Dziwne rodziny wielodzietne

15.04.07, 21:45
Znam wiele rodzin, które mają trójkę lub więcej.Tak się złożyło, że i
prywatnie i zawodowo stykam się z takimi czeredkami często.
Ale dwie mnie zastanawiają.
Niemal po sąsiedzku mieszka rodzina z piątką już obecnie nastolatków.To mała
miejscowość, wszyscy znają się z widzenia.I uświadomiłam sobie nagle, że mamy
tej rodziny nie znam.Pojawia się z mężem i dziećmi w kościele, poza tym nawet
po zakupy nie chodzi.To ładna, nieśmiała kobieta sporo młodsza od mężą.Mąż
chodzi na wywiadówki(ona nigdy, wiem na pewno), on jest "udzielaczem" - gra w
tenisa, prowadzi jakieś stowarzyszenie, jest na każdej imprezie - sam.On
zawozi i przywozi dzieci, gdy trzeba.Dzieci czasem zaglądają do moich - o
mamie ani słowa.jakby nie istniała.A nie wygląda na jakąś depresyjną.Nigdy
nie widziałam jej na spacerze z dziećmi, nawet jak były małe.No a teraz dla
mnie normalne, że biegnę z moimi nastolatkami choćby ciuchy czasem pooglądać
czy rowerem pojeździć.Ona ma córki w podobnym wieku - nie widać ich razem.W
sumie tata to miejscowa gwiazda, dzieci samodzielne i bystre, a mama, kiedy
już gdzieś się pojawia, nie odpowiada na pytania.Nie ma okazji - robi to za
nią mąż.Jest zupełnie bierna.
Mam wrażenie, że facet wziął sobie młodziutką dziewczynę, wprowadził ją do
ładnego domu, w ciągu siedmiu lat obdarzył pięciorgiem dzieci - nie ukrywa,
że to jego ideał rodziny zaważył - i zamknął w tym domu jak w złotej
klatce.Ona wychodzi tylko w jego towarzystwie - do kościoła i marketu.Co robi
całymi dniami, gdy dzieci są już po podstawówce, biegają na liczne zajęcia, a
mąż wiecznie w pracy albo rozwija własne zainteresowania? Dla mnie ta
izolacja jest nieco dziwna.Facet jest przy tym ekspansywny, wygadany i lubi
skupiać uwagę na sobie.W sumie dziwne to dla mnie.
A drugi przypadek to odwrotność.Moja znajoma rodzi niedługo szóste. Lubi
chodzić z brzuchem, jak mówi.No ale męża o zdanie nie pyta.On ma zarobić.Do
pomocy przy dzieciach angażuje całą rodzinę, bo jej się to należy.Potrafi
manipulować ich emocjami strasznie.Cały system osób, które mają zrobić
zakupy, zawieźć do przedszkola, załatwić coś w urzędzie.Kiedy dowiedziała
się, że wożę dzieci do szkoły samochodem, zaproponowała podwożenie swojej
dwójki.Zgodziłam się. Potem doszło jednak stwierdzenie, że nieodzowne jest
przywożenie.Tu plan nie zgadzał się, więc oświadczyła, że moje mogą poczekać
aż jej skończą.Ponieważ mi nie pasowało, nazwała mnie egoistką.No i w sumie
wygląda to tak, że owa znajoma ma czas na wysiadywanie u fryzjera i kawki ze
znajomymi, natomiast wszyscy powinni ją wspomagać, bo ma gromadkę dzieci.Ja
moich nie zostawiałam nigdy, dla niej normalny jest wyjazd na samotne wczasy,
bo musi odpocząć.Obowiązkiem rodziców i niezamężnej siostry, która dobrze
zarabia, finansowanie jej rodziny i pomoc przy wszystkim.
Mam wrażenie, że dzieci są tu tylko celem do prowadzenia pewnego stylu życia -
egzaltuje się ciążami i niemowlakami, a potem ktoś ma obowiązek dziećmi się
zajmować.Starsze są raczej upychane po dziadkach i dalszej rodzinie.
Ona ma wieczny luz, aż pozazdrościć.Logistycznie jest doskonała.
Czy Wy też znacie ludzi, którzy dość nietypowo funkcjonują jako rodziny
wielodzietne? Pozostałe rodzinki, które znam są bardzo fajne.Sama mam tylko
troje, bo czwarte odeszło i potem już nie dało rady.Nie używam jednak dzieci
jako argumentu, że mi się należy, tylko dlatego, że chciałam mieć rodzinkę
większą niż inni.

    • marina2 Re: Dziwne rodziny wielodzietne 15.04.07, 21:53
      i....????
    • bemari Re: Dziwne rodziny wielodzietne 15.04.07, 22:20
      I chyba to, że w pewnych sporadycznych przypadkach tzw.wielodzietność z wyboru
      nie jest do końca wyborem miłości.A poza tym ciekawi mnie zdanie innych na ten
      temat.
      • agnieszkas72 Re: Dziwne rodziny wielodzietne 16.04.07, 10:30
        Dla mnie rekordy dziwnosci i braku instynktu samozachowawczego pobiły dwie
        rodziny przedstawione w sławetnym artykule w WO i hasło"wielodzietnosc z wyboru"
        przypasowane do którejś z nich robi na mnie wręcz upiorne wrażenie.
        • mamamonika Re: Dziwne rodziny wielodzietne 16.04.07, 10:32
          Chyba nawet wiem które wink)
    • nata76 Re: Dziwne rodziny wielodzietne 16.04.07, 11:05
      No właśnie...Absrtahując jużod orzeogromnej dyskusji na emamie. czytałam ten
      artykuł,dyskusje i całe weekend chodziłąm i o tym myslałam.
      Pewnie też dlatego,ze sama pomagajac w Bonifrateskim Centrum Pomocy Kryzysowej
      czy też w zaprzyjaźnionym Pogotowiu Rodzinnym zetknęłam sie z "patologiczną"
      wielodzitnością. TZN. kobiety rodzace dzieci,nieradzace sobie z
      rzeczywistoscią. Wiekszosć dzieci jst w placowkach a one rodżą następne.

      MOże przyszedł czas na pokazanie wielodzietności z wyboru? Zaplanowaliśmy tyle
      dzieci,kochamy je,bo dzieci i ich wychowanie to nasza pasja.

      Denerwuje mnie też,kiedy szafuje sie wielodzietnością w ramach jakiś idei, czy
      to przyrostu naturalnego,roszczeniowosc pomocy,czy tez dziecko jako"efekt"
      uboczny tzw. "otwarcia na życie",bo tak niestety to pojecie wg mnie jeast
      czasem traktowane w dosc dziwny sposob.

      Chcialabym,aby mowiono o rodzinach wielodzietnych, ktore sa wielodzietne dla
      dzieci,z milosci do rodziny,z wielkiej checi przebywania razem.

      • embro1 Re: Dziwne rodziny wielodzietne 16.04.07, 12:00
        mamy znajomą, której matka- miła skądinąd kobieta cierpi na agorafobię, i nie
        wychodzi prawie z domu, chociaż ponoć z mężem i dziećmi układa jej się dobrze.
        Brała kiedyś silne leki psychotropowe ale porzuciła ze względu na skutki uboczne
        i juz woli to niewychodzenie, w domu czuje się bezpiecznie...
        Może ta kobieta ma podobny problem.

        A rodziny wielodzietne sa rózne, oczywiste jest dla mnie ,że są jakieś granice
        odpowiedzialności itd... Ja już się kiedś wypowiedziałam gdzieś, że dla mnie
        taką granicą są siły rodziców, uważam, że dzieci wychowują i zajmują się nimi
        rodzice, a nie rodzeństwo.
        Jedna z rodzin w WO, z tych bardziej sensowniejszych zaskoczyła mnie
        stwierdzeniem typu " ja juz nie wychowuję mojej najmłodszej córki, wychowuje ja
        rodzeństwo, ja tylko pilnuje by nie wydawali jej zbyt wielu sprzecznych poleceń"
        coś w tym stylu...
        Jak dla mnie jest to przekroczenie tej granicy, to nie siostra ma być matką a
        ojcem brat... to nie oni decydowali się urodzić kolejne maleństwo...
        Materialne sprawy- byt podstawowy musi byc zapewniony- jedzenie do syta ( może
        być i zupa ziemniaczana), możliwość kształcenia się bez jakiś wielkich
        wyrzeczeń, leczenie nie u najgorszego państwowego konowała i dobry stomatolog
        oraz aby dzieci w wieku nastoletnim stać było na chociaż jedną firmową rzecz w
        roku. I wyrastanie w poczuciu bycia normalną rodziną, a nie żebraczą.
        Dlatego mnie jak sądzę stać na razie na maks 4.
        • efciaeb Re: Dziwne rodziny wielodzietne 16.04.07, 12:40
          Ale sytuacje, gdzie młodsze rodzeństwo jest wychowywane przez starsze wcale nie
          są na wyłączność rodzin wielodzietnych. Tam gdzie jest dwójka też się to widzi
          i to wcale nie rzadko. Więc mocno mnie denerwuje używanie tego argumentu na
          przeciw wielu dzieciom. Poza tym czy to, że starsze dziecko odbierze młodsze ze
          szkoły to już jest zwalanie wychowania na rodzeństwo? A i takie zarzuty czasem
          słyszę. Najbardziej denerwują mnie kobiety, które same mają jedno lub dwoje i
          narzekając, że sobie nie radzą wytykają wielodzietnym, że " nie da się" zajmować
          tyloma dziećmi.
    • nata76 Re: Dziwne rodziny wielodzietne 16.04.07, 13:27
      ewciaeb,ale nie denerwuj sie.tu nie chodziło o pomoc,a o
      premedytacje.Przeswiadczenie,ze starsze maja wychowywac młodsze. O konkretny
      przykład.
      • efciaeb Re: Dziwne rodziny wielodzietne 16.04.07, 15:12
        Tutaj to ja się nie denerwuję, ale jak na innym forum matka z jednym dzieckiem
        zaczyna mi tłumaczyć, że mając piątkę (na razie mam 4, piąte dopiero się
        wykluwa) nie będę w stanie zapewnić dzieciom wystarczającej uwagi, to mi za
        przeproszeniem krew zaczyna zalewać oczy, uszy i nie wiem co jeszcze. Niektórym
        kobietom się wydaje, że jak się ma kilkoro dzieci to one wszystkie niemowlaki są
        i trzeba im wszystko robić, tak jakby 7-latek nie potrafił się sam ubrać,
        wykąpać i talerzy nas stół zanieść. A może raczej, że 7-latek nie może zanieść
        talerzy na stół, bo to już odbieranie dzieciństwa jest. Eh, chyba całkiem
        odbiegłam od tematu. Tak to jest jak się najpierw na innym forum trochę poczyta...
        • mamaanieli do efciab 16.04.07, 16:04
          "Niektórym
          kobietom się wydaje, że jak się ma kilkoro dzieci to one wszystkie niemowlaki są
          i trzeba im wszystko robić, tak jakby 7-latek nie potrafił się sam ubrać,
          wykąpać i talerzy nas stół zanieść|...

          Ja Ci powiem więcej: koleżanka opowiadała mi ostatnio o znajomej
          trzynastolatce - jedynaczce, która jest mniej samodzielna niż jej 5 - letnia
          córka... Aż żal. Ale masz dużo racji. Często mierzymy innych własną miarką.
          Moja mama miała nas 4, a jej kolezanka 1. Koleżanka patrzyła na matkę wielkimi
          oczami, bo byliśmy ubrani, uczesani, "dojrzani", mieliśmy wszystko co potrzeba
          do rozwoju fizycznego i psychicznego, a moja matka znajdowała przy tym jeszcze
          czas dla siebie. Nastomiast koleżanka mojej mamy "nie radziła sobie" z jednymbig_grin
          Kompletnie. Ale przynajmniej się przyznawała i matkę podziwiała. Pozdrawiam
          • marina2 Re:niezamierzony komplement 2 16.04.07, 16:29
            U nas jest tak dziewczynka 15 ,synowie 11,9 i prawie 3.
            Kiedyś znajoma rzekła ;wiesz to jest niesamowite to pierwszy dom wielodzietny w
            którym córka nie ma obowiązku niańczyc najmłodszego.A kobieta ta to pani
            pedagog z wieloletnim stażem zawodowym.Tak u nas faktycznie jest tak ,że córka
            jest najdalej najmłodszego ,a chłopcy są z nim blisko.Tak jest i nie dorabiam
            teorii.Nic na siłę.Ostatnio widzę są trochę bliżej ze sobą iprzypuszczam ,że im
            będą starsi tym będą bliżej.Córka nigdy nie bawiła się lalkami tylko
            zwierzakami-ja teżwink))
            • embro1 Re:niezamierzony komplement 2 16.04.07, 23:09
              tak chodziło mi o to, co nata dobrze zrozumiała, sama jestem z tych co na razie
              dwójka, zabieram sie za trzecie, chcę miec 4, ale oczywiste jest dla mnie, że
              starsze czasem pomoże przy czymś młodszym, ale już ten cytat to dla mnie
              przegięcie...
              • embro1 Re:niezamierzony komplement 2 16.04.07, 23:22
                efciaeb-
                sądzę, że siły każdy z rodziców ma różne, w zależności od różnicy wiekowej
                dzieci, tego czy rodzice pracują, czy długo i ciężko, czy lżej mają w pracy itd
                mnóstwo indywidualnych czynników, ale myślę ,
                że każdy tak naprawdę jest w stanie zajrzeć sobie w głąb siebie i zapytać, czy
                stać mnie (i nie chodzi już o finanse) na to by każde z moich dzieci czuło się w
                miarę równo traktowane, zaopiekowane, zatroszczone, wychuchane itd... I to może
                być dla jednej matki jedno dla innej 10, pozostawiam to jej i jej małżonkowi
                osobistemu osądowi.
                Myślę, że jeśli czujesz się w porządku wobec swojego każdego dziecka, to bardzo
                dobrze i znaczy to, ze masz dużo sił i po prostu stać cię na te dzieci
                psychicznie, fizycznie itd... a może i na jeszcze więcej smile
                Ale zauważam, że nie wszystkich i tyle, i zwalanie na dzieci, wychowania dzieci
                nie uważam za pożądane.
                Czasowa, sporadyczna pomoc rodzeństwa oczywiście, ale siostry mamą, bracia tatą-
                na to ja nie zgadzam.
                • efciaeb Re:niezamierzony komplement 2pomoc rodzeństwa 17.04.07, 12:18
                  Pomoc rodzeństwa jest jak dla mnie jednym ze środków wychowawczych, starsze uczy
                  się, że ma obowiązki, że należy innym pomagać,itp. itd. Jednak w większości
                  społeczeństwa panuje przekonanie, że we wszystkich rodzinach wielodzietnych ta
                  pomoc to jest całkowite przerzucenie obowiązków matki na dzieci. I że nie
                  dotyczy to rodzin mniejszych. Tymczasem ja właśnie w rodzinach z dwójką
                  spotkałam się z tym, że to starsze wychowuje młodsze, bo mamusia ma inne
                  zajęcia, bo musi dbać o swój rozwój. Najczęściej wynika to z dużej różnicy
                  wieku. Tam gdzie różnica jest nieduża nie ma takiej możliwości. Mając czwórkę
                  jest mi dużo łatwiej niż gdy miałam trójkę, choćby dlatego, że przy małej
                  różnicy wieku każde znajdzie sobie towarzystwo do zabawy nie zawsze mnie do
                  niej potrzebując, na dodatek mogę wyjść z domu prawie w każdej, bo zawsze
                  znajdzie się któreś ze starszych by przez pół godziny popilnować młodszych. Więc
                  wyjście do sklepu czy kosmetyczki nie jest dla mnie problemem takim jak było
                  jeszcze wtedy gdy musiałam jednego lub dwoje maluchów mieć cały czas przy sobie.
                  I nie jest to zawsze ta sama starsza siostra. Przy tej ilości dzieci mogę tak
                  się dogadać ze starszymi, że żadne nie będzie się czuło obarczone moimi
                  obowiązkami. I na tym między innymi polega większa łatwość w organizowaniu czasu
                  przy dużej ilości dzieci. Nie ma osoby, która byłaby obciążona wszystkim. Ilość
                  obowiązków w domu jest mniej więcej stała, ale rozkłada się na więcej osób. Co
                  nie zmienia faktu, że przewodnictwo, dyscyplina i organizacja należy do rodziców.
                  • bemari Re:niezamierzony komplement 2pomoc rodzeństwa 18.04.07, 18:19
                    U mnie obyło się bez wzajemnego pilnowania, a już słowa:bo jesteś starsza, więc
                    powinnaś...nie padły nigdy.Uraz z dzieciństwa.To ja byłam ta duza, choć
                    następne niewiele młodsze.W sumie nieświadomie pewnie rodzice przerzucili na
                    mnie dużo swoich obowiązków.Nic dobrego to nie dało - młodzi długo byli
                    lekkomyślni, ja przesadnie zestresowana.
                    • embro1 Re:niezamierzony komplement 2pomoc rodzeństwa 19.04.07, 01:39
                      Siostra mego tescia, mając 3 lata została zaprzągnięta do pilnowania go jako
                      niemowlaka, tak więc majac nawet niewielką różnicę, czasem jest to możliwe, jako
                      ona to wspomina??? mówiła mi , że niezbyt miło...
                      Oczywiście nie twierdze ze to się dzieje tylko u wielodzietnych, ale , że w
                      ogóle jestem przeciw, niewazne 2 dzieci czy 10, rodzice podjęli decyzję o
                      następnym rodzeństwie- trudno rodzice ponosza tego konsekwencję...
                      A dziecko to moim zdaniem trzeba zapytac czy zechciałoby pomóc rodzeństu,
                      pamietając, że ma prawo odmówic, w końcu to nie ono podejmowało decyzję czy
                      będzie miało rodzeństwo, czy nie. I rodzice nie maja prawa go obciążać, a
                      granica tego obciążenia leży w dziecku, to jego trzeba zapytać jak się czuje z
                      tym, że musi pomagać... to powinno wynikać z jego dobrej woli i chęci, a nie ze
                      zmuszania i tego, że rodzic każe, bo potem ma sie takie odczucia jak Bemari...
                      Rola rodzica polega tu moim zdaniem na tłumaczeniu jak bardzo ta pomoc jest
                      potrzebna i negocjowaniu z dzieckiem jej zakresu, a nie postawa roszczeniowa
                      typu " jak to nie pomożesz bratu, siostrze, jesteś be sad " . takie moje zdanko
                      skromne smile
                      • efciaeb Re:niezamierzony komplement 2pomoc rodzeństwa 24.04.07, 23:04
                        Dlatego właśnie napisałam, że zawsze można się dogadać ze starszymi by któreś
                        popilnowało młodsze (w tej chwili lub za 10 minut), a nie nakazać: masz
                        pilnować, bo ja mam inne plany na teraz.
                  • mamusiewa Re:niezamierzony komplement 2pomoc rodzeństwa 19.04.07, 11:22
                    Widzę,że większość z nas ma podobny, wg mnie rozsądny pogląd na sprawę pomocy
                    starszego rodzeństwa przy wychowywaniu młodszego. A propos głównego wątku. W
                    mojej rodzinie jest jedna wielomama( 5 dzieci), która lubi , i uważa to za
                    usprawiedliwione, domagać się pomocy od pozostałych członków rodziny, kiedy nie
                    zawsze się im to uśmiecha. Teściowie muszą do niej jeździć ( 450 km)na całe
                    tygodnie do pomocy przy dzieciach , mąż haruje 16 godzin na dobę, a ona jeszcze
                    miewa do nich pretensje,że coś robią nie tak. Na sza wspólna teściowa, niemłoda
                    przecież kobieta, martwi się, bo synowa uznała, że jeśli chodzi o ilość
                    dzieci, to jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. Niby ze wszystkim sobie
                    radzą, nmaja ładny dom, stać ich na utrzymanie tych dzieci, ale ich
                    wielodzietność budzi kontrowersje w rodzinie. Zaznaczam, że nie jest to jedyna
                    rodzina wielodzietna wśród naszego rodzeństwa, więc nie jest to jedynie kwestia
                    ilości dzieci.
                    • efciaeb pomoc rodziny 19.04.07, 13:21
                      Jeśli chodzi o pomoc rodziny to ja nie mam prawie jej prawie wcale. Moi rodzice
                      są na tyle wiekowi (późno się trafiłamsmile), że ich do tego nie ciągnę. Raz na
                      kilka miesięcy proszę co najwyżej tatę by popilnował maluchów gdy muszę
                      pozałatwiać na mieście jakieś sprawy urzędowe. Teściom podziękowałam za pomoc
                      gdy podczas jakiegoś sporu wytknęli mi, że jestem niesamodzielna, bo raz w
                      miesiącu zostawiałam u nich dzieci na dwie godziny gdy jechaliśmy z mężem po
                      większe zakupy do hurtowni. Wolę sama przypilnować dzieci niżby ktoś miał mi
                      wypominać swoją pomoc.
                      • joanka741 Re: pomoc rodziny 23.04.07, 08:23
                        Ja znam dokładnie taka rodzine jak opisana. Ojciec dusza towarzystwa i matka w
                        cieniu, nawet nie wiem jak wygląda.....
                        A chodziły razem dzieci z moimi do przedszkola.
                        Nie wiem dlaczego,może nie lubi publicz\nych wystapień.
                        Co do opieki nad rodzeństwem to trudno przy małej róznicy wieku zaufac
                        najstarszemu dziecku żeby opiekowało sie młodszymi.
                        Córka 8 latka jak do tej pory zabrała do ogródka przedszkolnego który mam pod
                        oknem 2 razy najmłodsza 3 latkę.
                        I tak w oknie praktycznie co 5 min siedziałam sprawdzic co robią, a wyjsc nie
                        mogłam bo gocie siedzieli.
                        Dodam że zabrała ją z własnej woli , błagając mnie wcześciej parę minut.
                        Uważam że raczej sie nie przemeczyła jak do tej pory.
                        • mimi_355 Re: pomoc rodziny 24.04.07, 22:12
                          Co do wychowywanie najmlodszych dzieci przez rodzenstwo, to u mnie raczej sie
                          tego nie widuje. moze dlatego, ze wszyscy starsi to chlopcy- nie liczac
                          maleńkiego Emila. Nie zaobserwowałam u nich jakichś wielkich potrzeb
                          opiekowania sie Natalka. Bałam sie tylko, ze mała wyrośnie na
                          typowa "chlopcycze" przy 4 starszych braciach. Jednak tak sie nie stalo,
                          przypomina raczej z charakteru rozpieszczona ksiezniczke, a ostatnio rozbawila
                          mnie taka sytuacja;
                          Bawiła sie w naszym ogrodku z o rok starszym synkiem kolezanki. I mówi synek
                          - Wiesz co...kocham cie.
                          Wszyscy rodzice zamarli w oczekiwaniu na jej odpowiedz. A ona usmiechnela sie i
                          stwierdzila wesolo.
                          - Ja też.- Po czym dodala- Też SIEBIE kocham.

                          W takich momentach mam ochote jednak zwalic jej wychowanie na rodzenstwo. Nawet
                          jesli sa to dorastajacy nastolatkowie.
                          • bemari Re: pomoc rodziny 24.04.07, 22:32
                            Super dziewczynka!Ja ostatnio zadałam pięciolatkowi pytanie - Skąd ty to
                            wszystko wiesz? A mały spokojnie:Bo myślę, proszę pani.No i wyszłam
                            na....Uwielbiam takie wypowiedzi!
                            • heloiza74 Re: pomoc rodziny 09.05.07, 12:41
                              A ja uważam, że dobrze jest kiedy starsze czasem przy młodszych cos pomogą. nie chodzi mi tu o
                              wychowywanie, ale niewielką pomoc. Czy zabiorę dzieciństwo 8-latkowi i 5-latce, gdy poproszę żeby
                              zajeli się przez godzinę dwuletnim bratem ("zajęli sie" czyli pobawili sie z nim trochę) żebym mogła
                              ugotować obiad? Nie przesadzajmy, to właśnie w rodzinie uczymy sie zachowań społecznych, m.in. tego
                              że trzeba sobie nawzajem pomagać.
                              • mamusiewa Re: pomoc rodziny 09.05.07, 19:07
                                Heloiza,
                                8 latek może się zaopiekować przez godzinę młodszym braciszkiem, zwłaszcza jak
                                mamusia wkrótce ma urodzić dzidziusia i jej ciężko. Pozdrowienia
    • ela_z_czworka Re: Dziwne rodziny wielodzietne 13.05.07, 11:43
      Rzadko tu pisuje, ale odwaze sie tym razem smile Jestem swiezo upieczona mama
      czworki. Moje spojrzenie na wychowywanie mlodszego rodzenstwa przez starsze
      jest nastepujace: jedynie poprzez przyklad, czesto zupelnie nieswiadomie -
      dzieci ucza sie od siebie. Druga sprawa - dla mnie juz zupelnie niezalezna od
      ilosci dzieci w rodzinie - to angazowanie dzieci w sprawy domu, dbalosci o
      porzadek, uczestnictwo w przygotowywaniu posilku czy sprzataniu po nim.
      Wymagalabym tego zarowno od jedynaka jak i od rodzenstwa. Nie uwazam tego, ze
      przerzucanie moich obowiazkow na dziecko, ale za nauke wspolodpowiedzialnosci
      za nasz wspolny dom. Kwestie wychowawcze i opiekuncze jednak naleza przede
      wszystkim do rodzicow. I tu zgadzam sie z innymi mamami. Pozdrawiam cieplo.
Pełna wersja