kobylynsky
05.08.09, 10:23
Wystosowaliśmy list otwarty do Jerzego Owsiaka, prezesa zarządu Fundacji
Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz pomysłodawcy festiwalu Przystanek
Woodstock. W związku z ostatnimi dwoma edycjami Przystanku Woodstock oraz
wypowiedziami jego głównego organizatora pytamy: co oznacza zapraszanie na
Woodstock Leszka Balcerowicza, Lecha Wałęsy i obecność Wojska Polskiego? Czy
wolność to dziś to samo, co wolny rynek? Oraz jaką definicją pacyfizmu
posługuje się Jerzy Owsiak.
Do prezesa zarządu Fundacji
Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy
Jurka Owsiaka
Przystanek Woodstock miał być formą podziękowania dla wolontariuszy
zbierających pieniądze do puszek w czasie finałów Wielkiej Orkiestry
Świątecznej Pomocy. Idea słuszna, ale wątpliwa w kontekście tego, co mamy
szansę obserwować od kilku lat. Niepokoją nas Pańskie wypowiedzi i działania,
nie rozumiemy, gdzie podziała się idea pacyfizmu, wolności i równości. Co
oznacza zapraszanie na Woodstock Leszka Balcerowicza, Lecha Wałęsy i obecność
Wojska Polskiego? Wszak sam Mrożek nie powstydziłby się takiego absurdu, w
którym mówiąc „stop wojnie” pokazuje się czołgi.
Czym jest dla Pana wolność? Słowo, które tak często pada z Pańskich ust.
Czy jest to wciąż ta sama wolność, która zapewnia każdemu człowiekowi
możliwość swobodnego działania, kiedy ma poczucie bezpieczeństwa, że nic nie
zaneguje jego prawa do edukacji, pracy i wyrażania własnych poglądów? A może
wolność to dziś to samo, co wolny rynek? Bo jak inaczej możemy tłumaczyć
zaproszenia do Akademii Sztuk Przepięknych Leszka Balcerowicza? Tego samego
Leszka Balcerowicza, który pragnie prywatyzacji wszystkiego, co tylko da się
sprywatyzować wierząc naiwnie, że poprawi to sytuację ekonomiczną kraju. Jak
mamy odnieść się do pańskich słów, jakoby przekonał się Pan, iż państwo
opiekuńcze jest złe? Przede wszystkim – skąd ta pewność, skoro Polski z
pewnością nie nazwiemy państwem opiekuńczym? Gdyby tak było, nie
potrzebowalibyśmy przecież Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. A wówczas
Pan nie byłby symbolem pomocy, nadziei i bezgranicznej miłości.
W tym roku zaprosił Pan Lecha Wałęsę, jednego z najbardziej znanych
Polaków na świecie. Miało być to uczczenie dwudziestej rocznicy wolnej Polski.
Dla większości osób uczestniczących w spotkaniu Wałęsa to postać niemalże
mityczna, słyszeli o nim, ale nie pamiętają przecież przełomowego 89 roku, nie
zawsze potrafią ocenić skutki transformacji ustrojowej. Zaproszenie takiego
gościa wydaje się być próbą powiedzenia – temu człowiekowi zawdzięczacie
wolność. Tę wolność, która dąży do neoliberalizmu, prywatyzacji i zwalczania
państwa opiekuńczego. Godzi się to doskonale z Pańskim przekonaniem o tym, że
WOŚP będzie grała do końca świata i o jeden dzień dłużej – będzie, bo polskie
szpitale i polskie dzieci będą potrzebowały pieniędzy Polaków wyciąganych
każdego roku z portfela.
Kiedy cztery lata temu pojawiła się Akademia Sztuk Przepięknych
myśleliśmy, że będzie to przestrzeń służąca zaznajamianiu się ze sztuką i
artystami. Okazało się, że jest to piedestał dla tych, których Pan uważa za
autorytety dla młodzieży. Z pewnością zdaje Pan sobie sprawę z tego, że duża
część społeczeństwa widzi w Panu człowieka niosącego dobro i pomoc stawiając
Pana za wzór do naśladowania. Musi więc mieć Pan świadomość, że spoczywa na
Panu olbrzymia odpowiedzialność za tych młodych ludzi, którzy co rok pojawiają
się na Przystanku. Czy ta świadomość nie przeszkadza Panu w służeniu za nośnik
antyspołecznych i antypacyfistycznych idei?
Już po raz drugi w Kostrzynie pojawiło się Wojsko Polskie, pytamy – w
jakim celu? Zachęta do wstąpienia do armii? Do wojska, które zostanie wysłane
na „misję pokojową” do Afganistanu czy Iraku? Jak zatem definiuje Pan
pacyfizm? Czy ci młodzi ludzie, którzy z zainteresowaniem oglądają wojskowy
sprzęt mają się dzięki temu poczuć bezpieczniej? Czołgi i Rosomaki to z
pewnością coś niezwykłego, coś co może budzić ciekawość, pytanie tylko – czy
na pewno jest dla nich miejsce tam, gdzie krzyczy się o pokoju, o życiu w
zgodzie, o walce z wojną i niesprawiedliwością.
Świat się zmienia, my się zmieniamy i Przystanek Woodstock się zmienia.
Prawdopodobnie nie mamy już na to wpływu, nie zdołamy przekonać Pana do tego,
że Woodstock „to było coś”, że było lepiej gdy nie promowano na nim nachalnie
wolnorynkowych dogmatów i militaryzmu. Może jednak warto zdjąć tę kolorową
zasłonę z pacyfką, na której wypisane zostały jakże nośne hasła o wolności,
równości, miłości i muzyce? Może czas otwarcie powiedzieć tym młodym ludziom
szukającym idei pokoju i braterstwa, że „tego już tu nie ma!”? Nie zmieni się
na pewno jedno – Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie przestanie grać, będą
bite kolejne rekordy sum ofiarowanych przez Polaków, a Pan wie o tym
najlepiej, jako że przecież Pańskim zdaniem państwo opiekuńcze to zły pomysł.
A co się stanie z tymi młodymi ludźmi, których Balcerowicz zachęca do „dobrego
oddawania głosów”, Wałęsa do pracy, a Wojsko do służby państwu – nie Pański
problem, Pan pomaga chorym dzieciom.
Sekretariat Krajowy
Młodych Socjalistów