buldog2
28.09.05, 20:45
Dość pobieżnie słuchałem pierwszych komentarzy. Na inne odczucia było
miejsce, ale wydaje się, że nie na zaskoczenie. Jedyne, co było pewną
niespodzianką, to zdumienie na twarzach polityków i dziennikarzy.
Najwłaściwszym punktem wyjścia wydaje się być sytuacja sprzed mniej więcej
dwu tygodni, kiedy zauważalna była – jak się mówiło – nadreprezentacja PO.
Olbrzymie wahnięcie było ewidentnym dowodem skuteczności obecności PO w
mediach i prowadzonej w tym czasie kampanii pozytywnej. Do PO w większym, do
PiS w mniejszym stopniu napływał ledwie przekonany, elektorat nadziei. Po
marginalizacji Partii do granicy progu wyborczego świat stał się lepszy,
optymistyczny. Konkurujące partie mówiły o sobie dobrze. Sondaże wskazywały
wzrost frekwencji, przekonywała konstruktywna dyskusja i rysująca się
przyszłość. Ludzi przekonywała naturalność i brak zadęcia w przekonywaniu do
swojej wizji świata, konsekwentna, wytrwala praca organiczna. Tak sobie
wyobrażaliśmy – prezydent i premier nadziei.