Dodaj do ulubionych

Szczesciarze i pechowcy?

23.02.06, 09:24
Dziewczyny, czy wierzycie w pecha i szczescie? Ja nigdy w takie rzeczy nie
wierzylam, dopoki nie poznalam babki, z ktora teraz pracuje. Niedawno miala
operacje, bo miala straszne bole brzucha, a przez to nie mogla do domu na
swieta poleciec, bo tuz po operacji lekarze oczywiscie nie pozwolili. W ciagu
miesiaca czy dwoch przed operacja ciagle prawie zwijala sie z bolu, ale do
tego raz upadla i sobie reke zwichnela, kiedys tam jeszcze noge sobie
pocharatala i kulala. Ona uwielbia jezdzic na rowerze gorskim, wiec
troche "latwiej" jej jest odnosic kontuzje i ciagle chodzi posiniaczona, ale
ta noge sobie rozwalila, jak szla po lace! W tym samym okresie, kiedy wpadala
w mala depresje, z bolu i ze zmartwienia, jak zaplaci za operacje, zdechla
jej zlota rybka, ktora miala u siebie w biurze.

Niedawno kupila sobie kajak, czesciowo za uzbierane pieniadze, czesciowo na
kredyt. Zaplacila, a po paru dniach sie okazalo, ze jej samochod sie zepsul i
bedzie musiala sporo zaplacic za naprawe, wiec zyje teraz od wyplaty do
wyplaty i to ledwo. W dniu, w ktorym przywiezli jej ten kajak do domu (a
cieszyla sie na niego od jakiegos miesiaca jak dziecko) zadzwonil do niej
facet, z ktorym sie spotykala od jakiegos czasu i z nia zerwal, z jakies
pietnascie minut zanim jej przywiezli ten kajak, wiec nawet te radosc miala
zepsuta.

Opowiadala mi tez, jak kiedys z tydzien przed Bozym Narodzeniem zlamala sobie
reke i tez nie mogla poleciec na Swieta do rodzicow i spedzila je samotnie. W
tydzien po kupnie samochodu pare lat temu ktos go zahaczyl na parkingu i
troche porysowal, a pare tygodni pozniej miala wypadek, ktos w nia walnal z
tylu, kiedy sie zatrzymala na swiatlach i mechanik chcial go oddac do
kasacji, ale ona go jakos przeblagala, zeby jakies czesci zamienne tam
powstawial, bo ona ledwo co kredyt zaczela splacac, a ubezpieczenie nie
pokryloby calosci kosztow samochodu.

Pare lat temu dowiedziala sie, ze jest uczulona na gluten i od tej pory jest
na diecie. Ma chyba 39 lat i mieszka sama i czasami mowi mi, ze ma dosc
samotnosci. Tak sie o niej rozpisalam, ale ostatnio z nia wiecej rozmawialam
i tak mi siedzi w glowie. Po prostu szkoda mi jej, ze ciagle ma takiego
pecha - jak inaczej to okreslic, mimo ze ja w pecha nie wierze?
Obserwuj wątek
    • lol21ndm Re: Szczesciarze i pechowcy? 23.02.06, 10:32
      W Anglii mowia, ze taka osoba jest jinxed. Ja tez swego czasu uwazalam, ze
      jestem jinxed, ale teraz wiem, ze to po prostu sprawa podejscia. Jak na
      wszystko patrze w czarnych kolorach (w sensie oczekuje, ze cos zlego mi sie
      przytrafi) i mysle, ze jest jinxed, to sie wypadki beda mnie czepiac. wink
    • samo Re: Szczesciarze i pechowcy? 23.02.06, 11:07
      Abere, pierwsza rzecza, jaka mi przyszla do glowy, to to, ze nie jest z tej
      babki zaden pechowiec, tylko niezdarna musi byc nieco. Miec 39 lat i kosci
      sobie lamac, nogi charatac, reke zwichnac albo cos lamac na lace???Kaman!
      Trzeba by niezlego pecha, zeby nas tak na prawo i lewo sam z siebie wywracal...

      Samochodzy sie psuja, zdrowie tez. Obie rzeczy slono kosztuja. Rybki i inne
      zwierzatka maja to do siebie, ze zdychaja. Faceci czesto okazuja sie dupkami.
      Jakby tak popatrzec blisko, to pewnie kazda z nas znalazlaby w swoim zyciu
      istna "czarna serie" i nazwala sie pechowcem, nieprawdaz? Moze sprobuj jej
      pomoc znalezc "bright sides of life", zamiast tak pozwalac narzekac, bo nie
      dosc, ze tracisz czas w pracy na sluchanie marudzenia, to jeszcze zapewne jej
      wspolczujac utwierdzasz ja tylko w malkontenctwie. Niech sie baba wezmie w
      garsc, bo inaczej w wieku 69 dalej bedzie mieszkac sama. A zamiast rowera
      gorskiego patchworki w ochraniaczach na paluchy i rzezbienie w glinie.
      • abere8 Re: Szczesciarze i pechowcy? 23.02.06, 21:59
        Widzisz, Samo, ja wlasnie tez mam takie raczej racjonalne podejscie do sprawy,
        tylko mam wrazenie, ze "nieuprzejeme" byloby z mojej strony negowanie i
        tlumaczenie jej, ze tak bywa smile Czasami probuje ja pocieszac, ale mam wrazenie,
        ze ona uwaza, ze "syty glodnego nie zrozumie" i nie chce mi za bardzo wierzyc.

        Na pewno nasz wlasne podejscie bardzo duzo moze zmienic i dlatego ja sie wole
        uwazac za szczesciare (ale nieladne slowo) i wszedzie doszukuje sie czegos
        dobrego. Prawie jak Pollyanna smile

        A ta babka jest w ogole bardzo fajna i ja lubie, nie myslcie, ze ona tylko
        narzeka i chodzi z opuszczona glowa. Wlasnie odwrotne, jest pelna energii,
        zartuje ze wszystkimi, wyglupia sie i sama twierdzi, ze czasami zachowuje sie
        jakby miala ze 12 lat. A rower gorski i kajak to jej pasja, nie ma szans, zeby z
        nich zrezygnowala. Ona bierze udzial w roznych zawodach i rajdach nawet.
    • cuciolo Re: Szczesciarze i pechowcy? 23.02.06, 14:55
      Moja polowka jest wybitnie pechowa jesli chodzi o techniczne apsekty zycia:
      przebita opona, wysiadajacy akumulator, zle funkcjonujaca parapabola
      satelitarna, zle marszujacy ( jak to sie mowi z francuska) telefon komorkowy,
      sypiacy sie komputer. Ja bym to zlozyla nawet na zlosliwosc rzeczy martwych.
      Tym niemniej tak jest nam sie ciagle cos psuje a w szczegolnosci Miskowi
      On sam twierdzi ze jest pechowy tym niemniej reakcja zawsze jest bardzo
      histeryczna. CO robic? Westchnac i przemilczec albo nie sluchac meskiego
      wyzywania tudziez placzu i dalej pchac ten wozek.
      Znajoma mi osoba tez czesto mawia ze ma pecha, bliska osoba tej osoby tez tak
      uwaza. Ja uwazam ze kazdy z nas dostaje odpowiednia ilosc kopniakow od zycia
      zeby za bardzo nie darl nosa i nauczyl sie cieszyc tym co ma a nie tylko
      zgrywac malkontenta i narzekac na czym swiat nie stoi
      Mysle ze wazne jest odpowiednie nastawienie do zycia a pewien stoicyzm bardzo
      pomaga w walce o teorie spisku.


      ale sie wymadrzylam hehehe
    • paloma49 Re: Szczesciarze i pechowcy? 23.02.06, 16:07
      Wydaje mi się, że na nasz nieświadomy umysł ma ogromny wpływ na to, co nas
      spotyka. Wszystko to co robimy, nawet myślimy i w co wierzymy ma z kolei wpływ
      na to co napotykamy na swojej drodze. Jeżeli o swoim pechu zaczynamy opowiadać
      znajomym naokoło, to tylko zaczynamy w niego bardziej wierzyć. Może ona w ogóle
      tak polubiła to opowiadanie o pechu, że nawet lekko przesadza? Ktoś w nią
      walnął na światłach i mechanik chciał samochód oddać do kasacji ??? Ja nie
      mechanik, ale jakoś ta sytuacja kojarzy mi się z mniejszymi uszkodzeniami.
      • asia.sthm Re: Szczesciarze i pechowcy? 23.02.06, 16:20
        Paloma, mnie walnal facet na swiatlach od tylu i oba auta poszly do kasacji. To
        nie zaden pech tylko miekka blacha japonskich samochodow smile))

        Tez wierze, ze jak ktos sie plawi w swoim pechu i urobi do tego wielkie swoje
        powolanie to za nic sie z tego nie wykaraska.
        Trzeba bardzo uwazac co sie mysli.
        Jak dziecku powiesz uwazaj bo sie wywalisz, to wlasnie sie wywali.
        Jak sobie powiesz cos zlego to ci mur beton w drewnianym kosciele cegla na
        glowe spadnie bo musi , innego wyjscia nie ma. wink
        • conejito13 Re: Szczesciarze i pechowcy? 23.02.06, 16:53
          Zgodze sie z dziewczynami, ktore pisza o tym, ze nasz umysl ma niesamowity
          wplyw na to, co sie dzieje wokol. Niestety (lub stety) tak jest. Wszystko to,
          co myslimy przeklada sie na zycie i zdarzenia. Dlatego wlasnie tak bardzo
          nalezy uwazac na marzenia, bo moga sie spelnic, hi hi hi... Nawet nie tak dawno
          zrobilam ciekawy kurs z psychologii neurolingwistycznej i... strach sie bac, co
          moze nasz umyslwink Stare przyslowie 'nie wywoluj wilka z lasu' ma sie
          fantastycznie do tego. A ogolnie - mysle, ze naleze do szczesliwych - a moze
          naleze do nich, bo tak mysle...smilesmile
          • tamsin Re: Szczesciarze i pechowcy? 23.02.06, 17:11
            jest u mnie mlody chlopak w pracy, wierzy ze ma we wszystkim pecha, bo podpisal
            kijowa umowe na prace, ojciec mu umarl, stracil ubezpieczenie zdrowotne i byc
            moze bedzie musial przejsc operacje, a to wszystko w tym samym miesiacu. Niby
            zal dupe sciska, ale z drugiej strony, nikt go nie zmuszal do podpisania
            beznadziejnego kontraktu na prace, ojciec dlugo chorowal na serce zanim kopna w
            w wiadro, a chlopak mimo ze stracil prywatne ubezpieczenie lekarskie to
            kwalifikuje sie na panstwowe. Aa do tego wszystkiego on do pracy nie umie sie
            stawic przed 11 rano, wiec i nie ma perspektywy na nic lepszego a ten
            niby "beznadziejny" kontrakt gwarantuje mu ze mu zaplaca przynajmniej za te
            godziny, ktore uda mu sie wysiedziec w pracy. Wszystko perspektywa realnego
            patrzenia na zycie i juz.
    • greeneyes27 Re: Szczesciarze i pechowcy? 23.02.06, 17:06
      Wszystko jest kwestia podejscia. Tez jestem uczulona na gluten i zapewniam, ze
      nie jest to tragedia. Oczywiscie, omijaja mnie takie kulinarne przyjemnosci jak
      pizza, makarony itd. ale sa przeciez gorsze rzeczy w zyciu.
      • abere8 Re: Szczesciarze i pechowcy? 23.02.06, 22:21
        greeneyes27 napisała:

        > Wszystko jest kwestia podejscia. Tez jestem uczulona na gluten i zapewniam, ze
        > nie jest to tragedia. Oczywiscie, omijaja mnie takie kulinarne przyjemnosci jak
        >
        > pizza, makarony itd. ale sa przeciez gorsze rzeczy w zyciu.

        Nie no, Greeneyes, ja wiem, ze to nie tragedia, ale ja na przyklad mam czasami
        poczucie winy jedzac pyszny chrupiacy chlebek na lunch przy niej albo cos
        podobnego. Wiadomo, ze jak trzeba, to trzeba, ale czasami czlowiek sie buntuje.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka