robisc
20.01.04, 20:51
Coś tu wyraźnie śmierdzi. Jeżeli przyjmujemy unijne normy, nie możemy tego
robić wybiórczo. Przewlekanie prac nad nową ustawą w imię obrony kolejnej
grupy interesów i z tego powodu utracenie unijnych dopłat, to kolejny
samobój z naszej strony.
Stracimy kolejne miliardy i... twarz?
Trzy tygodnie po terminie (1 stycznia), w którym można było uruchomić
proces wykorzystywania przez Polskę miliardowych funduszy dla uboższych
regionów UE, Polska wciąż nie jest do tego gotowa - martwią się urzędnicy
Komisji Europejskiej.
Zasadniczą przyczyną opóźnienia jest brak ustawy o zamówieniach publicznych
wprowadzającej unijne standardy rozpisywania przetargów i zrównującej firmy
unijne z polskimi w dostępie do kontraktów. "Projekt ustawy utkwił w Sejmie
i podobno zgłoszono do niego czterysta poprawek" - powiedział jeden z
eurokratów.
Dyplomaci unijni twierdzą, że większym zagrożeniem dla Polski od
potencjalnej utraty funduszy jest utrata... twarzy. "To z pewnością nie
umacnia waszej pozycji zarówno w targach o pieniądze, jak i we wszelkich
sporach toczących się w tej chwili w Unii" - powiedział PAP jeden z
dyplomatów.
Do tego dochodzą zaległości w wykorzystaniu środków przyznanych Polsce w
ramach programu pomocowego PHARE na rok 2001. Na niecały miesiąc przed
ostatecznym terminem (15 lutego) wygląda na to, że konkretnego przeznaczania
nie znajdą "dziesiątki milionów euro" - niepokoi się cytowany urzędnik.
Właściwie nie ma powodu, bo to nie jemu grozi utrata funduszy. Ale Komisja
Europejska właśnie przygotowuje propozycje planów budżetowych dla UE na lata
2007-2013 hojniejsze niż chciałyby Niemcy, Francja, Wielka Brytania,
Holandia, Austria i Szwecja.
"Jeżeli potencjalnie największy beneficjent funduszy strukturalnych i
spójności, którym powinna być Polska w drugiej połowie tego dziesięciolecia,
lekceważy je sobie już na starcie, Komisji będzie bardzo trudno znaleźć
argumenty przemawiające za ambitnym pakietem finansowym" - tłumaczy
eurokrata.
Jego zdaniem, stan przygotowań Polski do wykorzystania funduszy
strukturalnych i spójności nie jest zły, w każdym razie znacznie lepszy niż
do rozdziału dopłat dla rolników (z tym że na to jest jeszcze czas do maja).
Ale sytuacja ustawy o zamówieniach publicznych rodzi podejrzenia,
że "rozmaite lobby" skutecznie bronią swojego uprzywilejowanego dostępu do
tych zamówień przed lepszymi ofertami konkurentów, być może nie tylko
unijnych - komentują źródła unijne.
Z kolei eurokraci zajmujący się sprawami konkurencji wskazują, że innym
poważnym problemem jest niedotrzymanie przez Polskę terminu nadesłania do
końca 2003 roku dokładnej informacji o pomocy państwa, przyznanej w ramach
restrukturyzacji hutnictwa poszczególnym spółkom, zwłaszcza Polskim Hutom
Stali.
Jeszcze 17 grudnia polski rząd obiecywał, że 23 grudnia podejmie ostateczną
decyzję w tej sprawie i prześle listę pomocy do Brukseli. Polska tłumaczyła
swoje problemy przeciągającymi się rozmowami o warunkach prywatyzacji
PHS. "Gdyby lista nadeszła w najbliższych dniach, zapewne nie byłoby za
późno, ale nie można wykluczyć, że część państw członkowskich powie - Polska
nie dotrzymała warunków i jej huty nie powinny już dostać ani jednego euro
więcej" - ostrzegł jeden z urzędników.
W liście z 25 listopada komisarz ds. rozszerzenia Guenter Verheugen pisał do
premiera Leszka Millera o "wyraźnych sygnałach, że sukces restrukturyzacji
polskiego hutnictwa jest zagrożony, ponieważ Polska nie trzyma się w pełni
ram uzgodnionych w negocjacjach członkowskich".
"Jeśli chodzi o spółki objęte programem restrukturyzacji, jesteśmy
zaniepokojeni, że nie została jeszcze przyznana niezbędna pomoc państwa w
restrukturyzacji tych spółek, zważywszy że uzgodniony ostateczny termin
przyznania tej pomocy upływa z końcem roku" - napisał Verheugen w końcu
listopada.
www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/20040120/55729/