Dodaj do ulubionych

Tik...tak....tik.....tak....

06.06.05, 14:41
wink
Dzisiaj po raz pierwszy zapytano mnie czy mam dzieci i wlos mi sie na glowie
zjezyl smile
Do tej pory bylo raczej: Czy chcesz miec dzieci? smile
Dla mnie to w tej chwili taka abstrakcja, temat odlegly, ze nawet nie wiem co
odpowiadac na takie pytania sad.

Kiedys myslalam, ze jesli wogole zdecyduje sie na dziecko, to do trzydziechy
chcialabym miec pierwsze. Zycie ulozylo sie inaczej i wtedy bede dopiero po
studiach i chce w koncu zaczac ZYC, pracowac, podrozowac, wiec raczej na
dziecko w tym moim zyciu nie ma miejsca. Ale czas pokaze.
Jak to u Was bylo/jest?
P.
Obserwuj wątek
    • mulinka Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 15:00
      mnie Dzieci wlasnie zaszly troche za skore
      wczoraj nie zapanowalam nad emocjami i wyslalam do Dzieciny maila,
      w ktorym ja troche ochrzanilam (a trzeba bylo czekac, az emocje opadna! -
      co zawsze innym umiem doradzic smile
      W efekcie i tak zrobia co chca, tyle, ze ja bede ta wcinajaca sie,
      gderliwa matka smile
      (no...ale nie bedzie mogla mi zarzucic, ze nie uprzedzalam)

      no z Dziecmi to juz tak jest
      tak zle i tak niedobrze
      smile
    • mona_lisa79 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 15:27
      dla mnie temat o tyle odlegly, ze nie mam potencjalnego ojca dla tych dzieci, i
      tez nie zakladam ze rach ciach sie znajdzie, ale dzieci chialabym kiedys miec.
      Pamietam kilka lat temu, jak widzialam male dzieci to widzialam w nich tylko
      takie cos, co sie dzrze i wymaga nieustajacej opieki, ale ludzie musza to robic
      bo to taki obowiazek wobec ludzkosci, wynikajacy z religii itp. Przepraszam za
      mocne wyrazenia, teraz w kazdym razie mysle inaczej i rozczulam sie jak widze
      male dzieci, jak moja przyjaciolka byla w ciazy to z zadroscia glaskalam ja po
      brzuchu, zeby poczuc ruchy dziecka..
      • cuciolo Re: Tik...tak....tik.....tak.... 20.08.05, 14:33
        dzieci sa najpiekniejszym ale i najtrudniejszym aspektem zycia. Ile razy mnie
        opuscila cierpliwosc w sotsunku do mojej smarkuli..............o raju
        uwazam ze nalezy wiedziec tylko jedno: czy sie chce czy sie nie chce miec
        dzieci i tego sie trzymac. Bo na sile bawic sie w macierzynstwo nie ma sensu.
        Ja chcialam i jest mi dobrze z moja szybkonoga ale rozumiem bo mam przyjaciolke
        bezdzietna, osoby ktore nie czuja powolania. Lepiej nie miec niz miec na sile
        bo pytaja, bo wypada bo rodzina to rodzina i tak trzeba. Rodzine mozna tworzyc
        we dwojke
        Ja cudem zaszlam w ciaze i to w wieku 34 lat ale jak bylam piekna i mloda to
        tez mysl o dziecku mnie przerazala, wreszcie dojrzalam
        pozdr wszystkie zdecydowane wiedzace czego chca i te wahajace sie
    • ulinha Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 15:32
      Ojjj Pola, ten zegar zdecydowanie zaczyna za glosno tykac...
      Jakis czas temu przekazano mi wiesci ze sposrod moich kolezanek z roku tylko
      trzy jeszcze nie maja dzieci...(a na roku w grupie zenskiej bylo nas okolo 30).
      Powiem szczerze i nie sklamie... Dla mnie juz ten czas nadchodzi, po nocach sni
      mi sie slodka buzka z zadziornymi kitkami, mam wrazenie ze gdzies tam w srodku
      poziom uczuc siega juz tak wysoko, ze czas by przelac je na jeszcze kogos. Nie
      boje sie polaczyc tego z planami podrozy czy pracy, i jest to dla mnie
      nieodlaczna czesc Zyciasmile Wiem tez ze Dzidzia przyjetaby byla z wielka
      miloscia nie tylko przeze mnie, ale i przez mojego Luiska...
      A do trzydziechy tylko rok i 19 dniwink
      Jednak w moim przypadku pewno tez czas pokaze...
    • tamsin Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 16:04
      nie wiem czemu w PL dzieci tak wczesnie sie rodzilo no i ogolnie wychodzenie za
      maz jest praktykowane zdecydowanie przed 30tka, i do tej pory chyba jest
      przekonanie ze tak jest najlepiej. przeciez mozna miec zdrowie dziecko i
      rozpoczynac rodzine, po zdobyciu jakies tam kariery, wyhulaniu sie, nacieszeniu
      sie tylko dwojgiem soba, zwiedzeniu swiata, itp itd i nie musi byc to przed
      30tka. Ten zegar nie powinien tak naprawde tikac az gdzies do 38 wink)
      • a.polonia Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 16:07
        Oj, nie chcialabym urodzic pierwszego dziecka w wieku 38 lat sad
        W Holandii wszystko jest takie wywazone, najpierw ludzie sie dorabiaja chalupy,
        dwoch samochodow, a pozniej jest pustka, no to trzeba wypelnic ja dziecmi, nie
        podoba mi sie to...
        • tamsin Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 16:37
          nie wiem czy to pustka i wypelnienie dziecmi...moze, ale moze i to gotowosc na
          obowiazek bycia mama. Mam dwie kolezanki ktore sa w tym samym wieku, jedna z
          dorosla prawie corka, druga z malym szkrabem. ta z dorosla corka, wiecznie sie
          zmaga z praca/finansami, problemami, corka jakby byla zawsze zawada, babcia ja
          praktycznie podchowywala, corka nienormalnie odnosi sie do matki, ta z kolei
          kompensuje jej brak czasu kompletnym brakiem dyscypliny, rozwydrzona pannica z
          tej corki rosnie. Z kolei ta druga mama, dziecko to dla niej jej caly swiat,
          nie martwi sie ze ja z pracy wywala za chorobowe dziecka, nie zmaga sie tak z
          codziennym zyciem, po prostu miala juz wszystko tylko dziecka jej do szczescia
          brakowalo, wiec to dziecko jest dla niej prawdziwym skarbem, ale wychowuje je z
          wyrozumialoscia i cierpliwoscia. Nie mozna generalizowac, bo moze osobowosc mam
          po prostu tak zawaza nad tym, ale mimo wszystko widze wiecej szczescia w tej
          rodzinie ktora ma dzieci kiedy mama byla gotowa na bycie mama, i tylko mama.
      • bibi1 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 07.06.05, 10:32
        Tamsin,ja sie pod tym podpisuje recami i nogami!
        Niestety jak jeszcze bylam w Polsce,to myslalam polskimi kategoriami,
        choc pierwsze dziecko urodzilam jak mialam 28lat,a za maz wyszlam w wieku 23.
        Ale dopiero kiedy przyjechalam do NL,przekonalam sie,ze duzo zdrowszy jest
        tutejszy model zakladania rodziny po 30-tce.Nie ma wtedy klopotow z ukonczeniem
        szkoly,mieszkaniem na wspolnym garnuszku z rodzicami,znalezieniem pracy,bo
        zwykle w tym wieku ma sie juz to wszystko.I wlasnie dlatego dopiero wtedy
        powinno pojawic sie dziecko.
    • abere8 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 17:44
      Mnie pare dni temu jedna kobieta zapytala, czy jestem w ciazy, bo na weselu
      zaczelam od soku z woda, a nie od wina czy innego drinka smile Do tego wiedziala,
      ze jestem "mloda mezatka", wiec stwierdzila, ze dodala dwa do dwoch i
      zapytala smile

      To bylo wesele siostry mojego meza i ona mnie zapytala pare dni temu, czy mnie
      tez tak mecza o dziecko, jak ja, bo musi byc sprawiedliwie smile Jej tata, a moj
      tesc, jest spoko. Powiedzial do nas obu "Kiedy lub czy zdecydujecie sie miec
      dzieci, dla mnie bedzie ok i to jest wasza sprawa". Za to tesciowa chcialaby
      nas troche bardziej pogonic, chociaz wprost raczej nic nie mowi, ale kota
      swojej corki nazywa swoim wnukiem (po angielsku to troche lepiej brzmi -
      "grandcat") smile))
    • kdb.se Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 19:06
      Dziecko ... moj zegar caly czas mocno bije i pragne drugiego dziecka smile i tak
      jak z podjeciem decyzji przy pierwszym zajsciu w ciaze nie mialam problemu tak
      teraz miotam sie strasznie ...z jednej strony chce z drugiej nie .

      mysle , ze zycie samo da mi znak czy to juz , choc szczerze jak patrze na matki
      w Szwecji , ktore rodza dzieci grubo po 30 to mysle , ze mam jeszcze czas
      • mon101 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 19:25
        Pierwsze dziecko urodzilam tuz przed skonczeniem trzydziestego roku zycia, po
        studiach, pobytach zagranica itd. Jak na polskie warunki bylo to dosc pozno.
        Pozniej wyjechalismy do Szwecji, uzupelnianie studiow, kariera, zycie jskby od
        poczatku. a drugie dzieko zdecydowac sie bylo trudno. Zawsze cos bylo w tym
        najblizszym roku do zlatwienia. Wreszcie pewnego wieczoru malzonek
        powiedzial:"sluchaj, albo, albo - albo wyjmujesz spirale, albo rezygnujemy z
        drugiego dziecka, bo czasu juz tak za bardzo nie mamy" ( mialam lat 37).
        Panika, a wakacje we Wloszech, a praktyka w Stanach? No ale wyjelam spiarale,
        liczac ze tak od razu pewnie w ciaze nie zajde. Zaszlam od razu. Panika, co to
        bedzie? Ani babci, kariera u szczytu, jak powiedziec w pracy? Jakos sie
        ulozylo, urodzilam drugiego syna, dzis juz nastolatka. Mysle jednak dzisiaj z
        perspektywy lat, ze powinnam byla zdecydowac sie wczesniej, dziecko nigdy nie
        pasuje "akurat teraz", a jednak potem zawsze sie jakos uklada i naprawde nie
        wyobrazam sobie zycia bez moich chlopakow.Wolalabym miec ich jednak obydwoch
        dzisiaj "z glowy", a tak nastolatek jeszcze bedzie sie tu platal pare lat.
        Wspaniale, ale nie naturalne. Kazdy wiek ma swoje prawa, czlowiek jak jest
        mlodszy ma wiecej sily, a w wieku srednim powinien juz "odcinac kupony" a nie
        zajmowac sie dziecmi. Poza tym kilka moich kolezanek odkladalo ciaze ze wzgledu
        na kariere a potem jak sie zdecydowaly, to nie mogly zajsc w ciaze. Niestety
        nie wszystko mozna dokladnie zaplanowac, a tzw "blokada psychiczna" jest znanym
        fenemene. Dziewczyny nie czekajcie zbyt dlugo po trzydziestce!
        • h2so43 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 20:05
          Ja zaszłam w ciażę mając 20 lat. Przeżywałam to jako dramat - pierwsze miesiace
          to koszmar. Czułam się, jakbym miała umrzeć, lub nawet jakbym już umarła.
          Koniec życia- tak myślałąm, a trzeba Wam wiedzieć, że wcześniej maiałam wielkie
          i niebanalne plany. Minęły lata i dziś jestem zadowolona z takiego obrotu
          sprawy. Moje dziecko ma już 30 na karku, a ja jeszcze nie taka stara. Miałam
          czas i siłę, by podołać wszelkim wyzwaniom losu, a było ich nadzwyczaj wiele,
          jak na skromne życie. Owszem, moje wielkie plany nigdy nie doczekały się
          realizacji i pewnie umrą wraz ze mną, bo teraz ich blask tak mnie nie nęci, jak
          dawniej. Zal mi moich niewykorzystanych szans, ale z radością patrzę na moją
          pociechę, której gdzieś między wierszami przekazałam podobne pragnienia. Patrzę
          i podpowiadam, i cieszę się, bo nic w naturze nie ginie. Moje marzenia znalazły
          kontynuatora. Inna rzecz, że mój potomek ani myśli o potomstwie. Ja przyjmuję
          to ze zrozumieniem - wolny wybór. Gdy mnie zapytacie, co zrobiłabym, gdybym
          ponownie znalazła się w tamtej sytuacji i miała znowu 20 lat i była w ciązy,
          odpowiem Wam : nie wiem. Świat jednak mnie rozczarował i mie wiem, czy warto
          dawać mu z siebie aż tak dużo. Gdybym jednak wtedy nie zdecydowała się na
          dziecko, to pewnie nigdy bym tego nie zrobiła. Albo urodziłabym po trzysiestce
          i już nie miałabym na nic sił. Bo do wychowania dziecka trzeba nie tylko
          pieniędzy i godnych warunków, ale pogody ducha, umiejętności zrzucania całego
          zmęczenia w jednej chwili, niewyczerpanych sił i wiary, że to ma sens. Z
          wiekiem te zapasy jednak się traci. Jeśli zamierzacie mieć dzieci, to nie
          zwlekajcie. Wychowajcie swoje dzieci, zanim zaczniecie niedomagać.
          • gherarddottir Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 20:27
            wlasnie wczoraj mialam rozmowe na ten temat z moja mama...Uznala ona, zebym sie
            nie przejmowala bo ...i tu zaczely supac sie przyklady kobiet z rodziny i
            znajomych, ktore urodzily pierwsze ZDROWE dziecko w wieku od 36 do 41 lat.
            Wiec na razie przestalam sie martwic smile))
            czasami tak sie uklada zycie, ze nie ma sie dziecka wczesniej. czasami nie
            mozna zajsc w ciaze, albo ma sie jakies inne przeszkody. Ginekolog pwiedzial
            mi, ze to jest zupelna bzdura, ze dziecko pierwsze matki ktora jest po 30 stce
            musi byc chore, czy ze ciaza bedzie przebiegala trudno....Takze nie martwcie
            sie dziewczyny - te ktore jesczze nie maja dzieci a juz skonczyly iles latsmile
            • mon101 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 21:20
              Ciaza po trzydziestce nie jest ciezsza,czy zagrozona, dopiero po 37 roku zycia
              zaleca sie badanie wod plodowych bo ryzyko urodzenia dziecka z Downem wzrasta,
              my jednak, h2so43 i ja, stwierdzilysmy z wlasnego doswiadczenia, ze dzieci
              latwiej chowa sie gdy sie jest mlodszym. Ot, taka rada doswiadczonych matek smile))
              • ponponka1 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 21:27
                Zazdroszcze Wam, ktore powily za mlodu smile O Was mozna bylo powiedziec "mlode
                matki" - a ja, jesli bede miala, to doczekam sie usamodzielnienia dziecka jako
                50-latka smile. No coz, tak sie potoczylo moje zycie.
                Dzisiaj na spotkaniu forumowym, tuz przed wyjsciem Asia.sthm spytala sie mnie
                ile planuje, a ja bez zastanowienia ze 4!! Obym zdolala, bo chciec to chce smile

                Cmok (jaki smok?)
                • tamsin Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 21:33
                  moja kuzynka tak planowala duza rodzine - pol tuzina dzieci smile)) pierwsze
                  dziecko tak jej dalo w kosc, ze dlugggggoooo nie mogla sie otrzasnac (osiem czy
                  dziewiec lat) i niestety dluga przerwa miedzy dziecmi byla i chlopcy za bardzo
                  ze soba nic wspolnego nie mieli. Aha, jej maz jak zaplanowal tak zrobil,
                  zalozyl sobie druga rodzine na boku i prawie ze doszedl do tego pol tuzina, ale
                  ona sie juz z nim rozwiodla wink)
    • ag.ni Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 22:10
      pierwszy kryzys mialam w wieku 23-24 lat, uczestniczylam w porodzie siostry i to
      wydarzenie obudzilo we mnie zegar biologiczny, maz nie byl gotowy, i wszystko
      zostalo odlozone na pozniej...a pozniej (26 lat) zaczelam studia ktore mialy
      trwac okolo 4 lat (trwaly 6)

      mialam 2 opcje a) dzieci w czasie studiow b) po studiach
      wybralam opcje a) poniewaz wiedzialam ze bede mogla poswiecic maluchom wiecej
      czasu,bo po studiach czlowiek jest zajety robieniem kariery,a to opozniloby
      macierzynstwo o kolejnych kilka lat
      malego urodzilam jak mialam 28.5 i bylam w polowie studiow, mala tu po 31
      urodzinach-obydwoje byli planowani smile
      nie bylo latwo, czasowo przede wszystkim, ale macierzynski mialam przez rok przy
      kazdym dziecku,finansowo bylo OK (maz tez student)

      kiedys planowalam co najmniej 3 dzieci, na razie poprzestaje na 2 poniewaz teraz
      chce sie zajac soba(ale egoistka ze mnie smile, mezem i praca...no dobra dzieci sa
      dalej na pierwszy miejscusmile




        • ag.ni Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 22:23
          kazdy chlop jest innysmile
          wiekszosc matek (ktore ja znam) stawia dzieci na pierwszy miejscu i to wydaje
          sie calkowicie naturalne...no wiesz meza mozna zmienic a dzieci sa twoje na
          zawsze smile

          moj M.nie mial tej swiadomosci dopoki dzieci nie zaczely sie komunikowac czyli
          gdzies okolo pierwszego roku zycia, wczesnie byly dodatkiem do mniesmile
          teraz zostalam 'zdegradowana'...co wcale nie jest takie bolesne jak by sie moglo
          wydawac
      • viki2lav Re: Tik...tak....tik.....tak.... 06.06.05, 22:17
        mnie tym pytaniem, tymi zyczeniami to przsladuja wszyscy, skruszona przyznaje,
        ze zaczynam brzydko odpowiadac na te pytania, niektorzy to naprawde nie wiedza
        co to wyczucie a moze to brak kultury?
        (i chcialabym i boje sie)
    • bietka1 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 07.06.05, 02:48
      Przeczytam kiedys w Newsweeku, ze sredni wiek Polki stajacej sie pierwszy raz matka to 27 lat.
      Niemki staja sie mamami raczej pozniej, wiec tu jestem mloda, a w Polsce stara smile))
      Ale mowiac szczerze malo mnie to obchodzilo.
      Mi osobiscie bardziej odpowiada model rodziny, w ktorym rodzice sa dojrzali. Nawet nie
      potrafie okreslic wieku, w ktorym jest juz za pozno. Nigdy wczesniej nie odczulam zadnego
      tykajacego zegara i ciesze sie, ze stalam sie mama w tym wlasnie, a nie innym, momencie smile

      Nasz syn pojawil sie po czterech latach malzenstwa, nie do konca planowany, ale bardzo
      serdecznie witany. Kiedys wyobrazalam sobie, ze urodze dziecko majac 37 lat, juz sama nie
      wiem dlaczego, ale chyba chcialam jeszcze czegos dokonac wink Dzisiaj wiem, ze nie mogl sobie
      wybrac lepszego momentu, bo nie ma momentu w zyciu, ktory jest w 100% odpowiedni, wiec
      pewnie wtedy tez bym sie zastanawiala.
      Ciesze sie, ze maly jest z nami i jest to cos tak niesamowitego, ze nawet nie chce probowac
      tego opisywac smile
      Nawet to, ze przyjscie na swiat mojego dziecka uwolnilo mnie od pracy, ktorej nie lubilam, a
      nigdy sama na to bym sie nie zdecydowala, jest wspaniale smile

      Oczywiscie wszysko co wiaze sie z decyzja o dziecku jest bardzo indywidualne, mozna tez bez
      niego byc szczesliwym smile
      A wszystkim przyszlym mama zycze, zeby byly nimi tylko wtedy, kiedy tego chca smile))
    • kurczak1976 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 07.06.05, 10:22
      Ja na razie jeszcze nie mam "potrzeby", jeszcze jestem nastawiona na swoje
      zachcianki:o) Ale mysle ze za jakies 2-3 lata to chyba czas bedzie rozpoczac
      starania bo to tez roznie moze byc.
      Najbardziej sie obawiam i za razem mnie to smieszy sama praca w celu stworzenia
      potomka. Ja nie wiem chyba bede caly czas rechotac:o)))
    • syswia Re: Tik...tak....tik.....tak.... 08.06.05, 13:32
      Hmmmm, mnie sie czesto pytaja, czy mam dzieci....Juz mnie to nie wzrusza...
      Czesto pytaja, jak sie dowiaduja, ze moj maz jest Hindusem ("bo pewnie dzieci
      sa urocze")
      A ja wcale nie odczuwam radosnego podniecenia, zero macierzynskich
      odczuc...Oczywiscie rozsadek podpowiada mi, ze powinnam sie postarac o baby w
      ciagu kilku nastepnych lat, ale to tylko i az rozsadek. Z drugiej strony
      rozsadek mowi, ze w pracy kontrakt na rok, na 99% przedluzony na stale, ale...
      no wlasnie jest ten 1%...
      Tyle dziewczyn dookola mnie w rodzinie i wsrod znajomych jest w ciazy,
      wiekszosc z nich sie cieszy, a ja razem z nimi. Sama jakos sie jeszcze nie pale.
      • bietka1 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 08.06.05, 23:52
        Bardzo podobnie myslalam przed trzydziestka, a nawet po. Cieszylam sie z innym, a samo nie
        moglam tego nijak przyporzadkowac do siebie.
        A potem w wieku 33 lat robiac test ciazowy poczulam, ze naprawde chce tego dziecka, chocby
        wszystko stanelo na glowie smile
        Bylo to niespodzianka nawet dla mnie.

        Syswia, nie pisze tego, bo mysle, ze kazdy tak bedzie mial, po prostu mialam ochote to napisac
        smile

        • grazyna10 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 09.06.05, 00:33
          Ja wyszlam za maz bardzo wczesnie, bo w wieku 20 lat. I wtedy moja mama
          powiedziala, ze skoro juz to powinnismy szybko miec dziecko, bo i tak nic nie
          mamy i nie stac nas na jakies rozrywki wiec mozemy wychowywac dziecko, a jak
          sie czegos dorobimy to i dziecko bedzie juz odchowane. Troche racji w tym
          wszystkim bylo. Teraz jestem kobieta w sile wieku, mam dorosle dziecko i nawet
          wnuczke. Moglam bez wyrzutow sumienia zostawic swoja corke w Polsce i zakladac
          nowe zycie tu.
          Z drugiej strony znam wiele przypadkow kobiet, ktore chcialy najpierw kariery i
          tzw. zycia a potem dziecka i niestety okazalo sie ze jest za pozno. Maly blad w
          organizmie nieistotny dla 25 latki dla 35 latki robi sie problemem. Dziewczyny
          a przyjzyjcie sie tu w Holandii, gdzie jest tendencja do poznego macierzynstwa
          ile jest blizniat. Myslicie, ze to tak z natury? Nie, to efekt in vitro
          No ale kazdy musi sam wiedziec kiedy i czy wogole podjac decyzje o
          macierzynstwie.
          • saluti Re: Tik...tak....tik.....tak.... 09.06.05, 09:49
            Ja przyznam zrobilam dzieci : bo tak trzeba. No i o dziwo obecnie bardzo mi sie
            to podoba. Jestem mama na 200%, troche mama kura, ale wybaczam sobie bo sa
            jeszcze male. Przyznam, ze czekanie do 3o-go roku lub pozniej moze potem byc
            problemem z plodnascia. Sa jednak lekarstwa co pomagaja by zajsc w ciaze.
            Klopoty maja tez i mlodzi. Trzeba samemu niestety decydowac, ale z tych co
            znam, nie zaluje ze jest rodzicem.
          • kurczak1976 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 09.06.05, 10:35
            grazyna10 napisała:

            Dziewczyny
            > a przyjzyjcie sie tu w Holandii, gdzie jest tendencja do poznego
            macierzynstwa
            > ile jest blizniat. Myslicie, ze to tak z natury? Nie, to efekt in vitro


            A co jest zlego w zaplodnieniu in vitro i w posiadaniu blizniat???
            Kazda droga jest dobra byle dotrzec do celu i takie stwierdzenie dla mnie wieje
            optymizmem zamiast byc przestroga!

            A wogole to ja bym chciala miec blizniaki mieszane . Wtedy za jednym zamachem
            zrobiona ilosc i jakosc:o))))))
            • h2so43 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 09.06.05, 11:58
              W 'maniu" bliźniąt nie ma nic złego, skądże! Tylko po prostu bardzo trudno jest
              się dwoić przy bliźniakach. Moje dwie koleżanki mają bliźnięta, już dobrze
              odchowane, ale gdy dzieci były małe to cała rodzina z przyległościami stała na
              głowie. Jak płacze jedno dziecko, to je bierzesz na ręce. Jak płacze dwoje to
              rozglądasz się za pomocą. Ponadto sama ciąża jest cięższa do przejścia,
              organizm matki mocno się przy niej eksploatuje. A tu tzeba mieć siły...Słusznie
              dziewczyny piszą, że na dziecko nigdy nie jest dobry czas, bo człowiek ma różne
              plany i dziecko często te plany zmienia. Ale dziecko to też radość, której nie
              przwiduje się wcześniej, zwłaszcza, że dziećmi głównie się kobiety straszy. A
              przecież radość i satysfakcja to także macierzyństwo. Ale jeśli ktoś nie chce
              mieć dzieci, to lepiej niech nie ma. Nic na siłę.
              • melba_piszczykowa Re: Tik...tak....tik.....tak.... 09.06.05, 12:06
                hm, przepraszam ze sie tak wtracam nagle wink
                do tej pory tylko was czytalam.... ale temat jest mi bliski, bo ostatnio
                intensywnie sie nad tym zastanawialam...

                mam 29 lat i do tej pory zero pociagu do macierzynstwa... abstrahujac od
                kwestii partnera, to jakos we mnie nie ma sentymentu dla rozowych buzi,
                sliniaczkow i wozkow... no po prostu nie ma.
                wiem ze nie jestem typowa, ale mnie dziecko kojarzy sie z ciezka praca sad
                chociaz nikt mnie nie straszyl, a wprost przeciwnie, rodzina sie dopytuje, to
                gdzies tam w srodku mam takie przekonanie ze dziecko mi przeszkodzi w byciu
                soba, w moim hobby i moja niezaleznosc odbiegnie swinskim truchtem w sina dal smile

                ale nie mowie ze nigdy smile na razie tylko sie ciesze ze troche czasu mam na
                zmiane zdania wink
                • saluti Re: Tik...tak....tik.....tak.... 09.06.05, 14:54
                  Przyznam, ze bardzo dobrze cie rozumiem bo mialam zupelnie to samo. Dzieci jako
                  takie byly mi obojetne i tylko fakt, ze maz chcial, zdecadowalam sie. To prawda
                  ze zapomina sie troche o sobie, ale ten okres pieluszek mija b.b. szybko i
                  potem przychodzi ta faza nauki, tlumaczania, odkrywanie swiata na nowo. I to
                  to jest najfajniejsze. Trzeba wyjasnic mezowi, dzieciom ze lubi byc sie z
                  kolezankami, robic sport bez ich obecnosci ciaglej obecnosci. Moi juz rozumieja
                  ze w rano w niedziele, lub w tygodniu, wieczorem ide jezdzic konno i mnie NIE
                  MA.
                • melba_piszczykowa Re: Tik...tak....tik.....tak.... 16.08.05, 13:58
                  no to ja uprzejmie informuje ze mi sie zmienia.

                  to znaczy sentymentu do rozowych buzi nadal nie mam wink ale:
                  - partner sie dobry znalazl i zamierzam go holubic jak dlugo sie da, przy czym
                  twierdzi on ze bedzie wydatnie pomagal jakby co, a przy tym nie zmusza do
                  podjecia decyzji
                  - postanowilam ze jak sie czegos cykam (tu utraty wolnosci, niezaleznosci i
                  zejscia do poziomu roslinki dyskutujacej o zupce i kupce) to wlasnie ze ja to
                  zrobie!!! i zrobie tak ze te wszystkie obawy beda bladym wspomnieniem i bez
                  podstaw na dodatek!! a w ogole to moge poszukac niani wink

                  no i dzis z lubym umowieni jestesmy na rozmowe o zyciu wink
            • tora99 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 17.08.05, 04:50
              w samym in vitro nic zlego nie ma, ale droga do niego daleka.. wczesniej
              pewnie sporo stresu, lata staran, nadziei, zwatpien... napewno kazdy wolalby
              uniknac takich emocji. poza tym sam zabieg nie nalezy do tanich i nie kazdego
              na to stac niestety.
          • gherarddottir Re: Tik...tak....tik.....tak.... 09.06.05, 17:17
            Grazynko ja np bardzo chetnie powilabym bliznieta, wiec tak jak
            napisalas...dobrze ze kazdy moze wybrac. Tu gdzie mieszkam tendencja zdaje sie
            byc odwrotna w zasadzie jak np pojedzie sie do IKEA w weekend to co druga
            dziewczyna jest w ciazy,a na norweskich ulicach widac mlode mamy z dwojka lub
            trojkasmile
            Pozdrawiam
    • nataasza Re: Tik...tak....tik.....tak.... 09.06.05, 15:40
      Urodzilam mojego syna w wielku 22 lat. Dopiero z perspektywy czasu, widze ze
      bylo to dosc wczesniesmile Zycie oczywiscie przewrocilo mi sie do gory nogami, ale
      jakos tak automatycznie to zaakceptowalam. Bylam przykladem Matki- Polki,
      oddanej dziecku na maxa.Az powolutku i moje potrzeby zaczely dawac o sobie
      znac. No i zaczely sie studia, po dwoch latach wrocilam do pracy. Potem jeszcze
      musialam dac sobie rade z wlasnym poczuciem winy, ze moze przez te moje
      potrzeby zaniedbuje dzieckosmile Duzo wsparcia dostalam od mojego M, dla ktorego
      wszystkie moje decyzje byly zrozumiale i w pelni akceptowane.
      Mysle, ze pojawienie dziecka zmienia nasze zycie, ale jego obecnosc, jego
      milosc rekompensuje bardzo wiele! Brzmi jak banal , ale tak to wlasnie czuje.
      A teraz mam ciezki orzech do zgryzienie, bo moj 6 latek chce rodzenstwo , a ja
      wciaz szukam powodow przeciw. Tik...tak... u mnie chyba jeszcze troche potyka.
      natasza
    • monie_pl Re: Tik...tak....tik.....tak.... 09.06.05, 18:32
      Przeczytalam wasze opinie i glowa zaczela rpacowac.

      1. Mam 33 lata, w zeszlym roku wyszlam zamaz i jestem szczesliwa mezatka,
      przenioslam sie na drugi koniec swiata i buduje swoja pozycje zawodowa tutaj z
      jakims tam wysilkiem, dostosowuje sie do nowych warunkow

      2. Tej wiosny po raz pierwszy bylam na nartach i pomimo tego, ze miesnie bolaly
      mnie rpzez tydzien to podobalo mi sie i bedziemy jezdzis na narty co roku.

      3. Jak widzialam male dzieci to wiedzialam, ze kiedys bede je miala i lubilam
      sie z nimi bawic i one mnie tez lubily. Teraz jak widze male dziecko to z
      jednej strony chce tez miec takie male, a z drugiej strony jestem przestraszona
      kolejnymi zmianami w moim zyciu - dziecko to zmiana horendalna i nieodwracalna!

      4. Nie chce miec tlyko jednego dziecka bo to nie jest dobre (sama jestem
      jedynaczka, akceptuje taki wybor u innych), wiec musze liczyc nie tylko "rpoces
      produkcyjny" ale takze "proces rozwojowy" jako dluzszy... co oznacza, ze
      wlasciwie powinnam juz wkrotce rozpoczac "produkcje".... ale jakos to odkladamy
      z mezem

      Chyba trzeba poczekac zeby czuc sie gotowym. Ostatnie dwa lata to takie zmiany,
      ze najchetniej juz nie robilambym zadnych i weszla w tzw rutyne (wiele z was
      pewnie mnie z niej wytraci!), ale ile mozna wydawac energii? Chyba zmeczona
      jestem mentalnie, zeby zaczynac cokolwiek. Pewnie jeszcze poczekamy...

      A propos wieku to bedac na nartach widzialam pania, ktora byla z dwoma
      chlopcami (7-12) i tak sobie pomyslalam, ze jak bede matka to teraz jezdzac na
      nartach bede mogla to robic z moimi dziecmi i wtedy uslyszalam "babciu, babciu"
      tak wolali do tej pani ci dwaj chlopcy.... nic dodac, nic ujac....

      zastanawiajaca sie
      monia
      • liloom Re: Tik...tak....tik.....tak.... 09.06.05, 22:12
        U mnie najpierw byly plany tak jak u Ciebie, a potem sie pozmienialo, bo
        przeprowadzilismy sie do Austrii i najpierw chcielismy zdobyc to i owo, a przede
        wszystkim prawa do roznych rzeczy wiec sila rzeczy dziecko sie opoznilo.
        W Polsce rozne ciocie nas pytaly "kiedy i dlaczego" co mnie strasznie wkurzalo,
        ale jak juz pojawilo sie male to sie strasznie cieszylam. Kilka moich kolezanek
        przegapilo fakt macierzynstwa, widze ze zaluja. Czasem jest to indywidualny
        wybor, ktory nie nam oceniac. Mimo tego ze w obcenych czasem mozna sporo
        opoznic, uwage mam taka, ze sa pewne sprawy, ktorych sie nie da odkrecic i
        czasem warto sie naprawde zastanowic nad priorytetami.
    • slunko Re: Tik...tak....tik.....tak.... 10.06.05, 10:14
      mialam sie nie wypowiadac, ale...

      rozmawialam ostatnio z moimi najlepszymi kolezankami...
      ja: wiecie, ja to chcialabym byc mloda mama.
      one: kochanie, ty juz jestes stara!
      roznica polega na tym, ze ja mieszkam w niemczech a one w polsce.

      plan mam taki, zeby urodzic trojke dzieci. i to najpozniej do 35 roku. troche mnie to przeraza, bo czas sie kurczy i szkoda bedzie rezygnowac ze wszystkich przyjemnosci, oferowanych przez zycie bezdzietne - zero odpowiedzialnosci za innych, maksimum czasu dla siebie... jak juz wiele z was zauwazylo, jesli bedziemy czekac, to ten idealny moment na rodzenie nie nadejdzie nigdy. ja rozumuje tak: wiele jest kobiet, ktore zaluja, ze dziecka nie urodzily. nie spotkalam jeszcze zadnej, ktora zaluje, ze dziecko urodzila...
      • gherarddottir Re: Tik...tak....tik.....tak.... 10.06.05, 11:37
        to fakt suonko- ja tz takiej nie spotkalamsmile
        lae tak naprawde kochane to czasami jest trudno "zrobic dziecko"smile i jak chcesz
        miec 3 to mzoe juz zacznij sie starac?
        Moja siostra leczyla sie 7 lat, moja bratowa tez cos kolo tego bo nie mogly
        zajsc.
        • slunko Re: Tik...tak....tik.....tak.... 10.06.05, 12:50
          och, nie strasz...

          a tak na marginesie... sa panie, ktore nie maja potrzeby macierzynstwa, sa panie, ktorym to nie zostalo przez nature umozliwione... daleka jestem od wypominania lub krytykowania. bo wogole mocno liberalnym czlowiekiem jestem... ja tylko wiem, ze dzieci miec chce! a jesli mi sie nie uda, to je adoptuje wink
          • gherarddottir Re: Tik...tak....tik.....tak.... 10.06.05, 13:02
            Slunko nie strasze wrecz przeciwnie. Ja tez myslalabym o adopcji jakbym nie
            mogla absolutnie zajsc. Zreszta mialam kiedys sen, ze znalazlam dziecko
            niemowlaczka na drodze i bylo ogloszenie w gazecie i policja szukala matki i
            nic i wtedy jakis prezydent tego kraju (bo nie wiem gdzie sie to dzialo)
            powiedzial w wystapieniu telewizyjnym, ze teraz to dziecko nalezy do pani X
            czyli do mnie.. Pamietam niesamowita radosc. Obudzilam sie i caly dzien bylam
            pod wrazeniem tego snusmile))))) Ludzka wyobraznia jest niesamowitasmile))
            Pozdrawiam
        • jan.kran Re: Tik...tak....tik.....tak.... 10.06.05, 12:55
          Ciężko być Matka niezależnie od wieku i decyzji podejmowanych.

          Nie śpisz kilka lat, większość czasu spędzasz w bezsensownych miejscach typu
          Mutter - Kind Gruppe gdzie tuzin rozwrzeszczanych bachorów wali sie łopatką w
          łeb, sypie sobie piasek do oczu i wyrywa ciastko
          Znasz wszystkie fast foody w okolicy , wiesz gdzie najlepiej przewinąć dziecko.
          Do normalnej restauracji nie wejdziesz , bo jest pełna ludzi , którzy chca jeść
          w spokoju nie bedąc narażonym na wrzask , zrzucenie całego obiadu na podłogę i
          domagania się zamiast sushi i tandoori h a m b ur g e r.
          Wózek nie mieści się do autobusu , windy i w ogole nigdzie.
          Jak masz dwoje to raczej prowadzisz życie eremity.
          Do kina zamiast na Woody Allena i najnowszego Polańskiego idziesz na
          "Pocahontas " albo inny równie ambitny film made in Disney.
          W TV masz do dyspozycji głównie kreskówki , bo jak dzieci zasną to Ty padasz
          tam gdzie stoisz i masz w d* wszystkie ambitne filmy i programy.
          Wizyte u ginekologa i dentysty odbywasz z jednym na kolanach a drugim obrażonym
          i wrzeszczącym w pobliżu.
          Na wakacjach zamiast zwiedzać muzea i egotyczne knajpki oraz pływać w oceanie
          wrzucasz potomstwo do swimming pool przy hotelu klnąc głucho że masz krem tylko
          z faktorem 20 a nie 100.
          Diecko poparzone krzyczy głośniej.
          W samochodzie masz nocnik i plastikowe torby bo wszystkie dzieci mają chorobę
          lokomocyjną i chcą siku akurat jak jedzies 120 km na autostradzie i zero
          możliwści stop.
          Jeszcze jest parę aspektów , ale sobie podaruję

          Potem okazuje się ,że Młodzież lubi Muminki i Bitelsów.
          Idąc dalej zaczynasz chodzić z nimi na fimy Woody Allena i nie tylko bo lubią kino.
          Zaczynają słuchać jazz i czytać Cortazara i Kafkę.
          Lubią egzotyczne jedzenie i same gotują.
          Robią zakupy , sprzatają niekiedy i są coraz bardziej samodzielne.
          Wyciągają Cię do muzeów i na koncerty muzyki klasycznej.
          Jak wracasz umordowana z pracy masz pyszny obiadek i czworo ciepłych łapek i:
          Mamo jak my Cię kochamy.
          Można na nich polegać , najczęściej.
          Nie można się z nimi nagadać , bo zainteresowania są coraż bliższe.
          Same załatwiają sobie studia i się wynoszą z domu.
          cdn.. za parę lat.
          Ale jestem dobrej myśli.
          Bardzo kocham moje dziecismile))))
          Kran.
                  • grazyna10 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 10.06.05, 16:01
                    Piszac o in vitro i blizniakach niz zlego nie mialam na mysli. Sama swego czasu
                    chcialam miec blizniaki (zalatwic sprawe za jednym zamachem). I nie dziwie sie
                    kobietom, ktore majac klopoty z zajsciem w ciaze, ze probuje wszelkich metod
                    (pewnie tez bym tak robila) Przy in vitro wprowadza sie do organizmu 2-3
                    zaplodnione jajeczka czekajac ile z nich sie przyjmnie. Czasem nie przyjmie sie
                    zadne a czasem wszystkie i wtedy jest dylemat co z tym fantem zrobic. Mialo sie
                    ochote na jedno dziecko a tu okazuje sie ze bedzie dwojka lub trojka. I co
                    dalej te "zbedne" usunac czy zostawic. Wszystkie kobiety ktore znam w tej
                    sytuacji zdecydowaly sie na mnogie ciaze. Dlatego na ulicy widuje sie tak wiele
                    blizniakow, to swiadczy tez o tym, ze coraz wiecej kobiet ma problemy z tzw.
                    naturalnym zajsciem w ciaze. Mysle, ze wazna role odgrywa w tym nasz sposob
                    odzywiania, zanieczyszczenie srodowiska, stres i przesuniecie wieku rozrodczego
                    na pozniejsze lata.
                    Przyznam sie wam tak po cichu, ze chociaz mam 50 na karku nadal gdzies tam w
                    glebi duszy nie przeszla mi chec posiadania dziecka. Niby biologicznie jest to
                    jeszcze mozliwe ale sil fizycznych nie mam juz takich jak niegdys. A do malego
                    dziecka trzeba miec jednak konskie zdrowie.
                    Czasem sobie mysle, ze ten socjalistyczny sytem antykoncepcji a raczej jej brak
                    mial swoje dobre strony tez. Bumc i ciaza, zyciowe plany ulegaly zmianie.
                    Rodzilo sie dziecko, potem sie czlowiek mobilizowal i robil studia, potem
                    przychodzil czas na kariere a dzieci juz w miedzyczasie niezle podrosly. Bez
                    rozterek co najpierw, zycie decydowalo za nas. Dobrze jednak, ze to sie nie
                    wroci.
              • bietka1 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 10.06.05, 22:02
                Tez uwazam, ze Kranowi udal sie ten tekst smile))
                Chce tylko pocieszyc niektorych, ze pierwszy etap miewa tez lagodniejsze formy.
                Moje dziecko np. bardzo szybko zaczelo przesypiac noce, wiec nie chodzilismy niewyspani smile
                Spotkania w grupach Mutter Kind, sa ok, bo w koncu spotyka sie kogos, kogo w danym okresie
                interesuje to samo, a dzieci zaczynaja sie bardzo szybko socjalizowac smile
                A zeby wyjsc, mozna postarac sie o nianie smile
                I tak dalej, i dalej...
                Super smile))

                Kranie doczekalas sie super feedback'u od twoich dzieci smile
            • h2so43 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 10.06.05, 16:12
              A pamiętasz, Kranie, jak na nowo odkrywa się Kubusia Puchatka? Już całkiem o
              nim zapomniałyśmy, aż tu nagle ten Kubuś cudowny w dorosłe nasze życie wnosi
              świeżość i radość zadawnioną, zapomnianą! Albo "Mikołajek na wakacjach",
              albo "Przygody Hucka". Dziecięce lektury pisane przez inteligentnych pisarzy,
              dzięki którym młodniejemy, dziecinniejemy, a jednocześnie umiemy w nich
              dojrzeć "drugie dno". Piękna przygoda intelektualna, która dzięki dzieciom nam
              się przydarza. Macierzyństwo nie tylko uskrzydla ale i rozwija.
              • mon101 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 14.06.05, 11:14
                Dodatkowym plusem macierzynstwa emigrantki jest to, ze odkrywa sie nie tylko
                dawno zapomnianego Kubusia, ale rowniez bajki, piosenki, wierszyki, programy TV
                i filmy "tubylcow", co bardzo zbliza kulturowo. Poza tym otwiera sie nowy
                jezyk, najpierw dzieciecy, a potem nastolatkow,trzeba przepytywac z historii i
                geografii i otwiera sie nowy swiat.Nasze dzieci ulatwiaja nam zycie emigracyjne
                i asymilacje.
                Kranie, napisalas swietnie, to wspaniale podsumowanie. Warto przebrnac przez
                etap pierwszy zeby moc rozkoszowac sie drugim. A tak naprawde nic nie zastapi
                ci tych lapek na szyi (czy tez lap siedemnastolatka, 185 cm i x kilo)
          • kasia157 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 15.06.05, 22:15
            Ja znam jak na razie etap pierwszy i to az za dobrze. Sama bym tu mogla
            dorzucic jeszcze pare przykladow. Cala moja nadzieja w tym, ze drugi etap
            bedzie u mnie rownie obiecujacy co u Ciebie. Na razie zagryzc zeby i do roboty.
            Kto powiedzial, ze czlowiek potrzebuje snu!!!
      • bietka1 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 10.06.05, 21:47
        Slunko,
        tez mieszkam w Niemczech i gdy urodzilam dziecko zetknelam sie z tym, ze mlodej matki nie
        definiuje sie jej wiekiem, ale wiekiem dziecka. Wiec 'mloda mama' to ta, ktora ma malutkie
        dziecko, a nie malo lat. Przyznaje, ze uwazam, ze to bardzo dobra definicja smile))
    • triskell Re: Tik...tak....tik.....tak.... 16.08.05, 14:21
      Ja tylko napomknę, że mi nic nie tyka i że instynktu macierzyńskiego nie mam za
      grosz. To tak dla celów statystycznych, bo przeczytałam cały topik (ominął mnie
      podczas wakacyjnych wojaży) i widzę, że jestem jedyna smile.
      • asica74 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 16.08.05, 14:49
        Triniu, ja myślę, że taką świadomość trzeba błogosławić, bo jest ona równie
        potrzebna jak świadomość tykania zegara. Moja koleżanka wróciła niemal
        zdruzgotana z pobytu w domu, gdzie jej matka miała jedna mantrę : Jesteś
        NIEODPOWIEDZIALNA! Nie masz dzieci! Uciekasz przed odpowiedzialnościa!

        A zważajac na jej sytuację, to w jej przypadku i na chwilę obecną to jest
        naprwdę odpowiedzialne, że nie ma dzieci (jest w trakcie zmiany kariery,
        problemy ze zwiazkiem). Nie odnoszę tego jako prostego przekladnika do twojej
        sytuacji, ale po prostu wydaje mi się, że nie kazdemu jest pisanie owa
        wszechmocna konieczność przedłużenia gatunku.

        A pisze to osoba, u której, jak sie dobrze wsłuchać, zegar cichutko bije.
        • melba_piszczykowa Re: Tik...tak....tik.....tak.... 16.08.05, 15:32
          pewnie ze nie kazdy musi przedluzac wink

          sama z siebie takiej potrzeby tez nie czuje (czy to w formie tykania czy innej)
          po prostu wzielam rzecz na ambicje... wiem ze moj tz (towarzysz zycia wink) bylby
          bardzo nieszczesliwy nie moc sie rozmnozyc, a samemu to jakos nijak wink wiec
          postanowilam ze sie rozprawie z moimi demonami w tym wzgledzie...
          • kotorybka Późniejsze macierzyństwo 16.08.05, 16:42
            Ja też odczuwałam presję ze strony rodziny, typu "już masz X lat i jeszcze nie ma dziecka..." Ale w
            sumie bardzo się cieszę że czekałam. Zdążyłam się trochę wyszaleć, wybalować, odwiedzić kawałek
            świata, zaczacąć karierę (??), po prostu wydorośleć. Czasem myślę sobie jak by to było gdybym miała
            dziecko 5-10 lat temu... i za każdym razem dochodzę do wniosku że lepiej jest tak. Nie jestem
            najmłodszą mamą, ale jestem spełniona.
            Kiedy jeszcze byłam bezdzietna spotykałam się czasem z opiniami ludzi dzieciatych typu - nie mieć
            dziecka to egoizm, łatwizna... zawsze myślałam i dalej myślę że to głupota... Mam wielu znajomych
            którzy albo jeszcze nie planują, albo nie chcą potomstwa, wcale nie myślę że im czegoś w życiu brakuje
            (żal mi tylko bo niektóre geny naprawdę powinny być propagowane ;-D)
            *******
            Mam już 10 miesięcy!
            • triskell Re: Późniejsze macierzyństwo 16.08.05, 22:47
              kotorybka napisała:
              > Ja też odczuwałam presję ze strony rodziny, typu "już masz X lat i jeszcze nie
              > ma dziecka..."

              Ja na szczęście nigdy nie miałam z tym większych problemów. Może kilka razy coś
              wspomnieli, ale niezbyt nachalnie. Moi rodzice czują się spełnieni jako
              dziadkowie, bo moja siostra ma córeczkę, na którą mogą przelać całą swoją
              dziadkową miłość. Gdybyśmy obie nie miały dzieci, to pewnie ja (jako starsza)
              już od dobrych kilku lat byłabym pod pewną presją z ich strony.

              A jeśli chodzi o mnie, to jest we mnie bardzo dużo miłości, którą lubię dawać. I
              już wiele lat temu doszłam do wniosku, że ja chcę tą miłość przelewać na bardzo
              wiele osób, które są ważne w moim życiu. Uważam, że to bardzo piękne, jeśli ktoś
              wszystkie swoje uczucia postanowił dać tej jednej istotce, ale mój wybór jest
              inny smile.
    • thorgalla Re: Tik...tak....tik.....tak.... 16.08.05, 16:45
      Oj tika,tika i to bardzo glosno.
      Ale zeby go uciszyc musze troszke poczekac.

      A co do instynktu macierzynskiego to do 30stki sie nie ujawnial ale jak
      poznalam przyszlego meza i zaczelismy planowac wspólna przyszlosc to sie
      dopiero zaczelo!!!
    • mijaczek Re: Tik...tak....tik.....tak.... 17.08.05, 05:04
      Wiedzialam zawsze, ze bede miala dzieci jak tylko poczuje, ze jestem z
      odpowiednim facetem i warunki pozwola na to.
      Nie moglabym znalezc lepszego kandydata na ojca moich dzieci niz Eryczysko, wiec
      trzeba bylo kuc zelazo poki gorace, nie? :o)
      hihi
      ps. Emka wlasnie mi sie wpycha pod zebro, wiec juz nic nie mowie...hihi
      • kociaszek Re: Tik...tak....tik.....tak.... 17.08.05, 12:43
        w dniu moich urodzin czas na refleksje...lat 31. stan cywilny: ciezko zakochana w Michasiu, stan
        majatkowy: zaden (nie liczac paru kubkow, garkow, ton ksiazek, posieli, wykrochmalonych serwetek,
        masy niezbednych drobiazgow, mojego Fredzika najmadrzejszego komputerka na swiecie, 2 kotkow
        nabytych w umowie wiazanej, mam Michasia mam i kotki, calosc zmiesci sie do kilkunastu pudel)...stan
        umyslu: z kazdym rokiem jasniejszy, stan ducha: wzrasta...i w tej ciszy nie slysze tykania...jest wciaz
        oczekiwanie, zeby wiele marzen sie spelnilo...takze o tym, zeby moc pokazac swiat i nauczyc patrzec
        na niego sercem jakas mala istotke...
        Moje podroze do kraju-raju sa zawsze okupione ciezkim dolem...i chce mi sie krzyczec czasem, ze
        bycie zona i matka dla celu samego w sobie mnie nie odpowiada, ze miec meza po to, zeby go miec
        mija sie z celem, to juz nie te czasy, kiedy mowilo sie pani doktorowa Piotrowa Curie...a o pozycij
        kobiety stanowil jej maz...mam kolezanki i dalekie kuzynki ktore patrza na mnie z politowaniem: nie
        mam meza, dzieci, nawet kredytu do splacenia nie mam...
        wypowiadam zdecydowana walke stereotypom i waskotorowemu mysleniu...
        Kobieta spelnia sie na tak wiele sposobow i brawo Triniu, mozesz kochac jako dobra wrozka i pochylac
        sie nad wieloma wozkami rozdajac dary...
        Biologia owszem, troche stoi nam na przeszkodzie i te limity i granice nas czasem bardzo strasza...
        tylko nie wiem czy slusznie...wiemy jak o siebie dbac, jak zdrowiej, lepiej i pelniej zyc...i tak dlugo jak
        zyje sie w zgodzie z soba i nie ulega presji srodowiska i naciskom, szczegolnie w tej waznej sprawie to
        chyba nie ma sie czym martwic...wsluchac sie w siebie i pozwolic sobie na to zeby zyc w zgodzie z
        soba...
        Dla mnie ideal mamy, to mama swiadoma i spelniona.
        Kazdemu inaczej sie zycie uklada...pewnie, ze czasem lepiej jest miec za soba pieluszki wczesniej...
        no coz, ja juz sie pogodzilam, ze w karcie badan lekerskich bede miala napisane: STARA PIERWIASTKA
        (dla nieuswiadomionych stara pierwiastka jest sie po 28 roku zycia, witam w klubie wszystkie panie)...
        mam nadzieje, ze kazda z Was bedzie umiala wsluchac sie w swoje pragnienia a potem umaila
        swiadomie i z radoscia je zrealizowac...
        czego Wam zyczy w dniu swoich 31 urodzin
        kociaszek
          • kociaszek Re: Tik...tak....tik.....tak.... 17.08.05, 13:42
            powinnysmy...moje przejscia z kotami mozna opisac jako thriller, komedie, horror cokowiek...nie
            nudzimy sie w domu...kicia wciaz o M zazdrosna...posikuje na MOJE i wylacznie moje rzeczy...Czarna
            znaja wszyscy sadziedzi, bo przez gzyms wlazi im do domow...
            • kotorybka Re: Tik...tak....tik.....tak.... 17.08.05, 14:33
              No to przesyłam pozdrowienia urodzinowe - żeby wszystkie twoje marzenia, no przynajmniej te
              najbardziej chciane, sie spełniły smile

              Kociaszku, na marginesie napiszę, że myślałam, że jestem jedyną z "problemowym" kotem, tylko u nas
              jest trochę inaczej. Nasz kot Bongo (rudzielec) posikuje prawie wyłącznie na rzeczy męża (włącznie z
              jego poduszką surprised). Dla zainteresowanych oto on (Bongo, nie mąż smile), na swoim ulubionym miejscu:

              img3.imageshack.us/img3/6834/bongoontank4cy.jpg
              Chcialam cię także zapytać, jak sobie z takim zachowaniem radzisz?
              Pozdrawiam jeszcze raz!
              Marta
              *******
              Mam już 10 miesięcy!
                  • kociaszek Re: Tik...tak....tik.....tak.... 17.08.05, 17:17
                    alez ja sie nie martwie!!!
                    ale i tez advanced maternal age brzmi lepiej niz stara pierwiastka...
                    na szczescie jest malo prawdopodobne bym, ze wzgledu na cyganskie zycie jakie mnie dotyka
                    tymczesem, rodzila potomstwo w PL...poza tym musze sie upewnic czy M to jest ich ewentualny tata
                    czy nie...
                    poza tym ile razy ide opiekowac sie kruszynkami kumpeli (jedno troche ponad rok, drugie jeden
                    miesiac) to po calym dniu mam dosc. i fajne takie male czlowieczki sa, ale potrafia dac w kosc...i trzeba
                    im na te kilka pierwszych lat poswiecic wszystko, zrezygnowac z bardzo wielu rzeczy, a ja jeszcze nie
                    chce, jeszcze nie potrafie...
                    i niech mi nikt nie pisze, ze potem moze byc trudno np z zajsciem w ciaze. moze byc i jako naukowiec
                    wiem to doskonale. i w razie czego: tyle dzieci jest do kochania na swiecie, tylu brakuje milosci...
                    wiec czekam na swoje macierzynstwo dojrzale...
                    • yatzekalexander Re: Tik...tak....tik.....tak.... 17.08.05, 23:59
                      to jest poswiecenie nie tylko na kilka lat ale na cale zycie...
                      Kazdy ma jakies swoje powolanie, moze swoja milosc okazac inaczej i czuc sie
                      kochanym/szczesliwym-dzieci do tego wcale nie sa potrzebne
                      A z tym zajsciem w ciaze pozniej,adwanced maternal age-teraz to chyba mniej
                      znaczy tyle ludzi ma pierwsze dzieci po 40, moze medycyna powinna to
                      przeanalizowac...
    • samo Re: Tik...tak....tik.....tak.... 20.08.05, 10:16
      To ja chyba dołączę do Triskell i Tamsin, bo mi też nie tyka. Właściwie to
      ostatnio bardzo źle się czuję i wszystko wskazuje na to,że to przez pigułki (nie
      mam źle dobranych, wszystko było OK przez kilka lat pomijając depresję, ale nie
      wiem nawet czy to było przez hormony), więc postanowiłam je odstawić.W
      bibliotece wypożyczyłam sobie książkę o metodach antykoncepcji dostępnych w USA
      i jeśli nie chcę już żadnych hormonów a chcę być stuprocentowo pewna że nie
      wpadnę (a muszę być pewna, bo inaczej nie ma sensu się rozbierać), to pozostaje
      mi bardzo niewiele opcji.Właściwie tylko spiralka i sterylizacja.To pierwsze
      odradzane przed pierwszą ciążą, no i może mi spiralę organizm "wydalić".I wtedy
      zdałam sobie sprawę że mnie ta druga opcja jakoś pociąga.Mam tu tylko jedną
      przyjaciółkę i właściwie nawet nie miałam z kim porozmawiać, więc zaczęłam cały
      ten temat, tak jak tu w wątku, ale skończyło się na tym,że patrzyła na mnie jak
      na marsjanina, nie wiem, jakbym nie przystawała do tej kobiecej foremki, `nic
      właściwie nie powiedziała, ale ja straciłam odwagę rozmowy na ten temat z
      kimkolwiek. Nie chcę mieć dzieci i nie wiem czy kiedykolwiek będę chciała je
      mieć.To pewnie wynika z moich lęków i z oczekiwań wobec siebie samej, nigdy nie
      chciałam robić rzeczy co do których nie miałam pewności że zrobię je doskonale,
      kończyło się na tym że bałam się realizować swoje marzenia. Wciąż się tego uczę.
      I wciąż niestety boleśnie się uczę że trudne jest życie kogoś kto nie przystaje
      do stereotypu, nie tylko kobiety. Wciąż nie mogę powiedzieć rodzinie w Polsce że
      po Stanach nie będzie Polska tylko raczej Japonia lub Indie,wciąż muszę się
      powstrzymywać żeby nie wywlec prawdy na wierzch podczas jakiejś kurtuazyjnej
      rozmówki.Poza tym jest tyle nieszczęśliwych dzieci w domach dziecka.Jeszcze w
      liceum chodzilam do jednego pomagać w odrabianiu lekcji. Od tamtej pory myślę że
      może nie trzeba przynosić kogoś na świat skoro już ktoś tam czeka na naszą
      miłość i czułość?Czy kobieta myśląca o pozbawieniu się zdolności do zajścia w
      ciążę musi być w naszym społeczeństwie potępiona lub w najlepszym razie
      potraktowana milczeniem?Cała kwestia decydowania o własnym ciele, o wpływie nań
      kultury zawsze była dla mnie interesująca.Czy w takim razie to faktycznie coś
      tyka, czy to instynkt czy nieuświadomiona nawet presja kulturowa?Dlaczego
      niektóre kobiety odczuwają ulgę jeśli dowiadują się że "nic z nimi nie tak" bo
      ktoś jeszcze nie chce mieć dzieci?Na ten temat już dużo powiedziano i napisano,
      wiem.Ale wciąż jest to osobista, delikatna i czasami bolesna kwestia. Nawet dla
      mnie, kogoś kto wywracał tyle czasu normy do góry nogami za trudna okazała się
      szczera rozmowa.
      • sylwek07 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 20.08.05, 12:44
        samo duzo piszesz ze masz leki a to jest tak ze czasami leki przyslaniaja Nam
        czesc zycia i wcale Ci sie nie dziwie ze tak patrzysz teraz na ta sprawe ale
        jesli pozbedziesz sie lekow to wtedy ocen swoja sytuacje . a co do dzieci z
        domow dziecka to sama wiesz z jakimi sa tam obciazeniami i trzeba czasami duzo
        czasu i cierpliwosci aby takiemu dziecku pokazac milosc ...zycze powodzenia w
        zyciu osobistym
        • kociaszek Re: Tik...tak....tik.....tak.... 20.08.05, 14:32
          hey samo, nie boj sie zyc w zgodzie z soba...
          wiem, jak to jest kiedy trzeba wiecznie tlumaczyc siebie calemu swiatu...broniac swoich racji,
          przekonan i swojego stylu zycia...coz, w kraju raju wielu osobom przychodzi z trudem zaakceptowanie
          wszystkiego co roznie os spolecznie zaakceptowanych zachowan...
          tu, na KP, mozesz pogadac z cla masa madrych babeczek...
          co do antykoncepcji...sa specjalne spiralki dla nierodzacych...drastyczne srodki odradzlalabym glownie
          dlatego, ze sa nieodwracalne...chyba, ze nie bierzesz pod uwage mozliwosci, ze jeszcze moze bedziesz
          chciala miec malego czlowieczka...
          dobry lekarz powinien zaproponowac odpowiedni srodek...
          z tabletkami jest tak, ze nie powinno sie ich brac zbyt dlugo tzn powyzej 10 lat...ja swoja odstawilam 2
          lata temu i nie zaluje...
      • triskell Re: Tik...tak....tik.....tak.... 20.08.05, 21:52
        Kochana Samo, ja też zastanawiałam się nad sterylizacją. Od ok. 3 lat (z przerwą
        na rok, gdy Joshua był tutaj a ja w Polsce) zażywam tabletki antykoncepcyjne i
        własnie w tym okresie zaczęła się chociażby moja walka z wagą (nie znaczy to, że
        nie mogę jej zrzucić, ale jest mi trudniej, niż w analogicznej sytuacji 4 lata
        temu). Poza tym zastanawiam się, czy kilkudniowe bóle głowy, które czasami
        miewam, nie są związane z zażywaniem tabletek (choć nie tłumaczyłoby to faktu,
        dlaczego mam je głównie zimą, więc może jednak przyczyna jest inna). No i przede
        wszystkim to, że żadne z trójki lekarzy, którzy zapisywali mi do tej pory
        tabletki, nie zapytało mnie nawet, czy nie mam przypadkiem żylaków. A mam. I
        słyszałam, że są one przeciwwskazaniem dla antykoncepcji hormonalnej.

        Tak czy owak, dużo jest powodów, dla których zabieg sterylizacji byłby i dla
        mnie korzystną opcją. Ale chyba się na niego nie zdecyduję, bo to jednak poważna
        interwencja chirurgiczna (nigdy nie miałam żadnej operacji i wolałabym, żeby tak
        pozostało), a ja mam już 38 lat, więc przez ile jeszcze lat jakakolwiek forma
        zapobiegania ciąży będzie mi potrzebna? Gdybym jednak była młodsza, to kto wie.

        Znam tu jedną kobietę, która poddała się sterylizacji (co prawda już po
        urodzeniu dziecka i z przyczyn zagrożenia zdrowotnego, nie w celu
        antykoncepcyjnym) i rozmawiałam z nią kiedyś na ten temat. W jej przypadku
        sterylizacja wpłynęła bardzo korzystnie na różne problemy zdrowotne, które
        miała. A już nawet abstrahując od poważniejszych spraw - podobno przed zabiegiem
        ta kobieta była strasznym zmarźluchem, musiała spać w skarpetkach, itp. Po
        zabiegu jest jej w nocy ciepło, często odsuwa kołdrę i śpi bez niej. Słyszałam,
        że uczucie zimna, zwłaszcza w kończynach, jest oznaką niedoczynności tarczycy.
        Więc przynajmniej w jej przypadku zabieg wydał się poprawić działanie tarczycy -
        nie wiem, czy jest to regułą.

        Zgadzam się również z Tobą pod innym względem: gdybym poddała się sterylizacji a
        potem jednak zmieniła zdanie i chciała mieć dziecko, to przecież zawsze można
        adoptować. Jak najbardziej podpisuję się pod zdaniem, że to nie 9 miesięcy ciąży
        czyni z matki matkę, ale lata miłości, cierpliwości i poświęcenia podczas
        wychowywania dziecka. Matka, która dziecko adoptowała, może być dobrą matką w
        dokładnie tym samym stopniu, co ta biologiczna. No ale tu wchodzimy już w
        kwestię definicji różnych pojęć, a ja zawsze uważałam, że "rodzina" jest
        pojęciem, które opiera się nie tyle na więzach krwi, ile na więzach
        emocjonalnych, miłości, oddaniu. Dodam tu tylko, że szanuję to, że wiele z Was
        ma na ten temat inne zdanie, co parę tygodni temu wyszło nam w innym wątku.

        A jeśli chodzi o reakcję ludzi z Polski na Twój ewentualny zabieg, to czy musisz
        im o tym mówić? Czy wtajemniczałaś ich też w to, jaki rodzaj tabletek zażywałaś
        albo czy Twój facet zakłada prezerwatywę? Moim zdaniem sprawa jest tak osobista,
        że spokojnie można potraktować ją jako coś, co chcesz zachować w swojej sferze
        prywatności i ewentualnie dzielić się tym z osobami, o których wiesz, że Cię nie
        potępią.

        Życzę Ci podjęcia takiej decyzji, która dla Ciebie, w Twojej sytuacji, będzie
        najlepsza. smile
        • jan.kran Re: Tak sobie czytam... 21.08.05, 00:14
          ... i myslęsmile))

          Jeżeli któraś z Was naprawdę nie chce mieć dzieci czemu nie machnie ręką na
          konwenanse, zwyczaje dobry ton i nie powie pytającym, że to nie jest ich problem.

          Ja jestem zwariowaną matką i w dużej mierze z przypadku.
          Młodą mi przyniósł bocian jak miałam 26 lat w najmniej odpowiednim momencie...
          Przeprowadzałam się z Paryża do Monachium z Młodą trzymiesięczną w brzuchu, bez
          znajomości niemieckiego, pociągiem z kilkoma kartonami i czterema kolumnami
          sporej wielkości bo zarówno ja jak i ex mamy słabość do muzyki.

          Pół roku przemieszkałam w ogromnym Monachijskim mieszkaniu gdzie cztery pokoje
          zajmowała rodzina turecka, jeden pokój zajmował niejaki Udo, specjalista od
          witraży, który był bardzo rozmowny i ciągle mnie napadał konwersacyjnie.
          Mówił dialektem szwabskim i nie przeszkadzało mu, że ja niemiecki znałam raczej
          z widzenia...
          Junior powstał na życzenie exa jedynaka, bo uważał że jedno dziecko będzie
          samotne...
          I bardzo się cieszę, że Mu ustąpiłam...

          Natomiast nie ukrywam, że czasem zastanawiam się jakby się moje życie potoczyło,
          gdybym kierowała się tylko rozsądkiem w ramach posiadania progenitury...
          Inaczej i z pewnością prościej.

          Natomiast nigdy nie było dla mnie problemem, że inni nie chcą mieć dzieci.
          Z moich dwóch Braci jeden jest bezdzietny z wyboru a drugi ma tylko jedno.
          Bardzo niestety... Nie Jego decyzja sad((((

          Moje przyjaciółeczki albo mają albo nie.
          Raczej nie...
          Dwie paryskie po parce, Dżoanna z Florydy zero bo dzieci nie znosi.
          Prowadzi jedno z najlepszych mi znanych małżenstw, nie za długo srebrne wesele smile
          Jak z Nią rozmawiam, to muszę szerokim łukiem omijać temat progenitury bo Ją to
          w ogóle nie obchodzi.

          Następne dwie studenckie koleżnki w moim wieku, czyli dobrze po czterdziestce,
          nie mają dzieci natomiast są najwspanialszymi ciotkami dla mojej Młodzieży.
          Aż dziwne że mimo róznicy wieku mają tak super kontakt.

          Myślę że każdy ma prawo do własnych decyzji...

          A tolerancja to najwyższą z zalet. Są po prostu ludzie, którzy chcą mieć dzieci,
          a są tacy, którzy nie chcą mieć potomstwa. Nie czyni ich to zaś ludźmi gorszymi
          lub lepszymi.

          Pozdrowienia,

          Kran
        • h2so43 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 22.08.05, 00:02
          Parę słów o instynkcie macierzyńskim. Otóż ja jestem z tych matek, które nie
          miały instynktu macierzyńskiego. Gdy urodziło się moje małe, zupełnie traciłam
          głowę za każdym razem, gdy ono płakało. Nie umiałam go karmić, przewijać i z
          przerażeniem obserwowałam u siebie pewną obojętność wobec malucha. Rozczulała
          mnie jedynie jego nieporadność i świadomość, że beze mnie zginie. W miarę
          upływu czasu, nie wiadomo kiedy, zaczęły się u mnie pojawiać inne odczucia i
          odruchy. Z każdym dniem rosła miłość macierzyńska. I choć wydawało się,że już
          jest bardzo duża, to odnoszę wrażenie, że wzrastała jeszcze przez kilka lat.
          Już jako stara matka rozmawiałam kiedyś z moją przyjaciółką i usłyszałam od
          niej, że miała podobne odczucia i obawy po urodzeniu dziecka. Dziecko wydawało
          jej się obce, podobnie, jak mnie. Wysnułyśmy wtedy wniosek, że urodzenie
          dziecka jest dla matki zaledwie wstępem, że miłość macierzyńska pojawia się
          później, w miarę, jak wkładamy pracę i serce w opiekę nad maleństwem. Ulżyło
          mi, że koleżanka miała podobne odczucia, bo ja sobie zawsze wyobrażałam, że z
          chwilą narodzin dziecka rodzi się też uczucie do niego, i bałam się, ze jestem
          matką wadliwą,niepełnowartościową. Piszę o tym pod twoim postem, Triskel, bo
          mówisz o adopcji. Myślę, że matka adopcyjna może też mieć w początkowym okresie
          jakąś niepewność uczuciową. Nie trzeba się tym martwić, bo, jak sądzę, jest to
          normalne, tylko wogóle się o tym nie mówi. Ja w każdym razie nic o tym nie
          wiedziałam i spodziewałam się, jak Matka Polka, bógwiczego. Myślę, że gdybym
          wtedy miała adoptowane dziecko, obwiniałabym się jeszcze bardziej. Ale z czasem
          uczucia macierzyńskie pojawiłyby się niewątpliwie. Nawiasem mówiąc, w
          dzeciństwie marzyłam o tym, żeby zaadoptować dziecko- moja matka pracowała na
          położnictwie i co jakiś czas dzieci pozostawały tam zostawione przez matki -
          bardzo mi ich było szkoda. Oczywiście, ani nie namawiam, ani nie odradzam -
          decyzje tego typu sa w moim przekonaniu bardziej odpowiedzialne, niz wtedy, gdy
          rodzimy dziecko.
    • ulinha Re: Tik...tak....tik.....tak.... 21.08.05, 01:35
      Siedze praktycznie jedna noga w samochodzie, bo zapakowani juz jestesmy
      nawariacki wyjazd na poludnie, jednak nie mozemy wyruszyc bo wiekszosc drog
      jest zamknieta z powodu pozarow... Zajrzalam tutaj i znalazlam watek ktory
      powrocil. Powrocil i zmobilizowal mnie do pewnej refleksji.
      Bardzo szanuje i podziwiam postanowienia i dzialania innych, nawet jesli roznia
      sie one z moja filozofia zyciowa. Jesli ktos wierzy w cos, tak naprawde i jest
      w pelni swiadomy konsekwencji swych dzialan oraz biorac pod uwage ze swiadomie
      nie krzywdzi nikogo, to znajduje u mnie szacunek i poparcie. O ile mniej
      nieszczesc byloby na swiecie gdyby wszyscy dzialali konsekwentnie. Dzialamy
      bardzo czesto instyktownie, ale przeciez mamy rowniez "wole", dorastamy by
      podejmowac decyzje.
      Moj zegar tyka, moje macierzynskie instynkty prawie sie "gotuja" i chcialabym
      bardzo wierzyc w to ze jest to wynikiem nie tylko instynktu, ale i owej "woli".
      Otrzymalam juz tytul "super cioci Uli", jestem z niego bardzo dumna i cieszy
      mnie on niezmiernie, ale dla mnie to nie wszystko. Wiem ze wcinam sie
      troszeczke w atmosfere watku, ale po to jest forum, aby pokazywac wlasne
      zdaniewink
      Przesylam buziaki, mysle cieplo o wszystkich i mam nadzieje ze czasem ktos
      potrzyma kciuki takze i za mnie, a moze jesli czas pokaze takze i za "nas"...
    • frankie36 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 22.08.05, 05:38
      Tikania nie slyszalam,bo urodzilam pierwsze dziecko majac 26 lat,kolejna dwojke
      w przeciagu 4 lat,nie do konca zaplanowane(ku przestrodze moj najmlodszy
      syn,przesliznal sie przez rusztowania spirali).Dzieci zawsze miec chcialam,jako
      dziewczyna wybawilam podworkowe dzieciaki,zagladam ludziom do wozkow,zagaduje
      matki,rodzinne niemowlaki zawsze siedza mi na kolanach.

      Pare dni temu ,przed zasnieciem ,rozmawialam z moim M(ktory poddal sie
      wasektomii),ze wlasciwie moglibysmy (jezeli byloby to jeszcze mozliwe)miec
      jeszcze jedno dziecko.I troche mnie scisnelo,ale nie wykluczam adopcji,moze
      kiedys ...
        • samo Re: Tik...tak....tik.....tak.... 30.08.05, 01:34
          Ja właśnie wróciłam z Planned Parenthood gdzie założono mi spiralkę.Nazywa się
          Paragard. Nie mam dzieci. Nie było żadnych przeciwskazań. Z tym rodzeniem przed
          spiralą to chodzi o to, że po porodzie łatwiej będzie włożyć spiralę do macicy
          bo wejście jest trochę rozszerzone, więc mniej boli (jejku, jak mnie bolało, aż
          się popłakałam, teraz też cholernie boli chociaż wzięłam 3 ibuprofeny- po
          zabiegu zapytałam czy tak boli podczas porodu, a lekarka na to że ten ból to
          pryszcz w porównaniu do "giving birth", tak więc powiedziałam jej że sobie
          nigdy tej spirali nie wyjmę), ale ogólnie nie ma żadnego związku pomiędzy
          byciem mamą a skutecznością spiralki. Zaleca się jedynie żeby osoba decydująca
          sie na spiralkę żyła w monogamicznym związku, ponieważ spiralka teoretycznie
          zwiększa ryzyko powikłań przy Pelvic Inflammatory Disease (to chyba po polsku
          zapalenie miednicy będzie?) które z kolei można złapać dzięki chorobom
          przenoszonym drogą płciową które z kolei oni uważają za duże ryzyko przy wielu
          partnerach seksualnych. Reasumując, jeśli masz 1 partnera seksualnego i jesteś
          w stanie pomęczyć się trochę w trakcie i po zabiegu założenia spiralki, to nie
          ma innych przeciwskazań. Nalegaj więc w gabinetach i mów że wiesz co i jak i
          chcesz spiralkę.Ja mam Paragard, bez hormonów, tylko z miedzią. Ta spiralka
          jest skuteczna 12 lat.Myślę że prywatny ginekolog założy spiralkę jeśli
          wyłuszczysz mu konkretnie swoje racje i argumenty dlaczego właśnie ta, a nie
          inna metoda. Powiedz że znasz za i przeciw i walcz ;o)
          • dorrit Re: Tik...tak....tik.....tak.... 30.08.05, 10:38
            Ja urodzilam majac 34 lata, a instynkt macierzynski zaczal sie najpierw
            niesmialo odzywac - w pierwszym miesiacu zycia maluchow? po kilku miesiacach?
            bylam tak padnieta, ze i teraz juz nie pamietam, ale na pewno nie bylo to przed
            ciaza...
            I tez podpisuje sie pod stwierdzeniem, ze nigdy nie ma najlepszego na 100%
            momentu na dziecko. Te najlepsze chwile i tak przychodza potem.
            A z tego poczatkowego okresu najgorsze wydaja mi sie niedospane noce. Po
            szesciu miesiacach juz bylo troche lepiej. Nawet nie chcialam wracac do pracy,
            ale wrocilam - i nie jest zle.
            Pozdrawiam!
          • melba_piszczykowa Re: Tik...tak....tik.....tak.... 30.08.05, 14:25
            no oabawiam sie ze u nas w kraju nie jest tak rozowo... prywatnie tez bylam i
            pan sie zaparl ze on nie zalozy. z kolei inny, zakladowy, na moje pytania i
            dywagacje w koncu podsumowal ze skoro tak, to on mi tylko moze kalendarzyk
            polecic!! i ze jak mi sie trafi dziecko to tylko radosc bedzie... no po prostu
            zgroza.
            ja wiem ze trudniej zalozyc, slyszalam tez argumenty ze to niby stan zapalny
            lekki spiralka powoduje, ale czemu on szkodzi tylko nierodkom to ja nie wiem.

            pal ich szesc, na razie jakos sobie radze smile
            • asia.sthm Re: Tik...tak....tik.....tak.... 30.08.05, 14:51
              > lekki spiralka powoduje, ale czemu on szkodzi tylko nierodkom to ja nie wiem.

              Jeszcze w czasach , gdy technologia produkcji spiral nie byla tak rozwinieta
              jak dzisiaj, uznano ze moga byc niebezpieczne, moga uszkodzic macice, moga
              spowodowac bezplodnosc. Dlatego uznano, ze lepiej ryzykowac majac juz jakies
              dziecko albo kilka sztuk.smile))
              Teraz sa spiralki duzo bezpieczniejsze, mozna dobrac odpowiednia nawet dla
              nierodek smile.
              A ze zakladanie boli ? chyba jednakowo boli rodki i nierodki, bo macica
              skurczami chce to z siebie wydalic. Podda sie albo wywali. Dlatego nalezy
              sprawdzic czy ta spiralka nadal jest tam gdzie ma byc. wink
              Ja jedna zgubilam tydzien po zalozeniu.Nie wiem jak mozna tego nie zauwazyc,ale
              podobno mozna, wiec uprzedzam. smile)
              • monhann2 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 30.08.05, 15:01
                asia.sthm napisała:
                > Ja jedna zgubilam tydzien po zalozeniu.Nie wiem jak mozna tego nie
                zauwazyc,ale
                >
                > podobno mozna, wiec uprzedzam. smile)

                To jest bardzo malutkie ale jednak dziwne, ze nie zauwazylas. A kto zauwazyl??
                Mam nadzieje, ze ginekolog w pore, a nie.....wpadka?
                • asia.sthm Re: Tik...tak....tik.....tak.... 30.08.05, 15:12
                  Ja zauwazylam od razu, ale zdarzaja sie wypadki ze kobiety nie zauwazaja .
                  Znam osobiscie takie dwie i polozna opowiadala o "smiesznych" zdarzeniach .
                  Dlatego uprzedzam zeby kontrolowac obecnosc spiralki przez pierwsze miesiace po
                  zalozeniu.Potem jak juz sie zasiedzi to raczej siedzi tam gdzie powinna.
                  Nie chcemy wpadek ani niespodzianek smile))
                  Chcemy spokojnego zycia w tej dziedzinie, prawda ?
                  smile))
                  • iwo19 Re: Tik...tak....tik.....tak.... 30.08.05, 18:27
                    Oj te spirale.Jak zaczelam myslec o antykoncepcji wymyslilam sobie
                    spirale.Poczytalam znalazlam taka dla nierodzacych ,jak dobrze pamietam nazwala
                    sie chyba Omega.A pani doktor ,powiedziala "dziecko do domuuuuuuuu".No i mam
                    Ewcie.Mialam 19 lat ,jak urodzilam prawie 20.Wydawalo mi sie ze jestem
                    dorosla ,instynktu 0.Ale poniewaz wybawilam mlodszego brata(rodzicom sie
                    przytrafil gdy mialam 17 lat)nie mialam problemu z opieka i
                    wychowywaniem,ksiazkowej,poradnikowej Ewci.Czytalam szukalam i jak mozecie
                    zobaczyc na zdjeciach(ktore dzisiaj wkoncu wlozylam do abumu)calkiem mi sie
                    udala ,mimo spania na brzuchu i podawanie tylko "cycka" do 10 tego miesiaca
                    zycia.Potem stwierdzilismy ze Ewcia nie moze byc samotna
                    czas "zrobic"Kacperka.Niestety zycie plata figle i nie bylo juz tak
                    latwo .Zamiast 5 lat roznicy wyszlo 7.Ale sie udalo,jest Kacper. Ale nie
                    powiedzialam ze zdecydowalam sie na niego bo mialam taki instynkt lub
                    potrzebe.Tak po prostu chcielismy .To chyba sie nazywa wola.
                    Kranie ,opowiedzialas moje zycie w skrocie.Podpisuje sie pod wszystkim.
                    Triskiel, mam kolezanki bezdzietne z wyboru i bezdzietne niestety.Pierwsze
                    szczesliwe jak Ty,drugie niestety leczace sie ,probujace i nieszczesliwe.Nie ma
                    nic zlego w drodze ktora Ty wybralas,i Ty najlepiej przeciez to wiesz. w drugim
                    przypadku , ciezko jest patrzec na cierpienie tych kobiet,szczegolnie gdy
                    jest to Twoja najblizsza ,najukochansza przyjaciolka.
                    Chcialam aby zycie bylo prostrze ,kazdy mialby co chce i nikt nikogo by nie
                    osadzal.
                    • kociaszek wrrrr 30.08.05, 19:04
                      wlasnie dosstalam maila od tzw przyjaciolki, ktora jest w drugiej ciazy i z niecierpliwoscia czeka abym i
                      ja przyczynila sie do biblijnego "idzcie i rozmnazajcie sie"...podala mi tysiac powodow dla ktorych
                      warto i tysiac dla ktorych nie powinnam zwlekac...plus nastapily porady tzw "dobrej cioci" ktora wie co
                      pisze...szlag mnie trafia!!! i zastanawiam sie czy odpisywac...ilez mozna tlumaczyc, ze moja sytuacja
                      jest malo stabilna...obecnie jest nas dwojka i utrzymujemy sie z jednej pensji...mieszkamy ciasno, moj
                      kontrakt wygasa za poltora roku, w czasie uropu macierzynskiego nie przysluguje mi pensja plus
                      jestem z M dopiero od 6 m-cy, to troche za krotko, zeby decydowac...plus oboje jeszcze nie czujemy
                      sie na silach aby podjac sie takiej odpowiedzialnosci...i tyle jeszcze przed nami i tyle planow!!!
                      zdaje sobie sprawe, ze nigdy nie jest sie pewnym, ze to juz teraz i nigdy nie ma czynnikow
                      sprzyjajacych na 100%...ale moje obecne sa niezwykle niesprzyjajace!!! czy tak trudno to zrozumiec?
                      moj wybor jest o tyle swiadomy, ze zdaje sobie sprawe, ze pozniej moga byc problemy z zajsciem w
                      ciaze, problem, ze nie jestem juz taka najmlodsza...
                      aj, zlosc mnie bierze...
                      • kociaszek Re: wrrrr 30.08.05, 19:15
                        i pytam sie jakim prawem ktos, nawet bliska mi osoba, pisze mi takie kwiatki: spiesz sie pozniej bedzie
                        ci trudna znalezc wspolny jezyk z dorastajacym brzdacem...nie bedziesz nadazac plus wszystkie te
                        problemy z zajsciem w ciaze...
                        ja akurat mysle, ze to nie problem lat...tylko na ile dusza jest stara, zgnusniala i zacofana...moja nie
                        jest i fige z makiem, nie bedzie!!!
                        czuje sie jakbym dostala nagane od pani dyrektor!!!

                        wrrrrrrr
                        • jan.kran Re:Kociaszku 30.08.05, 19:45
                          Masz rację , ale jeżeli to bliska znajoma to odczekaj i nie wkurzaj się na Nią.
                          I bardzo stanowczo i zdecydowanie powiedz Jej że to jest na tyle osobista i
                          trudna sprawa dla Ciebie że nie masz ochoty na ten temat dyskutować.
                          Dopiero zaczynasz nowy związek , nowe miejsce , Twój partner też musi jakoś
                          sprawy poukładać.

                          Dziecko ma być przyjemnością a nie obowiązkiem i to Wy je będziecie wychowywać a
                          nie Twoja koleżanka.
                          Mój Brat nie chciał mieć dzieci i mimo że był okres w którym moja Mama na głowie
                          stawała żeby Ich przekonać nie ustąpili.
                          Są bardzo szczęśliwym i udanym małżeństwem od blisko 40 latsmile)))
                          Kran.
                        • triskell Re: wrrrr 30.08.05, 23:51
                          kociaszek napisała:
                          > ja akurat mysle, ze to nie problem lat...tylko na ile dusza jest stara, zgnusni
                          > ala i zacofana...

                          Kociaszku, w zupełności się z Tobą zgadzam. To, co napisała Twoja koleżanka,
                          brzmi mi jak zrzędzenie starej ciotki i w świetle tego to Ty wydajesz mi się być
                          osobą duchowo młodszą. Rozumiem, że są czysto fizyczne przesłanki, dla których
                          łatwiej i korzystniej jest mieć dziecko wcześniej. Ale z tym "nie znajdziesz
                          wspólnego języka" to już przesada. Tylko od Ciebie zależy, czy go znajdziesz,
                          czy nie, obojętnie w jakim wieku.
                        • samo Re: wrrrr 31.08.05, 00:18
                          Moja mama urodziła mnie mając 24, a brata 36. I moim zdaniem o wiele
                          lepiej "znajduje wspólny język" z moim bratem- sama twierdzi że jest już o
                          wiele spokojniejsza, nabrała dystansu do wielu spraw, przemyślała kwestie typu
                          zbyt duże ambicje w stosunku do dzieci i do własnego życia, nie jest już tak
                          zalękniona o dziecko więc o wiele lepiej im się dogaduje niż nam (nie ma we
                          mnie ani krzty żalu kiedy to piszę, jestem szczęsliwa). Nie pozwoliła już sobie
                          podczas drugiej ciąży na pouczanie "mądrzejszych", wiedziała już czego chce od
                          życia i to wszystko sprawiło że w pewnym momencie stwierdziła że dzieci
                          najlepiej mieć po 30.- lepiej dla mam i dla dzieci :o)
                  • samo Re: Tik...tak....tik.....tak.... 30.08.05, 21:27
                    Prawda Asiu:o)))
                    Mnie też ostrzegano że może zostać wydalona, więc na pierwsze 2 miesiące
                    kupiłam sobie jeszcze pigułki.Trochę się tego boję, bo na całą
                    operację "Spirala" wydałam $470 i raczej nie chcę drugi raz tak obrywać po
                    kieszeni. Melba, wiem że nie jest tak różowo bo mi w Polsce też nie chciano
                    założyć- co mi się zresztą do tej pory nie mieści w głowie! Skoro wykonują
                    aborcje które też wiążą się zawsze z ryzykiem dla zdrowia, to dlaczego nie chcą
                    zakładać spiralek?Też coś gdzieś czytałam o tym "permanentnym stanie zapalnym",
                    ale tak samo o pigułkach którymi faszerowałam się 5 lat pisano że powodują stan
                    permanentnej ciąży w organizmie. Ja się tak często czułam. Na temat tych stanów
                    zapalnych nic nie znalazłam w literaturze amerykańskiej.Jeśli istnieje ryzyko
                    infekcji, to podobno głownie podczas zabiegu- u mnie lała się jodyna, a po
                    wszystkim zmartwiona pani doktor powiedziała że upuściła plastikowy patyczek do
                    wepchnięcia spiralki, więc użyła w tym celu zajodynowanego palca, ale na
                    wszelki wypadek daje mi opakowanie antybiotyków.To jest już paranoja,
                    prawda?:o) Ale wolę to niż polskich lekarzy wymigujących się bzdurnymi
                    argumentami od przestrzegania praw reprodukcyjnych.Hmmm, teraz sobie pomyślałam
                    że może też założę wątek "kciuki potrzebne" żeby mi spirala na miejscu
                    spokojnie została :o)
                    • asia.sthm Re: Tik...tak....tik.....tak.... 30.08.05, 21:42
                      Samo , nie chcialam cie straszyc i te pigulki wydaja mi sie zbedne.
                      Po prostu sprawdzaj sama czy spiralka siedzi. Czy nie mialas w opakowaniu
                      instrukcji z obrazkami jak to sie robi? Czy pani doktor nic nie wyjasnila ?
                      Faktycznie nie za bardzo przyjemne mialas doswiadczenie, ale jak juz sie toto
                      przyjmie to wygoda i nie powinno byc zadnych nieprzyjemnosci .
                      Trzym sie.
                      • samo Re: Tik...tak....tik.....tak.... 30.08.05, 23:55
                        Wyjaśniła i sprawdzałam już dzisiaj i siedzi na miejscu. To nie ja byłam
                        pomysłodawczynią tych pigułek tylko pani doktor zakładająca spiralę. Ale to
                        dobrze,bo ja jestem bojaźliwa :o) Tak więc wyszłam z gabinetu z opakowaniem
                        antybiotyków i 2 op. pigułek.Dołączywczy do tego jeszcze multiwitaminę,
                        suplementy wapnia i B12 oraz okazjonalny magnez i potas na skurcze mięśni
                        powstała z tego niezła kupka tabletek dziennie która powoduje że czuję się jak
                        stara babuszka podtrzymująca funkcje życiowe a nie jurna dzioucha wyzwolona z
                        udręki płodności :o)
                        • triskell Re: Tik...tak....tik.....tak.... 31.08.05, 00:05
                          samo napisała:
                          > Dołączywczy do tego jeszcze multiwitaminę,
                          > suplementy wapnia i B12 oraz okazjonalny magnez i potas na skurcze mięśni
                          > powstała z tego niezła kupka tabletek dziennie która powoduje że czuję się jak
                          > stara babuszka podtrzymująca funkcje życiowe a nie jurna dzioucha wyzwolona z
                          > udręki płodności :o)

                          Hehe, ja też ostatnio śmiałam się, że z kupką tabletek przede mną wyglądam jak
                          hipochondryk... U mnie jest to: chrom, gingko (miłorząb), kelp, żelazo,
                          B-complex, E ... no i oczywiście antykoncepcyjne.
                          • samo Re: Tik...tak....tik.....tak.... 31.08.05, 00:11
                            A ja jeszcze teraz kilka ibuprofenów dziennie łykam które mnie raczej
                            oszałamiają niż działają przeciwbólowo... Myślisz że warto łykać chrom i
                            ginkgo? Myślałam o tym,szczególnie o chromie. Po obiedzie mam zawsze ochotę na
                            coś słodkiego.Staram się oszukiwać owocami, ale nie zawsze skutkuje. W ogóle
                            odczuwam skoki cukru we krwi... Nie mam cukrzycy, ale przydałoby się coś na te
                            zachcianki (no i zawsze to nowa tabletka! ;o))
                            • triskell Re: chrom 31.08.05, 00:21
                              Chrom zażywam od niedawna i trudno mi powiedzieć, czy faktycznie działa, bo juz
                              kopenhaska obnizyła mi łaknienie na słodycze (moja teoria jest taka, ze w jej
                              składnikach musiało być sporo chromu). W każdym razie teraz sobie z tym
                              łaknieniem radzę, a wcześniej... strach pomyśleć!

                              A tabletka jest ładniutka, taka maleńka i w przyjemnym dla oka łososiowym
                              kolorze, ładnie się komponuje na talerzyku z pozostałymi ;-P I taka ładną ma
                              nazwę: chromium picolinate tongue_out
                              • samo Re: chrom 31.08.05, 00:32
                                Hihi, coś mi się zdaje że wkrótce będę łykać tabletki jak M&M'sy z papierowej
                                torby jak Samuel Jackson w Pulp Fiction :o) Można by mówić o naszych tabletkach
                                niczym klejnocikach :o)
                                • jan.kran Re: chrom + kosmetyki 31.08.05, 00:59
                                  Ponieważ wątek i tak się częściowo poszedł paść więc skręce dalej.
                                  Jestem kompletnie załamana.

                                  Czytam te Wasze opowieści o tabletkach i kremach ( na innym wątku ) i myślę że w
                                  moim wieku naprawdę powinnam zacząć coś łykać albo się czymś smarować.
                                  A ja zero tabletek oprócz ibuprofenu z rzadka. Krem używam byle jaki byle był
                                  nawilżający , no i łokcie smaruję smile))
                                  Na pewno jak nie zacznę o siebie dbać to niedługo będę wyglądała jak własna babka...
                                  Kran.
                                  • samo Re: chrom + kosmetyki 31.08.05, 01:16
                                    :o))))
                                    Jakaś taka desperacja bije z twojego postu Kranie. Tabletki łykam bo mięsa i
                                    już prawie wcale nabiału nie jem, więc muszę dbać o niedobory. Krem mam jeden,
                                    właściwie to balsam nawilżający którym się smaruję od stóp do głów, a właściwie
                                    to tylko twarz,łokcie i nogi po goleniu :o) Na forum Zdrowe Życie i nie tylko
                                    tam czytałam o rakotwórczych lub "tylko" szkodliwych składnikach zawartych w
                                    wielu reklamowanych jako cudotwórcze kosmetykach.U mnie to bardziej lenistwo,
                                    ale planuję po skończeniu balsamu wybrać się do nowo odkrytego sklepu i kupić
                                    sobie coś bardzo naturalnego i nawilżającego. Nie wiem czy to wynika z mojego
                                    młodego jeszcze wieku, ale teraz czuję i uważam że starzenie się naszego ciała
                                    jest naturalnym procesem i nie ma najmniejszego sensu się z tego powodu
                                    denerwować.Nie mam zamiaru nigdy poddawać się jakimkolwiek zabiegom typ botoks
                                    ani kupować kremów kosztujących 200 zł za mały słoiczek, gdyż uważam to za
                                    niemoralne. Przemysł kosmetyczny jest częścią naszej kultury dyscyplinującej
                                    ciało do bycia wiecznie szczupłym i młodym. Gdy człowiek nauczy się demaskować
                                    medialne przekazy pojawia się świadomość że to wszystko "patykiem na wodzie
                                    pisane". Wystarczy żyć świadomie, nie poddawać się codziennym stresom, dbać o
                                    to aby nie zaśmiecać swojego organizmu niepotrzebną chemią i żadne kosmetyki
                                    nie będą potrzebne."Volunteer simplicity"- ruch zdobywający coraz większe
                                    powodzenie na Zachodzie nie byłby pewnie niczym nowym dla naszych babć.Ja mam
                                    gdzieś cudowne kremy i balsamy, nigdy nie robiłam sobie maseczki, wolę zjeść
                                    brzoskwinię niż kłaść ją na paszczę i jakbym mogła to bym i psyche sobie
                                    przestawiła z tymi tabletkami,ale to już mam wpojone od dziecka i nie tak
                                    łatwo, więc staram się z tego śmiać niż bać :o) Więc się Kranie nie załamuj i
                                    nie ironizuj tylko bądź dalej jaka jesteś, a myślę że jesteś fajną babką.
                                    • jan.kran Re: chrom + kosmetyki 31.08.05, 01:34
                                      Je nie ironizuję tylo się wyglupiam niecosmile)))
                                      Jakiś wątek kosmetyczno - witaminowy kołacze mi się po głowie , ale to za parę
                                      godzin bo teraz to narazie konczy się niedługo audycja Manna i powoli mi się
                                      łóżko wizualizujesmile)))
                                      U mnie środek nocy...
                                      Kran.
                                    • abere8 Wasektomia+spirala+do Samo :-) 31.08.05, 12:14
                                      Tak hurtem tu sie wpisze, bo nie mam zupelnie czasu na forum, a temat ciekawy.
                                      To znaczy ten "zboczony" temat, bo na oryginalny juz sie chyba wczesniej
                                      wypowiadalam.

                                      Po pierwsze, Samo, fajnie tu piszesz - ja robie tak samo, Samo smile (sorry, ale
                                      az sie prosilo) To znaczy, mam jeden krem do twarzy i balsam, ktorego uzywam po
                                      goleniu nog. No i krem do rak, ktorego uzywam, jak mi sie przypomni. To wiecej,
                                      niz Ty smile Tak jak Ty uwazam, ze starzenie sie to cos normalnego i co bedzie,
                                      to bedzie. Zebym nie wiem jak byla niezadowolona z mojego wygladu kiedys tam,
                                      na pewno nie zdecyduje sie na zadne ingerencje mechaniczne w moje cialo.

                                      O spirale to tylko chcialam z ciekawosci zapytac, jak to jest po angielsku.
                                      Mnie nie potrzebna, bo moj maz, tak jak maz ktorejs z Was (przepraszam, nie
                                      pamietam), poddal sie wasektomii juz ponad dwa lata temu. Ale oszczedzam na
                                      pigulkach i wizytach u ginekologa! smile Wtedy to bardziej z wygody sie na to
                                      zdecydowalismy, bo to bylo zanim w ogole zaswitala nam mysl o wyjezdzie do NZ,
                                      a teraz to ja sobie nie wyobrazam, w naszej sytuacji finansowej, koniecznosci
                                      placenia za to wszystko. A jesli musielibysmy z oszczednosci tylko prezerwatyw
                                      uzywac, to co miesiac tracilabym przez nerwy rok zycia i osiwialabym
                                      przedwczesnie, czekajac na miesiaczke smile A wasektomie da sie kiedys odwrocic,
                                      jesli sie w ogole kiedykolwiek zdecydujemy na takie szalenstwo, jak posiadanie
                                      dzieci smile
                                      • asica74 do abere/spirala 31.08.05, 19:48
                                        The IUCD or coil
                                        The intra-uterine contraceptive device (IUCD) – or coil – is a small plastic
                                        and copper device, which is fitted into the womb (uterus) by a doctor or nurse.
                                        It is designed to prevent the sperm meeting the egg, and may also make the egg
                                        move down the Fallopian tube more slowly and stop an egg settling in the womb.

                                        The main advantage of a coil is that, once fitted, there is no need to worry
                                        about contraception. As long as the coil remains in place, it can be left for
                                        three to ten years. They are up to 98% effective.

                                        There are, however, some disadvantages. Coils can make a woman’s periods
                                        heavier, longer or more painful. This may improve after a few months.
                              • gherarddottir Re: chrom 31.08.05, 01:38
                                chrom faktycznie dziala! ja pochlanialam slodycze jak nie wiem! Codzienie
                                przynajmniej jeden batonik czekoladowy lub cos slodkiego. Zaczelam zazywac
                                chrom o w ogole nie mam ochoty na czekolade! Cuda jakies czy co?smile))
                              • kociaszek Re: chrom 31.08.05, 11:09
                                bo Triniu kopenhaska przez te salaty, brokuly i inne zielone dostarcza duzo chromu.
                                _Ja robie sobie kuracje raz na kwartal z chromu, kelpu, wit E forte...ginko biore czesciej...
                                TYlko daj troche odpoczac watrobie tzn jak juz bierzesz 2 miesiace te suplementy to przerwij na
                                chwilke...albo stosuj cyklicznie co 2 tyg...
                                pozdruffka
                                  • iwo19 Re: chrom 31.08.05, 15:08
                                    jan.kran napisała:

                                    > Właśnie się zastanawiałam czemu mnie słodkie nie ciągnie...
                                    > A ja po prostu odżywiam się jak króliksmile))))
                                    > Kran.
                                    super kranie.Ja niestety mimo salaty nadal mam chetke na jakies male co niecos.
                                    Co do Chromu zaczelam uzywac ale nie codziennie.W koncu chrom to nie witaminka
                                    jakas tylko cos co mi sie z z zelazkiem kojarzy.

                                    Samo.Spirali uzywam ,z przerwami na dziecko od 15 lat.Przyznam sie nie
                                    sprawdzam czy jest na miejscu. Raz zgubilam ,ale zazwyczaj dzieje sie to
                                    podczas pierwszych 2,3 miesiaczek .W tym czasie polecam wizyty u ginekologa ,on
                                    to wlasnie u mnie zauwazyl, ze mi sie spirala"wysuwa".
                                    Jezeli nie uzywasz spirali zwanej Miruna,ktora ma odrobine hormonow i oslabia
                                    miesiaczki,musisz sie przygotowac na miesiaczki dluzsze,obfitsze i plamienia
                                    przed i po okresie.Ale da sie z tym zyc. Natomiast cala reszta Ci to wynagrodzi.
                                    Nie musisz sie juz martwic o "przygotowania",do tego jezeli bys kiedys zmienila
                                    zdanie co do dzieci,po wyjeciu szybciej mozesz zajsc w ciaze niz po pigulkach.
                                    Ale to tylko taka info nie sugestia.
                                        • triskell wapno 01.09.05, 00:54
                                          samo napisała:
                                          > Ja wspomniałam o wapnie- łykam codziennie 1200 mg :o)

                                          Czy wapno i wapń to to samo?

                                          Jeśli tak, to proszę mi wytłumaczyć, jak to jest z tym wapniem, bo ja zawsze
                                          słyszałam, że on upośledza wchłanianie żelaza, więc albo jedno, albo drugie.
                                          Moja siostra po straceniu ok. 100 kg wpadła w sporą anemię i nie może z niej
                                          wyjść, bo pije _mnóstwo_ mleka (nałóg, z którego nie potrafi zrezygnować) i w
                                          związku z tym tabletek z żelazem nawet nie ma po co łykać, bo i tak ich organizm
                                          nie przyswoi.
                                          • samo Re: wapno 01.09.05, 01:37
                                            Tak, to to samo, właściwie należy mówić wapń, ale wapno to kolokwializm dla
                                            wapnia :o) Wapń i inne minerały (np. magnez) fakycznie hamują wchłanianie
                                            żelaza. Nie wiem jak z tym mlekiem, bo my wapnia z mleka i tak nie przyswajamy,
                                            ale myślę że w układzie pokarmowym mogą zachodzić jakieś reakcje zakłócające
                                            przyswajanie żelaza. Jak ja kiedyś dostałam preparat z żelazem to zabroniono mi
                                            brać suplement magnezu (mleka i tak nie piłam).Siostra powinna spróbować się
                                            przestawić na mleko sojowe, poza tym skoro chciała zadbać o siebie i straciła
                                            100 kilo to i determinacji na mleczny nałóg powinno wystarczyć.Anemia ma bardzo
                                            groźne powikłania.
                                            • mulinka to ja wroce do antykoncepcji 01.09.05, 14:58
                                              choc nie wiem, czy mam prawo sie wypowiadac, bo...tylko raz po urodzeniu corki
                                              mialam spiralke, a pozniej nigdy zadnych tabletek nie bralam
                                              ale z tego, co wiem, to one za zdrowe nie sa i 100% gwarancji nie ma
                                              zreszta jak przy spirali, bo tez znam dziewczyne, co miala spirale i zaszla w
                                              ciaze
                                              ja wciaz namawiam i przypominam o...
                                              "GOTOWANYCH JAJKACH"
                                              smile
                                              (moze nasz Pania Doktor poprosimy jeszcze o opinie?)
                                              Dziewczyny,
                                              podniesienie temperatury jader zabija plemniki
                                              nalezy moczyc facetow w wannie z goraca woda!
                                              wystarczy raz na miesiac
                                              pewnosc taka sama jak przy tabletkach czy spirali
                                              pozdrowka
                                              • triskell Re: to ja wroce do antykoncepcji 02.09.05, 00:25
                                                mulinka napisała:
                                                > ja wciaz namawiam i przypominam o...
                                                > "GOTOWANYCH JAJKACH"
                                                > smile
                                                > (moze nasz Pania Doktor poprosimy jeszcze o opinie?)
                                                > Dziewczyny,
                                                > podniesienie temperatury jader zabija plemniki
                                                > nalezy moczyc facetow w wannie z goraca woda!
                                                > wystarczy raz na miesiac
                                                > pewnosc taka sama jak przy tabletkach czy spirali

                                                Ta woda to ma być 100 stopni? Do gara faceta i ugotować? Hmmmm... może to niezły
                                                pomysł, i obiadek z tego będzie wink.

                                                Jakoś tak mi się "Kucharz, złodziej, jego żona i jej kochanek" Greenawaya
                                                przypomniał tongue_out.
                                                • mulinka Re: to ja wroce do antykoncepcji 02.09.05, 01:23
                                                  Triniu, 100 stopni byc nie musi
                                                  chodzi o to, zeby podniesc temp. jader do okolo 37 stopni (no, ale woda troche
                                                  cieplejsza smile, wtedy zabije sie plemniki (na potencje nie ma to zadnego
                                                  wplywu wink

                                                  i odwrotnie
                                                  jesli ktos chce dzidziusie, to musi oduczyc swojego pana kapieli w wannie i
                                                  wyganiac pod chlodny prysznic, zdjac mu slipy (plastukowe zwlaszcza) i zalozyc
                                                  luzne gatki i luzne spodnie i nie dawac zakladac noge na noge - tak przez 3
                                                  miesiace, ale silne i zdrowe plemniczki gwarantowane smile))
                                                  • triskell Re: to ja wroce do antykoncepcji 02.09.05, 13:10
                                                    mulinka napisała:
                                                    > Triniu, 100 stopni byc nie musi

                                                    No to trochę mi ulżyło. Bo ja bardzo lubię go podgryzać (zwłaszcza uszka ma
                                                    pyszne, a w dodatku magiczne jakieś, czy ki czort: jak stoimy na światłach i
                                                    podgryzam, to zawsze się światło zmienia na zielone, czy też na białe, bo takie
                                                    tu mają zamiast zielonego), ale nie ugotowanego smile.
                                    • samo Re: chrom 01.09.05, 00:08
                                      Iwo, liczę się z tymi długimi miesiączkami i plamieniami, ale jakieś 2 miesiące
                                      temu zaczęłam źle się czuć i miałam wrażenie że to przez pigułki (co prawda
                                      brałam je przez 5 lat, nie wiem czy przytyłam z ich powodu czy innego, ani nie
                                      wiem czy depresja była przez pigułki), zaczęłam się czuć jak kurczak
                                      faszerowany hormonami i nabrałam niechęci do do tej pory wychwalanej przeze
                                      mnie pod niebiosa formy antykoncepcji. Poza tym mimo usilnych starań wciąż
                                      walczę z nałogiem papierosianym :o) Teraz akurat udało mi się i już 3 tygodnie
                                      nie paliłam (poza jedną imprezą gdzie już mocno wstawiona stwierdziłam "A niech
                                      to licho!", ale po pół fajki dostałam cofki :o))) Podsumowując, nie chcę
                                      żadnych hormonów, ani z mięsa, ani mleka ani pigułek. Zobaczymy czy się będę
                                      lepiej czuła za pół roku. Odnowię wtedy ten zboczony wątek :o) Na prezerwatywy
                                      nie mam zamiaru liczyć bo mi już 3 pękły w życiu i musiałam zajadać się
                                      wczesnoporonnymi, więc pozostała mi spiralka. Nie jest źle, już nie boli, tylko
                                      cały czas mam stracha że wyleci i boję się na kibelku siadać :o)))
                                      • asia.sthm Re: chrom 01.09.05, 00:18
                                        Od siadania ci nie wyleci, nie boj sie smile)
                                        Wlasnie teraz jak przestalo bolec sprawdzaj codziennie czy jest gdzie powinna.
                                        Potem rzadziej i na koniec obiecuje ci - zapomnisz ze ja masz.