Gość: WIERCIOCH
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.07.09, 05:49
LIST POŻEGNALNY
Witajcie!
Wierzyłem, że kultura ma znaczanie, że słowo może być potężne, że
myśl potrafi zapładniać, inspirować, dawać do myślenia...
Nie wierzę już. Straciłem wiarę... Straciłem wiarę w świat ideałów,
wzniosłych dążeń, szerokich horyzontów, głębokich przeżyć. Mogę
jedynie powtórzyć za Koheletem: WSZYSTKO TO MARNOŚĆ I POGOŃ ZA
WIATREM.
Jestem wypalony, wydrążony, pusty.
Nie chce mi się czytać, pisać, rozmawiać, agitować, zachęcać,
przekonywać, dawać świadectwo, zapraszać do wspólnych przedsięwzięć,
wpływać na przekonania i postawy...
MARNOŚĆ NAD MARNOŚCIAMI - WSZYSTKO MARNOŚĆ!
Cóż po filozofie w czasie marnym, cóż po pisarzu w czasie nędznym?!
Jaki jest świat - każdy widzi: sprawiedliwość jest niesprawiedliwa,
mądrość uchodzi za głupotę, piękno jest tłamszone, a nadzieja
mieszana z gównem i błotem. Wszędzie królują wartości hedonistyczne
i utylitarne; wartości duchowe i transcendentne giną na gnijącym
targowisku próżności.
"Rzeczpospolita" opublikowała niedawno wyniki sondażu opinii
publicznej (chodziło o sprawdzenie, kto jest AUTORYTETEM dla
młodzieży). I co się wydało? Młodzi Polacy uważają za autorytety
głównie osoby znane z telewizji; na liście nie znalazł się żaden
pisarz ani naukowiec. Świadomością społeczną sterują dziś celebryci
i showmani. Leszek Kołakowski, Stanisław Dziwisz ani Wisława
Szymborska się nie liczą. Jaki wniosek? Kościół nie kształtuje,
szkoła nie wychowuje, rodzina nie radzi sobie; dziś wychowawcą
młodzieży jest Pan Telewizor.
Szkoła nie kształtuje wzorców i wartości, ale indywidualny tok
nauczania jest w Polsce przestępstwem. Chcecie przykład - no to
macie! Kasia B. nie chodziła do szkoły z przyczyn zdrowotnych, ale
obowiązek szkolny realizowała w domu, świetnie zdając wszystkie
wymagane egzaminy. A w państwie totalitarnym tak być nie może. Do
szkoły chodzić musicie, choć wcale nie musicie się uczyć. Ze szkoły
nic nie musicie wynieść, możecie na całe życie pozostać kapuścianymi
głąbami - ale szkoła to mus!
Co z Kasią? Kasia była u babci, gdy uzbrojeni funkcjonariusze
naszego pożal się Boże państwa roztrzaskali drzwi, mamę Kasi skuli
kajdankami i zawlekli do areszu (a potem do psychiatryka).
Dziewczynka trafiła do domu dziecka, a następnie pod opiekę
zdeformowanego moralnie ojca. Anna B. przez kilka lat walczyła o
córkę. W końcu udało się... Sąd uniewinnił ją (bo musiał, bo nic na
nią nie miał). Ale to nie koniec. Kasia nadal jest brutalnie
izolowana od najbliższej rodziny. Już od trzech lat nie może się
spotkać z ukochaną babcią, która za nią wypłakuje oczy. Kasia nie
mogła odwiedzić dziadka, gdy ten leżał w szpitalu na oddziale
intensywnej terapii. A teraz wujek Kasi - KSIĄDZ Franciszek
Jeziorczak - jest ciężko chory... i też nie może się doczekać
odwiedzin... Anna B. wystosowała do sądu (w jednym z podwarszawskich
miasteczek) pismo z prośbą o możliwość spędzenia z córką kilku
wakacyjnych tygodni... Ponieważ żyjemy w państwie prawa, sąd się
oczywiście zgodził... rozpatrzyć sprawę... 21 września (czy coś koło
tego)! Czujecie to!? Decyzja o wakacjach rozpatrywana już po
wakacjach! Kumacie, czaicie?! I to nie jest humoreska Mrożka! To
jest POSTANOWIENIE W MAJESTACIE PRAWA, W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ
POLSKIEJ! To nie wymaga komentarza.
I jak tu w takiej Polsce żyć?!
I po co?!
W swoim życiu przeczytałem tysiące książek, miliony godzin spędziłem
na rozważeniach i medytacjach, pisząc książki, zdobywałem
doświadczenie życiowe, zajmując się wieloma dziedzinami, próbując
tego i owego. Szukałem mądrości nie po to, żeby być nadętym
autorytetem czy apodyktycznym rozkazodawcą. Wierzyłem tylko, że
swoją wiedzę mogę spożytkować w najprostszy sposób - inspirując,
sugerując, podsuwając innym książki Wielkich Ludzi, promując ideały
wzniosłe i nieśmiertelne. Rozmawiając z kimś czy pisząc do kogoś,
nie żądałem akceptacji, automatycznej zgody, pustych pochwał.
Pragnąłem tylko mieć możliwość rozpalania swoją pasją. Chciałem
jedynie podszeptywać wskazówki, alternatywy, możliwości. Marzyłem o
roli cichego ANIOŁA STRÓŻA, ostrzegającego przed
niebezpieczeństwami, przykrymi konsekwencjami nieprzemyślanych
zachowań. Dawać do myślenia - to było moje zadanie, to była moja
misja. Ale już nie jest...
Skoro KSIĄŻKI SĄ DLA ŚWIATA JEDYNIE SKŁADEM CELULOZY... nie chcę
należeć do tego świata...
KRÓLESTWO MOJE NIE JEST Z TEGO ŚWIATA!
Odchodzę. Odsuwam się w cień i ciszę...
Żegnajcie!
Tylko frajerzy - jak Cyprian Kamil Norwid (ulubiony poeta Jana Pawła
II) - mogą wierzyć, że świat ocalą POEZJA I DOBROĆ...
Ja już straciłem wiarę, nadzieję i miłość.
Żegnajcie, bo ja już nie zamierzam pisać, złamałem pióro gęsie i
orle. Załamałem się...
Jakie są moje zamiary? Zamierzam oddawać się kontemplacji i
medytacji... Może na dnie swojej mrocznej duszy odnajdę kiedyś małą
ISKIERKĘ...
Chcę się uczyć ROZTROPNOŚCI, SPRAWIEDLIWOŚCI, UMIARU I MĘSTWA. Może
otrzymam nagrodę - NADPRZYRODZONY DAR, TAJEMNĄ ŁASKĘ - i znów z mym
przyjacielem Don Kichotem wyruszę w dal, by walczyć z wiatrakami i
walczyć o wdzięki urojonej Dulcynei z Toboso.
Może nie wszystko skończone? Może TRZEBA MIEĆ NADZIEJĘ - WBREW
WSZELKIEJ NADZIEI... Może warto jednak kochać to zeszmacone życie;
może warto ŻYĆ OCZAROWANIAMI I ROZCZAROWANIAMI...
Bóg to jeden wie.
AMEN.
Wojciech Wiercioch
krakow-www.blog.onet.pl/