dryjanna
30.12.07, 00:12
Pewnie każda z Was spotyka różne życzliwie zainteresowane starsze panie. Są
często samotne to i lgną do dzieci.
Kłopot w tym:
"Ach, jak miła gromadka! Szczególnie ta mała. Jak masz na imię? Jaka jesteś
śliczna, jakie masz oczka. A tam w wózeczku to chłopczyk czy dziewczynka?
Śliczny maluszek! Jak masz na imię?"
Wymownie głaszczę najstarszego, mówię, że wszyscy są kochani lub wtrącam coś
na jego temat i pani się reflektuje, że kogoś pominęła. Tylko, że on zaczął
już dostrzegać, że ludzie lgną do jego rodzeństwa a jego samego dostrzegają na
końcu (może nawet widzi moje zabiegi...). Dziś na spacerze podobna sytuacja
wystąpiła dwukrotnie (raz niestety z udziałem personelu przedszkola). Maciej
do domu wrócił wyraźnie smutny. W rodzinie i wśród znajomych jest lepiej ale
tylko trochę.
Nie chodzi mi o to, że to on ma być w centrum, ale żeby zachować równowagę bo
chłopak co i róż ma jakiś problem a tu jeszcze to.
Jakieś pomysły?