Waldemar Łysiak też pokochał Agorę

13.10.05, 09:23
Znowu ukradli księżyc
Waldemar Łysiak

Kilka dni przed terminem wyborów parlamentarnych sondaże dawały Platformie Obywatelskiej trzydzieści kilka procent, a Prawu i Sprawiedliwości dwadzieścia kilka procent. Gdyby taki właśnie rezultat został wyjęty z urn, mógłbym rozpocząć mój powyborczy felieton zdaniem, iż mam dobrą wiadomość dla ludzi zarabiających miesięcznie więcej niż 10 tysięcy złotych (a jeszcze lepszą dla zarabiających 100 tysięcy), i w ogóle dla Salonu, bo PO to według mnie liberalistyczno–sorosowski klon Unii Wolności, czyli balcerowszczyzno–michnikowszczyzna kokietująca trochę innym makijażem i trochę gładszą fryzurą (bez loczków). Tymczasem jednak urny sypnęły probliźniaczymi krzyżykami, bo Kaczyńskich rzut na taśmę był finiszem skutecznym bardzo. Dwaj bliźniacy znowu ukradli księżyc faworyzowanej przez media elicie konkurentów, która to metafora jest o tyle zasadna, że sala sejmowa ma krągłość stricte księżycową.

Notabene –– „Katschinsky brothers” ukradli księżyc wielu politycznym ośrodkom i mafiom, nie tylko między Bałtykiem a Tatrami. Zwycięstwo Platformy Obywatelskiej leżało w interesie całego europejskiego Salonu, toteż Salon ów wychodził medialnie ze skóry, by je urzeczywistnić (komentarze, sondaże, masonaże, itp.), a do Warszawy przysłano samą Frau Merkel, żeby na oczach kamer telewizyjnych wyściskała Tuska, sygnalizując tym w sposób jednoznaczny jaką formację „obstawiają” światłe siły europejskie. Urny bywają wszakże złośliwe niczym los: obie formacje –– i partia Angeli Merkel, i partia Donalda Tuska –– nie sprostały sondażowym zaklinaniom rzeczywistości, gubiąc przedwyborczy procentowy triumf. Notabene Tusk ma wyraźny pociąg do tego żeńskiego imienia, bo obściskał również Anżelikę ze Wschodu –– ciekawe czy to mu pomoże w wyborach prezydenckich. Pewne jest jedno: w drugiej turze pomagać mu będzie czerwono–różowy nadwiślański Salon, cała michnikowszczyzna, rozwścieczona sukcesem Kaczorów.

Jeszcze boleśniej niż Salon polityczny odczuły zwycięstwo PiS–u kręgi finansowe, a konkretnie cały ów olbrzymi międzynarodowy gang spekulantów, którym polityka balcerowiczowskiej RPP przez całe lata napychała kieszenie w sposób morderczy dla rodzimego budżetu, i zwłaszcza dla milionów budżetów domowych. Była tu prosta zależność: im bardziej rosły zyski „krótkoterminowego kapitału spekulacyjnego” –– tym bardziej utwierdzało się sześciomilionowe bezrobocie i ponad dwudziestomilionowy obszar społecznej nędzy w naszym „reformowanym” kraju. Platforma głosiła swą sympatię do Rady Polityki Pieniężnej, a Prawo i Sprawiedliwość chęć likwidacji tego wrzodu. Pytanie: czy obietnica przedwyborcza zostanie zrealizowana? Cztery lata temu, gdy do władzy doszedł Miller, powiedziałem udzielając wywiadu: „Od lat gospodarką naszego kraju nie steruje żaden premier, tylko Rada Polityki Pieniężnej, czyli Balcerowicz. Gra monetarna tej instytucji bardzo źle służy ojczyźnie, a bardzo dobrze zachodnim spekulantom, ponadnarodowym siłom, przy których władze polityczne są często marionetkami. Żaden program ekonomicznej naprawy państwa nie ma szans bez okiełznania samowoli RPP –– to jest wóz albo przewóz. Albo pan Miller weźmie ich za pysk i zmusi do służenia narodowi –– albo przegra. Tertium non datur” (patrz „Łysiak na łamach 6”, str. 377). Zapowiadam: dokładnie to samo będzie z duetem „les frŹres Katchinsky” –– wóz albo przewóz.

Sukces PiS–u stanowi również przykrość dla postępowych telewizji (TVP, TVN, Polsat), dla rzeszy postępowych dziennikarzy (których symbolizują Durczok, Lis, Olejnik, Czajkowska, Paradowska) i dla salonowych tudzież pridusalonowych piśmideł, od „Gazety Wyborczej”, „Trybuny” i „Nie”, poprzez „Wprost”, „Politykę”, „Newsweek” tudzież „Fakt”, po „Rzeczpospolitą” i „Życie Warszawy”. Starali się obrzydzać Kaczorów wszelkim sposobem, ale nie wyszło. Piętnaście lat ciężkiej roboty na marne. „Polityka” ma tu tradycje najgłębsze –– że przypomnę jej hucpiarską ankietę „Zdobywamy szczyty chamstwa”, gdzie we wszystkich czarnych kategoriach „zwyciężył” jako cham do kwadratu Jarosław Kaczyński („Polityka” przyznała mu „Złotą spluwaczkę”) –– ale „GW” jest równie zasłużona we flekowaniu bliźniaków gwoli promowania „Cimoszków”, jak również urbanowskie „Nie” ze spreparowaną „lojalką”, i dzielna TVP ze swoim filmem–fałszywką szkalującym braci. Komentując te ataki, pisałem o Kaczyńskich rok temu: „Jedni z nielicznych uczciwych polityków III RP (osobliwość etyczna par excellance). Jako konsekwentni ludzie honoru i autentyczni mężowie stanu (znowu rzadkość) –– są od piętnastu lat ulubionym duetem «chłopców do bicia» dla czerwonych i różowych elit. Na nikim Salon nie powiesił tylu psów co na tych czołowych «oszołomach». Gdyby nienawiść mogła zabijać –– leżeliby już w grobach dziesięć lat z okładem” (patrz: „Rzeczpospolita kłamców. Salon”, str. 290).

Jak wskazuje ów cytat –– byłem prokaczyński pełną gębą. Byłem, kiedy ich niszczono. Teraz, gdy wygrali –– już nie będę. Przechodzę do opozycji, proszę panów. A to dlatego, że według mnie psim obowiązkiem dżentelmena, jak również psim obowiązkiem felietonisty piszącego dla gazety politycznej –– jest opozycyjność wobec władzy. Opozycyjność nie czepiacka, nie malkontencka, nie złośliwa, nie szukająca dziur w całym –– lecz sceptyczna, krytyczna, kontrolująca, bacząca władzy na ręce i na sumienie, weryfikująca zgodność słów i czynów, obietnic i dokonań. Czy tym milionom spauperyzowanych, cierpiących ludzi poprawi się byt kształtujący świadomość. Człowiek piszący publicznie o problemach swego kraju winien być jak strażnik, którego halabarda to pióro. Panowie, będę życzliwy, lecz kiedy trzeba –– bezlitosny. A gdyby „GP” chciała mi w tym przeszkadzać –– zniknę stąd, wychodząc przez drzwi trzaskające.
    • anyab1 Waldemar Łysiak - pieszczoszek PRLu 14.10.05, 16:17
      Kaczyńscy jeszcze nie zaczęli rządzić, a Łysiak już jest przeciw.
      • preslaw Re: Waldemar Łysiak - pieszczoszek PRLu 14.10.05, 22:00
        A czego innego można się spodziewać po Łysiaku? A najbardziej wku... mnie ten jego aboslutenie wyższościowy, wstrętny, megalomański ton. Ale cóż, z reguły własnych ułomności się nie widzi, szczególnie przy tak wybujałym ego.
Pełna wersja