Gość: Stanisław Piskor
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
23.12.06, 21:49
To dobrze, że polityczna sztuka znajduje coraz bardziej jej właściwą formę
prezentacji w przestrzeni ulicy, przynajmniej jest sobą. Na tle politycznej
hipokryzji kuratorów realizowanej rękami początkujących artystów w stylu
Nieznalskiej - to jest pewien rodzaj oczyszczenia atmosfery. Powstaje tylko
pytanie na ile te realizacje są samodzielne, a na ile są afiliacją programów
partyjnych, przecież czytelnych dla każdego kto coś rozumie z głównego sporu
politycznego jaki toczy się dziś w Polsce. Problem w tym, że pod względem
artystycznym jest to już łabędzi śpiew formacji postduchampowskiej z powodu
skrajnie narcystycznej infantylizacji. Radykalne cięcie jest możliwe na
zachowawczym tle. W sytuacji kiedy akademizmem jest postduchampowska
amorficzność - ucieczka do przodu jest możliwa tylko poprzez racjonalizację.
A tu szczególnie przenikliwych, a przede wszystkim samodzielnych
intelektualnie przesłań jakoś nie widać. I to jest powód marginalizacji tego
rodzaju sztuki. Wmawianie że polityczna dyspozycyjność = underground - to
jest banalny fałsz.