Najazd Wagnera na Warszawę

24.10.05, 21:53
Oczywiśnie Domingo pozostawał poza wszelką konkurencją! Wydaje się jednak, że
opinia dotycząca osoby dyrygenta i orkiestry jest nieco krzywdząca - prawda,
w pierszym akcie bywało bladawo (odniosłem wrażenie, że orkiestra grała
lękliwie cicho, gdy spiewał Mistrz), ale w trzecim akcie, gdy wielkie
napięcie na widowni związane z gwiada wieczoru, wydawać się mogło, opadło -
Kacprzyk pokazał, co potrafi. W momentach lirycznej zadumy było rewelacyjnie,
w punktachj kulminacyjnych może i brak było ognia, niemniej wszystko było jak
potrzeba. A na pewno dużo lepiej, niż choćby 5 lat temu w tej samej operze.
Dla mnie drugim bohaterem wieczoru był E. Nikitin, bas może i liryczny, ale
aktorska kreacja próby była wielkiej. Śpiewak mlody, dawał wszystko z siebie
do końca wieczoru - mnie i moją koleżankę zachwycił i poruszył. W całości
wielkie święto w Teatrze, nie ma co narzekać. Oby tak częściej.
A swoją drogą - w zeszłym roku Jacek Kacprzyk planował Tristana. Wydaje się,
że na stronach Teatru Wielkiego sprawa przycichła, po tej Walkirii nie mozna
wątpić, że szkoda.
    • trajkowitka Re: Najazd Wagnera na Warszawę 25.10.05, 07:49
      Nikitin rzeczywiście "dawał z siebie wszystko" - w III akcie był wyraźnie
      zmęczony, słychac było chrypkę. Szczere uznanie, że do końca śpiewał nie
      markując i że śpiewając gdzie mógł bardziej mniękko (Pozegnanie) potrafił dać
      odpocząc głosowi. Ale drugi bohater wieczoru? Tego bym na pewno nie powiedziała.
      Natomiast orkiestra zauroczyła mnie od pierwszych taktów. Byc może wrażenie, że
      wdwóch pierwszych aktach była w tle bierzze się stąd, że uwaga publiczności
      była skupiona przede wszystkim na Domingu i zabrakło tej uwagi na orkiestrę?
      Jak porównac grę orkiestry w Walkirii i w Chenierze - to był inny zespół, o
      wiele lepszy.
Pełna wersja