ciupazka
17.11.05, 14:34
Między ceprem a góralem
Turystyka, marketing i perspektywy dla Podtatrza - to główne tematy rozmów,
jakie w audycji "Z peryskopu projektanta" usłyszeć można na antenie Radia
Alex.
Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie istnienie w Zakopanem dzielnicy
murzyńskiej czy chińskiej? Takim pytaniem rozpoczęła się rozmowa z gościem
czwartej z kolei audycji "Z peryskopu projektanta" - senatorem Franciszkiem
Bachledą-Księdzularzem. A gdyby tak rodowity góral sprowadził sobie np.
czarnoskórą żonę i miał z nią czarnego synka. Dałby mu swoje nazwisko oraz
kapelusz góralski, nauczył gwary i przekazał wszystkie tradycje... Na dzień
dzisiejszy chyba trudno byłoby oswoić się z taką sytuacją. A przecież jest to
możliwe. Mamy już czarnoskórego piłkarza w reprezentacji narodowej, być może
doczekamy też i skoczka narciarskiego, zakopiańczyka - Murzyna.
Co to jest "góralskość"? Czym się wyróżnia? Czy powinna to być prawość,
mądrość, słowność? Sama góralskość jest mało uchwytna, kiedyś wynikała w
stopniu największym z miejsca zamieszkania, właśnie w górach. Sposób bycia w
środowisku surowym, jednolitym, poniekąd nieco izolowanym kształtował pewien
określony typ człowieka. Z czasem, gdy rejon otworzył się i bardziej
cywilizował, pojawiły się różne wpływy i powstawały różne marginesy. Mimo
wszystko, funkcjonował ideał górala. Był to niewątpliwie człowiek osadzony na
ziemi i na niej gazdujący, na swojej małej ojcowiźnie - ojczyźnie. Z czasem
sprawy pokomplikowały się o wiele bardziej. Dziś wystarczy, aby miał dom i
kawałek ogrodu. O wiele ważniejsza wydaje się kwestia świadomości, czyli
posiadanie duszy górala. Ale to może być też kwestia wyboru...
Nie jest niczyją winą ani zasługą, że urodził się ceprem albo góralem. Bo
wszyscy, skoro już tu wrośliśmy, w tę ziemię musimy o nią wspólnie dbać. Choć
nieraz różne mamy pochodzenie środowiskowe, powinniśmy się szanować za to, co
robimy i kim jesteśmy, a nie za np. gwarę, jaką mówimy. Wszyscy jesteśmy
zakopiańczykami.
- Pojęcie "zakopiańczyk" musi pojawić się pod Giewontem - twierdzi Franciszek
Bachleda-Księdzularz. - Jest ono pewnym wybawieniem i katalizatorem wszelkich
przemian. Tworzy tradycję zamieszkiwania. Wygląda na to, że gdyby tu ceper
kiedyś nie przyszedł, to miejscowa społeczność mogła by być już bardzo
skarlała. Ceper dostarczył świeżej krwi. Gdy tu zostaje, to z wyboru i z
umiłowania. Uprawianie ziemi i duszy, po sąsiedzku, coś na wzór pogadania
przy płocie. Skoro żyjemy obok siebie, to musimy rozmawiać. I w sumie
zakopiańczyk niejako powinien pogodzić te zwaśnione chwilami strony: cepra i
górala.
Każdy z nas, mieszkańców miasta pod Giewontem, czy góral czy zakopiańczyk,
powinien znaleźć odcinek dla własnej służby dla dobra ogółu. Wszyscy winniśmy
dyskutować nad waloryzacją regionu, aby przyciągał innych. Przyciągał do
podziwiania, a nas pchał do tworzenia. Bo tylko wtedy przyjedzie turysta, ten
gość konieczny, bez którego nie będzie tu życia...
A cepry - goście u nos majom nos tyz sanować, nie inacyj!Narazie to
sie ino RZĄDZOM I nos KRYTYKUJOM, BO STALI SIE "ZOKOPIAŃCZYKAMI?! Dobre.