"Prezydencki bóg Donalda Tuska"

06.10.05, 08:51
Prezydencki bóg Donalda Tuska

- Chcielibyśmy, żeby PO była czynnikiem stabilizującym rząd. Polski nie stać na rząd PiS-u z Samoobroną i LPR-em. Dlatego PO, ale daj Bóg, Platforma z prezydentem z Platformy, może trzymać to w elementarnym porządku - powiedział "prezydent" Tusk.
Skąd to "daj Bóg" u Donalda Tuska? Co to się z ludźmi przed tymi wyborami porobiło?
Wielu - skądinąd słusznie - pyta o tego Boga o mało co (omc) prezydenta Tuska. Niektórzy nawet, jak wieść gminna niesie, podejrzewają, że to nie jest Bóg w Trójcy Jedyny, ale prywatny "bóg wyborczy" prezydenta Donalda Tuska. Może coś jest na rzeczy.
Tusk dzieci ma już na tyle duże, że spokojnie mogą nawet rodziny zakładać. Nagle tuż przed wyborami ich tatuś ruszył do ołtarza ślub kościelny z ich mamą brać. I pewnie ktoś powie, że to jest jego prywatna sprawa. Owszem, byłoby tak, gdyby pan Tusk nie zamierzał być prezydentem Polski. Ale zamierza. Dlatego się czepiam, jak na żurnalistę przystało. A na dodatek okrzyknął się człowiekiem zasad. Niektórzy chcą mu nawet dodać kwasów, ale on się upiera, że z kwasem nie wyjdzie. Ma rację. Na chemii wyborczej się zna. Po prawie ćwierćwieczu coś mądrzejszego w głowie mu zaświtało, bo jak znam życie, o brak ślubu żony Tuska raczej nie należy oskarżać. Wszak, co tu radzić, takie głupoty ateistyczne - czyli życie "na cywilu" - to raczej niestety nas, mężczyzn, są pomysły. Nie licząc godnych politowania niektórych feministek. Wszak zawsze można bez większych komplikacji religijnych dać nogę w siną dal i zacząć życie na kolejnym "cywilu". Przykładów aż dość. A poza tym w latach osiemdziesiątych być może niejeden sekretarz PZPR z Wybrzeża stawiał młodego Donalda za przykład niejednemu towarzyszowi, który potajemnie brał ślub gdzieś na drugim końcu Polski. A rzecz mogła mieć następujący przebieg:
- Patrzcie, towarzyszu - grzmiał sekretarz na nieszczęśnika żonkosia - to taki wielki opozycjonista Donald Tusk, Boga ma gdzieś i żyje bez ślubu kościelnego, a wyście, towarzyszu, taki ślub wzięli! Oj, nieładnie, nieładnie! Partię zdradziliście przed ołtarzem, a wasz sąsiad, wielki opozycjonista Donald, nie! Wstydźcie się! A tak na marginesie - flaszeczka weselnej nie została wam, towarzyszu, gdzieś w zakamarku? - zmierzał do optymistycznego zakończenia sekretarz.
Cóż, pozazdrościł Tusk towarzyszowi, po długoletnim namyśle poszedł w jego ślady i wziął ślub kościelny I wcale nie po kryjomu.
Marek Garbacz
    • anyab1 autor pewnie urodził się wczoraj 06.10.05, 10:23
      Jestesmy narodem, którego kultura wyrosła z chreścijaństwa. Określenia - daj
      Bóg, daj Boże, o Jezu itp. są używane dość powszechnie i nie zawsze przez osoby
      nieskalane żadnym grzechem. Używa ich np. Rydzyk i jakoś to nie przeszkadza
      autorowi tekstu, chociaż jest to człowiek, który dał publiczny pokaz swojej
      wulgarności (np. "pedalstwo").
      • Gość: werti Re: autor pewnie urodził się wczoraj IP: *.net.autocom.pl 06.10.05, 10:31
        Pedalstwo to pedalstwo, fe...
      • Gość: historykstosowany Przedwczoraj pedalstwo też było tylko pedalstwem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 17:42
        • anyab1 prymitywny język 06.10.05, 20:00
          trafia do prymitywnych słuchaczy.
Pełna wersja