Gość: Wiesław Hołdys
IP: *.chello.pl
06.04.09, 01:48
Już pierwsze zdanie tego artykułu budzi sprzeciw. Ów Garcia
mordował publicznie homara w ten sposób, iż najpierw go zawiesił na
linie, potem przebił szpikulcem, a nstępnie zarąbał tasakiem.
Żywego homara, do których ciała ów zwyrodnialec zamontował mikrofon
rejestrujacy bicie serca zwierzęcia. Jest to obrzydliwe,
wyrafinowane okrucieństwe. Nie ma to nic wspólnego z normami
stosowanymi w przemyśle spożywczym, zatwierdzanymi przez - jak
pisze Autorka - towarzystwa weterynaryjne.Żadne towarzystwa
weterynaryjne niczego takiego w Polsce nie zatwierdzają, ani nie
mają w tej sprawie nic do gadania, co najwyżej Główny Lekarz
Weterynarii. Tak samo podtapianie gryzoni, czyli wrzucanie chomików
syryjskich do akwarium, patrzenie jak się topią,a potem wyławianie
ich stamtąd i wrzucanie z powrotem nie jest - jak lekkim piórem
pisze Autorka - czymś "co najwyzej wtórnym i przeidywalnym". Jest
po prostu obrzydlistwem. Ów człowiek publicznie dokonał
przestępstwa, co odbyło się w ramach - nawiasem mówiąc
sponsorowanego ze źrodeł publicznych - festiwalu teatralnego.A to
już jest skandalem.
Autorka pisze: "Gdyby to (tzn. zwierząt - cierpienie) zostało
przynajmniej użyte z intencją autentycznej, mocnej, krytycznej
wypowiedzi - można by dyskutować na temat granic sztuki." Mówiąc
inaczej - gdyby niejaki Garcia zarąbywał te homary i topił chomiki
z sensem to byłoby OK, gdyż stanowiło by to asumpt do rozpoczęcia
dyskusji na temat sztuki. To także budzi muj sprzeciw, sztuka nie
może używać czyjegokolwiek cierpienia jako bezpośredniej materii.
Chyba, że jest to cierpienie samego artysty - proszę bardzo: niech
się okalecza, obcina członki, wyrywa paznokcie - jego sprawa.
Tylko, że po skoku japońskiego malarza - na którego powoływał się
Jerzy Grzegorzewski w swoim chyba najgenialniejszym spektaklu
czyli "Powolnym ciemnieniu malowideł" - z wieżowca na rozpostarte
pod nim płótno, w efekcie czego powstał ostatni obraz owego
malarza, trudno będzie zrobić coś jeszcze bardziej - używając
słownictwa Pani Derkaczew - mocnego. To trochę jak z porównaniem
kobiety do kwiata - ten, który zrobił to pierwszy był geniuszem,
reszta to grafomani.Nawet jeśli ktoś się publicznie np. powiesi na
scenie będzie tylko marnym epigonem owego japońskiego artysty. W
jednym się z panią Derkaczew zgadzam - warto rzeczywiście
zastanowić się nad tym, co stało się z europejskim teatrem, skoro
tak - Autorka pisze "tanie", ja twierdzę, że "obrzydliwe" - gesty
zyskują uznanie ekspertów. Wygląda na to,że jedni i drudzy - owi
eksperci i ów Garcia, laureat europejskiej nagrody Nowe
Rzeczywistości Teatralne, są siebie warci.