czy ja krzywdzę swoje dzieci?

13.04.08, 10:48
Kurcze, dziewczyny, podnieście mnie na duchu....Jej, przy trzeciej
ciązy tak nie miałam,ale przy czwartej....co komu mówię,że jestem w
czwartej ciązy, to prawie wszyscy( z małymi wyjątkami,na szczęscie)
mi mówią:
-biedna ta twoja najstarsza, pojdzie do szkoły a tu dzidziak i nie
bedziesz miała dla niej czasu
-biedna ta srdenia, teraz juz zupełnie bedzie zaniedbana
-biedny maly, on jeszcze taki maly a tu bedzie musiał rywalizowac z
rodzenstwem
-biedne te twoje dzieci z TYLOMA sie beda musialy dziecic
...........
itp.itd.

Chyba sie dałam zapedzic, bo powoli sama tak mysle i sie nie moge
po prostu nie moge wziąśc w garść........I sie zastanawiam,czy
rzeczywiście bezmyslny dzieciorób jestem,
buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu..........
    • anna_sla Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 13.04.08, 11:29
      co Ty wygadujesz! A Twoje dzieci mają zły kontakt ze sobą? Rywalizują o mamę?
      Ludzie bzdury opowiadają a Ty im wierzysz. Jesteś mądra babka i poradzisz sobie
      z sytuacją wspaniale, nikt na tym nie ucierpi, a jeszcze dzieci zyskają
      kolejnego członka rodziny i miłość, którą będą się dzielić i mnożyć między sobą smile)
      • hanti Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 13.04.08, 11:50
        ponieważ jesteśmy na podobnym etapie, więc i opinie podobne słyszymy, zaczęłam
        obserwować.......takie opinie wygłaszając ludzie którzy ani nie wychowali sie w
        rodzinach gdzie było więcej dzieci, ani sami takich nie tworzą, więc te opinie
        mogą sobie w kieszeń wsadzić.

        Moje dzieci zapytane czy chcą mieć jeszcze rodzeństwo, chórem odpowiadają że tak
        smile i to mi wystarczy.

        Natka ja Cię proszę, przestań słuchać ludzi, a zacznij swojego serca smile na pewno
        lepiej na tym wyjdziesz. Ja wczoraj poczułam wyraźne ruchy mojego dziecka i
        teraz już żadne ludzkie gadanie nie jest mi straszne smile)))
    • anka.76 Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 13.04.08, 13:29
      Daj sobie spokój ,ludzie to potrafią powiedzieć wszystko,nikt się
      nie zastanawia że tym swoim gadaniem robi komuś przykrość i wpędza w
      dołek psychiczny ,też jestem w czwartej ciąży i powiem ci szczerze
      żebym najchętniej gdzieś na ten czas wyjechała i wróciła dopiero z
      maluszkiem żeby uniknąć tego gadania ,nasłuchałam się dość przy
      trzecim i teraz zaczyna się to samo,najgłupszy komentarz uszłyszałam
      w pracy od koleżanek
      >boże Anka ty to masz zdrowie rodzić te dzieci
      >ten twój mąż to nić nie robi tylko dzieci ,dla mnie to są przykre
      komentarze ale co na to poradzić ,wszystko skończy się wraz z
      urodzeniem dziecka ,kiedy to większość będzie nam zazdroscić ,tak
      wspaniałych dzieci.

    • rycerzowa Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 13.04.08, 21:16
      Gdy moja kuzynka spodziewała się PIERWSZEGO dziecka, mówiliśmy jej pół żartem
      pół serio:
      - Biedny ten twój mąż, będzie taki zaniedbany, nie będziesz mieć dla niego
      czasu, będzie się musiał tobą dzielić z dzieckiem.
      I wykrakaliśmy!!!
      Syn pozostał jedynakiem, a mąż już od 20 lat jest absolutnie i na dobre
      zaniedbany, "odstawiony"! Od 5 lat w depresji!Autentyczne.
      Wniosek?
      Syndrom pokrzywdzenia nie jest związany z ilością dzieci.

      Ludzie klepią bezmyślnie wiele rzeczy, nie zdając sobie sprawy,że trafiają w
      czułe miejsce i sprawiają ból.

      Na takie dictum trzeba się zawsze tajemniczo uśmiechnąć i powiedzieć:
      - Szczęście to jedyna rzecz, którą się mnoży, jeśli się ją dzieli.
      Zatka ich, bo to matematyka wyższa, a do zrozumienia tejże potrzeba trochę
      inteligencji.
      • marina2 Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 14.04.08, 09:39
        nata każdy projektuje na Ciebie swoje lęki.nie pozwól.
        mam czwórkę .wszystko jest do ogarnięcia.przy zdrowych
        dzieciaciach -mam na myśli brak chorób przewlekłych-ogarnięcie
        czwórki to pikuś.
        • luxnordynka Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 14.04.08, 10:00
          Marina, a jesli urodzi sie chore (tez jestem w 4 ciazy i boje sie,
          jak zreszta za kazdym razem, ze urodzi sie chore)? Wtedy juz nie
          jest do ogarniecia?
          Nata, ja tez slyszalam (poki nie wyjechalam, teraz nie ma od kogo
          sluchac opiniismile) takie slowa, zwlaszcza od tesciowej, ktora
          wychowala sie w rodzinie wielodzietnej, byla najstarsza z czworki i
          swoje dziecinstwo wspomina jako ciag obowiazkow w domu i przy
          rodzenstwie. Nasze dzieci maja na razie za malo obowiazkow, wiec
          przy trojce nikt nie ucierpial...Hanti, a moje dzieci, choc maja
          bardzo dobry kontakt z soba (zwlaszcza Marta i Krzys-roznica wieku
          niecale 2 lata), to nie chca miec rodzenstwa. Tez dlatego, ze wiedza
          ze porod wiaze sie z moja nieobecnoscia w domu przez kilka dni (nie
          lubia, jak my z mezam sie rozdzielamy). raczej sie nie ciesza z
          czwartej ciazy, raczej ja ignoruja, akceptuja bo musza... nie ma
          wyjscia, nie ma w nich takiej radosci. Martwi mnie to, choc wiem, ze
          kochaja sie bardzo i ostatecznie pokochaja tez to czwarte. Ja to
          staram sie nie zastanawiac nad takimi komentarzami. Uwazam ze kazdy
          uklad rodzinny ma swoje plusy i minusy. nasze dzieci wychowuja sie w
          rodzinach wielodzietnych i beda posiadaly cechy (i te dobre i te
          zle), ktore sa charakterystyczne dla gromadki. Moj maz jest
          jedynakiem i jest fajnym czlowiekiem (ma cechy jedynka te negatywne,
          ale tez szereg pozytywnych wynikajacych z wylacznego kontaktu z
          rodzicami). Fakt, najbardziej wspolczuje mu tego, ze jako
          wrazliwiec, wszystkie problemy rodzicow spadaly na niego i nie mial
          z kim ich dzielic. jak sobie pomysle o tym, to mysle, ze to wlasnie
          najokropniejsze w jedynactwie (zwlaszcza, jak tata jest
          alkoholikiem). Mysle, ze dzieci w rodzinach wielodzietnych sa
          bardziej zahartowane, ale tez sa minusy, o ktorych mozemy sporo
          poczytac, chocby na naszych postach. Zatem, majac juz gromadke,
          trzeba sie skupic, by zapewnic im jak najszczesliwsze dziecinstwo w
          pelnej kochajacej sie rodzinie (o ile to mozliwe), z dobrymi
          relacjami z rodzicami i soba, a nie tracic energii na zastanawianie
          sie czy krzywdze swoje dzieci. No chyba ze zastanawiamy sie juz nad
          kolejnym... Fajnie mi sie mowi, ale ja tez miewam watpliwosci smile)
          Pozdrawiam, Ewa
          • marina2 Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 14.04.08, 20:41
            luxnordynka oczywiście,że do ogarnięcia,ale nie PIKUŚ.
            piszę do ogarnięcia przez jedną osobę na miejscu-patrzę przez swój
            pryzmat jako żona marynarza.
            • andaba Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 14.04.08, 21:31
              Kobity, co wy za znajomych macie? Ja radzę zmienić. Nigdy równie głupich słów od nikogo nie usłyszałam (nie licząc mojej matki, ale to przypadek szczególny, gderała przy pierwszym, przy drugim, przy trzecim, przy czwartym i przy piątym - ale matke trudno zmienić, znajomych łatwiej).
    • michalinka75 Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 14.04.08, 22:29
      Ja właściwie takich słów bezpośrednio od nikogo nie usłyszałam, ale
      jedna osoba dała mi do zrozumienia, że moge teraz mieć mniej czasu
      dla pozostałej trójki, zwłaszcza dla mojego Miłoszka z cechami
      autyzmu... mi samej tez to przyszło do głowy. W ogóle to w tej ciąży
      jakoś najwięcej mam obaw i rozterek mimo, że była planowana. Jednak
      uważam, że to tylko ode mnie zależy czy skrzywdzę swoje dzieci. Od
      tego jak umiejętnie podzielę czas i uwagę pomiedzy nich, bo
      nadmierną opiekuńczością też mozna zrobić wiele złego...
      Jestem jedynaczką i stanowczo od zawsze twierdziłam, że to mnie
      rodzice bardzo tym skrzywdzili, marzyłam o rodzeństwie i wyobrażałam
      sobie że je mam, no i było nas wtedy czworo smile

      Nata, nie ma co się już teraz zastanawiać.Niedługo nasze dzieci
      przyjdą na świat i wszystko się poukłada. Myślę, że mamy w sobie
      duże pokłady siły i miłości i one po prostu nie pozwolą nam
      skrzywdzić naszych dzieci.
    • weteranka13 Przyzwyczajeni są proszę pani/pana 14.04.08, 23:03
      może taka odpowiedź trochę uciszy niepokój "życzliwych"??? Jeśli
      chcesz być uprzejma, oczywiście smile)).

      I Ty również Nato jesteś przyzwyczajona do obdzielania czasem i
      uwagą. I Twój mąż najwyraźniej również.

      1) Najstarsza pójdzie do szkoły, a Ty kiedyś po nią przyjdziesz z
      dzidziusiem w wózku i koleżanki wpadną w ekstazę. Jeśli Twoja
      córeczka będzie w dobrym humorze, to może nawet pozwoli wybrańcom
      popchać wózek! (Koledzy z grupy mojego starszaka proszą panią
      o "przepustkę" do szatni, gdy przychodzimy z jego półtoraroczną
      siostrą. A siostra, teoretycznie dla takich dzieci powinna być jak
      każde inne dziecko, czyli bez większych wzruszeń i emocji. A
      jednak...

      2) Średnia będzie Ci towarzyszyć w trakcie karmienia. Będziesz jej
      czytać i z nią rozmawiać. Na pewno zrozumie sytuację, dzieci są pod
      tym względem zupełnie niezwykłe.

      3) Najmłodsze też stanie się "tym starszym", to nobilituje. Dla
      najmłodszego stan dużej rodziny jest zupełnie normalny. Jeśli jest
      duchem "walecznym", to i tak już rywalizuje. Mam nadzieję, że po
      prostu wpisał się w ramy dużej rodziny. I tyle!

      Nie krzywdzisz ich, Nato. Ubogacasz ich! Dzięki Wam będą
      szczęśliwszymi ludźmi.

      A szczęście często kłuje w oczy, nawet bardziej niż majętność.
      W szczególności takich właśnie "życzliwych".

      Przesyłam Ci miliony pozytywnych myśli. Tobie i wszystkim pozostałym
      w rozterkach. Rozterki mają swoją dobrą stronę, mobilizują do
      myślenia, pomagają w "teoretycznym" rozwiązaniu problemów.

      Serdecznie Was pozdrawiam

      W-13



    • urge Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 14.04.08, 23:46
      Jako środkowe dziecko wychowane w pięciodzietnej rodzinie nigdy nie
      czułam się zaniedbywana przez rodziców w żaden sposób. Czasem
      zazdrościłam sąsiadkom-jedynaczkom fajniejszych zabawek ale one z
      kolei lgnęły do naszego domu gdzie było "żywo" i wesoło. Zawsze
      będzie jakieś "coś za coś"...
      Jako człowiek dorosły mający czworo rodzeństwa jestem w pełni
      przekonana że niczego lepszego nie mogli nam rodzice dać niż nas
      nawzajem!
      Z kolei moim rodzicom wszyscy znajomi (ci sami którzy kiedyś
      mianowali ich bezmyślnymi dzieciorobami a sami chowali po jednym
      dziecku żeby dać mu "wszystko") teraz zazdroszczą wesołej starości
      spędzanej w otoczeniu wielu wnuków.
      Uszy do góry, duża rodzinka to fajna sprawa smile))
      • asia-ch Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 15.04.08, 09:22
        JA nigdy tego typu uwag nie słyszałam, jedynie litowali się nade mną ludzie, że
        teraz to dopiero ciężko będzie.smile
        Wiele razy już Ci pisałam Natalia, że fajnie mieć jest gromadkę dzieci.
        Ale może przekonają Cię słowa mojej pięcioletniej Róży.
        Dziś rano zapytała mnie czy urodzę jeszcze kiedyś chłopca lub dziewczynkę.
        Powiedziałam, że nie wiem. I spytałam co ona o tym myśli. Róża powiedziała:
        "Urodź, ty takie fajne dzidziusie rodzisz".
        Cała trójka cieszy sie ogromnie z Jaśka i nigdy nie było złej reakcji rodzeństwa
        wobec jego. One są szczęśliwe.
        • verdana Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 15.04.08, 12:42
          Gdy byłam w ciąży z trzecim też słyszałam takie uwagi - ale mnie
          jakoś nie oburzały. I chociaż o krzywdzie trudno mowić, to jednak
          widze pewne problemy, o których nie warto zapominać, ani zamiatać
          pod dywan z haslem "wystarczy, ze będzie wesoło".
          Pieniądze - nie da sie ukryć, ze brak pieniędzy uniemozliwia pewne
          bardzo istotne sprawy. Nie mowię o wycieczce w Alpy czy markowych
          ubraniach, ale choćby dodatkowych lekcjach języka czy studiach.
          Jezeli na to zabraknie, bo mamy sporo dzieci, to jest to dla dziecka
          spore zyciowe utrudnienie.
          Czas - tu ucierpiał najmlodszy, oddany jako niemowle do żłobka.
          Innego wyjscia nie było. Miałam zawsze dla niego mniej czasu, no,
          ale chyba na tym tylko zyskał. Nie zyskały natomiast dzieci mojej
          kolezanki (naprawde bardzo wielodzietnej), gdzie nie było czasu
          nawet na wywiadowki, czy wspólne spacery.
    • rycerzowa Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 15.04.08, 22:54
      Hm, ale akurat Nata 76 przeprowadziła się niedawno do nowego domu, gdzie na
      małego przybysza czeka oddzielny pokoik. Głód też raczej im nie grozi, skoro
      maja pizzerię wink. Mamy też podstawy przypuszczać, że dzieciaki będą mogły
      uczyć się języków, i angielskiego, i włoskiego...

      Jej lęki dotyczą problemu o g a r n i ę c i a tak licznej gromadki, problemów
      organizacyjnych, ewentualnych zaniedbań uczuciowych, braku niezbędnego czasu dla
      każdego dziecka oddzielnie.

      Generalnie - tylko od ciebie zależy,czy nie skrzywdzisz, czy nie zaniedbasz.
      Jeśli będziesz dbać, to nie zaniedbasz.
      Trywialnie proste, życie tymczasem proste nie jest.

      Czasy się zmieniają, coraz więcej się wymaga od rodziców.
      Nie wystarczy wykarmić, przyodziać, posłać do szkoły.
      Lektura forów internetowych przyprawia o palpitację serca: angielski od kołyski,
      nauka czytania równie wcześnie, spędzania czasu z dzieckiem , rozmowy z
      dzieckiem,wyprawy z dzieckiem, poświęcanie czasu dziecku, zajęcia dodatkowe,
      prywatne szkoły, prywatne studia.
      KIEDY to wszystko robić, gdy dzieci jest więcej? I jak?

      Może się zastanówmy, czego naprawdę potrzebuje dziecko? I ile?
      Jak nie zmarnować jego szans? Jak go nie skrzywdzić?
      Bo okazuje się, że nadmiar też szkodzi, i to bardzo.

      Weźmy przykładowo dwa ważne czynniki: więź emocjonalną z rodzicami, i czas
      poświęcony dziecku przez ojca.

      Wśród moich znajomych (zdecydowanie małodzietnych) obserwuję oto nadmierną więź
      emocjonalną z dorosłym już dzieckiem, która naprawdę utrudni mu w przyszłości
      życie,a na pewno utrudni życie "opuszczonemu" rodzicowi .
      Owszem, każde dziecko z gromadki też się bardzo kocha, ale nie da się tak
      skoncentrować myśli i uczuć na każdym dziecku.
      Które dziecko jest "skrzywdzone"?

      Podkreśla się wagę czasu spędzonego z tatą, tata więc bierze malca na spacer,
      czyta mu, bawi się z nim.
      Tata od trójki (i wzwyż) nie ma na to czasu. Tata od trójki (i wzwyż) jest stale
      zajęty, stale coś robi, ulepsza, naprawia, załatwia.
      I dziecko musi mu pomóc, wiesza z nim pranie, sprząta, naprawia kran, maluje
      ściany, robi półki w piwnicy, pracuje w ogródku, jedzie na zakupy, często pomaga
      w firmie.
      Czy to dziecko, które z tatą coś konkretnego robi jest "skrzywdzone"?
      Czy powinno się tylko bawić z tatą?

      To tylko dwa przykłady, problemów do przemyślenia jest więcej.
      • nata76 Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 16.04.08, 08:38
        rycerzowa napisała:

        >>
        > Jej lęki dotyczą problemu o g a r n i ę c i a tak licznej
        gromadki, problemów
        > organizacyjnych, ewentualnych zaniedbań uczuciowych, braku
        niezbędnego czasu dl
        > a
        > każdego dziecka oddzielnie.
        >
        > Generalnie - tylko od ciebie zależy,czy nie skrzywdzisz, czy nie
        zaniedbasz.
        > Jeśli będziesz dbać, to nie zaniedbasz.
        > Trywialnie proste, życie tymczasem proste nie jest.
        >

        To jest to,rycerzowa,"odpowiednie dać rzeczy słowo". Dzięki ,ze tak
        jasno sformuwałas moje lęki. Własnie tego się boje, zwłaszcza,ze
        wydaje mi się,że już teraz działam na granicy swoich mozliwości
        organizacyjno-emocjonalnych.....
        mam nadzieje,ze to hormony tak mi buzują i mi te lęki nakręcaja...
        Kurka, duzo ode mnie zalezy wiem,wiem i nie wiem,czy podołam,bo
        zadna supermama kangurzyca ze mnie nie jest........



        wydaje mi sie,ze tak jak piszesz,rycerzowa, wszystko ode mnie, od
        nas zalezy i ten cięzar mnie przytłacza......
        • rycerzowa Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 16.04.08, 11:41
          nata76 napisała:

          tego się boje, zwłaszcza,ze
          > wydaje mi się,że już teraz działam na granicy swoich mozliwości
          > organizacyjno-emocjonalnych.....
          > mam nadzieje,ze to hormony tak mi buzują i mi te lęki nakręcaja...
          > Kurka, duzo ode mnie zalezy wiem,wiem i nie wiem,czy podołam,bo
          > zadna supermama kangurzyca ze mnie nie jest........

          Jeśli w naturze istnieje ból porodowy, jeśli istnieje lęk ciężarnej matki przed
          przyszłymi obowiązkami, to widocznie jest w tym jakiś ewolucyjny sens. Świat,
          wbrew pozorom, jest nienajgorzej urządzony.
          Ból porodowy jest już w zasadzie zbędny - więc się z nim walczy.
          Odpowiedzialność za los dzieci - wprost przeciwnie.
          Lękasz się, bo jesteś odpowiedzialna.
          Zatem już sam fakt istnienia tego lęku jest zapowiedzią,że poradzisz sobie.

          Jedyne co mnie czasem przeraża odnośnie wielodzietnych, to właśnie absolutna
          beztroska , opaczne rozumienie słów "da Bóg dzieci, da i na dzieci". Tymczasem
          Pana Boga trzeba traktować poważnie.

          Gdy słyszysz słowa "nie lękaj się",to nie znaczy,że masz lęku nie odczuwać, bo
          to i niemożliwe, i nie byłoby słuszne.
          Właściwie nie należałoby tego uczucia nazywać lękiem, a raczej stresem. Stres
          jest często rzeczą pożyteczną i konieczną.
          Stres oznacza mobilizację.

          Gdy oczekujemy pierwszego dziecka, czytamy książki, rozmawiamy z doświadczonymi
          rodzicami, zdobywamy informacje. Słuchamy tych matek, które sobie poradziły, a
          nie tych , których macierzyństwo przerosło.
          Jeśli znasz jakąś tzw. patologiczną rodzinę , to wiesz,że działo się tam źle od
          samego początku, od pierwszego dziecka, a nawet wcześniej.

          Jeśli ktoś jest słaby, albo nie jest człowiekiem dobrej woli, to sobie
          rzeczywiście nie poradzi.
          Ale jeśli ktoś sobie ze swoim życiem nieźle radzi, jeśli radzi sobie z jednym
          dzieckiem, potem dwójką i trójką, to znaczy,że jest silny,że jest normalny,
          żadna mimoza.
          Owszem, każdy człowiek ma jakąś granicę wytrzymałości. Ale dla przeciętnego,
          normalnego człowieka te granice są bardzo rozległe.
          To ci się tylko wydaje,że "już teraz działasz na granicy swoich możliwości
          organizacyjno-emocjonalnych".
          Tak mówią ludzie doświadczeni.
          Sama nawet nie podejrzewasz, ile jeszcze możesz, ile potrafisz.

          Wcale nie musisz być supermamą-kangurzycą. Doświadczeni powiadają,
          że nadopiekuńczość to jest właśnie krzywdzenie dzieci, a ja się z tym zaczynam
          zgadzać.
          Dzieciaki zawsze będą mieć o coś pretensje, zawsze coś za złe,takie życie. Jeśli
          je kochasz, mądrze troszczysz się o nie, wiele ci wybaczą.
          Niech ci Verdana powie,jakie krytyczne są wobec niej jej dzieci, a jednak żyją w
          przyjaźni. Z moimi jest tak samo.

          Co do "organizacji" na pewno potrzebne będą zmiany.U Verdany był żłobek,
          dodatkowa praca, u mnie - urlop wychowawczy. U ciebie może na początku będzie
          potrzebny ktoś do pomocy.
          Potem się wszystko ukształtuje na nowym, wyższym poziomie.
          A wy zaczniecie marzyć o piątym. wink

          PS. Teoretycznie przeciętny człowiek jest w stanie "ogarnąć" - organizacyjnie i
          uczuciowo - siedmioro dzieci.
          wink
          • verdana Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 16.04.08, 15:55
            A ja nie jestem pewna - na przykladzie wielkiej grupy moich
            wielodzietnych znajoych (5-7) czy naprawde jest w stanie "ogarnąć".
            Widzę, niestety, tendencje do traktowania dzieci nie jako jednostek,
            ale "dzieci". Matki mowia, ze nie rozmawiaja z dziećmi
            indywidualnie, ze nie mają czasu - a sporo i potrzeby - na spacery z
            jednym dzieckiem, czy poświęcenie czasu tylko jednemu. Uwazaja to
            wrecz z mojej strony za "niesprawiedliwe".
            Tam nie ma Jasia, Kasi, Bartka i Ewy - są "dzieci". Nie podoba mi
            sie to. I jak widze - dzieciom tez nie.
            • jol5.po Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 16.04.08, 17:27
              Verdano, przecież wiemy, ześ pracownik naukowy, gdzie wśród takich ludzi masz
              tak wielką grupę znajomych wielodzietnych??

              Nie ma poszczególnych imion, tylko dzieci???
              Jakoś tak dziwny argument, jakiś taki niepewny naukowowink)
              Natko, a może to zmiany hormonalne związane z początkiem ciąży, takie różne
              nastroje strachy są jak najbardziej typowe dla tego okresu (???)
              • verdana Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 16.04.08, 18:06
                A, ja mam taka grupę związaną z neokatechumenami. Tam człek bez
                pięciorga dzieci na przyjeciu czuje się jak bez spodni.... Jak
                mialam dwoje, to naprawde, wszyscy namawiali mnie na kolejne,
                twierdzac, ze krzywdzę dzieci.
                I tam rzeczywiście jest takie nastawienie - nie u wszystkich,
                oczywiscie!!!), ze są w rodzinie dwie grupy "rodziców" i "dzieci". I
                dzieci, jkao ze mają towarzystwo - czyli siebie i dzieci znajomych -
                powinny radzić sobie same. Siedmiolatki, gotujące mleko na sniadanie
                mlodszym, 12-13 latki zarabiajace na drobne wydatki (nie jestem
                przeciw, ale dotyczy to- w wypadku miojej znajomej, nawet dziecka
                powaznie chorego, poza tym nie zarobisz). Owszem, rodzice interesują
                sie dziećmi, ale jakby tu powiedzieć - raczej ich funkcjonowaniem,
                niz przezyciami.
                • jol5.po Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 16.04.08, 18:17
                  hmm, znaczy się wnioski naukowe powinny brzmieć - rodzice z neokatechumenatu, z
                  większą ilościa dzieci zogniskowani wokół Verdany (kurcze nie mogę sie
                  powstrzymac, aleś Ty Verdano przecież niewierzącawink zachowują się w podany przez
                  Verdanę sposóbsmile))

                  Nata chyba nie obraca się w kręgach neokatechumenalnych - uffwink, znaczy się nie
                  zagrożona
    • rycerzowa Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 16.04.08, 19:48
      Eee, z tym "ogarnięciem" to ja właśnie miałam na myśli opanowanie całości,
      kontrolowanie sytuacji.
      Stosunki - że tak powiem - bilateralne, to inna sprawa.
      Z Kasią, Bartkiem, Piotrkiem oddzielnie zawsze można się dogadać, ale spróbuj
      zapanować nad czeredą, nie przybierając pozy Matki-Dyrektorki!

      Jeśli rodzina liczy więcej, niż dwie osoby, to juz powstaje potrzeba
      zorganizowania relacji jeden na jeden. Dwoje dzieci to już rywalizacja o uwagę
      rodzica.
      Troje...
      Moje stawały i krzyczały jedno przez drugie: "Teraz ja mówię!"

      No to podzielmy się pomysłami, jak to zorganizować.
      Moim patentem są zakupy. Raz na jakiś czas biorę jednego potomka, córkę i
      jedziemy do centrum handlowego. Oglądamy ciuchy, mierzymy, coś tam zwykle
      kupimy, potem kawa z ciachem. (W przypadku syna były to zwykle sklepy z
      elektroniką).
      I rozmawiamy, niekoniecznie o zakupach.
      Jakby się kto pytał, nie znoszę zakupów.
      Zwyczaj stosuję od lat, od wieku dojrzewania moich dzieci. Tym łatwym sposobem
      udawało się rozładować wiele konfliktowych sytuacji, zbliżyć się z dzieckiem.
      Nawet teraz, gdy dzieci są dorosłe, proszą mnie czasem o pójście z nimi na
      zakupy. Bo to jedyna okazja do bycia sam na sam z mamą.
      • luxnordynka Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 16.04.08, 21:20
        Nata, masz talent do tworzenia watkow, ktore maja wziecie,
        gratuluje smile. Kurcze, po Twoim watku, wciaz mysle, na ile
        skrzywdzilam swoje dzieci. Przy pierwszym rzeczywiscie tj. pisze
        Rycerzowa, bylismy nadopiekunczy, przy dwojce tez, ze wskazaniem
        jednak na pierworodna. Gdy urodzil sie wojtus tez dazylismy do
        perfekcjonizmu (ja na wychowawczym z przekonania i wyboru, maz
        codziennie czyta dzieciom ksiazki-kazdemu, te ktorą lubi, odzielne
        wycieczki z tata i mamą, kazde dziecko indywidualnie, atrakcyjnie
        spedzane wekendy, czasem kino, teatr, zeby nie bylo, ze dzieci z
        rodzin wielodzietnych nie znaja takich rozrywek, emigracja ze
        wzgledu na dzieci, zeby chlonely jezyki obce itd). Teraz jestem w 4
        ciazy i znów te obawy o ogarnięcie emocjonalne gromadki, ktore calą
        sobą chcę wyprzec z mysli. Czy nie jest czasem tak, ze niektorzy nie
        potrafia wyluzowac? To tez źle. Mam wrazenie ze nasza wielodzietnosc
        pomaga naszym dzieciom (oj biedne bylyby z nasza nadopiekunczoscia),
        ale to życie po prostu weryfikuje nasze niezdrowe zapędy, a ja sama
        chcialabym miec na to wplyw (moj maz tez), niestety nie mamy,
        niepoprawni perfekcjonisci, a w konsekwencji-jestesmy spietymi
        rodzicami z mnostwem oczekiwan i wymagan w stosunku do siebie
        (gdziez ja bym pozwolila mojej 8 letniej corce podgrzewac mleko
        mlodszemu rodzenstwu, owszem sobie czasem zrobi soczek, nawet
        kolacje, ale to jej pomysly, gdziez ja bym kazala zajac sie
        wojtusiem... w koncu to ja i maz poczelismy te dzieci, niewazne czy
        planowalismy je czy nie), moj maz ma wrzody dwunastnicy (nabawil sie
        ich juz w liceum, ale wciaz sie odnawiaja (jak zmienic ten cholerny
        charakter?), ja wciaz mam bole kregoslupa z zagrozeniem wypadniecia
        dysku (pewnie tez z tego zyciowego spiecia), jestem Wielką
        wielodzietną BOHATERKĄ, tylko po co? Otoczenie mnie podziwia,
        pytaja, skad biore sily i energie na to wszystko (radzimy sobie z
        mezem zupelnie sami), nauczyciele w szkole patrza na nas z
        uznaniem... ale czy o to chodzi? Ja juz sama nie wiem, czy nie robie
        tego wszystkiego dla otoczenia, ale gdy sobie odpuszczam, to mi zle
        z tym... zazdroszcze i nie oceniam, tak jak Verdana, rodzin
        bardziej wyluzowanych... Ehh, tez tego pragnę... Nata, przepraszam
        za zmienienie troche tematu watku, jakos dostosowalam go do siebie,
        tak z drugiej strony troche... Czy ktos mnie rozumie? jak sobie
        odpuscic i nie miec poczucia winy? Oczywiscie troche przesadzam, nie
        jestem typem umeczonej, wiecznie poswiecajacej sie mamy, lubie byc
        mamą, widze w tym sens, fascynuja mnie rozwoj swoich dzieci, czesto
        sama je nasladuje, podziwiam... Hmm, sama chyba nie wiem co pisze,
        jakis potok slow... Pozdrawiam, Ewa
        • wanda_76 Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 17.04.08, 18:13
          A propos tego, co napisała Verdana. Znam sporo rodzin wielodzietnych (większość właśnie z neokatechumenatu - sama z takiej pochodzę), ale moje doświadczenia/spostrzeżenia są inne. Te rodziny są różne, na pewno niektóre można by przypisać do przedstawionego przez ciebie schematu. Mimo to wiele z tych zaniedbywanych dzieci, i to dorastających i buntujących się przeciw rodzicom, deklaruje chęć posiadania w przyszłości dużej rodziny (no, może nie 7 czy 10, ale "conajmniej troje" dzieci). Przyznam, że mnie to podnosi na duchu.

          Ja myślę, że po prostu dużo dzieci mają ci, dla których są one ważne. Nikt (pomijam patologie) nie decyduje się na dzieci z lenistwa. Nawet ci najbardziej "zaniedbujący" rodzice muszą włożyć w wychowanie gromadki znacznie więcej wysiłku, niż gdyby mieli np.jedno. Może dzieci widzą to i łatwiej tolerują różne "niedociągnięcia". Poza tym ludzie mają różne możliwości, dotyczy to też niewielodzietnych, i moim zdaniem nie warto mierzyć wszystkich jedną miarą.
    • iwoniec Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 29.04.08, 15:47
      Sama jestem dopiero w drugiej ciąży, ale z przyjemnością Was
      podczytuję. Raczej nie zdecyduję się na więcej-mam 36 lat, a
      pierwszy synek dał mi ostro w kość, ale mam dwoe siostry i powiem
      szczerze, że nic tak nie zostaje na trwałe jak bycie w rodzeństwie
      właśnie. To chyba najlepsze, cośmy mogli od starych dostać. Nie
      zastanawiam się, czy miałyśmy równie fajne spódnice czy lalki, czy
      rodzice po równo poświecali nam czas albo przytulali. Została
      relacja między nami, relacja, na którą te różne sprawy z dziecństwa
      na pewno mają wpływ, ale szczegółów się już nie pamięta.
      A co do tego, czy dziecko które z tatą zamiast bawić się bezustannie
      uczy się wbijać gwoździe czy jednym słowem robić coś konkretnego, to
      powiem szczerze, że mój syn woli zająć się pomocą mi w
      czymś "konkretnym" i na przykład z pasją bić kotlety niż tylko i
      wyłącznie bawić się plastikiem, który ma na stanie. I to mi się
      podoba, zwłaszcza, że z czasem plastik wyląduje na śmietniku albo w
      pojemniku pck, a jakieś tam mgliste pojęcie o współuczestniczeniu w
      życiu w domu pozostanie.
      I w ogóle cały ten "wyścig szczurów" od kołyski, fortepian, taniec i
      tenis odąd tylko dziecko stanie na własnych nogach wydaje mi się
      nieco śmieszne. Znam taką jedną jednodzietną rodzinę, z którą
      jeździliśmy czasem na wakacje. Chłopczyk miał n zestawów do różnych
      gier, badminton z siatką, jakieś bile czy bule, stos piłek, wędkę z
      całym oprzyrządowaniem, trzy gameboy'e...i co z tego, był tak
      znudzony, że wszystko leżało w kącie, a on tylko łaził i marudził...
      Powodzenia.
      Iwona
      • yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 29.05.08, 13:21
        DOPOKI na wszystko Cie stac i dajesz tyle samo, co inni niewielodzietni daja
        swoim dizeciom-nieeeeeeeeeeee
        • luxnordynka yyyyyyyyyyyyyyy, 29.05.08, 22:45
          chyba zbyt materialistyczne podejscie...
    • salomea_ Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 29.05.08, 16:18
      o rany - z kim Ty rozmawiasz? - co za głąby. nie rozumiem zaniedbania - przecież
      jesteście wszyscy razem w domu, a nie spędzasz czas z każdym osobno - wtedy
      faktycznie na każdego przypadałoby mało i coraz mniej. fajnie jest mieć dużo
      rodzeństwa.

      ja mam teraz trzeciego maluszka i widzę, ze mam mniej czas
    • ibulka Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 29.05.08, 21:49
      hm, moje też biedne, bardzo smile
      przyzwyczaili się do siebie w trójkę, a tu niedługo intruz się mały pojawi, jak
      oni to przeżyją??? big_grinDD

      olej komentarze smile
    • titta Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 13.12.08, 18:36
      Glupoty, znajdz doroslego wychowanego w duzej rodzinie, ale takiej
      normalnej, bez drastycznych brakow i kochajacej sie, ktory by z tego
      faktu nie byl zadowolony... (Moze tacy istnieja, ale ja nie
      spodkalam). Zazwyczaj ci, ktorzy wychowli sie w duzych rodzinach 4+
      sami chca miec duze rodziny (chyba tylko czesciej ci mlodsi niz
      starsi ale to moje subiektywne odczucie, na podstawie malej proby,
      wiec moge sie mylic), wiec raczej za poszkodowanych sie nie uwazaja.
      • sunny_svilena Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 13.12.08, 23:44
        Jejku, tutaj się gada na temat czwartego i piątego dziecka, a mi się strasznie
        chce trzecie smile Do dwóch chłopcach (7 i 9 lat) teraz by się przydał jakiś maluch
        smile Tylko mój mąż się boi, że z tymi dwoma są kłopoty, po co trzecie? A kłopoty
        bywają - bo się biją, bo mają różne dobre i złe okresy... A finansowo - hm, w
        tej chwili tylko ja zarabiam, więc byłoby trochę ciężej, bo bym musiała po 6
        miesiącach wrócić do pracy. Ale i tak się nad tym poważnie zastanawiam, mam 31
        lat, więc mamy jeszcze trochę czasu.
        Mąż jest jedynakiem, ja mam siostrę.
        • zuzanna56 Re: czy ja krzywdzę swoje dzieci? 14.12.08, 17:51
          Sunny, ja tak dwa lata temu myślałam czytając to forum. Bardzo
          miałam potrzebe trzeciego dziecka. Dwójka już dużych, tyle że jestem
          starsza od ciebie. Nie zdecydowałam się, ale wielodzietnych bardzo
          lubię smile
Pełna wersja