Dionizos modli się za nami

10.03.09, 12:02
Bardzo ciekawa recenzja, z pewnością zachęciła mnie do przeczytania
książki p. Cyza.
    • Gość: zachichotany Teraz już wiem ... IP: *.ztpnet.pl 10.03.09, 13:13
      Teraz już wiem, dlaczego w radiowym PR2 nie mogłem dotrwać do 2.
      aktu królorogerowego...
      Nowatorstwo nowatorstwem , ale ...

      * * *

      Ruja i poróbstwo nim powodowało, Wysoki Sądzie!
    • Gość: Król Karol Wstrętny, pusty artykuł! IP: *.gprs.plus.pl 10.03.09, 15:05
      Cóż za wstrętny artykuł! Nie czytałem jeszcze książki Cyza, choć mam
      ją na biurku- nie jest dla mnie zachęcająca, szczególnie po
      usłyszeniu wywiadu z nim w radiowej Dwójce (taki był trochę
      niewygadany...). Język tego artykułu jest gliniasty, niczego nie
      mówi, żadnych błyskotliwości, ciekawych anekdot, raczej same
      truizmy. A szczególnie to, że Iwaszkiewicz z Szymanowskim
      fascynowali się kulturą nie oznacza, że w związku z tym
      wyprodukowali coś na prawdę interesującego- wystarczy napisać, że
      pisarz urodził się na styku kultur (ach- w tyglu kultur! na
      palecie..) a już robi się z niego wielgaśnego artystę! To już tak
      typowa stylizacja, że zbiera na mdłości, i to jest deformacja i
      idiotyzm niepoprawnie przyjętego, szlachetnego wpływu takich jak
      Giedroyć, czy nagroda Angelus... Po drugie znam libretto "Króla
      Rogera" na pamięć i nie ma tam słowa świadczącego o homoseksualiźmie
      Pasterza. Nie wolno utożsamiać jednoznacznie homoseksualnie
      nacechowanego "Efebosa" z "Pasterzem" (to zamienny tytuł opery "Król
      Roger"), będącym jedynie realizacją marzeń Szymanowskiego dziele
      pięknej muzyki i wdzięcznych postaci (nawet współcześnie śpiewaczki
      bywają grube i brzydkie, a śpiewacy starzy i łysi, stąd w tej
      wyidealizowanej operze "dzieweczki, cudni młodzieńcy").
      Niespełnienie tego warunku skłoniło Iwaszkiewicza do powiedzenia,
      że "przefajnowali" sprawę "Rogera". W każdym razie chodziło im o
      mistyczne wcielenie w bóstwa za pomocą muzyki, a nie miłość
      kurtuazyjną między młodzieńcem i królem jakby pewnie tego chciał
      Treliński. Realizacje Trelińskiego są żałosne. To zawsze bezsensowne
      rozwiązania (a szczególnie to wrocławskie leżenie króla w szpitalu!
      śpiewał na leżąco..). Polacy nie potrafią zrealizować "Króla
      Rogera", ani muzycznie (jak Ewa Michnik, ale i rozczarowujący Anglik
      Rattle), ani scenicznie (jak Treliński), dlatego prawie nikomu
      się "Król Roger" nie podoba. Świadczę jednak, że Karol Stryja
      odczytał to w cudowny sposób. Ta opera idealnie by się nadawała do
      Gardzienic, ponieważ muzyka jest oparta o pierwsze wyobrażenia,
      rekonstrukcje muzyki i teatru antycznego w sposób zachwycający. To
      moja ulubiona opera i nie zdzierżę tutaj nieudolności. Z
      utęsknieniem czekam na paryską premierę "Króla Rogera" w Paryżu 18
      czerwca 2009 roku (prapremiera samej opery odbyła się 19 czerwca- to
      znak!), gdzie będzie śpiewać Kwiecień w roli Króla i Pasiecznik w
      roli Roksany, o czym Sobolewski powinien przypomnieć. Zapewne tego
      nie wie.
Pełna wersja