eurypides77 10.03.09, 12:02 Bardzo ciekawa recenzja, z pewnością zachęciła mnie do przeczytania książki p. Cyza. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: zachichotany Teraz już wiem ... IP: *.ztpnet.pl 10.03.09, 13:13 Teraz już wiem, dlaczego w radiowym PR2 nie mogłem dotrwać do 2. aktu królorogerowego... Nowatorstwo nowatorstwem , ale ... * * * Ruja i poróbstwo nim powodowało, Wysoki Sądzie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Król Karol Wstrętny, pusty artykuł! IP: *.gprs.plus.pl 10.03.09, 15:05 Cóż za wstrętny artykuł! Nie czytałem jeszcze książki Cyza, choć mam ją na biurku- nie jest dla mnie zachęcająca, szczególnie po usłyszeniu wywiadu z nim w radiowej Dwójce (taki był trochę niewygadany...). Język tego artykułu jest gliniasty, niczego nie mówi, żadnych błyskotliwości, ciekawych anekdot, raczej same truizmy. A szczególnie to, że Iwaszkiewicz z Szymanowskim fascynowali się kulturą nie oznacza, że w związku z tym wyprodukowali coś na prawdę interesującego- wystarczy napisać, że pisarz urodził się na styku kultur (ach- w tyglu kultur! na palecie..) a już robi się z niego wielgaśnego artystę! To już tak typowa stylizacja, że zbiera na mdłości, i to jest deformacja i idiotyzm niepoprawnie przyjętego, szlachetnego wpływu takich jak Giedroyć, czy nagroda Angelus... Po drugie znam libretto "Króla Rogera" na pamięć i nie ma tam słowa świadczącego o homoseksualiźmie Pasterza. Nie wolno utożsamiać jednoznacznie homoseksualnie nacechowanego "Efebosa" z "Pasterzem" (to zamienny tytuł opery "Król Roger"), będącym jedynie realizacją marzeń Szymanowskiego dziele pięknej muzyki i wdzięcznych postaci (nawet współcześnie śpiewaczki bywają grube i brzydkie, a śpiewacy starzy i łysi, stąd w tej wyidealizowanej operze "dzieweczki, cudni młodzieńcy"). Niespełnienie tego warunku skłoniło Iwaszkiewicza do powiedzenia, że "przefajnowali" sprawę "Rogera". W każdym razie chodziło im o mistyczne wcielenie w bóstwa za pomocą muzyki, a nie miłość kurtuazyjną między młodzieńcem i królem jakby pewnie tego chciał Treliński. Realizacje Trelińskiego są żałosne. To zawsze bezsensowne rozwiązania (a szczególnie to wrocławskie leżenie króla w szpitalu! śpiewał na leżąco..). Polacy nie potrafią zrealizować "Króla Rogera", ani muzycznie (jak Ewa Michnik, ale i rozczarowujący Anglik Rattle), ani scenicznie (jak Treliński), dlatego prawie nikomu się "Król Roger" nie podoba. Świadczę jednak, że Karol Stryja odczytał to w cudowny sposób. Ta opera idealnie by się nadawała do Gardzienic, ponieważ muzyka jest oparta o pierwsze wyobrażenia, rekonstrukcje muzyki i teatru antycznego w sposób zachwycający. To moja ulubiona opera i nie zdzierżę tutaj nieudolności. Z utęsknieniem czekam na paryską premierę "Króla Rogera" w Paryżu 18 czerwca 2009 roku (prapremiera samej opery odbyła się 19 czerwca- to znak!), gdzie będzie śpiewać Kwiecień w roli Króla i Pasiecznik w roli Roksany, o czym Sobolewski powinien przypomnieć. Zapewne tego nie wie. Odpowiedz Link Zgłoś