Dodaj do ulubionych

czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność?

21.06.09, 22:28
Witajcie!

ostatnio rozmawiałam ze swoją mamą o przyszłości naszej, tj. mojej
rodzinki. Mama oczywiście ma przerażające wizje, że za kilka lat
będziemy żyć w jakimś brudnym, małym mieszkanku z dziesięciorgiem
wrzeszczących i głodnych dzieci. Nie będzie nas stać na nic,
jesteśmy nieodpowiedzialni i zdecydowanie zbyt optymistycznie
patrzymy w przyszłość. Tyle moja mama. Tymczasem ja sądzę, że idzie
nam nieźle. Dzieci mają, co trzeba. Czwarte, na które czekamy, też
pewnie głodem przymierać nie będzie.

Ale z drugiej strony martwię się czasami, jak dzieci podejdą do
faktu, że nie mają wszystkiego, co rówieśnicy. Na przykład osobnych
pokoi, żeby daleko nie szukać. Na razie najstarsza ma 5 lat, więc
jest za mała, żeby robić nam wyrzuty. Ale obawiam się, czy za 15 lat
nie bedzie miała pretensji, że ma liczne rodzeństwo zamiast
mozliwości wolnego wyboru miejsca studiów czy marki pierwszego
samochodu.

Mamy nastolatków, jak Wasze dzieci reagują na to, że mają siostry i
braci, a mniejsze kieszonkowe (lub brak takowego)? Czy podejście
do "tych spraw" i hierarchię wartości można przekazać? Bo z moich
rodzinnych obserwacji wynika, że jest wprost przeciwnie. Moja mama
ma troje rodzeństwa i cierpiała bardzo, że babci nie stać było na
zapewnienie wszystkim dzieciom tego, co mieli ich rówieśnicy. Pewnie
w związku z tym miałam tylko jedną siostrę. Ja z kolei jestem z
wyboru wielomamą. Jakoś przekazywanie wartości zawiodło dwukrotnie
na przestrzeni trzech pokoleń. A jak u mnie będzie podobnie?
Napiszcie, proszę, jak jest u Was?
Obserwuj wątek
    • wierzba_placzaca Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 21.06.09, 23:19
      Ja znowu z pozycji osoby pochodzącej z rodziny wielodzietnej, nie matki. Z moich
      obserwacji wynika, że małe dzieci łatwo przyjmują jako naturalne - liczbę
      rodzeństwa, warunki, w jakich żyje rodzina i inne rzeczy. Natomiast nastolatki
      szybko kojarzą, z czym łączy się przychodzące na świat rodzeństwo: mniej kasy w
      domu (przynajmniej w przeliczeniu na członka rodziny), większa ciasnota,
      konieczność "podporządkowania się", przynajmniej czasowa, nowemu członkowi
      rodziny (cisza w czasie snu dziecka, konieczność pomocy rodzicom, inna
      organizacja czasu spędzanego wspólnie przez rodziną itd). Ten problem, i to w
      dość dużej skali, wystąpił w moim rodzinnym domu. U Was jest trochę inaczej, bo
      dzieci są jeszcze małe. Obstawiam jednak scenariusz, że Twoje dzieci nie będą
      chciały w przyszłości zakładać rodzin wielodzietnych smile Podobnie jak Twoja mama.
      Wiele jest takich rzeczy, które przeskakują, na zasadzie reakcji, na co drugie
      pokolenie. Jak dzieci podejdą do faktu, że miały/mają mniej niż rówieśnicy -
      tego teraz nie przewidzisz, ale raczej na pewno skojarzą te fakty.
      • andaba Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 22.06.09, 00:19
        Moje widac na razie nie kojarzą - zdecydowanie chyba są zadowolone z
        sytuacji. Najstarszy twardo planuje mieć co najmniej piątkę
        (optymista, gdzie on taka głupią znajdzie), a wszyscy i starsi, i
        młodsi pytają z wkurzającą (zwłaszcza mojego męża) regularnością,
        kiedy znowu będziemy mieć dzidzię (zostałam opieprzona nie dalej niż
        wczoraj, że dałam sukienkę po najmłodszej dla lalki - no bo dzidzia
        nie będzie miała - dopiero gdy wytłumaczyłam, że sukienka dla
        dziecka i tak się już nie nadaję, bo się wszystkie ozdóbki
        poodprurwały, zostawiając brzydkie slady, to mój zapobiegliwy
        nastolatek pozwolił wystroić siostrze lalkę.
        • chiyo28 Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 22.06.09, 09:30
          za wiele nie pomogę, sama mam tylko brata, a dzieci 2 (na razie).
          Jednak myśle, ze to o czym piszesz da sie pogodzić. Np jeśli jest
          jeden duzy pokój można go jakoś fajnie przedzielić, tak żeby każde
          mialo swój kącik i prywatność. Gorzej z kieszonkowym... Jednak to,
          jak i brak markowych ciuchów da sie dzieciom wytłumaczyć.
          Ja na to patrzeę troszke z innej strony, chciałabym, zeby każde z
          moich dzieci zdobyło solidne wykształcenie, miało możliwość wyjazdów
          i poznawania świata, a to jak wiadomo kosztuje - zajecia dodatkowe,
          kursy jezykowe, wycieczki. Moje dzieci to lubią, często wyjeżdzamy
          na różne imprezy i wiem, ze przy wiekszej ilości dzieci nie było by
          mnie na to stać. Nie chce im tych przyjemności odbierać. Sama byłam
          właśnie w takiej atmosferze wychowana ( ciągle jeździliśmy z
          rodzicami w góry, tata je uwielbiał) i wiem, ze takie rodzinne
          poznawanie świata uczy wiecej niz szkoła. To taka mała szkoła życia,
          radzenia sobie poza domem. Przy wiekszej liczbie dzieci trzeba by
          byc chyba milionerem, zeby sobie na to pozwolić. Jednak nie każdy ma
          takie priorytety jak ja. Też chciałabym miec 8 dzieci, ale stawiam
          raczej na jakość życia tych dzieci, wiec wolę miec 4, którym zyje
          sie "lepiej i wygodniej", niż 8, którym żyje sie biedniej (co nie
          wyklucza, że nie są szczęśliwe). Może komuś sie wyda, że jestem
          materialistką. Nie jestem, po prostu chcę dac moim dzieciom, to co
          ja miałam.
          • luxnordynka Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 22.06.09, 11:39
            Ciekawy wątek, chnie poczytam. mam kolezanke, ktora wychowywała sie
            w rodzinie z 7 dzieci, teraz sama ma 5 i zawsze cioeplo mowi o
            swojej wielodzietnej rodzinie macierzystej, wszystkie dzieci
            sliczne, wykształcone, ale jej siostra (najstarsza), już po
            rozwodzie i kiedys w rozmowie powiedziala, ze ciezko jej bylo w tej
            wielkiej rodzinie i część jej dorosłych problemów bierze sie własnie
            z tego... Bardzo mi zależy, żeby nasze dzieci były z nami
            szczęśliwe, tak jak poprzedniczka pisze zależy nam przede wszystkim
            na wykształeniu i ciekawym życiu codziennym. Co do kieszonkowego-
            Marta i Krzys ostatnio spotkały sie z bogatą rodzinka, w ktorej
            dzieci dostaja miesiecznie 20 euro i musze przyznać, że nasze dzieci
            im zazdrościły. Jednak zupelnie nie wiążę tego z naszą
            wielodzietnośćia, my z wyboru nie dajemy dzieciom tyle kasy, choc
            Marta juz naciska czasem. Za to staramy sie, zeby mialy jakies
            gadzety, zwlaszcza jakieś "mądre" zabawki, rozwijajace sprawność
            fizyczną, tudzież magnetofon do sluchania dobrej muzyki. Przy okazji
            rozmawiamy, jak dobrze je wykorzystywać. No i dbamy o to, zeby
            fajnie spedzać czas, kazdego roku jezdzimy na wakacje i na szczęscie
            nie musimy podrzucac dzieci roznym placówkom, nianiom, nawet
            babciom, a sami w tym czasie zarabiać pieniądze... cenie sobie fakt,
            ze moge byc z dziecmi w domu, to jakby sprawia, ze one (choć uchodzą
            za nieśmiałe)utożsamiaja sie z naszym domem, lubią go. Nie
            przejmujemy sie w ogóle te niesmiałościa dziecięcą, bo widzimy po
            starszakach, że one ostatecznie wspaniale egzystuja w grupie i
            potrafia sie bawic z dziecmi w różnym wieku, i z tymi mlodszymi i ze
            starszymi. troche zboczylam z wątku, przepraszam, Ewa
            • tolka11 Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 22.06.09, 15:25
              Mam w domu nastolatkę, normalną - z humorami, histeriami i
              wszystkim, co ten piekny wiek funduje. No cudnie jestwink
              Ale jednego jest entuzjastką - młodszego rodzeństwa, ma dwoje i nie
              ma nic przeciwko większej ilości. A w planach mamy jeszcze dwoje jak
              damy rade (damy radę w sensie kłopotów - jestem mamą wczesniaków,
              również skrajnego niepełnosprawnego).
              Nie jest dla niej problemem ani mniejsza ilość miejsca, ani mniejsza
              ilość pieniędzy. Może dlatego, że mamy inne priorytety i kasa nie
              jest najwazniejsza.
              • wierzba_placzaca Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 22.06.09, 20:03
                Masz dopiero troje dzieci, to zaledwie zalążek wielodzietności. Może m.in. stąd
                ta różnica w postrzeganiu. Nie twierdzę, że kasa jest najważniejsza, ale jednak
                bez kasy trudno chyba o komfort psychiczny, zwłaszcza jeśli dzieci wymagają
                specjalnej opieki. Oczywiście, że są ludzie, pochodzący z wielodzietnych rodzin,
                którzy sami na takie się decydują. Na przykład moi rodzice. Mam 30 kuzynów
                pierwszego stopnia. Pewnie, że jest fajnie, kiedy mam bliskie osoby, na których
                mogę liczyć. Wcale tego nie neguję. Jednak nie lubię udawania, że kasa jest mało
                istotna i wszystko jest kwestią organizacji. Widzę sens wielodzietności dopiero
                wtedy, jeśli ma się co najmniej 1 osobę do pomocy (nianię, kucharkę,
                sprzątaczkę). Inaczej to jest szarpanina, a wyjście z dzieckiem do lekarza staje
                się problemem. (Zaraz się pewnie dowiem, że znam tylko źle zorganizowane
                przykłady z własnego otoczenia). Pozdrawiam
                • chiyo28 Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 22.06.09, 20:39
                  tak jeszcze poza tematem mała dygresja: nie kasa nie jest
                  najważniejsza, ale miłością dzieci nie nakarmi (nie ubierze, nie
                  wykształci itd). Co do kwestii priorytetów, to istnieje coś takiego
                  jak Piramida Maslowa. Jesli ktoś ma ochote pogrzebac w necie, to
                  zobaczy wedle jakiej hierarchi sa ułozone potrzeby materialne i
                  duchowe.

                  Ps. kiedy uczyłam w szkole zauważałam, ze dzieci z rodzin
                  wielodzietnych (niestety zawsze biednych) nie miały lekko. Zawsze w
                  klasie na uboczu, zawsze problem jak wycieczka,... wiem, ze czuły
                  sie momentami niezręcznie, nawet jeśli starały sie tego nieokazywać.
                  W dzisiejszych czasach spora część nastolatków jest bezwzględna i
                  potrafi takiemu rówieśnikowi nieźle dopiec (zreszta o tym juz na
                  forum było).
                  • mama3ania Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 22.06.09, 22:22
                    Właśnie o ten konflikt mi chodzi: z jednej strony kasa nie jest
                    najważniejsza, ale z drugiej żyć się bez niej po prostu nie da.

                    Też chciałabym zapewnić dzieciom mozliwość zwiedzania Polski, Europy
                    (świata - to już chyba przesada) i przede wszystkim wykształcić je,
                    zapewnić szerokie horyzonty, możliwość samodzielnego kształtowania
                    dorosłego życia. Sama otrzymałam to od rodziców. Bez studiów i
                    podróży byłabym innym człowiekiem.
                    Z drugiej strony lęk przed niemożnością zapewnienia im tego w
                    przyszłości może zamknąć naszą rodzinę na przyjęcie kolejnego
                    dziecka.

                    Trudno mierzyć siły na zamiary w perspektywie kilkunastu -
                    kilkudziesięciu lat. Tyle może sie wydarzyć, tyle zmienić.

                    Pozostaje mieć nadzieję, że jakoś nam wszystkim uda się znaleźć
                    złoty środek (pewnie dla każdej leży gdzie indziej).

                    W każdym razie ja podpisuję się oburącz pod stwierdzeniem, że kasa
                    nie jest najważniejsza (w sensie zaspokajania skrajnych fanaberii),
                    ale wykształcenie dać trzeba.
                  • tolka11 Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 23.06.09, 11:28
                    No i wyszło, zem patologiasmile
                    Oboje z mężem pracujemy, ja w szkole (wiem, co to piramida maslowa,
                    nawet o niej uczę). Starcza nam na rehabilitację dziecka, na zajecia
                    dodatkowe dla pozostałych, na wyjazdy, wczasy, żeglowanie obozy.
                    Czyli nie jest tragicznie. Jesli dziecko chce gadżet: PSP, laptp,
                    cyfrówkę to musi uzbierać, my mozemy jedynie dołozyć coś tam, bo nie
                    stać nas na zakup.
                    Ale palnuje jeszcze dwoje dzieci (jakiś czas temu straciłam czwartą
                    ciążę) i nikt na swiecie nie zagwarantuje mi, zxe zawsze będzie
                    dobrze, ze zawsze będzie te minimum kasy.
                    Dla mnie troje to też jeszcze nie wielodzietność, wszak wszystkie
                    mieszczą się w zwykłym samochodziesmile
                • nikusia999 Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 08.07.09, 13:36
                  witaj, mam 3 dzieci (9,6,2 lata) i jeszcze bym chciała,
                  ale....wydaje mi się że mam za mały dom, dzieci są w jednym pokoju -
                  25m2, pracuję więc mam panią do pomocy w domu i siedzenia z małą,
                  mam dziewczynkę, chłopca i dziewczynkę raczej się razem nie bawią,
                  często kłócą. chiałabym jeszcze jedno...
          • luxnordynka Re: Andaba 22.06.09, 22:15
            Dziewczyny, poczytajcie ten stary watek, troche inne spojrzenie niż
            pokazuje nam Wierzba.
            forum.gazeta.pl/forum/w,16714,15765538,,do_jol5_po_i_innych_od_hijamadre.html?v=2
            • wierzba_placzaca Re: Andaba 22.06.09, 23:12
              Rzeczywiście spojrzenie z trochę innej strony. Ale nie zrozumcie mnie źle - ja
              naprawdę nie uważam, że wielodzietność to coś nieprawidłowego - ona wnosi do
              życia bardzo przydatne wartości i umiejętności. Ja również czerpię z tego do
              dzisiaj - np. dogadam się z prawie każdym, bo jestem przyzwyczajona do różnych
              ludzi wokół mnie, którzy czasem - o zgrozo- mają inne zwyczaje i upodobania,
              cenię to, co mam, w sensie materialnym( bo sama na to zarabiam) i to, że się
              wspieramy (w różny sposób) z rodzeństwem (bywało ciężko, ale się razem przez to
              przeszło). Jednak, z całym szacunkiem do postawy Tolki, nie zdecydowałabym się
              na pięcioro dzieci, mając jedno niepełnosprawne. Po prostu bałabym się, że
              resztę dzieci zaniedbam, skupiając się na najbardziej potrzebującym, które i tak
              mogłoby nie dostać tego, czego potrzebuje. Z moich obserwacji wynika, że w
              rodzinach z chorym dzieckiem, uwaga rodziców zazwyczaj skupia się na tym właśnie
              chorym, a reszta żyje trochę w cieniu (zazwyczaj stara się nie przeszkadzać
              swoim istnieniem)- siłą rzeczy. Im więcej dzieci, tym prawdopodobnie głębszy cień.
              Nigdy nie uważałam wielodzietności za patologię, choć jeszcze dotąd słyszę takie
              sugestie. Zabawne, że ostatnio od osoby, która - w moim przekonaniu- żyła w
              znacznie bardziej patologicznej sytuacji - jej mąż mieszkał z inną kobietą i
              miał z nią dziecko.
              Wg mnie, nie mniej ważny od finansowego, jest aspekt realizacji rodziców (a
              głównie matki, nie ma co ukrywać) w rolach innych niż wychowawczyni-opiekunka i
              gospodyni. Wspominałam już o tym w innym poście.
              • tolka11 Re: Andaba 23.06.09, 11:34
                Wierzba a pomyślałaś np o tak mało waznej rzeczy: być może to
                niepełnosprawne dziecko będzie potrzebowało po smierci rodziców
                opieki. I co wtedy? kto mu pomoże.Przyszło mi to do głowy, gdy
                planowałam czwarte. moim zadaniem jest mądrze wychować dzieci, tak,
                aby podjęły się pomocy bratu w przyszłości (jest samodzielny, ale co
                będzie?). dam im szansę na studiowanie, ale nie będę płacić za ich
                studia.
                nie spełniam ich zachcianek, bo mnie nie stać. mają dom, kochających
                rodziców, wyjazdy, zajęcia, przyjaciół. miłość, opiekę i opierunek.
                to za mało?
                • tolka11 Re: Andaba 23.06.09, 11:37
                  A rodzin z niepełnosprawnymi dziecmi znam mnóstwo. Pracuję z takimi
                  dziecmi.
                  I raz jest tak, jak piszesz, a raz inaczej.
                  jak w zyciu: jednych wielodzietność ubogaca, innych zuboża.
                • wierzba_placzaca Re: Andaba 23.06.09, 12:07
                  Nie neguje Twojej decyzji, chociaz sama uwazam, ze rodzenie dzieci "do opieki"
                  za obciazajace dla tych dzieci, chyba takze za niezbyt etyczne (moim zdaniem).
                  Poza tym, dwoje rodzenstwa to juz "cos", to nie jest sam jak palec dorosly po
                  ewntualnej stracie rodzicow (jesli oczywiscie rodzenstwo sie dogaduje). Fajnie,
                  ze sobie radzicie, wiele rodzin wielodzietnych sobie radzi, chociaz chyba czasem
                  zbyt duzo biora na swoje barki. Nie chce sie rozpisywac, tym bardziej ze temat
                  jest delikatny bardzo, szanuje zdanie odmienne od mojego.
                  • tolka11 Re: Andaba 23.06.09, 12:29
                    Wiesz, zawsze to tak wyglada. Jak uzyje tej mysli, ze młody (nota
                    bene całkowicie samodzielny) może mieć w rodzeństwie pomoc i
                    wsparcie to nawet mnie samej źle się kojarzy. Rodzenie dla samej
                    opieki (poniekąd egoizm) jest nieetyczne i tu masz rację.
                    Mnie ta myśl naszła przy czwartej ciąży (młody jest drugi) i
                    przestraszyłam się jej. Ale z drugiej strony chcemy mieć 5 dzieci,
                    taki mamy plan, a ze wspomogą one drugiego to już inna oczywistość.
                    Wspomogą, o ile mądrze je wychowamy.
                    A czemu pisałam, ze pieniadze nie są priorytetem?
                    Ano mój mąż miał firmę, dobrze prosperującą (geodezja), ale
                    wymagającą ogromnych nakładów czasu i poswięceń. Kasy mielismy
                    ogrom. taty w domu nie było, ja pracowałam. I wtedy okazało się, ze
                    kasa nie jest priorytetem. Tata zmnienił prace, kasy jest duuuuuuzo
                    mniej, ale tata o 16 w domu. bezcenne, rzekłabym.
                    nie na wszystko starcza, ale zyje się o niebo lepiej.
                    Stąd te rozważania o kasie.
                    • wierzba_placzaca Re: Andaba 23.06.09, 12:50
                      Mysle, ze chyba kazda matka wiecej niz jednego dziecka ma cicha nadzieje, ze jej
                      dzieci beda sie fajnie dogadywac i wspierac w razie potrzeby. Czy odpowiednim
                      wychowaniem ich do tego przygotujesz? Mysle, ze jest wiecej czynnikow: moga sie
                      nie nadawac do tego ze wzgledu na charakter (np. artysta o nieustabilizowanym
                      trybie zycia), moga sie wyprowadzic daleko, ich partner zyciowy moze nie byc
                      zadowolony z koniecznosci sprawowania przez wspolmalzonka opieki nad bratem
                      (znam taki przypadek i mysle ze to nierzadkie), moga niestety same zachorowac,
                      wreszcie Twoje dzieci moga miec swoje dzieci rowniez wymagajace opieki. Pewnie
                      jest jeszcze mnostwo innych czynnikow. Byc moze chcesz zdywersyfikowac ryzyko
                      przez zwiekszenie liczby dzieci smile Swietnie, ze macie czas dla swoich dzieci. O
                      to tez mi chodzilo - zeby sie nie zarzynac probujac wszystkiemu podolac.
                      Podkreslam - absolutnie szanuje Twoja decyzje, po prostu przedstawiam swoj punkt
                      widzenia. Tak jak nie wybiore dziecku kierunku studiow (albo profilu szkoly smile),
                      tak samo nie organizuje mu przyszlego zycia w aspekcie : kim z rodzenstwa ma sie
                      opiekowac i w jakim zakresie. Pozdrawiam i wracam do pracysmile
                      • chiyo28 Re: tolka (poza tematem) 23.06.09, 14:45
                        własnie o to mi chodziło z tą piramidą, kiedy cała rodzina ma
                        zaspokojone podstawowe potrzeby i czuje sie bezpiecznie, myśli
                        pozytywnie i stąd rodzą sie pragnienia typu posiadanie kolejnego
                        dzieciecia. Pod pojeciem podstawowe potrzeby tez mozemy wpisac rózne
                        rzeczy ( cytując: Starcza nam na rehabilitację dziecka, na zajecia
                        dodatkowe dla pozostałych, na wyjazdy, wczasy, żeglowanie obozy.
                        Czyli nie jest tragicznie ) - dla innych, którzy nie lubią żeglowac
                        jest to drogi i zbedny wydatek - tak wiec mają niższe potrzeby
                        podstawowe do zaspokojenia.
                        Nie wiem w jakich Wy żyjecie środowiskach, ale ostatnio spotkałam
                        sie z przypadkiem kobiety załamanej 4 ciążą, bo: ona nie pracuje,
                        mieszkanie 2 pokojowe wynajete, maż zarabia 1400 zł na wszystkich...
                        Jak myślicie, czy 4 dziecko to powód do radości... owszem kochane
                        bedzie, ale zawsze będzie z zazdrością spoglądało na rówieśników,
                        którzy mają troszke wiecej, niż donaszane po rodzeństwie buty i
                        kurtki, wakacje pod blokiem, itd... Szkoda, że nie wypowiada sie
                        tutaj nikt z takiej rodziny, ale niestety na tym forum nie
                        zauważyłam jeszcze takiej naprawdę wielodzietnej rodziny, ktora
                        boryka sie z problemami dnia codziennego. Wtedy widać było by jak
                        naprawde wygląda wielodzietnosć z innej perspektywy.


                        raczki
                        • wiga1968 Re: tolka (poza tematem) 23.06.09, 15:42
                          Czy 10 dzieci, to już naprawdę wielodzietność?? Wprawdzie rodzonych mam "tylko"
                          8, a dwoje zastępczych. smile
                          Myślę, że w tym zarchiwizowanym wątku celne uwagi napisała rynox. Moje odczucia
                          (i moich dzieci)są bardzo podobne.
                          • tolka11 Wiga 23.06.09, 15:48
                            Chylę czoła.
                            Mam troje, 2 w planach najbliższych. Więcej nie udźwigniemy pracując
                            oboje, a ja z pracy nie zrezygnuję.
    • wierzba_placzaca Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 23.06.09, 20:26
      Jeszcze raz ja - mam nadzieję, ze za bardzo Was nie stresuję swoimi wpisamismile
      Chciałam tylko dodać, że tak naprawdę mam dużo wspomnień podobnych do wspomnień
      Rhynox. Tak jakoś wyszło, że rozpisałam się głównie o negatywnych stronach
      wielodzietności, ale pozytywów też jest sporo. Ze względu na to, że my starsi w
      pewnym stopniu uczestniczyliśmy w wychowaniu młodszych, oni teraz są z nami
      związani. Takie rzeczy, jak wyprowadzki i remonty, organizuję od dawna z
      rodzeństwem, młodsza siostra zawsze chętna mi posprzątać mieszkanie czy upiec
      ciasto. Z mojej strony oczywiście - pełna pomoc i wsparcie. Do niedawna byłam
      jej idolemsmile, a nazwanie jej przez znajomych "moją kopią" spowodowało u niej
      ogromny wybuch szczęścia (tyle czasem dzieciom wystarczy). Z charakteru - bardzo
      do mnie podobna, z wyglądu - trochę.
      Widzę, że teraz rodzice odetchnęli, nie ma takiej szarpaniny jak kiedyś przy
      małych dzieciach - to co zapamiętałam z dzieciństwa. Inna rzecz, że teraz nie
      wystaje się rzeczy w kolejkach i nie zdobywa mieszkań, inne podobne atrakcje też
      odeszły w niebyt (mam nadzieję). Ogólnie - dzielę się z Wami moimi wspomnieniami
      i refleksjami, nie jestem misjonarzem z jakimś celem. Myślę, że najważniejsze,
      żeby jak najlepiej realizować sposób życia, jaki się wybrało, czy to wychowanie
      1 czy 5 dzieci, czy też bezdzietność czy zajmowanie się kotamismile Pozdrawiam
      • mama3ania Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 23.06.09, 22:09
        Nie wiedziałam, że taką burzę rozpętam swoim pytaniem wink

        Myślałam sporo nad głosami w tej naszej dyskusji i zestawiłam to
        jeszcze ze swoimi doświadczeniami nastoletnimi. Miałam jedną
        siostrę, starszą o 6 lat, która zmarła w momencie, gdy właściwie
        zaczęłyśmy się dogadywać. I mogłabym napisać mnóstwo o tym, jak
        fatalnie jest mieć starszą siostrę, doskonałą, pewną siebie i
        dorosłą, gdy człowiek sam jest takim nieopierzonym i wrażliwim
        podrostkiem. Jej wkraczanie w dorosłe życie zajmowało rodziców -
        siłą rzeczy - bardziej niż moje nastoletnie problemy. Ale czy to
        jest argument za tym, że 2+2 to zły model? Nie wydaje mi się.
        Każdemu nastolatkowi wydaje się, że ma straszną rodzinę - nieistotne
        czy jest jedynakiem, czy jednym z wielu rodzeństwa.

        Łapię się jak tonący brzytwy stwierdzenia wierzby płaczącej, że w
        końcu okazuje się że wielodzietność wiele dzieciom daje i że oprócz
        swoich wad ma też i zalety. Zresztą moim zdaniem zalety te są
        bardziej cenne niż wady dokuczliwe. Wypytałam mamę, co jej tak nie
        odpowiadało w tym, że miała troje rodzeństwa. I okazało się, że nie
        sytuacja finansowa, ale to, że była zmuszana do opieki nad młodszym
        rodzeństwem (jest najstarsza). Tego akurat mogę uniknąć, wychowując
        swoje córeczki.

        A z drugiej strony zdałam sobie sprawę, że na nasz model rodziny
        niesamowicie wpływa to, co przeżyliśmy (albo to, czego nie było nam
        dane przeżyć - jak w moim przypadku) w swoich macierzystych
        rodzinach. I cieszę się, że zdałam sobie z tego tak jasno sprawę. Bo
        nie chcę rodzić dzieci po to, żeby im rekompensować własny brak
        rodzeństwa. Trochę to chaotycznie zapisałam, ale trudno jasno opisać
        to uczucie. W każdym razie chcę rodzić dzieci, bo je kocham - każde
        z osobna jako najcenniejszy dar - a nie po to, żeby ich było dużo. I
        żeby ich liczba rozpraszała jakieś moje podświadome lęki.


        Tyle wniosków z dyskusji smile

        Pozdrawiam!
        • chiyo28 Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 23.06.09, 22:36
          mi sie jeszcze tak przypomniało jak dzisiaj lodówkę rozmrażałam,
          rozmyślajac o tym temacie smile
          kolezanka ze szkoły sredniej miała 4 rodzeństwa, mieszkali w domu na
          skraju lasu. najbardziej zapamietałam atmosfere jak u nich panowała.
          nie potrafie jej opisać, ale to był dom, który sam przyciagał.
          czesto ja odwiedzałam, zwlaszcza w lecie i zazdrościłam tego gwaru i
          własnie dogadywania sie z rodzeństwem. z tego, co wiem w domu
          zostala tylko 2 najmłodszych - reszta w świecie , kolezanka we
          Francji... wtedy jakos nie zastanawiałam sie, ze są wielodzietni smile
          dom jak każdy inny, a nawet lepszy.
    • urge Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 25.06.09, 00:46
      To i ja dodam swoje trzy grosze, z tych optymistyczniejszch smile
      Uważam że to jak będą swoją sytuację postrzegać Twoje dzieci zależy
      w głównej mierze od Was (ciebie i męża). Po pierwsze trzeba sobie
      zdać sprawę że nastolatki prawie zawsze się buntują i zawsze znajdą
      sobie jakiś powód do tego. Jeśli jednak rodzina jest kochająca się i
      dziecko dobrze się w niej czuje to owszem, może mieć czas że
      mniejsza ilość kasy będzie bolesna ale nie będzie chciało zamienić
      rodzeństwa na więcej kasy!
      Z mojego doświadczenia -sama mam 4 rodzeństwa, zawsze na coś tam
      brakowało chociaż nie powiem żeby była bieda, wszyscy skończyliśmy
      studia (najmłodsza siostra jeszcze studiuje tak dla ścisłości), nie
      zwiedziliśmy za dużo świata w dzieciństwie ale zawsze pływaliśmy na
      żaglówkach, kajakach, jeździliśmy na nartach, było co jeść i były
      prezenty pod choinką wink Teraz jako dorosła osoba uważam że rodzice
      nie mogli nam dać nic lepszego niż rodzeństwo (nawet mimo że sami
      musimy spłacać kredyt za nasze mieszkanie smile A w nioski jakie
      wyciągnęliśmy wszyscy co do dzietności:
      -najstarszy brat ma 3 dzieci, nie ma nic przeciwko kolejnym (za to
      bratowej wystarczy więc pewnie na tym poprzestaną smile
      -starsza siostra ma 4 dzieci i nie zarzeka się że powiedziała już
      ostatnie słowo, tu też główną przeszkodą jest szwagier który raczej
      się boi kolejnego'
      -my (ja i mój małż) mamy trójeczkę i na pewno będziemy mieć jeszcze
      min. jedno
      -młodze rodzeństwo jeszcze nie dzieciate, nie wiem jak brat ale
      siostra ma w planie całą gromadkę smile

      Tak więc uszy do góry, duża rodzinka to świetna sprawa smile

      ps: moje dzieciaki też się już kolejnego nie mogą doczekać, z tym że
      oni też młodociani jeszcze, najstarszy ma 7,5 roku.
      • verdana Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 26.06.09, 21:14
        Sama nie jestem szczególnie wielodzietna, ale znam troche
        wielodzietnych rodzin i wobec tego wydaje mi sie, ze przede
        wszystkim nie ma reguł. Moje dzieci mają po prostu fatalne warunki
        mieszkaniowe (przedzielony malutki pokoj), a to im nie przeszkadza,
        choc ja bym zwariowala w takich warunkach. Ale one sa
        przyzwyczajone...
        Mysle, ze stosunek nastolatkow do rodzenstwa jest w pewnym sensie
        uzalezniony od tego, kiedy to rodzenstwo sie pojawilo. jesli dzieci
        nie pamietaja czasow wiekszego luzu w mieszkaniu i wiekszego
        dostatku, to chyba im to nie przeszkadza. Znam jednak rodzine, gdzie
        po osmiu latach jedynactwa zaczęło sie sypac rodzenstwo, dziecko
        kolejno tracilo wszystko co miało - pokoj, uwagę rodziców, cisze,
        dostatek, a wreszcie zostało "wyrzucone" jako wczesna nastolatka do
        wynajetego mieszkania. Wole nie pisac o efektach, ale mile nie byly.
        Wydaje mie się też, ze wszystko zależy, jak zmieni sie sytuacja
        materialna po urodzeniu kolejnego. Jesli nie bedzie nas stać na kurs
        jezykowy w Anglii, najnowszego laptopa itd, to nikomu nic zlegosie
        nie stanie i nie sadze, aby nawet dla zbuntowanych nastolatków
        rodzenstwo bylo wtedy przyczyna frustracji. jednak, gdy kolejne
        dziecko oznacza wyłacznie ubrania z lumpeksu, niemożnośc wyjechania
        na wycieczkę szkolna, a co moze najwazniejsze - studiow czy
        odpowiedniej szkoly, wtedy, jak podejrzewam, niechęć do
        wielodzietnosci będzie w dziecku silna.
        Znam rodzinę z osmiorgiem dzieci. Rodzice wykztałceni, ojcec dobrze
        zarabiał, ale nie az tak, aby starczało. Mieli trzy niewielkie
        pokoje. dzieci byly niezwykle inteligentne - ale gdy zaczęły
        dorastac okazało się, ze ich najwiekszym marzeniem sa pieniadze, a
        nie rodzina. Kolejno rzucali szkolę (jeden nie skonczyl nawet
        zawodowki) czy studia, wyprowadzali się i jedyne co ich
        interesowało, to zarabianie, jak najszybciej, jak najwiecej. Tak też
        nestety moze byc.
        Na razie tylko dwoje zalozylo rodzinę. reszta w ogole rodzin nie
        chce mieć.
        • urge Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 26.06.09, 23:55

          > Mysle, ze stosunek nastolatkow do rodzenstwa jest w pewnym sensie
          > uzalezniony od tego, kiedy to rodzenstwo sie pojawilo. jesli
          dzieci
          > nie pamietaja czasow wiekszego luzu w mieszkaniu i wiekszego
          > dostatku, to chyba im to nie przeszkadza

          My zdecydowanie "pojawialiśmy się" w sporych odstępach (17 lat
          różnicy między najstarszym a najmłodszą) więc byliśmy w pełni
          świadomi jak ubywa nam środów finansowych i przestrzeni w
          mieszkaniu smile
          Moim zdaniem kluczem do sukcesu są rodzice -moi kochali się nawzajem
          i kochali nas wszystkich mocno. Były czasy że było im bardzo ciężko
          finansowo a zawsze potrafili podzielić się jeszcze nawet z zupełnie
          obcymi ludźmi. Czuliśmy się w naszej rodzinie bezpiecznie nie
          dlatego że była kasa ale bo była miłość. I uwierz mi że większość
          moich koleżanek którym ja zazdrościłam własnego pokoju czy lepszych
          ciuchów (tak, tak, takie uczucia też się pojawiały, jednak nie
          pozostawiały żadnej traumy i nie zmieniały hierarchii wartości smile
          lepiej się czuła w naszym domu niż we własnym.

          > Znam rodzinę z osmiorgiem dzieci. Rodzice wykztałceni, ojcec
          dobrze
          > zarabiał, ale nie az tak, aby starczało. Mieli trzy niewielkie
          > pokoje. dzieci byly niezwykle inteligentne - ale gdy zaczęły
          > dorastac okazało się, ze ich najwiekszym marzeniem sa pieniadze, a
          > nie rodzina. Kolejno rzucali szkolę (jeden nie skonczyl nawet
          > zawodowki) czy studia, wyprowadzali się i jedyne co ich
          > interesowało, to zarabianie, jak najszybciej, jak najwiecej. Tak
          też
          > nestety moze byc.
          > Na razie tylko dwoje zalozylo rodzinę. reszta w ogole rodzin nie
          > chce mieć.

          Smutne sad
        • wierzba_placzaca Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 27.06.09, 12:26
          Zgadzam sie z Verdana. Polowe swojego zycia przezylam w ogromnej ciasnocie (5
          osob w 1 pokoju, 6 osob w 2 malutkich) i nie przeszkadzalo mi to - nie znalam
          innych warunkow. Rodzenstwo mam od urodzenia, wiec mi tez nie przeszkadzalo
          specjalnie smile Ale chcialabym storzyc swoim dzieciom lepsze warunki, niz sama
          mialam. Najbardziej mi brakowalo wyjazdow (jak juz wczesniej wspominalam), no i
          wolalabym miec wiecej w pamieci zrelaksowanych rodziciow, a nie wiecznie
          zaganiana mame i nieobecnego tate.
          • marina2 Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 27.06.09, 14:18
            Myślę,że jeśli chcecie ustalenia pewnych reguł,prawidłowości ,schematów w jakich
            żyją rodziny wielodzietne to błądzicie.
            Co rodzina to historia i inny model.Znam całkiem sporą ilość takich rodzin.Od
            biedujących,żyjących skromnie,przez "starcza do pierwszego" po "stać ich na
            wszystko".
            Patrząc na dorosłe dzieci tychże wielodzietnych też nie ma reguł nawet w obrębie
            jednej rodziny.
            U nas najstarsza córka nie wstydzi się,że ma więcej rodzeństwa.Wiem,że niekiedy
            koleżeństwo wyrażało zdziwienie co do ilości rodzeństwa np.koleżanka dała jej
            ulotkę o środkach antykoncepcyjnych dla mamywink))Kiedy przychodzi do niej
            koleżeństwo komentują "ale masz w domu wesoło","ale jajcarski ten twój brat".
            Syn ,który ma lat 13 twierdzi,że będzie miał dużą rodzinę-zobaczymy.11latek
            mówi,że nie ma pojęcia jaka będzie jego rodzina,bo temat jest dla niego zbyt
            odległy-kosmos po prostu.
            Nie prowadzimy tzw.otwartego domu.Ale jeśli jest potrzeba zrobienia imprezy na
            dużą ilość osób dzieciaki wiedzą ,że często się zgadzamy.
            Myślę,że nie zdecydowałabym się na dużą rodzinę gdybym nie miała możliwości
            zapewnienia dzieciom dość dobrych warunków.Udało się nam:mają swoje pokoje,swoją
            bawialnię,dostęp do nauki bardzo szeroki.
            Każde z nich ma inne pasje i mogą je realizować.
            • wierzba_placzaca Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 27.06.09, 16:12
              Mozna pokusic sie o ustalenie regul, chociaz odstepstwa od tych
              regul istnieja, oczywiscie smile Jako istota myslaca probuje powiazac
              ze soba pewne fakty, nie zakladam, ze sa one przypadkowe.
              Stwierdzenie, ze rodziny wielodzietne nie sa jednakowe, jest
              banalem. Ja tez sie nie wstydze, ze mam duzo rodzenstwa. Nigdy mi
              nie przyszlo do glowy, zeby sie tego wstydzic, nigdy tego nie
              ukrywam. U nas w domu tez bylo wesolo i ludzie uwielbiali tam
              przychodzic, co nie zmienia faktu, ze ciastnota byla nieziemska,
              zwlaszcza jak przyszlo np. 10 gosci.
              Chodzi mi raczej o fakt, ze przecietnie zarabiajaca polska rodzina,
              jesli zdecyduje sie na wielodzietnosc, to niestety zazwyczaj obniza
              standard zycia. Z reguly matka tych dzieci rezygnuje z pracy, co
              stawia w dosc stresujacej pozycji ojca rodziny. Zeby byla jasnosc:
              nie mowie o rodzinach z trojka czy nawet czworka dzieci. Nie
              twierdze tez, ze zawsze tak jest, ale ze jest tak w wiekszosci
              przypadkow. Kobiecie z pieciorgiem i wiecej dzieci (mowie o
              przecietnie sytuowanych polskich rodzinach) jest bardzo trudno
              rozwijac sie zawodowo, poniewaz wiele czasu poswica tym dziecom,
              poniewaz ma ograniczone srodki finansowe. A rozwoj zawodowy,
              samodzielnosc finansowa, to rowniez sa wartosci.
              Oczywiscie, ze znam wielodzitne rodziny, ktore sobie swietnie radza,
              dzieci maja prawie wszystko. Dlatego nigdzie nie mowie, ze
              wielodzietnosc jest ogolnie zlym rozwiazaniem. Po prostu uwazam, ze
              wielu rodzicow bierze sobie zbyt wiele na glowe, nie maja
              wystarczajaco czasu ani dla siebie, ani dla swoich dzieci, zyja
              (zwlaszcza kobiety) prawie wylacznie sprawami domowymi i to je
              ogranicza w znacznym stopniu.
    • zebra12 Moja nastka 28.06.09, 10:32
      Moja nastka lubi dzieci. Wciąż mnie namawia na następne. I rzeczywiście zajmuje
      się małą. Ale na warunki i tak narzeka. Najgorzej jej doskwiera brak własnego
      pokoju, który obecnie dzieli z 2 siostrami.
      Ogólnie najbardziej nam doskwiera brak własnego M i ciasnota - 36 metrów.
        • luxnordynka Wierzbo 29.06.09, 22:37
          Wierzba, a Ty to chyba jakas zakompleksiona jestes z powodu swojej
          macierzystej rodziny, taki żal wyczuwam... ja tez dlugo żylam w
          poczucie pewnej krzywdy w stosunku do swoich rodzicow, bylam
          przekonana ( w zasadzie jestem dalej), ze mam powody, ale czas goi
          rany i teraz bardziej ich rozumiem, usprawiedliwiam, doceniam. I
          żyje mi sie z tymi uczuciami o wiele lepiej... Moze sprobuj w koncu
          nie podkreslac wciaz ze nie planujesz wiecej dzieci, bo robisz to z
          uporem i w kazdym prawie watku a to dowod na to, ze jakoś sobie z
          tym nie radzisz. Nie pisze tego zlosliwie, tylko czuje sie troche
          osaczona Twoimi wypowiedziami, jakbys mnie chciala przekonać, że mam
          juz nie planowac dzieci (zreszta nie planuje), że 4 to za duzo. Niby
          piszesz o sobie, ale jakby uderzasz w innych, a może sie myle, może
          zbyt przewrazliwiona jestem. To tez mozliwe, zwlaszcza mąż mi to
          czasem powtarza, wiec przepraszam, jesli nie mam racji. Ewa
            • tolka11 Re: Wierzbo 30.06.09, 10:41
              Wiecie mam 37 lat, wiele doswiadczeń za sobą. Życie w bogatej
              rodzinie z 2 dzieci. Z takiej pochodzę, obrzydliwie bogatej, pełnej
              nieszczęścia, patologii i nienawiści.
              I mam w sobie ogromną radość i zachłanność życia, ogromny power, nie
              ma rzeczy niemozliwych.
              Wychowujemy z mężem tylko troje dzieci i mamy ochotę jeszcze na
              dwoje. mimo, ze to będą trudne ciąże, opupione wcześniactwem dzieci.
              Ale uda się. kropka.
              Nie jestesmy zacharowanymi rodzicami, mimo, że pracujemy. zamiast
              sprzątać wolę wsadzić dzieci na rowery i hulaj dusza do lasu.
              zamiast kwatery na 2 tygodnie, bierzemy namioty i szlajamy się 4
              tygodnie. zamiast ciuchów firmowych kupuje megapaki na Allegro i juz
              oszczędzę na rodzinną pasję : zeglowanie.
              Mój niepełnosprawny syn jest fajnym, lubianym chłopcem, którego
              niepełnosprawność nie ogranicza, bo dajemy mu takie mozliwości.
              Bywa trudno jak wszędzie. Ale nie zamieniłabym mojego zycia za nic w
              świecie.
              I dlatego obraz przedstawiany przez wierzbę (noooo, ale u mnie
              będzie tylko 5 dzieci) czy gorzki czy realistyczny mnie nie
              przekonuje. Bo nie jest mój.
              • luxnordynka Tolka, 30.06.09, 11:13
                uwielbiam niepelnosprawnych, wiem, jaka radosc daja, jak ucza
                miłosci, ktorej nie sa w stanie zwerbalizowac, ale pokazuja ja w
                codziennosci. Wiem też ze ludzie, ktorzy nie obcowali z
                niepelnosprawnymi, wyolbrzymiaja problemy, demonizują. Jestem z Toba
                w Twoich planach i ciesze sie, ze pokazujesz normalność zycia i
                pragnien z niepelnosprawnym dzieckiem. Sciskam Cie mocno, Ewa
                • tolka11 Luxnordynka 30.06.09, 11:20
                  Niepełnosprawność mojego syna jest uciążliwa, ale dla postronnych
                  widoczna w niewielkim stopniu (patrz galeria).
                  Pracuję z dziecmi niepełnosprawnymi i wiem jak niepełnosprawnośc
                  moze rozwalić cały swiat, ale równoczesnie wiem, że bez miłosci nic
                  by się nie udało.
                  Masz rację czasem ludzie demonizują, a czasem zwyczajnie sobie nie
                  radzą.
                  My zyjemy zwyczajnie, po swojemu. jak zresztą większość na forum.
                  I dlatego gorzkie w wymowie posty nie wpływaja na moje decyzje.smile
              • luxnordynka Tolka 30.06.09, 11:17
                no i obejrzalam wasze zdjecia, dzieci sliczne no i maja oryginalne
                klocki lego, hehe. To taki zart odnosnie tego watku smile), Ewa
              • wierzba_placzaca Re: Wierzbo 30.06.09, 11:31
                Tolka, bardzo szanuje Twoja postawe (to tez juz pisalam wczesniej). Moja
                rodzina, chociaz po wojnie mocno zubozala, nigdy patologiczna nie byla. Dla mnie
                rowniez pieniadze nie sa najwazniejsze, o czym swiadczy chociazby fakt, ze
                pracuje na uczelni, chociaz jako inzynier moglabym "trzepac kase" w przemysle.
                Wielu niepelnosprawnych sobie swietnie radzi i jest szczesliwych (bo dlaczego
                nie). Zycze Ci, zeby wszystkie Twoje dzieci byly szczesliwe!
          • wierzba_placzaca Re: Wierzbo 30.06.09, 11:14
            Czy jestem zakompleksiona na punkcie swojej macierzytej rodziny? Mysle, ze
            ponizej przecietnej (bez wzgledu na rodzaj rodziny). Napisalam tez sporo dobrych
            rzeczy o swojej rodzinie (co spotkalo sie z mniejsza liczba komantarzy). Nie
            lubie jednak postrzegania wielodzietnych rodzin jako sielskich srodowisk, gdzie
            wszyscy sie kochaja i ta milosc im do zycia wystarcza, bo bywa roznie. Ja wiele
            dobrego z domu wynioslam i to doceniam. Ale widze tez minusy i tego nie ukrywam.
            W moich postach odnosze sie do konkretnych zagadnien (np. rodzenie dzieci do
            "opieki" nad rodzenstwem). Nikogo tez nie namawiam do ograniczania liczby dzieci
            i nie jest tez moim zamiarem nikogo obrazic. Wierze, ze wielodzietnosc jest
            najlepszym rozwiazaniem dla niektorch i nienajlepszym dla innych. Osobiscie
            lubie rozmawiac z ludzmi o odmiennych pogladach i nie wydaje mi sie, zebym Was
            atakowala. Jesli powtarzam pewne zdania, do po to zebym byla jednoznacznie
            zrozumiana (zboczenie pracowanika naukowo-dydaktycznego). Wiadomo, ze jestescie
            tu "prodzietne" z zdecydowanej wiekszosci, wiec mozecie mnie zarzucic swoimi
            postami, prezentujacymi odmienne od moich poglady i duza liczbe znakow
            zapytania. Przeliczcie dokladnie, w ilu watkach napisalam, ile dzieci
            planuje/nie planuje. Wymiencie te dowody, ze sobie nie radze ze swoim
            pochodzeniem - serio, jest ciekawa (chyba, ze chodzi o to, ze planuje pewne
            odmiennosci w stosunku do moich rodzicow, ale to chyba dotyczy tez wiekszosci z
            Was - tez sobie z tym nie radzicie?). Sama uwazam, ze moja oryginalna
            wielodzietnosc sporo mi dala (znowu sie powtarzam z ktorym watkiem,
            przepraszam). W zyciu zawodowym mam do czynnienia z mnostwem ludzi z pogladami
            odmiennymi od moich (czasem skrajnie) i nie mam z tym problemu. Co wiecej,
            podoba mi sie to i doceniam te roznorodnosc. Nie bede jednak miala problemu,
            zeby sie wyniesc z tego forum, jesli moja obecnosc zaburza Wam spokojny swiat, w
            ktorym sobie ustalilyscie pewne sprawy. Nie doszkujcie sie tez podtekstow w
            moich wypowiedziach, bo ich tam nie. Jestem osoba prostolinijna. Nie znacie mnie
            tez od innych stron, wiec nie wsynuwajcie zbyt daleko idacych wnioskow z kilku
            czy kilkunastu postow. Milego dnia!
            • luxnordynka Re: Wierzbo 30.06.09, 11:24
              zle mnie zrozumialas, fajnie miec glos sprzeciwu na takim forum,
              wtedy ono zyje wiec zostan z nami... nie ukrywam, bardzo mi tez
              pomoglas, jakby nakierowalas na dalsze zycie w wielodzietnej
              rodziniesmile, naprawde!!! Wiesz, nie wszyscy sa tu prodzietni. My
              planowalismy dwojke, hehe, mamy chworeczke i jestesmy z siebie i
              naszych dzieci dumni. Dojrzewamy jakby do takiej rodziny, a przede
              wszystkim do tego, żeby dzieci nie czuly zadnego nacisku z naszej
              strony jesli chodzi o ich zakladanie rodziny. Nasze zycie jest takie
              i czerpiemy z niego radosc, staramy sie nawet wtedy gdy jest ciezko,
              gdy sa sytuacje w ktorych latwiej by bylo z dwojka. Oni niech tworza
              wlasne zycie i niech beda szczesliwi przynajmniej tak, jak my
              jestemy, Ewa
            • tolka11 Re: Wierzbo 30.06.09, 11:24
              Przeż ci niczego nie zarzuciłam. napisałm, ze zyję po swojemu. Ot co.
              Ty zyjesz po swojemu. I dzięki temu obie jestesmy szczęśliwe.
              A doswiadczenia dzieciństwa mamy diametralnie różne.
          • wierzba_placzaca Re: Wierzbo 30.06.09, 12:51
            Jeszcze dodam, ze nie jestem typem hodujacym zale, a zdecydowanie racjonalnym,
            w sprawach prywatnych i zawodowych. Chociaz do ludzi z wielodzietnych rodzin mam
            autentyczna slabosc (tzn maja u mnie plus za sam ten fakt smile Pozdrawiam!
            • verdana Re: Wierzbo 08.07.09, 15:23
              A ja uważam, ze bardzo dobrze, ze na takim forum jest głos "z
              drugiej strony" - chocby nawet nam się nie podobał... Ja tez jestem
              zadowolona z trójki dzieci, ale wybaczcie - moje zadowolenie i
              zadowolenie dzieci to moga być dwie zupelnie rózne sprawy. Rodzice
              moga czuc się szczęśliwi i spełnieni mając gromadkę dzieci, a dzieci
              mogą z trudem radzić sobie z koniecznoscią ograniczania potrzeb do
              miniumum, koniecznoscia opieki nad mlodszym rodzenstwem, brakiem
              czasu rodzicow dla kazdego dziecka indywidualnie...
              Nie musi tak byc, ale moze. I warto pamiętac o tym, ze marzenie o
              dużej rodzinie jest naszym marzeniem, a nie musi być wcale idealnym
              światem dla dzieci.
              tak sobie jeszcze myśle, ze gdyby to jedynaczka napisała, jak jej
              bylo ciężko - to wtedy wszystkie przyklasnęłybysmy z radoscią. Ale
              ciężko jest czasem czytac o tym, ze nie dla wszystkich dzieci
              wielodzietna rodzina jest idyllą.
              • luxnordynka Verdano, 08.07.09, 21:29
                fajnie to rozgraniczylas, dzieci i rodzice, ciekawe, nigdy tak na
                wielodzietność nie patrzylam. Masz racje, rodzice mogą być
                szczesliwi ale dzieci niekoniecznie. Zatem banał "szczesliwa mama to
                szczęsliwe dziecko" pozostaje tylko banalem smile, Ewa
                • jol5.po Re: Verdano, 08.07.09, 23:01
                  podrzucę jeszcze jeden archiwalny watek. Bardzo go lubię, udało się tam zebrać trochę dłuższych wspomnień dorosłych dzieci z wielodzietnych rodzin. Rhynox w zacytowanym wątku odpowiadała zresztą na to samo pytanie (bawiłam się kiedyś w ankieterawink, tylko poleciała osobnym wątkiem.

                  wątek
                  • luxnordynka Re: Verdano, 09.07.09, 09:55
                    Jolu, dzieki za ten watek, jak bede miala chwile to chetnie poczytam
                    a w planowaniu rodziny, czyje szczescie jest wazniejsze dzieci czy
                    rodzicow? Jak sadzicie? Ewa
                • bazylia_am ... 09.07.09, 10:41
                  Bardzo ciekawa dyskusja, dziękuję za nią.
                  Podoba mi się trzeźwe spojrzenie Wierzby Płaczącej.
                  Ja sama jestem mamą trzech córek i raczej nie planuję więcej dzieci. Aspekt
                  finansowy, mieszkaniowy (2 pokoje), samozadowolenie rodziców, realne spojrzenie
                  na to, ile czasu mogę poświęcić córkom (mam cały czas niedosyt) sprawiają, że
                  chyba poprzestaniemy na trójeczce. Choć nie powiem, serce, instynkt podpowiadają
                  czasem co innego.
                  Ciekawa jestem jak się potoczą losy moich córek, jakie będą miały rodziny. Jak
                  na razie dziewczynki cieszą się z większej rodziny, choć jak któraś z Was
                  napisała to dopiero zalążek wielodzietności wink Troszkę mnie to rozbawiło, bo
                  nie sądziłam, że jest się mniej lub bardziej wielodzietnym.
                  W naszym otoczeniu mamy 6 rodzin wielodzietnych i jak na razie wygląda to tak,
                  że rodziny z trójką dzieci (2 małżeństwa) radzą sobie świetnie - zarówno
                  emocjonalnie (relacje między małżonkami, finanse), 4 rodziny (akurat wszystkie w
                  neokatechumenacie)radzą sobie ... tak sobie. Dwie znajome mają zdiagnozowaną
                  depresję, w innej rodzinie problemem jest alkohol, w kolejnej też coś szwankuje,
                  ale nie chcę tu o tym pisać. Liczba dzieci jest u nich taka: 5, 5, 5, 7.
                  Lubię zaglądać na to forum, z radością czytam o sukcesach wychowawczych
                  rodziców, którzy mają większe niż moja rodziny. Miód na serce. A z drugiej
                  strony widzę moje padające na twarz koleżanki i ich poirytowanych mężów. Bywa
                  fajnie, wesoło, ale przy malutkich dzieciach jest też dużo goryczy i zmęczenia.
                  Myślę, że nie powiem niczego nowego - jakość wychowania, miłość którą możemy
                  ofiarować dzieciom, nie zależy od ich ilości. Ale samą miłością nie wszystko się
                  da załatwić.
                  Trochę odbiegłam od głównego wątku, wybaczcie.
                  Chciałam tylko dodać, że dzieci znajomych (5 dzieci) mają żal do rodziców, że
                  nie chodzą z nimi do kina, na basen, nie wyjeżdżają na wakacje bo ich na to nie
                  stać.
                  Pozdrawiam.
                  • ulkad Re: ... 09.07.09, 16:50
                    Michal (13,5) zeznał, ze nie wie co ma myslec o ilosci swoich braci
                    (3 mlodszych), czasem mu to przeszkadza, a czasem wrecz przeciwnie.
                    Przy czym z moich obserwacji - nie sa to braki materialne itp. tylko
                    raczej namolność modszego rodzenstwa, to, ze sie chca ciagle
                    przytulac, ze np. drugi opowiadal co sie dzialo na obozie, na którym
                    razem byli itp. Jest tez bardzo opiekunczy, martwi sie, ze cos
                    któremus moze sie stac, ze któregos cos boli jak sie przewróci. Po
                    za tym im sa starsi, tym maja wiecej obowiazków, a nie zawsze widza,
                    ze maja tez prawa (np. kieszonkowe, komorka, gry adekwatne do wieku,
                    poźniejsze kladzenie sie spac itp.) - staramy sie to uswiadamiac,
                    zeby nie mieli jakiegos poczucia krzywdy. Sytuacja posiadania kilku
                    braci, a nie jednego lub tylko rodziców, jest jednak dla nich chyba
                    juz calkiem naturalna, no i tez ma zalety, bo zawsze znajdzie sie
                    ktos do gier planszowych, parti szachów lub makao. CO do np. wlasnej
                    przestrzeni - spia na razie razem i co dziwniejsze - chca tak spac,
                    jak braci nie ma, to nie chca byc sami. Biurka maja swoje, czesc
                    szafek tez, choc teraz myslimy nad bardziej radykalnym wydzieleniem
                    czesci na razie dla najstaszego.
                    • mama3ania luxnordynko 09.07.09, 22:16
                      wydaje mi się, że trafiłaś w sedno. Że to właśnie o to chodzi w tym wątku i w
                      cytowanych w linkach. Bo tak naprawdę nam - mamom wielodzietnym lub planującym
                      więcej dzieci - chodzi nie stricte o to, co sądzi nastolatek, czy jakie są
                      typowe błędy wychowawcze w rodzinach wielodzietnych, ale o to, żeby nasze dzieci
                      były szczęśliwe. I gdzieś tam czasami rodzi się podejrzenie i obawa, ze nasze
                      szczęście z posiadania licznej gromadki nie musi przekładać się automatycznie na
                      szczęście każdego z dzieci.

                      Że "szczęśliwa mama - szczęśliwe dzieci" ma drugą stronę medalu "nieszczęśliwe
                      dzieci - nieszczęśliwa mama". A ponieważ z wiekiem szczęście naszych dzieci
                      zaczyna zależeć od innych czynników niż nasza miłość (np. akceptacja
                      rówieśników, możliwość wolnego wyboru zainteresowań), nasze przyszłe szczęście
                      też jest sprawą niepewną. Bo nie wyobrażam sobie rodzinnej sielanki, gdy córki
                      będą naburmuszone i niezadowolone z warunków życia, jakie im zafundowałam.

                      Muszę przyznać, że lektura tego wątku i cytowanych w nim podobnych sprawiła, że
                      inaczej patrzę teraz na moje pragnienia dotyczące licznej rodziny. Staram się
                      rozgraniczyć moje idealistyczne marzenia (dzieci będą się tylko kochać i cieszyć
                      jak ja dużą rodziną) od możliwych komplikacji. Nie chcę "pójść w ilość" i
                      patrzeć potem jak moim dzieciom się to czkawką odbija. Nie znaczy to, że
                      zmieniłam kompletnie światopogląd i żałuję, że jestem w czwartej ciąży smile Po
                      prostu dotarło do mnie mocniej, że moje i męża decyzje nie spowodują tylko
                      zmiany naszego życia, ale będą kształtować nasze dzieci, ich charaktery,
                      oczekiwania, plany na przyszłość. I dlatego będę pewnie w stanie kiedyś
                      powiedzieć "dość". Choć do niedawno w głowie mi to nie postało. Skutecznie
                      podziałała na mnie wizja moich córek - matek jedynaków/czek.

                      I jako ps.
                      Niedawno najstarsza córeczka (5 lat) stwierdziła, przytulając się do mojego
                      rosnącego brzuszka, że ona też tam kiedyś była i że po urodzeniu tego dzidziusia
                      znowu nowy dzidziuś tam kiedyś będzie. Na to ja spytałam, czy chciałaby jeszcze
                      mieć jednego braciszka/siostrzyczkę oprócz tego, który się na jesień urodzi. I
                      odpowiedź brzmiała: "tak". Ale gdy spytałam: "Nawet jeśli wtedy mamusia będzie
                      miała mniej czasu na zabawę z tobą?", zastanowiła się, uśmiechnęła i cicho
                      odpowiedziała: "To chyba ten dzidziuś wystarczy." Wniosek: ona jeszcze nie jest
                      świadoma tego, co pociąga za sobą przyjście na świat kolejnego dziecka. Dlatego
                      ja muszę być tego świadoma i patrzeć na zmieniającą się sytuację w rodzinie nie
                      tylko własnymi oczami szczęśliwej matki-rodzicielki, ale także oczami moich dzieci.
                      • bazylia_am Re: 10.07.09, 14:14
                        Przypomniało mi się jak moja sześcioletnia córka płakała na wieść o tym, że
                        będzie miała brata lub siostrę. Byliśmy tym zaniepokojeni, konsultowaliśmy się
                        nawet z psychologiem. Psycholog uspokoiła nas mówiąc, że to bardzo dojrzała
                        reakcja - córka zdaje sobie sprawę, że nie od razu zyska towarzysza zabaw, ale
                        kogoś, kto zabierze jej uwagę rodziców. Oczywiście z tygodnia na tydzień Julka
                        oswajała się z myślą o rodzeństwie smile
                        Gdy zaszłam w kolejną ciążę, cieszyła się już bardzo.
                        Zaskoczyła mnie, gdy mając już dwie siostry powiedziała, że następnym razem to
                        ona wybierze imię wink
                        • luxnordynka Re: fajne są wątki, 11.07.09, 11:29
                          ktore nie tylko służą wygadaniu i przedstawieniu swoich racji, ale
                          też zmieniaja nasze myślenie, mobilizuja do refleksji,
                          przewartosciowania swojego zycia i pragnień. Ten wątek, przynajmniej
                          dla mnie (i mamy3ania) jest. Dziekuje Wam dziewczyny, Ewa
    • magduniar3 Re: czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność 17.07.09, 17:36
      Mój najstarszy syn (15 lat) nie jest entuzjastą rodzeństwa, można powiedzieć, że
      od samego początku tak było. Jest typem chłopaka zamkniętego w sobie,
      wrażliwego, który najlepiej czuję się jak ma ciszę i spokój. A przy tym wcale
      nie ukrywa, że ma o 3 sztuki rodzeństwa za dużo. Jak muszę zostawić z nim
      młodsze rodzeństwo, to wiem, że maluchy będą robiły co chcą, a on będzie
      zajmował się sobą.
      Średni (prawie 14 lat) lubi młodsze dzieci, myślę, że nie przeszkadza mu to, że
      jest ich w sumie czworo. Czyli to nie jest jeszcze aż taka wielodzietność. W
      sprawach opieki nad młodszym rodzeństwem mogę mu zaufać.
      To co obu najbardziej przeszkadza to niepełnosprawność naszego najmłodszego syna
      (ale nie najmłodszego dziecka). NIe chodzi o to, że oni nie akceptują go, tylko
      jego zachowanie jest bardzo uciążliwe. Nie zawsze dzieci/osoby niepełnosprawne
      są takie "wdzięczne". Czasami naprawdę trudno się z nimi żyje - zwłaszcza z
      mocno zaburzonym autystą.
      Do tego mąż sporo pracuje i niestety często muszę zostawiać maluchy pod opieką
      nastolatków, aby zrobić chociażby zwykłe zakupy. Sama miałam tylko młodszego
      brata, ale też niestety odczułam fakt "ciągłej" opieki nad nim - tyle, że to
      były czasy kolejek w sklepach.
      Od strony finansowej nie jest najgorzej, byłoby znacznie lepiej gdyby nie
      rehabilitacja syna. Aczkolwiek naszym priorytetem nie są podróże i zajęcia
      pozalekcyjne.
      Jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie tytułowe wątku, to chyba sporo zależy od
      samego dziecka. Najstarszy syn nie ma zbyt wygórowanych finansowych roszczeń -
      typu markowe ciuchy, wysokie kieszonkowe. Średni zupełnie inny jest pod tym
      względem. Obaj chcieli by telefony komórkowe - niestety dla nich naszym zdaniem
      są im do niczego nie potrzebne.
      W naszym przypadku to nie wielodzietność, a choroba ich brata rzutuje na ich
      postępowanie i na to jak patrzą na swoją przyszłość.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka