tunicela
29.09.05, 16:25
Komentarz: Męski polski zaścianek
Piotr Pacewicz 28-09-2005, ostatnia aktualizacja 28-09-2005 23:01
Organizacje kobiece w końcówce gorącej kampanii zapraszają kandydatów
prezydenckich na debatę. W normalnym europejskim kraju byłaby to dla
polityków wielka okazja, by przedstawić swój program równouprawnienia płci,
swoją wizję rodziny. Ponadto kandydaci, starannie przygotowani przez sztaby,
zadbaliby o to, by pokazać jakiś nowy aspekt, nieco inną twarz.
Wielka okazja dla takiego np. Tuska, na którego - w ostatnim sondażu
prezydenckim "Gazety" - chce głosować 55 proc. mężczyzn, ale ledwie 51 proc.
kobiet. Panie sympatyzują z Kaczyńskim, co oznacza, że wygląd najwyraźniej
liczy się mniej niż inne rzeczy. Jakie rzeczy? Pewien konserwatyzm?
Swojskość? Obietnica bezpieczeństwa socjalnego?
W normalnym kraju oba sztaby obu najważniejszych kandydatów godzinami
debatowałyby, jak skusić do siebie kobiety. Bo ich głosami Kaczyński może
wygrać, a Tusk przegrać.
Także Marek Borowski, deklarujący się jako nieomal feminista, powinien
przygotować mocne show na debatę, bo jego poparcie, przyzwoite wśród mężczyzn
(11 proc.), jest żałośnie małe wśród kobiet (6 proc.). Panie Marku, coś jest
nie tak: może zbyt kostyczny wizerunek?
W normalnym kraju to byłby ważny spektakl skierowany do najliczniejszej grupy
wyborców. I ciekawa debata o kobietach i mężczyznach.
A w Polsce? Jak nasi kandydaci pokazali się kobietom? Kto wypadł najlepiej?
Wszyscy wypadli tak samo, bo - jak jeden mąż - męscy kandydaci nie przyszli
na spotkanie. Mało tego, zastosowali tę samą zasadę (porozumienie ponad
podziałami?): z kobietami może dogadać się tylko kobieta. Komunikat mocno
dwuznaczny, zwłaszcza że przedstawicielki partii nie okazały się
specjalistkami, przyszły nieprzygotowane, ot wzięte z łapanki, na zasadzie:
pani pójdzie, pani Jadziu, bo trzeba tam z kobietami pogadać.
Tak wygląda równouprawnienie po polsku.
Jestem pewien, że gdyby kandydatów zaprosili np. górnicy, przyszliby w
komplecie, niektórzy nawet przypięliby pióropusze. A już na pewno nie
wysłaliby górników.
Media też stawiły się niezbyt licznie, a jak dziennikarze zobaczyli, że
bohaterów nie ma, to się zwinęli. Została nasza reporterka (jej relacja na
s.XX ) i pani z PAP-u, która jednak depeszy nie napisała. I oczywiście
Henryka Bochniarz, której zasada jak jeden mąż nie dotyczy.
Pozostaje wyjaśnić, dlaczego ten komentarz pisze facet. Po pierwsze, facet,
ale nie do końca - jako współtwórca akcji "Rodzić po ludzku" dostałem
dziesięć lat temu tytuł "Kobiety roku" (czego mi zresztą feministki nie
darowały do dziś). Po drugie, może lepiej, by oburzenie na męski polski
zaścianek wyraził akurat facet. Zwłaszcza że ja mogę przeprosić Polki. Za to,
że mają takich Polaków