nordynka
12.11.07, 09:52
witajcie, ostatnio chodzi mi po glowie pewna refleksja. czesto na
tym forum piszemy o niezrozumieniu i dziwnych komentarzach i
spojrzeniach ludzi z mniejsza iloscia dzieci. A ja ostatnio czuje w
srodowisku roznych grup przykoscielnych pewną presje do posiadania
wiekszej ilosci dzieci. Gdy mialam dwojke, to czesto duze rodziny
komentowaly rozne sprawy - "a bo ty masz tylko dwojke dzieci,
zobaczysz, jak bedziesz ich miala wiecej". Na rekolekcjach letnich
podobnie czulam, ze wieksze rodziny sa bardziej preferowane,
cenione, odnosi sie do nich z wiekszym szacunkiem. W przytaczanym tu
kilkakrotnie artykule, chyba z Wysokich Obcasow, o rodzinach
wielodzietnych kilka razy padly slowa, ze czlowiek normalnieje
dopiero przy trojce dzieci (a ja nie znormalnialam przy trojce,
hehe). Mysle, ze jest to troche krzywdzace dla rodzin typu 2+2 a
nawet 2+1. Przeciez to tez wspaniale rodziny, czesto normalne

.
Mamy przyjaciol z dwojka dzieci (nie chca miec wiecej), sa naprawde
fantastyczni, tak pieknie wychowuja dzieci w wierze i ekologii,
tolerancji, relacje w tej rodzinie do pozazdroszczenia i w ogole.
Powiem szczerze, ze ja tez z dumą mowie ze mam trojke dzieci i
czasem musze sie pilnowac, zeby z tej przyczyny nie czuć sie lepszą,
zaradniejszą od tych malych rodzin. A tego NIE CHCĘ. Jak sadzicie
czy Pan Bog chce od nas wiecej dzieci? Bo w kregach
neokatechumenalnych, odnowowych, oazowych tak sie czasem czuje. Jest
ta presja... Jak Wy to rozumiecie? Moze czasem same czujecie sie
lepsze od rodzin 2+2 i trudno sie Wam do tego przyznac (ja tak mam i
uswiadomilam sobie, ze czas z tym walczyc, skoro mecza mnie
komentarze innych o duzej rodzinie, to i ja nie moge w glebi serca
czuc wyzszosci z powodu tego, ze jestem wielodzietna). Pozdrawiam,
Ewa