franzmaurer
21.01.04, 19:24
Skąd my to znamy... tu sprzeciw... tam protest...
Miało być dobrze a wyjdzie jak zawsze?
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,1878656.html
Unia nie jest na drodze do zostania "najbardziej konkurencyjną gospodarką
świata w 2010 r.", jak jej przywódcy założyli to sobie trzy lata temu w
Lizbonie. - Półmetek w 2005 r. już żeśmy przegapili - przyznał w środę
rzecznik Komisji Europejskiej Gerrasimos Thomas
Publikując w środku zimy "wiosenny raport" na temat stanu unijnej gospodarki
Bruksela postanowiła nie owijać spraw w bawełnę i otwarcie przyznać, że
świat, który Unia miała przegonić, na razie Europie coraz bardziej ucieka. -
Jest postęp, ale dużo mniejszy niż mieliśmy ambicje. Wszystko przez to, że na
poziomie narodowym nie są wcielane w życie programy i dyrektywy uchwalane na
poziomie europejskim - mówił Thomas. Palcem wskazano największe unijne
potęgi - Niemcy i Francję, ale też Hiszpanię, Portugalię, Grecję i Włochy
jako kraje, które najgorzej radzą sobie z realizowaniem celów tzw. strategii
lizbońskiej. Mówi ona, że dzięki wydatkom na nowoczesne technologie, poprawie
elastyczności rynku pracy, zwiększeniu wydajności, lepszej organizacji itd.
Europa może przegonić Amerykę na polu gospodarczym. Na razie jednak to nie
kraje najchętniej ustanawiające się (same) w roli unijnych liderów
integracji, ale dużo bardziej eurosceptyczne, jak Wielka Brytania, Szwecja,
Dania, ale także Austria, Holandia i Luksemburg są dużo bliższe ustanowionych
wspólnie celów modernizacji swoich gospodarek.
Komisja podkreśla: jeśli nie nastąpi przebudzenie, "Unia nie dogoni USA, gdy
nasz dochód na głowę to zaledwie 72 proc. amerykańskiego". Tymczasem wzrost
gospodarczy w większości państw Unii jest w granicach 0,5-1 proc., a w
Niemczech w 2003 r. po raz pierwszy doszło do recesji (-0,1 proc.). W USA
wieloletnia średnia wzrostu to dobrze ponad 2 proc. Brakuje w Europie
skoordynowanych wydatków na technologie i nowoczesną infrastruktuę i to,
zdaniem Komisji Europejskiej, powinien być jeden z trzech kluczowych celów na
rok 2004, "gdy pojawia się możliwość wyjątkowa podgonienia gospodarczego
dzięki powrotowi koniunktury". Dwa pozostałe cele to wzrost konkurencyjności
w przemyśle oraz większy udział zatrudnienia starszych osób (powyżej 55. roku
życia) na rynku pracy. Celem Unii jest, by zatrudnienie "seniorów" w 2010 r.
wynosiło ok. 50 proc. - o 10 proc. więcej niż obecnie. Z krajów
przystępujących obecnie do Unii ten cel spełnia jedynie Estonia, a Cypr jest
tuż, tuż. W Polsce zatrudnienie osób w wieku 55-64 lata sięga zaledwie 26
proc. i jest jedne z najniższych w Europie. Pod względem celu zatrudnienia
ogółem (70 proc. osób zawodowo czynnych ma mieć w 2010 r. pracę) Polska jest
w Unii zdecydowanie na ostatnim miejscu ze wskaźnikiem 51,5 proc. (obecna
średnia unijna to 64,3 proc., w 2005 r. powinno to być 67 proc., ale już
wiadomo, iż jest to nierealistyczne).
Zdaniem Brukseli problemy z realizację celów strategii lizbońskiej są natury
politycznej - największe kraje UE nie dokonały na czas reform strukturalnych
(emerytalnej, zdrowia, rynku pracy itd.) bo wywoływało to zbyt wielkie
protesty społeczne. Problemy są także na poziomie dokończenia budowy
jednolitego rynku - liberalizacji rynku energii (opory Francji), ustanowienia
jednolitego patentu europejskiego (sprzeciwy Niemiec), wzajemnego uznawania
kwalifikacji zawodowych (każdy się broni po trochu), liberalizacji usług itd.
"Nie jest jeszcze za późno, ale jeśli nie podejmiemy zdecydowanych kroków nie
wypełnimy celów" - konkluduje Komisja. Eksperci uważają, że to i tak za słabo
powiedziane: świat ucieka (zwłaszcza na polu nowych technologii Indie i
Chiny), a Europa wydaje się stać w miejscu.
Na tym tle Bruksela wystawiła laurkę... Brytyjczykom: niska inflacja, niskie
bezrobocie, porządny wzrost gospodarczy, deficyt budżetowy 2,75 proc. PKB,
dług publiczny poniżej 40 proc. PKB, zwiększenie wydajności pracy, poprawa
jakości służb publicznych dzięki wzrostowi wydatków... Właściwie rząd Blaira
nie miał żadnych słabych punktów.
Przewodzący obecnie UE Irlandczycy, jak o mający od nich przejąć w połowie
roku stery Holendrzy zapowiadają, że gospodarka i wypełnienie celów strategii
lizbońskiej będzie ich priorytetem.
Taka jest unijna gospodarka
Wzrost gospodarczy średnio 0,8 proc. PKB w 2003 r. był najsłabszy od 1993 r.
Systematycznie maleje ze średniej niemal 2 proc. w połowie lat 90. do 0,5-1
proc. w pierwszej połowie pierwszego dziesięciolecia XXI wieku
Wydajność pracy na godzinę jest w Unii o 12 proc. mniejsza niż w USA,
tymczasem pomimo kiepskiej koniunktury wzrost kosztów robocizny w Unii
wyniósł w ub.r. ponad 2 proc. (więcej niż inflacja)
Maleją inwestycje przedsiębiorstw europejskich - z 18,3 proc. PKB w 2000 r.
do 17,2 proc. w 2002.
wydatki publiczne w Unii to średnio 48,4 proc. PKB (o wiele więcej niż w
USA), a ich struktura mimo obiecywanych reform właściwie nie ulega zmianie.