Każde dziecko- bogactwo i nauka dla rodziców

06.01.09, 01:36
Często sobie przypominam naukę życiową pewnej mamy czwórki dzieci,
która twierdziła, że najbardziej to "znają" się na wychowaniu
rodzice jedynaków."Znają" czyli wiedzą, jakie dziecko może, a jakie
nie może być, jak może, a jak nie może się zachowywać i do swojego
jedynaka-życiowego przykładu porównują wszystkie inne dzieci.
Zwłaszcza, jeśli trafił im się wyjątkowo spokojny, flegmatyczny,
zrównoważony dzieciak- o, to wtedy można sobie poporównywać.
Jakoś tak kolejne dzieci, kolejne doświadczenia uczą pokory. Może
nie wszystko tak zawdzięczamy sobie samym? Może to też wyjątkowy dar
od Boga, od losu takie, a nie inne dziecko?
Bardzo lubię odwiedzać zaprzyjaźnioną mamę ośmiorga dzieci- ona
ustawia na dobre tory moje myślenie o dzieciach, o życiu. "Czym ty
się przejmujesz, przecież to normalne, dzieci tak się zachowują!"- i
od razu robi mi się lepiej, gdy myślę o moich urwisach.
Ostatnio na moje forum o długim karmieniu piersią lubią przychodzić
trole, by pouczać nas z pozycji wyższości o naszej: obrzydliwości,
niezaradności, o niewłaściwym wychowywaniu naszych dzieci. Tak się
składa, że zwykle trole mają jedno idealne dziecko- po prostu cud-
miód tylko brać przykład.
Mały przykładzik: gorszą się nasze wyhodowane troskliwie trole
robieraniem mamy karmiącej piersią przez czynnego głodnego ssaka,
np.2-letniego. Ja przyznam się w ogóle się tym nie gorszę. Co więcej
widzę, że owszem mój nieco flegmatyczny i spokojny Danielek, to już
od wieku 12-18 miesięcy grzecznie potrafił zaczekać aż zechcę mu dać
possać. Ale siostry ma bardziej temperamentne- starsza Lidzia
chodząca inteligencja jej dało się wszystkiego nauczyć. Najmłodsza
jednak Tosia trochę "dzika" i nieujarzmiona jest- to jest istna
chodząca inicjatywa. Dobrze wie, że wypadałoby zaczekać aż mama
łaskawie się rozepnie, ale skoro można jej pomóc, to dlaczego tego
nie zrobić... Ma tak Tosia już od zarania- w końcu lube dziewczę nie
pozwoliło się nawet położnej wykazać. Tak kręciło mocno głową w
przerwach między skurczami porodowymi, że z własnej inicjatywy
urodziło się na ręce zaskoczonego taty i uradowanej mamy. Potem
noszona w chuście kangurce w pierwszym miesiącu, również tak
energicznie kręciła lubym łebkiem, aż wychyliła go na zewnątrz
(dziwnie to wyglądało- chusta w pozycji kołyski, a dziecko z
wywaloną na wierzch głową, gdy jej chowałam do środka, to po minucie
znowu wyglądała).
Nie to, żebym nie lubiła rodziców jedynaków (niektórych lubię nawet
bardzo), ale jednak większe zaufanie i mądrość życiową przypisuję
zazwyczaj Wam rodzicom wielodzietnym. Bo jednak każde dziecko czego
innego nauczy, a jak się ma wiele dzieci, to ma się czas, by się
wiele nauczyć, hehe... Jeśli się docenia oczywiście własne dzieci i
widzi, odkrywa w nich to ukryte bogactwo osobowości, talentów,
myśli, wyobraźni itd.
    • andaba Re: Każde dziecko- bogactwo i nauka dla rodziców 06.01.09, 13:26
      Z jednej strony - racja.
      Z drugiej strony - może częściej zdarzaja się zdyscyplinowani jedynacy, może łatwiej z nich cos wydusić?
      Moje przekonania o teoriach wychowawczych wzięły w łeb przy czwartym dziecku. Wtedy to stwierdziłam, że niektórych rzeczy, od niektórych dzieci nie idzie wydębić. Cieszę się, że to przy czwartym doszłam do tego wniosku, bo przynajmniej nie mordowałam dziecka i nie potępiłam siebie - gdyby to było pierwsze, pewnie uznałabym się za nieudolną debilkę niegodną bycia matką. Odpuścłam. I dobrze, bo piąte jest jeszcze gorsze smile
    • mama.rozy Re: Każde dziecko- bogactwo i nauka dla rodziców 06.01.09, 13:54
      to ja muszę to napisać bo aż mnie ciśnie,a mam nadzieję,że mnie zrozumiecie o
      mądre matki.po świętach mieliśmy odwiedziny kuzynki męża,kobieta po 30tce.jedno
      dziecko,pierwsze poroniła.była też z nimi nasza wspólna ciocia,do opieki nad
      owym dzieckiem(ania kończy 2lata).ostatnio widzieliśmy się rok temu,wydawało mi
      się,że jest ok.trochę tylko przymęczają ciotkę,która jedzie do nich pół
      Polski,żeby pomóc zmęczonej mamie.nic to.teraz się nawet cieszyłam-w końcu
      rodzina.pierwsze-jak wysiadali,nasze psy podbiegły do samochodu,nawet nie
      szczeknęły i głos kuzynki-ania się boi psów!oczywiście dziecko wtedy dało
      popisowy koncert i trzeba ją było zanieść do domu.jak już weszli,myślałam że
      kuzynka dostanie zawału,mamy trzy koty.od razu się schowały.weszli do
      pokoju-rany,co my tu będziemy z aniusią robić?może włączycie bajkę?stanowczo
      odmówiłam.no i mieli problem,aniusia nie potrafi się bawić kompletnie
      niczym,jeśli nie towarzyszą jej przynajmniej 2 osoby.moje dzieci wybałuszyły
      oczy i siadły do nowych klocków.oni zaczęli skakać,śpiewać,padli po 10min.na
      chwilę wyszłam z pokoju,jak wróciłam to już była włączona bajka-żeby uspokoić
      aniusię a przy okazji dać słoiczek,innych rzeczy nie je.w czasie pobytu u nas
      -3godz-aniusia jadła,ale nie zjadła-3 różne słoiczki,miseczkę makaronu,ciastka i
      chrupki.bo a nuż coś zje,bo marnie je.oczywiście cały czas przy włączonej tv.i
      kuzynka była w szoku,że kazałam dzieciom usiąść przy stole do obiadu,a jak
      aniusia miała przerwę w jedzeniu to wyłączyłam tv.w czasie wizyty musiałam ich
      zmuszać,żeby usiedli,bo byli w gotowości rzucić się z pomocą ani.na schody nie
      wolno jej było wejść-ok,mała rozumiem-ale tłumaczenie-bo tam są psy i koty i cię
      pogryzą...ogólnie to kwiczałam ze śmiechu,ale potem zaczęłam żałować tego
      dziecka.no i cioci,która jest wyłącznie do usługiwania.siedzi tam już 2 mc,chcą
      ją naciągnąć na kolejny.a potem-druga babcia.jak powiedzieli-od tego one
      są.ciocia jest super,uwielbiam ją,przyjeżdża do nich z litości i stara się nie
      wtrącać.a mi ręce opadły.znacie takich może ?przepraszam że długo i pozdrawiam...
      • verdana Re: Każde dziecko- bogactwo i nauka dla rodziców 07.01.09, 19:26
        Nie, nie zgadzam się. Znam matki jedynaków, pouczające wszystkich
        jak nalezy wychować dziecko (na przykladzie swojego rewelacyjnego,
        najlepszego potomka), ale znam też matki wielodzietne (szesciorga i
        siedmiorga), ktore maja jedną, ZAWSZE SIĘ SPRAWDZAJĄCĄ , doktryne
        wychowawczą - i bogate w doswiadczenie, rozstawiaja wszystkich
        innych po katach. W ten sposób wielodzietna matka powtarzała mi
        wielokrotnie, ze z mojego dziecka nie ma szans nic wyrosnąć, bo
        oddalam je do żłobka, a więc będzie zaniedbane uczuciowi i
        nieinteligentne i ze zadna prawdziwa matka tak nie robi (jej dzieci
        nie chodziły nawet do przedszkola, ale 6 i 7 latki same robily sobie
        sniadanie, z gotowaniem mleka włącznie, na co ja z kolei reagowałam
        przerazeniem - a robily, bo mama nie spala w nocy i nie miala
        zamiaru wstawać). Druga z matek byla fanatyczka pracy - tlumaczyła,
        ze najwazniejsza rzecza jest to, zeby dzieciom niczego nie dawac za
        darmo, na wszystko, procz najbardziej elementarnych rzeczy powinny
        zarobić i byla oburzona, ze moje dzieci dostają prezenty i
        tygodniowki.
        Dzieci mamy nr 2 rzucily studia (4/5), aby zarabiać, dzieci
        pierwszej mamy pożenily się w najwczesniejszym możliwym wieku i
        wyprowadziły, choć tak w ogole, to bardzo byl przyjemny dom.
        Owszem, dzieci z wielodzietnych rodzin rzadko kiedy były tak
        rozuszczone jak w/w Anusia, ale też nie chodzily jak w zegarku, a
        telewizję co poniektore lubily nawet bardziej - bo rodzice mieli dla
        nich malo czasu, a starsze rodzństwo włączało bajeczkę, zeby się
        malucha pozbyć.
        Nie ma reguł, naprawdę.
        • tusia21 Re: Każde dziecko- bogactwo i nauka dla rodziców 07.01.09, 20:42
          A ja na swoj sposob doceniam rodzicow jednego dziecka, bo z mojego
          doswiadczenia wynika, ze przy pierszym dziecku jest najciezej, a oni
          caly czas sa przy pierszym smile
          Majac jedno dziecko mamy czesto sa przewrazliwione i wiem, ze ja tez
          taka bylam, dlatego kiedy mowia, ze mnie podziwiaja odpowiadam, ze
          one maja ciezej.
          • fizula Re: Każde dziecko- bogactwo i nauka dla rodziców 08.01.09, 00:35
            Dzięki, dziewczyny, za interesujące spostrzeżenia, zgadzanie się i
            nie zgadzanie ze mną :o) Ja tam głupia jestem, mylić się mogę, więc
            sprowadźcie mnie na dobrą drogę.
            Ale z mojego założycielskiego postu nie wynika, że nie doceniam
            rodziców jedynego dziecka- doceniam- ale niekoniecznie, gdy czują
            się specjalistami akurat w przypadku moich dzieci. No nie, ale chyba
            na tym forum pozwolicie mi chyba ucieszyć się z rad moich
            wielodzietnych przyjaciół?
            Z kolei to uwrażliwienie rodziców jedynaków jest właśnie poniekąd
            ich bogactwem- uważam, że jeśli się chce być dobrym wielodzietnym
            rodzicem, to nie można stracić tej wrażliwości. By każde dziecko
            nawet w wielodzietnej rodzinie chce być JEDYNE i WYBRANE, i
            OBDARZONE ZROZUMIENIEM. Stąd bardzo też lubię wysłuchiwać opowieści
            pierwszodzieciowe.
    • anna_sla Re: Każde dziecko- bogactwo i nauka dla rodziców 08.01.09, 08:15
      Na pewno reguł nie ma żadnych, że mama jednego dziecka jest be a mama kilkorga
      jest super. Są zarówno niezaradne, niezorganizowane, wszystkowiedzące,
      zarozumiałe i świetnie zorganizowane, super mamy jedynaków tak samo jak i mamy
      kilkorga dzieci, tak się składa, że i one potrafią być wszystkowiedzące i
      zarozumiałe. Np. ciocia mojego męża, kobieta już po 50-tce, ma tylko jedno
      dziecko.. a jednak wie naprawdę sporo o dzieciach i tematach okołodzieciowych.
      Jest dla mnie prawdziwą skarbnicą wiedzy. No tak, ma jedno dziecko a wyniańczyła
      innych już sporo smile) a tematy dzieciowe zwyczajnie ją interesują, wspaniała
      kobieta do rany przyłóż. Znam kobietę bezdzietną, która również wie bardzo dużo
      i rozumie rozterki wychowawcze mam.

      Ja zostałam nianią etatową w wieku 22 lat dwójki dzieci jako bezdzietna panna.
      Jako nastolatka studiowałam pod poduszką psychologię dziecka, miałam młodszego
      brata i tłumnie zbiegających się małych sąsiadów (od czwórki wzwyż), którzy
      niejednokrotnie byli pod moją opieką.. Więc kiedy zostałam nianią coś nie coś
      już wiedziałam, próbowałam podpowiadać mamie w sytuacjach, w których sobie nie
      radziła a ja akurat wiedziałam co jej poradzić. Nigdy moich rad nie traktowała
      serio, aż wreszcie mi powiedziała, że nie wiem jak to jest bo nie mam dzieci. I
      przestałam jej doradzać. Potem tych samych dzieci nianią została właśnie ciocia
      mojego męża (wspomniana wyżej - zaoferowałam ją kiedy sama poszłam do pracy),
      która doradzała jej tak samo jak ja i jej głos się liczył, bo była doświadczona
      i w odpowiednim wieku (ja byłam przecież młodsza).. Jak po latach spotkałam mamę
      tych dzieci, ja mając już trójkę dzieci (dwójkę niemowlaków) i zły dzień po
      prostu ponarzekałam sobie jak jest trudno a ona mi wtedy wcisnęła złośliwie "a
      widzisz jak to jest?? Chciałaś to masz" i ręce mi opadły..
Pełna wersja