Dodaj do ulubionych

<> Pamięci września <>

29.08.05, 10:49
Jesień nasłoneczniona. Poprzez gąszcz gałęzi
słoneczne refleksy migają i tańczą.
Nikt nie wie, że na moment te cudowne chwile
kulą przestrzelone - życie swe zakończą.

Ruszyła nawała. I zadrżała ziemia
Jęk strachu i grozy poraził głęboko
Czy to możliwe, że tam hen w niebiosach
Bóg na moment przymknął Opatrzności Oko?

Straszna wojna. Dymią kominy obozów,
polski żołnierz walczy w różnych stronach świata.
Nad krwawiącą Ojczyzną, ponad jej zgliszczami
niezwycięzony orzeł biały prosto w słońce wzlata.

Dziś, gdy lata minęły, stoim zadumani
nad historią narodu, człowieka wielkością
ogarniamy Ojczyznę, tych co życie dali
naszą braterską, wierną na zawsze miłością.

Żyją dzieci i wnuki. Głosić będą chwałę
oręża polskiego, polskiej dumnej myśli.
Tym, co życie dali - wieczny odpoczynek.
Niech się im w niebiosach wolna Polska wciąż śni!

autor: Wanda Szado-Kudasikowa laureatka tegorocznego Konkursu Poezji
im,T. Staicha."Pamięci września".
Obserwuj wątek
    • Gość: jessyk Re: <> Pamięci września < IP: *.bialy-dunajec.sdi.tpnet.pl 29.08.05, 15:08
      Koronka do Najświętszej Panny

      Nie chodź dzisiaj do Polski Najświętsza Panienko,
      bo tam gaje zakwitły czerwoną sukienką,
      bo po łąkach i polach wyrosły mogiły,
      a krzyżyki po miastach ogrody przykryły.

      Tam kapliczki przydrożne rozbito bombami,
      a strumyki z łez płyną pomiędzy gruzami.

      Nie chodź dzisiaj do Polski Panienko Łaskawa
      bo tam ziemia już cała od krwi poczerniała
      i nie pachnie jak zawsze każdą wczesną wiosną,
      tam już kwiaty przekwitły, a cierpienia rosną.

      Nie chodź dzisiaj do Polski Śliczna Niepojęta,
      bo Cię mogą rozstrzelać, nim powiesz, żeś Święta,
      a jeśli chcesz Ojczyznę zobaczyć jutrzenką,
      to uważaj na siebie Roztropna Panienko,
      bo Cie mogą zatrzymać na rynku Krakowa,
      a co wtedy odpowiesz Panienko Wsławiona?

      Mogą Cię aresztować, Dobra, Miłosierna,
      kiedy powiesz, Panienko, że jesteś nam wierna.

      Nie chodź dzisiaj do Polski o Niepokalana,
      bo Ci krzyże, miast lilii, obejmą kolana
      i musiałabyś płakać, idąc nad grobami.
      Zostań lepiej w błękitach i módl się za nami.

      (wiersz napisany w czasie II wojny światowej - autor J. Faczyński)
      • dupekzoledny Re: <> Pamięci września < 29.08.05, 19:00
        a potem kraju runęło niebo
        tłumy odarte z serca i z ciała
        i dymił ,ogniem każdy6 kęs
        chleba
        i śmierć się stała.
        piasku
        to tobie szeptali leżąc
        wracając w ciebie krwi nicią wąską
        dzieci kobiety chłopi żołnierze
        polsko,odezwij sie polsko
        piasku pami.ętasz.
        wisło,przepłyniesz szorstkim swym suknem
        po p[łaszczu plemion
        gdy w boju padnę o,daj mi imie
        moja ty twarda żołnierska ziemi.

        kkb.
    • maxi18 Re: <> Pamięci września < 29.08.05, 20:17
      Ile trzeba znać bólu,ile piękna mieć w sobie,żeby takie wiersze
      pisać????????????I tak za mało wszystkich poezji,aby wyrazić tragedię wojen.....
      • qwint Re: <> Pamięci września < 29.08.05, 20:19
        oby nigdy powtorki z tego ...
        • maxi18 Re: <> Pamięci września < 29.08.05, 20:54
          Oby....,ale czy to wiadomo co nas czeka,jak poniektórzy nie chcą się
          rozzbroić,a inni ulepszają systemy masowego rażenia,a inni kolekcjonują
          bąbki...?Nie wiem,czy tym tam nie zależy na życiu i spokoju,czy Szatan w nich
          wstąpił?Tak to jest jak maniacy dochodzą do władzy....
          • ciupazka Re: <> Pamięci września < 01.09.05, 08:39
            66 lat minęło, to mój rocznik niewytłuczony przez wojnę , za to nas
            tłucze "reforma". Czy wojny trzeba? Terroryzm wystarczy, katastrofy
            przyrodnicze, ekologiczne dziesiątkują ludzi i jesteśmy niestety
            bezsilni. Pamiętać trzeba ale przede wszystkim żyć trzeba.

            II wojna światowa największa i najkrwawsza wojna w historii ludzkości. Napaść
            na Polskę 1 września 1939 do kapitulacji Japonii 2 wrzesnia 1945 roku. Objęła
            wszistkie kontynenty oprócz Antarktydy, wojna globalna, totalna. Straty
            ludzkie i materialne . Nie ma rodziny, która by nie miała przykrych
            wspomnień z tego czasu. Pamięć o tym należy do nas wszystkich. Ale sama
            pamięć nie wystarczy, a co możemy my zrobić, poza kształceniem
            świadomości? Nic! I to męczy, jedno wiemy, że nie chcemy wojny!
            • dupekzoledny Re: <> Pamięci września < 01.09.05, 09:07
              ale wcześniej czy pozniej do wojny dojdzie. wojny między BOGATĄ PÓLNOCĄ A
              BIEDNYM POŁUDNIEM.i to jest nieuniknione.i rozumiem to biedne południe.
              oni chcą ODEBRAĆ SWOJE.
              • ciupazka Re: <> Pamięci września < 01.09.05, 09:09
                Podobno im nie można pomóc, tak twierdzą politycy, a sami sobie nie chcą.
                No kcącemu nie dzieje się krzywda??? I tu problem jak im pomoc??? Masz
                receptę?
                • dupekzoledny Re: <> Pamięci września < 01.09.05, 09:21
                  nie mam recepty,co nie znaczy że trza ich zostawić samym sobie.
                  jakoś tak dziwniejestna tym świecie że wszelkapomoć, jęsli trafiłaby
                  dopotrzebujących- n pewno byłaby przez nich wykorzystana. ale śmieszne jest to
                  ze z miliona dolków pomocydo potrzebujących trfia coś 10% tej sumy. reszta
                  rozchodzi sie po doradcach, firmach udzielających"pomocy" i urzędnikach
                  państw udzielających pomocy.I TO JEST RGUŁA. A PAŃSTWOM TYM NA PEWNO NALEŻYSIĘ
                  NIE pomoć a zwrot ZAGRABIOMYCH PRZEZ WIEKI BOGACTW KULTURY IWYEKSPLOATOWANYCH
                  BOGACTW NATURALNYCH. nie jest argumentem-nie damy bo nie potraficie tego
                  wykorzystać.
                  i biedne południe jest w dalszym ciągu bezlitośnie eksploatowane. ropa-
                  wenezuela-lewicowe władze które traktują to dobro jako skarb narodowy-zostana
                  niedługo zjedzone przez cia.państw z systemem irackim jest na świecie więcej.
                  ale nieszczęscie iraku polegało na tym że ma on ropę. a zarabiać na ropie mogą
                  wielkie koncerny naftowe- a nie prawowici właściciele tych bogactw naturalnych.
                  i JAK TU MA NIE BYĆ WOJNY.
                  • ciupazka Re: <> Pamięci września < 01.09.05, 09:39
                    A myślisz że na wojnie kto sie wzbogaci? Biedny? Hehe, nie rozśmieszaj
                    mnie.
                    • dupekzoledny Re: <> Pamięci września < 01.09.05, 09:44
                      a gdzie ja popwiedziałem ze biedny się wzbogaci. wzbogaca sie koncerny
                      zbrojeniowe. jakos tak jest ze wojna jest najlepszym interesem i południe jest
                      zgóry skazane na porazkę.ale tak jak polskie powstania oni tez będą się
                      podrywać.a może prowadzic wojne jk 9/11.
                      • ciupazka Re: <> Pamięci września < 01.09.05, 10:02
                        Pytałam o receptę...
                        • dupekzoledny Re: <> Pamięci września < 01.09.05, 10:07
                          a co ja mały dupekzoledny moge wymyśleć. są jakies anany,bushe dablju,putiny i
                          inni władcy świata. ja mogę tylko próbować prognozować, ale i tak mmnie nikt
                          nie słucha,chociaż te mondrzuchy wiedzą to samo.i wszystko wytłumaczą walka z
                          terpryzmem.
                          • ciupazka Re: <> Pamięci września < 01.09.05, 10:51
                            Wystarcy hasło "bomba" i ginom tysiące , zadeptali sie sami, bez bomby,
                            paranoja ... Nie dziwota ze PonBócek korze tyk bogatyk (New Orlean)
                            • ciupazka Re: <> Pamięci września < 01.09.05, 11:05
                              A te dzisiejsze bomby ekonomiczne...Zmieniły się nam obyczaje i sytuacja
                              społeczno-ekonomiczna. Nigdzie nie ma mniej więcej sprawiedliwie dzielonej
                              biedy. Większość społeczeństwa, żyje przeciętnie, ale na krzywej Gaussa,
                              zwanej też krzywą dzwonową lub normalną, po dwóch jej stronach usadowiły się
                              kłujące w oczy, ostentacyjne bogactwo i beznadziejna nędza. A tam, gdzie
                              istnieje różnica potencjałów, nieuchronnie dochodzi do wybuchu. Stąd gwałtowne
                              wichury na styku barycznego wyżu z niżem, stąd wyładowania atmosferyczne, stąd
                              konflikty społeczne i zwyczajna, z pozoru bezpodstawna agresja.
                              Wielokierunkowa, bo nie tylko ze strony sfrustrowanych biedaków. Protestują też
                              bogaci, im też wciąż mało, mało... I najlepiej rozpętać wojnę, wytłuc, a
                              nam wtedy będzie lepiej!
                              I stąd te wojny, podłoze ich to ekonomiczne, religijne. A my nie mamy na
                              nic wpływu... niestety.
                              • ciupazka Re: <> Pamięci września < 01.09.05, 15:35
                                Polecam Wam dzieło: II wojna światowa . W-wa. 2005.Wyd. Bellona
                                Pod redakcją Piotra Matusaka(autorzy: Piotr Matusak, Edward Pawłowski, Tadeusz
                                Rawski). Dzieło ponadczasowe. Martwię sie tylko, czy zdążę przeczytać...
                                może... Znacie to?



                                księgarnia.bellona.pl/
                                • ciupazka Re: <> Pamięci września < 09.10.05, 11:22
                                  Piekny artykuł w Dz. P."Upominają sie o pamięć"

                                  Winnych wojennego bestialstwa, bezmiaru cierpień i ofiar już nie ma na tym
                                  świecie. Tych, którzy przeżyli wojenną gehennę - coraz mniej wśród nas. Jeszcze
                                  żyjący noszą w sobie pamięć rzeczy niewyobrażalnych do przetrwania - i
                                  niezagojone rany po bliskich: zastrzelonych, zakatowanych w więzieniach,
                                  zamęczonych w obozach.

                                  Władysław Szepelak z Bielanki we wrześniu 1939 r. miał 15 lat - a za sobą dwa
                                  lata pracy przy budowie drogi Chabówka-Czarny Dunajec. Przedtem przez kilka
                                  miesięcy harował w kamieniołomie, który dostarczał kruszywa na ten trakt.

                                  Niemcy wkroczyli do jego wsi 2 września. Po południu mieli 22 mężczyzn
                                  przeznaczonych do wywózki. Wyłapali ich jako podejrzanych o dywersję: zdjęcia,
                                  zrobione z samolotu, pokazywały, jak kopali rowy przeciwczołgowe i rozbierali
                                  mosty razem z żołnierzami. Mężczyzn z łapanki - zabranych, tak jak stali:
                                  niektórzy boso, w samych koszulach - odwieziono potem do Stalagu 17C w Austrii,
                                  gdzie pracowali przy budowie poligonów.

                                  Władysław Szepelak do dziś przechowuje odbitkę listu, jaki ze stalagu przysłał
                                  do rodziców Józef Świątek-Myrdoń z Pieniążkowic. Pracował w strasznych
                                  warunkach przez całą zimę, wrócił do domu dopiero na Wielkanoc 1940 r.
                                  Niektórych Niemcy trzymali w obozie jeszcze dłużej.

                                  Kto z nich doczekał wyzwolenia - nie doczekał, niestety, przez lata przyjęcia
                                  do Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych i Obozów Hitlerowskich:
                                  więziono ich w stalagu, czyli w obozie dla żołnierzy. Tylko Wojciechowi Iwanowi-
                                  Kantorkowi z Pieniążkowic, którego brat, podporucznik, zginął w Katyniu, udało
                                  się w ubiegłym roku dostać 10 tys. zł odszkodowania i prawa kombatanckie.
                                  Pozostałym więźniom stalagu mówiono, że powinni udać się do władz wojskowych, a
                                  od władz wojskowych słyszeli, że jeśli we wrześniu 1939 r. nie byli
                                  żołnierzami, to wojskowa zwierzchność w niczym im nie pomoże. Chodzenie od
                                  Annasza do Kajfasza trwało kilkadziesiąt lat, w końcu wszyscy, zabrani 2
                                  września z Bielanki, pomarli. W Pieniążkowicach żyje tylko jeden z tego
                                  transportu.

                                  W podobny sposób wywożeni byli do Niemiec mężczyźni z każdej niemal wsi na
                                  Podhalu. Żyje jeszcze wiele wdów po tych jeńcach - niejedna prawie w nędzy.

                                  Miejscem, które na Podhalu zapoczątkowało czynny, zbrojny opór wobec okupanta,
                                  była Wysoka. Polskie siły utrzymywały się tam do 4 września, a za opór stawiany
                                  Niemcom wieś została doszczętnie spalona. Mieszkańcy, którzy uczestniczyli w
                                  wojnie obronnej, to: Władysław Pałasz (zaginął bez wieści), Stanisław Warciak
                                  (po wojnie nie wrócił ze stalagu, wyjechał do Anglii, w ubiegłym roku zmarł),
                                  Józef Czyszczoń (ze stalagu wrócił otępiały, dożył 75 lat), Józef Chrobak
                                  (przetrwał stalag, już nie żyje), plutonowy kawalerii Jan Pałasz (więzień
                                  stalagu, też świętej pamięci) i Franciszek Smardz, który nie dał się wziąć do
                                  niewoli i w październiku wrócił w rodzinne strony w mundurze, z bagnetem u pasa.

                                  We wrześniu 1943 r. Władysław Szepelak pracował w gospodarstwie rodziców, na
                                  ziemi dzierżawionej od rabiańskich dziedziców Głowińskich. Był już łącznikiem w
                                  partyzanckim oddziale kpt. "Szaroty", czyli Bolesława Duszy z
                                  Odrowąża. "Szarota" ze swoimi ludźmi najczęściej rezydował w lesie Bucznik
                                  między Bielanką, Sieniawą a Pyzówką. Zadaniem łącznika było przede wszystkim
                                  dostarczanie poczty, którą kurierzy przywozili z Krakowa. 4 września kurier
                                  przybył późną porą. Kpt. "Szarota" przebywał akurat w Dzianiszu, czyli 50 km
                                  dalej. Najszybciej byłoby dostać się tam na rowerze, a rowery w Buczniku były
                                  dwa: jeden stary, łącznika Władka, drugi - pomalowany na czerwono, zabrany
                                  konfidentowi z Czarnego Dunajca Adolfowi Kani, zabitemu przez ludzi "Szaroty".
                                  Problem w tym, że rowery mogli wtedy mieć tylko policjanci i wójtowie. Łącznik
                                  jednak zdecydował się jechać do dowódcy na swoim starym.

                                  Pech chciał, że już przy wjeździe do Czarnego Dunajca trafił na dwóch Niemców
                                  przy motocyklu. Zatrzymywany przez jednego z nich udał, że zwalnia, lecz zaraz
                                  śmignął między budynki gospodarcze koło drogi, pomknął między stodołami, a
                                  rower zostawił w szopie. Klucząc, doszedł do domu Mieczysława Fojtucha w
                                  Czarnym Dunajcu. Kilka razy za plecami słyszał warkot motocykla - to Niemcy
                                  szukali go po uliczkach.

                                  Fojtuch mówił, że o "Szarotę" trzeba pytać w Cichem, lecz jest tam
                                  niebezpiecznie, bo ku wsi ruszyła obława 200 Niemców. Mimo to łącznik pojechał
                                  do Cichego. Nie trafił na obławę. A "Szarota" rezydował w Dzianiszu. Pojechała
                                  tam z Władkiem Szepelakiem Aniela Styrczula, której bracia zostali uwięzieni
                                  przez Niemców (jeden znalazł się już w obozie koncentracyjnym). Aniela znała
                                  kryjówkę kapitana - stacjonował w jednym z ostatnich domów Dzianisza, u Anny
                                  Długopolskiej. Na łące za Gubałówką stały dwie stodoły na siano: tam ponoć
                                  ukryci byli jego partyzanci.

                                  Odebrawszy pocztę z Krakowa, "Szarota" serdecznie pożegnał parę "listonoszy".
                                  Łącznik z Bielanki nie wiedział, że dowódcę widzi po raz ostatni. Nie wiedział
                                  też, że msza, na którą poszli do kościoła w Miętustwie, będzie jego ostatnią
                                  przed wywózką do obozu. A następnej doczeka się w Ebensee.

                                  Ojciec młodego Szepelaka, też Władysław, ps. Kasprowy, był zastępcą "Szaroty".
                                  Do jego dyspozycji dowódca zostawił w Buczniku 4 partyzantów. 7 września 1943
                                  r. leśny Franciszek Łukaszka przez swoją córkę Julkę powiadomił "Kasprowego",
                                  że "Felek" ma przemycić broń ze Słowacji. Wieczorem następnego dnia "Mały",
                                  czyli Władek Szepelak, podszedł do gajówki razem z "Kosem" - Bolesławem
                                  Lachowskim. Daremnie czekając na dostawę, usnęli w stodole na sianie. "Felek"
                                  broni nie dostarczył.

                                  W domu "Mały" zastał Mieczysława Bittnera-Thora, który mówił, że - złapany wraz
                                  z Żydem Mietkiem w lesie koło Czerwiennego - uciekł z Gestapo w Zakopanem.
                                  Przyszedł do "Kasprowego" z dwoma uciekinierami. Bardzo chciał nawiązać kontakt
                                  z "Szarotą", wypytywał o różne rzeczy. Zdjął koszulkę i pokazywał ślady po
                                  przesłuchaniach: sińce i ropiejące rany. Mówił, że uciekło ich 25, mają
                                  pistolety maszynowe zabrane Niemcom i że czas rozprawić się z okupantem.
                                  Wychodząc, zdołał szepnąć do żony "Kasprowego": - Pani, ziemia mi się pali pod
                                  nogami... Nikt z rodziny, zajętej nazajutrz zbieraniem owsa, nie zwrócił jednak
                                  uwagi na te słowa.

                                  Rano 9 września "Małego" poderwała na nogi seria z pistoletów maszynowych. Po
                                  strzale z rewolweru rozległ się jęk: to gestapowiec Krupanek śmiertelnie ranił
                                  jego ojca Władysława. Od kul padli też: jego babcia Anna i podchorąży "Kos" -
                                  Bolesław Lachowski, jeden z partyzantów "Szaroty". Razem z łącznikiem
                                  aresztowani zostali: jego mama Wiktoria, młodszy brat Marian, Józef Smardz i -
                                  przypadkowo - pani Mazurkiewiczowa z Krakowa, która nocowała u Szepelaków,
                                  kupując żywność.

                                  Do więzienia w Czarnym Dunajcu wieziono ich drabiniastym wozem. "Mały" skuty
                                  był za ręce z Józkiem Smardzem. Wszyscy aresztowani w Bielance trafili do
                                  jednej celi.

                                  Po dwóch dniach - pod lufami niemieckich karabinów maszynowych - załadowano ich
                                  do samochodów. Wśród przewożonych była też rodzina kpt. "Szaroty": matka,
                                  siostra, ojciec i brat - wszyscy skrępowani powrozami.

                                  "Małego" i Smardza przywiązano za ręce do siedzenia, przykrywając im głowy
                                  kocem. Gdy samochody ruszały - rozległ się krzyk brata Mariana odrywanego od
                                  matki. Niemiec zostawił go w przydrożnym rowie, a Władka, który podniósł głowę,
                                  zdzielił w nią granatowy policjant z Chochołowa.

                                  Do celi nr 1 zakopiańskiego "Palace" razem z "Małym" trafili dwaj nowotarżanie:
                                  posiniaczony, zakrwawiony po przesłuchaniach kupiec drzewny Smolana i
                                  Bełtowski - malarz ołtarzy, kościołów i mieszkań.

                                  Następnego dnia po osadzeniu w "katowni Podhala", Władysław Szepelak spotkał
                                  jeszcze jednego nowotarżanina - Mariana Górkę, który namawiał go, aby się
                                  przyznał, gdzie jest RKM przywieziony ze Słowacji. Ten człowiek - kapuś -
                                  zginął potem z rąk partyzantów.
                                  • ciupazka Re: <> Pamięci września < 09.10.05, 11:25
                                    c.d.:Wieczorem wepchnięto do celi dwóch pobitych mężczyzn. Jeden - Pitala,
                                    dozorca więzienny z Zakopanego - miał złamaną rękę i rozbite kopniakami
                                    przyrodzenie. Drugi nazywał się Maliszewski.

                                    We wtorek, 14 września, "Małego" zabrano na przesłuchanie, a raczej na tortury.
                                    Gestapowcy wiedzieli, że miał przywieźć broń ze Słowacji, nie wiedzieli jednak,
                                    że nie została dostarczona. Bicie, pytanie, wieszanie za nogi i ręce obdartego
                                    z ubrania więźnia trwało cały dzień. Ulgę przynosiły tylko chwile utraty
                                    przytomności.

                                    Żadne nazwisko nie wyszło jednak z ust łącznika. Niemcy zapowiedzieli, że przez
                                    sześć dni nie dostanie jedzenia ani wody. Krupanek zarzucił mu ubranie na kark
                                    i nagiego odprowadził do celi.

                                    Siedział tam zarośnięty mężczyzna, przykuty łańcuchem za nogę do muru.
                                    Współwięzień miał mu pomóc ubrać się i na odchodnym usłyszał: - On ma zginąć
                                    śmiercią głodową.

                                    Pobity i słaby partyzant "Szaroty" ukląkł jeszcze do modlitwy i zasnął z
                                    wycieńczenia. Około północy do celi trafił Józef Rejczak z Waksmunda. Którejś
                                    nocy dał on "Małemu" skórkę chleba. Przy myciu udało się mu połknąć trochę wody.

                                    Czwartego dnia głodówki otwarto celę, weszła do niej mama, za nią Krupanek,
                                    który wykrzyczał: - Patrz, matko, twój syn zdechnie z głodu, jak się nie
                                    przyzna... Po sześciu dniach gestapowiec "Dziadek" przyniósł jedzenie i krzesło.

                                    W innych celach siedzieli: Marian Polaczyk z Nowego Targu, Mieczysław Fojtuch z
                                    Czarnego Dunajca i Władysław Medes z Naprawy.

                                    Około 20 września "Mały" był jeszcze w kajdanach, gdy gestapowcy zaczęli
                                    otwierać cele. Wyrzucili na korytarz rodzinę "Szaroty", uprzedzając, iż zginą
                                    za to, że ich syn zabił Niemców. Zaczęło się bicie nahajami i drągami. Najpierw
                                    zemdlała matka "Szaroty" Salomea, potem stracił przytomność ojciec. Brat głośno
                                    wzywał wszystkich świętych.

                                    Już po zakończeniu wojny palacz z Zakopanego opowiadał Salomei Duszy, że jej
                                    syn Bronisław zginął w "Palace" jak męczennik. Jego ciało - przywiązane
                                    powrozem do samochodu - odwleczono nie wiadomo gdzie, gdy dawał jeszcze oznaki
                                    życia. Ojciec "Szaroty" spłonął w piecu krematoryjnym.

                                    23 września rano Józef Rejczak zapowiedział, że dziś umrze. Śniła mu się Matka
                                    Boska unoszona do nieba z dwoma barankami na ręku. W jego oczach nie było
                                    strachu przed śmiercią - patrzył zwycięsko.

                                    Około godz. 10 wszedł do celi gestapowiec, rozkuł go i wyprowadził. Rejczak
                                    został rozstrzelany razem z drugim mężczyzną.

                                    Po 10 dniach Władysław Szepelak znowu trafił na przesłuchanie. Trwało dwie
                                    godziny, rozbito mu kostkę lewej ręki. Ale wiedział już, że mama też nie
                                    przyznała się do niczego.

                                    Na jego miejscu przykuto w celi za ręce i nogę niskiego blondyna o nazwisku
                                    Sral. Nosił góralskie spodnie.

                                    Może był to koniec września, a może już październik, gdy uwięzionych w "Palace"
                                    zaczęto ładować na ciężarówkę. "Mały" dostał od niejakiego Żmudy za duże buty;
                                    inaczej jechałby boso. Gestapowcy opróżnili więzienie z około 50 osób, wśród
                                    nich był także Jerzy Marszałek z Nowego Targu, który w 1942 r. wraz z Marianem
                                    Polaczykiem brał udział w spaleniu kartoteki Arbeitsamtu.

                                    Więźniowie siedzieli na "pace" w rzędach, z rękoma skutymi na brzuchu sąsiada.
                                    Ponieważ w Nowym Targu strzeliło koło, przeniesiono ich do dwóch mniejszych
                                    samochodów. Władysław Szepelak znalazł się na tym samym, co jego mama.
                                    Paznokcie miała czarne po torturach, oczy zalane krwią. Szeptała, żeby się o
                                    nią nie martwić, bo mało cierpiała, tracąc przytomność na przesłuchaniach.
                                    Rodzina "Szaroty" - już bez Bronisława - też jechała tymi samochodami.
                                    Siedzieli tam również waksmundzianie i Józek Smardz.

                                    Cmentarz w Klikuszowej był miejscem znanym z tego, że Niemcy rozstrzeliwali tam
                                    więźniów. Co przeżywali transportowani z "Palace", myśląc "Zatrzymają się tam
                                    wozy, czy nie" - łatwo sobie wyobrazić... Na jabłoniach w Krzeczowie
                                    czerwieniły się jeszcze jabłka. "Małemu" snuła się po głowie góralska śpiewka:

                                    Miłyz, mocny Boze,
                                    Za co jo mom ginąć,
                                    Kiedy jo nie ukrod
                                    Paluska owinąć?..

                                    Do Krakowa dotarli pod wieczór. Niektórych wyekspediowano do Płaszowa, kobiety -
                                    "do Michała", resztę - do więzienia na Montelupich. Tam, na podwórzu, wszyscy
                                    stanęli twarzami do ściany. "Mały" był obok Mieczysława Bittnera-Thora.
                                    Łącznik "Szaroty" wiedział już wtedy, że to właśnie Thor - otoczony przez
                                    Niemców w lesie i złapany - wsypał resztę partyzantów. Ucieczka z Gestapo była
                                    sfingowana, a dwaj mężczyźni, z którymi zjawił się w domu "Kasprowego",
                                    wypytując o "Szarotę" - byli gestapowcami w przebraniu.

                                    Męczony w "Palace" Władysław nie wiedział jeszcze, że przed nim katorga w
                                    obozach Mauthausen i Ebensee, gdzie doczeka wyzwolenia, ważąc 37 kilo, z
                                    gruźlicą, odmrożonymi palcami rąk i nóg.

                                    Ale przetrwał.(ANNA SZOPIŃSKA)



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nie pamiętasz hasła lub ?

Nakarm Pajacyka