Dodaj do ulubionych

Filmowe piractwo w polskim internecie

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.05, 20:37
A jesli strona bedzie na serwerze zagranicznym? Przeciez zacznie sie
kombibowanie jak z tym oczkiem o bezalkoholowym piwie w reklamie Bosmana.
Obserwuj wątek
    • Gość: dfv Filmowe piractwo w polskim internecie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.05, 20:49
      co za bzdury. jakie listy dialogowe? o co tym ludziom chodzi? O te wypociny z
      błędami ortograficznymi? jeśłi przetłumaczę libretto Don giovanni Mozarta i
      umieszczę w internecie to będzie to moja własnosć i moja decyzja . I wara od
      tego bo to moja własność intelektualna. Trzeba w życiu prtłumaczyć jedną
      książkę by pojąć że tłumaczenie to jest właściwie wariacja tekstu
      oryginalnego. gdyby tak traktować sprawe jak traktuje ja Gutek to nie
      powstałoby kilkaset wiekopomnych dzieł muzyki - wariacji opartych na innych
      diełach
      a większość produkcji w sieci nie jest warta pięciu groszy że o ruszeniu się
      do kina nie wspomnę. reżyserzy tychże winni się cieszyć że jeszcze ktoś chce
      ich wypociny oglądać
      • Gość: uroo Re: Filmowe piractwo w polskim internecie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.05, 20:56
        Ciekaw jestem czy gutek film płaci tantiemy twórcy pojęcia "tantiemy" ? Myślę że
        w swietle tego temu komuś też sie coś należy.
        filmy z muła są w większości w kiepskiej jakosci więc i tak zostaje wycieczka do
        kina. nie kumam - jak można obejrzeć taki "mułowy " film na dużym TV. Toć to z
        10 płyt trzeba by ściągnąć żeby osiągnąć godziwą jakość. przy wydajności
        neostrady oznacza to góra film miesięcznie dla posiadaczy najtańszego abonamentu.
        Łapać tych co to wszystko sprzedają bo to jest prawdziwe złodziejstwo
        A co mają powiedzieć pisarze jak im książki pożyczają za free
        • arius5 oj, pretensje, ze ludzie nie chca ogladac szajsu ? 13.12.05, 22:31
          Bo mnie juz obrzydly te cukierkowe i przyglupie filmiki z Hollywood.
          Role grane przez plytkich i marnych aktorow i aktoreczki, ktorzy jeszcze dostaja
          grube miliony za jedno pierdniecie.
          No bo takie pseudo kreacje jak "Mission Impossible", "Charl's Angels", "Tomb
          Raiders" i setki podobnych sa chyba tylko obliczone na wyciaganie kasy z
          kieszeni 13-letnich analfabetow w USA.
            • swistak336 Wykładnia prawna Sądu Najwyższego 14.12.05, 00:24
              Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Cywilna (fragment: pytanie i teza orzeczenia)
              z dnia 23 stycznia 2003 r. II CKN 1399/2000
              OSP 2004/3 poz. 36
              Biuletyn Sądu Najwyższego 2003/7 str. 11
              OSNC 2004/4 poz. 62

              "Czy rozpowszechnianie samej listy dialogowej jest również przestępstwem?
              Kaczmarek i Urbański uważają, że stanowisko w tej sprawie powinien zająć sąd."

              Ktos powinien panom z Gutek Film powiedziec, ze sąd juz w tej sprawie
              stanowisko zajął. I to nie byle jaki, bo Najwyzszy:

              Wątpliwości co do tego, czy dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu
              audiowizualnego jest jego opracowaniem i czy wobec tego wymagana jest zgoda
              twórcy scenariusza na wykonywanie autorskich praw zależnych do takiego utworu,
              pojawiały się na gruncie nie obowiązującej już ustawy z 10 lipca 1952 r. o
              prawie autorskim (Dz. U. 1952 r. Nr 34 poz. 234 ze zm.), która kwestii tej nie
              regulowała wyraźnie, a w szczególności nie zawierała odpowiednika art. 71
              ustawy obowiązującej obecnie. Jednak i wówczas już przyjmowano, że łączne
              zezwolenie producenta i twórców filmu na opracowanie utworu potrzebne było
              tylko wtedy, gdy chodziło o przekształcenie filmu prowadzące do powstania
              nowego dzieła. Producent zachowywał natomiast wyłączne prawo udzielania
              zezwoleń na dokonywanie w filmie takich zmian, które są konieczne do normalnej
              eksploatacji filmu, a które nie zmieniają w sposób zasadniczy jego istoty.
              Wskazywano, że producent mógł np. zezwolić na dubbing, na pewną przeróbkę filmu
              dla celów telewizji, na nieistotne zmiany (np. pewne skróty) podyktowane
              gustami publiczności itp. Takie uprawnienia producenta wynikały bowiem z
              przysługującego mu prawa autorskiego do zwykłej eksploatacji filmu (por.
              uzasadnienie uchwały siedmiu sędziów SN z 19 lutego 1968 r. o mocy zasady
              prawnej, III CZP 40/67 OSNCP 1969/4 poz. 59). Dubbing ma na celu umożliwienie
              przyswojenia utworu publiczności nie znającej języka oryginału, a więc zakłada
              przetłumaczenie wersji słownej. Obecnie obowiązująca ustawa w art. 71 nie
              pozostawia już wątpliwości odnośnie do tego, że dokonanie tłumaczenia warstwy
              słownej utworu audiowizualnego nie stanowi jego opracowania jako całości. Taki
              pogląd przyjmowany też jest powszechnie w doktrynie.

              _______________________________________________________________________________

              REASUMUJĄC: PAN GUTEK W OCZYWISTY SPOSÓB SIĘ MYLI.
              Gdyby przeczytał, jak wyłożył sprawę Sąd Najwyższy, to zaoszczędziłby sobie trudu.
              Z drugiej strony: czy ktoś usłyszałby o tym panu, gdyby swego sprzecznego z prawem żądania nie zaczął rozpowszechniać??

              Ot: czysta reklama...a jeśli Gutek sądzi, że ma rację: droga do sądu wolna - każdy przecież może utopić z własnej woli swe pieniądze w błocie ;)

              • swistak336 Wykładnia Sądu Najwyższego -Gutek nie ma racji!!! 14.12.05, 00:33
                Wybaczcie że odpisuję sam sobie, lecz to dla podkreślenia, że 2 lata temu, nikt nie nagłośnił tego KORZYSTNEGO DLA INTERNAUTÓW wyroku SN, stwierdzającego wprost:

                PRZYGOTOWYWANIE I ROZPOWSZECHNIANIE LIST DIALOGOWYCH JEST L E G A L N E !!

                _____________________________________________________________________________
                To zdumiewające, jak szybko rozchodzą się wiadomości straszące internautów, a jak wolno wieści dla nich pozytywne. A przecież każde nasze zwycięstwo powinno być w złotej ramce na wszystkich forach dawane na czołówkę. Bowiem walczymy z tym, co spowalnia rozwój naszej cywilizacji: nadmierną ochroną prawnoautorską. Nie chodzi przy tym, by tą ochronę znieść, lecz by doprowadzić ją do rozmiarów nie powodujących ograniczenia swobody przepływu myśli ludzkiej i nie powodować sytuacji, w której trzy miliony polskich internautów codziennie łamią prawo.
                • filo_de_putino Zasysasz = KRADNIESZ!!! GUTEK - szacuneczek!!! 14.12.05, 04:29
                  Nie stać Cię na DVD, to sobie Bolka i Lolka oglądaj. Przez takie złodziejstwo
                  nasz branża filmowa jest biedna jak mysz kościelna. Nie powstają nowe filmy na
                  poziomie, dlatego pasą nas taką szmirą jak te King Kongi i inne Supermany...

                  Powinno się posadzić kilku szczunków za złodziejstwo to by się inni zastanowili.

                  Podobnie jest z muzyką... Ja to się nawet dziwię, że ludzie zasysają taki szajs.
                  Tymczasem w internecie jest miliony legalnych plików sto razy lepszej muzy niż
                  radiozetowe repertuary... Wspomnę tu tylko naszą Strefę na WP i brazylijski
                  MusicExpress...

                  Słuchajcie sobie dalej kradzionych Britnejów... :) Jak pójdziecie siedzieć za
                  taką bździągwę to się Wam rozum wróci... :)
                    • Gość: ok Re: Wykładnia Sądu Najwyższego -Gutek nie ma racj IP: *.chello.pl 14.12.05, 13:14
                      I tu masz rację, dobrze, że znam trochę angielski i rozumiem treść filmu, ale
                      jak czytam te oficjalne tłumaczenia to wydaje mi się, że z Polaków robi się
                      idiotów, omijając wszystkie przekleństwa, wszystkie żarty specyficzne dla danej
                      kultury/kraju od razu zakładając, że widz to cieć i i tak ich nie zrozumie,
                      omijają przysłowia i przenosząc je na grunt polski. To jest właśnie wandalizm,
                      sam bym pretłumaczył lepiej nie jeden film, a tu tylko polityczna poprawność, bo
                      film ma być od 16 lat to trzeba trochę złagodzić treść i już po bólu, a gówn.!
                      Jeśli komuś się wydaje, że powstrzyma rozpowszechnianie czegokolwiek w
                      Internecie, to gratluję wiedzy o jego możliwościach na poziomie przedszkolaka.
                      Choćby za to groziła kara śmierci, to będzie tak, że Chińscy, Rosyjscy, i inni
                      usługodawcy z przyjemnością przyjmą na swoich serwerach te napisy, filmy itd. bo
                      oni mają gdzieś polskie, amerykańskie, unioeuropejskie i innego rodzaju prawo!
                      Internet to nie jarmark na rynku jednego miasta, że przyjdzie pan policjant i
                      zakaże czegoś, to jest globalna wioska, tutaj zamieszczenie strony na serwerze
                      na Sri Lance zajmuje kilka sekund, a tam już polskie prawo nie sięga. Z resztą o
                      czym my tu mówimy. Ile to już nie było zabezpieczeń przed kopiowaniem gier,
                      filmów a ostatnio muzki, i KAŻDE(!) zostało złamane, powiem więcej, każde
                      zabezpieczenie musi dać się złamać, bo tego wymaga logika, w przeciwnym wypadku
                      tak zabezpieczony materiał nie byłby możliwy do odtworzenia nawet legalnie, ale
                      jak widać media mają nadwyżki finansowe, nie stać ich na obniżki cen ale
                      miliardy dolarów pompowane w zabezpieczenia (które i tak są złamane szybciej niż
                      się pokazują na rynku) to już można, bo dzięki temu można wykazać się przed
                      udziałowcami jak to walczy się z piractwem. Acha kradzież wiąże się z odebraniem
                      możliwości dysponowania przez właściciela danym przedmiotem, jeśli chodzi o
                      piractwo można tylko i wyłącznie mówić o powielaniu, także, ta cała marketingowa
                      nagonka może i trafia do hamerykańskiej publiki, ale w Europie raczej nie zrobi
                      furrory, bo tutaj ludzie myślą. I mała podpowiedź dla branży filmowej i
                      muzycznej, jak płyta CD będzie kosztować 10zł a DVD 20zł to będę kupował całe
                      dyskografie zespołów. No jak to do Was nie przemawia, to już nie mój problem.
                      Acha bajeczki o kosztach produkcji wsadźcie sobie między bajki. Koszt razem z
                      okłądkami, nośnikiem, opakowaniem to góra 5zł! przy ilościach dziesiątek tys.
                      sztuk bez problemu da się to osiągnąć. A to, że koszt markeingu, fura prezesa,
                      komóra kierownika, i basen gwiazdy kosztują to inna sprawa, tylko ja do tego nie
                      dołożę.
                        • swistak336 Re:Wykładnia Sądu Najwyższego -Gutek nie ma racji 14.12.05, 15:25
                          A zastanowiłeś się czemu to tak drogo kosztuje? Nie dziwi Was wszystkich, że wymyślono prawo własności słów? Jak to jest? Słowo rzucone na wiatr jest w świetle prawa moją własnością? To czemu każdy słyszy to co mówię? Nie wyczuwacie, że coś tu jest "nie tak"? Jak coś powiedziałem to nie ma siły, którą słowo moje cofnę i zamknę na dnie skrzyni... A przecież mówią, że prawo autorskie to prawo na "rzeczy niematerialnej". Nie czujecie, że staczamy się ku paranoi?

                          _______________________________________________________________________________

                          W niektórych krajach zachodnioeuropejsckich zniesiono przepisy o tzw. dozwolonym użytku. Oznacza to, że w świetle prawa:
                          1. Nie wolno użyczyć nikomu zakupionej książki do przeczytania (nawet swemu bratu)
                          2. Dwóch uczniów siedzących w jednej ławce łamie prawo, jeśli jeden pozwala drugiemu czytać ze swojego podręcznika.
                          3. Na przyjęciu nie wolno na recytować wiersza bez uiszczenia tantiemów autorskich, bowiem jest to zakazane prawem "publiczne rozpowszechnianie utworu"
                          4. Z tej samej przyczyny nie wolno odtwarzać muzyki, gdy w pokoju znajduje się kilka osób.

                          Protestów przeciw zmianom legislacyjnym nie było. Lobbing biznesu prawnoautorskiego okazał się skuteczny. Oczywiście, takie konsekwencje prawne są na tyle bzdurne i nierealne, że nikt nie wziął ich na poważnie.
                          (ps. dla równowagi trzeba przyznać, że Polska "przez pomyłkę" omal nie uczyniła przestępstwem zalotów. Przy zmianach "antypedofilskich" jedna z posłanek zaproponowała ładną definicję napastowania seksualnego... dopiero w Senacie ktoś zauważył, że definicja ta obejmowała wszelkie formy zalotów).

                          _____________________________________________________________________________

                          Jeśli prawo mija się z życiem - tym gorzej dla prawa.
                  • Gość: _Hideki_ Re: Wykładnia Sądu Najwyższego -Gutek nie ma racj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.05, 23:26
                    po pierwsze - konstytucja gwarantuje mi prawo wyboru, takze wyboru tlumaczenia,
                    z ktorego chce skorzystac.
                    po drugie - "fachowe" tlumaczenia niejednokrotnie pozostawialy wiele do
                    zyczenia, podczas gdy niektore "amatorskie" przewyzszaly je o glowe
                    po trzecie - nie kazdy film musi miec polskie napisy. sa tez sprzedawane wersje
                    wylacznie z dubbingiem (rzadko, bo rzadko, ale sie zdarzaja) - co wtedy powiesz
                    niedoslyszacym? ze nie moga skorzystac z amatorskiego tlumaczenia, bo to piractwo?
                    po czwarte - niektorzy sprowadzaja filmy z zagranicy, bo tam sa tansze (mam
                    znajomego, ktory sprowadza samochody z niemiec i za kazdym razem zbiera
                    zamowienia na filmy, ktore kupuje LEGALNIE za ceny nizsze niz w polsce; przyklad
                    - niedawno przywiozl "war of the worlds" za 15,90 Eur)
                • Gość: biedak NIEZACHAMOWANY PRZEPLYW MYSLI LUDZKIEJ IP: *.lodz.dialog.net.pl 14.12.05, 15:03
                  chce ogladac nie wyzekajac sie moich skromnych zlotowek.
                  Madrzy Hakerzy zrobcie cos zeby TXT. po polsku byl w sieci
                  Prawda jest taka ze kogo stac idzie po DVD kogo nie stac sobie sciaga film
                  nie zawsze w dobrej jakosci ale liczy sie fakt uczestnictwa
                  w wielkim dzile jakim jest kultura i rozwoj a koncerny chamoja dostep
                  sa pazerne i nastawione na zysk auorzy filmow juz zmarli a oni nadal czrpia z
                  tego kozyci ....taki przyklad
                • Gość: koko Re: Wykładnia prawna Sądu Najwyższego IP: *.crowley.pl 14.12.05, 10:02
                  Spróbuję Ci pomóc nauczyć się czytać ze zrozumieniem.

                  Na początku tego orzeczenia SN mamy dwa pytania, przy czym odpowiedź na pytanie
                  pierwsze da nam zgodnie z regułami logiki odpowiedź również na pytanie drugie.
                  A więc:

                  1. "...czy dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu audiowizualnego jest
                  jego opracowaniem..."
                  2. "...czy wobec tego wymagana jest zgoda twórcy scenariusza na wykonywanie
                  autorskich praw zależnych do takiego utworu..."

                  Na końcu zaś znajdujemy odpowiedź"

                  "...dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu audiowizualnego nie stanowi
                  jego opracowania jako całości."
                  • swistak336 Wykładnia SN -Gutek nie ma racji (w uproszczeniu) 14.12.05, 11:02
                    Widzę, że czytanie orzeczenia sprawiło problem. Kolega koko wytłumaczył jeszcze raz "po prawniczemu" o co chodzi, ale czuję, że znów nie zostanie zrozumiany, że dokonywanie tłumaczeń (oraz ściąganie ich z netu) jest L E G A L N E.
                    1. Gdyby tłumaczenie ścieżki dźwiękowej było opracowaniem, byłoby nielegalne.
                    2. Sąd Najwyższy (zgodnie z głosami tzw. doktryny prawa autorskiego - czyli profesorów zajmujących się nim zawodowo) stwierdził, że dokonywanie tłumaczeń nie jest opracowaniem.
                    3. W związku z tym dokonywanie tłumaczeń jest L E G A L N E i całkowicie zgodne z prawem.

                    Gdyby Sąd Najwyższy uznał, że tłumaczenie ścieżki dźwiękowej jest opracowaniem, to oznaczałoby, że tłumaczyć wolno - rozpowszechniać swojego tłumaczenia nie. Sąd Najwyższy J E D N O Z N A C Z N I E stwierdził jednak, że tłumaczenie nie jest opracowaniem, dlatego W O L N O W Z G O D Z I E Z P R A W E M zarówno TŁUMACZYĆ, ja i R O Z P O W S Z E C H N I A Ć SWOJE TŁUMACZENIA. (podkreślam: swoje, a nie kopiuj/wklej od Gutka).


                    Z punktu widzenia użytkownika: ściągnięcie tłumaczenia ścieżki dźwiękowej również jest legalne, bowiem tłumaczenie nie stanowi części ani opracowania filmu. Ściągnięcie tłumaczenia BEZ ZGODY TŁUMACZA jest nielegalne, bowiem stanowi naruszenie jego utworu - tj. jego tłumaczenia (tłumaczenie jest utworem odrębnym od filmu). Autor tłumaczenia, udostępniając go na stronie internetowej, udziela zgody dorozumianej na jego skopiowanie każdemu, kto ma dostęp do strony. Zgoda ta może być WYRAŹNIE ograniczona: np. zastrzeżeniem: "wolno czytać, nie wolno kopiować".

                    Takie zastrzeżenie radziłbym zamieszczać wszystkim adminom stron z napisami. Pozwoli ono uniknąć oskarżeń o popieranie nielegalnych ściągnięć filmów, a wszyscy i tak będą wiedzieli, że jest tam tylko "jak w reklamie piwa...bezalkoholowego oczywiście". Dla sądu wszystko będzie "cacy" i legalnie, a userzy będą wiedzieli co zrobić, by było normalnie, czyli tak jak w netowej praktyce przyjęto ;)
                    )
                    • praptak Re: Wykładnia SN -Gutek nie ma racji (w uproszcze 14.12.05, 14:20
                      > Widzę, że czytanie orzeczenia sprawiło problem. Kolega koko wytłumaczył jeszcze
                      > raz "po prawniczemu" o co chodzi, ale czuję, że znów nie zostanie zrozumiany,
                      > że dokonywanie tłumaczeń (oraz ściąganie ich z netu) jest L E G A L N E.
                      > 1. Gdyby tłumaczenie ścieżki dźwiękowej było opracowaniem, byłoby nielegalne.
                      > 2. Sąd Najwyższy (zgodnie z głosami tzw. doktryny prawa autorskiego - czyli pro
                      > fesorów zajmujących się nim zawodowo) stwierdził, że dokonywanie tłumaczeń nie
                      > jest opracowaniem.
                      > 3. W związku z tym dokonywanie tłumaczeń jest L E G A L N E i całkowicie zgod
                      > ne z prawem.

                      W kwestii formalnej. 3 nie wynika z 1. i 2. Wynikałoby, gdyby 1. brzmiał
                      "Tłumaczenie ścieżki dźwiękowej byłoby nielegalne _tylko_ gdyby było
                      opracowaniem". Nawiasem mówiąc tak prawdopodobnie jest.
                      • swistak336 Re: Wykładnia SN -Gutek nie ma racji (w uproszcze 14.12.05, 15:43
                        W kwestii formalnej masz rację. Wyszedł "sylogizm prostaczy" (schemat myślenia mający pozór bycia schematem niezawodnym, w rzeczywistości "przeskakujący" kilka szczebli rozummowania)

                        W kwestii materialnej, nie wiem, czy poparłeś mój pogląd, czy się z nim nie zgodziłeś. Oczywiście, sprawa wygląda dużo bardziej skomplikowanie i niewątpliwie kiedyś Sąd Najwyższy będzie musiał powiedzieć wprost, jak jest z listami dialogowymi. Jeśli nie są opracowaniem, to czym są? Czy podlegają ochronie prawnoautorskiej jako dzieło samoistne, czy może jako dzieło zależne? A może zamieszczenie listy na serwerze ogólnodostępnym to zrzeczenie się praw materialnych do listy? A może to licencja otwarta erga omnes? Oprócz tego, że nie jest to opracowanie, to wiemy również, że listy takiej nie można traktować jak tłumaczenia książki. Jest bowiem oddalona w większym stopniu od oryginału i może służyć jako odrębny od niego przedmiot zainteresowania.
                        ps. zastanawiam się nad użytym przeze mnie słowem "tylko" - skoro sąd nie powiedział jeszcze czym jest, a jedynie czym nie jest lista. Hmm.... i właśnie problem trochę w tym, że ona nie pasuje dobrze do żadnych z kategorii klasyfikacyjnych prawa autorskiego, która dawałaby nam jasny obraz.

                        Ale jak narazie przygotowywanie list jest legalne i nikt tego nie zmieni (oprócz ustawodawcy oczywiście)
              • Gość: blodeuwedd Re: Wykładnia prawna Sądu Najwyższego IP: *.lodz.mm.pl 14.12.05, 11:12
                Otóż, pan Roman Gutek jest bardzo znaną w Polsce postacią, jednym z czołowych
                polskich dystrybutorów filmowych. Człowiekiem, dzieki ktoremu mozna w polskich
                kinach zobaczyć filmy warte wiele więcej niż hollywoodzka papka - kino
                europejskie, azjatyckie, irańskie, skandynawskie... Gutka znają ludzie, ktorzy
                jezdza na festiwale filmowe i chodza do kina, zamiast sciagac filmy z siebi i
                ogladac je za free siedzac w kapciach przed komputerem.
                Nawiasem mowiac, Pana prawniczy wywod nie bardzo do mnie doratl. Zrozumialam
                tylko, ze roszczenia firmy Gutek Film (a nie samego R. Gutka, jak wynika z
                panskich slow) sa bezpodstawne w swietle obowiazujacego prawa. Coz, a moze to
                prawo jest w takim razie nienajlepsze? Uwazam bowiem, ze to, co chce zrobic
                firma Gutek Film, jakkolwiek wynika rowniez z pobudek finansowych, jest bardzo
                szlachetne w odniesieniu do ludzi, ktorzy tworza filmy i nalezy im sie za to
                zaplata. Bo jak tak dalej pojdzie, to nikomu nie bedzie sie juz oplacalo ani
                dystrybuowac filmow, ani nawet ich robic. Dystrybutora zatem popieram, a Pana
                pozdrawiam.
              • Gość: karczoh GUTEK rządzi IP: *.motorola.com 14.12.05, 18:44
                "Z drugiej strony: czy ktoś usłyszałby o tym panu, gdyby swego sprzecznego z pra
                > wem żądania nie zaczął rozpowszechniać??"

                Bez 'tego Pana' do naszych kin nie trafiły by dziesiątki - jeśli nie setki -
                filmów które da się oglądać, w przeciwieństwie do śmieci puszczanych w
                multipleksach. Trudno nie docenić tego, co już zrobił dla naszej kultury. Jeśli
                chodzi o filmy, to nie czarujmy - jeśli widz nie płaci, to się ich w kinach nie
                puszcza. A holyłódzkie szmiry i tak się sfinansują, prawem bezwładności masy
                (ludzkiej). Więc najwięcej tracą producenci i dystrybutorzy kina niszowego -
                najwartościowszego...
              • Gość: mpf Re: Wykładnia prawna Sądu Najwyższego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.05, 19:11
                Nie mogę się zgodzić z twoimi tezami. To orzeczenie dotyczy zupełnie innej sytuacji. Bo chociaż opracowanie tłumaczenia napisów filmowych nie jest opracowaniem całego utworu, to jest prawem zależnym. I takich napisów - od strony formalnej - rozpowszechniać nie wolno. Decydujące znaczenie będzie miał art. 2 prawa autorskiego. Błędne jest cytowanie orzeczenia Iby Cywilnej SN w kontekście rozwarzań o naturze karnistycznej. Ponadto w tym orzeczeniu jest mowa, że to producent ma prawo do dokynywania tłumaczeń i rozpowszechniania ich. Jak to się ma do napisów tworzonych przez internautów - nie wiem.

                Na koniec - nie jestem zwolennikiem zamykania takich serwisów, przeciwnie, sam z nich korzystam. No ale prawo mamy takie a nie inne. Czas chyba na przemyślenie koncepcji praw autorskich i opracowanie nowego systemu zabezpieczania intersów twórców i innych podmiotów uprawnionych. Inaczej w sieci nie będzie nic ciekawego, albo wszystko będzie płatne.

                Pozdrawiam
              • Gość: XV750 Re: Wykładnia prawna Sądu Najwyższego IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 15.12.05, 18:36
                Jeżeli kogoś się oskarża o łamanie prawa, to wypadałoby najpierw z tym prawem się zapoznać:
                - ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych
                www.lkp.org.pl/prawo_html/ustawa_prawo_autorskie.htm
                - zmiany do w/w ustawy
                ks.sejm.gov.pl/proc4/ustawy/2465_u.htm
                Do tego regulamin serwisu napisy.org:
                napisy.org/Dokument/Regulamin - jakoś nie widać, żeby łamali prawo.
            • Gość: STASZEK Re: internetowe piractwo rozwija życie kulturalne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.05, 01:20
              szanowni debile z Gutek Film - nie stac mnei na nowosc DVD !!! pracuej zeby
              studiowac , jak duzo osob w tym walneitym kraju w srodku Europy ...
              z Nami jeszcz enikt nie wygral , osobiscie sciagam ok 2 filmow dziennie i tylko
              wjazd na chate psow moze mnie od tego odwrocic.

              ps. polecam bitcomet'a -rewelacja na parkiecie ( DC++ to starszych rzeczy )

              pozdro zasysacze wszelkiej maści
                • Gość: maly_miki Re: internetowe piractwo rozwija życie kulturalne IP: 213.77.14.* 14.12.05, 09:28
                  Nie zauwazasz drobnej roznicy: nie sposob skopiowac samochodu, mozna go tylko
                  ukrasc tzn. ktos go straci. Natomiast w przypadku filmu mozna go skopiowac i
                  osoba posiadajaca oryginal nie ponosi zadnego uszczerbku. Nie twierdze ze to
                  dobre i ze tak powinno byc ale warto te roznice uwypuklic.
                  Przyznaje, ze sciagam filmy, ogladam i wyrzucam ale gdybym nie mogl tego robic
                  to i tak bym ich nie kupil - tak wiec pojecie "zysku utraconego" o ktorym
                  wspomina przedstawiciel Gutek Film nie ma w moim przypadku i jak sadze w wielu
                  innych zastosowania.
                  • Gość: koko Re: internetowe piractwo rozwija życie kulturalne IP: *.crowley.pl 14.12.05, 10:35
                    To jest właśnie ciekawe zagadnienie, jak bardzo próbuje się lobbować za takim
                    przekształceniem prawa, by maksymalnie zbliżyć właśność intelektualną do
                    własności rzeczy, uczynić je niemal tym samym. A tak się po prostu nie da, bo
                    te dwa pojęcia do siebie nie przystają, inna jest ich natura, prawo stara się
                    tylko opisać to, co występuje w rzeczywistości, każda próba nagięcia prowadzi
                    do paradoksów.
                    Przykład z samochodem - czyli rzeczą - jest oczywisty, gdy ktoś ukradnie rzecz,
                    to oszacowanie szkody jest banalnie proste. A co z własnością intelektualną?
                    Tak naprawdę to ona bardziej przypomina instytucję prawa zobowiązaniowego niż
                    rzeczowego i wciskanie jej na siłę nie do tej parafii powoduje takie paradoksy.
                    Jeśli pokusić się o skonstruowanie pewnych analogii, to w sposób oczywisty
                    zakup własności intelektualnej bardziej przypomina jakiś rodzaj dzierżawy.
                    Nabywca zobowiązuje się do korzystania z rzeczy tylko przez siebie, do
                    pewnego "nie podzierżawiania" tej własności. Tyle tylko, że w razie
                    jej "poddzierżawienia" wchodziłaby w grę zwykła odpowiedzialność
                    odszkodowawcza, a szkodę trzeba by jakoś wyliczyć, co nie byłoby proste. A tak
                    jak jest teraz, stwierdzamy, że ktoś ukradł, kosztowało to tyle a tyle, więc
                    można dokonać prostego przeliczenia: 100 tys. złodziei x 500 płyt przeróżnych x
                    50 zł = 2 mld. 500 mln. zł. No toż to potężna kwota! Cóż z tego, że wyssana z
                    palca, nie przystająca do rzeczywistości, bo przecież takie straty w
                    rzeczywistości nie powstały. Dlaczego by nie powstały? To proste, bo gdyby
                    pewnego dnia wyłączyć internet w ogóle, to przecież pod sklepami z własnością
                    intelektualną nie pojawiłyby się tłumy byłych internautów z garściami
                    pieniędzy, by kupować te masy utworów. To chyba oczywiste.
                    Stąd takie paradoksy, własność intelektualna jest takim abstraktem, że nijak
                    nie przystaje do własności tradycyjnej i nie sposób ich traktować w ten sam
                    sposób.
                    • Gość: maly_miki Re: internetowe piractwo rozwija życie kulturalne IP: 213.77.14.* 14.12.05, 11:03
                      No i dokladnie o to mi chodzi. Niestety jakos nikt nie podkresla tej podstawowej
                      roznicy miedzy przypadkiem skopiowania plyty i kradziezy samochodu.
                      A nie sposob nie zauwazyc tego, iz nawet zakladajac calkowite ograniczenie
                      piractwa nie bedzie to mialo prostego przelozenia na wielkosc sprzedazy np
                      filmow dvd. Na pewno nastapi pewien wzrost ale jednoczesnie coraz wiecej ludzi
                      bedzie sobie po prostu od siebie pozyczac filmy dvd tak jak dzieje sie to z
                      ksiazkami itp.
                      Poza tym jeszcze jedna uwaga... Bardzo ladnie przedstawiciel dystrybutora
                      twierdzi ze ograniczenie nielegalnego dostepu do filmu przyniesie spadek cen,
                      lecz rownie dobrze jesli zadziala "niewidzialna reka rynku" to spadek podazy (a
                      oraniczenie dostepnosci to nic innego jak spadek podazy) pociagnie wzrost cen.
                      Jakos nie wydaje mi sie zeby nagle dystrybutorzy poczuli w sobie misje obnizania
                      cen - bo niby dlaczego mieliby odbierac sobie zyski. Spodziewalbym sie raczej
                      kosmetycznego spadku cen czyli np z 99 zl na 89 zl - majace raczej na celu
                      wykonanie gestu (obnizki) niz znaczacej zmiany polityki cenowej.
                    • nuwisha Trafna uwaga 14.12.05, 11:04
                      Zwłaszcza, jeśli zwrócimy uwagę na sposób w jaki dana własność intelektualna jest nam sprzedawana - przyjmując założenie branży filmowej (do którego usilnie próbuje się nas przekonać), że ich produkt to nie ta konkretna taśma, czy cdek (bo tych przecież piraci nie kradną im z magazynów), tylko zawarta na dowolnym nośniku własność intelektualna, swego rodzaju przeżycie, trzeba się zastanowić, czy przypadkiem nie jest nam sprzedawany ten sam produkt parę razy. Wszak za obejrzenie filmu w kinie (czyli de facto nabycie tejże własności intelektualnej) płacimy raz, a za DVD (dajmy na to - bez bonusów) - drugi raz.

                      Można oczywiście mówić, że bilet w kinie to opłata za 'jednorazowe doświadczenie', a opłata za DVD to cena za 'wielorazowe przeżycie', ale kłoci się to z argumentacją, że własność intelektualna jest "zwykłym produktem".

                      Zwłaszcza jak ktoś lubi dowodzić, że ściąganie filmu, to jak kradzież samochodu. Jak do tej analogii ma się bilet do kina i zakup DVD?
                      Jak przejazd taksówką i posiadanie samochodu na własność? ;>

                      W końcu tak serio nie idzie o posiadanie 'samochodu', ale wrażenia, jakie dana własność intelektualna w nas pozostawi (w tym wypadku - 'przejażdżka')... płacąc za nią raz (np. w kinie) będzie ona (i związane z nią wrażenia) nasza póki pamięć nie wyblaknie...
                      • Gość: koko Re: Trafna uwaga IP: *.crowley.pl 14.12.05, 12:34
                        I paradoks goni paradoks. Po obejrzeniu filmu w kinie powinienem mieć prawo
                        domagać się jego zbycia na moją rzecz jedynie za cenę nośnika. To samo powinno
                        mieć miejsce w przypadku gdy porysuję, czy połamię płytę CD, DVD etc. Ale
                        niestety tak nie jest, bo tak naprawdę producenci sami nie wierzą w
                        konstrukcję, którą u ustawodawców wylobbowali.
                        To jest jak z tą doktryną, którą Karol Marx opracował. Wszystko jest tam
                        logiczne, tylko założenie, że ludzie są z natury altruistami - błędne. Stąd się
                        biorą paradoksy.
                      • Gość: koni ogólny problem wartosci rzeczy niematerialnych IP: *.simset.net / *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.05, 12:49
                        Wiele podmiotów oferujących właśnie tego rodzaju produktu czy usługi ma problem
                        poważny z wyceną strat jakie ponoszą na skutek niewłaściwego wykorzystania
                        przez użytkowników. Rodzą sie potężne kwoty które nijak mają się do ewentualnej
                        rzeczywistości po wprowadzeniu zmian. To że ktoś oglądnie 15 lewych filmów
                        miesięcznie,a tylko 1 kupi oryginalny, nie oznacza przecież że gdyby nie było
                        mozliwości ich darmowego pozyskania to kupiłby właśnie te 16 wszystkich w
                        sklepie. to sa nierealne założenia, jak wiadomo budżet portfela ma swoje
                        ograniczenia, i pula środków przeznaczonych w miesiącu na ten cel nie ulegnie
                        nagle cudownemu powieleniu. Analogiczna sytuacja występuje np w wyliczaniu
                        strat operatorów telefonicznych poprzez działanie np darmowego skype.
                        Tradycyjny operator podliczy moje rozmowy "międzynarodowe" przez komunikator,
                        których czas wyniesie załóżmy 1000 minut w miesiącu i stwierdzi iż stracił
                        2000zł na niezrealizowanych połączeniach. a przecież i tak nie wydałbym tych
                        pieniedzy których na ten cel nie mam, co najwyzej bym nie dzwonił,lub wydał
                        ułamek tej kwoty. tak to prosto wygląda.
                        • swistak336 Wartość rzeczy niematerialnych - 0,00 zł? 14.12.05, 13:14
                          Jak ocenić stratę, czyli szkodę związaną z używaniem nielegalnych programów, telefonowaniem online, mp3? Czy szkoda wynikła z nielegalnego użytku Microsoft Office OEM to 2400 zł, skoro jego funkcjonalny odpowiednik Open Office (w zasadzie niczym się nie różniący "kosztuje" 0 zł). Czy można powiedzieć, że TPSA traci przez dwugodzinną rozmowę z USA na Skype wartość 2 h impulsów telefonicznych, skoro nikt nie zdrowy psychicznie rozmawia 2h przez telefon z USA aż tyle. A może inaczej: to TPSA zyskuje na rozmowie prez Skypa abonament za neostradę, czyli żadnej straty nie ma.
                          • Gość: lenin..tfu..leń Re: Wartość rzeczy niematerialnych - 0,00 zł? IP: *.euro-net.pl 14.12.05, 14:25
                            www.baen.com/library/
                            Gość udostępnia swoje książki za darmo.I to na dodatek prawie wszystkie.
                            Dlaczego ?? (tu nieudolnie zacytuje) : Dopuki autor ma monopol na pisanie książek (no bo jeszcze nie istniej komputer ani żadne inne użądzenia do ich automatycznego pisania) doputy nie boi się piractwa. Po prostu jeżeli zbyt mało osób będzie kupować jego książki to on przestanie je pisać. Proste łatwe skuteczne. Prawa autorskie ?? Po co ?? Albo oferujesz produkt dobry i ci za niego płacą, ale oferujesz szmire i nikt jej nie kupi(w wypadku dóbr materialnych) albo sobie skopjuje (w wypadku dóbr niematerialnych).
                            • swistak336 Re: Wartość rzeczy niematerialnych - 0,00 zł? 14.12.05, 15:31
                              Ja też uważam to za szlachetne, bo tłumaczenia takie niejednokrotnie w ogóle nie powstałyby. Dla pana Gutka to tylko reklama. Czarna reklama. I walka z wiatrakami na dyskusyjnych podstawach prawnych. Bazująca na tym, że jego przeciwnicy nie mają pieniędzy na to, by wygrać przed sądem.
                • pani_rosomak Re: internetowe piractwo rozwija życie kulturalne 14.12.05, 11:16
                  Sorki, piszesz bzdury! Trzeba raz na zawsze rozdzielić abstrakcyjną wartość intelektualną od jej fizycznych nośników. Nie wolno mi ukraść książki z księgarni, ale nikt nie zabroni mi jej tam przeczytać. W empikach wstawiają już nawet wygodne foteliki żeby mi się nóżki nie zmęczyły przypadkiem. I co? Oczywiście per analogiam nie wolno mi sciągniętej płyty skopiowac i sprzedać na stadionie ale spokojnie mogę ten film obejrzeć na swoim kompie w domu. Czy jak piosenka leci w radio to mam sobie zakryć uszy? Ale jak ją nagram na taśmę/płytę/dysk twardy i puszczę sobie w samochodzie to czyni ze mnie przestępcę??? Jeśli ktoś mi tego zabrania, godzi w same zasady istnienia internetu jako medium dystrybucji wartości kulturowych. Jeśli tak , to proszę nasze błagonadjożne państwo o zakaz dostępu do internetu. proszę zlikwidować te wszystkie neostrady, niech będzie jak w Chinach.
                  Ten temat wraca w sieci jak zły szeląg , a tymczasem sprawa jest prosta: czy jakiemukolwiek prawdziwemu twórcy zależy na tym by ograniczyć dostęp do swego dzieła, czy też wręcz przeciwnie, udostępnić je jaknajszerszemu gronu odbiorców?
                  Może czegoś nie rozumiem, ale byłabym w siódmym niebie gdybym wiedział że ktoś zadał sobie trud ściągnięcia mojego utworu. Czy nie po to piszemy blogi, wstawiamy w sieci nasze fotki. OK, robimy to dla przyjemności, a dla nich to zawód. problem jednak w tym że najgłośniej krzyczą ci którzy nie przyłożyli ręki do procesu twórczego, cała ta pasożytnicza nadbudowa w postaci wytwórni i ich działów promocji. Artyści swoja kasę dostają tak czy owak, od tego napewno nie zbiednieją. Ile naprawdę powinna kosztować w Polsce płyta pokazał dobitnie kolega Wiśniewski. To że zachłanność wszelkiej maści koncernów jest niepohamowana , prowadzi do tego że ludzie chcąc nie chcąc łamią chore prawo. A powinni zrobić inaczej: poprostu odwrócić się na pięcie i nie konsumpować tego g..wna w ogóle. Gdzie byłyby wtedy wytwórnie??? Jak słyszę ten chisteryczny jazgot to od razu mam chęć powiedzieć: a wsadźcie sobie te wasze nędzne wypociny! Powinniście być mi wdzięczni za okazane zainterresowanie. Ot i tyle.
                • Gość: twoja_stara Re: internetowe piractwo rozwija życie kulturalne IP: *.nyc.res.rr.com 14.12.05, 19:32
                  Jezeli sciagasz z netu na wlasny uzytek to nie jest to piractwem. Dlatego, ze
                  nie sprzedajesz a wiec nie generujesz zadnego zysku. Do tego dochodzi jeszcze
                  fakt, ze zyjemy w czasach nadprodukcji dobr kultury i widz czy tez sluchacz
                  robi uprzejmosc artyscie ze wogole chce zwrocic uwage na jego tworczosc. Czas
                  to pieniadz a czesto ogladanie niektorych gniotow to strata czasu i w zasadzie
                  artysci i zyjacy z dystrybucji Gutki powinni placic widzom za to ze laskawie
                  ogladaja filmy a nie odwrotnie.
              • Gość: czerwona herbatka ZARABIAM 800 I NIE STAC MNIE NA KINO!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.05, 10:48
                wiekszosc ludzi zarabia w tym kraju smieszne pieniadze! jak sie dostaje nawet te
                800 zeta, to za co tu isc do kina? chocbym nie wiem jak oszczedzala, to po
                oplaceniu wszystkich rachunkow i przy niemalze glodowej diecie, na kino mnie nie
                stac! a ze lubie ogladac filmy, a w telewizji puszczaja starocie, to pozyczam od
                kolegow sciagniete z netu nowosci! sama bede je tlumaczyc z angielskiego, jak
                pozamykaja portale z napisami - przynajmniej nauka jezyka sie przyda na cos
                innego niz zarobek 800 zeta!

                i bez porownywania kradziezy wlasnosci intelektualnej do kradziezy samochodu!
                buhahaha, przeciez wlasnosc intelektualna to pojecie czysto abstrakcyjne! poza
                tym nie sciagamy filmow - niestety - o dobrej jakosci, o pieknym dzwieku. no
                wiec mozna by rzec, ze "kradniemy" tylko marne 30% wlasnosci intelektualnej (a
                niechaj 100% reprezentuje film jakosci na dvd).
              • Gość: ok Re: internetowe piractwo rozwija życie kulturalne IP: *.chello.pl 14.12.05, 13:29
                Oczywiście, że chodzi o kasę, tym bardziej, że ta prawdziwa kultura jest
                dostępna za darmo za zgodą autorów. Wartościowa muzyka to muzyka z podziemia,
                punk, reggae, rock alternatywny, hip-hop, gabber, , ambient, itp, itd. I ta muza
                jest dostępna legalnie. Astysta nigdy nie wyceni swojej sztuki i jej nie
                sprzeda, natomiast rzemieślnik tak, to jest prawda, to co się serwuje w kinach,
                w sklepach myzycznych to nie jest kultura i sztuka, to jest marketingowy chłam!
                Prawidziwy artysta zgadza się na korzystanie z jego sztuki bez jego zgody bo
                liczy się, aby on ado kogoś trafiła, a nie to aby dała ona zysk. Także to
                rzekomo ambitne kino które chce się promować to ściema, prawdziwy artysta
                poradzi sobie bez branży filmowej, prawdziwy artysta ma pracę w której zarabia
                na życie, a jego sztuka to tylko upuszczenie pary z jego duchowości!
            • Gość: Bubaty Re: internetowe piractwo rozwija życie kulturalne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.06, 07:31
              Popieram ten kretyn i idiota na prawdę nie rozumie że zablokowaniem stron z
              napisami nic nie zmieni,chodzi o ceny takich filmów,nadal są za wysokie i to
              jest przyczyną niskiej ich sprzedaży i dystrybucji w Polsce,a ten kierownik
              Gutek film taki cwany a pewnie sam zassysa tylko sie przyznaje,palant,niech sie
              usunie bo go zlinczują :-) posdro dla wszystkich którzy walą to w czape i
              wierzą że taki kasztan jak kierownik Gutek Film nic nie zdziała,niech lepiej
              warzywniak otworzy :-)
          • Gość: tom.niewierny Re: oj, pretensje, ze ludzie nie chca ogladac sza IP: *.hsd1.or.comcast.net 14.12.05, 06:08
            Jesli nie lubisz tych filmow to po co ogladasz!!! No ale chyba ze jest to za
            darmo to wtedy te filmy juz nie sa 'takie zle'... Zasada prosta jak nie lubie
            to nie place ale tez nie kradne, bo przeciez kradnie sie cos co warto. Jesli
            masz lepszy pomysl na film to napisz scenariusz, wydaj kupe forsy na jego
            realizacje ze swojej kieszeni. Zobaczysz wtedy jak cie bedzie chcial szlag
            trafic bo kupa dziegli takich jak ty bedzie sciagac to za darmo. No chyba ze
            chodzi ci glownie o artystyczne odebranie przez ludzi twojego 'natchnienia' to
            wtedy powinienes sie cieszyc ze to ogladaja za darmo. A jesli tego nie zrobisz
            to morda w kubel i nie odzywaj sie lepiej bo nie masz pojecia.
        • Gość: ZGADXZACZ Re: Filmowe piractwo w polskim internecie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.06, 20:18
          Zgadzam się z przedmówcą. Na emule jest shit nie do oglądania.Zawsze kupuję
          legalne filmy w gutek-film. Bo daję godziwy zarobek dystrybutorowi i twórcy,
          oraz sam zyskuję pełnowartościowy produkt, na czym wszyscy zyskujemy.
          Co prawda oferta takich cwaniaczków jak GF jest żenująco uboga, ale sądzę, że
          dobór oferty jest wystarczający dla dresika analfabety, jakim jestem.
      • Gość: pirat Re: Filmowe piractwo w polskim internecie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.05, 22:16
        kilka uwag:
        primo, mam wrażenie, że obowiązują nieco inne przepisy dotyczące praw autorskich
        pana Mozarta i współczesnych twórców
        secundo, jeśli mówisz o błędach to tytuł brzmi "Don Giovanni", a zdanie zaczyna
        się od wielkiej litery
        tertio, " a większość produkcji w sieci nie jest warta pięciu groszy że o
        ruszeniu się do kina nie wspomnę. reżyserzy tychże winni się cieszyć że jeszcze
        ktoś chce
        ich wypociny oglądać"-bez komentarza (i nie mówię tu bynajmniej o
        ortografii-konkretnie interpunkcji)
        • lhotse89 Re: Filmowe piractwo w polskim internecie 14.12.05, 10:18
          kolego - mówisz o ortografach które według ciebie są interpunktami. może z tobą
          coś nie tak albo do szkólki sie nie chodziło z ochotą? Jakie inne prawa?
          Przecież tłumaczysz z libretta wydanego przez konkretną firmę. Oni też musieli
          włożyć wysiłek i to przetłumaczyć np na angielski. jak tłumaczysz z angielskiego
          to płacisz tantiemy tłumaczowi jeśłi chcesz to legalnie wydać.
          A co może może powiesz że większosć chłamu w sieci to arcydzieła jeszcze? No
          pewnie , skoro 80% produkcji w sieci to pornole to ok.
          Nie rozumiem tej nagonki filmowców "bez nas zginiecie". Gó.. zginę. Wasza
          produkcja nie ma nic wspólnego z kulturą. na tej samej zasadzie każdy kto trzyma
          kamerę w łapie tworzy kulture.
          Nie jestem za piractwem, jestem przeciw temu co nam się wmawia że najbarziej
          pokrzywdzeni na świecie są producenci filmowi. Jakoś wysokiej klasy aryści
          nagrywają płyty , w mule są setki wykonań Mozarta i innych a nie spotkałem się
          jeszcze z zarzutem tychże że są okradani. Pewnie tak się czują ale ja z szacunku
          do nich e płyty po prostu kupuję bo wiem że daję zarobić uczciwym ludziom i
          wielkim artystom . A mam dać zarobić Czarkowi Pazurze? Sorry, wystarczy że z
          moich pieniędzy idzie kasa na nowy Instytut. I nikt sie mnie nie pytał czy mam
          na to ochotę czy nie. Wy nie robicie kultury. Wy robicie kasę. I tyle
      • Gość: Gość Re: Filmowe piractwo w polskim internecie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.05, 22:34
        Zdaje się, że przedstawiciel Gutekfilmu powołuje się na uzyskane od twórcy filmu
        prawo wyłączności na jego tłumaczenie.

        Choc brzmi to nielogicznie, prawnicy mogą to widzieć jako całkiem normalne.

        Pytanie brzmi, gdzie leży granica praw, jakie może zastrzec sobie twórca dzieła.
        Bo przecież jeżeli można zastrzec prawo do tłumaczenia filmu, to czemu nie
        zastrzec także prawa do:

        - opowiadania filmu (bo przecież gdybyśmy panu X nie opowiedzieli, o czym z
        grubsza jest film, to może by poszedł a nie uznał że "takie coś to wole z
        internetu ściągnąć)

        - recenzowania filmu (bo to też przecież powstaje na bazie samego filmu - i
        również może sprawić, że potencjalni widzowie zamiast kupić bilet uznają, że nie
        ma co płacić za przeciętny film który można sciągnąć z internetu)

        Ograniczanie prawa do tłumaczenia filmu jest pomysłem bezsensownym również z
        uwagi na często marną - szczególnie w niektórych dziedzinach - jakość tłumaczeń.

        Przykładem serii filmów i serialów o wiecznie beznadziejnym w polsce tłumaczeniu
        jest Star Trek. I prawdę mówiąc następny film z serii Star Trek, by uniknąć
        rażących pomyłek w napisach i salw śmiechu na sali kinowej - wolałbym obejrzeć
        przy tłumaczeniu wykonanym przez znawców tematu.
        • Gość: es Re: Filmowe piractwo w polskim internecie IP: *.acn.waw.pl 13.12.05, 23:35
          Chodzi o to, ze na stronach ukazywaly sie napisy kopiowane z juz wydanych przez Gutek Film plyt DVD - tu faktycznie jest to naruszenie wlasnosci intelektualnej. To dlatego napisy.info zamknal swoja strone. Wlasciciele napisy.org twierdza natomiast, ze posiadaja napisy tlumaczone przez swoich uzytkownikow wylacznie 'ze sluchu'. Ot, cala roznica.
          • Gość: obii Re: Filmowe piractwo w polskim internecie IP: *.eranet.pl 13.12.05, 23:38
            A ja podejrzewam, że chodzi jednak o coś więcej. Każdy może sobie tłumaczyć
            cudzy utwór na własny użytek, ale już rozpowszechnianie takiego przekładu to
            jednak naruszenie praw autorskich twórcy oryginału. Wyobraźmy sobie, że nie
            chodzi o filmy, tylko o książki. Uważacie, że rozpowszechnianie wlasnego
            przekładu w sieci nie naruszałoby praw autora oryginału?

            Pozdr
            • r306 Ehhhh 13.12.05, 23:43
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17&w=33441810&a=33443775
              Tu masz wykladnie prawna.
              Tlumaczona lista dialogowa NIE JEST czescia utoru jako calosci. Kompletnie czym
              innym jest tlumaczenie dziela literackiego.
              • Gość: Veron Re: masz absolutną rację IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.05, 00:48
                Teza tego orzeczenia powinna być wklejona w każdy post w tym temacie, by wryła się w pamięć wszystkim.

                A kolega wyżej co do tłumaczeń nie ma racji: można tłumaczyć, a co przetłumaczysz, to już twój utwór autorski. Możesz go odczytać, spalić, zjeść, a nawet wydrukować slbo się podetrzeć -> to już twoja "własność"
                • Gość: obii Trochę OT IP: *.eranet.pl 14.12.05, 11:16
                  Gość portalu: Veron napisał(a):

                  > A kolega wyżej co do tłumaczeń nie ma racji: można tłumaczyć, a co
                  przetłumaczy
                  > sz, to już twój utwór autorski. Możesz go odczytać, spalić, zjeść, a nawet
                  wydr
                  > ukować slbo się podetrzeć -> to już twoja "własność"

                  Ale chyba nie rozpowszechniać? OK, rozumiem wykładnię co do filmów, ale chyba
                  nie powiesz mi, że z książką przetłumaczoną bez zgody dysponenta praw mogę
                  zrobić wszystko - raczej nie mogę jej wydrukować. Ani chyba nawet, wbrew temu
                  co napisałeś, odczytać (publicznie).

                  Notabene tak się składa, że nie jestem prawnikiem, ale akurat tłumaczem
                  literackim. Oczywiście nie robię ze swoimi przekładami tego, o czym piszesz
                  (nie palę, nie jem itp...), tylko raczej "sprzedaję" bądź "wypożyczam" (są
                  różne umowy) tę swoją własność wydawnictwu, które zleciło tłumaczenie.

                  Pozdrawiam,
                  obii
            • swistak336 chłopie....... 14.12.05, 00:44
              Jak coś sobie przetłumaczysz, to to się staje TWOJĄ własnością autorskoprawną. Możesz to rozpowszechniać, jak tylko chcesz.
              Co nie znaczy, że Cię nie pozwą. np. nikt w Polsce nie chce wydrukować Adama Smitha w tłumaczeniu, bo nie można ustalić, do kogo należą prawa autorskie jakich tłumaczeń - tłumaczeń było w przeciągu czasów już tyle, że każde nowe może być tak zbieżne, że pachnące plagiatem. A oczyszczanie się w stu bezzasadnych procesach nie jest warte zachodu dla książki, którą tylko studenci czytają (a oni i tak kserują ;) )
              • Gość: obii Re: chłopie....... IP: *.eranet.pl 14.12.05, 11:20
                swistak336 napisał:

                > Jak coś sobie przetłumaczysz, to to się staje TWOJĄ własnością
                autorskoprawną.
                > Możesz to rozpowszechniać, jak tylko chcesz.

                Tak? Czyli jeśli kupię sobie na zachodzie książkę niewydaną w Polsce i ją
                przetłumaczę, to znaczy, że mogę wydać? Zastanów się. Po co w takim razie
                wydawnictwa płacą za prawa autorom, zagranicznym wydawcom i agencjom?
                • swistak336 Z książką jest trudniej, ale też się da ;) 14.12.05, 12:42
                  Możesz dokonać tłumaczenia, które będzie twoim. I są co najmniej dwa rodzaje tłumaczeń: tłumaczenia "wprost" i tłumaczenia "z wkładem własnym". Tych tłumaczeń "prostych, jak budowa cepa" niestety nie będziesz mógł wydać. Tłumaczenia będące opracowaniami możesz wydać po uzgodnieniu z wydawcą. Tłumaczenia "luźne" - czyli z naprawdę dużym wkładem tłumacza, nadającym utworowi cechy indywidualne, mogą być przy odpowiednim wkładzie twórczym wydawane bez uzgodnień z autorem oryginału.

                  Tu jednak mowa jest o czymś innym: nie tłumaczeniu książki (gdzie orzecznictwo jest liczne i bogate), tylko wytworzeniu "czegoś nowego" - listy dialogowej nie będącej częścią filmu. No i właśnie: mamy orzeczenie SN, że lista nie jest opracowaniem (na które wymagane byłoby zezwolenie). Ale nadal nie mamy orzeczenia, czym JEST lista (wiemy czym nie jest). W tej chcwili możemy uznawać, że skoro nie jest opracowaniem, to jest utworem odrębnym i należy do jej twórcy/tłumacza. Ale może wyjść w przyszłości (tylko nie wiadomo kiedy, bo jakoś nie poszli ludzie do sądów w tej sprawie) wydane zostanie orzeczenie stwierdzające, że lista jednak jest jakąś postacią utworu zależnego (ale jaką..?? nieznazwaną??). Jak narazie CIESZMY SIĘ WOLNOŚCIĄ:p
                • Gość: Marw Re: chłopie....... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.05, 16:14
                  > Tak? Czyli jeśli kupię sobie na zachodzie książkę niewydaną w Polsce i ją
                  > przetłumaczę, to znaczy, że mogę wydać? Zastanów się. Po co w takim razie
                  > wydawnictwa płacą za prawa autorom, zagranicznym wydawcom i agencjom?
                  A ty człowieku naucz sie czytać ze zrozumieniem.
                  Mowa tu jest o tłumaczeniu materiału audio-wizualnego a nie książek.
                  • Gość: obii Re: chłopie....... IP: *.eranet.pl 16.12.05, 05:31
                    > A ty człowieku naucz sie czytać ze zrozumieniem.

                    Umiem, człowieku.

                    > Mowa tu jest o tłumaczeniu materiału audio-wizualnego a nie książek.

                    Wiem, o czym jest mowa w tym wątku. Ale swistak napisal: "Jak COŚ sobie
                    przetłumaczysz, to to się staje TWOJĄ własnością autorskoprawną". Odniosłem się
                    do tego zdania, zresztą wkleiłem je w swoim poście. Z wypowiedzi Swistaka
                    wynikało, że dotyczy to _każdego_ przekładu, stąd przykład (czytaj ze
                    zrozumieniemi: p r z y k ł a d) z książkami.

                    Pozdr
          • manonfire Re: a moze by tak BOJKOT?!? 14.12.05, 14:29
            Tak. Bojkot. Ale myslę tu o większej skali. Bojkot zakupu filmóm na jakimkolwiek
            nosniku w ogóle. Wyobraźmy sobie (na razie teoretycznie ) takie działanie:
            umawiając sie na ten przykład przez internet pewnego pięknego dnia we wszystkich
            miastach i miasteczkach w całej Polsce, ustawiamy się pod sklepami sprzedającymi
            filmy i nawołujemy do niekupowania tychże. Rozdajemy ulotki (wyprodukowane
            najmniejszym kosztem) opisujące motywy tej akcji. Oprócz ulotek mogą być jeszcze
            inne metody. Być może ludzie zaczną łapać, o co chodzi i ograniczą (lub
            zaprzestaną w ogóle)kupować filmy. Powiedzmy, że przez miesiąc. Być może, w
            wyniku takich działań branża filmowa zacznie ponosić straty (a może inaczej:
            będzie notować mniejsze zyski). Może zmusi ich to do obniżenia cen.
            Sam bardzo chętnie kupuję oryginalne płyty DVD. Ale nie stać mnie na wszystko,
            co chciałbym mieć w swojej filmotece. I w istocie, czasem coś z Netu dociągnę.
            Przy wyborze: marnej jakości divx z sieci a oryginał DVD za 10 do 20 zł, pędzę
            do sklepu i kupuję oryginał. Gazetowe filmy w cenie 9,90 łykam jak pelikan. Na
            to mnie stać.
      • Gość: koko Re: Filmowe piractwo w polskim internecie IP: *.crowley.pl 14.12.05, 09:40
        Racja. Jak można twierdzić, że własnością intelektualną są czyjeś tam
        tłumaczenia, z masą błędów na dodatek?
        Poza tym teza, że skoro dajmy na to 10 tys. osób ściągnęło coś z sieci, to
        możemy założyć, że uniemożliwienie im tego spowoduje, że te 10 tys. pójdzie do
        kina, jest założeniem z gruntu fałszywym. Większość filmów z sieci ludzie
        oglądają tylko dlatego, że są za friko. Gdyby mieli zapłacić choćby parę
        złotych, to by się dwa razy zastanowili i 99% filmów nie obejrzeli. Te
        wyimaginowane straty producentów i dystrybutorów to jest bajka o złym wilku.
    • nicram112 Bardzo biedny Gutek... 13.12.05, 21:11
      Gdyby nie portale mialby juz Maybacha. A po ila swoje dziela sprowadza i jaka
      jest strukturra ceny na DVD na polce? A kogo stac na filmy po 80 zl za sztuke?

      Pi$#lenie o Szopenie; dziwnym trafem jak filmy sa po 19 pln to sie okazuje ze
      nikt ich nie sciaga, bo woli ladna okladke, dobra jakosc, etc - ale to
      oczywiscie zbyt trudne do pojecia. Bo dystrybutorzy DVD/CD nie mysla jeszcze jak
      ci od tanich biletow lotniczych - sa na etapie "DVD jako dobro luksusowe = kupie
      jedno tacie na gwiazdke = 1x 85% marzy dla Gutka"
    • Gość: Peter Re: Filmowe piractwo w polskim internecie IP: *.dbln.cable.ntl.com 13.12.05, 21:15
      "Czy rozpowszechnianie samej listy dialogowej jest również przestępstwem?
      Kaczmarek i Urbański uważają, że stanowisko w tej sprawie powinien zająć sąd."

      Ktos powinien panom z Gutek Film powiedziec, ze sąd juz w tej sprawie
      stanowisko zajął. I to nie byle jaki, bo Najwyzszy:

      Wątpliwości co do tego, czy dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu
      audiowizualnego jest jego opracowaniem i czy wobec tego wymagana jest zgoda
      twórcy scenariusza na wykonywanie autorskich praw zależnych do takiego utworu,
      pojawiały się na gruncie nie obowiązującej już ustawy z 10 lipca 1952 r. o
      prawie autorskim (Dz. U. 1952 r. Nr 34 poz. 234 ze zm.), która kwestii tej nie
      regulowała wyraźnie, a w szczególności nie zawierała odpowiednika art. 71
      ustawy obowiązującej obecnie. Jednak i wówczas już przyjmowano, że łączne
      zezwolenie producenta i twórców filmu na opracowanie utworu potrzebne było
      tylko wtedy, gdy chodziło o przekształcenie filmu prowadzące do powstania
      nowego dzieła. Producent zachowywał natomiast wyłączne prawo udzielania
      zezwoleń na dokonywanie w filmie takich zmian, które są konieczne do normalnej
      eksploatacji filmu, a które nie zmieniają w sposób zasadniczy jego istoty.
      Wskazywano, że producent mógł np. zezwolić na dubbing, na pewną przeróbkę filmu
      dla celów telewizji, na nieistotne zmiany (np. pewne skróty) podyktowane
      gustami publiczności itp. Takie uprawnienia producenta wynikały bowiem z
      przysługującego mu prawa autorskiego do zwykłej eksploatacji filmu (por.
      uzasadnienie uchwały siedmiu sędziów SN z 19 lutego 1968 r. o mocy zasady
      prawnej, III CZP 40/67 OSNCP 1969/4 poz. 59). Dubbing ma na celu umożliwienie
      przyswojenia utworu publiczności nie znającej języka oryginału, a więc zakłada
      przetłumaczenie wersji słownej. Obecnie obowiązująca ustawa w art. 71 nie
      pozostawia już wątpliwości odnośnie do tego, że dokonanie tłumaczenia warstwy
      słownej utworu audiowizualnego nie stanowi jego opracowania jako całości. Taki
      pogląd przyjmowany też jest powszechnie w doktrynie.

      Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Cywilna
      z dnia 23 stycznia 2003 r.

      II CKN 1399/2000

      OSP 2004/3 poz. 36
      Biuletyn Sądu Najwyższego 2003/7 str. 11
      OSNC 2004/4 poz. 62

      Cala akcja wyglada na prymitywna akcje reklamowa nędznego dystrybutora.
        • swistak336 Facet dał plamę: prawną i prestiżową. 14.12.05, 00:39
          Zaistniał w mediach jako "czarny charakter". Wystąpił z roszczeniem, które zostało zrelacjonowane jako bezzasadne. Gdyby występował tylko, w sprawie plagiatu swoich własnych tłumaczeń, miałby rację. Ale powoływanie się na jakąś wyłącznośc prawa do tłumaczenia zakrawa na kpinę.

          Panie Gutek.......zmień pan adwokata :P
      • Gość: ToKu prawnik Nie miałem czasu wgłębić, ale zda się bałamucisz. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.05, 06:58
        Tłumaczenie wedle tego orzeczenia jest jednym z uprawnień producenta, na które
        nie musi on mieć zezwolenia twórcy, nie jest natomiast odrębnym przedmiotem praw
        autorskich.

        Jak napisałem w tytule nie miałem czasu się wgłębić, zrobię to w sądzie za jakąś
        godzinę - dwie, jeżeli dojdę do wniosku, że to ja bałamucę, to napiszę, ale zda
        się, że wyciąłeś fragment bez zastanowienia, to orzeczenie wskazuje raczej na
        to, że rację ma Gutek, niestety.

        Polecam pełen tekst, również w lexie LEX nr 78873
        • Gość: ToKu Jasne, że bałamucisz. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.05, 10:56
          "Zgodnie z tym przepisem, opracowanie cudzego utworu, w szczególności
          tłumaczenie, przeróbka lub adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego, bez
          uszczerbku dla prawa pierwotnego. Opracowanie musi mieć charakter twórczy;
          rozporządzanie nim i rozpowszechnianie zależy od zezwolenia twórcy utworu
          pierwotnego, dlatego prawo to określane jest w ustawie jako zależne (art. 2
          ust. 2). W przypadku utworu audiowizualnego zezwolenia takiego, w granicach
          określonych w art. 70 Pr.aut., udziela producent. Z ustaleń dokonanych w
          sprawie wynika, ze producent zezwolił jedynie na opracowanie polskojęzycznej
          wersji scenariusza i wykorzystanie jej w połączeniu z istniejącym obrazem przez
          skarżącą. Nie zawarto w formie pisemnej umowy licencyjnej, zatem już z tego
          względu po stronie skarżącej nie powstały autorskie prawa majątkowe do utworu
          (art. 66 i 67 Pr.aut.)."

          To tez z tego samego uzasadnienia. Każdy może sobie wybrać, to co lubi, a ja
          sie pytam, czy autorzy tłumaczeń z napisy.cośtam mają zezwolenie producenta? Bo
          jeżeli nie, to zda się rozpowszechniać go nie mogą.

          Wszystkich zainteresowanych zachęcam do sięgnięcia po całe uzasadnienie.

              • r306 Re: No to łamie art. 16, pkt 3 i 5 14.12.05, 11:40
                > No chyba, że uznamy, że tłumaczenie takie jest całkowicie odrębnym od dzieła
                > pierwotnego bytem, ale chyba jednak nie jest.
                "Obecnie obowiązująca ustawa w art. 71 nie
                pozostawia już wątpliwości odnośnie do tego, że dokonanie tłumaczenia warstwy
                słownej utworu audiowizualnego nie stanowi jego opracowania jako całości."

                No wiec????

                Jesli listy dialogowej nie mozna by bylo traktowac jako czesci odrebnej, to na
                kazdy cytat, czy zart oparty o cytat, a jakze - rozpowszechniany - musialbys
                prosic o zgode dystrybutora.
                Juz byl taki proces i zostal przegrany przez powoda, ktory chcial
                uzyskac "prawa autorskie" do fragmentu wlasnie dialogu. Przegral, bo sad
                stwierdzil, iz te slowa sa juz "dobrem ogolnym". Przepraszam, ze nie przytaczam
                litery prawa itd. - nie jestem prawnikiem.
                • swistak336 No to łamie art. 16, pkt 3 i 5...albo nie łamie;) 14.12.05, 12:50
                  No właśnie: łamie czy nie łamie - opracowaniem całości nie jest. Jest czymś odębnym, jakimś szkieletowym zapisem tekstu. Coś jak notatka z filmu, albo analiza cyfrowa kolorów zdjęcia fotograficznego. Wiemy, że nie jest opracowaniem, na które potrzeba zezwoleń. Jednocześnie art. 71 to przepis szczególny ....nie przeceniałbym. Mamy orzeczenie czym lista nie jest, nie mamy, czym jest. Jak narazie: cieszmy się wolnością;)
                  • kris.m Re: No to łamie art. 16, pkt 3 i 5...albo nie łam 14.12.05, 12:52
                    świetny a zarazem zabawny komentarz znalazłem na stopklatce:

                    "Kiedyś Jezus na pustyni cudownie rozmnożył chleb i ryby, czy go ktoś ścigał z tego powodu, piekarze bądź rybacy? Przeciwnie, wszyscy się tym radowali. Dziś mamy sytuację gdy w internecie cudownie rozmnażają się filmy, programy itd i zamiast się tym radować, wmawia się ludziom że to problem, że ludzie kogoś okradają, a to nie jest prawdą, ludzie poprostu nie pracują na zysk danej grupy osób, a to wyraźna różnica." (c) by Gosc :)