Kwaśny POliczek

21.10.05, 08:15
Kwaśny POliczek

Prezydent wszystkich Polaków sięgnął wczoraj wyżyn dyplomatycznej etykiety. - Jestem zdecydowany na kogo głosować, natomiast nie chciałbym, żeby mój głos i ta wypowiedź była problemem dla tej osoby - zauważył taktownie Aleksander Kwaśniewski. Rozpalonym z ciekawości dziennikarzom zebranym na konferencji prasowej w Senacie nie odpowiedział wprost na pytanie, czy Platforma z twarzą Aleksandra Kwaśniewskiego zatonęłaby. Wszak obciążyły ją już twarze Jerzego Urbana, Izabeli Sierakowskiej, Marka Borowskiego i tysięcy anonimowych sympatyków osadzonych w zakładach karnych.
- Pani mnie pyta, dlaczego udzielenie poparcia Donaldowi Tuskowi by zaszkodziło. Nie, nie wiem, wolałbym mieć stuprocentową pewność, że takie jasne poparcie nie zaszkodzi - tłumaczył dyplomatycznie jednej z dziennikarek. Dziennikarze nabrali więc stuprocentowego przekonania, że gdyby Tusk pozwolił Kwaśniewskiemu poprzeć siebie publicznie, to odchodzący prezydent nie wstydziłby się odsłonić swojej twarzy. Tak jak supertaktowny angielski dyplomata zwracający uwagę na przyjęciu swojemu afrykańskiemu koledze, który po cichu chował do kieszeni złotą łyżeczkę. - Obawiam się, że zostaliśmy dostrzeżeni, sir...
Waldemar Moszkowski

Prezydent wszystkich Polaków sięgnął wczoraj wyżyn dyplomatycznej etykiety. - Jestem zdecydowany na kogo głosować, natomiast nie chciałbym, żeby mój głos i ta wypowiedź była problemem dla tej osoby - zauważył taktownie Aleksander Kwaśniewski. Rozpalonym z ciekawości dziennikarzom zebranym na konferencji prasowej w Senacie nie odpowiedział wprost na pytanie, czy Platforma z twarzą Aleksandra Kwaśniewskiego zatonęłaby. Wszak obciążyły ją już twarze Jerzego Urbana, Izabeli Sierakowskiej, Marka Borowskiego i tysięcy anonimowych sympatyków osadzonych w zakładach karnych.
- Pani mnie pyta, dlaczego udzielenie poparcia Donaldowi Tuskowi by zaszkodziło. Nie, nie wiem, wolałbym mieć stuprocentową pewność, że takie jasne poparcie nie zaszkodzi - tłumaczył dyplomatycznie jednej z dziennikarek. Dziennikarze nabrali więc stuprocentowego przekonania, że gdyby Tusk pozwolił Kwaśniewskiemu poprzeć siebie publicznie, to odchodzący prezydent nie wstydziłby się odsłonić swojej twarzy. Tak jak supertaktowny angielski dyplomata zwracający uwagę na przyjęciu swojemu afrykańskiemu koledze, który po cichu chował do kieszeni złotą łyżeczkę. - Obawiam się, że zostaliśmy dostrzeżeni, sir...
Waldemar Moszkowski
Pełna wersja