Precz z obowiązkową eskortą!!!

IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 10.10.05, 22:42
Z góry przepraszam za obszerność wypowiedzi, ale problem jest bardzo poważny
i wymaga szerokiego upublicznienia. Mało kto wie, że trudności ze strony
organizatorów turystyki działających nie tylko w ramach jednego z
najliczniejszych w kraju stowarzyszeń - jakim jest PTTK, przy organizowaniu
obozów wędrownych i zanik turystyki wędrówkowej wynika niekoniecznie z
niechęci działaczy do organizowania imprez lecz z faktu, że w myśl
obowiązujących w Polsce nonsensownych przepisów każda grupa zorganizowana,
zmierzająca do górskiego schroniska musi sobie obligatoryjnie wynająć
zawodowego przewodnika.

Gdyby wszyscy mieli powyższego obowiązku przestrzegać, byłaby katastrofa.
Wielu organizatorów nie zdaje sobie bowiem jeszcze sprawy z tego, że
organizując na terenie Polski górski obóz wędrowny bez obsługi zawodowego
przewodnika górskiego z uprawnieniami na dane pasmo górskie gdzie ten obóz
się odbywa, łamią w istocie obowiązujące u nas przepisy, niezależnie jak
głupie i nieżyciowe by one nie były. Ale i tak dzięki tym przepisom
zniszczono wiele klubów krajoznawczo-turystycznych i różnych organizacji
młodzieżowych zajmujących się programowo turystyką, upada turystyka
młodzieżowa i akademicka w polskich górach. Z powodu braku frekwencji
zamknięte zostały tanie schroniska młodzieżowe dobrze kiedyś funkcjonujące na
mniej popularnych górskich szlakach turystycznych, dające ludziom zarabiać na
turystyce, a jedyną alternatywą bazy noclegowej stał się tam jakiś bardzo
drogi pensjonat.

Proponuję przeczytać informację => vtrip.pl/document,,id,3725.html
(prawie identyczny tekst znajduje się również na stronie
goryonline.com )

"W związku z częstymi pytaniami, TOPR przypomina, że za wycieczkę
zorganizowaną przyjmuje się wszelkie wyjścia w góry gdzie pojawia się
organizator w postaci np. firmy turystycznej, stowarzyszenia, kościoła,
zakładu pracy, szkoły, oazy, czy obozu młodzieżowego.

Ilość uczestników wycieczki jest nieistotna. Poniżej przedstawiamy informacje
o przepisach regulujących obowiązek wynajmowania przewodnika przy wycieczkach
górskich.

Rozporządzenie Rady Ministrów z dn. 6 maja 1997 r. w sprawie określenia
warunków bezpieczeństwa osób przebywających w górach, pływających, kąpiących
się i uprawiających sporty wodne (Dz. U. 1997r Nr 57 poz. 358).

Załącznik nr 3 do ww. rozporządzenia : SZCZEGÓŁOWE ZASADY ORGANIZOWANIA
WYCIECZEK ORAZ ZBIOROWYCH IMPREZ TURYSTYCZNYCH I SPORTOWYCH W GÓRACH.
§ 3.1. Wycieczki piesze lub narciarskie na terenach górskich, leżących na
obszarach parków narodowych i rezerwatów przyrody oraz leżących powyżej 1000
m n.p.m., mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy turystyczni.

Ustawa z dn. 29 sierpnia 1997 r. o usługach turystycznych. (Dz.U. 1997r Nr
133 p.884)
Rozdział 4 - PRZEWODNICY TURYSTYCZNI I PILOCI WYCIECZEK:
Art. 20.1. Przewodnikiem turystycznym lub pilotem wycieczek może być osoba,
która posiada uprawnienia określone ustawą.

Ustawa z dn. 20 maja 1971 r. KODEKS WYKROCZEŃ
Art. 60 § 4 : Kto bez wymaganych uprawnień wykonuje zadania przewodnika
turystycznego lub pilota wycieczek, podlega karze ograniczenia wolności albo
grzywny."

Powyższe przepisy są naprawdę całkowicie pozbawione zdrowego rozsądku, bo
przecież nie można w żadnym razie stawiać znaku równości między wyjściem w
góry grupy przedszkolaków a obozem wędrownym członków specjalistycznego klubu
górskiego czy jakiegoś stowarzyszenia zajmującego się programowo górską
turystyką wędrówkową. Niestety te przepisy są nieżyciowe, oderwane od
rzeczywistości, nie uwzględniają praw człowieka i wolności działania
stowarzyszeń, są tworzone nie dla społeczeństwa, a dla urzędników i wąskich
klik powiązanych z nimi "interesem".

Przodownicy turystyki górskiej PTTK na przykład też są szkoleni i poddawani
egzaminom weryfikującym ich wiedzę i doświadczenie, podobnie jak przewodnicy
zawodowi. Oczywiście mniej się od nich wymaga teoretycznej wiedzy
krajoznawczej, ale za to kładzie nacisk na umiejętności praktyczne.

Ja skończyłem w 1969 roku półroczny kurs przodownicki, zdałem egzaminy a
jeszcze musiałem poprowadzić minimum siedmiodniowy górski obóz wędrowny
(trwał faktycznie całe dwa tygodnie). Dopiero na podstawie oceny z
prowadzenia tego obozu otrzymałem uprawnienia i stosowną legitymację. W 1995
roku przeszedłem pozytywnie weryfikację i otrzymałem nową legitymację.

W klubach górskich są prowadzone szkolenia, a umiejętności weryfikuje się
podczas wypraw klubowych. Również w harcerstwie intruktorzy są szkoleni i
egzaminowani z umiejętności prowadzenia grupy w terenie. Organizacje
turystyczne mają - każda własny system szkoleń, własną społeczną kadrę, a
wszystko to w ramach wolnej działalności stowarzyszeń. I to nie jest wcale
tak, że tylko zarejestrowana firma przewodnicka jest godna zaufania, a reszta
świata jest chora, bo to sami samozwańcy i dyletanci, których słusznie
skazano na płacenie haraczu za obowiązkową eskortę.

Ja też mam płacić haracz, bo nie zrobiłem dodatkowo jakichś tam jeszcze
uprawnień do zarabiania na pilotowaniu autokarów z wycieczkami? A może do
prowadzenia zajęć w szkole, nauczyciel też będzie musiał "zrobić" sobie
dodatkowy papierek? Bo dotychczasowy może nie wystarczyć...?

Nigdy nie zniżyłem się do tego, aby pobierać pieniądze za pokazywanie gór
ludziom ze środowiska, w którym działam społecznie. To by było dla mnie
hanbą!. Widać, że nie wszyscy jeszcze pojmują, że ktoś może inaczej
realizować własną pasję. Są osoby, które biorą pieniądze od swojego mniej
doświadczonego partnera na linie za to, że przekazują mu swoje doświadczenie.
Ja - nigdy!

Ci, którym ja pokazuję góry, nie są żadnymi moimi klientami, jak to jest w
przypadku zawodowych przewodników. Ja nie traktuję gór jak zakład pracy.
Myślę, że to można zrozumieć.

Nasze organizowane przez klub wycieczki prowadzą doświadczeni koledzy
klubowi, a uczestnicy tych wycieczek nie życzą sobie żadnego obcego faceta,
który by ich eskortował w dodatku biorąc za to pieniądze (mają to tego święte
prawo!), nie będą nikogo wynajmować i płacić haraczu. Dlatego jeździmy m.in.
w czeskie góry. Tak samo robią liczne stowarzysenia, kluby i przedsiębiorcy
turystyczni.

Ile grupa oszczędza? Oto prosta kalkulacja: Gdybyśmy wędrując taką 12-osobową
grupą musieli codziennie przez 14 dni wędrówek po polskiej stronie wynajmować
zawodowego przewodnika za powiedzmy dwie okrągłe stówki (wędrujemy często
powyżej 8 godzin, więc by skasował na pewno więcej), 14x200=1400, co po
podzieleniu przez 12 osób daje dodatkowo po ok 120 zł od na osobę. Z moją
Małżonką (jeździmy najczęściej razem) byśmy musieli wydać na zbędny haracz
240 zł. To dużo jak na nasz skromny wspólny dochód. Inni uczestnicy też nie
należą do zamożnych. A więc są to dość spore koszty i organizowanie imprez za
granicą naprawdę się opłaca.

Nasze przepisy są potwornie szkodliwe jednak nie tylko dla działalności
społecznej, ale przede wszystkim dla rozwoju krajowej turystyki w polskich
górach, zwłasza w rejonach zaniedbanych, które jeszcze bardziej przez to
podupadają. I to nie żadna demagogia, tylko czysta ekonomia, bo podobnie
przecież myślą przedsiębiorcy turystyczni, którzy liczą się z każdym groszem,
i wolą zorganizować tańsze i bardziej atrakcyjne wycieczki np. w czeskie czy
słowackie góry.

We Francji na przykład ustawą ograniczono obowiązek wynajmowania przewodników
do obiektów zamkniętych typu skansen, muzeum, obiekt sakralny. Natomiast na
drogach publicznych, w miastach i na obszarach otwartych, a więc również w
górach, dopuszcza się prowadzenie grup turystycznych bez specjalnych
miejscowych uprawnień (karty zawodowej). Czy ktoś nas zamyka w klatce o
nazwie Polska, że nie widzimy co jest na zewnątrz?

Ja
    • Gość: Prawodawca Precz z obowiązkową eskortą!!! IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 10.10.05, 22:44
      Ciąg dalszy:

      Jakie to niebezpieczeństwa grożą grupie turystów na szlakach, w zaśmieconym
      rezerwacie położonym niewiele powyżej 300 m n.p.m., gdzie obowiązuje chodzenie
      grup zorganizowanych, niezależnie od ilości uczestników, w eskorcie gościa,
      któremu za to trzeba płacić haracz? Wiadomo, że nie chodzi tu o ludzi
      uprawiających wspinaczkę wysokogórską, tylko o popularną turystykę wędrówkową.

      Jaki sens wynajmować w środku lata faceta do przeprowadzenia grupy szeroką
      drogą jezdną z Międzygórza do Schroniska na Śnieżniku czy od górnej stacji
      wyciągu na Czarnej Górze znakowanym szlakiem na Marię Śnieżną, nie wdając się w
      szczegóły, że nasze durne przepisy wymagają wynajęcia takiego gościa nawet na
      śmiesznie łatwych szlakach spacerowych na płaskich jak stół terenach i
      niewielkich wzgórzach jak np. w Górach Stołowych?

      Dla czytelności jeszcze raz ujmę w sposób zwięzły, co z moich wypowiedzi wynika
      (a'propos - doskonale znam prawodawstwo obowiązujące w Najjaśniejszej, nawet to
      najbardziej bezsensowne):

      Proponuję zmianę prawodawstwa i likwidację wątpliwego wymogu obowiązkowego
      korzystania w 10 miastach z przewodników przez grupy. Jeżeli organizator
      turystyki bedzie chciał pokazać małe co nieco to i tak skorzysta z ich
      profesjonalizmu.

      Wśród przewodników górskich - pozostawić tylko obowiązkowych przewodników
      tatrzańskich, i to tylko i wyłącznie na niektórych szczególnie eksponowanych
      szlakach. Konkretnie: uważam, że wyłącznie na szlakach np. z łańcuchami i
      klamrami, czyli takich dla taterników, wycieczki winni obsługiwać przewodnicy
      górscy - tatrzańscy.



      • Gość: gość Re: Precz z obowiązkową eskortą!!! IP: *.it-net.pl 10.10.05, 22:56
        To już nie grupa turystów a stonka...zagrażająca nie tylko przyrodzie ale i
        sama sobie.
        • billy.the.kid Re: Precz z obowiązkową eskortą!!! 11.10.05, 10:02
          byłem kiedys z grupą szkolną-szkoła podstawowa. pare lat temu. dolina
          kościeliska.znam jak własna kieszeń. było kilkoro rodzioców. ale obowiązek
          przewodnika. wtedy było coś ze grupy ponad 10 osób. a na jaka jasna cholere mi
          przewodnik. rozbiliśmy sie na grupki i spokojnie doszliśmy do ornaku.
          odwazniejesze dzieciaki wlażły tez do smoczej jamy.wycieczka byłą bardzo
          oszczędnościowa. mieszkanie w schronisku młodzieżowym na nowotarskiej.nie
          pchaliśmy się z bachorami gdzies gdzie można sobie zrobić kuku.
          rozsądni poradza sobie bez przeowdnika, a nierozsądnych przed nagrodą darwina
          nie ustrzeże najlepszy przeowdnik.
          • ciupazka Re: Precz z obowiązkową eskortą!!! 14.10.05, 10:42
            "Wolność, wolność w Tatrach" Niek sie zabijajom fto ino fce!

            "Nowa ustawa o kulturze fizycznej pozwala każdemu wspinać się w górach.
            (Czwartek, 13 października 2005r.)

            Teraz w Tatry można chodzić na wyprawy wspinaczkowe bez karty taternika. Nowa
            ustawa o kulturze fizycznej zniosła tego rodzaju wymóg obowiązujący od lat w
            górach. Co to oznacza? Dla taterników - wolność, dla pracowników Tatrzańskiego
            Parku Narodowego - chaos i bałagan na szlakach, dla ratowników Tatrzańskiego
            Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - więcej pracy. - Jest to dla nas poważny
            problem, bowiem może okazać się, że mnóstwo turystów będzie bezkarnie schodzić
            ze szlaków i to niekoniecznie w celach wspinaczkowych - twierdzi Paweł
            Skawiński dyrektor TPN. Wcześniej, aby wspinać się w Tatrach poza szlakami,
            trzeba było zdobyć kartę taternika. Nie każdy mógł ją dostać, bowiem jej
            przyznanie obwarowane było szeregiem ściśle określonych warunków. - Od dawien
            dawna była wypracowana pewna linia szkoleniowa w ramach Polskiego Związku
            Alpinizmu, którą trzeba było przejść, aby taką kartę otrzymać - tłumaczy
            dyrektor Skawiński. - Każdy, kto chciał wspinać się poza szlakami, musiał
            przejść kurs skałkowy, potem kurs tatrzański, a na koniec zdać egzamin. Wtedy
            dopiero dostawał kartę taternika. Do niedawna, gdy nasz strażnik spotykał kogoś
            wspinającego się np. na filarze Świnicy i pytał "Co pan tu robi?" miał zadanie
            ułatwione. Taternik wyciągał kartę i sprawa była jasna. A teraz? Nowa ustawa o
            kulturze fizycznej zniosła karty i powstał problem. Strażnicy parku zawsze
            powinni pilnować, aby ruch turystyczny odbywał się na szlakach, a nie poza
            nimi. Ale jak on może sprawdzić, czy osoba, która deklaruje, że idzie się
            wspinać - nie kłamie? Być może po prostu chce skorzystać z "wolności"?.
            Dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego planuje więc uregulować tę trudną
            kwestię we własnym zakresie. - Przygotowujemy na sezon zimowy rozporządzenie
            dyrektora TPN - ujawnia szef Parku. - Chcemy w tym dokumencie jasno określić,
            kiedy można przebywać poza szlakiem. By w ten sposób nasi strażnicy byli w
            stanie sprawdzić i ustalić, czy osoba przebywająca poza szlakiem jest
            wspinaczem czy taternikiem.

            Dyrekcja TPN rozważała też wprowadzenie tzw. licencji, ale zrezygnowała z tego
            z różnych powodów. Warto tylko wspomnieć, że w samym PZA jest ponad dwa tysiące
            siedmiuset taterników. Nie wiadomo było również, co zrobić z osobami, które
            chcą się wspinać, ale niekoniecznie zrzeszać. Powstaje też kwestie, czy pod
            hasłem taternictwo będzie się odbywać dzika eksploracja. I jak będzie z
            bezpieczeństwem: czy nie zaczną się wspinać osoby zupełnie niedoświadczone. A
            co na ten temat sądzą sami taternicy? - Oczywiście, że lepiej jest, gdy nie ma
            kart - ocenia Marcin Kacperek, przewodniczący Komisji Szkolenia Polskich
            Przewodników Wysokogórskich, taternik od wielu lat. - Taternictwo czy wspinanie
            to sport lub rekreacja i nigdzie na świecie nie jest obwarowywany tego typu
            restrykcjami. Kto chce się wspinać, powinien móc się wspinać. Według mnie,
            wbrew obiegowej opinii, taka swoboda nie prowadzi do większej ilości wypadków.
            Wypadkom ulegają najczęściej turyści albo osoby prowadzone przez innych nie
            mających do tego kompetencji. I to jest obszar gdzie warto uściślać i
            egzekwować regulacje. Ludzie działający na własną rękę zazwyczaj mają instynkt
            samozachowawczy i albo najpierw uczą się wspinać, albo idą z kimś
            doświadczonym. Podobnego zdania są ratownicy TOPR. - Bardziej ważne od
            posiadania karty są umiejętności - podkreśla Adam Marasek, zastępca naczelnika
            TOPR. - Trzeba umieć się wspinać, znać teren i przestrzegać przepisów. Karta -
            to sprawa drugorzędna. W krajach zachodnich - argumentują zwolennicy "wolności
            taternickiej" - nikt w zasadzie nie sprawdza, czy ktoś ma kartę taternika czy
            alpinisty. Tam wierzy się w rozsądek ludzi i w to, że robią rzeczy, na których
            się znają. Czy taka "wolność" w Tatrach sprawdzi się i u nas? Czas pokaże."


            Odpowiedzialność wszelaka spada na turystę i taternika!!! I biada Ci jak
            się nie ubezpieczysz idąc w góry!!! Wszyscy chcieli wolności w gorach?
            To ją macie do tego zagwarantowaną ustawą. Juchacha....

            • ciupazka Re: Precz z obowiązkową eskortą!!! 14.10.05, 16:15
              zakopane.naszemiasto.pl/wydarzenia/526250.html
Pełna wersja