Dodaj do ulubionych

Wątek (nie tylko) dla ceprów

10.08.03, 12:16
Tak sobie pomyślałem odwiedzając FZ, że większość piszących tutaj
zna Tatry niemal tak jak własną kieszeń. Z pewnością znacie
miejsca, które szczególnie warto polecić innym. Gdzieś w Tatrach, w
Zakopanem, w okolicznych miejscowościach. Miejsca mniej znane,
zapomniane, gdzieś na uboczu. Chociaż... niekoniecznie ;)
Obserwuj wątek
    • Gość: Rumcajs Re: Wątek (nie tylko) dla ceprów IP: 80.72.65.* 10.08.03, 16:09
      Pepperku-ceperku! Byl taki watek o ulubionych zakatkach Tatr, ale pewien gosciu
      go sprofanowal i watek diabli wzieli. Ty wiesz ile jest takich miejsc? Az
      trudno cos powiedziec, bo w Tatrach to co krok spotkasz rajskie zakatki. Ja
      najbardziej lubie wedrowac po gorach w koncu sierpnia - pogoda przewaznie
      piekna, a ludzi coraz mniej na szlakach. Poza tym - mozna byc 100 razy na
      jednym szlaku, ale za kazdym razem odkrywamy go na nowo - i to jest wlasnie
      Magia Gor!
      • Gość: Ciupazka Re: Wątek (nie tylko) dla ceprów IP: *.it-net.pl 11.08.03, 10:06
        Lubię trasę: Hala Gąsienicowa - Pańszczyca - Krzyżne - Pięć Stawów Polskich -
        Wodogrzmoty Mickiewicza i do chaty.
        Inna trasa kochana przeze mnie to: z Kuźnic na Kasprowy Wierch kolejką linową,
        dalej na Świnicę, zejście do Zawratu, potem do Pięciu Stawów Polskich,
        następnie do Morskiego Oka przez Szpiglasową Przełęcz( można po noclegu w
        schronisku). Po takiej wyrypie trzy dni chodziłam na ugiętych kolanachi
        nie byłam w stanie na wycieczki chodzić. Więc odradzam nieprzygotowanym
        kondycyjnie do takiego wysiłku. A poza tym, gdzie Pepperku nie pójdziesz to
        wszędzie pięknie.Telo.Pozdr.
        • ceper_pepper Re: Wątek (nie tylko) dla ceprów 11.08.03, 10:22
          Ja wiem, że wszędzie pięknie. Są miejsca, w których każdy był już kilka razy i
          dopiero za kilkanastym zauważa coś, czego wcześnej nie widział. A wiecie, że
          pomimo tego, że odwiedzam Tatry i Zakopane od kilku lat średnio raz w roku, rok
          temu po raz pierwszy byłem na Gubałówce?? ;) Wstyd się przyznać, no nie??
          Chociaż mam znajomych, dla których wyjazd "w Tatry" ogranicza się do połażenia
          po Krupówkach i wycieczek na Gubałówkę ;)
          Miejsce, które zawsze wywiera na mnie olbrzymie wrażenie?? Kościółek i cmentarz
          na Pęksowym Brzysku.
          • Gość: Ciupazka Re: Wątek (nie tylko) dla ceprów IP: *.it-net.pl 12.09.03, 19:23
            Cepper... pepper napisał:
            "Miejsce, które zawsze wywiera na mnie wrażenie?? Kościółek i cmentarz na
            Pęksowym Brzysku".

            Nie napisałeś Peperku jakie wrażenie.... Na mnie osobiście, kiedy
            niedawno udałam się z wizytą na stary cmentarzyk z pp.Hanysami zrobił wręcz
            przygnębiające wrażenie... Jakby od czasu Święta Zmarłych w ubiegłym roku nikt
            tam nie był... Aż mi wstyd było. To moje wrażenia, tak był zaniedbany!

            Zastanawiam się, czy ktoś opiekuje się Cmetarzem na Pęksowym Brzyzku, jako
            zabytkiem z urzędu. A jeżeli tak to kto???
            • Gość: Szwager Re: Wątek (nie tylko) dla ceprów IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.03, 20:18
              No ja cmyntorze niystety som czynsto zaniydbywane, zwuaszcza te stare. Ale
              pomimo tego spacyr jesiyniom na cmyntorzu je czyms czego sie niydo zapomniec -
              egal kaj by to niy bouo. Moga se forsztelowac(wyobrozic) piykno waszych
              fridhofow(cmyntorzy) - na jednym zdjynciu we linkach kere douech o Zakopanym
              widziouech jak fajne mocie fridhofy. Niymartw sie Ciupazko, u nos je mocka
              fridhofow o kere zodyn niydbo, ale sumiynie ludzi od czasu do czasu jednak
              ruszo.
            • ceper_pepper Re: Wątek (nie tylko) dla ceprów 14.09.03, 11:32
              Gość portalu: Ciupazka napisał(a):

              > Cepper... pepper napisał:
              > "Miejsce, które zawsze wywiera na mnie wrażenie?? Kościółek i cmentarz na
              > Pęksowym Brzysku".
              >
              > Nie napisałeś Peperku jakie wrażenie.... Na mnie osobiście, kiedy
              > niedawno udałam się z wizytą na stary cmentarzyk z pp.Hanysami zrobił
              wręcz
              > przygnębiające wrażenie... Jakby od czasu Święta Zmarłych w ubiegłym roku
              nikt
              >
              > tam nie był... Aż mi wstyd było. To moje wrażenia, tak był zaniedbany!
              >
              > Zastanawiam się, czy ktoś opiekuje się Cmetarzem na Pęksowym Brzyzku, jako
              > zabytkiem z urzędu. A jeżeli tak to kto???

              Nie wiem jak to się dzieje i jak to wytłumaczyć, ale na cmentarzach czuję się
              bardzo dobrze. Lubię przebywać zwłaszcza na starych, często zapomnianych
              cmentarzykach.
              A kiedy przebywam na cmentarzu komunalnym w Lublinie (tym na Majdanku), zawsze
              myślę o tych, którzy są w tej chwili po mojej prawej stronir. O tych zaraz za
              parkanem cmentarza, którzy zginęli podczas wojny w obozie koncentracyjnym. Ale
              myślę również o tych, ktorzy są nieco dalej. Z cmentarza na Majdanku widać
              olbrzymią część miasta. Często wieczorem, kiedy na grobach palą się znicze a w
              oknach bloków i domków świecą się światła, myślę o tym, że Ci wszyscy ludzie,
              ktorzy w danej chwili powiedzmy jedzą kolację, sziedzą z rodziną przed
              telewizorem prędzej czy później znajdą się właśnie tu, gdzie ja jestem w tej
              chwili...
              • Gość: Rumcajs Re: Wątek (nie tylko) dla ceprów IP: 80.72.65.* 14.09.03, 12:25
                Wiesz Hanys, ze z tego samego miejsca zrobilem zdjecie kosciolka w zeszlym roku?
                Niestety z cmentarza mi nie wyszly, Twoje sa super! (ciekawe dlaczego posty z
                linkami zdjec dopiero dzis mi sie pokazaly?) W muzeum W.I.L. NIGDY(!) nie
                bylem - mozecie nie uwierzyc, a na Peksowy Brzyzek moge chodzic chocby
                codziennie... Jeszcze dodam, ze brame i mur cmentarny zaprojektowal Stanislaw
                Witkiewicz, a obok bramy znajduje sie tablica umieszczona przez proboszcza
                ks.Jana Tobolaka z pieknym napisem: "Ojczyzna to ziemia i groby. Narody tracac
                pamiec traca zycie. Zakopane pamieta".
                No, moze nie zawsze pamieta sadzac po nie sprzatanych smieciach, ale w zeszlym
                roku bylo naprawde czysto.
                  • hanys_hans Re: Wątek (nie tylko) dla ceprów 14.09.03, 15:02
                    Gość portalu: Rumcajs napisał(a):

                    > Zdjecia sa przepiekne, a co do swiata podziemnego - to mi nie spieszno. Ale
                    > watek fajny! ;o)))

                    A co do swiata podziemnego to se rumcajsie uobejzrij jak tam je piyknie.
                    Te zdjyncia zrobiyuech we Jaskini Demänovskyj

                    mitglied.lycos.de/hanyshans/demenowska1.jpg
                    mitglied.lycos.de/hanyshans/demenowska2.jpg
                    mitglied.lycos.de/hanyshans/demenowska3.jpg
                    • Gość: Ciupazka Re: Wątek (nie tylko) dla ceprów IP: *.it-net.pl 14.09.03, 15:49
                      No, jakbym tam była...! Piękne zdjęcia.A wolno było robić zdjęcia? Polecam
                      wam na przyszłość na Słowenii Postojnskom Jame, piękna jaskinia, pisałam o
                      niej we wspomnieniach z urlopu.Tam za kamerę nie płaci się, hale za zjęcia
                      APARATEM FOTOGRAFICZNYM TAK I TO DUŻO.

                      Świat podziemny i podwodny moze jest nawet piękniejszy , bo ludzka ręka
                      mniej go niszczy, chociaż i tam nas nie brakuje i naszych śmieci. Hej!
                      • Gość: Rumcajs Re: Wątek (nie tylko) dla ceprów IP: 80.72.65.* 27.09.03, 22:54
                        Jesień na Kościeliskiej

                        Tu góralskie chałupy jak babinki siedzą i pilnują dawnego zwyku. Tego sprzed
                        stu lat i tego nowego, który każe mieszkańcom tej najstarszej zakopiańskiej
                        ulicy otwierać drzwi domów, zapraszać do środka, częstować domowymi wypiekami,
                        a przy okazji pogadać, pośpiewać, pokazać, jak się powinno ubierać, a jak
                        powozić dorożką. Na jeden dzień, podczas Święta Ulicy Kościeliskiej, wraca
                        klimat dawnych dni. Ulica Kościeliska ma nieco ponad kilometr. Ale tak jak
                        odchodzące od niej Krupówki są symbolem nowego Zakopanego, tak ona jest jego
                        początkiem. Tu swoje siedziby mają najstarsze zakopiańskie rody, tu stoi
                        pierwszy kościół, pierwsza karczma. Tu w małych chałupkach zatrzymywali się
                        pierwsi letnicy, by pisać, komponować, malować, wygrzewać się na ganeczkach
                        otoczonych kwiatami i pić świeże mleko prosto od krów z pobliskich obór. To tu
                        po raz pierwszy zmieszała się kultura góralska z pańską, której najpiękniejszym
                        symbolem jest stojąca właśnie przy Kościeliskiej "Koliba", pierwszy dom w stylu
                        zakopiańskim. Ten kulturowy koktajl wytworzył na Kościeliskiej szczególny
                        klimat, wyczuwalny jeszcze, gdy zajdzie się do starych domów, pogada z jego
                        mieszkańcami zajadając moskola albo jabłecznik. Wiele z nich to dzisiaj nie
                        tylko domy, ale pracownie słynnych lutników, artystów pielęgnujących nie tylko
                        tradycyjne góralskie sztuki jak malarstwo na szkle, kowalstwo, hafciarstwo,
                        snycerkę, stolarstwo, ale też i te nowe, jak rzeźbę, malarstwo, grafikę. -
                        Ludzie kultywują tradycję i można tu zobaczyć kawałek góralszczyzny w wydaniu
                        najbardziej esencjonalnym - mówi znana artystka Barbara Baniecka-Dziadzio,
                        która na Kościeliskiej się wychowała, a sztuki malarstwa na szkle uczyła od
                        ojca, Władysława Walczaka Banieckiego. - To nie było tak dawno, a pamiętam, jak
                        turyści spali u nas w szopie na sianie, pamiętam obejścia gospodarskie, krowy i
                        moją babcię, jak mleko roznosiła. Wtedy życie było powolne, pełne uroku.
                        Wszyscy się znali, spotykali, a wieczorami schodzili w którymś z domów i grali,
                        bawili się, opowiadali. Bo na Kościeliskiej każdy o każdym wiedział wszystko.
                        Drzwi domów były otwarte, a do sąsiada mówiło się ujku czy ciotko. Ulica żyła
                        własnym rytmem. - Znałam wszystkie dziewczyny w moim wieku - wspomina Halina
                        Michalik z domu Gąsienica Nawieś Walczak. - Zawsześmy się razem bawiły,
                        tańczyły. W tych domach, gdzie było miejsce, sprowadzało się muzykę i były
                        zabawy. Nie było nieporozumień, a dużo radości. Myślę, że święto ulicy sprawi,
                        że choć na chwilę to wróci. Na Kościeliskiej wychował się też starosta Andrzej
                        Gąsienica Makowski. - Góralskie chałpy jak babinki siedzą przy tej
                        Kościeliskiej i pilnują dawnego zwyku - mówi. - Po drugiej stronie ulicy
                        siedział mój stryk Wojtek, który był zegarmistrzem. Tej chałupy już nie ma. U
                        niego sie odbywały downe prowdziwe posiady. Jako dzieci przychodzlimy,
                        zazierali przez okna. Wtedy ciotka wołała nas na jakąś grule, a tam, w cornej
                        izbie siedzieli stare chłopy i gadali różne swoje wydarzenia wojskowe, z wojen,
                        gdzie ka byli po świecie - opowiada. - Kościeliska ma swój klimat. Ludzie
                        zawsze dbali o te chałpy, ogródki i dlatego trzeba wreszcie zrobić obejście tej
                        ulicy. Ruch, który tutaj panuje, zabija stare domy i mieszkańców. Może uda się
                        to za jakieś dziesięć lat. Na razie trzeba pilnować, by nie ginęły stare domy,
                        jak ta chałpa Walczaków, w której są delikatesy. To jest największa boleść
                        Kościeliskiej, a ta kapliczka św. Trójcy stoi tam tako wystraszono, że nawet
                        bieda się tam pomodlić, bo się patrzy na budynek, który zupełnie nie pasuje.
                        Może by ją przenieść naprzeciwko "Koliby" - zastanawia się starosta. Na
                        nadmierny ruch skarżą się wszyscy mieszkańcy. Ulica jest niebezpieczna,
                        szczególnie dla dzieci chodzących do szkoły. Zimą wąskie chodniki zawalone są
                        śniegiem. W domach, które są najbliżej jezdni, w sezonie trudno okno otworzyć.
                        Dlatego wszyscy jak na zbawienie czekają na to obejście, które nierozerwalnie
                        związane jest z modernizacją "zakopianki". - A na razie to może nowy chodnik i
                        jakieś ładne stare lampy - mówią dwie gaździny - no i żeby ci mundurowi
                        pilnowali tych, co śmiecą. Organizowane od pięciu lat Święto Ulicy
                        Kościeliskiej to nie tylko dobra zabawa, na którą zapraszają mieszkańcy ulicy.
                        Z tej okazji wdziewają paradne stroje, pieką smakowite ciasta, sprzątają
                        obejścia i otwierają - jak kiedyś - drzwi domów, o których z wielką swadą
                        opowiada oprowadzający chętnych Kazimierz Gąsienica Byrcyn. To także pamięć o
                        najstarszych mieszkańcach i tych, którzy odeszli. W tym roku do tradycyjnego
                        programu dodano też konkurs na dorożkarza roku i wystawę twórczości
                        artystycznej mieszkańców Kościeliskiej otwartą w Galerii "Strug" w Zespole
                        Szkół Artystycznych im. Antoniego Kenara. I tak jak zawsze finał świętowania to
                        poczęstunek i posiady w obejściu rodziny Krzeptowskich, gdzie na gości czekał
                        bigos, kiełbaski, napitek i słodkości. Ludwina Rzadkosz z Trebuniów Tutków z
                        Suchego Pamięta jeszcze, jak dawniej na Podhalu jadano. - Była bieda -
                        wspomina - ludzie sadzili ziemniaki, kapustę, marchew i to tylko się jadło.
                        Gotowaliśmy głównie zupy. Pani Ludiwna podaje przepisy na kilka z nich.
                        Kwaśnice gotowalimy, jak się zabiło świnie i uwędziło żeberka, słonine. Później
                        się gotowało z tymi żeberkami kapuste, ziemniaki osobno i wlewało się do dużej
                        miski, z której wszyscy jedli. W piątki gotowało się jałowe zupy. Nazywała się
                        ta zupa zaprozka. Robiło się zasmażke z cebulkom, na czerwono się uprażyło.
                        Wode się gotowało w garnku, rzucało się kawałek czosnku, później zasmażke do
                        wody i zupa gotowa. A ziemniaki się gotowało w osobnym garnku i na miske się
                        nakładało i tą zaprozke się wlewało, jeszcze koperku, pieprzu, soli do tego i
                        była zupa postna. A jak nie był piątek, to zasmażkę robiło się ze słoniny. Na
                        borsc czerwony ze śmietaną brało się serwatkę i na niej gotowało buraki
                        ćwikłowe, czosnek, sól, pieprz do tego, a potem śmietaną kwaśną się podbijało i
                        znowu ziemniaki w osobnym garnku. Pycha. Jedlimy też oscypki. W każdym domu
                        były owce, krowy i klagało się sery. Były wędzaranie, układało się oscypki i
                        wędziło. Jak na szałasie. A jesienią baraninę. Po przyjściu z pastwiska tata
                        zabijał barany i kładło się mięso do takich - bo nie było zamrażarek - dzież,
                        soliło dużo, czosnku dawało, bobkowego liścia i mogło siedzieć tak przez zime
                        całą. Jak się chciało jeść, to się wyjmowało, moczyło przez noc w wodzie, potem
                        gotowało, ziemniaki osobno i to się nazywało polewka z baraniny. Dzieciaki
                        lubiły moskole. Gotowało się ziemniaki, utłukło dobrze, wysypało się na
                        stolnice, i dodawało tyle mąki ile ziemniaki wchłoną. Wyrabiało się i na
                        blachę. Potem jedlimy je z masłem lub ze słoniną. Dzisiaj już inaczej się
                        gotuje - gulasze, schabowe, ale stara kuchnia wraca - podsumowuje pani Ludwina.
                        Swetry, oscypki i jadło wszelakie Moskol okazał się poznańską "bryndzką", ale
                        smaku żętycy i oscypka nie można już było przyrównać do niczego, a tym bardziej
                        prawdziwego "owczego" swetra. Konkursem na sweter góralski, oscypek, śpiew
                        pasterski i degustacją tradycyjnego jadła zakończyła się w niedzielę pod
                        Gubałówką Jesień Tatrzańska. Góralskich przysmaków, kiełbas, moskoli, oscypków,
                        żętycy, a także bigosu mogli spróbować wszyscy, którzy przyszli pod Gubałówkę w
                        niedzielne południe. Niektórzy próbowali odnaleźć w góralskiej kuchni własne
                        smaki. Okazało się to trudne. Poza moskalami i swojską kiełbasą, wszystko było
                        niepowtarzalne. Degustacja tradycyjnego jadała okazała się jednym ze
                        smakowitszych punktów tegorocznej Jesieni Tatrzańskiej. Tradycyjnymi punktami
                        Jesieni są konkursy na sweter, oscypek i śpiew pasterski. W tym roku swetry
                        oceniała publiczność, a nagrodą była możliwość wylosowania ich. Zabawa była
                        przednia, a wszystko zakończyło jesienne pieczenie barana i grul. ŚWIĘTO ULICY
                        KOŚCIELISKIEJ Konkurs na Dorożkarza Roku pojedynki: 1 - Ja
    • qba26 Re: Wątek (nie tylko) dla ceprów 29.09.03, 20:16
      Chcesz dorobić a masz dostęp do internetu to nie ma problemu.

      www.MikesPaid4Email.com/pages/index.php?refid=qba
      Świetna firma. Płacą bardzo dobrze od 1 do 5 centa za link a ponadto punktowane
      linki zamieniają na kasę (tak że warto również klikać za punkty). E-maile
      przychodzą codziennie, a w każdym kilka linków. Płatne linki zawierają
      słowo "runner" np. www.MikesPaid4Email.com/scripts/runner.php?aA=677209
      Po "kliknięciu" na płatny link następuje logowanie na stronę sponsora. I tutaj
      najczęściej pojawia się u góry pasek z banerem i informacją ile sekund mamy
      oglądać stronę sponsora i ile za to dostaniemy np. Mike thanks you supporting
      his sponsors! You're the best. You will receive 5cents(s), once you have
      visited this sponsor's site for at least 15seconds . Po upływie określonego
      czasu pojawia się komunikat: " You've just been paid. See you soon!" lub
      podobne. W chwili pojawienia się tego komunikatu możemy zamknąć połączenie.
      Dodatkowo możesz zarobić więcej wchodząc na Paid2Click (NO SEARCHES) i
      Paid2Click (SEARCHES ONLY) w obrębie waszego konta w Mikes, można tam zarobić
      kilka dodatkowych centów. Nie polecam działu Paid2Signup w którym za zapisanie
      się do danego programu czy firmy można jednorazowo dorobić 25 centów! Zasypują
      skrzynkę emailami że trudno się ich pozbyć.

      Firma daje - 30$ - na dzień dobry. Minimalna kwota wypłaty: - 150$ - to sporo,
      ale nie najwięcej. Poza tym firma "stara się" abyśmy z tą kasa zobaczyli się
      jak najwcześniej wysyłając mnóstwo e-maili i dając możliwości zbudowania 10
      poziomów referencyjnych za które dostaje się 10% zarobionej przez innych kasy.
      Wymagają abyś z tych 150$, które musisz mieć na koncie aby wypłacić, co
      najmniej 10$ pochodził wyłącznie z twojego klikania, bez pomocy bonusa czy
      poziomów referencyjnych. Gdy uzbierasz 150$, po zalogowaniu się na twoje konto,
      będzie widoczny przycisk "Request Payment" - po jego użyciu kasa zostanie
      przelana w sposób określony przez Ciebie w procesie rejestracji.

      Dobre rady:
      1. Aby na klikanie poświęcić jak najmniej czasu powinieneś klikać na
      banery i linki używając opcji „otwórz łącze w nowym oknie”. Po takim otworzeniu
      możesz nawet już do niego nie zaglądać kasa i tak płynie a ty w tym czasie
      otwierasz dalsze łącza.
      2. Wpadniesz zapewne na pomysł tworzenia poziomów referencyjnych zapisując
      członków swojej rodziny /robi tak większość/. Nie zapisuj ich jednak na jednym
      poziomie a raczej stwórz poziomy jeden za drugim. Zarobisz więcej kasy dla
      rodziny bo każdy z nich będzie miał już poziomy referencyjne i dostanie swoje
      10%.
      3. Im więcej razy się logujesz tym częściej następuje wymiana banerów w
      Paid2clik.
      4. Tekst ten możesz użyć jak ja do tworzenia swoich poziomów
      referencyjnych zmieniając tylko drugi wiersz wpisując swój nick pod jakim
      zarejestrowałeś się w programie.
                      • hanys_hans Re: Zaduszki na Peksowym Brzyzku 31.10.03, 19:58
                        schlesien.nwgw.de/poronin/Na_Peksowym_Brzyzku/na_Brzyzku_1.jpg
                        schlesien.nwgw.de/poronin/Na_Peksowym_Brzyzku/na_Brzyzku_5.jpg
                        schlesien.nwgw.de/poronin/Na_Peksowym_Brzyzku/na_Brzyzku_6.jpg
                        schlesien.nwgw.de/poronin/Na_Peksowym_Brzyzku/na_Brzyzku_7.jpg
                          • roomtsays Górskie Zaduszki 31.10.03, 20:41
                            n.p.m. nr 11/2002 Bo ja wiem

                            Zaduszki na szlaku
                            Tomasz Dygała

                            Nastał listopad, przyszła jesień. Miesiąc ten zaczyna się od dni zmuszających
                            do zadumy i refleksji, do pamięci o Nieobecnych.
                            Wybierając się w listopadzie na jesienne wędrówki, do których zachęcają dwa
                            długie weekendy, wczujmy się w zaduszkową atmosferę i przemierzając górskie
                            szlaki, zwróćmy uwagę na miejsca, których być może dotąd nie zauważaliśmy.

                            Najbardziej znanym miejscem zadumy jest symboliczny cmentarz ofiar gór
                            zlokalizowany pod Osterwą, w pobliżu Popradzkiego Stawu (Popradske pleso) w
                            słowackich Tatrach Wysokich. Cmentarz ten otwarto w 1940 roku z inicjatywy
                            czeskiego malarza i miłośnika gór Otakara Stafla. Motto cmentarza
                            brzmi: "Martwym ku pamięci, żywym ku przestrodze". Na niewielkiej przestrzeni
                            zgromadzonych jest kilkadziesiąt tablic pamiątkowych. Sporo tu polskich
                            akcentów, poczynając od tablicy poświęconej legendarnemu Klimkowi Bachledzie,
                            na której napis zaczyna się słowami: "pamięci króla przewodników
                            tatrzańskich...". Pomimo iż cmentarz zajmuje bardzo małą powierzchnię, na jego
                            zwiedzenie trzeba poświęcić około godziny. Do zadumy zmuszają opisy wypadków -
                            czasem bardzo lakoniczne - jak i świadomość, że na przykład w miejscu, w którym
                            byliśmy dwa dni wcześniej doszło do niejednej tragedii... Niektóre tablice mają
                            bardzo ekspresyjny charakter - trudno przejść obojętnie obok tej, na której
                            przedstawiono dłonie kurczowo trzymające się skały, czy pogięte śmigło
                            samolotu - słowa są tu zbędne. Dla mnie najbardziej wymowna jest tablica
                            upamiętniająca wypadek w północnej ścianie Lodowego Zwornika, gdzie śmierć
                            poniosła "Karolina Kaiper, lat 17 - podczas zejścia granią, i Zbigniew
                            Koperczak, lat 36 - w odruchu niesienia pomocy".(...)

                            W artykule:
                            - symboliczne cmentarze ofiar w polskich górach,
                            - najtragiczniejsze wypadki,
                            - wojenne nekropolie,
                            - cmentarze żydowskie,
                            - niektóre miejsca pochówku w górach, które nie są oznaczone.

                            Góry nierozerwalnie wiążą się ze śmiercią w różnoraki sposób zadaną i w
                            różnoraki sposób upamiętnioną. Wszystko to jest powiązane z różnymi,
                            niejednokrotnie tragicznymi wydarzeniami naszej narodowej historii, jak też z
                            indywidualnymi, jednostkowymi tragediami. Niech nas to zmusi do zadumy.
                            Wybierając się w listopadowy weekend na wycieczkę górską, zapakujmy do plecaka
                            świeczkę - na pewno znajdziemy miejsce godne jej zapalenia...

                            Więcej - czytaj w numerze "n.p.m."

                            Tomasz Dygała


                            www.vysoke-tatry.sk/ciele/scintorin/pl.html

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka