O krok dalej niż blisko - rozmowa o fotografii ...

IP: *.cable.ubr11.sgyl.blueyonder.co.uk 04.01.09, 19:54
Czy mnie się wydaje, czy ten facet pracujący dla Human Rights Watch jest mocno lekceważacy i nadęty? "Nie mam czasu, muszę iść i nie interesujcie się moją moralnością". Hmmmmmmmmm
    • Gość: j O krok dalej niż blisko - rozmowa o fotografii .. IP: *.tpnet.pl 04.01.09, 20:29
      Czyli w gruncie rzeczy nic nowego.
      Od czasu gdy powstały leici to motto przyświeca wszystkim fotoreporterom.
      70 lat temu optyka była trochę gorsza niż dziś (kontrast, nie ostrość) a filmy
      znacznie gorsze niż dzisiejsze filmy czy przeciętne cyfrówki).
      Oprócz treści wazna jest też odległość od tematu zdjęcia (ah, te do dziś słynne
      słowa Cappy)
    • wybitniemadry zjebal polska glupia babe 04.01.09, 21:01
      polska glupia tepa baba zadaje pytania prymitywne i od sztancy a facet powiedzial jej wyraznie zacznij myslec mendo nim zaczniesz ze mna rozmawiac, i ten tluk kartoflany w kolko .."fotograf wojenny" "kryzys" ta baba jest umyslowo plaska
    • Gość: Drevniak O krok dalej niż blisko - rozmowa o fotografii .. IP: *.chello.pl 04.01.09, 21:51
      Do wybitniemądrego: mi się wydaje, że facet wytoczył z siebie
      mnóstwo belkotu i nowomowy a nagrodzona w World Press Photo praca
      jest dowodem na upadek fotografii spowodowany rzeczoną wszechobecną
      cyfryzacją (syfryzacją) życia. W mowie tego gentleman więcej
      samokreacji niż meritum. A swoją drogą to nagrodzenie tej foty
      wywołało poważne dyskusje dot. kryzysu dotychczasowej formuły WPP
    • Gość: makar O krok dalej niż blisko - rozmowa o fotografii ... IP: *.toya.net.pl 04.01.09, 21:58
      To nie tak do końca, że baba głupia, a fotograf przemądrzały. On
      jest po prostu rzemieślnikiem zawodu, który uprawia i jest w tym...
      cholera wie, może jest dobry, może nie, ale na pewno nie jest
      intelektualistą swojej profesji. Gość tłucze swoje foty i nie ma nic
      do powiedzenia o świecie który obrazuje, ani o swoim miejscu w tym
      świecie. A co dopiero o historii fotografii wojennej, hehe. Ma robić
      foty szybko, celnie, szokująco, a jak mu przeszkadza jakiś ranny, to
      nie jego problem. On nie ma czau się nad tym zastanawiać. Nie płacą
      mu za ratowanie rannych. Zwłaszcza, że nie pokaże tego na zdjęciach,
      bo by musiał odłożyć kamerę. Ten gość jest typowym produktem swoich
      (naszych) czasów, bezrefleksyjna maszyna do dostarczania newsów. A
      kobita wymaga od niego jakichś przemyśleń. No proszę Pani!
    • ignatz O krok dalej niż blisko - rozmowa o fotografii .. 04.01.09, 22:02
      Szczerze mówiąc wyszedł na buca.
    • stachu44 Tim jest jednym z wielu zolnierzy, dobry w swoim 04.01.09, 22:05
      fachu. A ze bez etyki - jak zolnierz.
    • Gość: W. Barchacz O krok dalej niż blisko - rozmowa o fotografii .. IP: *.aster.pl 04.01.09, 23:49
      Generalnie podobnie jak makar sądzę.

      Dziennikarka jest inteligentna i ma warsztat, jej rozmówca jest raczej
      "tłucznikiem" (o, znalazłem nowe(?) słowo (?)) kasy, takie przynajmniej sprawia
      na mnie wrażenie. No, na pewno nie jest drugim Nachtwa'em.

      Jedna uwaga. Denerwuje mnie ten fragment, początek tekstu:

      Nie jakość, ale treść wyznacza dzisiaj wartość zdjęcia. Nieważne, jakim
      aparatem fotografuję, ważne, aby temat mojego ujęcia był niepowtarzalny, abym
      był jednym z niewielu świadków wydarzenia - mówi brytyjski reporter Tim
      Hetherington, zwycięzca ostatniego konkursu World Press Photo.

      Tu już jest kilka błędów.
      Treść jest przeciez elementem jakości; zresztą takie sformułowanie może "wpuścić
      w maliny" nowicjuszy fotografii.
      Po drugie, w ogóle treść w fotografii dokumentalnej, w fotografii reportażowej
      ma znaczenie pierwszorzędne. Przecież te fotografie są fotografiami treści, że
      się tak wyrażę. Forma ma treśc podkreślać, pełni wobec niej role służebną - czy
      to nie oczywiste?:)

      "ważne, aby temat mojego ujęcia był niepowtarzalny, abym był jednym z niewielu
      świadków wydarzenia".
      To jest błąd w myśleniu.
      Można TAKŻE bowiem temat, ktory fotografuje nawet i stu reporterów pokazać
      inaczej. Tu jest rzecz wspólna wselkim sztukom: van Gogh namalował stare buty i
      obraz przeszedł do historii sztuki.

      Garść uwag, pozdrawiam,

      W
    • Gość: skad oni sie biora O krok dalej niż blisko - rozmowa o fotografii .. IP: *.acn.waw.pl 04.01.09, 23:49
      Ja nie moge - kolejny buc fotograf. Dlaczego w tym zawodzie jest taka masa
      nadetych do nieprzytomnosci bucow, ktorzy albo uwazaja, ze sa absolutnie
      cudowni, a swiat jest bezczelny, ze juz o nich slyszal i wciaz to watpi, albo
      tez uwazaja, ze sa absolutnie cudowni, tez uwazaja, ze swiat jest bezczelny, ze
      watpi w ich cudownosc... Tylko, ze jeszcze nikt o nich nie slyszal, wiec beda
      gnoic wszystko i wszystkich, zeby sie dowartosciowac i zeby ktokolwiek o nich
      uslyszal...
      Wyglada na to, ze choroba zawodowa fotografa to bucowatosc. Dobrze, ze wciaz
      jeszcze sie gdzieniegdzie bronia resztki zdrowego rozsadku...
    • sselrats O krok dalej niż blisko - rozmowa o fotografii .. 05.01.09, 00:07
      Ciekawe dlaczego zdjecie zoldaka zagubionego przez jego wlasny rzad
      w zbrodniczej agresji zwyciezylo konkurs World Press Photo. Kto za
      tym stoi?
    • mimbla.londyn O krok dalej niż blisko - rozmowa o fotografii .. 05.01.09, 00:29
      Mysle,ze Makar swietnie napisal.

      Kiedys bardzo mnie ruszylo takie zdjecie:

      obszar wojenny,umierajacy (nie martwy-czyli jeszcze mozna pomoc)
      czlowiek lezy na piachu,nad nim STADO fotografow swiatowych-
      pstrykaja,przepychaja sie.
      I ten jeden ,ktory z pewnej odleglosci zrobil foto tej scenie:
      fotografow-hien.


      No ale ... Wlasnie,nawet ten jeden niby sluszny,oskarzycielski
      fotograf-przeciez on tez wybral zdjecie,nie czlowieka ...
    • wlodekbar O krok dalej niż blisko - rozmowa o fotografii .. 05.01.09, 00:41
      Makar tak!
      Dałem temu wyraz w poście jako Gość W. Barchacz :).

      To zdjęcie, o którym mówisz, jest autorstwa albo Nachtweya, albo naszego -
      Millera (z Gazety Wyborczej). Świetne!!!

      -------
      PS
      A swoją drogą Ty zrób tę serię orkiestrową, z jednego zamieszczonego zdjęcia
      widać, że potrafisz...:).
    • mimbla.londyn rozmowa o fotografii ... P.S. 05.01.09, 00:43

      Ale podoba mi sie w Mr T. ,
      ze nie daje sie zaszufladkowac,
      jak on to mowi wrzucic do worka z etykietka,


      no i ze (cytuje z pamieci) "Tak wygralem, ale czy ja mowie,ze moje
      zdjecie jest najlepsze ? Nie."


      Cynik? Kryguje sie? A moze stara sie byc prawdziwy ...
    • wlodekbar O krok dalej niż blisko - rozmowa o fotografii .. 05.01.09, 00:44
      Ludzie, o jakich piszesz, biorą się chyba z...UKłADU :DDD. Ja tak napisałem, by
      brzmiało to trochę paranoidalnie, ale... z układu chyba jednak.
      Tak, jak były między innymi w PRL-u silne układy partyjne, tak w tzw.
      demokracjach są silne układy finansowe.
      Choć, sądzę, nie jest aż tak źle jak w systemach totalitarnych :).
    • wlodekbar Cd. Układy 05.01.09, 01:04
      Jednak w kapitalizmie generalnie pierwsze miejsce należy się, co wszem i wobec
      wiadomo, fachowości.
      Nikt chyba w tym wątku nie zaprzeczył temu, że ten fotograf nie robi dobrze,
      fachowo, profesjonalnie zdjęć.
      A że sprawia w tym wywiadzie wrażenie faceta bucowatego, i "kasowego", a nie
      takiego, który kieruje się miłością i empatią w swej pracy
      fotografa/fotoreportera (i filmowca) wojennego, nie znaczy, by miał kiepsko
      fotografować.
      Jednoczesnie wiadomo, że ludzie pokroju Nachtwaya, czy wielu fotografów agencji
      Magnum, z jej już nieżyjącym współtwórcą, Henri Cartier-Bressonem, osoby, które
      zostały stworzone :) twórcami, nonkonformistami, które mają silny imperatyw
      przekazywania swego widzenia rzeczywistości i to właśnie przede wszystkim pcha
      ich do realizowania tych czy innych tematów, są nieporównanie lepszymi autorami.

    • Gość: mar_kra3 O krok dalej niż blisko - rozmowa o fotografii .. IP: *.cec.eu.int 05.01.09, 17:22
      ja tylko dodam do dyskusji, ze widzialam w sobote film o Natchwayu -
      ten czlowiek jest jak ksiadz, on ma powolanie do tych zdjec i nie
      jest cyniczny, co wiecej, nie kreuje sie na "swietego" tylko widac
      ta postawe w tym, jak pracuje, jak podchodzi do ludzi, ktorych
      fotografuje, co o nich mysli i z jaka intencja. Jest troche jak
      maszyna, ja mucha, co jak sie przyklei do tematu to po prostu go
      drazy w nieskonczonosc. Ale robi to z jakas taka delikatnoscia a nie
      cynizmem zaprezentowanym przez "tlucznika" (podoba mi sie to
      okreslenie!) w tym wywiadzie.

      ps. ta fote zrobil Krzysztof Miller (do znalezienia m.in. w
      ksiazce "W obiektywie"). Podobna fota byla dyskutowana na festiwalu
      fotografii prasowej i reportazowej w Perpignan w tym roku. Oj sie
      wili fotoreportezy, wili, ze sa przede wszystkim swiadkami i to jest
      ich zadanie. Zgadzam sie, ze nie sa tam by ratowac ludzi, ale
      zupelny brak ludzkich odruchow potepiam. Reporter, ktory zrobil
      omawiane zdjecie mowil, ze w tym samym czasie dzwonili po karetke
      dla rannego, wokol ktorego ustawil sie wianuszek aparatow, ale
      powiedzial tez, ze chyba instynktownie wszyscy ustawili sie po
      jednej stronie tego rannego, zeby "nie psuc kadru".....
    • wlodekbar Pozwolę sobie tu wkleić mój arcykrótki szkic... 05.01.09, 22:24
      ... o fotografii wojennej i fotografach wojennych, opublikowany kilka lat temu w
      Polskim Portalu Edukacyjnym Edu.info.pl. Napisałem tam między innymi o Nachtwayu.


      Światowa fotografia wojenna

      Dzisiejszy tekst to, Miły Czytelniku, krótki szkic o tego rodzaju fotografii i
      jej wybitnych twórcach.

      Pierwsze wojenne zdjęcia wykonano podczas wojny krymskiej, a więc już w
      kilkanaście lat po wynalezieniu dagerotypii. Były one w większości statycznymi
      obrazami pola walk przed bitwami i po ich zakończeniu, przygotowań do starć etc.
      Na czoło fotografów tej wojny wysuwa się Anglik, Roger Fenton, który wykonał
      ponad trzysta zdjęć; część z nich była opublikowana w 'Illustrated London News',
      stanowiąc przede wszystkim dodatek do rysunków przedstawiających obrazy wojny.

      Prapoczątek reportażu wojennego we współczesnym rozumieniu tego słowa –
      reportażu, w którym fotoreporter wyraża swój emocjonalny i intelektualny
      stosunek do zabijania, przemocy i okrucieństwa – wyznacza okres wojny
      secesyjnej, kiedy wojska stanów północnych dysponowały grupą świetnych
      fotografów, dysponujących specjalnymi wozami-laboratoriami. Choć fotografowie ci
      mieli za zadanie wykonywanie zdjęć do celów kartograficznych, jednakże nie
      ograniczali się li tylko do tego rodzaju fotografii. Niemałą fotoreporterską
      spuściznę pozostawili między innymi: Mathew Brady, Aleksander i James
      Gardnerowie, Timothy O’Sullivan.

      Dziś fotografia wojenna jest ważnym orężem w walce o pokój. Wiele zdjęć
      wojennych jest wysoko cenionych nie tylko przez krytyków i teoretyków
      fotografii, lecz – co najważniejsze – przez miliony ludzi na całym świecie.
      Zdjęcia te są nagradzane na najważniejszych konkursach fotograficznych i
      dziennikarskich, reprodukowane w prasie, albumach, książkach, pokazywane na
      wystawach. Stanowią wymowne obrazy człowieka uwikłanego w tragiczne sytuacje
      wojenne, obrazy ludzkich cierpień, wreszcie obrazy ukazujące bezsens wojny –
      mocno zatem oddziałują na emocje, pobudzają do antywojennej aktywności.

      Nie sposób pominąć fotografii powstania warszawskiego – bez cienia wątpliwości
      stanowią one wybitne osiągnięcie w skali światowej. Na barykady wyszli wtedy
      fotoamatorzy i fotoreporterzy Czołówki Filmowej Biura Informacji i Propagandy
      Komendy Głównej Armii Krajowej. Wszyscy stworzyli wielki epos o życiu i śmierci
      walczącej stolicy. Najwybitniejszym fotoreporterem powstania wydaje się być
      Sylwester Braun, ps. 'Kris', który – zamieszkały w USA – w 1981 roku przybył do
      Warszawy, by przekazać jej cały ocalały fotograficzny dorobek – 1523 klatki
      negatywu. Wiele z tych zdjęć to piękne w swym tragizmie, wymowne obrazy ginącego
      miasta. Kilka innych wybitnych nazwisk: Eugeniusz Lokajski, Jerzy Tomaszewski,
      Tadeusz Bukowski…

      Potężny fotograficzny dorobek pozostawili fotoreporterzy Wielkiej Wojny
      Narodowej. Dmitrij Baltermanc, którego zdjęcia zyskały niebagatelną sławę i
      otrzymały wiele nagród na konkursach i wystawach w Hamburgu, Londynie, Rzymie,
      Belgradzie, Nowym Jorku, Budapeszcie, Pradze, Maks Alpert i Arkadij Szajchet –
      to trzy tylko nazwiska z wielkiej plejady fotografów tej wojny.

      Jednym z najsłynniejszych fotoreporterów wojennych był współzałożyciel
      funkcjonującej do dziś agencji 'Magnum', Robert Capa. Nienawidząc wojny, dążył
      do przekazywania za pośrednictwem fotografii nie tyle obrazów żołnierskiego
      męstwa i poświęcenia, co bezsensu zabijania i okropności wojny. Fotografował nie
      tylko pola walki i żołnierzy. Pokaźną część jego dorobku stanowią zdjęcia
      przedstawiające cierpienia i niedole ludności cywilnej. Jego praca fotoreportera
      wojennego datuje się od 1936 roku, kiedy powędrował do Hiszpanii, by
      fotografować obrazy wojny domowej. Potem uczestniczył w wojnie
      japońsko-chińskiej. Przemierzył liczne fronty drugiej wojny światowej, będąc w
      tym okresie korespondentem tygodnika 'Life'. Fotografował bombardowanie Londynu,
      walki w Afryce Północnej, we Włoszech, desant w Normandii… Po wojnie obserwował
      działania zbrojne w Izraelu, Egipcie, Wietnamie, w Indochinach, w 1954 roku,
      gdzie zginął w wieku 41 lat.

      Następne wielkie nazwisko fotografa wojennego (przysłonięte chyba nieco legendą
      R. Capy) – Anglik Donald McCullin. Urodził się w 1935 roku. Fotografował wojnę
      na Cyprze, w Wietnamie, Kambodży, walki w Suezie, Laosie, w Bengalii, Ulsterze,
      Irlandii, Bejrucie. Zdobył wiele nagród na wielu konkursach, nie wyłączając
      World Press Photo.

      Amerykanin James Nachtway. Uchodzi za jednego z czołowych współczesnych
      fotoreporterów. Przyjrzyjmy się jego sylwetce nieco bliżej. Obserwował większość
      konfliktów zbrojnych drugiej połowy XX wieku. Dzięki charakterystycznemu stylowi
      i ogromnej wrażliwości jego obrazy są wyjątkowym zapisem ludzkich tragedii.

      W latach 1966–1970 studiował historię sztuki i nauki polityczne w college'u w
      Dartmouth. Zainspirowany efektem, który wywarły na amerykańskim społeczeństwie i
      polityce zagranicznej kraju fotografie z wojny wietnamskiej, postanowił zostać
      fotografem. Był młody, zdeterminowany, miał cel. Rzemiosła uczył się sam.
      Studiował prace mistrzów, między innymi Donalda McCullina.

      W 1976 roku podjął pracę w wymarzonym zawodzie. Przez cztery lata fotografował
      dla jednej z lokalnych gazet w Nowym Meksyku. Gdy próbując sił jako wolny
      strzelec, przybył do Nowego Jorku, miał 32 lata.

      Jako fotograf po raz pierwszy zetknął się z przemocą w Bostonie. Dokumentował
      konflikt w sprawie integracji rasowej w szkołach publicznych. Wkrótce wysłano go
      do Irlandii Północnej, gdzie dziesięciu więźniów z IRA zagłodziło się w formie
      protestu, i gdzie ulice wrzały.

      Wówczas właśnie mocno odczuł wartość swojej pracy i siłę jej oddziaływania.
      Od tego czasu poświęcił się dokumentowaniu konfliktów, wojen i problemów
      społecznych na całym świecie. Był właściwie wszędzie, gdzie działo się coś
      ważnego: od Salwadoru, przez Somalię, Bałkany, po Czeczenię. Dzięki zawodowemu
      szczęściu był naocznym świadkiem ataku na World Trade Center 11 września 2001
      roku i jednym z dwóch fotografów, którzy działali w samym centrum wydarzeń.

      Realizację wielu materiałów musiał finansować sam. Tak było w przypadku pracy
      nad tematem rumuńskich sierot i głodu w Somalii. W obu przypadkach jego zdjęcia
      wywołały szersze zainteresowanie mediów tymi problemami.

      Styl jego fotografii odzwierciedla podejście do ludzi i sytuacji. Pracuje
      spokojnie i łagodnie, traktując ludzi przed obiektywem z szacunkiem. Stara się
      nawiązać z nimi kontakt, tak by w pewnym stopniu aktywnie uczestniczyli w
      tworzeniu fotografii. Jest zawsze blisko tematu, co wywołuje u oglądającego
      wrażenie uczestnictwa w przedstawianym na fotografii wydarzeniu. Stosuje w tym
      celu obiektyw szerokokątny.

      Podczas pracy styka się z różnymi sytuacjami. Czasami z takimi, gdzie od
      fotografowania pilniejsza jest bezpośrednia pomoc. Odkłada wtedy aparat i
      wyciąga rękę. Kilkakrotnie ryzykował własnym życiem, gdy ratował je innym. Tak
      było na Haiti, gdzie bronił człowieka przed zlinczowaniem przez tłum. W podobnej
      sytuacji w RPA został poturbowany.

      Nachtway był kontraktowym fotografem magazynu „Time”, członkiem agencji
      „Magnum”. Jego prace wystawiane są w znanych galeriach na całym świecie.
      Publikuje je 'Time', 'Life', 'New York Times', 'Newsweek', 'National
      Geographic', 'Stern', i wiele innych. Został wyróżniony większością prestiżowych
      nagród, jest między innymi wielokrotnym laureatem World Press Photo.

      I jedno jeszcze nazwisko, którego nie sposób pominąć – naszego fotoreportera,
      Krzysztofa Millera. Urodził się w 1962 roku. Studiował w warszawskiej AWF. W
      latach 1979–1986 był 19-krotnym mistrzem Polski seniorów w skokach do wody z
      trampoliny i wieży. Od 1986 roku fotografował dla pism drugiego obiegu oraz dla
      Independent Polish Agency w Szwecji. Od maja 1989 roku pracuje dla 'Gazety
      Wyborczej'.

      Fotografował na wszystkich wojnach ost
    • wlodekbar Cd. szkicu 05.01.09, 22:28


      Fotografował na wszystkich wojnach ostatnich lat. Kilkakrotnie docierał na
      fronty walk w Czeczeni. Był w Afganistanie i Iraku. Na Bałkanach i w Kongo. W
      Johannesburgu, RPA i Gruzji. Ma szereg wystaw indywidualnych w wielu krajach.
      Zdobył wiele nagród na prestiżowych konkursach. W 2000 roku był jednym z jurorów
      World Press Photo. Ulubionym i najczęściej używanym przez niego aparatem jest
      'Leica' i obiektywy szerokokątne.
Pełna wersja