Dodaj do ulubionych

Nudny romas w kosmosie czyli SOLARIS

IP: *.vic.bigpond.net.au 27.02.03, 05:51
Nudny romans w kosmosie - Recenzja filmu “Solaris” Steven’a Soderbergh’a i
James’a Cameron’a
Idąc 27 lutego roku 2003 na australijską premierę hollywoodzkiej wersji
“Solaris” starałem się jak mogłem, aby nie przynieść ze sobą na salę kinową
żadnych uprzedzeń. Wynikało to z faktu, iż nie tylko znałem wcześniejsze
recenzje tego fimu, ale też znam dość dobrze twórczość tych obu filmowców.
Reżyser Steven Soderbergh jest znany głównie z “Sex, Lies, and Videotape”,
filmu, powiedzmy sobie to szczerze, nudnawego i pretensjonalnego. Jednakże
największy zawód sprawił mi producent “Solaris”, James Cameron (trzeba
pamiętać, że w USA to producent, a nie reżyser, jest prawnie autorem filmu).
Cameron jest znany z takich produkcji jak “The Terminator”, “Terminator 2”,
“Aliens” (“Obcy”), “The Abyss” (“Głębia”) czy wreszcie “Titanic”. Sądząc po
tym ostanim filmie, można było się spodziewać, iż “Solaris” zostanie
sprowadzone de facto do wątku miłosnego (dość ważnego w powieści Lema, choć
zdecydowanie w niej drugoplanowego). Niestety, “Solaris” Steven’a
Soderbergh’a i James’a Cameron’a to coś znacznie gorszego niż “love story in
space” (“romans w przestrzeni kosmicznej”), to jest po prostu nudne,
rozwlekłe i pretensjonalne pseudo-romansidło, grane w sztucznym, teatralnym
stylu przez marnych aktorów: George’a Clooney’a (Krisa Kelvina) i Nataszę
McElhone (Rhey’ę, właściwie Harey, o czym będzie mowa później),i na dodatek
źle wyreżyserowany i nienajlepiej zmontowany (liczne dłużyzny, nic nie
wnoszące nawet do nastroju filmu).

Według Soderbergh’a “Solaris” to `a combination of “2001” and “Last Tango In
Paris"’ (`kombinacja “2001” i “Ostatniego tanga w Paryżu”’). Dla mnie to zaś
raczej marne naśladownictwo arcydzieła Kubrick’a, w stylu owego, jakże
przereklamowanego, a tak naprawdę, to równie nudnego jak “Solaris”,
“Ostaniego tanga”. W filmie “Solaris” właściwie nic się nie dzieje. George
Clooney pokazuje w nim conajmniej dwa razy swoją pupę, co bynajmniej nie
ratuje filmu. Sceny miłosne są zbyt odważne, aby film był bez ograniczeń
wiekowych, ale zbyt mało odważne, aby zaciekawić właściwie kogokolwiek. Z
filozoficznego przesłania powieści Lema właściwie nic nie ocalało: kiedy
zaczyna się ciekawa dyskusja na temat Boga, i nawet wspomniana jest opinia
papieża, fonia zostaje natychmiast wyciszona, aby - broń Boże - nie zmusić
widzów do myślenia… Jednym z powodów, iż filozoficzna głębia powieści została
zgubiona przez Soderbergh’a i Cameron’a jest fakt, iż scenariusz został
napisany przez Soderbergh’a na podstawie marnego tłumaczenia tej powieści na
angielski (Joanna Kilmartin i Steve Cox przetłumaczyli “Solaris”, na dodatek
dość niechlujnie, nie z polskiego, a z francuskiego tłumaczenia, stąd owe,
jedyne dotąd, angielskie tłumaczenie powieści Lema, zawiera mnóstwo błędów i
przeinaczeń, w tym nawet nazwisk bohaterów).

Jak już wspomniałem, dwójka głownych bohaterów gra w sztucznym, teatralnym
stylu. Zamiast dialogów mamy deklamacje, zamiast gry aktorskiej jeno jej
nędzne namiastki (przykładowo. scena “rezurekcji” Rhei-Harey, jest
niezamierzonie komiczna z powodu fatalnego aktorstwa Nataszy McElhone). Voila
Davis jest niezła w roli czarnoskórej uczonej, doktora Gordona – sęk w tym,
iż jest to postać nieistniejąca w powieści Lema. Została ona wyraźnie
wprowadzona “na siłę” przez Soderbergh’a , aby film był politycznie poprawny
(o ile dobrze pamiętam, to w powieści Lema występuje murzynka, ale jest ona
tworem planety “Solaris”, i nie jest naukowcem, a prześladowcą jednego z
wyraźnie bialych uczonych z załogi stacji). Ulrich Tukur jest również dośc
dobry w roli Gibariana, a własciwie jego “ducha” (Gibarian popełnia
samobójstwo tuż przed przylotem Kelvina), ale jest to rola wyraźnie drugo-,
jak nie trzecio-planowa. Jeremy Davis jako Snow (Snaut) jest nieco lepszy niż
Clooney czy McElhone, ale to przenież nie jest żaden powód do dumy…

Od aktorstwa Clooney’a i McElhone chyba jeszcze gorsza jest reżyseria
Soderbergh’a. Film po prostu się rozłazi, brak mu tempa, napięcia a przede
wszystkim owego nastroju tajemniczej grozy, która uderza praktycznie z każdej
strony powieści Lema czy też jest wyraźnie obecna w pamiętnej ekranizacji
Tarkowskiego z roku 1972. Soderbergh starał sie naśladować Kubrick’a, stąd
początek i zakończenie “Solaris” jest marną kopią “2001”. Brak funduszy na
efekty specjalne rozłożył zaś ten film do końca. Wnętrze stacji i urządzenia
znajdujące się w niej są na poziomie końca XX wieku i początku XXI, zaś
techologia podróży kosmicznych o jakieś conajmniej 100 lat w przyszłość.
Nieszczęściem Soderberg’a jest to, iż jego film ukazał sie po takich filmach
jak “Minority Report” (“Raport mniejszości) Spielberg’a (według opowiadania
Philip’a K. Dick’a), czy też niedawnych adaptacjach dzieł H.G. Wells’a (jego
“Niewidzialnegp człowieka” i “Maszyny czasu”). Stąd oczekiwania publiczności
są obecnie wysokie, i nikogo już nie sa w stanie zadowolić efekty specjalne
na pozoomie “Milczącej gwiazdy” (“Astronauci’) Maetzig’a (1960) czy też
“Testu pilota Pirxa” Piestraka (1979), a znacznie gorsze (szczególnie, jeśli
wziąć pod uwagę upływ ponad 30 lat), niż w radzieckiej ekranizacji “Solaris’
z roku 1972.

Miłośnikom science fiction czy też historii miłosnych zdecydowanie odradzam
“Solaris” Soderbergh’a, chyba, iż chcą się zanudzić na śmierć - na senasie w
kinie “Southland Village Cinema” na przedmieściu Melbourne, który zaczął się
27 lutego 2003 roku 2003 o godzinie 10:35 rano, tylko ja i osoba mi
towarzysząca (ta ostania przez grzeczność) wytwaliśmy do końca… Polecam
natomiast ten film studentom sztuki filmowej (aby zobaczyli, jak się się nie
powinno kręcić filmów), oraz miłośnikom zdecydowanie złych, szmirowatych
filmów, szczególnie z gatunku “science fiction i fantasy”, do którego to,
niewiadomo czemu, zakwalifikowano ten zdecydowanie nieudany romans
Soderbergh’a i Cameron’a, marny romans, który nie tylko nie dorasta do pięt
klasie powieści Lema, ale jest o kilka klas gorszy niż klasyczna ekranizacja
Tarkowskiego z roku 1972. Jako iż Lem był wyraźnie niezadowolony z wersji
Tarkowskiego, jestem niezmiernie ciekawy, co sądzi on o “dziele” Soderbergh’a
i Cameron’a. Obawiam się tylko, iż milionowe honorarium, które dostał on za
prawa do sfilmowania “Solaris” zostało wypłacone nie tylko pod warunkiem, iż
nie bedzie się on wtrącał do filmowania tej powieści, ale tez, iż nie będzie
on publicznie wyrażać negatywnych opinii o fiasku “dzieła” Soderbergh’a i
Cameron’a…

Obserwuj wątek
    • Gość: aa daj se na luz IP: 62.29.138.* 01.03.03, 10:07
      Wklejasz gosciu wszedzie to samo, nie wiem moze czujesz ze jestes głąbem który
      nie potrafi docenić ciekawego filmu i chcesz tą myśl zagłuszyc produkując takie
      nonsensy? Ale nic to nie pomoże - jestes głąbem.
      • Gość: Kagan Re: daj se na luz IP: *.vic.bigpond.net.au 02.03.03, 06:56
        Gość portalu: aa napisał(a):
        Wklejasz gosciu wszedzie to samo, nie wiem moze czujesz ze jestes głąbem który
        nie potrafi docenić ciekawego filmu i chcesz tą myśl zagłuszyc produkując takie
        nonsensy? Ale nic to nie pomoże - jestes głąbem.
        K: I to ma byc argument? Kiedy sie wreszcie nauczycie odpowiadac
        na argumenty merytoryczne, argumentami merytorycznymi, a nie ad personam?
    • Gość: AdamM Do Kagana IP: *.icpnet.pl 02.03.03, 14:38
      Czy to Twoja recenzja? Jesli tak to masz niezly talent do piora:) A i myśl
      przyzwoita. Szkoda, ze się wlasnie takimi sprawami nie zajmujesz (szeroko
      rozumiana krytyka sztuki, eseistyka) zamiast osmieszać się watkami
      antyreligijnymi.

      A.
      • Gość: Kagan Re: Do Kagana IP: *.vic.bigpond.net.au 03.03.03, 05:04
        Gość portalu: AdamM napisał(a):
        Czy to Twoja recenzja? Jesli tak to masz niezly talent do piora:) A i myśl
        przyzwoita. Szkoda, ze się wlasnie takimi sprawami nie zajmujesz (szeroko
        rozumiana krytyka sztuki, eseistyka) zamiast osmieszać się watkami
        antyreligijnymi.
        A.
        K: Moja. Kilka podobnych mi juz wydrukowano (gl. po angielsku).
        Ale sa one zbyt odwazne jak na Polske czy komercyjne pisma, wiec
        pisze glownie do akademickich zurnali...
        A me watki o religii - no coz, to kwestia gustu.
        A moze znasz jakies pismo w Polsce, ktore by mi to wydrukowalo.
        Teraz szykuje angoelskojezyczna wersje tej recenzji...
        Pozdr.
        Kagan


        • Gość: Kagan Jest wciaz szansa na lepsze "Solaris"! IP: *.vic.bigpond.net.au 03.03.03, 06:13
          Wczoraj wieczor (niedziela) widzialem w TV kolejna wersje "Psa Baskervillow"
          ("The Hound of the Baskervilles"), tym razem zrobiona przez BBC (dwoch
          Australijczykow w rolach glownych: Richard Roxburgh jako Holmes i Matt Day
          jako mlody sir Henry Baskerville, oraz Ian Hart jako Watson.
          Mimo iz widzialem juz conajmniej kilka wersji tego opowiadania Arthura
          Conan Doylea, to ogladalem te n-ta wersje z ciekawoscia i z wielka
          przyjemnoscia. A przeciez Brytyjczycy niedawno nakrecili tez doskonala
          wersje "Psa Baskervillow" (1983 r. z Ianem Richardsonem jako Holmesem).
          Moze gdyby rezyser tego filmu, ktory wlasnie widzialem w ABC TV, David Attwood
          nakrecil "Solaris", to zamiast nudnawego i zle granego romansu, mielibysmy
          pasjonujaca historie proby rozgryzienia tejemnicy Solaris, jak to ma
          miejsce w klasycznej juz powiesci Lema.
          Bowiem nie powinno sie robic eksperymentow z klasyka (do ktorej nalezy juz,
          niewatpliwie, "Solaris" Lema), jak sie nie ma nadzwyczajnego talentu,
          a jest sie tylko hollywoodzkim wyrobnikiem z pretensjami,
          jak Soderbergh...
          Wstyd, panie Soderberg, wstyd. Zostaje nam tylko nadzieja, ze skoro
          Holmesa gralo od roku 1922 (niemy film) conajmniej 20 aktorow, w tym Basil
          Rathbone (najbardziej znany Holmes), Peter Cushing (specjalista
          od horroru), Larry Hagman (DALLAS), Roger Moore (007), Tom Baker (Dr. Who),
          Edward Woodward (Breaker Morant), Ian Richardson, Michael Caine,
          Christopher Lee, Jeremy Brett i nawet Buster Keaton...
          Tak wiec, jest wciaz nadzieja, ze Krisa Kelvina zagra znow
          prawdziwy aktor (jak to bylo u Tarkowskiego - Kelvina
          gral tam Donatas Banionis, chyba Litwin albo Lotysz), a nie nedzny
          trzeciorzedny amerykanski aktorzyna Clooney, co potrafi tylko pokazywac
          swa niezbyt dla normalnych mezczyzn ciekawa doope, i to na dodatek dwa
          razy w tym samym filmie... :(
          Kagan
        • Gość: AdamM Hm? IP: *.icpnet.pl 03.03.03, 08:41
          Rzepę opanowała chyba Pani Hollender, ale nie wykluczam, ze istnieje szansa. Ja
          bym zadzwonił lub prze e-mailowal. Rzepa to gazeta Nr 1 w Polsce. GW też czasem
          drukuje, ale oni sa mniej przejrzyści, tzn. nie zawsze liczy się jakość.
          Wszystko mowie z wlasnego doswiadczenia. Nie czytalem innych Twoich rzeczy, ale
          dla Rzepy liczy się: 1. myśl; 2. nazwisko; 3. język. I można ich przekonać.
          Tylko, ze w film to moim zdaniem nie wejdziesz bo ta babka (+ jeszcze kogoś tam
          mają) pisze naprawde super, wiec nie beda kombinować.

          A.
    • Gość: Kagan A boring love story in space IP: *.vic.bigpond.net.au 03.03.03, 09:28
      A Boring Love Story in Space – A Review of “Solaris” the Movie by Steven
      Soderbergh (Director) and James Cameron (Producer)

      When I was going to the cinema on 27 February 2003, to see Australian premiere
      of the Hollywood remake of Lem’s “Solaris”, I tried hard to be unbiased. It was
      certainly not an easy task, as I knew the reviews form the American and Polish
      sources (even in Poland this movie was screened earlier than in Australia), and
      I knew quite well the works of the director and producer of this movie. The
      director, Steven Soderbergh, is well known from “Sex, Lies, and Videotape”, a
      film, let me be completely honest, boring and pretentious. However, my greatest
      disappointment was because of the producer, James Cameron (it should be not
      forgotten that according to the American law, it is the producer, not director,
      who is legally the author of a movie). Cameron’s greatest achievements are such
      SF films as “The Terminator”, “Terminator 2”, “Aliens”, “The Abyss” and non-SF,
      but closely related (although technology plays in this movie not a primary
      role, it is still very important there) “Titanic”. Knowing “Titanic” I was
      afraid, that “Solaris” would be reduced to its romantic plot, which is quite
      important in the Lem’s novel, but obviously not as important as the mystery of
      the planet Solaris and vain attempts of the human scientists to contact the
      gigantic, planetary pseudo-intellect.

      Unfortunately, Steven Soderbergh’s and James Cameron’s “Solaris” is something
      which is much worse than just a “love story in space”, its nothing else but a
      boring, diffuse, and, above all, pompous and mawkish pseudo love story, played
      in the artificial, theatrical style by second, or even third grade amateurs:
      George Clooney as Kris Kelvin and Natasha McElhone as Rheya, or to be precise,
      Harey (I will explain this later). Above all, the director was unable to
      control his work, so this film, which is also poorly, unprofessionally edited,
      is full of tedious passages, which are only boring, instead of introducing the
      mysterious atmosphere of Lem’s novel or earlier cinematic masterpiece by
      Tarkovski.

      According to Soderbergh (see interview on the home page of this movie)
      “Solaris” was supposed to be `a combination of “2001” and “Last Tango In
      Paris"’. Unfortunately, it is a rather inept, pale copy of Kubrick’s
      masterpiece, in the style of that excessively praised, and excessively boring
      “Last Tango”. In Soderbergh’s “Solaris” nothing really is going on. George
      Clooney shows to the public, at least twice, his bottom, and this was supposed
      to be a major attraction of this movie. Obviously, this is not enough to draw
      public or to salvage the movie. Love scenes are too bold, to rate this movie
      “G” or even “PG”, but too modest, to draw any significant attention. What is
      more important, nothing was left in this movie from Lem’s philosophy of
      science. For example, when we witness an animated discussion on such subject as
      God, the soundtrack is quickly muted, in order to, God forbid, not force the
      public to think. One of the reasons, that the philosophical depth and message
      of the Lem’s novel was lost in this movie is that the screenplay was made from
      an inferior translation of this novel to the English language. It is so,
      because Joanna Kilmartin and Steve Cox had translated“ Solaris” not directly
      from Polish, but from the inferior French translation of this novel (a kind of
      poor quality, “second hand” translation). Thus the screenplay has very little
      in common with Lem’s masterpiece; even names of some major heroes are different
      than in the book (Rheya instead of Harey, Snow instead of Snaut, and Dr.
      Gordon, a persona non-existing in the Lem’s novel). It is easy to imagine the
      uproar, if someone has changed, in a film made form a novel by Conan Doyle,
      Cherokee Holmes to Shirley Insel, but the inferior translation of Kilmartin and
      Cox is still the only one available for an English speaking reader.

      As I wrote before, both Clooney and McElhone play in an outdated, theatrical
      style. Instead of dialogue we have recitations, instead of acting, only it’s
      poor quality, amateurish substitute. For example, the scene of Rheya-Harey
      resurrection is simply, although quite unintentionally, comic, because of
      substandard manner of playing by Natasha McElhone. Voila Davis is not really
      bad as Dr Gordon. The problem is, that in the Lem’s novel there is a black
      (African) female, but not as a scientist (Dr Gordon), but as a “visitor’
      (“guest”), haunting one of the scientist remaining on the Solarian Station. The
      dark skinned scientist was introduced by Soderbergh to make the movie
      “politically correct”, and this proves again, that when ideology is forced upon
      an artist, the result is, as a rule, a disaster... Ulrich Tukur is quite good
      as Gibarian, or, to be more precise his video recording and “ghost” (he commits
      a suicide before Kelvin’s arrival at the Station). Anyway, it is only a
      secondary persona, both in the movie and in the book. Jeremy Davis as Snow
      (Snaut) is a little bit better than Clooney or McElhone, but this is certainly
      not a reason to celebrate…

      The manner of playing by Clooney and McElhone is, unfortunately, not the worst
      trait of this movie. The worst thing is Soderbergh’s direction: the movie
      simply falls apart, there is no rhythm, no tension, and, above all, this
      overwhelming mood of mystery, which is so evident in the Lem’s novel as well as
      in the Tarkovski’s 1972 masterpiece. Soderbergh tried hard to emulate Stanley
      Kubrick: thus beginning and ending of this movie is a poor quality carbon copy
      of “2001”. Unfortunately, financial constrains completely ruined Soderbergh’s
      film. The interior of the Station, and technology applied in it are on the
      level of the late 20th century and early 21st century, while space technology
      is at least 100 years ahead. Such obvious contradictions, as well as poor
      quality, cheap special effects (for example very disappointing vision of the
      planet’s surface, so well and vividly described in Lem’s novel) make this movie
      a real, however entirely unintentional, parody of SF cinema.

      Soderbergh’s bad luck was, that his movie was screened just after such
      masterpiece of SF cinema as Spielberg’s “Minority Report” (based on an
      outstanding story by Philip K. Dick), and after the latest interesting
      adaptations (remakes) of such classical works by H.G. Wells as “The Invisible
      Man” and “The Time Machine”. Thus cinema goers have now rather high
      expectations, and certainly will not be satisfied by the level of acting and
      special effects belonging to the 1960s, as it was the case with the cinema
      adaptations of other works by Lem, such as “The Astronauts” (“The Silent Star”)
      by Maetzig in 1960 or “Test of Pirx, the Pilot” by Piestrak in 1979, and much,
      much worse than in Tarkovski’s 1972 masterpiece (especially if we take under
      the consideration 30 years gap between Tarkovski’s and Soderbergh’s versions of
      “Solaris”).

      Saying so, I would certainly not recommend Soderbergh’s “Solaris” neither to
      fans of SF cinema, nor to persons looking for a good love story, unless they
      wish to be completely bored. In Southland Village Cinema, located at
      southeastern suburb of Melbourne, where I was watching th
      • Gość: AdamM Kagan, IP: *.icpnet.pl 03.03.03, 18:29
        musisz ostro pracować nad angielskim. Ten język, ktorym piszesz jest strasznie
        slaby. Nie znamy się, ale apewniać Cię, że mowi Ci to ktoś, kto na tym zjadł
        zęby. Każde Twoje zdanie nadaje się do korekty. Jak chcesz pocwiczyć to weź
        zaprenumeruj The Economist i sobie tlumacz na polski a potem na angielski z
        polskiego swojego tlumaczenia i zobacz róznice miedz tym, co Ty zrobiles, a
        materialem wyjsciowym (ich tekstem). Piszę to nie żeby Ci dokuczyć, ale zeby Ci
        dobrze poradzić. Pisanie bez nalotu to wielka sztuka. U Ciebie to nie jest tak
        naprawde nalot (polonizmy, etc), ale po prostu bardzo bez polotu zdania pod
        względem stylistyczno gramatycznym. Takie toporne, ktore do normalnej prasy się
        nie nadają.

        Pozdrawiam

        AdamM
        • Gość: Re: Kagan, Re: Kagan, IP: *.vic.bigpond.net.au 04.03.03, 10:01
          Sluchaj, mnie wydrukowal szereg pism w USA i Australii. Po angielsku
          napislem setki opublikowanych stron, wiec nie ty mnie bedziesz pouczal.
          Pytalem sie o opinie merytoryczne, a nie o komentarze na temat mojego stylu.
          Widac, ze slabo znasz angielski, bo ci sie podoba ten napuszony, nienaturalny
          styl tzw. magazynow kulturalnych. A ja pisze tzw. plain English, i juz. Nie
          sztuka pisac tak, aby cie nikt nie zrozumial, i wtedy siedzial cicho, aby nie
          byc wziety za glupka, ale tak, aby kazdy, kto zna dosc dobrze angielski ciebie
          zrozumial...
          Tak wiec schowaj swe dobre rady dla siebie, i nie pouczaj kogos, kto napisal
          po angielsku, i obronil, rozprawy na stopnie MA (Melbourne) i PhD (Monash)...
          Moge cie zapewnic, ze moje artykuly i rozprawy oceniali rodowici anglicy czy
          australijczycy, w tym profesorowie jezyka angielskiego, urodzeni w
          angielskojezycznych rodzinach. Wiec sie nie kompromituj...
          Kagan
          Kliknij na #41 lub #42 ponizej:
          www.labyrinth.net.au/~geoffm/sf/sf.shtml
        • Gość: Gość portalu: Gość portalu: Gość portalu: Kagan Re: Kagan, IP: *.vic.bigpond.net.au 04.03.03, 10:02
          Sluchaj, mnie wydrukowal szereg pism w USA i Australii. Po angielsku
          napislem setki opublikowanych stron, wiec nie ty mnie bedziesz pouczal.
          Pytalem sie o opinie merytoryczne, a nie o komentarze na temat mojego stylu.
          Widac, ze slabo znasz angielski, bo ci sie podoba ten napuszony, nienaturalny
          styl tzw. magazynow kulturalnych. A ja pisze tzw. plain English, i juz. Nie
          sztuka pisac tak, aby cie nikt nie zrozumial, i wtedy siedzial cicho, aby nie
          byc wziety za glupka, ale tak, aby kazdy, kto zna dosc dobrze angielski ciebie
          zrozumial...
          Tak wiec schowaj swe dobre rady dla siebie, i nie pouczaj kogos, kto napisal
          po angielsku, i obronil, rozprawy na stopnie MA (Melbourne) i PhD (Monash)...
          Moge cie zapewnic, ze moje artykuly i rozprawy oceniali rodowici anglicy czy
          australijczycy, w tym profesorowie jezyka angielskiego, urodzeni w
          angielskojezycznych rodzinach. Wiec sie nie kompromituj...
          Kagan
          Kliknij na #41 lub #42 ponizej:
          www.labyrinth.net.au/~geoffm/sf/sf.shtml

          • Gość: Kagan Forum dostalo czkawki? IP: *.vic.bigpond.net.au 04.03.03, 10:08
            Chcialbym tylko dodac, ze jezyk jest po to, aby sie
            nim porzumiewac, a nie by sie nim chwalic w stylu
            "a moj styl jest ;epszy, ladniejszy i okraglejszy"... ;)
            Gość portalu: Gość portalu: Gość portalu: Gość portalu: Kagan napisał(a):
            > Sluchaj, mnie wydrukowal szereg pism w USA i Australii. Po angielsku
            > napislem setki opublikowanych stron, wiec nie ty mnie bedziesz pouczal.
            > Pytalem sie o opinie merytoryczne, a nie o komentarze na temat mojego stylu.
            > Widac, ze slabo znasz angielski, bo ci sie podoba ten napuszony, nienaturalny
            > styl tzw. magazynow kulturalnych. A ja pisze tzw. plain English, i juz. Nie
            > sztuka pisac tak, aby cie nikt nie zrozumial, i wtedy siedzial cicho, aby nie
            > byc wziety za glupka, ale tak, aby kazdy, kto zna dosc dobrze angielski
            ciebie
            > zrozumial...
            > Tak wiec schowaj swe dobre rady dla siebie, i nie pouczaj kogos, kto napisal
            > po angielsku, i obronil, rozprawy na stopnie MA (Melbourne) i PhD (Monash)...
            > Moge cie zapewnic, ze moje artykuly i rozprawy oceniali rodowici anglicy czy
            > australijczycy, w tym profesorowie jezyka angielskiego, urodzeni w
            > angielskojezycznych rodzinach. Wiec sie nie kompromituj...
            > Kagan
            > Kliknij na #41 lub #42 ponizej:
            > www.labyrinth.net.au/~geoffm/sf/sf.shtml
            >
            • Gość: AdamM Niewiele IP: *.icpnet.pl 04.03.03, 23:27
              zrozumiales z tego, co napisalem. Zachowales sie jak dziecko, ktore poczulo sie
              obrazone i atakowane. Nie atakowalem Cie. Nie pojales nawet tego, ze moje uwag
              mają służyć temu bys pisal lepiej. Nie pisz mi o MA, BA, PhD bo mam to na co
              dzień i wiem na co się przymyka oczy. Ja myslalem, ze Ciebie interesuje, aby
              dobrze pisać. Jesli jednak tak jest to wyrzuć ze swojego tekstu 3/4 albo
              5/6 "which is" i "which are". Od tego zacznij.

              A.
              • Gość: Kagan Re: Niewiele ... IP: *.vic.bigpond.net.au 05.03.03, 02:09
                Gość portalu: AdamM napisał(a):
                ... zrozumiales z tego, co napisalem. Zachowales sie jak dziecko, ktore poczulo
                sie obrazone i atakowane. Nie atakowalem Cie. Nie pojales nawet tego, ze moje
                uwagi mają służyć temu bys pisal lepiej. Nie pisz mi o MA, BA, PhD bo mam to na
                co dzień i wiem na co się przymyka oczy. Ja myslalem, ze Ciebie interesuje, aby
                dobrze pisać. Jesli jednak tak jest to wyrzuć ze swojego tekstu 3/4 albo
                5/6 "which is" i "which are". Od tego zacznij.
                K: Nie pytalem sie ciebie o komentarz na temat mego stylu. Ja nie krytykowalem
                twego, wiec sie odczep od mojego. Nie znosze, jak mi byle gowniarz sie wymadrza
                na temat, o ktorym nie ma najmniejszego pojecia...
                I moze mniej anglicyzmow w twoim tekscie, i mniej "pasive voice"...
                Przyganial kociol garnkowi...
                Kagan
                • Gość: AdamM Jeszcze raz powiem - IP: *.icpnet.pl 05.03.03, 09:12
                  jak widzę, ze ktos ma zadatki, aby coś robić dobrze, a jest pare spraw, ktore
                  trzeba udoskonalić, aby robil to naprawde dobrze to mu o tym mowie, gdyż cieszy
                  mnie jak ludzie stają się perfekcyjni w tym co robią. Różnię się pod tym
                  wzgledem od większości, ktora cieszy, gdy komuś nie wychodzi. Lekcja 2:
                  wyeliminuj gdzie się da pisanie w 1 osobie.

                  A.

                  • Gość: Kagan Re: Jeszcze raz powiem - IP: *.vic.bigpond.net.au 06.03.03, 04:49
                    Gość portalu: AdamM napisał(a):
                    jak widzę, ze ktos ma zadatki, aby coś robić dobrze, a
                    jest pare spraw, ktore trzeba udoskonalić, aby robil to
                    naprawde dobrze to mu o tym mowie, gdyż cieszy mnie jak
                    ludzie stają się perfekcyjni w tym co robią.
                    K: ja nie chce byc zbyt perfekcyjny w stylu, wole, aby
                    byl szorstki, a zrozumialy niz gladki, a metny...
                    Moj styl jest stylem precyzyjnym, nie rozgadanym.
                    Przedkladam precyzje wypowiedzi i jej maxymalnie mozliwa
                    prostote nad elegancje stylu.

                    A: Różnię się pod tym wzgledem od większości, ktora
                    cieszy, gdy komuś nie wychodzi. Lekcja 2:
                    wyeliminuj gdzie się da pisanie w 1 osobie.
                    K: NIE! J sie nie wstydze pisac w pierwszej osobie.
                    Mam poglady jakie mam, i sie ich nie wstydze. Poza tym
                    taki styl pisania jest naturalny i nie stawia autora
                    "ponad" czytelnikiem, a "na wprost" czytelnika. Pamietam,
                    jak na seminarium magisterskim na SGPiSie (dzis SGH)
                    kolega przyniosl rodzial napisany w 1 osobie l. mnogiej,
                    i reakcje pani profesor... Ty, jak widze, jestes
                    mentalnie jakies conajmniej 50 lat do tylu... ;)
                    Polecam jakis kurs pisania...
                    Kagan
        • Gość: Kagan Poprawiona wersja w/g zalecen IP: *.vic.bigpond.net.au 05.03.03, 09:12
          The Curt Review of “Solaris”, the Movie
          According to Mr. Soderbergh (as he was so kind to share his wisdom in the most
          entertaining interview, kindly available on the home page of this exceptional
          movie) “Solaris” was only presumed to be `a combination of “2001” and “Last
          Tango In Paris"’. Fortunately, it is much more than Kubrick’s masterpiece:
          indeed, its style reminds us a yet another cinematographic magnum opus, namely
          the mentioned by us “Last Tango”. In Soderbergh’s “Solaris” a perspicacious
          spectator can luxuriate in excellent acting style of Mr. George Clooney, who
          was so kind, to show the audience, and we can say this with gratitude, not just
          once, but at least twice, his gorgeous buttocks, and this was not a major
          enticement of this superior motion picture. Obviously, this was not enough to
          appease the discerning audience. Love scenes in this Soderbergh’s masterpiece
          are not only intrepid, but consists a very consequential trait of “Solaris”.
          What is more important, nothing was left in this movie to a pure chance. For
          example, when we witness an excellent scene in an elevator - what a fantastic
          artistic feat it was. The lift was propelling; the actors were performing an
          excellent theatrical representation, what else a circumspect cinema visitor
          might wish? One of the reasons, that the philosophical depth and message of the
          Lem’s novel was so well captured and enhanced by the genius of Soderbergh, is
          that the screenplay was made from an exceptional English language translation
          of Mr. Lem’s novel. It is so, because Joanna Kilmartin and Steve Cox had, in
          their profound wisdom, translated “ Solaris” not directly from Polish, but from
          the French language translation of this novel (a kind of stroke of genius, as
          it rectified very much the quality and depth of the dramatisation). Thus the
          screenplay is much better then Mr. Lem’s romance. For example the names of some
          of the dominant heroes are different than in the book: Harey (what a meagre
          choice for a female name) becomes much more piquant Rheya, instead of Teutonic
          Snaut, we have Snow, a name, that sounds much better. What is even more
          important, Mr. Soderbergh introduced a new personality, namely Dr. Gordon, and
          this way had constructed a much better racial balance than in the original
          novel. It can be thus said, that both Ms. Kilmartin and Mr. Cox succeed in
          creation of much better novel than that obscure Pole, Mr. Lem, and on the basis
          of their superior restatement, Mr. Soderbergh had created a new magnum opus of
          cinema. The eulogy of “Solaris”, by virtue of its piety, in the context of
          ancient midrahism, permeates authentic stylistic traits with other symbolic
          spheres of angelology, by the way of profound individualistic strains in the
          tradition of correlated stochastic variance conductive to interpolated
          conceptualistic cosmogony as well as post-modern theurgy.
          =========================================================

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka