Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie

IP: *.com 03.08.04, 19:13
Ciesze sie, ze nie wszystkim lewactwo (jak syfilis) zjadlo mozg, jak tow.
Domoslawskiemu.
    • Gość: lewy Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: 80.111.118.* 03.08.04, 19:20
      Wszystko jedno co czlowiekowi zje mozg - efekt jest rownie zalosny jak u Ciebie
      lub pana Tomasz Żuradzkiego.
      • Gość: prawy Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.com 03.08.04, 19:21
        pierdol sie w dupe bolszewicki chuju
        • Gość: Margo Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.04, 13:46
          Cały czas zastanawiam się skąd ta obsesja Michnika i jego pracowników, którym
          płaci pensje, na punkcie Moore'a. Bo nawet jeśli się uznaje Kiszczaka za
          człowieka honoru, to chyba jeszcze nie powód, by wszczynać aż taką nagonkę na
          niezależnego twórcę, którzy robi filmy w obronie standardów demokracji.

          A może Moore, jako facet, którego nie da się kupić, który nie będzie pisał
          tego, czego oczekuje Pałac Prezydencki, musi po prostu budzić furię u tych
          dziennkarzy, co bronią jedynie gównianych etacików? Którzy po wyprzedaży
          własnych poglądów piszą już tylko dla takich "intelektualistów" jak "prawy"?

          Nigdy nie myślałam, żę zobaczę, jak Michnik publicznie daje dupy Kwaśniewskimu,
          który jak na panienkę z prowincji przystało zwykł nadstawiać ją najsilniejszemu
          koledze w klasie.

          Oj przydałby się Moore i u nas, bo naprawdę jest co obśmiać...
          • Gość: Miłka Re: Michnik, czyli Gebbels w Warszawie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.04, 14:29


            www.irak.pl

            A.Michnik jest czlonkiem zwiazanej z lobby naftowym
            CFR, w ktorej od lat kluczową pelni m.in.David Rockefeller - CEO Exxonu-Mobilu
            i zbrodniarz wojenny H.Kissinger
            www.cfr.org/about/board2.php

            A.Michnik zasiada rowniez w INTERNATIONAL ADVISORY BOARD* zwiazanego z lobby
            przemyslu zbrojeniowego (Lockeheed-Martin, Rayton, Boeing, itd) CLI Committee
            for the Liberation of Iraq
            www.irak.pl/Stop/Committee%20for%20the%20Liberation%20of%20Iraq.htm

        • Gość: Hurenjaeger Kłamstwa Wyborczej na przykładzie Żuradzkiego IP: *.visp.energis.pl 14.08.04, 22:24
          Kłamstwa Wyborczej na przykładzie paszkwilów Żuradzkiego i Szczerby

          Żuradzki, w twojej "recenzji" nie ma żadnych konkretów - same ogólniki, epitety
          i pejoratywne etykiety, ,,izmy'' zresztą jak zwykle w Wyborczej. To samo, choć
          być może w jeszcze bardziej kloacznym stylu zaprezentował w swoim tekście J.
          Szczerba. Odnosisz się zaledwie do trzech motywów w filmie - i we wszystkich
          przypadkach łżesz, naginasz słowa, widzisz w filmie to, czego w nim nie ma.

          Zadziwiające jest, że tak bezwstydnie kłamiecie ludziom w żywe oczy - przecież
          wystarczy pójść na film, żeby was przyłapać. Na co liczycie? Na to, że w naszym
          zubożałym narodzie osobom, które oglądają każdy grosz, łatwiej będzie po
          przeczytaniu waszych "recenzji" zracjonalizować sobie kolejną rezygnację
          z ,,luksusu'' wyprawy do kina?

          Z pewnością tak, jeśli zważyć, jak szerokim łukiem ominęliście w swoich
          paszkwilach całą masę faktów, dokumentów, okoliczności, które Moore
          przedstawił, a zamiast odnieść się do tego, co stanowi jądro jego krytyki
          skupiliście się na wątkach całkowicie pobocznych, na didaskaliach i jego
          zgryźliwych puentach z anegdotą.

          Swój ,,najmocniejszy'' argument przeciwko filmowi Moore'a skopiowałeś Żuradzki
          z "recenzji" Szczerby - dotyczy on sceny, w której Moore stoi pomiędzy gmachem
          Watergate a ambasadą Arabii Saudyjskiej. Widać, przywiązujecie do niej
          szczególną wagę, skoro w każdym artykule o Fahrenheit 9.11 pojawia się jak
          refren to samo zdjęcie z kłamliwym podpisem, że ,,dla Moore'a samo sąsiedztwo
          tych budynków jest podejrzane". Jest to oczywiście insynuacja - żadnego takiego
          stwierdzenia w filmie nie ma, Moore mówi tylko z przekąsem, że oto znalazł się
          w dość symbolicznym dla dziejów współczesnej Ameryki miejscu - i pokazuje z
          jednej strony budynek Watergate, z tyłu Centrum im. Kennedy'ego z drugiej
          ambasadę Arabii Saudyjskiej. To swoista puenta do wątku o przyjaźni Busha z
          saudyjskimi szejkami, w którym przedstawił konkretne dokumenty, relacje,
          zarzuty. Jest dokładnie odwrotnie niż to opisujecie, panowie manipulatorzy z
          Wyborczej - Moore nie snuje w tej scenie podejrzeń, to on sam w następnym
          ujęciu okazuje się być... podejrzanym: pomimo, iż nie stał nawet pod budynkiem
          ambasady, lecz po przeciwnej stronie jezdni, wzbudził zainteresowanie oficera
          ochrony i musiał się przed nim wytłumaczyć, w jakim to celu spaceruje sobie w
          miejscu teoretycznie publicznym i czy aby nie zamierza niepokoić rezydentów
          placówki...

          To właśnie ów zaskakujący finał sceny miał w niej najistotniejsze znaczenie -
          zapadając widzowi w pamięć niczym aresztowanie Józefa K. u Kafki. Jeśli
          pomyślelibyście choć przez chwilę o uprawianiu uczciwej krytyki, manipulatorzy
          z Wyborczej, to skupilibyście się w swych tyradach choćby na tych właśnie,
          jakże intrygujących dla europejskiego widza obliczach tzw. ''walki z
          terrorem'', które odsłania przed nami co chwila Moore. Przykładów, które aż
          nadto ilustrują, do czego się ona w rzeczywistości sprowadza zapewne nie
          udałoby się wam przekonująco zanegować jednym epitetem, insynuacją, czy obelgą
          i dlatego bezpieczniej wam, umysłowe rozwielitki, w ogóle pomijać całe
          zagadnienia, ograniczać się do przeinaczania i tandetnego wyszydzania
          pojedynczych zdań, ujęć i kadrów.

          Drugim odniesieniem do treści filmu w twoim paszkwilu, Żuradzki, jest zarzut,
          iż Moore zataił w nim, że ,,podejrzane związki z Saudyjczykami trwają co
          najmniej od lat 70. i dotyczą ekip wszystkich kolejnych prezydentów bez względu
          na obóz polityczny, z którego się wywodzą''. Jest to zarzut tyleż chybiony, co
          bezczelny.
          Chybiony, bo celem Moore'a, jak przypuszczam, nie jest doprowadzenie do serii
          procesów pokazowych z udziałem wszystkich żyjących amerykańskich polityków,
          którzy w świetle dzisiejszych faktów potencjalnie ''igrali so szpionam''. Żeby
          się przekonać jak bardzo uwielbiacie w Wyborczej tę stalinowską
          metodę ,,demaskowania'' wrogich knowań od stworzenia świata, wystarczy choćby
          poczytać jak zwalczaliście kiedyś Giertycha przy pomocy cytatów... z jego
          dziadka ("Saga rodu Giertychów" Artur Domosławski 11. i 18.10.2002) by za
          wszelką cenę dowieść jaki to antysemityzm wnuk wyssał z mlekiem matki. Musicie
          sobie zdać jednak sprawę, że jest całkiem sporo osób, które się brzydzą takim
          stylem polemiki w debacie publicznej, a wasz żal, że nie stosuje go w swej
          pracy reżyser z USA, jest odrobinę nie na miejscu.

          Dlaczego Bush a nie Abraham Lincoln? Odpowiedź jest prosta - Amerykanie mają
          obecnie prezydenta deklarującego zamiar zbrojnego ''wyzwolenia'' każdego kraju,
          którego przywódcy nie zdołają udowodnić, że nie są wielbłądami saudyjskiego
          milionera Bin Ladena, jeżeli rząd USA taki zarzut im postawi. Tego oryginalnego
          zamiaru nie deklarował żaden z prezydentów w ciągu ostatnich 35-lat, o których
          piszesz, Żuradzki, żaden amerykański żołnierz pod ich rządami nie musiał dla
          zrealizowania tego kaprysu ginąć. Moore nie miał więc żadnego obowiązku, aby
          przerzucać na poprzedników George'a W. Busha odpowiedzialność za wprowadzenie
          przez niego nowej świeckiej tradycji ogólnoświatowej walki z rzeczywistymi i
          urojonymi przyjaciółmi pana Bin Ladena. Reżyser zapytał natomiast czy aby sam
          pan Bush ze swoją rodziną się do nich nie zalicza i zebrał na ten temat wiele
          wymownych dowodów i poszlak.

          Moore nie miał też żadnego obowiązku - co sugerujesz Żuradzki - troskać się o
          to, czy może akurat wojna z Irakiem dopomoże skłonić władze w USA, by zechciały
          w przyszłości zerwać związki z Arabią Saudyjską. Tym wyrzutem po prostu się
          Żuradzki ośmieszasz, ponieważ obywatele USA i tak nigdy nie zdołają doliczyć
          się nawet z iloma łotrami, ludobójcami i zbrodniarzami wojennymi przyjaźnią się
          aktualnie przywódcy ich kraju, a co dopiero zakazać im tych relacji. Jedyne
          zaś, co pozostaje w mocy przeciętnego Amerykanina, to nie dać się nabrać na
          slogany kolejnej kampanii propagandowej prezentującej jako ,,najbardziej
          występnego bandytę" i ,,wściekłego psa" jeszcze jednego niedawnego pupila rządu
          USA sponsorowanego (jawnie, lub za pośrednictwem CIA) z pieniędzy
          amerykańskiego podatnika, któremu łaskawie oszczędzano pogróżek i epitetów
          dopóty, dopóki zamiast cywilów amerykańskich mordował i terroryzował "jakichś
          tam dzikusów" w krainie, której ,,nie warto nawet szukać na mapie". Film
          Moore'a spełnia swoje zadanie w tej mierze - pomaga obywatelowi USA w nabraniu
          odpowiedniego dystansu i uświadomieniu sobie obłudy rządowych sztabowców ds.
          propagandy.

          Ale stawianie Moore'owi zarzutu, że zataja jakieś fakty dotyczące przyjaźni
          polityków USA z saudyjskimi szejkami jest przede wszystkim przejawem
          bezczelności - jeśli robi to dziennikarz Wyborczej.

          Wy, propagandyści z Wyborczej, doskonale wiecie, jakim szokiem dla widzów w
          Polsce jest oglądanie dziesiątek ujęć i fotosów przedstawiających Busha, jego
          ojca i ich powiernika - Jamesa Bakera gdy ściskają z szerokim uśmiechem i
          obejmują krewnych Osamy zapewniając ich o swoich niezmennie gorących uczuciach,
          jakim niecodziennym doświadczeniem jest dla widzów dowiadywać się, że
          członkowie rodziny Bin Ladena nie tylko, że pompowali pieniądze w kolejne
          nieudane przedsięwzięcia obecnego prezydenta kredytując jego zabawę
          w "kierowanie biznesem'' z myślą o politycznych profitach i parasolu ochronnym
          dla swoich prawdziwych inwestycji, ale że nawet tuż po zamachu na WTC spotykali
          się na prywatnych kolacjach z Bushem i jego rodziną, gawędząc sobie wieczorami
          o zaistniałych wypadkach...

          Wy, propagandyści z Wyborczej doskonale wiecie, że zaskoczenie widzów wynika w
          znaczącej mierze z przemilczania tych wszystkich faktów w waszej
          wielkonakładowej bulwarówce, że gdybyście opublikowali choć co dziesiąte
          zdjęcie, relację lub dokument zaprezentowane w filmie Moore'a, znacznie
          osłabiłoby to prezentowany przez was dotąd jednostronny obraz tzw. "wojny z
          terrorem'' a wcześniej z "osią zła", przekształcają
          • Gość: Hurenjaeger Re: Kłamstwa Wyborczej na przykładzie - cd.1 IP: *.visp.energis.pl 14.08.04, 22:27
            Wy, propagandyści z Wyborczej, doskonale wiecie, jakim szokiem dla widzów w
            Polsce jest oglądanie dziesiątek ujęć i fotosów przedstawiających Busha, jego
            ojca i ich powiernika - Jamesa Bakera gdy ściskają z szerokim uśmiechem i
            obejmują krewnych Osamy zapewniając ich o swoich niezmennie gorących uczuciach,
            jakim niecodziennym doświadczeniem jest dla widzów dowiadywać się, że
            członkowie rodziny Bin Ladena nie tylko, że pompowali pieniądze w kolejne
            nieudane przedsięwzięcia obecnego prezydenta kredytując jego zabawę
            w "kierowanie biznesem'' z myślą o politycznych profitach i parasolu ochronnym
            dla swoich prawdziwych inwestycji, ale że nawet tuż po zamachu na WTC spotykali
            się na prywatnych kolacjach z Bushem i jego rodziną, gawędząc sobie wieczorami
            o zaistniałych wypadkach...

            Wy, propagandyści z Wyborczej doskonale wiecie, że zaskoczenie widzów wynika w
            znaczącej mierze z przemilczania tych wszystkich faktów w waszej
            wielkonakładowej bulwarówce, że gdybyście opublikowali choć co dziesiąte
            zdjęcie, relację lub dokument zaprezentowane w filmie Moore'a, znacznie
            osłabiłoby to prezentowany przez was dotąd jednostronny obraz tzw. "wojny z
            terrorem'' a wcześniej z "osią zła", przekształcając narzucaną waszym
            czytelnikom konwencję klasycznego westernu z jasnym podziałem na dobrych i
            złych w czarny kryminał. Jak przedstawiałoby się i tak wątłe poparcie
            społeczeństwa dla udziału polskich żołnierzy w awanturze irackiej, gdyby
            czytelnicy Wyborczej zamiast serwowanej im nieustającej kampanii antyislamskiej
            histerii, zamiast komentarzy i esejów umacniających stereotyp Araba-terrorysty
            mogli się dowiedzieć czegoś na temat rzeczywistych interesów i pobudek
            moralnych teksańskich szeryfów?

            I na koniec, Żuradzki, trzeci i ostatni w twojej pożal się Boże recenzji
            passus, o tyle godny komentarza, że w ogóle odnosi się merytorycznie do treści
            filmu, w odróżnieniu od ogólników, frazesów, epitetów i lepkiego błota
            składających się na jej resztę. Zarzucasz Moore'owi, że ,,zamiast prezentowania
            argumentów, wolał obśmiać swoich adwersarzy, pokazując ich wtedy, kiedy liżą
            grzebień, by przeczesać włosy przed wejściem na wizję (zastępca sekretarza
            obrony Paul Wolfowitz)". Tu również nie wniosłeś nic nowego, biadolił już nad
            tym mocno twój redakcyjny kolega. "To prawie tak, jakby pokazać kogoś
            siedzącego na sedesie: na nim nawet największy bohater traci na prestiżu" -
            napisał w Wyborczej Szczerba.

            Czyżbyście tam w redakcji na serio przemyśliwali o narzuceniu sobie
            jakichkolwiek standardów dyskusji i perswazji i rozważali opuszczenie szamba,
            które stało się waszym żywiołem? Czy też tradycyjnie uważacie, że o zasadach
            etycznych w debacie publicznej należy pouczać innych, a przeciętny red. Kali
            dyktując czytelnikowi na łamach Wyborczej kogo ma kochać a kogo nienawidzić
            może chwytać się wszelkich środków, jak popadnie, per fas et nefas?

            Czemuż to np. w sprawie Rywina zamiast zelektryzować opinię publiczną
            rezultatami waszego legendarnego śledztwa dziennikarskiego, woleliście
            przekonywać do teorii i podejrzeń p. Michnika przy pomocy tak mało
            wyrafinowanych środków jak pojedyncze kadry filmu z przesłuchania p.
            Czarzastego w chwili gdy ten mruga powiekami, wypreparowane w taki sposób, aby
            wyglądało, że Czarzasty puszcza oko do kamery, i że drań otwarcie daje do
            zrozumienia, że nabiera komisję i ,,jeszcze sobie z tego drwi"?
            (patrz: "Czarzasty przed komisją śledczą: stanąłem na drodze Agorze" 19-03-2003
            http://www1.gazeta.pl/kraj/1,34317,1379061.html). Czemuż wówczas nie
            okazaliście dość wiary w intelekt waszych czytelników, żeby przekonywać ich do
            swoich racji bez uciekania się do tego typu sztubackich tricków, mimo iż w
            przeciwieństwie do Moore'a byliście w sensie prawnym stroną w sprawie?
            Czyżbyście mentorzy i moraliści z Wyborczej uznali, że w tak kluczowej kwestii
            jak ustawa medialna nawet jarmarczna zabawa obrazkami jest bronią nie do
            pogardzenia? I gdzie wtedy byliście wy, krytycy od siedmiu boleści, z waszymi
            oparami moralności, bo jakoś umknął mi tekst, w którym Szczerba
            napisałby: ,,każdy kto nie potrafi powstrzymać odruchu mrugania powiekami, a
            kto nie jest naszym ulubieńcem, straci na prestiżu - gdy tylko dosięgnie go
            kamera Wyborczej"

            A przecież Moore w swoim filmie nie dopuścił się żadnych ordynarnych
            manipulacji fotoedytorskich, w jakich gustuje Wyborcza. Każdego można uchwycić
            na stopklatce z przymkniętymi powiekami, tak by wyglądał na chytrusa i
            cwaniaczka, ale nie każdy liże grzebień jak wiceminister obrony Wolfowitz.

            Kretyńskie miny Busha przed wejściem na antenę, również nie są wynikiem
            deformacji z użyciem programów do obróbki zdjęć, jakich dokonuje Wyborcza na
            podobiznach Leppera czy Giertycha, ale wyrażają przerażającą (tym bardziej, że
            skrywaną przed widzami na co dzień za fasadą mozolnie wystudiowanych min)
            prawdę o osobowości tego wybitnego ,,męża stanu". Wątpię, czy uda się Szczerbie
            wmówić komukolwiek, kto nie jest fanatykiem Busha, że Eisenhower, Kennedy,
            Nixon, Reagan czy Clinton uchwyceni przed występami publicznymi zza kulis
            wyglądaliby na takich samych przygłupów.

            Jeżeli tak łatwo przyszło ci wcześniej Żuradzki zarzucić Moore'owi populizm, to
            pomyślałem sobie, czemu w odwecie za scenę Wolfowitzem nie chlasnąłeś go
            zarzutem "antysemityzmu''. To przecież wasz ulubiony "izm'' w Wyborczej,
            którego tak chętnie używacie zamiast osinowego kołka. Czemu nie zagrzmiałeś z
            typowym dla redaktorów twojej gazety oburzeniem, że Moore miał czelność
            przedstawić tego "wybitnego neokonserwatywnego stratega i wizjonera" jako
            stereotypowego parcha z galicyjskiej wioski, że pokazując zachowania i odruchy
            Wolfowitza "od kuchni", Moore okazał się "uczniem Streichera", "amerykańskim
            kontynuatorem nazistowskiej szkoły nienawiści" i dalej w tym stylu.

            Pytanie to nurtowało mnie do momentu, kiedy sięgnąłem po tekst Szczerby. Widać
            stamtąd jasno, że rozpędziwszy się w swoim wściekłym antyislamskim i
            antyarabskim szale, uznaliście w Wyborczej, że szkoda byłoby nie wykorzystać
            aktualnie zaistniałej koniunktury politycznej, dzięki której uprzedzenia
            etniczne i rasowe nie są już tak piętnowane, o ile tylko dotykają narodów i
            grup wskazywanych przez proamerykańską propagandę jako ,,podejrzane" i że warto
            by w związku z tym podpuścić trochę białych przeciw różnym ,,brudasom" zanim
            powróci moda na ,,tolerancję" i nim znów będziecie musieli udawać, że boli was
            wszelka ksenofobia, nie tylko ,,antysemityzm". Po tym potoku szamba, jakim na
            łamach Wyborczej obryzgał amerykańskich Murzynów Szczerba nie dziwi mnie,
            Żuradzki, że postanowiłeś już lepiej nie przeginać w obronie Wolfowitza z
            polityczną poprawnością:

            ,,Potem widzimy posiedzenie Senatu USA (...) na którym kilku Afroamerykanów
            zgłasza wniosek, by wybory prezydenckie unieważnić". No tak, a więc nawet nie
            są to prawdziwi kongresmeni, tylko jacyś Afroamerykanie, którzy się tam
            przypałętali - cieszy się rasistowskie łajno Szczerba. Mandat do Izby
            Reprezentantów dostali na pewno z klucza rasowego - więc gdyby Moore był
            rzetelnym dokumentalistą, nie zawracałby sobie głowy bełkotem czarnego
            motłochu, daje nam Szczerba do zrozumienia. I dalej: ,,Ponieważ jednak wniosku
            nie popiera żaden senator, nie może on być rozpatrywany. Moore jest zachwycony
            postawą Afroamerykanów, ale nie pyta senatorów (choćby z partii demokratycznej)
            dlaczego nie poparli tego wniosku. Po co pytać? Przecież wiadomo, że wybory
            zostały sfałszowane!". No właśnie, po co pytać, dla ciebie to chyba oczywiste,
            Szczerba, rasistowski gnoju, że senatorzy musieliby na głowy upaść żeby
            popierać wniosek ,,kilku Afroamerykanów"!!! Ciekawe, tylko czy o kongresmenach
            innego pochodzenia miałbyś odwagę napisać: ,,paru Żydów, którymi zachwyca się
            Moore"?

            Jak widać z powyższego, trudno jest rozstrzygnąć, Żuradzki, który z was, ty,
            czy Szczerba wykazał na łamach GW
            • Gość: Hurenjaeger Re: Kłamstwa Wyborczej na przykładzie - cd.2 IP: *.visp.energis.pl 14.08.04, 22:29
              Jak widać z powyższego, trudno jest rozstrzygnąć, Żuradzki, który z was, ty,
              czy Szczerba wykazał na łamach GW więcej bezczelności, tupetu i zakłamania w
              zohydzaniu widzom dokumentu Moore'a. Groteskowość i śmieszność waszych usiłowań
              bierze się w równej mierze ze złej woli jak i stąd, że pewnie nawet nie
              obejrzeliście większości filmu, polegając na gotowych opracowaniach z USA,
              pewnie nienajlepiej przetłumaczonych, przez co wiele waszych kłamstw brzmi tak
              ordynarnie i niewiarygodnie. Gdy Szczerba pisze np. że w filmie Moore'a ,,Irak
              przed nadejściem Amerykanów to w kraina prawdziwie idylliczna" bo ,,widzimy, że
              jakaś szczęśliwa para bierze ślub, widzimy dziecko biegnące z latawcem" to
              widzowie Fahrenheit 9/11 przecierają oczy z niedowierzania, czy oglądali ten
              sam film. Powracają zaraz na myśl wszystkie te ponure, księżycowe krajobrazy
              bez roślin, niczym na wysypisku śmieci, wśród których ukazana jest przedwojenna
              egzystencja Irakijczyków, przypominamy sobie jakim kontrapunktem, na tle tego
              oceanu ludzkiej biedy, były ujęcia, w których mieszakańcy Iraku zdawali się -
              co chyba naturalne - nie poddawać nastrojowi totalnej depresji, tak jak ta para
              młodych z rodziną podczas ślubnych uroczystości, czy tak jak ów chłopczyk
              biegający między kałużami i ruderami z latawcem, do momentu gdy nawet i te
              wątłe objawy spontaniczności i woli życia zostały stłamszone wśród ryku
              samolotów i odgłosów eksplozji rakiet.

              Czytając w Wyborczej tak jawne absurdy, uświadamiamy sobie, że wszystko,
              co "widzi" w filmach Szczerba, zależy od tego, co chciałby zobaczyć
              zleceniodawca jego recenzji , albo wręcz od tego, kto podkłada Szczerbie
              gotowy do podpisania tekst.

              Wasz szmatławiec może uchodzić za opiniotwórczy jedynie wśród osób, którym
              opłaca się myśleć po wskazanej przez was linii, pomimo związanego z tym ryzyka
              śmieszności, oraz wśród tych, którym nie opłaca się wydawać nawet tyle, by choć
              raz zweryfikować u źródeł wartość prezentowanych przez was opinii i którzy
              uczestnictwo w kulturze z konieczności zmuszeni są ograniczyć do lektury
              recenzji filmowych i teatralnych. O ile pierwszych zdaje się ubywać, liczba
              tych drugich od lat niestety drastycznie wzrasta i z myślą o nich zadałem sobie
              trud przygwożdżenia waszych nieporadnych fałszerstw i insynuacji.
    • Gość: Avatar Zuradzki: dziecko we mgle IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 03.08.04, 20:15
      Panie Zuradzki: no i po cholerę nobilituje pan Leppera?

      Moore to nie Lepper. A patrzenie na ręce oligarchom to dobra rzecz, bez względu
      na to, kto patrzy i komu sie patrzy. Czy to będzie Moore i Bush, czy Lepper i
      taki dajmy na to Paweł Piskorski.

      Gazeta Piskorskiemu nie patrzyła na łapki, to wylazł Lepper. Ameryka ma
      szczęście, że ma Moore'a.
    • Gość: Eva Mr. Smith goes to Waszyngtonie IP: *.a.pppool.de 03.08.04, 21:10
      "Moore wybrał jednak drogę na skróty: zamienił debatę publiczną w cyrk, a
      argumenty zastąpił podglądaniem ukrytą kamerą".

      O jakim kraju p. Zuradzki pisze? O Stanach? O Polsce? O innych z koalicji
      chetnych? W Stanach nie bylo praktyczniwe ZADNEJ debaty. Debata byla
      niepatriotyczna, panowalo jedno haslo i jeden wodz: a kto nie znami ten
      przeciwko nam. Ma racje p. Domaradzki widzac bolszewizmy! Nie mozna wiec
      zamienic w cyrk czegos, co nie istnialo!!Debata na serio pojawila sie dopiero
      ostatnio w czasie okolofilmowym. Podobnie jest w Polsce.

      Co ciekawe w krajach, w ktorych debata byla przed wojna iracka niezwykle szeroka
      i wnikliwa, nikt nie wpada na pomysl nazywania filmu Moora robieniem cyrku z
      debaty. W Europie otrzymuje on nagrody. Moze p. Zuradzki sie pogubil, moze
      wyrosl w czasach, gdy debate definiowano jako wspolne rykniecie "tak jest!" na
      frontach walki rewolucyjnej. Jesli tak to w USA debatowano duzo i Moore to
      rzeczywiscie przerwal a przynajmniej mocno utrudnil.

      "wolał obśmiać swoich adwersarzy, pokazując ich wtedy, kiedy liżą grzebień, by
      przeczesać włosy przed wejściem na wizję (zastępca sekretarza obrony Paul
      Wolfowitz)".

      Po zastanowieniu mozna tylko przyznac Moorowi racje, po zastanowieniu.. Elity
      wladzy w USA sa coraz bardziej oderwane od rzeczywistosci, od zwyklych ludzi,
      nawet bezposredni kontakt z wyborcami jest juz niemozliwy. Elity USA odgrodzily
      sie od swoich wyborcow murami, kordonami i zakazami jakich sie chyba Kremlowi
      nie snilo - z wyjatkiem czasow stalinowskich. Tylko Dzugaschwilli mial podobna
      obsesje nt. rzekomych zagrozen.

      Elity te zaczynaja tez coraz czesciej belkotac o swej boskiej misji i ustami
      Busha sugeruja, ze maja niczym krolowie w Europie mandat wiekszy niz
      demokrytczny bo "odgorny". To juz juz bez mala nadziemscy pomazancy bozy. Na tym
      tle slinienie grzebienia przez jednego z takich samozwanczych polbogow jest
      doskonalym wrecz obrazem..

      "Moore może stać się groźny, gdy z pomocą części elit stanie się nie tylko
      wyznacznikiem jakości kina, ale też poziomu debaty o sprawach publicznych."

      Trudno sie wypowiac, nie bedac specjalista -krytykiem filmowym, o jakosci
      filmowej obrazow Moora. Ale mysle, ze jego bardziej cieszy odzew spoleczny i
      rozbudzenie dyskusji niz sofizmaty z zakresu teorii sztuki filmowej.

      Moore jest rezyserem-amatorem, i nie po to siegnal po kamere, aby go chwalona za
      kunszt filmowy, lecz po to by wstrzasnac spiacym i otumanianym spoleczenstwem.
      Po to, by w ogole rozpoczac debate zaczac zadawac pytania i zadac odpowiedzi.
      I dlatego jest rzeczywiscie grozny.


      • Gość: Jan K. jedno haslo i jeden wodz: IP: *.asm.bellsouth.net 03.08.04, 21:25
        Jak oszołomka Ewa pisze z IV Rzeszy, to nabiera smaczku termin "jedno hasło i
        jeden wódz".

        Co więcej, pisząc:
        > Moore jest rezyserem-amatorem, i nie po to siegnal po kamere, aby go chwalona
        z
        > a
        > kunszt filmowy, lecz po to by wstrzasnac spiacym i otumanianym spoleczenstwem.
        > Po to, by w ogole rozpoczac debate zaczac zadawac pytania i zadac odpowiedzi.
        > I dlatego jest rzeczywiscie grozny.

        oszołomka zapomina, że najbardziej otumianionym (to się ciągle jakoś powtarza!)
        są Niemcy, gdzie były zwykły bandyta uliczny, taksówkarz z wykształceniem
        niepełnym średnim jest uwielbiany przez 70% Volku.

        Jan K.
        • Gość: Eva stary smrodek podjudzania IP: *.f.dial.de.ignite.net 04.08.04, 00:25
          jeden podstarzaly oszolom, ktrory cierpi na inkonsystencje i stad brzydki
          brunatny zapaszek starej ideologicznie kloaki. Juz Janowi raz tlumaczono, aby
          sie sie sam w g..tarzal. Widac trzeba 2x a pewno i to nie pomoze..
          A poza tym -much ado about nothing

          • Gość: Jan K. Niemcy i kibelek IP: *.asm.bellsouth.net 04.08.04, 02:38
            Gość portalu: Eva napisał(a):
            > jeden podstarzaly oszolom, ktrory cierpi na inkonsystencje i stad brzydki
            > brunatny zapaszek starej ideologicznie kloaki. Juz Janowi raz tlumaczono, aby
            > sie sie sam w g..tarzal. Widac trzeba 2x a pewno i to nie pomoze..
            > A poza tym -much ado about nothing

            Do stereotypu Niemca (czy Niemry) zawsze należało upajanie się kloacznymi
            dowcipami. Jak widać niemieckie megiery obelgi też mają kloaczne. Czy
            oszołomka Eva przypadkiem nie jest na uniwersytecie w IV Rzeszy? Tekst jest
            bardzo uczony, pasuje do osoby z magisterium, zwłaszcza ta "inkonsystencja".

            Przy okazji, warto aby oszołomka z Reichu poczytała sobie o likwidacji obozu
            cygańskiego w Oświęcimiu w Dużym Formacie Gazety Wyborczej,
            serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,2205855.html
            Niemcy nadal ci sami...
            Jan K.
            • Gość: Janina K Re: Niemcy i kibelek IP: *.visp.energis.pl 05.08.04, 13:21
              Kto Ci płaci, faszysto, za pisanie tych debilnych komentarzy? Nie jesteś w
              stanie wypluć z siebie niczego, co by chociaż było pozorem argumentacji?
              Polemika to podstawa demokracji - z postów widać, że cholernie niewygodna dla
              takiego naziolskiego wiepsza jak ty. Stąd to UB-ckie upodobanie do namierzania
              rozmówców i obrażania ich przez przytyki do miejsc, z których wysyłają mejle -
              zastraszanie niczym z Rzeszy; Sowietów, Putinowskiej Rosji; Bushowego USA. To
              takie charakterystyczne dla czerwonych gnid, co zwrot na prawo robiły tak
              gorliwie, że się przekręciły o 360 stopni - do punktu wyjścia.
              Naprawdę z wielką uciechą patrzę jak te farbowane k.rwy wylizują dup.ka swoim
              nowym pryncypałom i jak będą spierd.ać, gdy się znowu zrobi gorąco.
              • Gość: Jan K. naziolskiego wiepsza?????????? IP: *.asm.bellsouth.net 05.08.04, 22:54
                Czy to napisał ktoś z Ambasady IV Rzeszy w Warszawie?
                Czy języka polskiego Genosse nauczył/nauczyła się w SS czy Gestapo?

                Jan K.
                • Gość: remus Jasiu-coraz więcej kretyna (z LPR) IP: 213.186.86.* 11.08.04, 15:43
            • Gość: remus Jasiu=rzadziutki narodowy kretyn IP: 213.186.86.* 11.08.04, 15:41
      • Gość: Maciej Re: Mr. Smith goes to Waszyngtonie IP: *.client.comcast.net 03.08.04, 21:40
        Zdaje sie ze pisze Pani z Niemiec. Chcialbym zapytac wiec, skad bierze sie tak
        doglebna Pani wiedza na temat tego jak przebiegaja debaty w USA? Czy byla Pani
        na miejscu zeby sie wypowiadac sie na ten temat? Podejrzewam ze nie, bo inaczej
        zauwazyla by Pani milionowe demonstracje, teksty w NYT czy LA Times, protesty
        na uczelniach, audycje w NPR czy dyskusje w glownych sieciach telewizyjnych.
        Skoro Pani tego nie widziala, lub o tym nie wie, i wypowiada sie o sprawach o
        ktorych nie ma Pani pojecia, to uwazam ze wlasnie Pani jest ofiara propagandy
        jako uprawia sie w Europie od czasu wyboru Busha. Przoduja w tym zakresie
        Niemcy, gdzie media (z wyjatkiem die Zeit, die Welt i FAZ gdzie rzeczywiscie od
        czasu do czasu przedstawiano rozne punkty widzenia), probuja leczyc okaleczona
        psychike tego narodu kosztem Ameryki, od ktorej uczyly sie demokratycznej
        kultury i ktorej zawdzieczaja wszyskto co dobrego moga o sobie dzisiaj
        powiedziec.
        • akserm Re: Mr. Smith goes to Waszyngtonie 03.08.04, 22:52
          Gość portalu: Maciej napisał(a):

          > Zdaje sie ze pisze Pani z Niemiec. Chcialbym zapytac wiec, skad bierze sie
          tak
          > doglebna Pani wiedza na temat tego jak przebiegaja debaty w USA? Czy byla
          Pani
          > na miejscu zeby sie wypowiadac sie na ten temat? Podejrzewam ze nie, bo
          inaczej
          >
          > zauwazyla by Pani milionowe demonstracje, teksty w NYT czy LA Times, protesty
          > na uczelniach, audycje w NPR czy dyskusje w glownych sieciach telewizyjnych.
          > Skoro Pani tego nie widziala, lub o tym nie wie, i wypowiada sie o sprawach o
          > ktorych nie ma Pani pojecia, to uwazam ze wlasnie Pani jest ofiara propagandy
          > jako uprawia sie w Europie od czasu wyboru Busha. Przoduja w tym zakresie
          > Niemcy, gdzie media (z wyjatkiem die Zeit, die Welt i FAZ gdzie rzeczywiscie
          od
          >
          > czasu do czasu przedstawiano rozne punkty widzenia), probuja leczyc
          okaleczona
          > psychike tego narodu kosztem Ameryki, od ktorej uczyly sie demokratycznej
          > kultury i ktorej zawdzieczaja wszyskto co dobrego moga o sobie dzisiaj
          > powiedziec.
        • akserm Re: Mr. Smith goes to Waszyngtonie 03.08.04, 22:55
          Mieszkam prawie cale swoje zycie w USA, i musze sie zgodzic tutaj z Ewa.
          Najbardziej mnie zas irytuja Polacy co sa bardziej amerykanscy od Amerykanow,
          obnoszac sie swoja znajomoscia Ameryki, znajomoscia nie przetrawiona przez
          umysl zapchany papka z hamburgerow i Fox News.
          • Gość: Jan K. Kłamstwa lewackiego oszołoma IP: *.asm.bellsouth.net 03.08.04, 23:06
            Lewacki oszołom akserm napisał:
            > Mieszkam prawie cale swoje zycie w USA, i musze sie zgodzic tutaj z Ewa.
            > Najbardziej mnie zas irytuja Polacy co sa bardziej amerykanscy od Amerykanow,
            > obnoszac sie swoja znajomoscia Ameryki, znajomoscia nie przetrawiona przez
            > umysl zapchany papka z hamburgerow i Fox News

            Nie czytałem autorytatywnych prac naukowych na temat, jak papka z hamburgerów
            wpływa na ideologię jedzących, ale wypada sprostować kłamstwo lewackiego
            oszołoma o Fox News, którego oglądanie ponoć wprowadza zamęt w umysłach
            prostaczków w Ameryce. Prawie każde lewactwo oburza się na Fox News, którego
            dzienniki ogląda około 2.5 miliona widzów dziennie. Dla porównania, dzienniki
            telewizji lewicowej, czyli ABC, CBS, CNN, MSNBC i NBC ogląda około 38 milionów
            dziennie.

            Widać, że strasznie przeszkadza lewactwu, że istnieje kanał telewizji kablowej,
            który (częściowo) przedstawia inny pogląd od amerykańskich "Big Media". Marzy
            się lewackiemu oszołomowi znów system, gdzie główną gazetą była szmata,
            przewrotnie zatytułowana "Prawda" (najprawdziwsza).

            Jan K.
          • Gość: Maciej Re: Mr. Smith goes to Waszyngtonie IP: *.client.comcast.net 03.08.04, 23:15
            Moze jednak bardziej do rzeczy, zamiast inwektyw? Ktos moze powiedziec ze to ty
            starasz sie byc bardziej amerykanski niz amerykanie, tyle ze ci z umyslami
            zapchanymi papka z frytek i Michaela Moore'a. Tych tez tutaj nie brakuje i mam
            wrazenie ze to oni na ogol probuja przedsawiac sie "postepowej" Europie jako
            prawdziwa Ameryka. Vide, apele Kerry'ego i obietnice ze to on przywroci Ameryce
            szcunek "sojusznikow"...
            • Gość: Jan K. Inwektywy IP: *.asm.bellsouth.net 03.08.04, 23:48
              Ależ Panie Macieju, o czym Pan mówi? Jeśli film Moore'a nadała telewizja
              kubańska o godzinie, kiedy wszyscy Kubańczycy muszą siedzieć przed telewizorem,
              to chyba, jak mówiono nie tak znów dawno: "POLAM i wszystko jasne"!

              Jeśli ktoś uważa, że Kuba Fidela Castro to wspaniały kraj a Ameryka to
              przeraźliwa dyktatura, to czy warto dalej dyskutować?

              Kanadyjski dziennikarz, Michael Coren napisał kilka dni temu:

              "I'm tired of the America-bashing from mediocrities the world over, and the
              blaming of every conceivable problem on Washington. The last straw was, in
              itself, not particularly significant. It was when cyclist Lance Armstrong was
              spat at during the Tour de France. Spat at because he is an American. We do not
              know his politics, but his girlfriend, Sheryl Crow, is an opponent of George
              Bush. That didn't matter. The man was American and thus worthy of disdain.

              So, almost three years later, I say it again: God bless America.

              For leaving half a million men on the battlefields of Africa, Asia and Europe
              during the Second World War, a conflict the United States could easily have sat
              out. For effectively forcing Japan to declare war and thus joining the alliance
              of light against the gang of darkness. God bless America.

              For that farm boy from Nebraska who had never even heard of Normandy or Sicily,
              who wanted so much to walk back from the hill but continued on, the bullets
              flying over and around him. For his not turning back. For his determination to
              do his duty and for his dedication to freedom. God bless America.

              For being prepared to rip the country apart in a bloody spasm of civil war
              because, however delayed and reluctant in some quarters, the leaders and people
              knew that slavery was wrong. For seeing the future dawn when others could only
              see the enveloping night. God Bless America.

              For Lincoln and Roosevelt, Eisenhower and Truman, Kennedy and Franklin,
              Jefferson and Adams. For Mark Twain and John Steinbeck, Henry James and Scott
              Fitzgerald, Melville and Whitman. God bless America.

              For the legion of Nobel Prizes won with grace, for the medical breakthroughs
              celebrated with decorum, for the sporting records, the intellectual triumphs,
              the moral victories, the glory. For embracing "yes" rather than hiding
              behind "no." God bless America.

              For the vibrant pastures and forests, for the mountains and valleys that
              startle, for the cities and the towns, the highways and back roads. God bless
              America.

              For jazz and pluralism, baseball and religious tolerance, burgers and equality.
              For inventing and pursuing an ideal that, though not always achieved, is still
              glorious in the making and pristine in the chasing. God bless America.

              For the billions in foreign aid, greater per capita than any other country in
              the world. For the food, clean water, medicine, machinery given to every
              continent on Earth. For the Marshall Plan and Marshall Dillon, for Tom Sawyer
              and Tom Hanks, for New York and for the New Deal. God bless America.

              Melting pot

              For inviting Irish, Jew, Italian, Pole, German, Hispanic, black, Asian, man and
              woman, all and every into the highest levels of government. For being the first
              nation in the world to treat the outsider as a guest rather than a problem. For
              being a melting pot rather than a melting society. God bless America.

              For allowing God and prayer and faith to enter public life and for not running
              scared of gratitude to the Almighty for all that He has given us. For not
              lauding the religion of secularism whilst lambasting the religions of the
              church and synagogue. God bless America.

              For being right more often than being wrong. For being the nation that still
              leads the way in so many ways, still lights the path on so many days. For being
              you. For being. God bless America."




              Jan K.
              • Gość: Maciej Re: Inwektywy IP: *.client.comcast.net 04.08.04, 01:27
                Swietny tekst! Przy okazji pozdrawiam.
                • Gość: Jan K. The boys of Pointe du Hoc IP: *.asm.bellsouth.net 04.08.04, 03:35
                  Gość portalu: Maciej napisał(a):
                  > Swietny tekst! Przy okazji pozdrawiam.

                  Drogi Panie Macieju:
                  Wie Pan skąd ten Kanadyjczyk wziął tekst o tych synach farmerów z Nebraski?
                  Było to jedno z najlepszych przemówień o żołnierzach amerykańskich.
                  www.reaganfoundation.org/reagan/speeches/dday_pdh.asp
                  Oczywiście, można dowodzić, że Amerykanie sami sprowadzili na siebie
                  nieszczęście w Teheranie i w Jałcie. Nie lubię FDR z tego powodu i wiem, że
                  był otoczony doradcami w części prosowieckimi a nawet sterowanymi z Moskwy.
                  Wydaje mi się jednak, że zaiwinił także amerykański optymizm, zakładający, że
                  ludzie (w tym wypadku Stalin) nie mogą być przecież aż tak źli.

                  Jan K.
                • Gość: lx Re: Inwektywy IP: 212.244.180.* 04.08.04, 10:32
                  a propos tego, co napisał pan wczesniej... nie wiem, jak było w niemczech, ale
                  mieszkałem parę lat we francji, również w okresie poprzedzającym bezpośrednio
                  wojne w iraku. francja to dyktatura jedynej słusznej myśli. w telewizji były
                  debaty, a jakże... zapraszano dziesięciu zapiekłych pacyfistów, krytyków busha
                  i ameryki, a dla okrasy jednego obrońcę waszyngtonu, najlepiej żyda, żeby
                  antyizraelskim francuzom się od razu skojarzyło z izraelem, "faszystą"
                  szaronem, itd (wiadomo - żyd - a więc popiera izrael - a więc musi być
                  proamerykański niemal z definicji - a więc jego głos się nie liczy, bo nie jest
                  bezstronny). następnie przez godzinę lub dwie wszyscy przekrzykują się,
                  opowiadając, jak to ameryka uzbroiła irak, dała mu broń chemiczną (ich uwadze
                  uchodziło jakoś, że w owym czasie cały zachód, w tym francja, zbroił saddama,
                  słusznie obawiając się bardziej chomeiniego), jakie to bush ma powiązania, jak
                  to amerykanie sami zachęcili irak do napaści na kuwejt (sic!), że dzieci
                  umierają z głodu (to niby wina ameryki), że aids (to też wina ameryki - bo nie
                  daje pieniędzy na walkę z aids, tylko na wojnę, może by tak francuzi dali
                  więcej na walkę z aids zamiast dotować tandetne filmy) etc. ich adwersarz
                  dysponuje zazwyczaj jedną dziesiątą czasu i choćby był to wybitny
                  intelektualista, jak finkelkraut czy cohen-tanugi, nie ma żadnych szans na
                  złamanie dyktatury jedynej słusznej myśli. tak wygląda debata w
                  arcyeuropejskiej i arcycywilizowanej demokracji...
                  • Gość: Jan K. Za Reagana było to samo.. IP: *.asm.bellsouth.net 04.08.04, 23:06
                    Każdy mocny Prezydent USA, który przeciwstawia się złu (komunizmowi,
                    islamofaszyzmowi) czy popiera Izrael jest natychmiast przedstawiany jako
                    faszysta (sic!) i debil.

                    Jan K.
      • akserm Bardzo dobrze ich, Eva, wypunktowalas. Super 03.08.04, 22:51
        .
      • Gość: adela Re: Mr. Smith goes to Waszyngtonie IP: *.snfccasy.dynamic.covad.net 03.08.04, 23:15
        Jest dokładnie tak jak pisze Eva, mieszkam w USA od 3 lat. Porównywanie Moora do
        Leppera to po prostu obelga, Moore nie walczy o władzę dla siebie, tylko o
        uwrażliwienie obywateli na to, co robią wybrani przez nich przywódcy. Gdyby była
        normalna debata i gazety i TV pokazywały tu normalnie to, co zobaczyliśmy na
        filmie nikt by do kina nie poszedł i nie dostał szoku. USA siedzi w kieszeni
        Arabii od lat 70? No to najwyższy czas, żeby opinia publiczna to sobie uświadomiła.
        • Gość: Jan K. Szok!!!! IP: *.asm.bellsouth.net 03.08.04, 23:50
          Gość portalu: oszołomka adela napisał(a):
          > Jest dokładnie tak jak pisze Eva, mieszkam w USA od 3 lat.

          Po co się Pani męczy w tej strasznej Ameryce? Zapraszam na Kubę lub do Korei
          Północnej.

          Jan K.
          • Gość: Eva Re: Szok!!!!Do kwadratu IP: *.f.dial.de.ignite.net 04.08.04, 00:55
            Gość portalu: Jan K. napisał(a):

            > Gość portalu: oszołomka adela napisał(a):
            > > Jest dokładnie tak jak pisze Eva, mieszkam w USA od 3 lat.
            >
            > Po co się Pani męczy w tej strasznej Ameryce? Zapraszam na Kubę lub do Korei
            > Północnej.
            > Jan K.

            A co poznali sie na was,i nie lubia was w USA: Wysli jana na sluzbe na Kubie lub
            Korei? Znow Janie, siedzicie u komuchow jak za dawnych lat, tyle, ze z innego
            pprzyzwolenia i zapraszacie tam innych szerokim, bezczelnym gestem? To juz wasze
            prywatne obszary, ze piszecie : zapraszam?
            • Gość: Jan K. Służę uprzejmie. IP: *.asm.bellsouth.net 04.08.04, 02:41
              Niemców tyle razy ratowaliśmy (my, Amerykanie) od siebie samych, więc służę
              uprzejmie, możemy przyjść jak będzie trzeba i megierę Evę denazyfikować...

              A ma oszołomka rację: Kuba i Korea Północna jest u nas (w Ameryce) na
              celowniku. Musimy mieć plany na wypadek, gdyby Fidel skręcił kark przy pomocy
              poddanych.

              Jan K.
      • Gość: bart Swietnie jestes poinformowana jak na Niemke... IP: *.trlabs.ualberta.ca 04.08.04, 01:15
        co do jakosci debaty w USA. Tak sie akurat sklada, ze USA jest krajem gdzie
        debaty sa niezwykle gorace i zroznicowane. Owszem, jak sie oglada Fox to
        wyglada na to, ze USA to ein Volk, ein Fuehrer. Faktem jest jednak, ze jest w
        Ameryce mnostwo mediow i osrodkow kwestionujacych polityke Busha i bylo tak od
        samego 2000. Powiem wprost, ze jakosc i roznorodnosc debat publicznych w USA
        przewyzsza znacznie to co widzialem w Europie (a konkretnie w Skandynawii).

        Poza tym, Moore jest cwanym profesjonalnym rezyserem, moja naiwna Evo, sprawdz
        sobie jego filmografie. Doskonale sie zreszta na swojej pracy dorobil
        (mieszkanie w NY za 1.9 mln, samochod z szoferem).

        I jeszcze jedno, nie trzeba byc specjalista-krytykiem filmowym, zeby ocenic
        filmy Moore'a. Sa zrobione swietnie. Trzeba natomiast byc krytycznie
        nastawionym do tego co sie widzi. Wielu prostych ludzi slyszac dramatyczna
        muzyke w podkladzie filmu, automatycznie zaklada, ze akurat pokazywana osoba
        jest zla, czyzbys byla jedna z tych osob ?
        • Gość: Eva Re: Swietnie jestes poinformowany, kim ja jestem IP: *.f.dial.de.ignite.net 04.08.04, 01:21
          chyle glowe, wiesz o mnie wiecej niz ja. Bach, bach, szybko, sprawnie,
          nieomylnie..Zrozumiesz wiec, ze trudno mi z toba dyskutowac.
          • Gość: bart Re: Swietnie jestes poinformowany, kim ja jestem IP: *.trlabs.ualberta.ca 04.08.04, 01:40
            No coz, nie trzeba byc geniuszem, zeby odczytac koncowke .de :) Wolalbym
            jednak, zebys ustosunkowala sie do konkretnych uwag dotyczacych twojego postu,
            a mianowicie "amatorstwa" Moore'a i wolnosci prasy/mediow w USA, co do ktorych
            tak autorytarnie sie wypowiedzialas.
            • Gość: Eva Re: Swietnie jestes poinformowany, kim ja jestem IP: *.f.dial.de.ignite.net 04.08.04, 02:02
              jest tylko jeden osobnik na tym forum, z ktorym mimo glupiego szufladkowania,
              inwektyw oraz belkotu intelektualnego dyskutuje. To Meerkat - przyzwyczailam sie
              do niego i tyle. Na wszystko trzeba dluzej zapracowac, moj drogi - nawet na
              wariackie papiery.
              • Gość: bart No coz... IP: *.ed.shawcable.net 04.08.04, 02:34
                skoro jednym osobnikiem, z ktorym potrafisz dyskutowac to meerkat to
                gratuluje "poziomu" intelektualnego. Dobraliscie sie w korcu maku.

                Nazywanie mnie wariatem, mein Schatz, nie zmieni faktow, o ktorych pisalem.
                Coz, widze, ze jestes jedna z tych postaci, ktore zacietrzewiaja sie gdy
                rzeczywistosc nie przystaje do ich teorii. Powodzenia w dalszych debatach!

                PS. Poprawna pisownia to "wierzyc" a nie "wiezyc" tak a propos innego twojego
                postu.
                • Gość: Eva Re: No coz... IP: *.a.pppool.de 04.08.04, 10:40
                  Czytanie tekstow ze zrozumieniem to rzecz, jak czesto widze, trudna.

                  Ja pisze: "jest tylko jeden osobnik na tym forum, z ktorym mimo glupiego
                  szufladkowania,inwektyw oraz belkotu intelektualnego dyskutuje. To Meerkat "

                  Na to Ty: " skoro jednym osobnikiem, z ktorym potrafisz dyskutowac to meerkat to
                  gratuluje "poziomu" intelektualnego. Dobraliscie sie w korcu maku."

                  No i co z tym zrobic? Jak Ci wytlumaczyc, ze Meerkat to wyjatek, do ktorego,
                  MIMO jego brzydkich zachowan, otwieram czasem buzie. Z tymi, ktorzy sa
                  kulturalni dyskutuje natomiast chetnie i w ostatnich dniach nawet dosc czesto..

                  W zadnym tez miejscu nie nazywam Cie wariatem, wrecz przeciwnie, pisze, ze na to
                  trzeba zapracowac. Ale skoro nie jestem szybka w ocenach i inwektywach, to nie
                  lubie ich tez u innych. Niechetnie czytam madrosci typu:" Ty jak na Niemke
                  jestes dobrze poinformowana". Jaka tu z tym dyskutowac? Mam Cie pytac, skad
                  wiesz, ze jestem Niemka, albo skad wiesz, jak Niemki sa poinformowane? Myslisz,
                  ze jest zwiazek miedzy "de" w adresie a narodowoscia i stopniem poinformowania?
                  Nie bierz tego osobiscie, nie chce Cie urazac, ale czesto mam dosyc takiego
                  poziomu dyskusji i szybko je ucinam. Czasem tylko zdarzy mi sie jednak (jak
                  wlasnie wczoraj)odszczeknac na glupie zaczepki. A nie warto - sa ludzie, dla
                  ktorych plucie jest tlenem, powietrzem do zycia, np. Jan K. Takim typom nie
                  powinno sie tego tlenu dostarczac -szybciej wtedy wygina i bedzie spokoj.. Nie
                  twierdze przez to, ze jestes podobny, bo Jan K.- to przypadek klinicznej wrecz
                  nienawisci w stosunku do niektorych osob na tym forum (w tym mnie), ktorych on
                  wogole nie zna i nic, literalnie nic, o nich nie wie.

                  Bledy w pisowni czasem mi sie zdarzaja, choc bardzo sie staram tego unikac. Ja
                  naprawde wiem, jak sie pisze "wierzyc". Wiele bledow komputerowych wynika z
                  faktu rozlacznosci wzrokowej. Na komputerze, w przeciwienstwie do pisania
                  recznego na papierze, nie mozna jednoczesnie pisac i czytac. Wzrok jest na
                  klawiaturze, nie na ekranie, a pozniej klik i ...poszlo. Mimo to masz racje,
                  uwage przyjmuje. Zanim sie kliknie powinno sie 2x pomyslec. Czego sobie i
                  wszystkim zycze.
                  • Gość: bart Nie odwracaj kota ogonem... IP: *.ed.shawcable.net 04.08.04, 16:20
                    bo moj komentarz o stopniu Twojego poinformowania wzial sie z ponizszego cytatu:

                    "O jakim kraju p. Zuradzki pisze? O Stanach? O Polsce? O innych z koalicji
                    chetnych? W Stanach nie bylo praktyczniwe ZADNEJ debaty. Debata byla
                    niepatriotyczna, panowalo jedno haslo i jeden wodz: a kto nie znami ten
                    przeciwko nam. Ma racje p. Domaradzki widzac bolszewizmy! Nie mozna wiec
                    zamienic w cyrk czegos, co nie istnialo!!Debata na serio pojawila sie dopiero
                    ostatnio w czasie okolofilmowym. Podobnie jest w Polsce."

                    W Niemczech jak wiadomo, wszystko jest dubbingowane, kanaly kablowe to w
                    najlepszym razie CNN czy NBC, stad pytanie, skad takie informacje o braku
                    debaty w USA ? Czy masz w domu odbiornik z 10-20 kanalami amerykanskimi ? Czy
                    prenumerujesz czasopisma z USA ? Czy sluchasz radia z USA przez Internet ?
                    Potem jeszcze dorzucilas uwage o "amatorstwie" Moore'a, ktora, wybacz, ale dla
                    kazdego obserwatora sceny filmowej USA jest po prostu smieszna (to tak jakby
                    napisac, ze Tarantino jest amatorem).

                    A co do Niemki: suffix .de i pisownia imienia przez v, oznacza w moim slowniku
                    identyfikowanie sie z miejscem zamieszkania. Nie ma w tym oczywiscie nic zlego,
                    ale nie dziw sie, ze ludzie beda analizowac ton wypowiedz przez adres domeny.
                    Gdybys podobny tekst napisala z domeny aol.com nazwalbym cie idiotka, gdy
                    piszesz z .de twierdze, ze jestes niedoinformowana Niemka (zreszta jak bardzo
                    duza czesc populacji europejskiej).
                    • Gość: Eva Kurs logiki IP: 134.155.41.* 04.08.04, 16:53
                      ty wiesz, ze mja wiedza o USA musi byc sila rzeczy ograniczona, w
                      przeciwienstwie o twojej o Nemczech, ba pewno i o Niemczech wiesz wiecej niz ci
                      co tu mieszkaja. Takie twoje kanadyjskie prawo. Zakladasz, ze niewiele o USA
                      moge wiedziec, mimo, ze sam nic o mnie nie wiesz,pojecia nie masz, ze ja ze
                      wzgl. prywatnych siedze "okrakiem"miedzy tymi dwoma panstwami i duzo czasu
                      spedzilam w USA. Rowna glupota jest twierdzenie, ze pisownia Eva jest pisownia
                      wskazujaca na identyfikacje z czyms tam. Po pierwsze na tym forum jest kilka Ew
                      przez "w" wiec nie ma najmniejszego sensu sie tak podpisywac, powstaja z tego
                      tylko wieczne pomylki, a po 2.gie pisownia z "v" jest rowniez m.in. pisownia
                      czeska i lacinska. Jaki dedektyw takie wnioski,daj sobie i mnie lepiej spokoj.

                      • Gość: bart Skoro siedzisz okrakiem... IP: *.trlabs.ualberta.ca 04.08.04, 19:28
                        miedzy Niemcami i USA i wypisujesz takie bzdury jak w oryginalnym poscie, to
                        pozostawiasz mi tylko ta pierwsza alternatywe.
                        "Szczesliwy kto uniknal jej.." jak spiewa Staszewski o madrosci w
                        adaptacji "Piesni o Salomonie".
                        • Gość: Eva Re: Skoro siedzisz okrakiem... IP: 134.155.41.* 04.08.04, 20:11
                          rozumiem, ze bzdury to twoja specjalnosc i strzezesz jej zazdrosnie
        • Gość: Jan K. Debaty na Foxie IP: *.asm.bellsouth.net 04.08.04, 02:53
          Gość portalu: bart napisał(a):
          > Tak sie akurat sklada, ze USA jest krajem gdzie
          > debaty sa niezwykle gorace i zroznicowane. Owszem, jak sie oglada Fox to
          > wyglada na to, ze USA to ein Volk, ein Fuehrer.

          Nie zgodziłbym się z Panem co do Foxa, że tam wszystko jest ponoć jednomyślne.
          Pisze Pan z Kanady, z Uniwersytetu Prowincji Alberta, i nie może Pan oglądać
          Fox News, bo rząd Kanady zabronił nadawania tego kanału kablowego. Niedawno
          zezwolił telewizji Al Dżazira na nadawanie w Kanadzie... Ciekawe, jak rząd
          Kanady dba o "ideologiczną czystość" środków masowego przekazu. Niedługo pewno
          w Kanadzie pojawią się samizdaty...

          Ja oglądam zawsze z chęcią końcówkę programu Brita Hume'a i Hannity & Colmes.
          Na żadnym innym kanale nie ma dyskusji pomiędzy prawicą i lewicą na tym
          poziomie.

          Jan K.
          • Gość: bart Re: Debaty na Foxie IP: *.ed.shawcable.net 04.08.04, 03:33
            Panie Janie, ma Pan calkowita racje co do Kanady i Fox News. Jestem jednak
            dosyc czestym gosciem w USA i wtedy ogladam Fox i, mimo moich politycznych
            przekonan (wybor Alberty po Szwecji swiadczy sam za siebie), uwazam, ze jest
            tam zdecydowanie za duzo zadecia w jedna strone. To moja osobista opinia i
            szanuje Panska, jezeli jest inna (co do Al-Jazziry to jest to skandal swoja
            droga!).

            Niezaleznie jednak od opinii o Foxie, moja glowna teza, z ktora na pewno Pan
            sie zgodzi, byla roznorodnosc debaty politycznej w USA. Smieszy mnie, gdy
            mieszkancy EU, subtelnie indoktrynowani przez socjaldemokratyczne media,
            wypowiadaja sie krytycznie o USA, gdzie roznorodnosc stacji i programow
            politycznych jest niezwykle bogata (od Frankena do Buchanana) - gdziez w EU do
            takiego spektrum pogladow !

            pozdr.
            • Gość: Jan K. Różnorodność opinii IP: *.asm.bellsouth.net 04.08.04, 03:48
              Drogi Panie "Bart":

              Mieszkałem w wielu krajach i zawsze doceniałem możliwość kupienia w kiosku w
              Europie kilku gazet, gdzie były zupełnie inne komentarze na temat tego samego
              wydarzenia.

              W USA nie miałem tego komfortu i nigdy chyba nie będę miał. W kilku miastach
              amerykańskich jest więcej, niż jedna gazeta, ale wszystkie korzystają z tych
              samych wiadomości agencyjnych. Wie Pan, jakie (ideologicznie) są doniesienia
              AP czy Reutera...

              Dopiero od pojawienia się w końcu lat 80-tych Rusha w radiu a dziesięć lat
              później Fox News można wreszcie mieć możliwość przynajmniej częściowo
              wyrobienia sobie własnego zdania.

              Przeraża jednak skala przechyłu wiadomości na negatywne wobec Republikanów. W
              ciągu ostatnich tygodni była sprawa Sandy Bergera, byłego Doradcy do Spraw
              Bezpieczeństwa Clintona, który wyniósł tajne dokumenty z Narodowych Archiwów
              pakując je w majtki... Główne media w USA dawały jedynie odpór wrogim
              komentarzom. Gazeta Wyborcza jak i czołowe media europejskie nic na ten temat
              nie pisały. Jeśli by ktoś na prawicy pragnął nakręcić na ten temat film, to
              nie miałby szansy!

              Druga sprawa to Hillary Clinton oświadczająca, że nowojorczycy z zaciekawieniem
              przyjmą konwencję Partii Republikańskiej. Powiedziała, że mieszkańcy
              Manhattanu wreszcie będą mieli szansę zobaczyć Republikanina. Biduleńka,
              zapomniała, że burmistrzami miasta nowy Jork of 12 lat sią Republikanie.
              Czyżby krasnoludki na tych burmistrzów głosowały? Czy czytał Pan o tym w
              Kanadzie? Czy Gazeta Wyborcza na piewszej stronie pisała, że przesadą jest
              mówić, że Hillary jest "Najbardziej Inteligentną Kobietą Świata"?

              Ale, wcale nie narzekam. Amerykanie głosując pokazali, że indoktrynacja przez
              media często uderza kulą w płot. Znamy to także z Polski.

              Jan K.
              • Gość: bart Re: Różnorodność opinii IP: *.ed.shawcable.net 04.08.04, 06:54
                Gazety, hmmm. Przyznam sie, ze z USA czytuje jedynie TIME i NAT GEO, wiec nie
                bede sie wypowiadal na ten temat (TIME jest zwykle dosyc konserwatywny). Co do
                mediow audio-wizualnych, ktore sa najbardziej opiniotworcze, podtrzymuje swoja
                opinie nt. USA i EU.

                Wspomina Pan Limbaugha, prosze bardzo, po drugiej stronie bedzie pewnie Air
                America. Gdzies miedzy nimi sieci, bardziej po prawej Pat i jest jeszcze pewnie
                cos bardziej na lewo w Kalifornii. Czyli jest ta roznorodnosc (choc media tak
                jak i na calym swiecie sa zwykle bardziej na lewo). Prosze mi wskazac
                odpowiedniki w EU. Mozliwe, ze sa takie, ale ja ich nie znam.

                pozdr.

                PS. A co do Hillary, to nic o tym nie slyszalem.
                • Gość: Jan K. TIME jest zwykle dosyc konserwatywny IP: *.asm.bellsouth.net 04.08.04, 23:11
                  Ależ Panie "bart"! Dla czarnopodniebiennej osoby takiej jak ja, Time Magazine
                  jest daleko na lewicy! Czy pamięta Pan, jak podczas ostatnich wyborów w
                  Kalifornii Time flekował Arnolda? Czy Time kiedykolwiek napisał prawdę o
                  Demokratach, kontrolujących legislatywę w Kalifornii? Czy Time kiedykolwiek
                  napisał prawdę o byłym speakerze Kongresu w Kalifornii, Willie Brownie, który
                  potem był burmistrzem San Francisco? To taki facet, jak Clinton, który z
                  pensji $30,000 (US) rocznie odłożył po roku milion dolarów.

                  Jan K.
                  • Gość: bart Ha,ha... IP: *.trlabs.ualberta.ca 04.08.04, 23:51
                    Cos tak czulem, ze sie tak skonczy. No coz, to czy TIME jest czy nie jest
                    konserwatywny to kwestia smaku. Akurat nie uwazam, ze Ahhhnolda tak bardzo
                    flekowal, komentarze byly wedlug mnie raczej wywazone, szczegolnie jak pojawily
                    sie oskarzenia o "nazizm" i inne tego typu wymysly przerazonych demokratow.
                    Co do innych artykulow nt. Kalifornii, to prosze nie zapominac, ze tutaj
                    dostaje wersje kanadyjska, w ktorej nie porusza sie zwykle az tak
                    wyspecjalizowanych tematow. A co Pan powie na wybor Man of the Year, albo
                    wydanie o Reagan'ie ? Nie, jezeli TIME jest daleko na lewicy, to ja sie poddaje.

                    Moja wersja konserwatyzmu nie polega na namietnym niszczeniu Demokratow i
                    bezkrytycznym chwaleniu Republikanow, obie te grupy maja sporo na sumieniu,
                    choc tak sie akurat sklada, ze "oslom" jest latwiej krasc gdy podatki sa
                    wieksze. Faktem jest, ze politycy sa jak pieluchy, nalezy ich czesto zmieniac i
                    z tych samych powodow.

                    pozdr.
                    • Gość: Jan K. Time Magazine Man of the year IP: *.asm.bellsouth.net 05.08.04, 00:50
                      Akurat o tym chciałem napisać! Pamięta Pan, Drogi Panie "bart", jak było z
                      Reaganem? Czy on kiedyś był Man of the Year? A kto był Man of the Decade lat
                      80-tych? Obecne zachwyty nad Reaganem przez Time czytałem hamując odruch
                      wymiotny.

                      Ja nie mam nic przeciwko "flekowaniu" prawicy. To bardzo dobrze, że im się
                      patrzy na ręce aż tak dokładnie. Pomaga to oczyszczeniu szeregów z ludzi
                      nieuczciwych, głupich i moralnie wątpliwych.

                      Jeśliby tak samo patrzono na lewicę, to elity polityczne w USA byłyby po obydwu
                      stronach lepsze, niż są teraz.

                      Pozdrowienia,
                      Jan K.
                      • Gość: bart Re: Time Magazine Man of the year IP: *.trlabs.ualberta.ca 05.08.04, 01:23
                        >Akurat o tym chciałem napisać! Pamięta Pan, Drogi Panie "bart", jak było z
                        >Reaganem? Czy on kiedyś był Man of the Year? A kto był Man of the Decade lat
                        >80-tych? Obecne zachwyty nad Reaganem przez Time czytałem hamując odruch
                        >wymiotny.

                        Well, problem w tym, ze w latach 80-ych bylem szczawiem, a TIME'a jestem w
                        stanie czytac ze zrozumieniem gdzies tak od poczatku lat 90-ych (mam 31 lat).
                        Nie wiem wiec jak bylo wczesniej, moj "horyzont swiadomosci" to jakies 10-12
                        lat:)

                        >Jeśliby tak samo patrzono na lewicę, to elity polityczne w USA byłyby po
                        >obydwu stronach lepsze, niż są teraz.

                        AMEN.

                        Rowniez pozdrawiam,
                        • Gość: Jan K. Lata szczenięce IP: *.asm.bellsouth.net 05.08.04, 01:50
                          Drogi Panie "bart":
                          Nie tak dawno temu byłem trzy razy od Pana starszy... Mam prawie 90-tkę...

                          Warto przeczytać atrykuł w Time Magazine z 1983 roku, kiedy to ta szmata
                          postawiła Reagana na równi z ponurym Andropowem. Jak Pan przeczyta dokładnie
                          artykuł pod linkiem podanym poniżej, to zobaczy Pan, że Time uznał za stosowne
                          oświecenie czytelników, że może Reagan uważa ZSRR za "Imperium Zła", ale USA w
                          zasadzie są tym samym, conajmniej według sowieckiej kompartii i redakcji Time'a.
                          www.time.com/time/poy2001/archive/1983.html
                          Jest to straszny artykuł, podobny mocno do filmu Michaela Moore'a w ocenie
                          Ameryki. Andropowa, wieloletniego szefa KGB reklamowano w lewackich zachodnich
                          mediach, jako człowieka, który lubi jazz i whisky. Kurcze blade, lubił też
                          strzelać więźniom w tył głowy, ale to dyskretnie przemilczano.

                          Trzydzieści kilka lat wcześniej, Time honorował Stalina, nazywając go
                          pieszczotliwie "Uncle Joe"... Rzeczywiście, dobry to był wujaszek!

                          Człowiekiem dekady lat 80-tych został... Gorbaczow.
                          www.time.com/time/special/moy/1989.html
                          Jeśli nawet Gorbaczow coś pozytywnego zrobił, to raczej po roku 1990 a
                          wcześniej, jeśli na coś zasłużył, to na pewno jako ktoś postawiony do kąta
                          przez Reagana.

                          Pozdrowienia,
                          Jan K.
                          • Gość: Jan K. Weterani za Kerrym IP: *.asm.bellsouth.net 05.08.04, 02:12
                            humaneventsonline.com.edgesuite.net/unfit_video_wmv.html
                            Cała prawda o bohaterze.
    • Gość: PiotrPSP Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: 142.24.46.* 03.08.04, 22:24
      Chcialbym zasugerowac ze populizm staje coraz bardziej popularny. Jak na razie
      konserwatysci lubia go bardziej niz demokraci. A wiec:

      Żuradzki pisze (o Domslawskim):

      "Zamiast pisać o zaletach bądź wadach samego filmu, przenosi dyskusję na błędy
      i kłamstwa administracji Busha, mieszając sferę oceny konkretnego dzieła z
      dziedziną polityki."

      Tak samo konserwatysci przeniesli uwage na bledy Klintona w jego prywatnym
      zyciu do ktorego nikt - poza jego rodzina nie powinien sie wtrcac.


      Żuradzki pisze:

      "Zamiast prezentowania argumentów, wolał obśmiać swoich adwersarzy ..."

      Dokladnie wlasnie to zrobili konserwatysci Klintonowi.

      Generalnie, Busz jest wiecej aktorem niz prezydentem. Zeby zostal prezydentwm
      jego pomocnicy grzebali Klintonowi w rozporku. Co to jest jesli nie najgorzsy
      rodzaj populizmu (przepraszam: populizm Hitlera byl gorszy). Buszowi
      argumentowanie nie wychodzi - jak z tymi BMR. On jest populista genetycznie
      uwarunkowany. I wyglada na to ze Amerykanie lubia populizm i pewnie Busz znowu
      wygra, a bedzie bajdurzyc o demokaracji, wolnosci, bezpieczenstwie zamiast
      powiedziec: "lubicie populizm - bedzie wiecej, reszta to nic". Do tej pory
      populizm jest polaczony w naszych swiadomosciach z upraszczaniem i drastycznymi
      srodkami w polityce. Busz jest wlasnie taki ("kto nie z nami ten przeciw nam"
      plus ta wojna, nadzwyczjne srodki typu Guantanamo). Inni twierdza ze nawet
      kontrkandydat Kerry upodobnia sie do niego a Amerykanom prostactwo i beldy
      Busza nie sa niczym przykrym. Czyzby Lepper byl na czasie?
      • Gość: Jan K. bledy Klintona i Guantanamo IP: *.asm.bellsouth.net 03.08.04, 23:11
        Krzywoprzysięstwo w sądzie to nie sprawa rodzinna...

        A może Towarzysz rozwinie rzuconą mimochodem myśl o "nadzwyczjne srodki typu
        Guantanamo" i poda swój pomysł na postępowanie ze złapanymi w Afganistanie
        ekstremistami islamskim? Może wysłać ich do Niemice, gdzie mogliby wstąpić do
        ruchu alterglobalistów czy do Partii Zielonych? Może na Uniwersytet Oksfordzki?

        Jan K.
        • Gość: PiotrPSP Re: bledy Klintona i Guantanamo IP: 142.24.46.* 04.08.04, 17:55
          Na wstepie: unikaj obelg, nie pogrdzaj adwersarzami tylko zwyczajnie pytaj.
          Washington Post juz napisal ze informacje z Guantanamo sa nie wiele warte,
          amerykanski sad stwierdzil ze wiezniowie z Guantanamo mog skarzyc rzad USA w
          stanach. czyli: cokolwiek innego bedzie tak smao skuteczne jak Guantanamo.
          Druga rzecz: to Busz jest hetny do dzialania poza prawem. To jest niebezpieczny
          precedens - inni moga byc znacznie bardziej szkodliwsi niz on.

          Altenatywa dla Guantanamo jest zwykla policyjna praca - jednakze
          umiedzynarodowiona. Busz wybral samotna droge dla USA i zachamowal rozwoj
          wspolpracy miedzynarodowej. A bez tego zadnego globalnego problemu sie nie
          rozwiaze.
          • Gość: Jan K. Jacy głupi ci Amerykanie... IP: *.asm.bellsouth.net 04.08.04, 23:15
            Po pierwsze, ma Pan problemy z "h" i "ch", patrz "hetny" i "zachamowal".

            Według Pana, Amerykanie to idioci, bo nie wiadomo dlaczego trzymają tych
            niewinnych ludzi w Guantanamo, torturując ich poza tym strasznie. No jasne,
            przy takiej logice warto tylko dodać, że nie ma islamofaszystów a wszystkiemu
            (fszystkiemu?) winne są krasnoludki (krasnolótki?)!

            Niezłomny jest Związek Republik Radzieckich...

            Jan K.

            Gość portalu: PiotrPSP napisał(a):

            > Na wstepie: unikaj obelg, nie pogrdzaj adwersarzami tylko zwyczajnie pytaj.
            > Washington Post juz napisal ze informacje z Guantanamo sa nie wiele warte,
            > amerykanski sad stwierdzil ze wiezniowie z Guantanamo mog skarzyc rzad USA w
            > stanach. czyli: cokolwiek innego bedzie tak smao skuteczne jak Guantanamo.
            > Druga rzecz: to Busz jest hetny do dzialania poza prawem. To jest
            niebezpieczny
            >
            > precedens - inni moga byc znacznie bardziej szkodliwsi niz on.
            >
            > Altenatywa dla Guantanamo jest zwykla policyjna praca - jednakze
            > umiedzynarodowiona. Busz wybral samotna droge dla USA i zachamowal rozwoj
            > wspolpracy miedzynarodowej. A bez tego zadnego globalnego problemu sie nie
            > rozwiaze.
    • Gość: Anna Synoradzka Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.w193-249.abo.wanadoo.fr 03.08.04, 22:27
      Zgadzam sie z autorem artykulu. Omawiany film jest zwyczajnym gniotem, na
      poziomie programow nadawanych wczesnym niedzielnym popoludniem. Jest latwo
      strawna papka dla zlaknionych takiego towaru. Wstyd dla gremium, ktore mu
      przyznalo Zlota Palme.
      • Gość: Obywatel RP Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 22:37
        Sprawa jest prosta. Nie ma juz czasu na glupoty i zludzenia lewackie czy
        konserwatywne. Nasz swiat jest w zagrozeniu. Moore jest jednym z tych, ktorzy
        zamulaja opinie publiczna. Z nienawisci do "prawicowego" Busha gotowi sa klamac,
        manipulowac i bluznic. Ciekawe, kto ich pozniej bedzie bronil przed Saddamami,
        Fidelami, Kim Dzon Ilami i inna holota. Moore dzieki porzadkowi, ktorego broni
        Bush wlasnie zarobil kilkadziesiat milionow dolarow. Ciekaw jestem co z nimi zrobi?
        • bambus_us Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie 03.08.04, 23:57
          Gość portalu: Obywatel RP napisał(a):

          > Sprawa jest prosta. Nie ma juz czasu na glupoty i zludzenia lewackie czy
          > konserwatywne. Nasz swiat jest w zagrozeniu. Moore jest jednym z tych, ktorzy
          > zamulaja opinie publiczna. Z nienawisci do "prawicowego" Busha gotowi sa
          klamac
          > ,
          > manipulowac i bluznic. Ciekawe, kto ich pozniej bedzie bronil przed Saddamami,
          > Fidelami, Kim Dzon Ilami i inna holota. Moore dzieki porzadkowi, ktorego broni
          > Bush wlasnie zarobil kilkadziesiat milionow dolarow. Ciekaw jestem co z nimi
          zr
          > obi?
          Obywatelu RP ,otworz oczy .Czy tobie naprawde sie wydaje ze w Stanach jest
          dzieki W.Bushowi bezpieczniej?
    • Gość: bk Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.medivators.com 03.08.04, 22:57
      obywatelu RP, podaj przyklad w ktorym miejscu w filmie Fahrenheit 9/11 Moore
      klamie, bluzni czy oszukuje a w ktorym miejscu Bush mowi prawde
    • Gość: cv Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.proxy.aol.com 04.08.04, 02:13
      Tomasz Żuradzki jest pospolitym demagogiem.
    • Gość: kob GESZEFT MICHNIKA> IP: *.mad.east.verizon.net 04.08.04, 04:55
      Zuradzki klamie bo w filmie sa pokazane zwiazki zwiazki Bushow datujace sie lat
      siedemdziesiatych. To wymazane nazwisko na dokumentach wojskowych dezertera
      Busha to lacznik z Saudyjczykami, co jest wyraznie powiedziane i przedstawione.
      Zuradzki tak jak katolik krytykujacy obraz. Nie widzial, ale sie obraza

      ciekawa recenzja
      tajnedokumenty.com/roger.html
    • Gość: 'lubus NAIWNOŚĆ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.04, 10:18
      Panie Żuradzki, nie od dziś wiadomo, że wybory prezydenckie wygrywa najlepiej
      WYKREOWANY" kandydat. A Pan się obruszasz, że Moore "pokazuje, że o wyniku
      wyborów może zadecydować wyłącznie to, który polityk zrobi głupszą minę przed
      wejściem na wizję". Żaden z "ojców założycieli" nie został by dziś prezydentem
      USA bo byliby zupełnie niemedialni!
    • Gość: z boku Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.04, 12:24
      Jaka pewność, że Zuradzki nie przeszedł szkolenia w Fort Bennig w stanie
      Georgia? Przecież informacje o stosowaniu tortur są dla niego nieistotne. Forma
      przekazu jaką przyjął T. Moor jest skierowana do sposobu myślenia obywateli
      USA.Zapewne wyrafinowany zmysł Zuradzkiego togo nie jest w stanie zauważyć. Z
      czasem - przy takich pogladach jakie ma obecnie - zapewne dojdzie do sposobu
      myślenia przeciętnego amerykanina. Szczerze mu tego życzę.
    • Gość: xx Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.acn.pl 04.08.04, 13:28
      Proszę nie diabolizować Moore'a. Jego film ma więcej wspólnego z Big Brother'em
      niż z Leperem. Fahrenheit 9/11 jest po prostu jest po prostu jednym z dziełek
      obrzucających błotem republikanów lub demokratów [ w zależności od poglądów
      autora] od których aż roi się szczególnie na amerykańskim rynku wydawniczym.
      Można go traktować jako głos w debacie nad przyszłośią US. Sądzę jednak, że jego
      główną siłą przyciągania [ poza sprawnym warsztatem] jest to, że pokazuje on
      ludzi u władzy w sytuacjach mówiąc eufemistycznie bardzo prywatnych [ myślę że
      zobaczenie P. Wolfowitz'a liżącego grzebień, jest dla wielu ludzi warte wydania
      kilku dolarów]. Sposów przedstawiania polityków w mediach anglosaskich jest
      taki, że to co pokazał Moore nie jest aż tak bulwersujące. Ponadto ludzie
      przywykli do różnych opini i komentarzy, większość populacji nie traktuje tego
      typu wypowiedzi poważnie. Ten film jest raczej wydarzeniem kulturalnym a nie
      politycznym. Wydarzeniem politycznym było uhonorowanie go w Cannes. I
    • Gość: maruda Bush, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.gdynia.mm.pl 04.08.04, 14:08
      Podobnie jest z Moorem. Choć jego film stoi na poziomie setek banalnych
      programów, którymi codziennie karmi ludzi telewizja, Moore może stać się groźny,
      gdy z pomocą części elit stanie się nie tylko wyznacznikiem jakości kina, ale
      też poziomu debaty o sprawach publicznych.

      *****************************

      Jako dzieło artystyczne, to film Moore'a nie może być oceniany poważnie. Co do
      poziomu debaty, to poziom ten ustaliła ekipa Busha, a nie Moore.

      To raczej Bush jawi się, jako waszyngtoński Lepper, bez względu na istnienie
      filmów Moore'a.

    • Gość: yurek Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.dsl.support.nl 04.08.04, 15:04
      Niestety duza czesc pseudointeligentow (vide Domoslawski) ulega latynizacji
      czyli idei antyamerykanizmu. Dzisiaj to tak samo modne jak francuska paplanina
      w koncu 18 wieku. Niedlugo jak latynosi - zamiast zastanawiac dlaczego siedza w
      gnoju z glowami w chmurach beda chodzic przed ambasade amerykanska wrzeszcec co
      im slina przyniesie na jezyk. O rosji sowieckiej i mordach zapomnieli.
      • Gość: graga Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.ny325.east.verizon.net 04.08.04, 15:26
        W ferworze dyskusji jak zwykle nikt z przeciwnikow Moore nie ustosunkowal sie
        do sprawy, ktora spowodowala powstanie filmu. Leeper, liberalowie,
        amatorszczyzna glupiego dla jeszcze glupszych jego rodakow, manipulacja bo
        pokazal sliniacego grzywke jakiegos "boskiego" z Waszyngtonu itd. A na teze,
        ktora postawiona w filmie i dla ktorej film zostal zrobiony, ze jest to wojna
        o pieniedze dla neokonserwatywnych kolesiow z "pasa biblijnego" nikt nie
        odpowiedzial. No to prosze przeciwnikow Moora o wyjasnienie mi o co ta wojna
        (jak na razie bron chemiczna sie nie znalazla, powiazan z Al Kaida nie ma, malo
        tego narod nienawidzi zachodniej demokracji i wyzwolicieli bardziej niz my
        kilkadziesiat lat temu naszych). Nosny tytul porownujacy rezysera do Leppera
        swiadczy, ze zuradzki nie wie o dotychczasowej drodze Moora. W zeszlym roku
        Oscar za wstrzasajacy, domaskatorski film zabawy z bronia, kilka lat wczesniej
        film spoleczny o losach miasteczka, w ktorym zamknieto jedyny zaklad pracy.
        Chyba to troche co innego niz blokady, wyzwiska z trybuny sejmu, talibowie itp.
        itd. nie chce posadzac Zuradzkiegovo taka nierzetelnosc i manipulacje, wole
        myslec, ze jest po prostu niedouczony i glupi.
        • Gość: Jan K. Oszołom graga myśli... IP: *.asm.bellsouth.net 05.08.04, 02:02
          Gość portalu: przeraźliwy oszołom graga napisał(a):
          > ze jest to wojna
          > o pieniedze dla neokonserwatywnych kolesiow z "pasa biblijnego" (...)

          Informuję oszołoma, że ma mentlik w łepetynce. "neokonserwatyści" to zupełnie
          co innego, niż "kolesie z pasa biblijnego".

          Jan K.
    • christopherus A co byście powiedzieli na to? 04.08.04, 16:54
      Wyobraźcie sobie teraz film zrobiony, dajmy na to, przez jakiegoś z doradców
      prezydenta Busha, w przeszłości być może interesującego się kamerą filmową i
      posiadającego pewne operatorskie zdolności wyniesione z praktyk utrwalania na
      taśmie uroczystości rodzinnych. W owym obrazie (z ukrytej kamery) widzimy oto
      pana Moore'a wychodzącego rano ze swej, wartej kilka milionów dolarów willi,
      opieprzającego swego służącego za to, że nie przyniósł mu pięć minut temu
      drinka gdy wychodził z basenu oraz wsiadającego do nowiutkiego Ferrari
      Testarosy. W momencie gdy otwiera drzwi auta, daje sie słyszeć głos z
      offu: "Proszę państwa oto pan Moore. Tak, tak, ten wasz znamienity obrońca
      demokracji i sprzymierzeniec amerykańskiego plebsu. Czy jednak pan Moore
      rzeczywiście wygląda tak biednie? Czy miejsce jego zamieszkania nie przypomina
      wam twierdzy?Czy jak widzieliśmy przed chwilą jest tak życzliwy dla ludzi jak
      się z tym obnosi? Oj chyba nie..." Następnie przez cały film obserwujemy
      Moore'a w sytuacjach gdy np. wyrzuca papierek przez okno, nie płaci za
      parkomat, bo wie, że stać go na dowolnej wysokości mandat, wykłuca się ze
      sprzedawcą w McDonaldzie, że ten dał mu za małego hamburgera oraz, zapytany
      przez operatora filmującej go kamery dlaczego w tak wulgarny sposób każe
      wynosić się, pragnącemu jedynie poznać prawdę "dokumentaliście", odpowiada: "Bo
      mi się nie podobasz kut..!". To jak byście na taki film zareagowali? Zapewne
      różnie. Niektórzy okrzyknęliby go kłamstwem, niektórzy zawołaliby: "Dobrze! Oto
      jest właśnie prawdziwy Moore!", jeszcze inni przyznaliby mu 10 punktów za
      przywracanie wiary w wartości amerykańskiej demokracji, a grupka zwyrodniałych
      członków AKADEMII FILMOWEJ przyznałaby mu zapewne zaszczytnego OSKARA. Jednakże
      która z tych reakcji wzięłaby za cel ocenę zawartych w nim (lub nie zawartych)
      wartości dzieła filmowego? Ośmieszyć i obrzydzić mozna przed kamerami każdego,
      choćby nie wiadomo jakie cechy w rzeczywistości posiadał. Wystarczy jedynie w
      stopniu elementarnym opanować techniki sztuki operatorskiej i montażowej. Nie
      ineresuje mnie jaki naprawdę jest Bush, ani co reprezentuje sobą Moore. Jeśli
      idę do kina to chcę wyjść z przeknoaniem, iż zobaczyłem dobry film,
      pozostawiający we mnie uczucie głębokiego estetycznego przeżycia. W przypadku
      szmiry jaką zaprezentował Moore i jaką zaproponowałem wam powyżej nie może być
      mowy nawet o szczątkach tego rodzaju przesłania. "Reżyser" Farenhaita 9/11
      mogłby jenak z powodzeniem zająć satnowisko trenera dziennikarzy "Super
      Expressu" bądź "Faktu", zyskując w tych kręgach sławę godną tej, jaką
      zafundował... prezydentowi Bush'owi.
      • Gość: graga Re: A co byście powiedzieli na to? IP: *.ny325.east.verizon.net 04.08.04, 17:15
        Zapewne Moore tak sie nie zachowuje jak sugerujesz, on jest dosyc prostym
        Amerykaninem. W Ameryce nie ma juz niewolnictwa i taka prace bez poszanowania
        sie rzuca a pracodawce zaskarza do sadu. Rozne takie smaczki o Bushu i jego
        kompanach w filmie Moora nie zmieniaja istoty filmu - do czego sluzy ta wojna?
        Moore za swoje uczciwie zarobione pieniadze (w to nie watpi 100% Amerykanow, w
        tym wszyscy jego przeciwnicy - zrobil film, na ktory ludzie kupuja bilety,
        natomiast w polsce tego ludzie ciagle nie rozumieja, tak jak nie rozumieja, ze
        on naprawde tak sie nosi bo tak lubi, a auto to zapewne ma przyzwoite, ale w
        Ameryce nikt nikomu nie zaglada do garazu) moze robic co chce. Demokracja nie
        znaczy, ze wszyscy sa jednokowo bogaci lub biedni, tylko, ze wszyscy sa rowni
        wobec prawa, on nie broni plebsu, broni tez mnie, moja rodzine a ja w zadnym
        wypadku nie zaliczam sie do plebsu, do niego nie zaliczaja sie tez ci, ktorych
        dzieci ida na wojne, bo tylko wojsko zapewnialo im szanse na przyszlosc. On
        nie broni w filmie amerykanskich dzieci przed glodem, ale przed pojsciem na ta
        straszna wojne.
        • Gość: Ja A wy ciągle nie o filmie! IP: *.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 05.08.04, 00:43
          Och grago, grago, naiwna grago! Toż moją intencją nawet w najmniejszym stopniu
          nie była próba obnażenia prawdziwego życia pana Moore'a! Tak jak zaznaczyłem na
          końcu swej wypowiedzi, nie interesuje mnie co reprezentuje swoją osobą, a więc
          i, co za tym idzie, gdzie mieszka, co porabia na co dzień i jakim jeździ
          samochodem. Historyjka, którą zaimprowizowałem miała być czymś w rodzaju
          alternatywy dla reportażu (mówię reportażu, bo "Farenheit 9/11 w żadnym wypadku
          nie jest filmem) pana w bejsbolówce. Alternatywy całkowicie wirtualnej i w
          pełni wyzbytej jakichkolwiek roszczeń do prawdopodobieństwa. Chciałem na jej
          przykładzie dać do zrozumienia jak prostą rzeczą jest zrobienie z człowieka
          bezradnego pajaca przy pomocy kamery. Wyobraź sobie na przykład (powtarzam "na
          przykład", więc nie zaprzeczaj wszystkiemu co za chwilę przeczytasz)
          jaki "film" powstałby, gdyby jakiś z twych złośliwych kolegów (może żądny
          zemsty exboyfreind - zakładam, że jesteś kobietą) posklejałby na taśmie
          wszystkie sytuacyjki, kiedy ze sprzętem w ręku łapał cie na wyjściu spod
          prysznica, dłubaniu w nosie czy robieniu głupich min. Do tego z offu leciałby
          prymitywny komentarzyk w stylu: "Zobaczcie co robi graga, gdy jej nikt nie
          widzi. Cha, cha, i co o niej teraz myślicie?" Twoje (przyznaję) ambitne,
          podszyte szeroką wiedzą z zakresu badań amerykańskich problemów społeczno-
          obyczajowych, próby iterpretacji mojej od początku do końca zmyślonej,
          infantylnej opowiastki, są więc całkowicie nieuzasadnione. Krótko: to nie o to
          chodzi! No i jeszcze to! Droga grago, a o czym jest ten film na miłość Boską,
          jak nie o Bushu?! A któż pojawia się tam średnio co trzy minuty, strojąc małpie
          szneki, wymachując kijem bądź grzmiąc jak huragan z ambony? Któż jest
          podmiotem, dopełnieniem i okolicznikiem wypowiedzi (Moore'owskich z resztą) z
          offu? Któż wreszcie (obok Moore'a!!!) uśmiecha się do nas z
          reklamującego "film" plakatu? Noo nie gago! Jeśli nie mam racji, to chyba nie
          oglądaliśmy tego samego filmu. Że wojna? A oczywiście że tak. Z tym zgadzam się
          w pełni. Jest okrutna, krwawa, bezsensowna i w ogóle powinno jej nie być. Ale
          kto ją wywołał? Ktoś kto wg pana Moore'a zasługuje na takie lanie, że długo
          jeszcze po nim będzie smarował tyłek fenistilem. Tak moja droga, właśnie
          prezydent Bush. A jak to lanie najlepiej mu sprawić? Ho, ho, jak się ma kamerę,
          trochę kompromitujących kawałków, specjalistów od montażu i gadanego, można
          zdobyć nawet złotą palmę w Cannes! Tylko co ta złota palma będzie wtedy
          warta?
    • Gość: Andrzej Moore, Lepper i Domoslawski IP: 5.5R* / 213.42.2.* 04.08.04, 16:56
      Z gleboka ulga przeczytalem te polemike bo juz muslalem, ze wokol tylko Moor,
      Lepper i Domoslawski.
    • Gość: JA Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.swipnet.se 04.08.04, 17:44
      ALE ZYDOW TO BOLI, JAK SIE BRONIA I
      MANIPULUJA-BEDA DALEJ MORDOWAC BEZ
      SKRUPOLOW-JAK USA-
      • Gość: żyd Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: 62.233.163.* 06.08.04, 14:10
        Odp...sie od Żydów! Czy w każdym temacie musi sie pojawić jakiś debil-
        tropiciel.
    • Gość: as Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.biz.rr.com 04.08.04, 18:18
      Ciekawe jest czytanie, po 20 latach pobytu w USA, opinii o USA pisanych i
      publikowanych w Polsce.
      USA sa "in trouble", ze wymienie za licznymi zrodlami problemy:
      demografii, sytuacji rodziny, szczegolnie w rejonie nizszych dochodow,
      demoralizacji pod szyldem "wolnosci slowa", edukacji, imperialnych ciagot
      niektorych elit, przesuniecie wladzy od wybieralnych reprezentantow w strone
      mianowanego systemu sadowego z nieodpowiedzialnym przed nikim sadem najwyzszym,
      roli grup nacisku i wielkich pieniedzy, likwidacji przemyslu i rolnictwa,
      postepujace rozwarstwienie spoleczenstwa itd itp
      Instytucje tworzace opinie publiczna i stojace na strazy interesow "we the
      people" zasadniczo zamilkly i spasowaly, ze wymienie osrodki akademickie,
      media, wszelkie koscioly i organizacje religijne, zwiazki zawodowe ......
      Na tym tle pozostali nieliczni wojownicy jak Ralph Nader lub Mike Moore.
      Mozna sie z nimi zgadzac lub nie - ale nikogo innego nie ma ! I to jest
      najgorsze.
      Taki juz jest los kazdego imperium
    • Gość: Roman Re: TE KOMENTARZE TO PRAWIE SAME BZDURY !! IP: 192.43.65.* 04.08.04, 19:05
      Najwiecej o USA wiedza ci Polacy co tu nie mieszkaja , albo mieszkaja ale
      sprzataja Ameryka na dwie zmiany.(aby sie pochwalic znajomym swoim domem na
      raty). Ci Polacy to przede wszystkim Republikanie ma sie rozumiec. Malo kto z
      nich niestety ma czas na czytanie powaznych prac na temat polityki USA i stad
      wiele tych smiesznych komentarzy. Film Moora jak inne filmy dokumentalne jest
      cos wart i daje obecnej wladzy USA duzo do myslenia.
    • Gość: Mazi Jedna z głupszych wypowiedzi IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.08.04, 13:37
      Z tą tylko różnicą że Lepper jest agresywny w stylu Busha, a Moore nawołuje do
      wzajemnego poszanowania i pokoju. USA to wielki show i Moore jest jego częścią,
      w dodatku zdaje sobie z tego doskonale sprawę. Działa po "drugiej stronie
      mocy", chce obalić Busha i robi to po mistrzowsku, czego nie należy mylić z
      rzetelnością i poprawnością dziennikarską. Jak się tego nie rozumie, nie ma co
      się pocić i pisać takich pierdół.
    • Gość: maramo Irak, czy Arabia IP: 217.99.155.* 05.08.04, 14:44
      Szkoa, że Moore nie mówi o tym, że atak na Irak pozwoli zerwać związki z Arabią
      Saudyjską, bo przecież koszt takiej operacji to dla Ameryki same zyski, a dla
      Iraku tysiące śmierci niewinnych osób i kilka lat upokorzeń. No, ale cel
      uświęca środki...
    • Gość: AS Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: 195.136.36.* 05.08.04, 15:23
      Zuradzki to malorolny PSEUDODZIENNIKARZ. Nie ma zielonego pojecia o polityce
      wewnetrznej USA. Nic go nie przekona o slusznosci filmu Moora dopoki doputy sam
      nie oberwie po lbie z tego czy innego powodu. Ciekaw jestem czy bylby taki
      dziarski gdyby wyslano go do Iraku na dluzszy okres czasu...tak zeby mogl
      zaobserwowac jak gina mlodzi ludzie w imie nie wiadomo czego, bo napewno nie
      wolnosci i godnosci (jakto gineli Powstancy Warszawscy) tylko w imie innego
      malorolnego kretyna jakim jest Bush i jego ekipa.
    • Gość: atkabe Re: Moore, czyli Lepper w Waszyngtonie IP: *.chello.pl 05.08.04, 15:51
      Ciekawa jestem co czyni pana takim ekspertem na temat pana Moore'a i
      rzeczywistosci amerykanskiej?? Czy byl pan chociaz raz w ameryce?? czy ma pan
      wogole pojecie o tym kraju?? Chyba bardzo blade. Radze aby pan tam pojechal o
      porozmawial sobie z przecietnym amerykaninem, o ile zna pan angielski
      oczywiscie, a pozna pan prawde o tym Eldorado. I wtedy bedzie pan mogl zarzucac
      bledy popelnione przez Moore'a w tej politycznej grotesce na temat Bush'man'a.
    • Gość: pa Ja chce takiego Leppera IP: 62.233.163.* 06.08.04, 14:06
      Daj nam Panie Boże takiego Leppera jakim niby jest Moore. Jak dla pana
      Żuradzkiego Bush to demokrata to chyba coś mu się pomyliło w systemach. Prosze
      o jeden przykład demokratycznej decyzji Busha?
    • watto Mały rozumek autora artykułu 16.08.04, 17:40
      Wystarczy jedno zdanie:

      "To on dostał przecież główną nagrodę w Cannes, co świadczy nie tylko o skali antyamerykańskiego zacietrzewienia Francuzów,"

      Niedouczony dziennikarzyna nie dowiedział sie, że w jury Francuzi ni emieli wiekszosci, a o przyznaniu nagrody głównie zadecydowali Jankesi w komisji.

      I to naprawę wystarczy...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja