Gość: onufry
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
24.04.07, 12:10
zakopane.naszemiasto.pl/wydarzenia/723312.html
Niespełna pół roku po wyborach samorządowych podnoszą się już głosy
niezadowolenia z poczynań nowych władz Zakopanego
W listopadzie wielu mieszkańcom Zakopanego wydawało się, że przyjdą lepsze
czasy gdy zmieni się władza w mieście. Jednym słowem oczekiwano rozwiązania
wielu problemów. Tymczasem w kilka miesięcy po wyborach jest rozczarowanie.
Oscypek jak granat
Ostatnio ogłoszono przetarg na miejsca na Krupówkach do sprzedaży góralskiego
serka. Tymczasem jeszcze kilka miesięcy temu z ust obecnych rządzących padały
słowa, że przetarg jest niepotrzebny. Zapowiadali, że umowy zostaną
przedłużone bez konkursu. Górale odebrali to jako zapowiedź rezygnacji z
licytowania wysokich stawek za każde stoisko. Teraz czują się rozczarowani.
– Obiecywano, że zezwolenia będą dawane, a tu taki cyrk. Zamiast kilkuset
złotych ludzie płacić będą po dwa tysiące za stoisko. Mam żal do obecnych
władz miasta, że znów powielają błędy poprzedników – mówi pani Maria od lat
handlująca oscypkiem.
Burmistrz Janusz Majcher uważa teraz, że przetarg jest najlepszą formą
rozstrzygnięcia kto ma gdzie stać. – W mieście muszą zapanować zdrowe rynkowe
reguły – uważa Janusz Majcher.
Słupki też obiecali
Podobnie ma się sprawa z przydrożnymi słupkami. Gdy była ekipa rządząca
rozpoczęła stawianie słupków wśród mieszkańców zawrzało. Ubiegłoroczni
kandydaci, którzy dzisiaj rządzą Zakopanem uważali, że ogranicza to miejsca
parkingowe. Janusz Majcher zapowiadał nawet, że po wygranych wyborach słupki
zostaną usunięte na rzecz nowych miejsc dla aut. Tymczasem, niespełna pół
roku po wyborach, słupki nadal powstają. Teraz okazuje się, że to dobre
rozwiązanie.
– Po zbadaniu wszystkich ulic miasta okazało się, że w wielu przypadkach
słupki są konieczne, choćby na ul. Orkana – zaznacza Janusz Majcher.
Równocześnie tłumaczy, że przed wyborami obiecali, iż słupków nie będzie –
nie będzie tyle, ile planowano...
Kupcy liczyli bardzo
Nutę rozgoryczenia usłyszeć można także przechadzając się targiem pod
Gubałówką. Właściciele ośmiu spornych straganów przy drodze do kolejki, które
do dzisiaj mają stamtąd zostać zabrane, uważają, że radny Janusz Majcher
obiecał im zupełnie coś innego. Liczyli, że będą mogli pozostać na swoim
miejscu, a sprawa „oddania” miejskiej działki prywatnej osobie doczeka się
rozwiązania.
– Zaraz po wyborach pan Janusz mówił nam, że w końcu będziemy mieć już
spokój – wspomina Paweł Gaj, właściciel spornego straganu. – Tymczasem
okazuje się, że musimy się wynieść, a kwestia oddania działki gminnej za
darmo nikogo już nie interesuje.
Nie da się każdego zadowolić
Obecni włodarze miasta nie mają sobie nic do zarzucenia. Nie zgadzają się z
opinią jakoby obiecali mieszkańcom coś innego, niż robią.
– Wchodząc do urzędu wydawało nam się, że można było rozwiązać wszystkie
problemy – wspomina Janusz Majcher. – Jest jednak prawo, które należy
respektować.
Jak zaznacza obecny burmistrz, ostatnich pięć miesięcy to zupełnie inna
polityka niż poprzedniej władzy.
– Jak można było zauważyć po sprawach Redykołki czy kupców spod Gubałówki,
myśmy bardzo dużo rozmawiali. Gdyby była stara ekipa, straganów pod Gubałówką
już dawno by nie było – uważa Janusz Majcher.
OD REDAKCJI:
Od redakcji
Jeszcze za poprzednich władz pewien znakomity rzeźbiarz zaproponował, że na
swój koszt wystawi przed urzędem miasta wyrastający z granitu czarny, masywny
pomnik w kształcie wielkiego słupka parkingowego. Według mojego rozmówcy,
byłoby to najlepsze podsumowanie kadencji poprzedniego samorządu. Teraz
niestety znów słupków przybywa. Niezadowolenie ludzi z dnia na dzień rośnie,
bo to co było za poprzednich władz złe, teraz jest dobre. Czyżby potwierdzało
się powiedzenie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia?
(bol)
Łukasz Bobek - Gazeta Krakowska