pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny

12.02.09, 21:55
czuję się już przywitana wink
i dlatego pozwolę sobie zacząć ten wątek


temat: REAKCJA RODZINY

powiedzcie mi, dlaczego tak bardzo się tym przejmujecie? dlaczego opinia cioci, wujka, czy kuzynki ma tak wielki wpływ na Wasz nastrój /pisząc Wasz, mam na myśli te, które się przejmują/. dlaczego mama czy tata mają prawo wtrącać się w Wasze życie osobiste? i dlaczego na to pozwalacie? co to kogo obchodzi? jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, kiedy nagminnie korzystacie z pomocy dziadków - ale często piszą tutaj etatowe matki. przecież to jakaś paranoja, jakiś ponury żart, jakaś kastrofa naszych czasów - coraz mniej ludzi bulwersuje homoseksualna para /już niedługo z dzieckiem/, a rodzina z więcej niż dwójką dzieci to zgroza i potępienie.

proszę, niech mi to ktoś przystępnie wytłumaczy.

nie rozumiem. ale chyba dlatego, że obracam się w całkiem innym świecie. i całkiem inaczej myślę.
ech.

pozdrawiam
KFK


--
ukryta vel kasior - nie jestem stąd, nie z tego świata...
freyhouse.blox.pl/html
    • hedonka Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 12.02.09, 22:45
      Po pierwsze to nie sprawa myślenia, ale uczuć - oczywiście wszyscy wiedzą, że
      tylko rodzice mają prawo decydować ile będą mieli dzieci i zważ, że decydują
      (jesteś przecież na wielodzietnych), to że odczuwają przykro odrzucenie
      najbliższych to zupełnie inna sprawa
      Ja osobiście czułabym się o niebo lepiej gdyby mnie moja rodzona matka wsparła,
      ale to, że tego nie robi nie wpływa na moje wybory

      Po drugie socykowe pokolenie naszych rodziców ma w głowie wizję jednakowej
      rodziny z dwójką dzieci, M3, małym fiatem i jedną pracą przez całe życie, mi się
      zdaje, że spora część z nich inny wybór swoich dzieci traktuje jak jakąś negację
      swojego wyboru i to jest trudne
      • luxnordynka Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 13.02.09, 08:57
        Hedonka ma racje-to sprawa uczuc! Sama sie sobie dziwie, ze tak sie przejmowalam
        reakcjami rodzicow i pozwalalam im na to...bo racjonalnie bylam przekonana, ze
        dobrze robimy, Ewa
    • bibba Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 13.02.09, 09:09
      >obracam się w całkiem innym świecie. i całkiem inaczej myślę.

      ech. nie rozumiem. moze mi to przystepnie wytlumaczysz.

      przepraszam za zgryzliswosc smile
      postawilas miedzy soba a tymi 'ktore sie przejmuja' sciane smile

      zazwyczaj w sutuacjach o ktorych piszesz chodzi o rodzicow, nie o
      ciocie, wujkow, kuzynki. zwiazek z rodzicami jest specyficzny,
      odrastamy od nich i tworzymy nasz swiat zbudowany naszymi wyborami
      zyciowymi. mysle ze znakomita wiekszosc z nas liczy jednak na
      akceptacje z ich strony (nawet jesli ma za soba cale zycie
      przepelnione jej ewidentnym brakiem) - bo wlasnie to powinna niesc
      ze soba milosc?
      mysle, ze my - jako rodzice - jestesmy swiadome tego jak wazna jest
      akceptacja - i dlatego odczuwamy jej brak jako przykrosc.

      jak idzie ze zrozumieniem? wink
      • ukryta Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 13.02.09, 10:27
        inny świat - to nie kwestia geografii, a tego, co mam w głowie smile

        a co to znaczy?
        Polacy /tak, Polacy/ zazwyczaj reagująna każdą ciążę hasłami typu "ojoj. i co wy teraz zrobicie?" albo coś w tym rodzaju. kiedy nasi znajomi oczekiwali dziecka /drugiego!/, przyznali się nam, że byliśmy _je_dy_ni_ którzy im po prostu pogratulowali! cała reszta znajomych wyrażała ubolewanie z tego powodu! a mówimy o środowisku ludzi wierzących...

        nie postawiłam "ściany".
        być moze ona już była?

        tylko nie rozumiem. a staram się pojąć.
        po prostu nie rozumiem zgody na brak akceptacji w tak WAŻNYCH kwestiach. i na głośne wyrażanie tego. albo manifestowanie. może się mamie nie podobać moja fryzura czy kolor ścian w moim domu, ona może mi to powiedzieć, ale i tak ja będę z tym żyć. i tu koniec.
        ale brak akceptacji dla istnienia innego człowieka?
        albo bym była skłonna zerwać kontakty - zalezy od mocy tej dezaprobaty.
        albo bym nie miała już serca i litości dla takiej "babci" - lód i chłód..

        wiesz, człowiek zwykł mierzyć ludzi swoją miarką.
        skoro ja robię po swojemu i nikomu nic do tego, to myślę, że i inni tak mają. skoro ja się dość szybko wyzwoliłam spod wpływu i kontroli rodziców, to że inni też. skoro świadomie dokonuję jakichś wyborów, to z całym bagażem konsekwencji.

        po prostu - chcę zrozumieć...
        a nie rozumiem - po co otwierać się aż tak bardzo, zeby dać ludziom szansę na zranienie? tym boleśniejsze, że z ręki najbliższej rodziny. tym boleśniejsze, ze dotykające kwestii dla Was fundamentalnych?


        słabo idzie ze zrozumieniem....

        smile pozdrawiam bardzo serdecznie
    • chrust5 Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 13.02.09, 09:37
      Chyba generalnie lubimy byc akceptowani i lubieni przez innych? No,
      a rodzina jest (albo chcielibysmy, zeby byla) szczegolnie bliska...
    • nata76 Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 13.02.09, 11:00
      ukryta...jakbym słyszała moja sioistre kilka lat temu jak z
      wyjechała....nie jest to wcale zgryzliwe z mojej strony. Tak sie
      chyba dzieje,ze dydtans,ten geograficzny sprawia,zze i w nas rodzi
      sie dydtans do wielu spraw.
      Polska jest specyficzna,zwłaszcza ,jak pisała hedonka,pokolenie
      naszych rodziców,zwłaszcza tych,którzy dali sie odmózdzyc
      poprzedniemu systemowi i mentalnosci.
      Co prawda,jak pomieszkasz gdzies "zagranica" dłuzej to w kazdym
      kraju jest podobna grupa ludzi.....
      Dziewczyny przejmuja sie, bo czesto mieszkaja z rodziami, czesto sa
      zalezne w jakis sposob,czy finansowo,czy mieszkaniowo,czy
      logistycznie...takie sa nasze polskie realia. czesto zyjemy w jednym
      miescie. czesto pokolenie naszych rodzicwo chce,zeby dzieci
      byly "wdzieczne" ,a dajac pomoc uzurpuja sobie prawo do wkraczania w
      nasze zycie.
      W ogolnej mentalnosci,wiecej dzieci to wstyd, patologia itp.
      Pamietam mojaj mame,kiedy ja bylam mala to sie wysmiewala z sasiadki
      z trojka dzieci,wiec i ja roslam w takim przekonaniu,ze wiecej niz
      dwoje dzieci to hanba i wsstyd. Duzo czasu uplynelao,zanim zaczelam
      inaczej myslec. Widze teraz,ze i moja mama powoli przemyslala sobie
      wszystko. A ile osob pozostaje w takiej mentalnej stagnacji?
      Dlatego z z perspektywy innego panstwa,innej kultury,oddalenia
      geograficznego łatwiej jest miec inne podejscie. Czasem wlasnie
      takiego czegos potrzeba,zeby sie uwolnic od zbyr osaczajacej
      rodziny. Luxnordynka moze zaswiadczyc. Ktos sie bardziej
      przejmuje,ktos mniej. Ja nie tak bardzo. Ale to pewnie wynika z
      tego,ze z rodzina kontaktu nie utrzymuje. Nikt mi nie pomaga,
      jedynie mama,a ona zrozumiała w koncu co jest wazne,dla mnie....
    • dodadada Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 13.02.09, 14:33
      Hedonka ma całkowita rację - moje przemyślenia po reakcji rodziców
      na wiadomość że urodze 4 dziecko zgadzają się z tym co ona napisała.
      W sumie to oni są strasznie biedni, że nie potrafią się wyrwać zza
      ram swoich stereotypów.
      Póki co ja wygrywam - jestem niezależna od ich pomocy zarówno
      finansowej jak i wychowawczej - chyba to zauważyli i dało im to
      trochę do myślenia. Od kilku miesięcy zostali sami we dwoje i chyba
      zaczynają się powoli nudzić. Teraz to oni sami pytają się czy dzieci
      nie odebrać ze szkoły czy z przedszkola, a ponieważ ja jestem cały
      czas w domu - mąż też często - bo pracujemy przede wszystkim w domu -
      to tak naprawdę moja zgoda na odebranie dzieci jest bardziej
      podyktowana troską o nich by czuli się przydatni niż rzeczywistą
      potrzebą. Chociaż to co usłyszałam chyba zostanie we mnie cierniem
      do końca, szkoda, bo mogło być tak pięknie i rodzinnie...pozdarwiam
      Dorota
      • verdana Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 13.02.09, 19:01
        Mozna sie nie przejmować, jesli się jest całkowicie niezaleznym. Ale
        jesli rodzi sie kolejne dziecko i liczy - na chocby małą pomoc babci
        czy dziadka i co gorsza wie, ze oni tej pomocy udziela, chociaż im
        sie juz nie chce - to trudno się z ich niezadowoleniem nie liczyć.
        Nie mówiac już o tym, ze wolalabym moc - delikatnie i taktownie -
        powiedziec swoim dzieciom co sadze o ih wyborach. nie "zwariowałas,
        trzecie, czwarte, piate?" - ale- czy to kolejne dziecko nie pozbawi
        pozostalych dzieci czegos waznego? Tak mi powiedział moj ojciec i
        miał rację - stanęłasm na glowie, aby nie pozbawiło.
        No i uwazam, ze karanie dziadków za niefortunną wypowiedź
        pozbawianiem czy ograniczaniem kontaktow z wnukami, w ogole kazde
        wykorzystywanie dzieci jako narzedzia w kontaktach rodzinnych - za
        niedopuszczlne.
        Nie jestesmy świeta - moze okazac się, ze same doroslym dzieciom
        powiemy cos, co je głęboko urazi, na przyklad "jedynacy maja w życiu
        gorzej, dlaczego nie decydujesz się na drugie" - i nasze dziecko
        ograniczy do miniumum kontakty z nami.
    • rycerzowa Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 14.02.09, 11:20
      Po prostu istnieje coś takiego, jak opinia publiczna, jakiś obowiązujący w danym
      czasie, miejscu i środowisku system norm i wartości, i przeciętny człowiek z tą
      opinią się liczy ( i słusznie).
      Trzeba być bardzo silnym wewnętrznie (i zewnętrznie), by opinię publiczną mieć w
      nosie i robić swoje (i słusznie).
      • zuju2 Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 15.02.09, 13:34
        Dlatego,że obchodzą mnie relacje z własnymi rodzicami i bolesne jest (emocjonalnie) zderzenie odmiennych hierarchii wartości, odrzucenie i trudności w porozumieniu na bardzo ważnej dla mnie płaszczyźnie życia. Udawałabym sama przed sobą, gdybym stwierdziła: "nie obchodzi mnie, co myślą", bo to moi rodzice i mnie obchodzi. Co nie zmienia faktu, że nie żyję tak, jak oni by to widzieli. I nie ma to związku z "liczeniem na pomoc", bo jesteśmy w 100 proc. niezależni.
        • ann_a30 Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 15.02.09, 16:55
          To chyba jakiś katastrofizm jest w myśleniu ludzi z pokolenia moich rodziców. No
          bo teraz jest dobrze, ale przecież coś może się stać i co zrobicie wtedy? Tak
          jakby patrzyli przez pryzmat nieszczęść i katastrof. Albo uznawali, że planowane
          to może być tylko pierwsze dziecko, no bo jedno to przecież trzeba mieć. Takie
          mam przynajmniej doświadczenie, kiedy powiadomiłam rodziców o drugim dziecku. A
          teściowa to nawet uznała za żart i dzwoniła do mojej mamy, bo nam nie wierzyła.
        • ruda73 Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 16.02.09, 03:04
          Zgadzam się całkowicie. Mieszkam 300 km od rodziców. Niedawno moja mama zapytała
          przez telefon czy mogłaby oddać ubranka po moich dzieciach córce koleżanki, bo
          my chyba nie zwariowaliśmy na tyle, żeby mieć jeszcze jedno dziecko. Mój ojciec,
          z którym od 18 lat mam kontakt tylko przez telefon na wieść, że będzie miał
          kolejnego wnuka powiedział: i chyba na tym poprzestaniesz, co? Nigdy mi przy
          dzieciach (i nie tylko) nie pomagali, nigdy nie dali choćby złotówki ani nie
          zapytali czy nam czegoś nie trzeba. A jednak mnie to boli. Nie powinno? Być
          może, ale boli.
    • nom.ika Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 16.02.09, 08:54
      Dużo mądrych wypowiedzi tu się pojawiło.Z większością i ja się
      zgadzam.
      Myslę też, że rodzice wielodzietni z wyboru są po prostu odrobinę
      wrażliwsi na uczucia innych-nie tylko własnych dzieci, ale i dalszej
      rodziny i znajomych. Pewnie nie za bardzo ma to sens( i nie zawsze
      dobrze robi na stan nerwów) ale tak jest i już- taka cecha
      chatakteru.
    • andevi Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 18.02.09, 18:45
      Kiedys, na jakims wykladzie uslyszalam cos bardzo prostego, jak
      definicja, jak regulka matematyczna.A zarazem tak madrego, jesli sie
      to uda wprowadzic w zyciesmile
      RODZINA TO MAZ I ZONA ORAZ ICH DZIECI

      Jestem od 5 lat na emigracji.Z rodzina w Polsce, zwlaszcza ta dalsza
      (bracia, bratowe, bratankowie, ciocie i wujostwo wszelkiej masci),
      spotykam sie z okazji slubow, chrztow i komunii.Na wakacje do babci
      jezdzimy srednio raz na 3 lata. Geograficzny dystans nie zawsze
      oznacza dystans emocjonalny, teskni sie po prostu za tymi, ktorych
      sie kocha. Na szczescie ani moja chrzestna, ani brat czy mama nie
      dyktuja mi, jak mam zycsmileOwszem, licze sie z ich zdaniem.Moze jest
      latwiej, gdy wszyscy mamy ten sam swiatopoglad, te same korzenie,
      gdy jestesmy wychowani w tej samej kulturze, normach, wartosciach,
      mamy podobny model rodziny i podobne reakcje na pojawienie sie
      nowego zycia w tejze.

      Problem zaczyna sie, gdy wchodzimy na tereny rodziny meza. Holendrzy
      o mentalnosci proaborcyjnej, proeutanazyjnej.Prostaccy, a nawet
      wulgarni nierzadko.Wyrachowani, skapi, zadnej przyslugi za darmo, a
      z drugiej strony wszedzie sie pchaja "na krzywy ryj". Jesli o mnie
      chodzi, nie utrzymywalabym wogole kontaktow z tym towarzystwem.No
      ale mezowi zalezy na relacjach z matka i siostra(tesc juz nie zyje),
      a dla naszych dzieci jest to jedyna babcia i ciocia, ktora tu maja.
      Odwiedzamy wiec tesciowa co niedziela, z okazji wyjazdow do
      kosciola, przyjezdza tez szwagierka ze swoimi dziecmi, malcy bawia
      sie, ja najczesciej mam na nich oko by sobie glow nie porozbijaly,
      maz plotkuje z pociotkami i popija piwko. Ot, relacje na poziomie
      malej kawki.
      Finansowo jestesmy niezalezni, od kiedy sie wyprowadzilismy od
      tesciowej.Mieszkalismy u niej trzy lata, dopoki nie dostalismy
      mieszkania.Koszmar to byl.Matka wszystko kontrolowala, poczawszy od
      naszych szaf i zoladkow po nasze loze malzenskie. Oczywiscie
      nastawiala meza przeciwko mnie.Nie wolno nam bylo miec dzieci,
      dopoki u niej mieszkamy.Pogadanki o antykoncepcji, wciskanie mi, ze
      maz jest homo i tym podobne zagrywki byly na porzadku dziennym.
      Popelnilismy zbrodnie nie do wybaczenia, gdy zaszlismy w ciaze z
      pierwszym synkiem. Tesciowa byla wsciekla.Pierwsze, co powiedziala,
      to "no to kto teraz bedzie placil rachunki????". Zdzierala z nas
      prawie wszystkie nasze zarobki juz od dwoch lat!
      Gdy zaszlam w ciaze z drugim dzieckiem, pierwsze co zrobilam, to
      zadzwonilam do mamy do Polski.Radosc, gratulacje rodziny blizszej i
      dalszej - no, tak sie cieplo czlowiekowi na sercu zrobilo. Maz
      chcial powiedziec swojej matce.Zabronilam.
      Tesciowa sama 10 lat czekala na dzieci, leczyla bezplodnosc, w wieku
      30 lat urodzila pierwsze dziecko, potem poronienie, potem drugie
      dziecko.Problemy zdrowotne, wiec wiecej dzieci miec nie
      mogla.Szwagierka 8 lat sie leczyla, wczesniej 14 lat trula sie
      pigulkami, ma dwoje dzieci.Po drugim dziecku jej maz sie
      wysterylizowal. Wiedzialam, ze beda komentarze, ze po co nam jeszcze
      jedno dziecko,zwlaszcza pod 40-tke itp.itd.
      Wygadalam sie jednak sama.Sprawa pracy, zwolnienia, praw kobiety w
      ciazy. No, reakcja tesciowej taka, jaka przewidzialam:"to na tym
      stop."
      Coz, powinnam sie nie przejmowac, a jednak mnie to strasznie
      wkurza.Moze dlatego, ze ta kobieta, ich mentalnosc, ich sposob
      patrzenia na swiat, poglady sa tak bliskie mojemu mezowi i dla niego
      wazne.
      Pan Bog jednak tam swoje robi, jakies ziarno zostalo przeze mnie
      zasiane, zobaczyli inny model rodziny, czlowieka, ktory wyznaje inne
      zasady i jest szczesliwszy! Szwagierka sie ochrzcila rok temu,
      tesciowa zafascynowana Kosciolem chodzi na katechezy dla
      niewierzacych, moze tez przystapi do chrztu. Obchodza mnie ci ludzie.
      • zuzanna56 Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 21.02.09, 18:39


        andevi napisała:


        > Problem zaczyna sie, gdy wchodzimy na tereny rodziny meza.
        Holendrzy
        > o mentalnosci proaborcyjnej, proeutanazyjnej.Prostaccy, a nawet
        > wulgarni nierzadko.Wyrachowani, skapi, zadnej przyslugi za darmo,
        a
        > z drugiej strony wszedzie sie pchaja "na krzywy ryj". Jesli o mnie
        > chodzi, nie utrzymywalabym wogole kontaktow z tym towarzystwem.No
        > ale mezowi zalezy na relacjach z matka i siostra(tesc juz nie
        zyje),
        > a dla naszych dzieci jest to jedyna babcia i ciocia, ktora tu maja.
        > Odwiedzamy wiec tesciowa co niedziela, z okazji wyjazdow do
        > kosciola, przyjezdza tez szwagierka ze swoimi dziecmi, malcy bawia
        > sie, ja najczesciej mam na nich oko by sobie glow nie porozbijaly,
        > maz plotkuje z pociotkami i popija piwko. Ot, relacje na poziomie
        > malej kawki.
        > Finansowo jestesmy niezalezni, od kiedy sie wyprowadzilismy od
        > tesciowej.Mieszkalismy u niej trzy lata, dopoki nie dostalismy
        > mieszkania.Koszmar to byl.Matka wszystko kontrolowala, poczawszy
        od
        > naszych szaf i zoladkow po nasze loze malzenskie. Oczywiscie
        > nastawiala meza przeciwko mnie.Nie wolno nam bylo miec dzieci,
        > dopoki u niej mieszkamy.Pogadanki o antykoncepcji, wciskanie mi,
        ze
        > maz jest homo i tym podobne zagrywki byly na porzadku dziennym.
        > Popelnilismy zbrodnie nie do wybaczenia, gdy zaszlismy w ciaze z
        > pierwszym synkiem. Tesciowa byla wsciekla.Pierwsze, co
        powiedziala,
        > to "no to kto teraz bedzie placil rachunki????". Zdzierala z nas
        > prawie wszystkie nasze zarobki juz od dwoch lat!


        Współczuję.
    • kifaru24 Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 20.02.09, 12:05
      Mysle, ze brak akceptacji ze strony rodzicow boli podwojnie, bo
      posiada drugie dno.
      Nie sposob przeciez akceptowac wlasne dzieci, a nie akceptowac
      wnukow - czyli dzieci naszych dzieci. To musi isc w parze.
      Spontaniczna negatywna reakcja pokazuje, ze jednak nie do konca
      jestesmy akceptowani my -dzieci naszych rodzicow. Czesto jest
      przeciez tak, ze jestesmy akceptowani tylko pozornie, a w
      rzeczywistosci - jednak nie. Byc moze nie spelnilismy oczekiwan,
      moze popsulismy rodzicom jakies plany swoim pojawieniem sie, a moze
      bylismy owocem "wpadki".
      Dlatego tak to boli.
      • chiyo28 Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 21.02.09, 09:45
        tez sie zastanawiam dlaczego takie dziwne sa reakcje ludzi ( po co
        wam, czy jeszcze wam mało, macie odchowane i sie wam zachciewa, co z
        pracą ). Kiedy powiedziałam, że chcemy się starać o 3 właśnie z
        takimi opiniami się spotkałam... Tylko, ze po mnie to spływa.
        Rodzice, jak tylko zobacza kolejnego malucha zakochają się w nim jak
        zawsze smile, a inni w tej kwestii mogą myśleć co chcą.
        Jestem tu pierwszy raz wiec mogę dostać po głowie za to co teraz
        napisze, ale owszem ja też nie rozumiem rodzin, które mają dajmy na
        to 6 dzieci i z trudem wiażą koniec z końcem i ŚWIADOMIE decydują
        się na kolejne dziecko, wiedząć, ze to tylko pogorszy ich sytuację.
        Nie sztuka narobić dzieci ( chociaz jak dla mnie zrobić nie jest
        łatwo smile, ale trzeba je jeszcze wychować, ubrać i wykształcić.
        • zuzanna56 Re: pytanie 'dlaczego' ws reakcji dalszej rodziny 21.02.09, 19:01
          chiyo28 napisała
          > Jestem tu pierwszy raz wiec mogę dostać po głowie za to co teraz
          > napisze, ale owszem ja też nie rozumiem rodzin, które mają dajmy
          na
          > to 6 dzieci i z trudem wiażą koniec z końcem i ŚWIADOMIE decydują
          > się na kolejne dziecko, wiedząć, ze to tylko pogorszy ich
          sytuację.
          > Nie sztuka narobić dzieci ( chociaz jak dla mnie zrobić nie jest
          > łatwo smile, ale trzeba je jeszcze wychować, ubrać i wykształcić

          Ode mnie po głowie nie dostanieszsmile
          Niektórzy mają inną definicję "wiązać koniec z końcem"smile
Pełna wersja