bemari
15.04.07, 21:45
Znam wiele rodzin, które mają trójkę lub więcej.Tak się złożyło, że i
prywatnie i zawodowo stykam się z takimi czeredkami często.
Ale dwie mnie zastanawiają.
Niemal po sąsiedzku mieszka rodzina z piątką już obecnie nastolatków.To mała
miejscowość, wszyscy znają się z widzenia.I uświadomiłam sobie nagle, że mamy
tej rodziny nie znam.Pojawia się z mężem i dziećmi w kościele, poza tym nawet
po zakupy nie chodzi.To ładna, nieśmiała kobieta sporo młodsza od mężą.Mąż
chodzi na wywiadówki(ona nigdy, wiem na pewno), on jest "udzielaczem" - gra w
tenisa, prowadzi jakieś stowarzyszenie, jest na każdej imprezie - sam.On
zawozi i przywozi dzieci, gdy trzeba.Dzieci czasem zaglądają do moich - o
mamie ani słowa.jakby nie istniała.A nie wygląda na jakąś depresyjną.Nigdy
nie widziałam jej na spacerze z dziećmi, nawet jak były małe.No a teraz dla
mnie normalne, że biegnę z moimi nastolatkami choćby ciuchy czasem pooglądać
czy rowerem pojeździć.Ona ma córki w podobnym wieku - nie widać ich razem.W
sumie tata to miejscowa gwiazda, dzieci samodzielne i bystre, a mama, kiedy
już gdzieś się pojawia, nie odpowiada na pytania.Nie ma okazji - robi to za
nią mąż.Jest zupełnie bierna.
Mam wrażenie, że facet wziął sobie młodziutką dziewczynę, wprowadził ją do
ładnego domu, w ciągu siedmiu lat obdarzył pięciorgiem dzieci - nie ukrywa,
że to jego ideał rodziny zaważył - i zamknął w tym domu jak w złotej
klatce.Ona wychodzi tylko w jego towarzystwie - do kościoła i marketu.Co robi
całymi dniami, gdy dzieci są już po podstawówce, biegają na liczne zajęcia, a
mąż wiecznie w pracy albo rozwija własne zainteresowania? Dla mnie ta
izolacja jest nieco dziwna.Facet jest przy tym ekspansywny, wygadany i lubi
skupiać uwagę na sobie.W sumie dziwne to dla mnie.
A drugi przypadek to odwrotność.Moja znajoma rodzi niedługo szóste. Lubi
chodzić z brzuchem, jak mówi.No ale męża o zdanie nie pyta.On ma zarobić.Do
pomocy przy dzieciach angażuje całą rodzinę, bo jej się to należy.Potrafi
manipulować ich emocjami strasznie.Cały system osób, które mają zrobić
zakupy, zawieźć do przedszkola, załatwić coś w urzędzie.Kiedy dowiedziała
się, że wożę dzieci do szkoły samochodem, zaproponowała podwożenie swojej
dwójki.Zgodziłam się. Potem doszło jednak stwierdzenie, że nieodzowne jest
przywożenie.Tu plan nie zgadzał się, więc oświadczyła, że moje mogą poczekać
aż jej skończą.Ponieważ mi nie pasowało, nazwała mnie egoistką.No i w sumie
wygląda to tak, że owa znajoma ma czas na wysiadywanie u fryzjera i kawki ze
znajomymi, natomiast wszyscy powinni ją wspomagać, bo ma gromadkę dzieci.Ja
moich nie zostawiałam nigdy, dla niej normalny jest wyjazd na samotne wczasy,
bo musi odpocząć.Obowiązkiem rodziców i niezamężnej siostry, która dobrze
zarabia, finansowanie jej rodziny i pomoc przy wszystkim.
Mam wrażenie, że dzieci są tu tylko celem do prowadzenia pewnego stylu życia -
egzaltuje się ciążami i niemowlakami, a potem ktoś ma obowiązek dziećmi się
zajmować.Starsze są raczej upychane po dziadkach i dalszej rodzinie.
Ona ma wieczny luz, aż pozazdrościć.Logistycznie jest doskonała.
Czy Wy też znacie ludzi, którzy dość nietypowo funkcjonują jako rodziny
wielodzietne? Pozostałe rodzinki, które znam są bardzo fajne.Sama mam tylko
troje, bo czwarte odeszło i potem już nie dało rady.Nie używam jednak dzieci
jako argumentu, że mi się należy, tylko dlatego, że chciałam mieć rodzinkę
większą niż inni.