laband
15.03.05, 11:58
W austriackich Alpach znajduje się schronisko Gliwice
Na wysokości 2176 m n.p.m., pomiędzy alpejskimi szczytami Vord, Spitzbett i
Rottenzink, leży schronisko, które nazywa się Gliwice, a pokoje noszą imiona
śląskich miast. Schronisko odnalazł Jacek Szyndler, dyrektor Katolickiej
Szkoły z Charakterem w Gliwicach
Szyndler mówi, że na ślad schroniska trafił przypadkiem. Przeglądał kiedyś
starą książkę o Gliwicach. Była tam pocztówka z alpejskimi widokami, a na niej
kamienny budynek z napisem Gleiwitzer Huette - Schronisko Gliwice. Tak go to
zaintrygowało, że razem ze swoim uczniem Staszkiem Heydą postanowił odwiedzić
to miejsce.
Dotarli do austriackiej miejscowości Fusch, skąd czekało ich jeszcze trudne
podejście w kierunku hali Hirzbachalm. Po czterech godzinach marszu wdrapali
się na grań, a dopiero stamtąd na wąską i stromą ścieżkę prowadzącą do
Gleiwitzer Huette. - Później okazało się, że schronisko działa tylko latem, bo
zimą jest odcięte od świata. Nawet latem całe zaopatrzenie dowożone jest na
motorach albo na nartach, bo żadne auto nie da rady tutaj wjechać. Dziwiliśmy
się, jak można pokonać taką stromą ścieżkę na motorze - mówi Heyda.
Schronisko Gliwice to kamienny domek z pochyłym dachem i pomalowanymi na biało
okiennicami. W środku kolejna śląska niespodzianka. Pokoje noszą nazwy naszych
miast. Obok siebie są Bytom, Zabrze i Wrocław.
Gospodarzem schroniska jest od lat Josef Fusch. - Przywitał nas serdecznie.
Okazało się, że nie tylko wie, skąd pochodzi nazwa, ale nawet kiedyś odwiedził
Gliwice, by na własne oczy zobaczyć miasto - mówi Szyndler.
Swoje powstanie schronisko zawdzięcza członkom Niemieckiego Towarzystwa
Alpinistycznego z Gliwic, którzy w 1899 roku dotarli w Alpy. Jesienią tego
samego roku ruszyła budowa - na którą - jak wynika z dokumentów zdobytych
przez Szyndlera i Heydę - wydano 17 351 marek i 35 fenigów. Schronisko otwarto
w lipcu 1900 roku, po roku budowy.
Szyndler chce w najbliższym czasie zorganizować w Gleiwitzer Huette spotkanie
osób związanych z Gliwicami.