Gość: raz tu raz tam
IP: *.chello.pl
28.04.09, 14:32
W sobote wybrałem się na przejażdżke rowerową w masyw
Trójgarbu.Jako,że lubie te okolice,gdyż jest cisza,spokój,nie ma
praktycznie ludzi, tak jak to się dzieje w Książańskim Parku
Krajobrazowym k.Podzamcza.Naprawde można w ciszy i spokoju
wypocząć.Tak było,aż do feralnego sobotniego dnia. Zjeżdżając sobie
z górki na moim bajku,ze szczytu Trójgarbu zza zakrętu wyjechał mi
jakiś burak na kładzie.Tylko moja szybka reakcja,zjazd na pobocze,
uratowało mnie przed czołowym zderzeniem z pędzacą maszyną.Gość
zapierniczał szybciej pod górę,niż ja na tym rowerze z
góry.Wylądowałem w rowie,kilka razy przekoziołkowałem,przednie koło
do wymiany.Gdy się podniosłem,kłada już dawno nie było,unosił się
tylko kurz na drodze,gościu nawet nie zwolnił.Był ubrany na zielono
tylko tyle pamiętam,czarny kask.Kierowca z bombowca,zachowywał się
tak,jakby cała droga była jego,prostak i burak jednocześnie,bez
wyobraźni.Piszę tego posta,żeby przestrzec takich zapaleńców
rowerowych jak ja przed takimi skrajnymi debilami.Może go jeszcze
kiedyś spotkam.Wtedy wyleje całą złość i żale bezpośrednio na niego,
a nie na forum.....