2006: Rok politycznej kontrakcji w sztuce

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.12.06, 21:49
To dobrze, że polityczna sztuka znajduje coraz bardziej jej właściwą formę
prezentacji w przestrzeni ulicy, przynajmniej jest sobą. Na tle politycznej
hipokryzji kuratorów realizowanej rękami początkujących artystów w stylu
Nieznalskiej - to jest pewien rodzaj oczyszczenia atmosfery. Powstaje tylko
pytanie na ile te realizacje są samodzielne, a na ile są afiliacją programów
partyjnych, przecież czytelnych dla każdego kto coś rozumie z głównego sporu
politycznego jaki toczy się dziś w Polsce. Problem w tym, że pod względem
artystycznym jest to już łabędzi śpiew formacji postduchampowskiej z powodu
skrajnie narcystycznej infantylizacji. Radykalne cięcie jest możliwe na
zachowawczym tle. W sytuacji kiedy akademizmem jest postduchampowska
amorficzność - ucieczka do przodu jest możliwa tylko poprzez racjonalizację.
A tu szczególnie przenikliwych, a przede wszystkim samodzielnych
intelektualnie przesłań jakoś nie widać. I to jest powód marginalizacji tego
rodzaju sztuki. Wmawianie że polityczna dyspozycyjność = underground - to
jest banalny fałsz.
    • Gość: chris 2006: Rok politycznej kontrakcji w sztuce IP: 212.75.102.* 23.12.06, 21:56
      Dorota Jarecka zaczyna juz chyba nie wiedziec o czym pisze, przy czym bardzo
      konsekwentnie popiera niektorych (artysto, ale i kuratorow, oraz galerie) i
      ignoruje innych.
      czesto niesprawiedliwie...

      I sztuka wspolczesna to na szczescie nie tylko to o czym redakcja kultury GW
      zechce albo nie zechce napisac.

      Z noworocznymi zyczeniami dla polskiej sztuki wspolczesnej :-)
    • Gość: kataryniarka 2006: Rok politycznej kontrakcji w sztuce IP: 212.75.102.* 23.12.06, 22:02
      zgadzam sie.

      jestem z poznania i w naszym lokalnym wydaniu poszedl wywiad nowego dyrektora
      galerii Foksal w Warszawie, gdzie powiedzial on bardzo jasnie i klarownie o
      sytuacji, do ktorej doprowadzili mlodzi oraz #byli# kuratorzy starego foksalu.
      kolezanki i koledzy niezle sobie pojechali na renomie starego foksalu, w
      gruncie rzeczy zawlaszczajac sobie nazwe galerii foksal. i o tym mowil nowy
      dyrektor w wywiadzie czesciowo.
      taki artykul tak naprawde powinien pojsc w warszawskim dodatku, jezeli nie w
      ogolnopolskim.
      ciekawe dlaczego nie poszedl?
      czyzby djarecka narazila by sie tym drapieznemu trojkatowi kuratorskiemu?
    • Gość: Zenon Burdyniewicz 2006: Rok politycznej kontrakcji w sztuce IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 24.12.06, 03:21
      PETLA SZTUKI WSPOLCZESNEJ

      Wspolczesna szuka, czym ona jest?, co soba reprezentuje?, czemu i komu sluzy?,
      dlacego jest niezrozumiala dla przecietnego a nawet dobrze wyksztalconego
      czlowieka?, dlaczego tzw krytycy i znawcy, kardynalnie roznia sie w swoich
      opiniach? Pytan mozna zadawac tak wiele, ze nie sposob nawet zdac sobie sprawy z
      tego, ze pytajacy zagmatwal sie sam w niewiadoma dziedzine. Zadam ich kilka i
      postaram sie wyrazic swoja opinie na ten temat .Kidy wiec zaczely sie
      dysproporcje dotyczace interpretacji i rozumienia zagadnien z dziedziny pojec
      estetycznych? Cala glupota w sztuce miala poczatek u progu XX wieku kiedy to “
      artysci “ zaczeli stawiac pisuary, kola rowerowe na postumentach mowiac, ze to
      sa dziela sztuki. Oczywiscie dorabiajac do tego teorie. .Nieudacznicy i
      prymitywy malarscy wykorzystujac czasy po impresjonisjonizmie maluja chiroglify
      postaci ludzkich.. Do tego doczepiaja sie chlapacze, zygajacy farbami i nie
      tylko. Biegacze po polu i wbijajacy patyki w zienie. Madrale wymyslajacy glupie
      i durnowate teotie.Sr...jacy do puszek. I tu tez mozna dawac mnostwo przykladow,
      z ktorych wynika drugie pytanie. Dlacaego tak sie dzieje? Przeciez wszyscy
      doskonale wiedza, ze to jest nic nie warty chlam. Problem zaczyna sie
      krystalizowac kiedy zadamy nastepne pytanie, bez odpowiedzi na poprzednie KTO
      TO JEST ARTYSTA i CO JEST DZIELEM SZTUKI.? W tym wypadku dpowiedz jest prosta.
      ARTYSTA JEST TEN, KTORY TWORZY DZIELA SZTUKI. Zas DZIELEM SZTUKI JEST WYTWOR
      JAKI STWORZYL ARTYSTA. Tak wiec wszystko jest jasne. Kazda nawet idjotyczna
      rzecz stworzona przez tegoz artyste jest dzielem sztuki. Dzisiaj nie trzeba zyt
      wiele umiec malowec, rysowac czy rzezbic. Byc artysta nie zawsze trzeba ukonczyc
      odpowiednie szkoly aby zdobyc potrzeba wiedze zarowno teoretyczna jak i
      praktyczna.. Na przyklad w Ameryce wystarczy wyrobic sobie wizytowke z napisem
      “artist”ubierac sie ekstrawagancko i juz jetes traktowany jako artysta a jesli
      cos jeszcze zaczniesz malowac czy cos w tym rodzaju to juz jestes kims. Wielu
      takich apsztyfikantow zamieszkuje tzw artystyczne dzielnice miast, wymyslajac
      rozne dziwne, przyczym glupie rzeczy i w ten sposob tworza “dziela sztuki”.
      Dziela sztuki zas powinny byc w.muzeach, galeriach no i u kolekcjonerow czyli
      przedmioty , o ktorych mowie rowniez powinny byc w muzeach skoro sa dzielami
      sztuki. Ale dlaczego akurat take dziwne rzeczy sa objektami wystawianymi w
      galeriach i muzeach. I tutaj zaczyna sie caly mechanizm problemu, ktory tkwi w
      PIENIADZACH a w zasadzie w ich zarabianiu. Kto wiec zarabia najwiecej? Napewno
      nie artysci a wiec kto? Obpowidz - posrednicy, wlasciciele galerii. Oni to
      decyduja o tendencjach, kierunkach i pradach we wspolczesnej sztuce. Oni to
      wyszukuja roznych dziwakow, robiacych czesto prymitywne i brzydkie rzeczy, Oni
      to dogaduja sie kogo wypromowac i w jaki sposob. Wiele galerii oplaca krytykow i
      “znawcow sztuki wspolczesnej” zapraszajac ich rowniez na obiady, kolacje i
      bankiety w drogich restauracjach, ktorzy pisza pozytywne recenzje w gazetach o
      danej wystawie i galerii. Niektore galerie prowadza tez wlasne wydawnictwa. Na
      wernisaze zapraszani sa nadziani ludzie, dyrektorzy muzeow i galerii
      panstwowych, ktorych namawia sie na kupno takiego a nie innego “dziela sztyki”,
      ocywiscie za porzyzwoita cene. A jesli ktos kupi jeden z tych “artystycznych
      eksponatow” to za jakis czas namawia sie go na kupno innego. Prywatny
      kolekcjoner oczywiscie obpisuje to sobie od dochodu. Mysle, ze kupujacy zdaja
      sobie sprawe z tego, ze sa wlascicielami “barachla” przeciez nie sa az takimi
      idjotam ale jesli jago przyjaciele tez to kupuja to dlaczego i on nie moze tez
      tego miec. W tym momencie przychodzi mi na mysl bajka pt: “NOWE SZATY KROLA” (
      kiedy to dwoch podajacych sie za projektantow mody ubieralo krola w niewidoczne
      szaty a caly dwor zachwycal sie tym). I w taki sposob machina sie porusza.
      Przecietny odbiorca sztuki nawet nie zastanawia sie nad tym, ze handel sztuka,
      roznego rodzaju to niezly interes. Nie trzeba nawet zbytnio inwestowac ani
      ponosic ryzyka biznesoweg bo artysci swoje prace daja w komis. Problematyka
      funkcjonowania galerii to inne zagadnienie nie mniej jednak wiaze sie z
      propagowaniem tzw wybitnej sztuki wspolczesnej. Chodzac po galeriach i muzeach
      sztuki nowoczesnej ogladzam te dziwne przedmioty “latryny, trajlery, sloiki i
      butelki na polkach, kamienie, betony, zelastwo i inne badziewie i nic mnie nie
      wzrusza. Zadnych emocji estetycznych. Natomiast niebezpieczenstwo polega na tym,
      ze do tych galerii przychodza studenci wyzszych uczelni artystycznych. Tu zas
      zaczyna sie przyswajanie, nasladowanie i powielanie tych idotycznych idzei. Po
      jakims czasie studenci staja sie wykladowcami i ksztalca swoich studentow
      podobnie. Pytam: Po co studiowac przez 5 lat na Akademii aby - postawic palme w
      jakims miescie europy centralnej? Po co studiowac przez 5 lat aby obmalowywac
      sylwety ludzkie. Po co studiowac przez 5 lat aby malowac chieralchczne postacie?
      Itd itd. Machina sie toczy i wszyscy sa zadowoleni a jesli ktos nie - to znaczy
      ze sie nie zna, czyli, ze jest nie na czasie i jest nienormalny. Jesli natomiast
      chodzi o inna nienormalnosc to pozwole sobie na pewna fantazje. Co by sie stalo
      gdyby przedmioty, o ktorych mowilem wczesniej, uwazane jako dziela sztuki
      wspolczesnej zostaly powszechnie uznane za nic niewarte smieci? Od razu ich
      zbieracze wytoczyli by procesy sadowe wlascicielom galerii i handlarzom o
      oszustwo i zazadali by zwrotu pieniedzy no i ca za tym idzie wysokiego
      odzszkodowania. Ilu kuratorow i dyrektorow narodowych galerii musialoby sie
      pozegnac z wygodna posadka, Ilu tzw znawcow tej “sztuki” straciloby prestiz i
      powazanie oraz prace w gazetach, telewizji i radiu. Tak wiec rewolucja tego typu
      nam nie grozi gdyz nie jest to w niczyin interesie. Bo preciez ci nabici w
      butelke posiadacze nie pozwola na to aby ktos mowil, ze zblaznili sie i za grube
      pieniadze kupili bezuzyteczne i niejednokrotnie ochydne rzeczy. Wlasciciele
      galerii tez nie pozwola na to aby pozbyc sie bardzo dobrego dochodu (biora
      przeciez dla siebie 50% a nawet i wiecej od sprzedanego przedmiotu) .Krytycy, bo
      sa autorytetami i ekspertami i wszyscy zabiegaja o ich wzgledy i opinie. Tak
      wiec proces promocji takiej sztuki wspolczesnej jest nie do zahamowania i trwac
      bedzie jeszcze przez jakis czas. A muzea i galerie panstwowe beda przez jeszcze
      jakis czas trzymac te przedmioty a na usprawiedliwienie swojego kardynalnego
      bledu przy zakupach szezyc beda teorie, ze jest to dokumentacja sztuki XX i XXI
      wieku. Ostatnimi czasy coraz czesciej pojawiaja sie glosy o stworzeniu regol i
      pojec estetycznych, ktore faktycznie sumowalyby dokonania i wyznaczaly zasady
      calej sztuki wspolczesnej a nie tylko wybranego malego procetu. Jednak narazie
      nikt nie chce o tym rozmawiac publicznie z wiadomego wzgledu. Przeciez kiedys
      byly zelazne zasady dotyczace proporcji, kompozycji, perspektywy zaowno w
      malarstwie, rzezbie czy archtektorze. Kiedys zanim ktos zostal mistrzem musial
      przez wiele lat uczyc sie rzemiosla (rysowania i malowania postaci, przedmiotow
      czy widokow) zgodnia z okreslonymi regulami. Cala sztuka europejska i azjatycka
      ma ogromna tradycje oparte o wytyczone zasady estetyczne. Dziela mistrzow
      przetrwaly setki lat pomimo tego, ze farby nie byly zbyt wysokiej jakosci (w
      porownaniu do dzisiejszych) ale obraz byl robiony zgodnie z wyprubowana
      procedura technologiczna. Dzisiaj obrazy wspolczesnych artystow po kilkunastu
      latach sypia sie a farba peka i luszczeje przy czym traci swol kolor. Nie do
      pomyslenia 200, 300 i wiecej lat temu. Calkowity brak przejrzystych i
      racjonalnych regol oceny dziel sztuki powoduje paradoksy przy zakupach,
      kwlifikacji i przydzielaniu nagrod w konkursach i to na najwyzszym szczeblu. I
      tu posluze sie
    • Gość: Zenon Burdyniewicz 2006: Rok politycznej kontrakcji w sztuce IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 24.12.06, 03:26
      CIAG DALSZY
      I tu posluze sie rowniez przykladem. Jedna z narodowych galerii zakupila obraz
      artysty za ponad $100 tys, ktory w swoim zyciu namalowal ich mniej niz 10. Po
      wyjciu prawdy na jaw tlumaczono, ze jest to mlody zdolny i przyszlosciowy
      artysta. Dzis nikt nic o nim nie slyszal. Inna “ krolewska akademia sztuki”
      odrzucila z konkursu rzezbe atysty a zakwalifikowala podest, na ktorym ta rzezba
      miala stac. Grafika, ktora na midzynarodowym triennale otrrzymala Grand Prize na
      inny konkurs nie zostala nawet zakwalifikowana. Wine za taki stan rzeczy we
      wspolczesnej sztuce ponosi wieke osob. Najwiecej zametu i balaganu na rynku
      sztuki w Ameryce ponosi niezyjacy juz Leo C. ( postanowilem, ze nie bede
      poslugiwal sie nazwiskami ale w tym wypadku jest to nieuniknione) Dealer ten
      poprzez swoje konekcje z bogatymi ludzmi sprowokowal, ze zrodzil sie popyt na
      “sztuke”, o ktorej jest mowa. Najpierw przyjezdzali tworcy z Europy a potem
      znaleziono swoich (...). Mam nadzieje ze przyjdze taki czas, kiedy smicie w
      muzeach i galeriach znajda sie w odpowiednim miejcu czyli na smietniku a ich
      miejsce zajmie cos co jest sensowne i ma logiczne wytlumaczenie. Utrzymywanie
      galerii, w ktorych np. cala sale (20 x 30 m) zajmuje wojskowa latryna jest
      marnowaniem piniedzy podatnikow. Tlumaczenie zas, ze jest to sztuka
      odzwierciedlajaca nasze czasy - wedle napisu na wiedenskim gmachu (KAZDEMU
      CZASOWI JEGO SZTUKA), jest totalna bzdura. Kilku ludzi na swiecie tzw
      autoryterow, ustala zasady i tendencje i z ich opinia nalezy sie liczyc. Wielu
      artystow przewznie tych, ktorzy nie umieja i nie wiedza zbyt wiele podklada sie
      pod to i staje sie modnymi - trendi a jesli ktos robi cos innego i szuka galerii
      to zaraz mu sie odpowiada “teraz tak sie nie maluje, zmien sie popatz w okolo i
      zobacz co sie dzieje ”. (...) Sztuka drugiej polowy XX wieku jest sztucznie
      wytworzona i przez media manipulowana. W jednym celu, w celu zarobienia
      pieniedzy. (...). Spustoszenia i rany jakie pozostawia na duszy odbiorcy sa
      ogromne i nie do naprawienia ale kto sie tym przejmuje przeciez to nie jest tak
      niebezpieczne jak na przyklad praca hirurga, ktory “odwalil lipe i obcial noge
      zamiast wyrostka”. Mi na przyklad zalezy na dobrym smsku artystycznym, chce
      ogladac mistrzostwo wykonania, umiejetnosc doboru koloru czy budowania
      niesamowitej formy. Wielu “artystow” a zwlaszcza z krajow Europy
      postkomunistucznych stata sie za wszelka cene byc “niesamowitym, oryginalnym”,
      przy czym bardziej interesuje ich sposob przekazu ekstremalnej informacji czyli
      smej tresci nie dbajac o forme, ktora wynika z umiejetnosci warsztatowych,
      czesto przy tym naruszajac wertosci uczuciowe innych a nawet im ublizajac. A
      przeciez na swiecie jest wielu utalentowanych arystow, dobrze wyksztalconych i
      duzo umiejacych. Ale wiedza i umiejetnosci w tym wypadku czasem sa niewygodne
      jak rowniez w pewnym sensie niebezpieczne i zagraza to tym, ktorzy sa
      decydentami. To oni stworzyli system i to oni uzurpuja sobie prawo do zyskow.





    • Gość: wilq 2006: Rok politycznej kontrakcji w sztuce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.12.06, 14:08
      Moim zdaniem winę za całą sytuację ponoszą Ludzie-kraby.
    • Gość: Ray 2006: Rok politycznej kontrakcji w sztuce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.06, 11:14
      "Powtórzenie" było pokazywane w Zachęcie przy okazji wystawy "Panoptykon.
      Architektura i teatr więzienia".
    • orcheystra 2006: Rok politycznej kontrakcji w sztuce 29.12.06, 01:19
      myślisz, że Mozart był >>zrozumiały dla przeciętnego a nawet dobrze
      wykształconego czlowieka<< swojej eopoki?
    • mosteczek2 2006: Rok politycznej kontrakcji w sztuce 03.01.07, 01:27
      Tak,
      Mozart był zrozumiały dla przeciętnego, a zwłaszcza wykształconego człowieka
      swojej epoki. Tworzył sztuke nowoczesną, ale wciąż osadzoną w muzycznej
      konwencji swojego czasu. Kiedys pewien facet usiłował nastraszyc mnie Mozartem
      podczas pewnego artystycznego egzaminu. Był wstrząśnięty, gdy się dowiedział,
      że Mozart w genialny sposób skodyfikował dorobek swojej epoki, czyli
      klasycyzmu, podsumował go i wytyczył drogę Beethovenowi.
      Więc juz przestańcie z tym wyciąganiem Mozarta jako koronnego argumentu
      awangardystów!
      Jakby Mozart zobaczył w swojej epoce taki odpowiednik
      muzycznej "nowoczesności", czy w ogóle artystyczna nowoczesność we współczesnym
      rozumieniu tego pojęcia, a więc złą kompozycję z fatalną harmonizacją i wadliwą
      orkiestracją, a w dodatku fałszywie graną - splunąłby z odrazą i powiedział,
      że to nie żadna nowoczesność tylko nieumiejętność grania.
      Bo taka jest współćzesna sztuka - skrajnie niekompetentna, głupia i płytka.
    • ab_extra Czy Mozart był zrozumiały? Mozart był gwiazdą pop 03.01.07, 11:26
      swoich czasów,więc skąd pytanie o zrozumiałość Mozarta? Dworski kompozytor
      piszący wyłącznie na zamówienie MUSIAŁ pisać tak, żeby się podobało. Inaczej by
      nie zapłacili, a konkurencja była ogromna :)
Pełna wersja