konrad31345
16.10.05, 15:38
III RP przed sąd
Odkąd Adam Michnik w kontraktowym Sejmie objawił się nieoczekiwanie jako
przyjaciel i obrońca postkomunistów, uważam go za szkodliwą postać publiczną
w Polsce. Uważam, że dokonał w umysłach Polaków spustoszeń proporcjonalnych
do wpływu na opinię publiczną, który dała mu legenda niezłomnego
opozycjonisty oraz największa polska gazeta, postrzegana jako dziedziczka
etosu podziemnej Solidarności.
Nie ja jeden miałem odwagę (bo jeszcze do niedawna wymagało to odwagi) głosić
takie przekonanie, ale, pochlebiam sobie, jako jedyny zostałem przez Michnika
szczególnie wyróżniony: już kilkakrotnie groził mi sądem. Jak dotąd na
publicznych pogróżkach się kończyło, teraz chyba będzie inaczej. Jak uczył
Raymond Chandler, tylko pętak wymachuje pistoletem, kiedy nie jest
zdecydowany nacisnąć spust. Skoro Michnik poprzez upełnomocnionego prawnika
przysłał do redakcji ostre w tonie "wezwanie przedsądowe", to widać, teraz
zdecydował się swe pogróżki wcielić w czyn. Nie ocenia chyba mnie i red.
Tomasza Wróblewskiego tak nisko, aby sądzić, że zamieścimy zredagowane przez
niego wiernopoddańcze w tonie przeprosiny.
We wspomnianym "wezwaniu przedsądowym" pełnomocnik Michnika grozi nam
wytoczeniem w ciągu 10 dni sprawy o "wysokie zadośćuczynienie pieniężne".
Zapowiada także podjęcie przeciwko mnie "działań w innym trybie". Nie wiem,
co to znaczy, ale trudno sobie wyobrazić, że chodzi o proces karny. Co prawda
paragraf o obrazie "osoby publicznej", który daje taką możliwość, jako
oczywisty relikt PRL krytykowany był dotąd także przez wysokich rangą
przedstawicieli "Gazety Wyborczej", ale co tu się dziwić. Przecież zaledwie
tydzień temu gazeta, której naczelny za jedno słowo w felietonie straszy
mnie "wysokim zadośćuczynieniem pieniężnym", mobilizowała opinię publiczną i
środowisko (słusznie zresztą) przeciwko zagrożeniu dla wolności słowa, jakie
stanowi praktyka zastraszania dziennikarzy sądowym dochodzeniem od nich
wysokich odszkodowań pieniężnych! No, ale wtedy chodziło o proces, jakim
grożą "Wyborczej" szefowie SKOK...
O co cała sprawa? Pełnomocnik Michnika szafuje w swym piśmie liczbą mnogą
("kłamstwa i pomówienia" etc.), ale potrafi wskazać tylko jeden konkret.
Napisałem, że Adam Michnik zrobił wszystko, aby w III RP nie zostały
ujawnione nazwiska komunistycznych zbrodniarzy. To sformułowanie jest
podstawą oskarżenia mnie o podanie na temat Michnika fałszywych
informacji "dotkliwie zniesławiających" i "obiektywnie godzących" w jego
dobre imię.
------------------------------------------------------------------------------
--
------------------------------------------------------------------------------
--
Uwierzą państwo? Michnik czuje się dotkliwie zniesławiony stwierdzeniem, że
od lat robi wszystko, aby uchronić od kary odpowiedzialnych za nieprawości
komunizmu! Też przecierałem oczy, dopóki nie oświecił mnie prawnik. Gdybym
napisał, dajmy na to, o komunistycznych złoczyńcach, Michnik musiałby
poprzestać na przygryzaniu w złości palców. Ale słowo "zbrodniarz", którego
użyłem, w języku prawa nie znaczy tego samego, co w mowie potocznej, tylko
osobę skazaną za popełnienie zbrodni prawomocnym wyrokiem. A mordercy księży
Zycha, Niedzielaka i Suchowolca, mordercy Pyjasa i inni "nieznani sprawcy",
których nazwiska pogrzebano w III RP w zamkniętych archiwach, skazani nie
zostali.
Niefortunnie użyte słowo pozwala adwokatom Michnika złapać mnie w pułapkę
godną paragrafu 22. Skoro nazwisk "nieznanych sprawców" nie ujawniono, to i
nie mieli procesów, a więc nie są w sensie prawnym zbrodniarzami, a więc
Michnik, opowiadając się za ich nieujawnianiem, nie chronił zbrodniarzy. I
choć każdy wie, że w archiwach, które chciał utajnić Michnik, były też
nazwiska zbrodniarzy, to w świetle prawa mogę zostać uznany za kłamcę.
Wyobrażam sobie tę radość Michnika: o, słodka zemsto! Wreszcie mu się
podłożyłem, wreszcie da mi popalić za to, co napisałem o nim w "Polactwie" i
innych miejscach, a przy okazji pokaże innym "młodym gnojom" (określenie z
podsłuchanej przez dziennikarzy pogawędki Michnika z Urbanem), co to mores
dla "autorytetów moralnych"... Ale wolnego, na razie jeszcze w pudle nie
siedzę. Michnik zapomina, że obaj, jako dziennikarze, stoimy przed innym
jeszcze niż sąd trybunałem: przed trybunałem czytelników, którzy w wyrokach
mniej kierują się kazuistyką, a bardziej zdrowym rozsądkiem.
I oni doskonale wiedzą, że, owszem, Michnik przez lata robił wszystko, abyśmy
nigdy nie poznali prawdy o osobach zaangażowanych w zbrodnicze poczynania
pewnej części elit władzy PRL (czy teraz dobrze, panie mecenasie?). Wystarczy
jego wstępniak, w którym utworzenie IPN porównał do przyjęcia w hitlerowskich
Niemczech ustaw norymberskich, i cała kampania dyskredytowania IPN, jaka za
tym poszła. A kampania przeciwko sędziemu Nizieńskiemu? A wieloletnie
zwalczanie, piórem własnym i podwładnych, każdej próby lustracji? Dużo tego
było, ale z chęcią zabierzemy się w "Newsweeku" do kwerendy. Nie brak też
osób powszechnie szanowanych, gotowych świadczyć przed sądem o tym, jak Adam
Michnik bronił Polaków przed ich własną pamięcią.
Ten proces nie będzie, jak sobie pewnie Michnik wyobraża, łatwym daniem
nauczki felietoniście, który miał czelność zaleźć mu za skórę. Zmieni się on
w proces nad amnezją i kłamstwami założycielskimi, na których zbudowano III
RP. I nad człowiekiem, który odegrał w niej rolę zbliżoną do tej, jaką jego
przyjaciel Urban odegrał w stanie wojennym.