Repeta autoryteta. Dramat Wałęsy

18.10.05, 08:56
Repeta autoryteta
Dramat Wałęsy

Liberalizm, libertyzm - to mówił Rydzyk. I on się na tym ślizga. To jest to, czego nienawidzę u Kaczyńskiego; przecież to był rozsądny człowiek. Niech on powie, co on w tym liberalizmie widzi. Jeśli on widzi, że Polak jest indywidualistą i Polak musi się dorabiać, musi czuć się, że to jest tylko moje (to mówi Tusk), a on mówi: nie! - chińszczyzna, jedno ubranie, "jedne żony" niech jeszcze powie, i to będzie to, o co mu właściwie chodzi.
Wypowiedź Lecha Wałęsy dla Salonu Politycznego Trójki

Kiedy Donald Tusk pojechał do Gdańska, aby spotkać się z Lechem Wałęsą, stało się jasne, że zamierza go zwerbować do walki przeciwko swojemu rywalowi w wyborach prezydenckich. Były lider "Solidarności" nie raz dawał dowód swojej agresji wobec braci Kaczyńskich. To m.in. oni nie pozwolili mu na likwidację bez rumieńców kompromitacji niezależnego rządu wraz z jego planami dekomunizacji Polski.
Wałęsa próbował w liście zmusić Episkopat Polski, aby "zrobił porządek z Radiem Maryja", a biskupi nie poddali jego kwestii pod dyskusję. - Niech powyrzucają ojczulków na zbity pysk i dobiorą inną grupę, która poprowadzi to radio mądrze - grzmiał Wałęsa w Radiu Gdańsk (w tonie bynajmniej niewygórowanym intelektualnie). Tusk zakłada więc słusznie, że Wałęsa doskonale nadaje się do roli jego "wyborczego bulteriera". Były prezydent - wrogi i "kąsający" Lecha Kaczyńskiego i tych, którzy udzielają mu pełnego, uprawnionego głosu na antenie - został uznany za przyjaciela Platformy. Kłopot dla PO tkwi jednak w tym, że prawdopodobieństwo, iż były stoczniowiec okaże się politycznie skuteczny, jest równe społecznemu poparciu, jakie zebrał w wyborach prezydenckich w 2000 r. W poniedziałek w TVN zakłopotanie to wyraził jeden z "autorytatywnych" stronników Platformy, który zastrzegł się, że Wałęsa będzie sprzyjać zwycięstwu Donalda Tuska, jeżeli "będzie w formie". To pocieszające, że szef PO wykazał się wiarą w "formę" Wałęsy, i przynajmniej do czasu II tury wyborów nie warto jej osłabiać.
Zwróćmy natomiast uwagę na przemilczaną w oficjalnych mediach tragedię byłego szefa "Solidarności", który - tyleż dramatycznie, co nieporadnie - usiłuje odzyskać swoje dawne miejsce w świecie polityki. Tak naprawdę Wałęsa pozostał osamotniony. Oskarżany jest o reanimację postkomunizmu, który dawno mógłby zniknąć z polskiej sceny polityczno-gospodarczej i wspieranie doradców z ROAD - UD - UW - PD, którym pozwolił wypłynąć na powierzchnię i którym dał się owinąć się wokół palca. To tragiczny paradoks, że Wałęsa utknął wśród "elyt", które - w ogromnej większości - zawdzięczają mu awans polityczny, podczas gdy on sam stał się politycznym trupem.
Mimo wszystko oficjalne media pokazują go publicznie. Czasem czynią tak przez szacunek dla dokonań z początku zrywu "Solidarności", od których wszakże nie da się w nieskończoność odcinać kuponów. Częściej - jako użyteczną maskotkę polityczną. Wałęsa zdaje się nadal wierzyć, że ma talent, tylko Naród się nie poznał. Były przywódca nie zrozumiał, dlaczego media są dla niego wyrozumiałe, gdy w gniewie pozwala sobie na prostactwo. Tym bardziej nie pojął, dlaczego publikatory o tym samym rodowodzie do czasu obalenia przez niego rządu Olszewskiego nie pozostawiały na nim suchej nitki za jego słowne lapsusy w rodzaju: "szczytowanie" czy "zdrowie wasze w gardła nasze". Każda pycha, w tym również ta, w którą wpadł były prezydent, nie znosi krytyki. Co gorsze dla Wałęsy - również tym razem zostanie zaspokojona. Nie zganią go ani wierzący w niego Tusk, ani oficjalne media, ani nawet bracia Kaczyńscy. Każdemu się opłaci.
Waldemar Moszkowski




    • dr.kidler Wstydzicie sie nazwy Nasz Dziennik.. 18.10.05, 09:38
      To dobrze, to bardzo dobrze.
      Byc moze w koncu bedziecie sie wstydzic samych siebie.
Pełna wersja