Dodaj do ulubionych

Moje opowiadanie - "Bez Odwrotu..."

IP: 81.15.254.* 09.10.04, 10:28
Moje opowiadanie, w bardzo wczesnej wersji, bez poprawe, itp, wiec prosze o wyrozumialosc...

--------------
BEZ ODWROTU...
--------------

Było nieprawdopodobnie zimno. Chłód jakby przegryzał całe ciało w poszukiwaniu choćby malutkiej cząstki ciepła. Zostawiłem Ellen w tym podmiejskim barze w objęciach jakiegoś frajera. A mogła być z niej naprawdę porządna kobieta... Nic to, nie ja jeden żyję w samotności, jestem za stary na jakieś większe załamki. Ważne, że jestem teraz w cieplutkim domku, gdzie żadne mrozy nie szczypią za uszy. Jeszcze tylko gorąca kąpiel i błogi sen – ech... Czekałem na tę chwilę.

...

ŁUP! Rozległ się niesamowity huk, jakby coś uderzyło w szybę łazienki. Co u diabła? Strachliwy nigdy nie byłem, ale ten łomot spowodował, że miałem gęsią skórkę na całym ciele. Ten trzask, ten łomot, przypominał uderzenie pędzącego osiemnastokołowca w betonową ścianę – okropnie głośny i przerażający. Heh, może to dziwne, ale bałem się wtedy sprawdzić, co było przyczyną tego dziwnego, ale jednocześnie bardzo ekscytującego hałasu. Postanowiłem wówczas, że pójdę spać, jak gdyby nigdy nic i sprawdzę rano czy nie ma żadnych śladów.

...

Byłem głupi, przecież była zima! Śladów oczywiście żadnych nie było, bo w nocy padał śnieg. Jak głupi poszukiwałem tych idiotycznych śladów, gdy nagle ciepły, kobiecy głos powiedział do mnie z tyłu:
- Arthur, czyżbyś szukał jakichś śladów? – Tak, to była Ellen, ubrana w letnią sukienkę. Czy ona oszalała? Dwadzieścia stopni mrozu!
- Jakich śladów? Co ty tu w ogól... Śladów? Byłaś tu zeszłej nocy? Czego tu szukałaś, czemu narobiłaś tego przerażającego hała...
- Cicho! O czym ty w ogóle mówisz? Jakich śladów? Arthur, ja Cię w ogóle nie poznaję!
- Wystartowałaś do mnie z tekstem: „Szukasz jakichś śladów?”, podczas gdy wczoraj wieczorem usłyszałem potworne uderzenie w szybę! Oczywiście nie było Cię też w umówionym miejscu! A ten przerażający dźwięk wytrącił mnie z równowagi! – Krzyczałem. Podświadomie zdawałem sobie sprawę z tego, że na kobietę się nie krzyczy, ale wiem, że Ellen to lubiła – Czy to była Twoja sprawka?!
- Nie. Po prostu zdziwiłam się, że chodzisz na czworaka po śniegu i czegoś szukasz. Pomyślałam, że może jakieś ślady tropisz? – Roześmiała się. Kochałem ten dźwięk. Dodawał mi tyle energii, że z powodzeniem mógłbym zbudować co tylko zapragnąłbym.
- Wiesz, wczoraj myślałem, że wyskoczę ze skóry. A dlaczego jesteś ubrana tak sk...
- Nic nie mów! – Przerwała mi w pół zdania. Wie, że zawsze się wtedy denerwowałem. Robiła to specjalnie.

Obróciła się na pięcie i odeszła. Chciałem coś powiedzieć, żeby zaczekała, ale nie potrafiłem z siebie wydusić słowa. Ale dlaczego? Czyżby struny głosowe skurczyły mi się na mrozie na tyle mocno, że nie potrafiłem zrobić z nich użytku? Ellen oddalała się coraz bardziej i... była boso. Poczułem lekki dreszczyk na plecach, jakby stado mrówek przebiegało właśnie po skórze. Ellen zatapiała się właśnie w gęstym lesie pełnym zielonych igieł na gałęziach rozłożystych drzew. Szła powoli, lecz widoczność szybko spadała. To przez mgłę, niewiarygodnie dużą i gęstą mgłę. Podszedłem do miejsca, w którym stała, gdy ze mną rozmawiała. Dokładnie w tym miejscu nie było ani grama śniegu. Zielony okrąg niewielkiej średnicy, jakby to była wiosna. Zapach trawy prawie wytrącił mnie z równowagi, jakbym powąchał coś o kwaśnym, bliżej nieokreślonym zapachu. Pierwszy raz miałem trudności z rozpoznaniem zapachu. Moje zmysły działają za mocno. Ten hałas też wydawał mi się przeraźliwie głośny.

Wróciłem do domu lekko podenerwowany, lekko zszokowany nawet. Co, u diabła, wyprawia Ellen? Letnia sukienka w środku zimy, całkiem bosa i ten... krąg. Emanujący przyjemnym ciepłem i ostrym, zbyt ostrym, zapachem cytryn. To wszytko nie dawało mi ani chwili spokoju, nie pozwalało zasnąć przez wiele nocy. Nie widziałem się od tamtego zdarzenia z Ellen ani razu.

...

Była już wiosna. Wszystko obudziło się do życia, ludzie jakby szczęśliwsi pokazywali się na ulicach. Najlepiej samopoczucie poprawiały pary trzymające się za ręce. Uśmiechnięci i zadowoleni, jak gdyby nie znali znaczeń słów ból, cierpienie... Otchłań udręki. Byłem kiedyś szczęśliwy, kiedy jeszcze Ellen była ze mną. Po tym, co zrobiła dla mnie w barze, wszystko się dla mnie zmieniło...

***

- Arthur, co byś zrobił, gdybym podeszła do tamtego faceta na parkiecie i zaproponowała mu taniec?
- Absolutnie nic, Aniołku. – Lubiła ze mną się bawić w ten sposób.
- A co by było, gdybym nagle zaczęła namiętnie się z nim przytulać? – Kochała drażnić się ze mną w ten sposób. Ale nie mówiłem jej nigdy, że sprawia mi to ogromny wewnętrzny ból.
- Co więc byłoby, gdybym zaczęła go...
- Przestań! Idę do łazienki.

Gdy wróciłem, zastałem Ellen obcałowująca jakiegoś palanta. Wróciłem się raz jeszcze do łazienki, umyłem twarz lodowatą wodą i wróciłem, aby upewnić się, czy moje oczy nie spłatały mi figla. Nadal robiła to samo. Wyszedłem na zewnątrz nie odwracając się ani razu. Nazajutrz nic już nie było takie samo. Ona wiedziała, że to już koniec...

***

Ci wszyscy zadowoleni młodzi ludzie napawali mnie pozytywną energią. Zacząłem wierzyć znowu w siebie i własne możliwości. Ulice były jeszcze mokre od topniejącego śniegu, a większość osób chodziła nadal w zimowych płaszczach. Mimo wszystko, dało się czuć wiosenną aurę. Co bardziej niezrównoważeni osobnicy zapadli teraz w depresję i śpią teraz w domu. Rany, jak można popaść w depresję w wiosnę? Wszystko budzi się do życia, drzewa pomału zaczynają kwitnąć, jednocześnie emitując niewiarygodnie słodki zapach. Niewiarygodnie... Po trzech miesiącach przypomniałem sobie o moich przewrażliwionych zmysłach i intrygującym spotkaniu pod oknem mojego domu. Przestałem myśleć o Ellen, o jej bosych stopach i jej letniej sukience. Zapomniałem też o ostrym zapachu trawy, o emanującym od niej cieple i przeraźliwym łomocie w szybę mojej łazienki. Przez te cholerne kwitnące drzewka przypomniałem sobie o wszystkim. Zawróciłem do domu, interesy mogą poczekać. Zarzuciłem na plecy lekki, czarny płaszcz, nałożyłem dobrze wypastowane wojskowe buty i wyszedłem raz jeszcze. Skierowałem się w stronę lasku, do którego udała się zimą Ellen. Podążałem łąką oddzielającą miasto od lasu. Na horyzoncie dziwnym zbiegiem okoliczności przestali pojaiwać się ludzie. Na ulicy nawet nie jeździły samochody. Kompletna cisza... Nawet moje kroki były prawie niesłyszalne.

- Khhhaiiiii!!! – Przerażający i szczypiący za uszy odgłos wydobył się z lasu. Z lasu, do którego zmierzałem...
- O Boże, muszę zawrócić, to dzieją się dziwne rzeczy – ze strachu zacząłem mówić do samego siebie.
- KHHHAIIIII!!! NIE MA JUŻ ODWROTU! – to był kobiecy i przeraźliwy, a jednocześnie w jakiś sposób podniecający głos... Głos Ellen...
- Jak to nie ma odwrotu? Przed czym? Przed rzeczywistością? W każdej chwili mogę zawrócić i wrócić do swojego cieplutkiego mieszkania! Pójść do pubu z przyjaciółmi i pograć w bilard!
- O jakich przyjaciołach mówisz, Arthurze? O jakich ludziach? Spójrz co masz wokół siebie! Asolutna pustka! Nawet ty jesteś już pusty, nie słyszałeś swoich własnych kroków! – Może to dziwne, ale im dziwniejsze rzeczy były do usłyszenia z lasu, tym bardziej stawałem się odważny.

Las był w ogóle inny niż wczoraj. Jeszcze wieczorem zeszłego dnia, był zielony, a jego zapach był wyczuwalny na moim balkonie. Dziś jest już zupełnie inny. Wszystko wokół nadal jest wiosenno-piękne, lecz las wygląda przerażająco. Pozbawione igieł drzewa z nienaturalnie wyglądającymi soplami budowały we mnie ciekawość. Głos dobiegający z lasu ucichł i niedługo potem wszystkie sople spadły dokładnie w jednym momencie. Przeraźliwy dźwięk łamanego lodu zmusił mnie do gwałtownego zasłonięcia uszu. Aaarghh! Chyba pękły mi bębenki! Straciłem równowagę i osunąłem się na ziemię. Leżałem bez ruchu przez jakiś czas, nie odrywając rąk od uszu. Wstałem. Nic się nie zmieniło: las jaki był
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka