje), rodzice nie mieli
      możliwości kupić nam mieszkań itp ale pomagali na ile mogli -skutkiem tego my
      już 6,5 po ślubie nadal mieszkamy u moich rodziców -dopiero teraz mogliśmy
      wziąć kredyt i dopiero za miesiąc będziemy mieć pierwsze własne mieszkanko.
      Pewnie że wolałabym od początku być z mężem u siebie -ale za to wiem że teraz
      będziemy umieli cenić ten własny kąt bez porównania bardziej niż Ci wszyscy moi
      znajomi którzy dostali swoje mieszkanka już na starcie i nic ich to nie
      kosztowało.
      Moi rodzice zawsze bardzo dbali o prawidłowe relacje między swoimi dziećmi
      skutkiem czego wiemy że możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji i tego też
      chciałabym dla moich dzieci.
      Moje rodzeństwo starsze ma po 3 dzieci i chcą jeszcze mieć, ja będę mieć za
      miesiąc trzecie a potem zobaczymy smile Moja młodasza siostra chce mieć piątkę,
      brat w sumie nie wiem ale wątpię żeby marzył o jedynaku...
      Acha, mój mąż ma 2 braci, sam chce mieć dużo dzieci ale jego bracia jeden chce
      mieć dwójkę a jeden jedynaka -oni zaliczają się do tej grupy która musi dać
      dzieciom "wszystko" -czyli kasę uncertain
    • poleczka2 Re: Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 14.12.06, 23:26
      Zastanawiałam się nad tym wiele razy. W mojej rodzinie było tak, że moja mama
      pochodzi z rodziny wielodzietnej i każdy z jej rodzeństwa ma tylko jedno
      dziecko, góra dwójka, żona wujka też z rodziny wielodzietnej ma tylko
      jedynaczkę, ja jestem jedynaczką i mam troje dzieci i chyba na tym nie koniec.
      Myślę, że moje dzieci nie będą miały dużo dzieci, raczej po dwójce góra. Ktoś
      kiedyś pisał na tym forum, że takie rzeczy przeskakują co dwa pokolenia, chyba
      się zgadza w naszym przypadku. Pożyjemy zobaczymy.
      • agnieszkas72 Re: Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 15.12.06, 07:44
        Jestem jedynaczką ale to nie był wybór moich rodziców,marzyli o większej
        rodzinie.Tata miał jednego brata,dwie małe siostry stracił w czasie wojny.Mama
        miała jedną siostrę przyrodnią.Nie wiem,co zrobią ze swoim życiem moje
        dzieci,mam nadzieję,że nie zniechęcę ich za bardzo do posiadania większej rodziny.
    • etykieta_zastepcza Re: Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 15.12.06, 10:33
      Opisana przez Ciebie sytuacja wydaje się być jednak raczej funkcją sytuacji w
      jakiej przyszło żyć twojej mamie i jej rodzeństwu, niż konkretnie sytuacji
      dzieci z rodziny wielodzietnej. Lata 70. to nie był najlepszy okres do
      posiadania dużej rodziny, szczególnie jeśli dodatkowo państwo rzucało kłody pod
      nogi ze względu na pochodzenie. Dodajmy jeszcze fakt wywłaszczenia z dodrobku
      pokoleń i radykalne obniżenie standardu życia. Babcia mogła go jeszcze zaznać w
      dzieciństwie, a pokolenie jej dzieci i Twoich rodziców spotkało już tylko
      PRL-owskie dno. Trudno im się dziwić, ze byli z jednej strony zniechęceni a z
      drugiej chcieli coś dać swoim dziecim.
      • jol5.po Re: Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 17.12.06, 23:25
        popatrz Arweno - dokładnie taka sama dyskusja, ale dawno, dwa lata temu
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16714&w=14133373&v=2&s=0
        a ja zgadzam się z etykietą, >sytuacja wydaje się być jednak raczej funkcją
        sytuacji w jakiej przyszło żyć twojej mamie i jej rodzeństwu niż konkretnie
        sytuacji dzieci z rodziny wielodzietnej.<
        wydaje mi się też że pięćdziesiąt lat temu czym innym było planowanie rodziny
        niż dzisiaj, to znaczy dzisiaj jest o wiele bardziej rozpowszechnione,
        kiedyś były większe rodziny częściej spotykane, dzisiaj w dobie tabletki
        antykoncepcyjnej rzadziej
        co ciekawe słyszałam, że wielodzietniość może też być tradycją rodzinną, ale
        własnie nie u niższych warstw, a u wyższych.
        Na pewno tak jest u Radziwiłów obecnych, Onyszkiewicz ożeniony z wnuczką
        marszałka (Piłsudskiego) też ma piatkę bodaj, chyba nie przez przypadek, albo z
        braku umiejętności planowaniawink

        A u mnie w rodzinie akurat jest tak jak piszesz Arweno, tesciowa pochodziła z
        rodziny, gdzie było kilkanascie rodzeństwa, to była raczej bogatsza rodzina, ale
        też straciła po wojnie. Ojciec teściowej jednak prowadził dosyć dobrze
        prosperujące gospodarstwo i sobie dobrze radził. Teściowa ma tylko jednego syna.
        Ja miałam siostrę, ale moja mama była z większej rodziny.
        Ale z drugiej strony teść miał tylko brata i to jeszcze przyrodniego, a mój tata
        to jedynak.
        • embro1 Re: Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 09.04.07, 22:28
          Mam dwójkę dzieci, chcę mieć 4
          jestem jedynaczką
          moja mama ma brata ( brat ma 1 syna)
          jej mama miała brata i siostrę + siostrę, która utopiła się przed jej narodzinami
          jej tato miał 2 rodzonych i 5 przyrodniego rodzeństwa
          mój tata ma dwóch braci
          jego mama miała 8 rodzeństwa
          jego tata miał kilkoro braci
          mój mąż miał dwie siostry ( 1 zginęła przed maturą)
          jego mama ma 4 rodzeństwa (każde z nich ma od 2-4 dzieci)
          jego ojciec ma 2 siostry
    • efciaeb Re: Taka refleksja na podstawie historii mojej ro 11.04.07, 13:43
      liczba dzieci w mojej rodzinie:

      dziadkowie ze strony taty- 5
      dziadkowie ze strony mamy- 2

      moi rodzice, tu sprawa skomplikowana bo po rozwodach i ponownych małżeństwach
      tata- 4
      mama- 2

      brat- 1 (ale brat jest tylko ze strony mamy, bo ojca miał innego)

      u mojego męża:

      dziadkowie od mamy- 3
      dziadkowie od taty- 4
      rodzice- 4

      ja: piąte w drodze

      Jak widać u nas ogólnie tendencja jest taka, że tam gdzie było więcej rodzeństwa
      to ono ma teraz więcej dzieci, a gdzie było mało kontynuuje się niewielką ilość.
Pełna wersja