feelfine
06.10.04, 21:43
Witam wszystkich ponownie,
Po dlugim milczeniu odzywam sie ponownie tym razem
juz jako prawdziwa Polonia.
Czytam te wszystkie watki, przekopuje sie przez wszystko
czego jeszcze nie czytalam i z pewna niesmialoscia
rozpoczelam nowy watek.
Od jakiegos czasu obserwowalam to wszystko co piszecie
i w koncu zdecydowalam sie na wyjazd w nieznane.
Troche w tym pewnie waszej zaslugi i tych wszystkich zachecajacych opowiesci.
Chcialabym wiec jeszcze raz przedstawic i opowiedziec
choc kawalek mojej historii.
Na imie mam Ula i pochodze z Mazur.
Tak jak wiele innych osob przenosilam sie
z miejsca w miejsce, z jednego duzego miasta do innego.
Z jednego zwiazku do nastepnego.
Nie wiem czy to czasy sa takie czy my dziewczyny, ktore
do wszystkiego musza dochodzic same, sprawiamy to, ze ciagle
dazymy do zmian. Nasze zycie pedzi i ciagle oczekujemy
czegos nowego, wciaz potwierdzajac wlasna wartosc.
A przeciez chyba tak samo jak naszym matkom i prababkom chodzi
nam w koncu o ta nasza wlasna stabilizacje, nasze miejsce na ziemi
i kogos kogo bedziemy mogly kochac bezwarunkowo.
Och rozpisalam sie a przeciez mialam opisac moja historie...
Poznalam go prawie rok temu. To wcale nie bylo jak z bajki.
Ja bylam w strasznym, trudnym do odkrecenia zwiazku, on
pare miesiecy wczeniej rozstal sie z dziewczyna i wcale
nie wierzyl w kobiety.
Sama nie wiem czemu, kiedy i dlaczego to wszystko sie stalo.
Ja mieszkalam w Polsce on w Hamburgu. Na poczatku spotkania w Berlinie,
bo akurat w polowie drogi. Potem on koniecznie chcial zobaczyc
Krakow i Wroclaw. I ja tez chcialam zobaczyc Hamburg.
Nie wiem ile pretekstow potrzeba do tego zeby zaczac byc razem.
My wynajdowalismy ich na poczatku cale mnostwo.
Az w koncu postanowilismy ze musimy byc razem bo nie potrafimy juz inaczej.
To wcale nie bylo takie proste.
Ja wcale nie chcialam wyjezdzac do Niemiec.
Nie chcialam wyjezdzac bo wierzylam w to wszystko co mi mowiono o Niemcach,
nie chcialam bo ten jezyk,
nie chcialam bo to tak daleko i przeciez zawsze bede tam obca.
Tak bardzo, ze on w koncu zaczal myslec o przenosinach do Polski.
Jednak po zmierzeniu sie z paroma urzednikami w naszym pieknym kraju
ten pomysl umarl smiercia naturalna.
Jezdzilismy wiec wciaz do siebie i spotykalismy sie gdzies posrodku.
Nie wiem ile czasu zajelo wam podjecie tej decyzji.
Stwierdzenie, ze to juz na zawsze, ze definitywnie i ze tym razem musi sie
udac. A moze u was wygladalo to troche inaczej ?
Jak wy podejmowalyscie ta decyzje i ile to trwalo ?
Ja potrzebowalam paru miesiecy, cieplych slow od przyjaciol, paru(nastu)
nieprzespanyhc nocy no i miedzy innymi waszych maili.
Teraz juz jestem w Niemczech, powoli dostosowuje sie do miejscowych warunkow,
poznaje nowych ludzi, kraj ... a przede wszystkim jestem z nim.
I wierze ze to byla najmadrzejsza decyzja jaka moglam podjac.
Wiec jeszcze raz dziekuje, to naprawde jedno z niewielu forum
gdzie mozna napisac bez obawy , ze ktos nas wysmieje lub doda jakies
komentarze.
Dziekuje i pozdrawiam z (naprawde nie tak zlych) Niemiec.
Feelfine