Dodaj do ulubionych

100 dni do Unii

22.01.04, 20:31
Wg Rzepy dokładnie za 100 dni Polska zostanie przyjęta do UE. Przyjmijmy,ze
się nie pomylili i faktycznie mamy "studniówkę". W tym watku proponuję
codziennie wrzucać jakiś artykuł o naszych przygotowaniach do tej
wielkopomnej chwili. Wspomniałem Rzepę, więc może na pierwszy rzut pójdzie
artykuł z tej gazety. Ponieważ wieje z niego takim optymizmem, będzie dobrym
punktem wyjściowym do weryfikacji zawartych w nim faktów w kolejncj dniach.
Obserwuj wątek
    • robisc Dzień nr 100 22.01.04, 20:33
      Od początku w pierwszej klasie

      Równo za sto dni Polska będzie w Unii Europejskiej. Nie wszystko jest jeszcze
      dopięte na ostatni guzik. Wiadomo jednak, że od początku będziemy mogli
      korzystać z najważniejszych przywilejów, które daje integracja.

      Ryzyko odłożenia poszerzenia Wspólnoty już nie istnieje. Wśród krajów "15"
      tylko jeszcze Holandia, Luksemburg i Grecja nie ratyfikowały traktatu
      akcesyjnego. Dwa pierwsze uczynią to w lutym, trzeci w marcu.

      Komisja Europejska w lutym przedstawi ostatnią ocenę stanu przygotowań
      kandydatów do członkostwa. Wskaże na ryzyko opóźnień w przygotowaniach do
      wykorzystania funduszy strukturalnych i dopłat bezpośrednich dla rolników.
      Jednak wiarygodne źródła w Brukseli zapewniają, że nie zostaną użyte tzw.
      klauzule ochronne, które pozbawiłyby Polskę na parę lat niektórych korzyści z
      członkostwa. Mimo opóźnień w dostosowaniu mleczarń i zakładów mięsnych do
      unijnych norm sanitarnych, zgodnie z planem 1 maja znikną kontrole towarów na
      granicy Polski z krajami UE. Unia nie będzie się także domagała zamknięcia
      zakładów przetwórstwa spożywczego, które rozpoczęły inwestycje, mające je
      unowocześnić. To bardzo dobra wiadomość.

      Od dnia uzyskania członkostwa Polacy będą mogli legalnie pracować w Wielkiej
      Brytanii, Irlandii i Danii. Rządy Szwecji, Holandii i Grecji w najbliższych
      dniach zdecydują, czy otworzyć swój rynek pracy dla nas od maja. Zapewne
      decyzje będą pozytywne. Prawdopodobnie tylko Niemcy i Austria skorzystają z
      pełnego, siedmioletniego okresu przejściowego.

      1 maja znikną też wszelkie bariery we współpracy gospodarczej Polski z
      pozostałymi krajami "25". Staniemy się częścią Jednolitego Rynku. Zdaniem
      analityków polskie firmy są dobrze przygotowane do otwartej konkurencji z
      zachodnimi przedsiębiorstwami - eksport do UE szybko rośnie, a deficyt
      handlowy z Unią w ubiegłym roku będzie o jedną czwartą mniejszy niż w 2002
      roku i wyniesie około 7 mld euro.

      Jędrzej Bielecki

      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plun_040122/plun_a_1.html
    • franzmaurer Re: 100 dni do Unii 23.01.04, 08:41
      robisc napisał:

      > W tym watku proponuję codziennie wrzucać jakiś artykuł o naszych
      > przygotowaniach do tej wielkopomnej chwili.

      A proszę bardzo smile) W ARiMR idą ekspresowo - fachowość nowo zatrudnionych
      pracowników gwarantowana. Przecież czyjś szwagier nie może być złym kandydatem.

      www.ppr.pl/displayResource.do?_resourcePK=81786&_phType=A&_sectionPK=14
      Ekspresowy nabór do ARiMR

      Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zatrudnia pracowników. W
      Zielonej Górze na 8 miejsc zgłosiło się 28 osób. Zanim ujawniono kryteria
      naboru, przyjęto chętnych.

      Wiadomość o wolnych miejscach pokazała się dwa-trzy tygodnie temu w lokalnych
      mediach. Rozpowszechniał ją zielonogórski Powiatowy Urząd Pracy, który został
      poproszony przez Agencję o pośrednictwo. Tydzień temu, od osób zainteresowanych
      pracą, odebraliśmy kilka telefonów z pytaniami o warunki naboru. Wtedy Bogusław
      Radzio, kierownik Powiatowego Urzędu Pracy obiecał, że lada moment kryteria
      będą znane.
      Wczoraj znowu zadzwonił telefon. – Od 9 lat jestem bezrobotna. Pomyślałam, że
      oferta Agencji może być dla mnie szansą na powrót do zawodowego życia –
      opowiada Barbara Sytniejewska z Zielonej Góry. – Zadzwoniłam więc do PUP w
      Zielonej Górze, by zapytać gdzie złożyć podanie. Niestety, dowiedziałam się
      tylko tyle, że nie są jeszcze ustalone szczegóły naboru. Ale kiedy zadzwoniłam
      następnego dnia o godzinie 10 rano, dowiedziałam się, że właśnie przed
      piętnastoma minutami lista została zamknięta. Czyżby przez noc ustalono warunki
      i przeprowadzono weryfikację chętnych?

      - W początkowych ustaleniach powiedziano nam, że oferta dotyczy osób ze średnim
      wykształceniem i znajomością obsługi komputera – powiedział nam wczoraj
      kierownik zielonogórskiego PUP Bogusław Radzio. – Agencja nie dała nam, mimo
      naszych próśb, oficjalnej oferty z warunkami zatrudnienia, terminem, rodzajem
      kontraktu z pracownikiem, wymaganiami dotyczącymi kwalifikacji zawodowych. W
      takiej sytuacji i my nie mogliśmy oficjalnie takiej oferty ogłosić. We wtorek
      po południu dyrektor lubuskiego oddziału ARiMR określił, że będzie to praca w
      ramach robót publicznych. Na drugi dzień rano dostarczyliśmy listę z 28
      nazwiskami osób, które wcześniej złożyły do nas wniosek o pracę w ARiMR.
      Wszystko odbyło się zbyt szybko i nie było dograne do końca.
      KC, za Gazetą Lubuską
      22-01-2004
      • robisc Re: 100 dni do Unii 23.01.04, 16:36
        Brawo ARMiR. Tak trzymać. Dzięki waszej kompetencji, fachowości i
        zaangazowaniu rolnicy dostaną dopłaty juz w roku 2010. Pod warunkiem, że do
        tego czasu dozyje jeszcze jakiś polski rolnik.
    • robisc Dzień nr 99 23.01.04, 16:55
      Długo nie trzeba było czekać na podaważnie "faktów" z wczorajszego artykułu w
      Rzepie.

      Holandia przestraszyła się polskich pracowników
      PAP 13:30

      Holandia postanowiła wprowadzić limity pracowników z nowych krajów Unii
      Europejskiej, którzy będą mogli podjąć pracę w tym kraju - podała agencja
      France-Presse, powołując się na miejscową agencję prasową ANP.

      ANP pisze, że limity dotyczą głównie przybyszów z Polski.

      Holandia jest jednym z krajów, które zapowiedziały, że nie będą wprowadzać
      żadnych okresów przejściowych i otworzą się na polskich pracowników już
      pierwszego dnia po naszym przystapieniu do UE. (ck)
      • vico1 Re: Dzień nr 99 23.01.04, 19:00
        Nie jest dokladnie tak, jak piszesz. W Holandii niektorzy panikuja (minister
        Zalm), wielu jednak utrzymuje, ze bez doplywu nowych pracownikow, glownie z
        Polski, niektore fabryki przeniosa sie wlasnie do Polski, przez co Holandia
        straci.
        Szacuje sie, ze do Holandii, bez sztucznych ograniczen, przyjechaloby maksimum
        10tyc przybyszy ze wschodniej Europy. Uwaza sie to wrecz za konieczne, wobec
        braku ludzi w budownictwie i w rolnictwie.
        Limit ustalono chyba na 35 tys., wiec duzo powyzej wszelkich szacunkow.





        • robisc Re: Dzień nr 99 23.01.04, 19:04
          vico1 napisał:

          > Nie jest dokladnie tak, jak piszesz. W Holandii niektorzy panikuja (minister
          > Zalm), wielu jednak utrzymuje, ze bez doplywu nowych pracownikow, glownie z
          > Polski, niektore fabryki przeniosa sie wlasnie do Polski, przez co Holandia
          > straci.
          > Szacuje sie, ze do Holandii, bez sztucznych ograniczen, przyjechaloby
          maksimum
          > 10tyc przybyszy ze wschodniej Europy. Uwaza sie to wrecz za konieczne, wobec
          > braku ludzi w budownictwie i w rolnictwie.
          > Limit ustalono chyba na 35 tys., wiec duzo powyzej wszelkich szacunkow.

          Może wyślesz sporostowanie do PAP-u smile? W kazdym razie dzięki za wyjasnienia.
    • robisc Dzień nr 98 24.01.04, 15:17
      Ciekawe ile w tym prawdy?

      Niemcy chcą u siebie przedsiębiorców z Polski
      (IAR, jkl/24.01.2004, godz. 11:38)

      Rząd niemiecki opracował poufny plan ściągania przedsiębiorców z Polski do
      wschodnich landów.

      Nadzwyczajne ułatwienia kredytowe mają zachęcać Polaków by tam inwestowali i
      dawali zatrudnienie miejscowym bezrobotnym. Ujawnił to Polskiemu Radiu
      niemiecki przedsiębiorca polskiego pochodzenia, który niedawno uczestniczył w
      naradzie z przedstawicielem władz federalnych na temat odbudowy podupadających
      gospodarczo terenów danej NRD.

      Według biznesmena, polski inwestor otrzyma do 100 tysięcy euro kredytu, jeśli
      tylko stworzy miejsca pracy na zachód od Odry. Na wschodzie bezrobocie wynosi
      18 procent, dwukrotnie więcej niż na zachodzie Niemiec. Wschodnie landy także
      wyludniają się w szybkim tempie, gdyż najzdolniejsi przenoszą się za Łabę.
      Hamuje to rozwój tych regionów i stąd strategia ściągania obcych kapitałów,
      również z naszego kraju.

      W Brandenburgii nie udały się wielkie projekty gospodarcze, jak budowa fabryki
      chipów we Frankfurcie nad Odrą, chociaż zainwestowano w nią już miliony i
      pozostała budowlana ruina, widoczna z drogi, gdy jedzie się do Polski. Nie
      ruszyła też firma transportu powietrznego Cargo Lift czy samochodowy tor
      wyścigowy w Łużycach.

      Według rozmówcy Polskiego Radia, który inwestuje między innymi w Łodzi, w
      Polsce niestety trudno doprosić się o kredyt inwestycyjny. "Albo miejscowym
      władzom nie zależy na tym, bo są skorumpowane, albo banki będące w
      zagranicznych rękach odmawiają takich kredytów, by nie wspierać polskiej
      przedsiębiorczości" - powiedział Polskiemu Radiu berliński biznesmen.

      biznes.onet.pl/0,859450,wiadomosci.html
      • franzmaurer Re: Dzień nr 98 26.01.04, 01:52
        robisc napisał:

        > Według biznesmena, polski inwestor otrzyma do 100 tysięcy euro kredytu, jeśli
        > tylko stworzy miejsca pracy na zachód od Odry.

        Ciekawe jaki biznes mozna założyć za 100 tyś ojro, przy tamtejszych kosztach i
        podatkach... 100 tysięcy to jakiś niewielki remont, parę mebelków i jeden
        pecet...
        Ze sławetnego funduszu Treuhand który miał się zająć prywatyzacją DDR-owskiego
        majątku i wprowadzeniem 'kapitalizmu' "uczciwi" niemieccy biznesmeni
        wypompowali setki milionów marek po czym zostawili swoich wschodnio-niemieckich
        braci na garnuszku Sozial-Hilfe... i teraz Polacy mają tam tworzyć miejsca
        pracy za 100 tysiecy ojro.... Mrożek by nawet tego nie wymyślił...
        • franzmaurer Dzień nr 97 - Chłopy na lodzie...? 26.01.04, 09:47
          Wygląda na to że będziemy 11 miliardów ojro "w plecy"...

          www.pb.pl/content.aspx?sid=6384&id=274093
          Parlament UE nie poprze Polski w sprawie dopłat dla rolników

          Parlament Europejski raczej nie poprze zabiegów Polski i innych krajów
          przystępujących do Unii Europejskiej o objęcie ich pełnymi dodatkowymi
          dopłatami bezpośrednimi dla rolników.

          Sprawozdawca PE, eurodeputowany niemieckiej chadecji Lutz Goepel, zaproponował
          w swoim raporcie, żeby zgromadzenie zaaprobowało propozycję Komisji
          Europejskiej w tej sprawie. Wcześniej poparcie sygnalizowały już wszystkie
          rządy unijne, choć ostateczna decyzja Rady (ministrów) UE jeszcze nie zapadła.

          Komisja zaproponowała, żeby wszelkie dodatkowe czy nowe dopłaty bezpośrednie
          dla rolników, które będą wprowadzane w całej Unii od 2004 roku, wypłacać w
          nowych państwach według tego samego schematu co już istniejące.

          Chodzi o schemat wynegocjowany na szczycie w Kopenhadze. Przewiduje on, że
          budżet unijny wypłaci w 2004 roku tylko 25 proc. dopłat należnych nowym
          członkom, 30 proc. w następnym, itd. (prócz tego mogą one przesunąć na ten cel
          część funduszy rozwoju wsi i dołożyć środki własne).

          Piętnastka uzgodniła jednak latem reformę wspólnej polityki rolnej zakładającą
          obniżki cen i dodatkowe dopłaty w sektorze mleczarskim (do masła i mleka w
          proszku), a także nowe dla producentów roślin energetycznych i orzechów. W
          przyszłości planowane są także nowe dopłaty do cukru, tytoniu, chmielu.

          Polska protestuje, przekonując, że Traktat Akcesyjny przewidywał stopniowe
          wprowadzanie tylko istniejących dopłat, co i tak pozbawi kraj 11 mld euro z
          unijnej kasy w całym okresie przejściowym dochodzenia do pełnego wymiaru dopłat
          (2004-2012).

          Premier Leszek Miller i minister rolnictwa Wojciech Olejniczak napisali nawet w
          grudniu listy w tej sprawie do swoich odpowiedników z obecnych i przyszłych
          państw Unii.

          "Zdaniem sprawozdawcy ten argument nie wytrzymuje krytyki. Zgodnie z artykułem
          23 Aktu Akcesyjnego (części traktatu) Unia może przystosowywać postanowienia
          aktu dotyczące wspólnej polityki rolnej, które mogą okazać się niezbędne
          wskutek zmian reguł unijnych" - czytamy w uzasadnieniu wniosku sprawozdawcy.

          "Artykuł 23 nie pozwala na arbitralne odchylenia od zasad fundamentalnego
          podejścia przyjętego w Traktacie czy Akcie Akcesyjnym" - przyznał sprawozdawca.
          Jednak, jego zdaniem, propozycja Komisji nie jest takim odchyleniem.

          Goepel ujawnił, że Czesi wyłamują się z solidarności państw przystępujących do
          Unii. Po konsultacjach z ich parlamentarzystami zasiadającymi w PE jako
          obserwatorzy i z ich dyplomatami w Brukseli napisał: "Jeden z czeskich kolegów
          i - pośrednio - czeski rząd oświadczyli, że propozycje Komisji są do przyjęcia".

          Poparł natomiast dwie propozycje Komisji Europejskiej osładzające" Polsce i
          innym nowym członkom tylko stopniowe wprowadzanie dopłat. Zgadza się on ze
          zwolnieniem tych krajów z tzw. dyscypliny finansowej i z surowych wymogów
          kontroli dostosowań rolników do standardów jakościowych i ekologicznych.

          Wprowadzana reformą wspólnej polityki rolnej zasada dyscypliny finansowej
          przewiduje cięcia w wypłatach rolnych z unijnej kasy w wypadku przekroczenia
          ustalonego pułapu wydatków. Francja, poparta przez Hiszpanię i Niemcy, domagała
          się natychmiastowego objęcia tą zasadą również nowych członków Unii.

          Komisja uważa - i popiera ją w tym sprawozdawca Parlamentu Europejskiego - że
          rolnicy w nowych państwach członkowskich nie powinni ponosić konsekwencji
          przekroczenia pułapu, dopóki otrzymują tylko częściowe dopłaty bezpośrednie.
          • franzmaurer Re: Dzień nr 96 - chcieć to móc ;) 27.01.04, 07:07
            www.ppr.pl/displayResource.do?_resourcePK=81916
            Wielkopolska w czołówce najbardziej zaradnych

            Wielkopolskie, jako jedno z niewielu województw w Polsce, wykorzysta większość
            pomocy w ramach programu SAPARD. Do połowy stycznia regionalny oddział Agencji
            Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa przyjął 2116 wniosków o dotacje.
            Przed nami jest tylko Mazowieckie.
            Jeszcze w ubiegłym roku wydawało się, że nie wykorzystamy nawet połowy pomocy
            przyznanej w ramach SAPARD. Tymczasem, po podwyższeniu limitu wieku rolników
            uprawnionych do otrzymania dotacji (z 50 na 55 lat) oraz zwiększeniu limitów
            pomocy okazało się, że zainteresowanie SAPARD-em znacznie wzrosło. Gmin nie
            trzeba było do niego zachęcać. Złożono 699 wniosków, dotyczących głównie budowy
            dróg i kanalizacji z oczyszczalniami ścieków. Pieniądze trafiły także do 205
            firm zajmujących się przetwórstwem żywności.
            MR za Głosem Szczecińskim
            26-01-2004
            • robisc Re: Dzień nr 96 - chcieć to móc ;) 27.01.04, 18:35
              Też czytałem, że prawdopodonie SAPARD wyjdzie, po początkowych
              niepowowdzeniach (w przeciwieństwie do ISPY). Wymagało trochę czasu, żeby
              urzędnicy z ARMiR wdrożyli sie w porcedury. Tak naprawdę największym wrogiem
              wykorzystania unijnych funduszy (poza brakiem środków na współfinansowanie)
              może okazać się nieodpowiednie przygotowanie naszych urzędników. Wnioski są
              skomplikowane i wiele z nich trzeba sorządzać po angielsku.

              Podobno juz powstaje zupełnie nowa grupa zawodowa - doradcy unijni. Bez
              wątpienia część z nich odniesie sukces zawodowy.
              • franzmaurer Dzien 95 - 28.01.04, 12:32
                Ciekawe ile zarabiają takie mendy ktore nie sa w stanie przez pół roku
                przygotować odpowiednich wniosków dotyczących przesunięcia milionów ojro...

                Wsparcie inwestycji mocno ograniczone
                www.pb.pl/content.aspx?sid=6384&id=274472
                Polska ma kłopot z przesunięciem środków na najpopularniejszy program PHARE
                2001.

                Już po pierwszym terminie składania wniosków, czyli na przełomie LIPCA i
                SIERPNIA 2003 r., stało się jasne, że zapotrzebowanie na dofinansowanie z
                Funduszu Dotacji Inwestycyjnych PHARE 2001 Spójność Społeczna i Gospodarcza
                wielokrotnie przerośnie możliwości budżetowe programu. We wrześniu Polska
                Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przygotowała dla resortu gospodarki i pracy
                informację, z której wynikało, że w ramach FDI 2001 przedsiębiorcy są w stanie
                wykorzystać dodatkowe 45 mln EUR (około 198 mln zł). Ministerstwo rozpoczęło
                działania, aby przesunąć środki na ten cel z programów PHARE 2001, w których
                zostały oszczędności.
                Do polskiego przedstawicielstwa Komisji Europejskiej wniosek trafił jednak
                dopiero w GRUDNIU.

                Za późno na negocjacje
                Pierwotnym terminem zakończenia kontraktacji w ramach PHARE 2001 był 15 grudnia
                2003 r. Polska, jako jedyny z krajów objętych PHARE uzyskała zgodę na jego
                przedłużenie, i to aż o dwa miesiące. Jednak i to okazało się za mało. Wniosek
                o realokację wpłynął do Komisji Europejskiej zbyt późno, aby można było
                optymalnie przesunąć pieniądze (45 mln EUR).

                — Możliwości realokowania środków są ograniczone do 15 proc. budżetu memorandum
                finansowego, w którym pojawiają się oszczędności lub niewykorzystane środki.
                Większa realokacja lub innego rodzaju przeznaczenie środków wymagałoby
                konsultacji reprezentantów państw członkowskich i nowej decyzji Komisji
                Europejskiej, a na to nie ma czasu. Liczę jednak, że tak jak w latach
                poprzednich, uda się dokonać realokacji mieszczących się w tych regułach. Musi
                się to dokonać przed 15 lutego, gdy upływa termin kontraktacji — mówi John
                O’Rourke, pierwszy radca, koordynator PHARE i ISPA w polskim
                przedstawicielstwie Komisji Europejskiej.

                Strona polska próbuje ratować sytuację, starając się o przesunięcie środków z
                oszczędności poczynionych przy realizacji projektów.

                — Koncentrujemy się na tym, by wykorzystać środki, które udało się zaoszczędzić
                w wyniku przetargów — 11 mln EUR. Kilkanaście przetargów trwa, więc kwota ta
                może się zwiększyć. Na poczet wcześniejszych oszczędności wnioskowaliśmy już o
                przesunięcie 8 mln EUR. Do tego dochodzą środki z przypadków, w których
                procedury przetargowe unieważniono. Takich sytuacji było kilka. Mam nadzieję,
                że uda nam się realokować co najmniej 20 mln EUR — mówi Tadeusz Kozek,
                podsekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, odpowiedzialny
                za negocjacje w sprawie realokacji środków.

                Uciekające miliony
                Przesunięcie środków na FDI zmniejszy co prawda skalę niewykorzystanych środków
                z PHARE 2001, jednak nie można zapominać o znacznie większych kwotach, które
                nigdy nie zostaną wykorzystane. Nieoficjalnie mówi się o 30-40 mln EUR. Strona
                polska zapewnia, że nie widzi takiego zagrożenia, fakty mówią jednak coś
                innego. Trwają prace nad przygotowaniem około 140 projektów ubiegających się o
                środki z PHARE 2001. Większość trafi do Komisji Europejskiej w ostatniej
                chwili.

                — Wiele terminów przetargów ustalono na koniec stycznia. Pozostałe będą
                rozstrzygnięte w pierwszej połowie lutego — mówi Tadeusz Kozek.

                Czy tych kilka dni wystarczy Komisji Europejskiej na właściwą ocenę projektów?
                Nie mówiąc już o czasie potrzebnym na ewentualne uzupełnienia i wyjaśnienia?
                Niewykluczone, że Unia postanowi w końcu utrzeć Polsce nosa pokazując, jak
                kiepsko radzimy sobie z wydawaniem środków pomocowych.
                • robisc Re: Dzien 95 - 29.01.04, 22:41
                  Wczoraj byłem na kolacji z ważnym klientem. W czasie rozmowy przedstawiciel
                  zarządu wspomniał, że jego firma w 2003 r. złożyła dwa wnioski o
                  dofinansowanie inwestycycji z dwóch różnych programów pomocowych. I nie
                  dostała dofinansowania z żadnego, pomimo, że prawidłowo wypełniła wnioski.
                  Okazało się, że nie wystarczyło środków, a pierwszeństwo w uzyskaniu grantów
                  było przyznawane wg niejasnych kryteriów. Firma podejrzewa, że srodki zostały
                  podzielone wśród "swoich" zanim jeszcze rozpoczęto oficjalne procedury
                  rozpatrywania wniosków (firma ma "zasady" i nie daje łapówek). Nie pierwszy to
                  klient, od którego słyszę takie informacje. Korupcja przy rozdzielaniu
                  niektórych funduszy pomocowych kwitnie w najlepsze. Nie dziwcie sie więc, że
                  wolę abyśmy do UE weszli z innym rządem. Po co dokarmiać tak długo postkomunę.
    • robisc Dzień 94 29.01.04, 20:56
      2004.01.29 13:49
      Unia stawia firmy pod murem

      Jak negocjacje Polski z Brukselą mogły doprowadzić do bankructwa jednego z
      najważniejszych pracodawców Dolnego Śląska.

      Już wiadomo, że wstąpienie Polski do Unii Europejskiej nie będzie rajem dla
      wszystkich przedsiębiorstw. A to między innymi z powodu negocjacji naszego
      rządu z Piętnastką. Firmy spożywcze muszą wdrożyć unijne certyfikaty, a wielu
      przetwórców mięsa nie spełnia norm ustanowionych przez Brukselę. Są też i
      tacy, których wykończą przyznane Polsce limity produkcji. Tak mogłoby się stać
      w przypadku amerykańskiego Cargill’a, który pod Wrocławiem produkuje pewien
      słodzik. Ale firma znalazła sposób na rozwiązanie problemu...

      Cargill, w jedyną w Polsce fabrykę wytwarzającą tak zwaną izoglukozę,
      zainwestował kilka lat temu ponad 100 mln dolarów. Jeden z
      najnowocześniejszych zakładów w naszym kraju postawił w podwrocławskich
      Bielanach. Pracę znalazło tu ponad 100 osób. A co najważniejsze, rolnicy z
      Dolnego Śląska i Opolszczyzny zyskali najważniejszego odbiorcę pszenicy. To
      znacznie podratowało ich sytuację – nie mieli już większych problemów ze
      zbytem plonów. Protestowali tylko ci, którzy sadzili buraki cukrowe.

      Zadowoleni byli natomiast producenci soków i dżemów – mieli w kraju wytwórcę
      słodzika, który znacznie lepiej niż cukier buraczany nadaje się do produkcji
      ich wyrobów. Magia izoglukozy polega bowiem na tym, że jest ciekła - to
      znacznie skraca czas produkcji i podwyższa jakość.

      Tymczasem negocjacje Polski z Piętnastką mogły doprowadzić do zamknięcia
      fabryki Cargilla w Polsce. Nasz rząd wynegocjował bowiem tylko 27 tys. ton
      rocznego limitu produkcji izoglukozy. A moce podwrocławskiej fabryki są
      pięciokrotnie wyższe. A stało się tak dlatego, że podczas ustalania kwot
      produkcyjnych wzięto pod uwagę nie ten co trzeba okres referencyjny – lata, w
      który w Polsce produkcja izoglukozy praktycznie nie istniała. Przypadek,
      niedopatrzenie, czy celowe działanie? Dziś trudno wyrokować...

      Cargill przeszło rok zastanawiał się co z tym fantem zrobić. Zażądał nawet od
      polskiego rządu wysokiego odszkodowania – ponad 130 mln dolarów. Sprawa
      kilkakrotnie stawała na posiedzeniach Rady Ministrów. Bezskutecznie. Polska
      nie zdecydowała się na przyznanie się do błędu. Sprawą ma teraz zająć się
      międzynarodowy sąd arbitrażowy.

      Amerykańska firma, jej fabryka pod Wrocławiem, zatrudnieni w niej ludzie i
      rolnicy pozostawieni zostali samym sobie. Na szczęście, dziś Cargill ogłosił,
      że nie zamknie swojego zakładu. Rozpocznie natomiast produkcję nowej
      substancji. Będzie nią... spirytus.

      - Wybudowaliśmy nowoczesną gorzelnię i rozpoczniemy produkcję spirytusu ze
      zbóż – mówi Małgorzata Jarocka, dyrektor handlowy Cargill Polska.
      Na początku Cargill zamierza swój nowy produkt dostarczać przemysłowi
      spożywczemu. Jak udało się nam dowiedzieć trwają też negocjacje z producentami
      roślinnych komponentów do biopaliw.

      Wygląda więc na to, że Aleksandrowi Gudzowatemu, który jako pierwszy w Polsce
      chciał robić interesy na biopaliwach rośnie konkurencja.

      Tomasz Bonek

      www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/20040129/56530/
    • robisc Dzień 92 30.01.04, 22:55
      Czy po wejściu do UE znikną ulgi celne dla księży?
      Artykuł pochodzi z "Podatkowego przeglądu prasy" przygotowanego przez
      PricewaterhouseCoopers

      Gazeta Wyborcza

      Czy w związku z wejściem do Unii Europejskiej i koniecznością likwidacji ulg
      celnych dla księży Polska będzie musiała renegocjować konkordat z Watykanem?
      Niewykluczone - mówią eksperci od prawa europejskiego. Niekoniecznie - mówi
      biskup Pieronek.





      Prawo europejskie nie przewiduje ulg i zwolnień celnych dla samochodów i
      komputerów dla Kościołów i związków wyznaniowych. Potwierdził to w rozmowie
      z "Gazetą" rzecznik prasowy Ministerstwa Finansów Wiktor Krzyżanowski.
      Polskie prawo celne, zgodnie z ustaleniami z konkordatu i ustaw
      wokółkonkordatowych, na takie ulgi zezwala. Dostosowanie do prawa Unii wymaga
      zlikwidowania ulg, a to - zdaniem ekspertów zajmujących się prawem unijnym -
      może w najgorszym wypadku oznaczać konieczność renegocjowania konkordatu, gdyż
      bez tego ulg dla księży nie można odebrać.

      Rząd za wszelką cenę chciałby tego uniknąć, gdyż konkordat był negocjowany na
      początku lat 90. w wielkich bólach, a potem były spore kłopoty z jego
      ratyfikacją. (...)

      Rząd zresztą już się raz sparzył, próbując odebrać ulgi księżom od 1 stycznia
      2004 r. Kościół wówczas zaprotestował, zmuszając decydentów do przywrócenia
      ulg, ale na razie tylko do końca kwietnia br.(...)

      Jacek Pawlicki

      www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=1007203&type_id=1&display=4&order=&priority=1-20
    • robisc Dzień 91 31.01.04, 22:35
      Jest duże zainteresoenie przedsiebiorców programami pomocowymi opisanymi
      ponizej. Jetsem pewien, że akurat te pieniądze wykorzystamy bez problemu.


      UE Ponad 2 mld euro na walkę z bezrobociem
      Pierwsze projekty w marcu

      Polska może otrzymać ponad 2 mld euro z budżetu unijnego na walkę z
      bezrobociem. Na początku przyszłego tygodnia Bruksela oficjalnie powie nam, że
      zaakceptowała rządowe programy. Ale wniosków o pieniądze z unijnej kasy nie
      można składać, dopóki prezydent nie podpisze ustawy o zamówieniach publicznych.

      Pieniądze z Europejskiego Funduszu Społecznego finansują aktywną walkę z
      bezrobociem. Polska otrzyma w najbliższych latach ponad 2 mld euro z tego
      źródła. Wiceminister gospodarki Marek Szczepański powiedział wczoraj
      dziennikarzom w Brukseli, że pierwsze projekty, które mogą liczyć na te
      pieniądze, będą akceptowane w marcu. Najpierw całość środków wyłoży polski
      budżet, a potem - co kwartał na podstawie przesłanych rachunków - Bruksela
      będzie refundowała część kosztów. Przeciętnie będzie to ok. 75 proc. budżetu
      danego programu.

      O pieniądze będzie się mogła ubiegać administracja lokalna, jak również
      prywatne firmy. Powiat chcący przekwalifikować 100 górników będzie to mógł
      zrobić za pieniądze z EFS. A właściciel prywatnego sklepu może dostać
      dofinansowanie na zatrudnienie konkretnego górnika. Z założenia po wyszkoleniu
      i zdobyciu doświadczenia sprzedawcy będzie on miał już wystarczające
      kwalifikacje, żeby szukać pracy samodzielnie.

      Z pieniędzy unijnych będą też finansowane programy równouprawnienia zawodowego
      kobiet. Na przykład kwalifikacje wykształconej pracowniczki po kilku latach
      urlopu macierzyńskiego mogą być już niewystarczające. Wtedy koszty nowego
      szkolenia mogą częściowo pokryć unijne fundusze.

      Żeby wykorzystać kwotę ponad 2 mld 40 mln euro, Polska musi przedstawić
      projekty i podpisać umowy z ich wykonawcami do końca 2006 roku. Pieniądze na
      te programy mogą jeszcze płynąć do końca 2008 roku. Projekty będą rozpatrywane
      i akceptowane przez urzędy wojewódzkie oraz oddziały Agencji Rozwoju
      Przedsiębiorczości i Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych. Komisja
      Europejska będzie mogła ex post kontrolować wybrane programy. Jeśli uzna, że
      pieniądze zostały wydane niezgodnie z unijnymi regulacjami, to po prostu nie
      przekaże swojej części budżetu.

      Anna Słojewska z Brukseli

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040131/ekonomia/ekonomia_a_15.html
    • robisc Dzień 89 02.02.04, 21:14
      Polska - Unia Europejska Rząd zamierza pozwać Brukselę za łamanie warunków
      integracji wsi
      Członkostwo zacznie się od procesu

      Zaraz po przystąpieniu Polski do UE rząd najprawdopodobniej pozwie Komisję
      Europejską do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z powodu złamania
      ustalonych w traktacie akcesyjnym warunków integracji rolnictwa - dowiaduje
      się "Rz". Przygotowania do złożenia ewentualnego pozwu rozpoczęli już eksperci
      Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej.

      Spór toczy się przede wszystkim o dopłaty bezpośrednie, które zostały bądź
      zostaną wprowadzone już po zamknięciu rokowań członkowskich w grudniu 2002
      roku. Rząd uważa, że powinny one objąć od razu w pełnym wymiarze polskich
      rolników i to w tym samym terminie, co farmerów z krajów "15". Dopłaty te są
      bowiem rekompensatą za obniżenie gwarantowanych cen skupu, które zmniejszą
      dochody także producentów żywności w naszym kraju. Ich wypłata w pełnym
      wymiarze jest warunkiem zachowania konkurencyjności przez polskich rolników,
      gdy po 1 maja zniknie ochrona celna krajowego rynku żywności.

      Polscy eksperci powołują się także na argumenty prawne. Ich zdaniem w
      traktacie akcesyjnym zapisano, że rozłożenie na 10 lat okresu dochodzenia
      przez polskich rolników do pełni dopłat dotyczy tylko pomocy określonej w 1259
      rozporządzeniu Rady UE z 1999 roku.

      Komisja się nie zgadza

      Inaczej ustalenia z Kopenhagi rozumie jednak Komisja Europejska. Jej zdaniem
      polscy rolnicy powinni otrzymać w pełnym wymiarze wszystkie dopłaty dopiero w
      2013 roku, niezależnie od tego, kiedy zostały wprowadzone. - Jesteśmy w 100
      procentach pewni, że wygramy ewentualny proces - powiedział nam wczoraj
      rzecznik komisarza ds. rolnych UE Gregor Kreuzhuber. Jego zdaniem Komisja ma w
      tej sprawie pełne poparcie wszystkich krajów "15". - Objęcie okresem
      przejściowym wszystkich dopłat jest zgodne zarówno z literą, jak i duchem
      traktatu akcesyjnego - uważa Kreuzhuber.

      Bruksela zamierza w tym roku przyznać polskim rolnikom 25 proc. pełnego
      wymiaru uzupełnione do 40 proc. ze współfinansowanego przez UE i rząd programu
      rozwoju obszarów wiejskich.

      Skala sporu rośnie wraz z kolejnymi propozycjami Brukseli cięć w cenach skupu
      (przy jednoczesnej rekompensacie w postaci dopłat bezpośrednich) tak
      podstawowych produktów jak masło, cukier, oliwa, bawełna, tytoń, orzechy,
      rośliny do produkcji oleju napędowego. Zdaniem KE w przyszłości reforma będzie
      musiała objąć kolejne podstawowe produkty rolne, bo inaczej unijni eksporterzy
      nie będą konkurencyjni na rynkach światowych, a Wspólnota zostanie pozwana za
      nieuprawniony protekcjonizm przed Światową Organizację Handlu (WTO).

      Kto przygotuje pozew

      W ostatnich tygodniach polskie władze próbowały w sposób ugodowy rozwiązać
      spór. Minister rolnictwa Wojciech Olejniczak kilkakrotnie rozmawiał w tej
      sprawie z komisarzem ds. rolnych Unii Franzem Fischlerem. Polscy dyplomaci
      podjęli interwencję w Radzie UE. Starania te spełzły jednak na niczym. Jedną z
      przyczyn twardego stanowiska UE są względy finansowe: do 2013 roku łączny
      budżet Unii został zamrożony (na poziomie ok. 43 mld euro rocznie). Przyznanie
      polskim rolnikom większych dopłat musiałoby zatem oznaczać odebranie części
      wsparcia zachodnim farmerom. I to tym bardziej że dodatkowa pomoc dla Polski
      musiałaby także objąć pozostałe kraje przystępujące w maju do Unii.

      Wygrać procesu z Brukselą nie będzie jednak łatwo. Dla KE pracuje szeroki
      zespół wysokiej klasy prawników. Dlatego w ostatnich dniach w polskiej
      administracji trwał spór, kto ma przygotować pozew. Z naszych informacji
      wynika, że zajęcia się sprawą stanowczo odmówił wiceminister rolnictwa
      odpowiedzialny za sprawy integracji Jerzy Plewa. Wstępnie uznano, że pozew
      przygotują sekretarz UKIE Jarosław Pietras, choć Urząd najprawdopodobniej
      zostanie rozwiązany niedługo po przystąpieniu Polski do Unii.

      Nie jest wykluczone, że pozew obejmie także inne warunki integracji wsi, w tym
      propozycje Brukseli zamrożenia do 2015 roku limitów produkcji mleka na
      poziomie 8,9 mld litrów. Polska miała nadzieję, że limit ten będzie można
      zrewidować w górę po 2 - 3 latach członkostwa.

      Do tej pory nie zdarzyło się, aby kraj przystępujący do UE zaczynał
      członkostwo od procesowania się z Brukselą. Jednak polscy politycy są
      zdeterminowani. - Nie ma zgody na modyfikację ustaleń akcesyjnych - mówił
      niedawno Józef Oleksy, wówczas przewodniczący Sejmowej Komisji Europejskiej.
      Zaś premier Leszek Miller zapowiedział, że "polski rząd niezwykle stanowczo
      zareaguje na zmianę tego, co ustaliliśmy w Kopenhadze".

      Jędrzej Bielecki

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040202/ekonomia/ekonomia_a_1.html
      • robisc KE się z nas smieje 02.02.04, 22:32
        a Olejniczak (min. rolnictwa) w TVN-ie dementuje doniesienia Rzepy. Podobno
        powołał jedynie zespół do zbadania możliwości zaskarżenia KE.

        Błędy naszych negocjatowrów będą wychodzić po koleii, a rząd będzie próbował
        ratować twarz za wszelką cenę. A chłopi i tak po żniwach wyjdą na drogi.
    • robisc Dzień 88 03.02.04, 20:02
      Unijne dochodzenie przeciwko Polsce
      Wtorek, 3 lutego 2004
      Dzień po informacji, że polski rząd rozważa zaskarżenie Komisji Europejskiej
      przed Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu, KE wszczęła dochodzenie
      przeciwko Polsce. To pierwsze tego typu dochodzenie przeciwko przyszłemu
      państwu członkowskiemu Unii.

      RMF AF
      Komisja Europejska straciła cierpliwość: od września ubiegłego roku domagała
      się od polskiego rządu dokumentów, które uzasadniałyby konieczność udzielania
      rekompensat elektrowniom za zerwanie 20-letnich kontraktów (zerwanie tych umów
      to konsekwencja liberalizacji rynku energii elektrycznej).

      Musimy wiedzieć, po pierwsze – jaka jest cena kontraktu, a po drugie - kto ma
      skorzystać z tej pomocy – tłumaczy rzecznik KE. I dodaje, że bez tych danych
      nie da się wiarygodnie wyliczyć rekompensat.

      W brukselskich kuluarach mówi się, że właśnie na takich niejasnościach
      zależało polskim władzom, aby mogły przyznawać pieniądze - ile i komu chcą.

      Dodajmy, że Bruksela zgadza się w szczególnych przypadkach na pomoc publiczną
      dla firm, ale żąda przejrzystych reguł. Polska strona stwierdziła jednak, że
      rekompensata dla firm energetycznych nie jest pomocą publiczną i odmówiła
      przekazania danych.

      Dlaczego polskie władze tak zaciekle bronią prawa elektrowni do
      niekontrolowanych, niczym nieograniczonych dotacji z kieszeni polskiego
      podatnika? Czyżby chodziło naciski energetycznego lobby... Ostatnio dało o
      sobie znać przy wymianie ministra skarbu...

      www.rmf.fm/wiadomosci/
      • robisc Jakieś kiepskie wieści dzisiaj 03.02.04, 23:58
        UE/ Polska nie nadrobiła w pełni żadnej z poważnych zaległości


        03.02.2004 Bruksela (PAP) - Ostatnie spotkanie ekspertów polskiego rządu i
        Komisji Europejskiej poświęcone przygotowaniom do członkostwa UE wykazało w
        poniedziałek, że nie udało się w pełni nadrobić żadnej z istotnych zaległości
        wytkniętych Polsce w listopadzie.

        Podsekretarz stanu w UKIE Jarosław Pietras zasłaniał się poufnością rozmów,
        kiedy dziennikarze pytali go po spotkaniu, ile z dziewięciu poważnych
        zaległości nadrobiła Polska od czasu ich wyliczenia przez Komisję w raporcie o
        stanie przygotowań Polski z 5 listopada.

        Zapewnił tylko, że nastąpił postęp w rybołówstwie i że Polska jest gotowa do
        kontroli chorób ziemniaka. Jako sukces podał też skierowanie ustawy o
        zamówieniach publicznych do podpisu prezydenta.

        Zwłoka w jej uchwalaniu spowodowała miesięczne opóźnienie w uruchomieniu
        projektów, które będą współfinansowane z unijnych funduszy strukturalnych i
        spójności.

        "Oczywiście są obszary, które nadal są znacznym przedmiotem zainteresowania
        Komisji - niewątpliwie wszystko, co dotyczy rolnictwa, począwszy od
        organizacji rynków rolnych, poprzez kwestie weterynaryjne aż do agencji
        płatniczej" - przyznał jednak.

        "Innym poważnym obszarem, któremu Komisja się przygląda, jest restrukturyzacja
        sektora stalowego" - dodał Pietras. Nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi, czy
        Polska dostarczyła szczegółową listę pomocy państwa dla spółek hutniczych, w
        tym PHS.

        Rząd obiecywał jej dostarczenie do końca zeszłego roku. Pytany, czy lista
        trafiła już do Brukseli, Pietras odpowiedział tylko, że "26 stycznia
        dostarczyliśmy kilkaset stron informacji, którą trudno szybko ocenić".
        Zapowiedział, że do połowy lutego Polska przyśle informacje o pomocy państwa
        we wszystkich sektorach.

        Poinformował, że w sumie trzeba jeszcze uchwalić 22 ustawy, w tym trzy
        weterynaryjne, które miały być początkowo przyjęte przed końcem ubiegłego
        roku. Pytany o stan dostosowań zakładów mięsnych i mleczarskich do unijnych
        standardów weterynaryjnych i sanitarnych, odpowiedział, że nie może wchodzić w
        kompetencje wiceministra rolnictwa Jerzego Pilarczyka.

        Pietras wyraził przekonanie, że tak czy inaczej Komisja Europejska nie
        uruchomi klauzul chroniących unijny rynek przed zakłóceniami, jakie mogłoby
        spowodować włączenie do niego niedostosowanej Polski. Przyznał, że jeśli
        Polska nie zdąży na przykład z wdrożeniem systemu IACS niezbędnego do
        rozdziału dopłat bezpośrednich dla rolników, ukarze się sama, gdyż po prostu
        należne dopłaty nie trafią do odbiorców.

        Wcześniej urzędnicy Komisji mówili PAP, że na trzy miesiące przed wejściem do
        UE nadal nie ma pewności, czy Polska zdąży z przygotowaniami i czy będzie
        mogła od początku w pełni korzystać z tego, co wynegocjowała z Unią.

        "Polacy lubią trzymać nas w napięciu do ostatniej chwili. Często przystępują
        do pracy w ostatniej chwili. Dzięki artykułom prasowym i nagłej mobilizacji
        raz im się udaje dotrzymać słowa, innym razem przybiegają na metę pięć po
        dwunastej" - śmieje się jeden z eurokratów, zastrzegając anonimowość.

        "Jeżeli polskie władze podtrzymają tempo (przygotowań), które osiągnęły w
        ostatnich tygodniach, nadal mogą zdążyć, ale oczywiście nie ma takiej
        gwarancji" - odpowiedział dyplomatycznie na pytanie PAP w tej sprawie Gregor
        Kreuzhuber, rzecznik komisarza UE ds. rolnictwa Franza Fischlera .

        "Polskie władze nie dostaną czeku in blanco, ale nie byłbym pesymistą.
        Wreszcie robią one to, co niezbędne, żeby pieniądze mogły zacząć płynąć po
        przystąpieniu" - dodał. [powrót]

        euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=52629
      • franzmaurer Re: Dzień 88 04.02.04, 08:25
        robisc napisał:

        > Komisja Europejska straciła cierpliwość: od września ubiegłego roku domagała
        > się od polskiego rządu dokumentów, które uzasadniałyby konieczność udzielania
        > rekompensat elektrowniom za zerwanie 20-letnich kontraktów (zerwanie tych
        > umów to konsekwencja liberalizacji rynku energii elektrycznej).

        A z drugiej strony takie coś:
        Likwidacja kontraktów długoterminowych w energetyce pozwoli bankom przejąć
        majątek trzech dużych producentów energii elektrycznej i ciepła. EC Nowa
        Sarzyna, Zielona Góra i Elcho to potencjalni bankruci. Wraz z KDT runš podstawy
        finansowania projektów. Podobno zachodni inwestorzy już szukajš drogi ucieczki.

        więcej: www.pb.pl/content.aspx?sid=wiadomosci&id=276025
    • robisc Dzień 87 - znowu minorowo 04.02.04, 22:36
      2004.02.04 11:06
      Kontrowersje wokół nowych dopłat dla rolników UE

      Prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Jarosław Kalinowski uważa, że Polska
      poniesie miliardowe straty wskutek zaniedbania polskich interesów dotyczących
      wspólnej polityki rolnej Unii Europejskiej. W wywiadzie dla "Sygnałów Dnia"
      Pierwszego Programu Polskiego Radia szef PSL powtórzył, że domaga się dymisji
      ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza i minister do spraw
      europejskich Danuty Huebner.

      Ministrowie ci - zdaniem ludowców - zlekceważyli zagrożenie wynikające z
      artykułu 23 Traktatu Akcesyjnego Unii Europejskiej. Chodzi o nowowprowadzane
      dopłaty bezpośrednie dla rolników. Opierając się o ten zapis, Komisja
      Europejska zakłada, że polscy rolnicy także do tych nowych dopłat będą
      dochodzić stopniowo, podczas, gdy farmerzy z Unii otrzymają je w pełnym
      wymiarze. Według założeń Komisji Europejskiej, polscy rolnicy otrzymaliby
      pełne dotacje, taże te nowe, dopiero w 2013 roku, niezależnie od tego, kiedy
      zostaną wprowadzone. Jarosław Kalinowski uważa, że traktowanie Polski w ten
      sposób jest bezprawne, gdyż Traktat Akcesyjny przewidywał stopniowe
      wprowadzanie tylko już istniejących dopłat. Według niego, należy rozważyć
      pozwanie Komisji Europejskiej do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z
      powodu złamania ustalonych w Traktacie Akcesyjnym warunków integracji
      rolnictwa.

      Ludowcy zapowiadają, że jeżeli premier nie odwoła Cimoszewicza i Huebner, to
      PSL zadziała na forum parlamentarnym. Prezes Kalinowski nie chciał powiedzieć,
      czy będą to wnioski o wotum nieufności czy o odpowiedzialność przed Trybunałem
      Stanu.

      Odnosząc się do tych zarzutów minister spraw zagranicznych Włodzimierz
      Cimoszewicz powiedział, że po wejściu do Unii polscy rolnicy otrzymają wiele
      nowych dopłat, o których wcześniej nie było mowy. Potwierdził jednocześnie, że
      na pełen wymiar, także tych nowych dotacji, będą musieli czekać kilka lat.
      Zdaniem szefa MSZ, podczas negocjacji Traktatu Akcesyjnego, nie istniała
      możliwość zastrzeżenia dla polskich rolników pełnych dotacji, które Unia
      uchwaliła już po zakończeniu negocjacji akcesyjnych.

      Z kolei podsekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej
      Jarosław Pietras powiedział, że na razie Polska nie szykuje skargi do unijnego
      Trybunału przeciwko Komisji Europejskiej. Jarosław Pietras dodał, że sprawa
      wymaga dokładnych analiz prawnych. Pietras zaznaczył, że podejmujac decyzje o
      wniesieniu skargi do unijnego Trybunału trzeba mieć pełne przekonanie, że
      postępujemy zgodnie z wszelkimi regułami gry. Jednocześnie zaznaczył, że
      Polska nie mogłaby wystąpić z takim wnioskiem do Trybunału zanim nie stanie
      się członkiem Unii Europejskiej.

      Jarosław Pietras podkreślił, że nie oznacza to , iż przed 1 maja Unia może
      robić w stosunku do Polski co jej się podoba. Dodał, że Unia musi postępować
      zgodnie z artykułem 23, a to oznacza, że reformy obejmujące wszystkie państwa
      członkowskie muszą objąć także Polskę. Nie może też zrobić żadnego kroku,
      który nie ma związku ze zmianami w całej Unii Europejskiej.

      www.money.pl/gospodarka/krajswiat/20040204/57002/
      • robisc Re: Dzień 87 - tanie rozszerzenie 04.02.04, 22:40
        Za tanie? Eurosceptycy tak mówili, ale co oni tam wiedzą, wstętne eurofoby.

        UE: 3,5 mld składki dla nowych
        04.02.2004 19:31 (aktualizacja 20:38)

        Starzy członkowie UE zapłacą w tym roku nowym 3,5 mld euro / RMF FM
        Dotychczasowe 15 państw członkowskich UE zapłaci w tym roku "na czysto" 10
        nowym członkom Unii tylko 3,5 mld euro. Nieco ponad połowa trafi do Polski.
        Tak wynika ze środowych propozycji budżetowych Komisji Europejskiej.

        Pierwsze wypłaty z funduszy strukturalnych dla uboższych regionów Unii, z
        funduszu spójności dla biedniejszych krajów, wsparcie rozwoju wsi, rynków
        rolnych, uszczelnienia granic zewnętrznych i badań naukowych, rekompensaty
        budżetowe i zaległa pomoc przedczłonkowska - wszystko to sięgnie 5,1 mld euro.

        To faktyczny tegoroczny koszt rozszerzenia Unii. Ale równocześnie nowi
        członkowie zapłacą składki w łącznej wysokości 3,25 mld euro, z czego Polska
        1,34 mld. Więc koszt dla Piętnastki sięgnie zaledwie 1,85 mld euro, mniej niż
        0,02 proc. jej dochodu narodowego brutto.

        Stąd spodziewany "czysty zysk" nowych państw członkowskich będzie jednak
        wyższy, bo otrzymają około 1,70 mld euro niewykorzystanych dotychczas
        pieniędzy, przyznanych w poprzednich latach w ramach funduszy
        przedczłonkowskich PHARE, ISPA i SAPARD.

        Dzięki tym zaległym pieniądzom, a także rekompensacie finansowej, Polsce na
        pewno nie grozi pozycja płatnika netto - zapewniła dziennikarzy komisarz UE
        ds. budżetu, Niemka Michaele Schreyer.

        Przyznała, że będzie to tanie rozszerzenie. Podkreśliła jednak, że transfery
        pieniężne ze starych do nowych państw członkowskich wzrosną w następnych
        latach i w okresie 2004-2006 mogą sięgać razem 12-15 mld euro.

        Schreyer przedstawiła w imieniu Komisji Europejskiej propozycję poprawek do
        budżetu Unii, niezbędnych w związku z przystąpieniem do niej 1 maja 10 nowych
        państw, w tym Polski.

        To czysta formalność, ponieważ "decyzja polityczna" rządów unijnych i
        Parlamentu Europejskiego w tej sprawie zapadła już w grudniu, gdy decydowano o
        tegorocznym wspólnym budżecie dla Piętnastki.

        Powyższe wyliczenia dotyczą spodziewanych faktycznych przepływów finansowych.
        Znacznie korzystniej dla nowych państw wygląda bilans nowych zobowiązań
        budżetu unijnego wobec nich. W tej rubryce zarezerwowano dla nowych członków
        11,8 mld euro, z których ponad połowa przejdzie na następne lata.

        Funduszy strukturalnych i spójności nie sposób bowiem wykorzystać w ciągu
        jednego roku, gdyż trzeba w tym celu opracować projekty, zatwierdzić je,
        zakontraktować, znaleźć środki własne na współfinansowanie.

        Te 11,8 mld euro to nieco ponad 10 proc. planowanych zobowiązań tegorocznego
        budżetu, mającego sięgnąć w tej rubryce (zobowiązań) 111,3 mld euro. Natomiast
        wspomniane 6,8 mld euro wypłat będzie stanowiło 7 proc. zobowiązań.

        Jacek Safuta

        biznes.interia.pl/news?inf=468965
    • robisc Dzień 86 - kolejne wydatki 05.02.04, 23:55
      których nie ma z czego sfinansować.

      Polska/ Władze muszą zabezpieczyć pieniądze na zdrowie po akcesji do UE


      05.02.2004 Warszawa (PAP) - Rząd pracuje nad nowelizacją ustawy dostosowującej
      polski system opieki zdrowotnej do przepisów unijnych. Nowe regulacje muszą
      obowiązywać od 1 maja tego roku, a na ich realizację polskie władze powinny
      zabezpieczyć odpowiednie kwoty.

      Unijne przepisy dają prawo do bezpłatnego leczenia w Unii na podstawie druku
      E111 podróżnym z innych państw członkowskich, pod warunkiem że leczenie jest
      niezbędne i że choroba wystąpiła nagle. Zaplanowane leczenie za granicą wymaga
      uzyskania przez pacjenta zgody własnej instytucji ubezpieczeniowej na
      podstawie druku E112.

      Projekt nowelizacji ustawy o powszechnym ubezpieczeniu w Narodowym Funduszu
      Zdrowia, który będzie przedmiotem obrad Rady Ministrów w najbliższy wtorek,
      przyznaje prawo wydania zgody na planowe leczenie poza granicami Polski
      prezesowi funduszu.

      To NFZ ma też wydawać druki E111 osobom wybierającym się za granicę. "Od 1
      maja każdy, kto wyjeżdża do któregokolwiek kraju unijnego, powinien mieć ze
      sobą ten druk. Okazanie go w przypadku nagłego zachorowania zapewnia bezpłatne
      leczenie" - powiedziała PAP rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia Agnieszka
      Gołąbek.

      Jeśli jednak w danym kraju obowiązuje współpłacenie, np. przy każdej wizycie,
      pacjent uiszcza pewną sumę z własnej kieszeni. Także Polak będzie musiał taką
      kwotę zapłacić, a po powrocie do kraju nie będzie mógł ubiegać się o jej
      zwrot.

      W myśl projektu, to przede wszystkim fundusz ma być instytucją odpowiedzialną
      za rozliczenia leczenia pacjentów polskich w krajach unijnych i unijnych
      pacjentów w polskich placówkach medycznych. Jak powiedziała Gołąbek,
      rozliczenia odbywają się dwa razy w roku. Jeśli polski szpital przyjmie
      pacjenta z Unii, fakturę przekaże funduszowi i będzie musiał oczekiwać na
      zwrot pieniędzy.

      Wszystko wskazuje na to, że pieniądze na ten cel mają pochodzić z Narodowego
      Funduszu Zdrowia. "To kolejne zadanie, które jest przekazywane funduszowi bez
      dodatkowych pieniędzy" - powiedział PAP wiceprezes NFZ ds. finansowych Marek
      Mazur. Oznacza to, że plan finansowy funduszu będzie musiał być zmieniony
      przynajmniej jeszcze raz w tym roku.

      Mazur nie potrafił na razie podać kwoty, jaką NFZ powinien zabezpieczyć na
      rozliczenia z Unią. Pytany o rząd wielkości, odpowiedział, że może to być
      około 200 mln zł. Fundusz musi mieć jeszcze pieniądze na pokrycie kosztów
      administracyjnych (m.in. zatrudnienie dodatkowych pracowników, zakup
      komputerów i oprogramowania). W tym zakresie prawdopodobnie musi się liczyć z
      wydatkami około 15 mln zł.

      Na rozliczenia międzynarodowe za świadczenia zdrowotne w 1998 roku kraje Unii
      Europejskiej wydawały w przeliczeniu na jednego obywatela średnio 1,99 euro
      (najmniej Wielka Brytania - 0,36 euro; najwięcej Luksemburg - 116 euro).

      Unijne przepisy określają, że obywatel państwa członkowskiego UE może ubiegać
      się o planowe leczenie poza granicami swego kraju, jeśli w kraju macierzystym
      kolejka do danej terapii jest za długa. Władze odpowiedzialne za politykę
      zdrowotną w Polsce oraz w innych krajach obawiają się dużego wzrostu kosztów
      ze względu na orzeczenia Trybunału UE, który interpretuje prawo na korzyść
      pacjenta, nawet jeśli nie ma on zgody na leczenie (druk E112).

      W Polsce sytuacja jest o tyle skomplikowana, że wciąż nie ma - odwrotnie niż w
      większości krajów unijnych - wiarygodnych kolejek oczekiwania na deficytowe
      świadczenia medyczne ani standardów, w jasny sposób określających, jaki jest
      maksymalny czas oczekiwania na daną procedurę medyczną. Projekt pozwala
      ministrowi zdrowia (ale nie nakazuje) określenie w rozporządzeniu sposobu i
      kryteriów dopuszczalnego czasu oczekiwania "na wybrane świadczenia zdrowotne".

      Projekt ustawy przewiduje, że za terapię czy badania diagnostyczne niedostępne
      w Polsce, a wykonane za granicą, płaci budżet państwa. Na takie leczenie czy
      diagnostykę potrzebna jest zgoda ministra zdrowia.

      Można wnioskować, że autorzy projektu nie zapoznali się z wyrokiem Trybunału
      Konstytucyjnego, odnoszącego się do ustawy o NFZ. Artykuł traktujący o
      skierowaniu na leczenie za granicę za zgodą ministra zdrowia został do
      projektu nowelizacji niemal bez zmian przepisany z obecnie obowiązującej
      ustawy, mimo że Trybunał Konstytucyjny go uchylił. Uczynił to, bo zapis ten "w
      sposób niezgodny z art. 68 ust. 2 Konstytucji przyznaje ministrowi zdrowia
      ogólnie określoną kompetencję do wydawania skierowań na leczenie za granicą,
      nie wskazując kryteriów decydujących o wyborze tej lub innej kategorii osób
      wymagających takiego leczenia". [powrót]

      euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=52734
    • robisc Dzień 85 - co nagle to po diable 06.02.04, 21:56
      "Gazeta Prawna"/ Z pośpiechu może powstać kolejny bubel prawny


      06.02.2004 Warszawa (PAP) - Rząd musi zdążyć z dostosowaniem prawa
      telekomunikacyjnego do dnia wejścia Polski do Unii. Efektem pośpiechu może być
      kolejny bubel prawny, który natychmiast trzeba będzie nowelizować. Z drugiej
      strony za spóźnioną implementację grożą nam sankcje ze strony Komisji
      Europejskiej - pisze "Gazeta Prawna".

      Rzecz w tym, że czeka nas swoista rewolucja - nowy akt prawny zakładający
      zasadnicze zmiany systemowe. Do 1 maja 2004 r musimy przystosować 7 dyrektyw
      unijnych dotyczących tzw. łączności elektronicznej, które regulują m.in.
      kwestię zezwoleń, usług powszechnych czy przetwarzania danych osobowych
      użytkowników - informuje dziennik.

      Tymczasem prace nad projektem trwają od niedawna i mimo że odbywają się w
      ekspresowym tempie, możemy nie zdążyć z dostosowaniem prawa do przepisów
      unijnych. Polska nie wystąpiła o okres przejściowy w zakresie prawa
      telekomunikacyjnego, dlatego konieczne jest jego dostosowanie do dnia akcesji -
      podkreśla "GP". [powrót]

      [Harmonizacja polskiego prawa

      euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=52750
    • robisc Dzień 84 - pomoc publiczna 07.02.04, 21:37
      Czy pomoc publiczna udzielana przez polski rząd jest legalna?
      Bruksela już nas kontroluje


      Bruksela zadba lepiej - komentarz
      WYKRESY
      Kogo państwo wspiera


      Ile państwo przeznacza na pomoc firmom


      Komisja Europejska przeanalizowała kilkudziesiąt przypadków udzielenia w
      ostatnim czasie pomocy państwa w Polsce, które jej zdaniem mogą się okazać
      sprzeczne z unijnym prawem o konkurencji. Wśród nich jest utworzony przeszło
      rok temu program oddłużenia przedsiębiorstw oraz dokapitalizowanie Stoczni
      Gdynia 120 mln zł - dowiaduje się "Rz".

      Jeśli śledztwo komisji wykaże, iż Polska złamała unijne regulacje, to firmy,
      które skorzystały z pomocy, mogą zostać zmuszone do jej oddania. Zdaniem
      urzędników KE w traktacie akcesyjnym uzgodniono, że od zakończenia negocjacji
      członkowskich (13 grudnia 2002 roku) do przystąpienia Polski do UE (1 maja
      2004 roku) nasze władze będą zawiadamiać Komisję Europejską o pomocy państwa,
      która z powodu skali ma istotny wpływ na warunki konkurencji w ramach
      Jednolitego Rynku.

      Pomoc w ciszy

      Do tej pory Polska zawiadomiła Brukselę tylko o jednym takim przypadku:
      rekompensatach dla elektrowni za zerwanie wieloletnich umów na dostawę
      energii, co było niezbędne dla wymaganej przez Unię liberalizacji rynku.
      Tymczasem, uważają unijni eksperci, przypadków pomocy, która może okazać się
      sprzeczna z unijnymi regułami, jest znacznie więcej. Zwrócili się więc do
      polskich władz z prośbą o szczegółowe informacje, m.in. w sprawie
      dokapitalizowania Stoczni Gdynia, a także programu oddłużania przedsiębiorstw
      zainicjowanego przez Grzegorza Kołodkę. Zdaniem naszych brukselskich rozmówców
      takich przypadków jest kilkadziesiąt.

      Wszystkie 1 maja mogą zostać uznane przez KE za "nową" pomoc publiczną.
      Wówczas zgodnie z europejskim prawem wsparcie zostanie wypłacone pod warunkiem
      udzielenia na to zgody przez Brukselę. Jeśli wcześniej uzyskana przez
      przedsiębiorstwa pomoc okaże się w świetle unijnych regulacji nielegalna, może
      być konieczny jej zwrot.

      Reguły i wyjątki

      Bruksela często domaga się ograniczenia mocy produkcyjnych zakładom lub
      odsprzedania przez koncern części posiadanych przedsiębiorstw. W ten sposób
      chce zrekompensować pomoc konkurentom, którzy jej nie otrzymują, i zachować
      warunki równej konkurencji na rynku. Innym wymogiem jest przedstawienie
      gwarancji, że przedsiębiorstwo w potrzebie w ciągu 3 - 5 lat odzyska
      rentowność i nie zwróci się znów o pomoc. Na wsparcie publiczne mogą jednak
      liczyć firmy, które rozpoczną działalność w gorzej rozwiniętych regionach,
      inwestują w technologie sprzyjające ochronie środowiska lub potrzebują osłon
      socjalnych dla zwalnianych pracowników. Co roku Bruksela uznaje, że warunki
      takie spełnia pomoc publiczna o wartości około 90 mld euro.

      Zdaniem unijnych ekspertów szczególnie wiele wątpliwości wzbudza rozpoczęty
      latem 2002 roku program oddłużania przedsiębiorstw, który będzie trwał do
      przystąpienia Polski do Unii. Pozwala on na pozbycie się zadłużenia wobec ZUS
      czy skarbu państwa w zamian za 15 proc. wartości długu (w szczególnych
      przypadkach 1,5 proc.). Darowizny te nie są jednak obwarowane warunkami, które
      przewidują unijne regulacje.

      Niebezpieczny precedens

      Wątpliwości KE wzbudza też plan podniesienia kapitału Stoczni Gdynia przez
      skarb państwa. Zgodnie z ustaleniami planu restrukturyzacyjnego, którego
      zgodność z przepisami unijnymi stwierdził w połowie 2003 r. Urząd Ochrony
      Konkurencji i Konsumentów, kapitał ma wzrosnąć o 120 mln zł.

      Elżbieta Anders, rzeczniczka UOKiK, powiedziała, że dokapitalizowanie Stoczni
      Gdynia dodatkową kwotą będzie oznaczać konieczność zmiany planu
      restrukturyzacji i ponownego przedłożenia go UOKiK do zaopiniowania. - Wtedy
      ocenimy, czy planowana zmiana jest zgodna z przepisami - poinformowała.

      W piątek w Ministerstwie Skarbu Państwa odbyło się spotkanie akcjonariuszy
      Stoczni Gdynia z wiceministrem Ignacym Bochenkiem. Jak wyjaśniła Magda
      Nienałtowska, nie miało to związku z protestem Komisji Europejskiej w sprawie
      planów dokapitalizowania stoczni. Na 17 lutego zwołane jest zgromadzenie
      akcjonariuszy, którzy mają zdecydować o podwójnym uprzywilejowaniu co do głosu
      dla akcji nowej emisji, którą Stocznia Gdynia chce podnieść kapitał od 30 do
      300 mln zł.

      Dotychczas akcjonariusze nie składali deklaracji o zakupie nowych akcji.
      Jedynie skarb państwa przewidywał objęcie walorów za 120 mln zł. Powodem
      zamieszania są warunki dzierżawy przez Stocznię Gdynia od Synergii dwóch
      pochylni w Stoczni Gdańskiej. Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący Komisji
      Zakładowej NSZZ "Solidarność" w Stoczni Gdańskiej poinformował, że na przyszły
      tydzień zaplanowana jest akcja protestacyjna. Związek zdecydował się na
      protest, bo uważa, że porozumienie ze spółką Synergia jest niekorzystne dla
      spółki. Według Guzikiewicza opłaty za dzierżawę pochylni wykorzystywanych do
      produkcji statków w Stoczni Gdańskiej są o 100 tys. zł wyższe niż rok
      wcześniej.

      Jędrzej Bielecki, Adam Maciejewski


      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040207/ekonomia/ekonomia_a_11.html
    • robisc Dzień 82 - cieszyć się czy płakać? 09.02.04, 22:39
      Niby dużo tych wirtualnych pieniędzy, ale też składka do budżetu UE będzie
      rosła. I wcale nie będzie wirtualna. Poza tym Francja i Niemcy już dopilnują,
      aby w warunkach zaciskania pasa we własnych krajach, nie być za bardzo
      płatnikiem netto. No bo jak wytłumaczą wyborcom konieczność reform?

      UE/ Ramy budżetowe UE do 2013 roku: Polska głównym beneficjentem


      08.02.2004 Bruksela (PAP) - Komisja Europejska przedstawi we wtorek projekt
      planów budżetowych dla Unii Europejskiej na lata 2007-2013. Wygląda na to, że
      zaproponuje na ten okres znaczący wzrost wspólnych wydatków.


      Tak czy inaczej Polska będzie głównym beneficjentem unijnego budżetu - wynika
      ze wstępnych ocen ekspertów. Zastrzegają oni jednak, że optymalny dla Polski
      budżet UE to niekoniecznie budżet największy z możliwych, bowiem równie ważna
      jest jego struktura i warunki korzystania z unijnych dotacji.

      Roboczy dokument Komisji, który krążył w minionym tygodniu wśród brukselskich
      dziennikarzy, przewiduje stopniowy wzrost unijnego budżetu z tegorocznych 111
      mld euro do 170 mld w 2013 roku.

      Większość komisarzy odrzuca naciski najbogatszych państw Unii, aby zamrozić
      wydatki ze wspólnej kasy na obecnym poziomie faktycznych wydatków około 1
      proc. dochodu narodowego brutto całej Unii. Ale ostateczna decyzja należy do
      przywódców rozszerzonej Unii, w tym Polski, którzy podejmą ją najwcześniej w
      połowie 2005 roku.

      Komisja zamierza nie tylko sugerować utrzymanie dotychczas mocno teoretycznego
      pułapu wspólnych wydatków na poziomie 1,24 proc. dochodu narodowego brutto
      całej Unii (odpowiada to dawnemu pułapowi 1,27 proc. produktu narodowego
      brutto), ale wręcz stopniowe dojście do tego pułapu w 2013 roku.

      Średnia wysokość unijnego budżetu w siedmioletnim okresie sięgałaby 1,22 proc.
      DNB rocznie (chodzi o zobowiązania finansowe podejmowane przez Unię w danym
      roku, a nie o faktyczne wydatki, które zwykle są nieco niższe i które w 2004
      roku mają nie przekroczyć 0,98 proc. DNB). Zgodnie z koncepcją zawartą we
      wspomnianym dokumencie, największą pozycją w unijnym budżecie pozostanie
      wspólna polityka rolna wraz z funduszami na rozwój wsi (57 mld euro w 2013
      roku).

      Ale w myśl porozumienia ze szczytu w Brukseli w październiku 2002 roku wzrost
      wydatków na rolnictwo i wieś utrzymano by na poziomie inflacji i ich udział w
      budżecie skurczyłby się z 44 proc. do 33 proc.

      Komisja nazywa tę rubrykę "zarządzaniem zasobami naturalnymi", bo polityka
      rolna UE w coraz mniejszym stopniu uzależnia dotacje od produkcji, a w coraz
      większym - od spełniania przez rolników standardów bezpieczeństwa żywności,
      ochrony środowiska itp.

      Największą pozycją w przyszłym budżecie stałyby się środki na poprawę
      konkurencyjności i spójności gospodarczo-społecznej UE, mające służyć trwałemu
      wzrostowi gospodarki i zatrudnienia. Dotacje w tej rubryce sięgnęłyby w 2013
      roku 75 mld euro, w tym 51 proc. na fundusze strukturalne i spójności (obecnie
      41 mld).

      24 mld euro, czyli trzy razy więcej niż obecnie, służyłoby innym formom
      wsparcia konkurencyjności, w tym przede wszystkim rozwojowi nauki i
      nowoczesnych technologii.

      O ile Polska stanie się z czasem bezsprzecznie jednym z największych
      beneficjentów dotacji rolnych i na pewno największym funduszy strukturalnych i
      spójności, może mieć problemy w rywalizacji o granty na badania i wdrożenia.

      Kolejną wielką pozycją we wspólnym budżecie, która zdaniem Komisji powinna
      również ulec potrojeniu do 2013 roku, byłaby "polityka zewnętrzna", a więc
      pomoc rozwojowa dla Trzeciego Świata, wsparcie dla najbliższych sąsiadów Unii
      (m.in. Ukrainy, ale także krajów śródziemnomorskich), wspólna polityka
      zagraniczna i obronna.

      Tu również Polska może mieć problemy z bezpośrednim skorzystaniem z unijnych
      dotacji, choć w jej interesie leży na pewno możliwie jak najhojniejsze
      wsparcie wschodnich sąsiadów i udział polskich firm i organizacji w pomocy
      zewnętrznej.

      Polska będzie natomiast znacznym beneficjentem wsparcia walki z nielegalną
      imigracją i kontroli granic zewnętrznych. Będzie się ono mieściło w
      rubryce "obywatelstwo, wolność, bezpieczeństwo i sprawiedliwość". Komisja
      uważa, że trzeba potroić środki także i na te cele - do 3 mld euro w 2013
      roku.

      Polscy dyplomaci przyznają, że rząd nie ma jeszcze precyzyjnych wyliczeń, na
      podstawie których można by już dziś powiedzieć, jaka wysokość i jakie warunki
      przyznawania unijnych dotacji byłyby dla Polski optymalne.

      Ogólny wzrost wydatków nie musi oznaczać proporcjonalnego wzrostu korzyści,
      bowiem trzeba to zestawić z wysokością składki członkowskiej i zdolności do
      wchłonięcia unijnych dotacji (w tym współfinansowania ich z własnych środków).

      Według oszacowań rządu francuskiego z jesieni ubiegłego roku wynika, że
      zgodnie z najbardziej hojnym scenariuszem Polska mogłaby liczyć na czysto (po
      odjęciu składki) nawet na 76,4 mld euro w ciągu siedmiu lat. Francja
      dołączyłaby do wielkich płatników netto, takich jak Niemcy, Wielka Brytania
      czy Holandia.

      Dlatego prezydent Francji Jacques Chirac znalazł się w gronie sześciu
      przywódców - wraz z szefami rządów Niemiec, Wielkiej Brytanii, Holandii,
      Austrii i Szwecji - którzy zażądali w grudniu od Komisji Europejskiej , żeby w
      swoich propozycjach na lata 2007-2013 trzymała się obecnego faktycznego
      poziomu wydatków około 1 proc. DNB. [powrót]

      euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=52787
      • franzmaurer Dzień 81 - jeden wielki certyfikowany bajzel... 10.02.04, 10:24
        Prawo budowlane. Co nas czeka po 1 maja br.
        Po certyfikat do Paryża

        www.gazetaprawna.pl/dzialy/6.html?numer=1137&dok=1137.6.3.2.1.1.0.1.htm
        Po 1 maja br. w Polsce całkowicie zmieni się system dopuszczania do obrotu
        wyrobów budowlanych. Żeby trafiły na rynek unijny, większość z nich będzie
        musiała mieć oznaczenie CE. Problem w tym, że przez kilka miesięcy po akcesji
        żadna z polskich jednostek nie będzie mogła wydawać oznaczeń CE, gdyż najpierw
        muszą one przejść procedury notyfikacyjne. Polscy producenci, których wyroby
        muszą mieć obowiązkowe oznaczenie CE wystawione przez tzw. jednostkę
        notyfikowaną, będą więc musieli jeździć do np. Londynu, Berlina lub Paryża.

        Przepisy wprawdzie umożliwiają wystąpienie o notyfikację (bez której nie można
        wydawać oznaczeń CE) polskich jednostek notyfikowanych, m.in. Instytutu
        Techniki Budowlanej (ITB), ale dopiero po wejściu Polski do Unii Europejskiej. –
        Może to stworzyć próżnię prawną, w której nie będzie możliwości znakowania
        krajowych wyrobów oznaczeniem CE i wprowadzania ich na rynek – niepokoi się
        poseł Zbigniew Janowski, który w tej sprawie (dotyczącej nie tylko budownictwa,
        ale także innych branż gospodarki) zgłosił interpelację do ministra
        gospodarki. – Prowadzimy rozmowy z Komisją Europejską, aby umożliwić
        notyfikację polskich jednostek przed dniem uzyskania członkostwa – deklaruje
        wiceminister Jolanta Banach, odpowiadając na zarzuty pos. Z. Janowskiego. J.
        Banach podkreśla, że niektóre jednostki już przygotowują się do oceny zgodności
        wyrobów budowlanych i deklarują wystawienie stosownego certyfikatu z chwilą
        uzyskania notyfikacji. – Będzie pewien okres swoistego zawieszenia – przyznaje
        Andrzej Urban, główny inspektor nadzoru budowlanego. Podkreśla jednak, że ITB
        jest przygotowany i od razu po 1 maja br. wystąpi do Komisji Europejskiej z
        prośbą o załatwienie niezbędnych formalności.

        – Falstart z notyfikacją może opóźnić Polskę o kilka miesięcy – przewiduje
        Ryszard Kowalski, prezes Związku Pracodawców-Producentów Materiałów dla
        Budownictwa. Podkreśla jednak, że polskim firmom nie grozi z tego powodu
        paraliż, gdyż producenci wyrobów, które już się eksportuje do UE, załatwiają
        obecnie te formalności w jednym z krajów Unii. Problem dotyczy więc tylko
        nowych produktów, które producent będzie chciał sprzedawać na wspólnym rynku,
        poza Polską. – Przez ten czas certyfikaty będzie można załatwić np. w Berlinie –
        uspokaja R. Kowalski.

        Konkurencja z UE już teraz się do tego przygotowuje. – Nasze firmy mają już
        oferty z wielu krajów Piętnastki (zwłaszcza z Niemiec) i to za znacznie
        mniejsze pieniądze niż stawki, które chcą pobierać polskie jednostki –
        podkreśla Zbigniew Bachman, dyrektor Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej
        Budownictwa.

        Obowiązkowe znakowanie CE obejmie na razie niewielką część rynku wyrobów
        budowlanych. Większość wyrobów sprzedawanych w Polsce krajowi producenci będą
        musieli oznaczyć jedynie znakiem budowlanym B i mogą je dopuścić do obrotu po
        wystawieniu deklaracji zgodności. Propozycja ta budzi jednak obawy. Kontrola
        wyrobów wprowadzonych na podstawie deklaracji zgodności może się bowiem okazać
        nieskuteczna.
      • robisc Re: Dzień 82 - rozgrywki budżetowe -aneks 11.02.04, 19:52
        ABC"/ O reakcjach na wtorkowe propozycje budżetowe KE


        11.02.2004 Madryt (PAP) - Po wtorkowych propozycjach Komisji Europejskiej ram
        budżetowych na lata 2007-2013 rozpoczną się twarde negocjacje - pisze w środę
        madrycki dziennik "ABC".

        Komisja Europejska zaproponowała we wtorek ramy budżetowe dla Unii Europejskiej
        na lata 2007-2013, przewidujące stopniowy wzrost unijnego budżetu z obecnych
        111 mld euro do 158 mld w 2013 roku.

        "Teraz rozpoczną się twarde negocjacje, które bez wątpienia skonfrontują kraje
        północy z krajami południa Europy, kraje nowe z obecnymi członkami, a także
        płatników netto do unijnego budżetu z jego beneficjentami" - przewiduje gazeta.

        Według "ABC", negocjacje te powinny zakończyć się najpóźniej za dwa lata, gdyż
        obecne perspektywy finansowe przewidziane są do roku 2006.

        "Rozumiemy, że obecnie obowiązujący limit - 1,24 proc. DNB, to minimum. Trudno
        sobie wyobrazić rozszerzoną do 25 członków Unię i mniejszy budżet" -
        skomentował hiszpański minister Gospodarki, Rodrigo Rato.

        Rato odpowiedział w ten sposób na żądania płatników netto (Niemiec, Francji,
        Wielkiej Brytanii, Austrii, Szwecji i Holandii), aby ograniczyć unijny budżet w
        rozszerzonej UE do 1 proc. DNB.

        Tymczasem - jak pisze madrycki dziennik - według szwedzkiego ministra finansów
        Bosse Ringholma, "propozycja KE jest całkowicie nierealistyczna", gdyż
        oznacza "masowe zwiększenie wydatków".

        Propozycję Komisji odrzucił także francuski minister finansów, Francis Mer, dla
        którego "jest niezrozumiałe, że z jednej strony prosi się o cięcia, a z drugiej
        o zwiększenie wydatków". Mer odniósł się do wysiłków, jakie powinny poczynić
        Francja i Niemcy, aby do 2005 roku osiągnąć deficyt wydatków publicznych
        poniżej 3 proc. wymaganych przez Pakt Stabilizacji i Wzrostu.

        Niemiecki minister Hans Eichel oraz jego odpowiednicy w Austrii i Wielkiej
        Brytanii powiedzieli, że propozycja KE "nie jest podstawą do negocjacji".

        Pomimo tego, KE broni swojej decyzji przypominając, że liderzy UE zdecydowali o
        przyjęciu 10 nowych członków od 1 stycznia, a na rok 2007 przewiduje się
        przystąpienie Bułgarii i Rumunii.

        Zdaniem Brukseli, przyszły budżet UE pozwoli na przyjęcie tych 12 państw bez
        cięć w pomocy otrzymywanej przez najbiedniejsze regiony UE.

        Według rzecznika Europejskiej Partii Ludowej, Gerardo Galeote, "propozycja KE
        to dobra podstawa do zmierzenia się z rozszerzeniem przy jednoczesnym
        utrzymaniu polityki spójności - filaru integracji europejskiej". [powrót]

        [Budżet UE 2007-13] [Budżet UE 2007-13]

    • robisc Dzień 81 - Będzie drożej 10.02.04, 19:21
      2004.02.10 09:55
      Czeka nas eurodrożyzna

      Trzeba zacisnąć pasa. Nic nie wskazuje na to, aby wzrosły nasze pensje, a
      tymczasem ceny pójdą w górę. Na dodatek więcej będziemy musieli oddać
      fiskusowi. Tak zapowiada się cały 2004 rok.

      Według naszych szacunków, przeciętna polska rodzina (rodzice i jedno dziecko)
      będzie musiała w 2004 roku wydać około 1350 zł więcej. W górę mogą pójść ceny
      podstawowych artykułów żywnościowych (chleba i mleka) oraz mydła, szamponów i
      dezodorantów. Więcej kosztować będą także papierosy i wódka, a podwyżki cen
      nie ominą również biletów do kina oraz gazet.

      Droższe tankowanie
      Już 1 stycznia weszła w życie Ustawa o autostradach płatnych, która
      wprowadziła tak zwaną opłatę paliwową. Jest ona doliczana do każdego litra
      benzyny i oleju napędowego. Szacunkowo cena paliwa na stacjach zdrożała nawet
      o 25 groszy, bo zwiększona została także akcyza.

      Więcej z dymem i za wódkę
      Na pewno zdrożeją też papierosy. Podwyżka nastąpi po wejściu do Unii, czyli w
      maju, bo zostanie zwiększona akcyza. Wówczas można się spodziewać także
      zwiększenia cen wódki. Potanieją natomiast alkohole markowe, np. whisky, bo
      zniesione zostanie na nie cło.

      Droższy rozrywki
      1 maja podniesiony zostanie też VAT na usługi internetowe. Ceny połączeń z
      siecią wzrosną. To samo dotyczy biletów do kina, na mecze i do teatru. Z
      identycznego powodu podrożeją także gazety.

      Więcej na dzieci
      22-procentową stawką VAT zostaną także objęte artykuły dla dzieci. Zwiększy
      się więc koszt wyprawienia pociech do szkoły. Więcej zapłacimy z kredki i
      zabawki oraz za kosmetyki dla najmłodszych.

      Kosztowne mycie
      Unijny VAT odbije się także na cenach artykułów higienicznych. Mydło, pasta do
      zębów, dezodoranty i kremy zdrożeją, jeśli nasze Ministerstwo Finansów wyda
      odpowiednie rozporządzenie.

      Więcej za materiały budowlane
      Po wejściu Polski do Unii Europejskiej stawka podatku VAT na materiały
      budowlane wzrośnie z 7 do 22 procent. Remont mieszkania przeciętnych
      Kowalskich będzie więc kosztował znacznie więcej. Można się też spodziewać
      podwyżek cen na rynku nieruchomości.

      Samochody też w górę
      Jeśli ktoś planuje w tym roku kupno samochodu, to powinien to zrobić do maja.
      Podwyżki cen nie ominą bowiem także motoryzacji. I to także efekt
      przystępowania Polski do Unii Europejskiej. Producenci aut będą bowiem musieli
      wyrównać ceny. Nasze dostosują do tych z Niemiec. Ale będzie to proces
      stopniowy.

      Mniej ulg podatkowych
      Nie dość, że ceny większości artykułów wzrosną, to w tym roku nie będziemy
      mogli już korzystać z tak wielu odliczeń i ulg podatkowych. Znikają
      praktycznie wszystkie. Fiskus nie odda więc nam części pieniędzy za kupno
      komputera, dojazdy do szkół i naukę. Pozostaje ulga budowlana, ale tylko dla
      osób, które wcześniej ją rozpoczęły.

      Podatek z giełdy
      Ministerstwo Finansów i parlament zafundowali nam dodatkowe obciążenie
      fiskalne. Od nowego roku wprowadzono podatek od dochodów uzyskanych z obrotu
      akcjami na giełdzie. Fiskusowi trzeba oddać 19 procent, ale tylko od akcji,
      które kupimy w 2004 roku. Dochód uzyskany ze sprzedaży papierów nabytych w
      zeszłym roku nie będzie opodatkowany.

      Kosztowniej w banku
      Niestety, więcej będziemy musieli także oddać bankom. Wzrosną opłaty za
      prowadzenie rachunków, droższe staną się przelewy. To efekt dostosowania ofert
      naszych banków do standardów Unii.

      Tomasz Bonek

      www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/20040210/57459/?p=newsl
    • robisc Dzien 80 - oni moga to my także 11.02.04, 19:49
      Jeżeli UE zmienia jednostronniie różne postanowienia traktatu akcesyjnego,
      nazywając to "inną interpretacja" to może i powinniśmy zacząć traktat
      interpretować po swojemu. Np. w sprawie sprzedaży ziemi cudzoziemcom.

      Polska/ Wniosek senatorów przeciw liberalizacji sprzedaży ziemi


      11.02.2004 Warszawa (PAP) - Grupa senatorów Samoobrony, PiS, PSL i LPR złożyła
      w środę wniosek o odrzucenie ustawy, która liberalizuje nabywanie ziemi przez
      cudzoziemców. Pod wnioskiem podpisali się senatorowie: Sławomir Izdebski i
      Henryk Dzido (Samoobrona), Jan Szafraniec (LPR) oraz Krzysztof Jurgiel (PiS) i
      Józef Sztorc (PSL).


      "Jedne, co pozostało po latach przekształceń w Polsce, to polska ziemia.
      Zastanawiam się, czy kiedy sprzedacie już ziemię, znajdziecie eksperta, który
      będzie w stanie sprzedać polskie powietrze" - powiedział w Senacie Izdebski,
      zwracając się do rządu.

      Również senator Anna Kurska (PiS) obawia się, że wejście w życie tej ustawy
      może sprawić, iż cudzoziemcom będzie łatwiej nabyć ziemię w Polsce niż
      obywatelom Polski.

      Ustawa o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców ma skrócić i uprościć
      procedury związane z nabyciem nieruchomości przez cudzoziemców.

      Według ustawy, cudzoziemcy będą mogli kupić 0,5 hektara ziemi na "zaspokajanie
      potrzeb życiowych". Cudzoziemcy będą mogli też nabyć nieruchomości na
      prowadzenie działalności gospodarczej. Powierzchnia tych nieruchomości ma być
      uzasadniona rzeczywistymi potrzebami, wynikającymi z charakteru działalności
      gospodarczej.

      Zakup nieruchomości przez cudzoziemców wymaga zezwolenia ministra spraw
      wewnętrznych. Dodatkowym warunkiem jest brak sprzeciwu ministra obrony
      narodowej, a w przypadku gruntów rolnych - ministra rolnictwa.

      Aby nabyć nieruchomość, cudzoziemcy powinni posiadać więzi z Polską, np.
      poprzez polską narodowość lub pochodzenie, małżeństwo z obywatelem Polski lub
      prowadzić działalność gospodarczą czy rolniczą na terenie Polski. We wniosku o
      zezwolenie cudzoziemiec powinien przedstawić cel, w jakim chce nabyć
      nieruchomość.

      Ustawa zakłada, że okres ważności zezwolenia na nabycie nieruchomości będzie
      wynosić 2 lata.

      Zgodnie z postanowieniami traktatu akcesyjnego, cudzoziemcy będą mogli nabywać
      grunty rolne i leśne po 12 latach okresu przejściowego. Jeśli dzierżawią ziemię
      na północy i zachodzie Polski, będą mogli ją kupić po 7 latach dzierżawy, a w
      pozostałych województwach - po 3 latach. [powrót]


      • franzmaurer Dzień 79 - tym razem coś z "Trybuny" :) 12.02.04, 11:55
        A co smile)
        www.trybuna.com.pl/200402/d.htm?id=1231

        Wiosny nie będzie

        Według szacunków Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, dwie
        trzecie gospodarstw rolnych w Polsce nie poradzi sobie z Jednolitym Rynkiem
        Rolnym Unii Europejskiej.
        Ich właściciele (użytkownicy) pobiorą więc należność z tytułu unijnych dopłat
        bezpośrednich do ziemi, ale to nie znaczy, że dzięki temu złapią Pana Boga za
        nogi.

        Główny problem polega bowiem na tym, że już obecnie więcej niż co drugie
        gospodarstwo rolne w Polsce nie ma żadnego udziału w kształtowaniu podaży
        żywności, co świadczy, że są one albo zaniedbane, albo małe, albo o jednym i
        drugim jednocześnie. W ogóle, ale zwłaszcza w odniesieniu do tej opóźnionej w
        rozwoju większości, spór polityków i związkowców na temat czy pierwsze wypłaty
        za hektary rolnicy będą mogli otrzymać w końcu bieżącego, czy na początku
        przyszłego roku, to w istocie spór o marchewkę.

        Byłoby z większą korzyścią, gdyby przynajmniej teraz, na kilkanaście tygodni
        przed akcesją z UE, zamiast straszenia chłopów ewentualnymi opóźnieniami wypłat
        zadbać o to, żeby oni w ogóle je dostali - możliwie za każdy hektar. W
        przyszłości zaś o to, żeby mieli warunki do wyjścia

        Z BIEDY I MARAZMU.
        Jeśli idzie o dopłaty, jak wiadomo, muszą być spełnione określone warunki, np.
        pole musi być utrzymane w dobrej kulturze, działki dokładnie ponumerowane i
        wymierzone, zaktualizowany tytuł własności itd. Wszystko to, owszem, zostało
        napisane, wydrukowane; co i jak właściciel ma robić, gdzie i jakie dane zebrać,
        jak potem wypełnić formularz wniosku... Problem w tym, że na wsi, w
        zdecydowanej większości przypadków, ludzie już odwykli od czytania, albo jeśli
        próbują czytać, nie zawsze rozumieją co czytają.

        "Alarmujące są dane z badań międzynarodowych - przypomina prof. Marek
        Kłodziński z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN. - Wynika z nich, że Polska
        staje się krajem wtórnego analfabetyzmu. Według danych OECD, ponad trzy czwarte
        dorosłych Polaków nie rozumie tego co czyta, albo nie wszystko rozumie. Wprost
        uwierzyć trudno, ale tak to podobno jest. Z badań nad analfabetyzmem
        funkcjonalnym, przeprowadzonych wśród ludności rolniczej wynika, że prawie 90
        proc. polskich chłopów znalazło się na dwóch ostatnich poziomach umiejętności
        rozumienia tekstów pisanych oraz dokumentów". ("Wieś i rolnictwo, perspektywy
        rozwoju", wyd. IERiGŻ, Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN, SGH - Katedra
        Agrobiznesu, praca zbiorowa, Warszawa 2002).

        Warto te wyniki mieć na uwadze, pamiętać o nich, tym bardziej że propozycji
        nowych rozwiązań, adresowanych do rolników, będzie coraz więcej.
        Dlatego, ile razy na korytarzu urzędu gminnego patrzę na rozwieszone w gablocie
        za szkłem płachty zadrukowanego drobną czcionką papieru, z tekstem rozmaitych
        urzędowych rozporządzeń i ustaw, upstrzonym paragrafami i odnośnikami, których
        przeciętny śmiertelnik nie jest w stanie zrozumieć, tyle razy przychodzi mi na
        myśl, że jest to "wzorcowy" przykład odfajkowywania sprawy.

        Te trzy kwestie: słabej kondycji większości gospodarstw, niskiego poziomu
        wykształcenia mieszkańców wsi, w tym zwłaszcza rolników, oraz unijnych dopłat
        do ziemi, łączą się i są od siebie zależne. Rozdzieranie szat z powodu
        (ewentualnego) opóźnienia terminu pierwszych wypłat, to właśnie przykład
        krótkowzroczności w ocenie rzeczywistych potrzeb problemów środowiska.
        Oczywiście, trzeba zrobić wszystko, żeby w tej pierwszej, unijnej operacji,
        żaden właściciel ziemi nie znalazł się na marginesie i żeby terminy nie były
        bezustannie zmieniane. Ale właśnie: robić, a nie tylko pisać "do gabloty".
        Trzeba spotkać się z ludźmi na polu, powiedzieć, a może wręcz pokazać, co i jak
        robić, żeby potem nie było nieporozumień i kłótni


        Aż 94 proc. ludzi o najniższych dochodach - wynika również z badań CBOS -
        oczekuje pomocy państwa i wini za swoją sytuację rząd, nie przyjmując do
        wiadomości, że w mniejszym czy większym stopniu można być kowalem własnego
        losu. Trudno stan taki akceptować, ale taka jest właśnie sytuacja - swoiste
        fatum. Na wsi nagromadzenie biedy jest znacznie większe niż przeciętnie w
        mieście: zamieszkuje tam dziś blisko połowa polskich bezrobotnych, co razem z
        emerytami i rencistami stanowi 75 proc. ogółu mieszkańców wsi. W tym kontekście
        również trzeba oceniać materialne znaczenie dopłat, które - wbrew nadziejom -
        biedy nie zmniejszą, w każdym razie na pewno nie wyzwolą z niej najsłabszych
        właścicieli małych gospodarstw.

        Z dopłatami bowiem czy bez, nie zmieni się istoty gospodarki rynkowej, która
        słabszych odrzuca, a pomaga przedsiębiorczym i zaradnym. A tu tymczasem: tylko
        6 proc. kierowników gospodarstw rolnych w Polsce sprzedaje więcej niż 60 proc.
        wytworzonej u siebie produkcji, podczas gdy reszta nie liczy się na rynku w
        ogóle, albo w niewielkim stopniu.

        Z badań prof. Barbary Fedyszak-Radziejowskiej z Instytutu Rozwoju Wsi i
        Rolnictwa PAN wynika, że tylko około 20 proc. rolników zgłasza gotowość
        przystosowania swojego gospodarstwa do zmian i dysponuje własnym, gorszym lub
        lepszym, projektem w tym względzie. Pozostali czekają, nie zamierzają niczego
        zmieniać. Jedni prawdopodobnie dlatego, że ograniczyli swoje potrzeby, inni
        dlatego, że wygodniej im nie robić niczego, co wymaga nie tylko minimum
        środków, ale też przedsiębiorczości, i co najczęściej związane jest z ryzykiem.

        W latach 1991 - 1999 wydatki budżetowe na rolnictwo wzrosły w Polsce, o czym
        nie wszyscy chcą pamiętać, siedmiokrotnie. Przy czym nakłady bezpośrednio na
        produkcję rolną wzrosły czterokrotnie, a wydatki o charakterze socjalnym
        (renty, emerytury, zasiłki) aż dziewięciokrotnie. Nie przyniosło to
        spodziewanych efektów, a wręcz przeciwnie: przeciętny dochód na jedną osobę w
        rodzinach rolniczych zmalał w ciągu dekady o 25 proc. Niestety, nie zmieni się
        tego doraźnymi interwencjami, bo one tylko gaszą pożar, lecz nie gwarantują
        rozwiązania strukturalnych problemów wsi. Wśród nich na pierwszym miejscu
        stawia się obecnie problem właściwie ukierunkowanej edukacji młodzieży.

        Z powodu dopłat, przysłowiowej wiosny także więc nie będzie. Przed nami długa i
        trudna droga wyrównywania trzydziestoletniego dystansu, dzielącego polskie
        rolnictwo od rolnictwa krajów Unii Europejskiej. Przyłączenie do Wspólnoty
        stanowi dla naszej wsi, w tym zwłaszcza dla regionów zaniedbanych, szansę, ale
        tylko szansę. Najwięcej bowiem zależy od rozwoju sytuacji w całej gospodarce.
    • robisc Dzień 78 - praca...a raczej jej brak :((( 13.02.04, 19:20
      UE: Nie będzie pracy w Holandii


      Rząd Holandii zamknie na dwa lata granice przed pracownikami z państw Europy
      Środkowej i Wschodniej, które 1 maja zostaną nowymi członkami Unii
      Europejskiej - poinformował po posiedzeniu Rady Ministrów Mark Rutte,
      wiceminister pracy i spraw socjalnych.

      Ochrony holenderskiego rynku pracy domagali się deputowani izby niższej
      holenderskiego parlamentu w obawie, że napływ pracowników z Polski czy Czech
      spowoduje bezrobocie wśród Holendrów.

      Parlament przegłosował wniosek, by obywatele z nowych państw Unii, zwłaszcza z
      Polski, mogli otrzymać zezwolenia na pracę w Holandii wyłącznie w tych
      sektorach, w których trudno znaleźć własnych pracowników.

      Pod wpływem tych żądań, centroprawicowy rząd Jana Petera Balkenende zmienił
      swoją wcześniejszą decyzję. Wcześniej wprowadził jedynie roczny limit 22
      tysięcy pracowników oraz warunek, iż przyjezdni będą w pełni stosować się do
      holenderskiego prawa pracy i postanowień układów zbiorowych.

      Państwa Unii, które ograniczą dostęp do świadczeń socjalnych pracownikom z nowo
      przyjętych krajów, mogą zostać pozwane przed unijny Trybunał Sprawiedliwości.

      Komisja Europejska stoi na stanowisku, że tego rodzaju działania byłyby
      sprzeczne z unijnym ustawodawstwem, które nie zezwala na dyskryminację z uwagi
      na kraj pochodzenia.

      Coraz więcej państw Unii zaczyna obawiać się napływu imigrantów z krajów, które
      1. maja zostaną przyjęte do wspólnoty. Nie tylko dlatego, że brakuje miejsc
      pracy, ale że przybysze mogą stać się poważnym obciążeniem dla systemu
      świadczeń socjalnych.

      W Szwecji, Wielkiej Brytanii i Danii mówi się otwarcie, że nie ma mowy by
      imigranci z nowych krajów mogli korzystać z przywilejów socjalnych, zwłaszcza
      jeśli chodzi o zasiłki dla bezrobotnych, na równi z innymi. Ma to być jeden ze
      sposobów na zahamowanie imigracji.

      Jak wyjaśnia rzeczniczka Komisji Europejskiej, Samantha Butterworth sprawa nie
      jest jednak taka prosta. Unijne dyrektywy zabraniają stosowania dyskryminacji w
      dostępie do świadczeń socjalnych z uwagi na kraj pochodzenia. Wszelkie tego
      rodzaju próby będą zwalczane przez Komisję Europejską, a jeśli nie pomogą
      upomnienia, Komisja wkroczy na drogę sądową.

      Oznacza to, że jeśli np. Polak znajdzie zatrudnienie na terenie Unii, to będzie
      miał dokładnie taki sam dostęp do świadczeń socjalnych jak obywatele innych
      unijnych państw

      info.onet.pl/869921,12,item.html
    • robisc Dzień 77 - zaczynam rozumieć poparcie Kościoła 14.02.04, 19:01
      UE: 90 mln zł dla Kościoła
      14.02.2004 09:38 (aktualizacja 13:26)

      90 milionów za hektary / RMF FM
      Kościół katolicki na wejściu Polski do Unii Europejskiej na pewno nie straci.
      Straty wynikające ze zlikwidowania niektórych przywilejów zagwarantowanych
      dotąd przez polskie prawo duchowni odbiją sobie z nawiązką - pisze "Trybuna".

      W ostatnich dniach media obiegły wiadomości, że po 1 maja br. Kościół nie
      będzie mógł korzystać z ulg celnych na sprowadzane z zagranicy dary
      przeznaczone na cele kultowe, charytatywne i oświatowe. W grę wchodzi od 7 do
      15 mln zł rocznie - tyle bowiem w ostatnich latach warte były ulgi celne
      przyznane Kościołowi - informuje dziennik.

      Kościelne straty mogą być mniejsze, bo cofnięcie przywilejów dotyczyć będzie
      tylko przedmiotów sprowadzanych z krajów nienależących do UE. Mimo to Kościół
      stara się ratować, co się da. Specjalny zespół episkopatu i rządu ma wkrótce
      przedstawić pomysły na zachowanie ulg. Sprawa rozstrzygnie się na posiedzeniu
      Komisji Wspólnej Episkopatu i Rządu 23 lutego br. - podaje "Trybuna". Kościół
      jednak nie tylko traci, Kościół na Unii również zyskuje.

      Obejmą go bowiem dopłaty do produkcji rolnej. Kościół katolicki jest
      największym obszarnikiem RP - ma ok. 160 tys. ha ziemi. Więcej niż przed II
      wojną światową. Po wejściu do UE otrzyma, podobnie jak inni właściciele
      gospodarstw rolnych, 118 euro dopłaty rocznie do hektara. Może liczyć w sumie
      na przeszło 90 mln zł - informuje "Trybuna".

      (PAP)

    • robisc Dzień 75 - dziękuję, nie jadam 16.02.04, 19:01
      Polska-UE
      Wkrótce pojawi się żywność genetycznie zmodyfikowana

      Czy Polakom będzie smakowało?

      1 maja przestanie w Polsce obowiązywać w sklepach zakaz sprzedaży żywności
      genetycznie zmodyfikowanej oraz zakaz upraw roślin, których kod genetyczny
      został zmieniony. Rząd przesłał właśnie do Sejmu projekt ustawy dostosowującej
      bez okresów przejściowych polskie ustawodawstwo.


      Do tej pory Bruksela zatwierdziła prawo sprzedaży na rynku zaledwie 18
      produktów genetycznie zmodyfikowanych. Większość z nich można sprowadzać spoza
      UE jedynie z przeznaczeniem na paszę. Chodzi m.in. o zmienioną przez firmy Ciba-
      Geigy i Monsanto kukurydzę i soję. Unia dopuszcza jednak także uprawę kukurydzy
      typu Bt, odpornej na niektóre choroby, dzięki czemu nie wymaga stosowania
      pestycydów. Z tego prawa na większą skalę skorzystała do tej pory jedynie
      Hiszpania. Przed końcem kwietnia zostanie jednak niemal na pewno wydane
      zezwolenie na sprzedaż zmienionej genetycznie przez koncern Syngenta kukurydzy
      z przeznaczeniem do bezpośredniej konsumpcji.


      Bruksela ostrożniejsza niż Stany

      Polityka Brukseli jest dużo bardziej ostrożna niż Stanów Zjednoczonych. Po
      drugiej stronie Atlantyku opracowano m.in. odporne na zimno odmiany bawełny i
      winnej latorośli, pomidorów z dużą zawartością witaminy A oraz olej, którego
      spożycie pomaga w zwalczaniu raka. Na ukończeniu są m.in. prace nad odmianami
      łososi o niezwykle dużych rozmiarach oraz drzew o zmniejszonej bądź zwiększonej
      zawartości włókien, co ułatwi produkcję papieru i mebli. Bruksela uważa jednak,
      że na razie nie można ocenić, czy spożycie takich produktów może okazać się
      szkodliwe dla zdrowia ludzi. Unia wskazuje także na ryzyko rozpowszechniania
      się roślin genetycznie zmodyfikowanych w środowisku naturalnym. Są one często
      bardziej odporne na szkodniki niż odmiany tradycyjne i dlatego po pewnym czasie
      mogą okazać się dominujące w przyrodzie .

      Pod naciskiem USA, Kanady i Argentyny jesienią minionego roku, po 5 latach
      moratorium, Bruksela wznowiła procedurę zatwierdzenia nowych odmian roślin GMO.
      Na forum Światowej Organizacji Handlu nie udało się bowiem Unii udowodnić
      naukowo szkodliwych skutków spożycia zmodyfikowanej żywności. Jednak - jak
      wskazuje opublikowany właśnie raport KE - wiele państw Wspólnoty, w tym Niemcy,
      Francja, Austria, Grecja i Wielka Brytania, na własną rękę utrzymały środki
      ochronne, ustanawiając m.in. strefy wolne od upraw GMO.

      Polska raczej nie zdecyduje się na taki krok. Nasz kraj, podobnie jak pozostałe
      państwa przystępujące do Unii 1 maja, nie wystąpił o okresy przejściowe
      dotyczące stosowania unijnych reguł sprzedaży żywności GMO.


      Rynek po nowemu

      To oznacza zasadniczą zmianę na naszym rynku. Do tej pory w Polsce można było
      sprzedawać jedynie zmodyfikowane soję i kukurydzę przeznaczone na paszę.
      Wiceminister rolnictwa Jerzy Plewa wskazuje, że ze względu na niewielką skalę
      gospodarstw trudno będzie w Polsce zapobiec upowszechnieniu się nasion roślin
      GMO, jeśli niektórzy rolnicy zdecydują się na ich uprawę. Nowe odmiany często
      obniżają znacznie koszty, bo są odporne na choroby i złe warunki klimatyczne, a
      także zapewniają większe plony.

      Można się spodziewać, że w przyszłości władze Unii będą wydawały zgodę na
      wprowadzenia na rynek wielu nowych roślin GMO. Teraz zdecydowanie przeciw są
      Francja, Grecja i Portugalia, a od głosu wstrzymują się często Niemcy, Włochy i
      Belgia. Jednak zwolennicy nowej technologii (Wielka Brytania, Hiszpania,
      Holandia, Szwecja, Finlandia) mają w Radzie UE wystarczająco dużo głosów, aby
      zapobiec odrzuceniu wniosków. Gdy zaś państwa "15" nie mogą w tej sprawie
      podjąć decyzji, rozstrzyga Komisja Europejska, która opowiada się za GMO.

      Zgodnie z unijnymi regulacjami polscy konsumenci na opakowaniach żywności
      zawierającej więcej niż 0,9 proc. roślin genetycznie zmodyfikowanych znajdą
      odpowiednie ostrzeżenia.

      Jędrzej Bielecki

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040216/ekonomia/ekonomia_a_4.html
    • robisc Dzień 74 - VAT-em go! 17.02.04, 20:27
      "DzP": Ministerstwo niekompetencji
      17.02.2004 08:02 (aktualizacja 11:44)

      Od 1 maja br. polscy przedsiębiorcy powinni posiadać europejski numer NIP,
      czyli EU VAT / INTERIA.PL
      Od 1 maja 2003 r. polscy przedsiębiorcy zajmujący się obrotem z zagranicą
      powinni posiadać nowy, europejski numer NIP, czyli EU VAT. Jednak żaden z nich
      takiego numeru jeszcze nie otrzymał - informuje "Dziennik Polski".

      Ani urzędy skarbowe, ani Ministerstwo Finansów nie wie, jak będą wyglądać
      wnioski o przyznanie nowego NIP, do kiedy można je składać i ile trzeba będzie
      czekać na rozpatrzenie aplikacji - pisze dziennik.

      "Nie ma jeszcze podstawy prawnej" - usłyszeliśmy w biurze prasowym resortu
      finansów. - "Rozporządzenie określające wzór druku zgłoszeniowego może zostać
      wydane dopiero po wejściu w życie nowej ustawy o VAT". Wspomniana ustawa
      znajduje się obecnie w Sejmie, po uchwaleniu trafi do prezydenta. Tymczasem
      czasu jest coraz mniej - zaledwie 73 dni - przypomina gazeta.

      Eksporterzy i importerzy nie wiedzą również, co dokładnie czeka ich po
      zniesieniu granic celnych z Unią Europejską. "Chcielibyśmy im pomóc,
      organizując seminaria i szkolenia" - mówi Maria Narożniak z Polskiej Izby
      Gospodarczej Eksporterów, Importerów i Kooperacji. - "Na razie sami jednak nic
      nie wiemy" - pisze "Dziennik Polski".

      (PAP)
      • robisc Dzień 72 - biednemu wiatr w oczy :( 19.02.04, 19:31
        Komisja Europejska chce ponad połowę funduszy regionalnych przeznaczyć dla
        starych państw UE
        Biedny weźmie mniej

        W latach 2007 - 13 Polska może dostawać rocznie z Brukseli ok. 8 - 9 mld euro.
        Nasza gospodarka musi się rozwijać w szybkim tempie, żeby Bruksela udostępniła
        nam wszystkie środki zapisane w projekcie budżetu na ten okres.

        Polska nie dostanie z Brukseli więcej pieniędzy na politykę regionalną niż 4
        proc. jej produktu krajowego brutto. - Limit 4 proc. na fundusze pomocowe jest
        ustalony na właściwym poziomie - powiedział wczoraj Michel Barnier, komisarz UE
        ds. polityki regionalnej. Jego zdaniem z kwotami powyżej tego poziomu
        obdarowani po prostu sobie nie radzą. Ten formalny wymóg może ograniczyć nasze
        możliwości korzystania z unijnych pieniędzy w nowym budżecie na lata 2007 - 13.

        Komisja Europejska zaproponowała, żeby ok. 336 mld euro przeznaczyć w tym
        okresie na politykę regionalną w całej Unii. Celem tej polityki jest
        zwiększanie poziomu rozwoju gospodarczego biedniejszych obszarów. W krajach
        akcesyjnych większość regionów kwalifikuje się do takiej pomocy, bo dochód
        narodowy na głowę mieszkańca nie przekracza tam 75 proc. średniej unijnej.

        Bruksela na razie nie precyzuje, na jakie kwoty mogą liczyć poszczególne
        państwa. Ale gdyby przyjąć, że 40 proc. pieniędzy przeznaczonych dla krajów
        akcesyjnych i kandydackich przypadnie Polsce, daje to kwotę 8 - 9 mld euro
        rocznie. Jest to wielkość na granicy możliwości absorpcyjnych polskiej
        gospodarki. Gdyby bowiem założyć, że od tego roku nasz produkt krajowy brutto
        będzie się zwiększał w tempie 4 proc. rocznie, to w nowym, 7-letnim okresie
        budżetowym będziemy w stanie ubiegać się o maksimum 8,5 mld euro rocznie. Jeśli
        nie wykorzystamy tych pieniędzy, sfinansują one inne cele unijnej polityki, ale
        nie zmniejszą naszej składki do kasy w Brukseli.

        Na politykę regionalną Komisja Europejska proponuje przeznaczyć łącznie 0,41
        proc. dochodu narodowego, co daje 336 mld euro w siedmioletnim okresie. Mimo że
        większość biednych regionów znajdzie się w krajach nowej Unii, to państwa
        obecnej "15" dostaną w tym czasie ponad połowę funduszy pomocowych. Te
        pieniądze będą wspierać dwa główne cele. Po pierwsze - pomoc biednym regionom,
        gdzie poziom dochodu narodowego nie przekracza 75 proc. średniej unijnej. W
        Polsce do tej kategorii należą wszystkie województwa, a we wszystkich krajach
        akcesyjnych tylko cztery regiony nie dostaną pomocy. Po drugie - środki z
        Brukseli mają finansować konkurencyjność unijnej gospodarki, czyli inwestycje w
        nowoczesne technologie, badania i rozwój. Prawdopodobieństwo, że będziemy
        korzystać z tych pieniędzy, jest raczej niewielkie.

        Polityka regionalna pozostaje priorytetem finansowym Brukseli, bo po
        rozszerzeniu dysproporcje w zamożności krajów członkowskich zwiększą się. Po 1
        maja 2004 liczba ludności Unii wzrośnie o 20 proc., a jej dochód narodowy tylko
        o 5 proc.

        Anna Słojewska z Brukseli


        www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040219/ekonomia/ekonomia_a_18.html
        • vico1 Re: Dzień 72 - biednemu wiatr w oczy :( 19.02.04, 22:45
          Nowy system podzialu tych srodkow nie moze byc zbyt rewolucyjny, czyli
          odbierajacy pomoc bardziej zacofanym rejonom w krajach 15ki. Na to sie tam nie
          zgodza, Niemcy nawet wpisaly swoje byle NRD do nieszczesnej konstytucji UE.

          Socjalistyczna i biedniejsza Walonia dostaje pieniadze od Unii, a takze
          corocznie miliardy euro od Flandrii. Dzieki temu Walonia wiaze jakos koniec z
          koncem, a Belgia w calosci wychodzi mniej wiecej na zero.
          Gdyby zasilanie Walonii z Unii zaniklo, caly ciezar utrzymywania Walonii
          spadlby na Flandrie, co wzmogloby tendencje separatystyczne.
          W nastepnych latach Belgia bedzie platnikiem Unii netto, wiec temat ten staje
          sie jeszcze bardziej wybuchowy.
    • klip-klap Szwedzka komedia 18.02.04, 11:22
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040218/swiat/swiat_a_4.html
      Szwecja Związki zawodowe przeciwko konkurencji z nowych krajów UE
      Strach przed polskimi gastarbeiterami

      Na plakacie: robotnik w samych kąpielówkach i w kasku na głowie, leżący z
      zadartymi go góry nogami oraz ten sam robotnik w pozycji klęczącej. Obok
      wizerunku mężczyzny - podpis: "Wykorzystywany gastarbeiter: 39.90 kr
      (równowartość 20 złotych) na godzinę, w nawiasie: stała cena 137.00 kr/na godz.
      Zbiorowe umowy na sprawiedliwych warunkach".


      Plakaty ukazujące gastarbeiterów z Polski i państw bałtyckich jako podkładające
      się szwedzkim pracodawcom tanie prostytutki, zostały wykonane w związku z
      akcesją 10 nowych państw do UE. Opublikowano je w największych dziennikach
      kraju i rozwieszono na stacjach metra oraz przystankach autobusowych wielu
      miast.

      Sekretarz prasowy Związku Pracowników Budowlanych Monica Sv?rd
      powiedziała "Rzeczpospolitej", że plakaty wzorowano na kampanii z lat 90.
      reklamującej bieliznę przez amerykańską modelkę o gigantycznym biuście. - Ta
      akcja - stwierdziła - ma zwrócić uwagę na znaczenie umów zbiorowych w Szwecji i
      wagę problematyki nielegalnej pracy w sektorze budownictwa.

      Związek Pracowników Budowlanych jest jedną z sześciu organizacji domagających
      się od rządu wprowadzenia okresu przejściowego dla nowych obywateli Unii.
      Niedawno przedstawił on raport, z którego wynika, że obroty branży, pochodzące
      z pracy na czarno, tylko w regionie Skanii szacuje się na ponad miliard koron
      rocznie. Reprezentanci związku dokonali inspekcji na ponad 400 budowach - na
      jednej trzeciej z nich zatrudniano robotników pracujących na czarno. Najwięcej
      wśród nich było Polaków i Słowaków.

      Związek twierdzi, że głównym celem obecnej kampanii reklamowej jest walka
      z "wykorzystywaniem ludzi pracujących za głodowe wynagrodzenia". Do akcji tej
      można mieć jednak poważne zastrzeżenia i jest rzeczą dziwną, że dotąd nikt nie
      zaprotestował u rzecznika do spraw dyskryminacji etnicznej. Widocznie trafiła
      ona na odpowiednie podłoże i nastroje w Szwecji, gdzie rząd Perssona w obawie
      przed "socjalną turystyką" chce przeforsować wprowadzenie okresów przejściowych
      na rynku pracy dla nowych członków UE. W jednym z ostatnich sondaży
      przeprowadzonym przez dziennik "Dagens Nyheter", aż 57 procent Szwedów
      opowiedziało się za zastosowaniem restrykcji dla nowych obywateli UE i tylko 37
      proc. było temu przeciwnych.

      Anna Nowacka-Isaksson ze Sztokholmu
      • vico1 Nie tylko szwedzka 19.02.04, 23:29
        Przeciwnikami calkowitego otwarcia rynku pracy sa zwiazki zawodowe i
        administracja panstwowa zajmujaca sie zatrudnieniem, lacznie z ministrem.
        Administracja ta od lat probuje reanimowac pasywne szeregi wlasnych
        bezrobotnych, bez sukcesu, podczas gdy rozne galezie przemyslu czekaja na
        specjalistow.
    • robisc Dzień 71 - składki do OFE publiczne czy prywatne? 21.02.04, 00:08
      Sporo się dziś naszukałem, aby znaleść coś ciekawego. Ale udało sie. Jestem
      niezmiernie ciekaw decyzji Eurostatu, który zadecyduje, czy moje prywatne
      pieniądze, przymusowo kierowne do OFE, nie sa moimi pienuiędzmi tylko
      publicznymi, czy jednak uzna, ze sa to moje pieniadze. W tym drugim przypadku
      sypnie się kreatywna księgowość rządu Millera, z wszystkimi tego konsekwencjami.


      Raporty tematyczne

      Finanse i budżet
      UE/ Decyzja Eurostatu ws. transferów budżetowych do OFE odroczona
      20.02.2004 Londyn (PAP) - Spodziewana w tym tygodniu decyzja biura
      statystycznego Unii Europejskiej Eurostatu w sprawie tego, czy drugi filar
      otwartych funduszy emerytalnych jest czy nie jest częścią sektora publicznego
      zgodnym z metodologią liczenia deficytów budżetowych ESA95 będzie ogłoszona w
      ciągu najbliższych 3 tygodni - podał bank UBS, powołując się na Eurostat.
      Decyzja niekorzystna dla polskiego rządu, czyli niezaliczająca OFE do sektora
      publicznego, zaowocowałaby zwiększeniem tegorocznego deficytu budżetowego w
      proporcji do PKB o ok. 1,5 proc.

      Miałaby też wpływ na odgórną rewizję deficytu w średnim okresie o 1,5-2,0 proc.
      rocznie, a tym samym utrudniłaby spełnienie kluczowego kryterium traktatu z
      Maastricht i opóźniła wejście Polski do eurostrefy.

      15 marca Eurostat ma opublikować zestawienie danych o deficytach budżetowych
      Piętnastki i krajów akcesyjnych. Z tego powodu, kwestia ta musi zostać
      wyjaśniona przed tym terminem - podaje UBS.

      Transfery do OFE w ramach drugiego filara reformy emerytalnej wyniosły 1,3
      proc. PKB w 2002 roku. W 2003 roku ich wysokość szacuje się na 1,5 proc. PKB. W
      2004 roku prognoza transferu wynosi 1,6 proc. PKB, a do 2008 roku ma sięgnąć 2
      proc. PKB.

      "Jeśli Eurostat podejmie decyzję nie uznającą polskiej metodologii rachunkowej
      za zgodną ze standardami ESA95, to deficyt fiskalny Polski w 2004 roku wzrośnie
      o ok. 1,5 proc. PKB z prognozowanego w tym roku poziomu 5,7 proc. PKB do 7,2
      proc. PKB" - napisali w komentarzu analitycy UBS.

      Negatywna decyzja Eurostatu utrudniłaby Polsce w średnim okresie sprowadzenie
      deficytu fiskalnego do progu 3 proc. PKB wymaganego po to, by Polska
      zakwalifikowała się do Europejskiej Unii Monetarnej w 2009 lub 2010 roku.

      "Wyższy deficyt fiskalny zaowocowałby wzrostem długu publicznego, przybliżając
      go do przyjętego w Maastricht limitu 60 proc. PKB" - dodaje UBS.

      Nominalne kryteria konwergencji przyjęte w Maastricht dla krajów wchodzących do
      strefy euro to m.in.: deficyt fiskalny niższy niż 3 proc. PKB oraz dług
      publiczny niższy niż 60 proc. PKB.

      "Rząd polski argumentuje, że OFE są elementem systemów osłon socjalnych, a tym
      samym częścią sektora publicznego. Jako takie nie prowadzą zatem do zwiększenia
      zobowiązań sektora publicznego. Eurostat sygnalizował jednak, że nie jest do
      końca przekonany taką interpretacją. Według Eurostatu, OFE w Polsce
      przypominają prywatne systemy ubezpieczeń socjalnych i dlatego powinny zostać
      zakwalifikowane jako element sektora publicznego".

      UBS przekonany jest, że w całej sprawie idzie o znacznie wyższą stawkę niż
      teoretyczne rozważania statystyczne i oczekuje, że na Eurostat będzie wywierana
      silna polityczna presja. Niewykluczone, że to z jej powodu termin ogłoszenia
      decyzji został opóźniony.

      Decyzja Eurostatu będzie też miała wpływ na poziom deficytu w Czechach,
      Słowacji i na Węgrzech.


      euro.pap.com.pl/cgi-bin/raporty.pl?rap=19&dep=53161
    • robisc Dzień 70 - możliwe kolejne straty 21.02.04, 11:21
      UE Bruksela żąda od Moskwy uznania w umowie handlowej rozszerzenia Unii
      Rosja szantażuje, Polska może stracić


      Polska - Rosja: Najważniejsze towary wymiany handlowej

      Unia Europejska czeka, aż Rosja zgodzi się na objęcie nowych państw
      członkowskich, w tym Polski, porozumieniem o współpracy i rozwoju (PCA). Jeśli
      do 1 maja Moskwa takiej decyzji nie podejmie, Bruksela zastosuje środki
      odwetowe. Przez wiele tygodni Polacy mogą być jednak wyłączeni z dobrodziejstw
      preferencyjnego handlu z naszym wschodnim sąsiadem.

      - Na razie nie grozimy sankcjami - mówią nieoficjalnie przedstawiciele Komisji
      Europejskiej. Według KE z decyzjami trzeba poczekać do 1 maja. Jeśli nastąpi
      najgorszy scenariusz i Rosja nie zgodzi się objęcie umową 10 nowych państw
      członkowskich, Bruksela uzna to za niewywiązywanie się z dwustronnej umowy. I
      zastosuje "odpowiednie środki rozstrzygania sporu".

      Unijni dyplomaci przekonują, że nie ma powodu do obaw, bo Rosja nie zaryzykuje
      pogorszenia stosunków politycznych z UE i jej nowymi członkami dla osiągnięcia
      krótkotrwałych korzyści handlowych.

      Kiedy sankcje?

      W najbliższy poniedziałek w Brukseli odbędzie się spotkanie ministrów spraw
      zagranicznych UE. Według nieoficjalnych informacji za zdecydowaną postawą wobec
      Rosji opowiada się, poza państwami akcesyjnymi, coraz więcej krajów starej
      Unii. Łagodzić spór chcą Francja, Niemcy, Włochy i Grecja. Projekt oświadczenia
      ministrów mówi o tym, że rozszerzenie PCA powinno być automatyczne i nie można
      go łączyć z innymi problemami w stosunkach Unia - Rosja.

      W Brukseli nikt nie jest jednak w stanie zapewnić, że jeśli Rosja nie uzna tego
      automatyzmu, to Unia wypowie umowę z dnia na dzień, i sytuacja Polski będzie
      taka sama jak starych państw członkowskich. Może się więc zdarzyć, że przez
      wiele tygodni trwania procedury wypowiedzenia niemieckie towary będą korzystały
      z preferencyjnych stawek, a polskie zostaną obłożone karnymi cłami. Nasz kraj
      wypowiedział już umowę bilateralną z Rosją, która dawała naszym firmom klauzulę
      najwyższego uprzywilejowania (KNU). Z decyzją Polska nie mogła zwlekać, bo
      umowa zakłada sześciomiesięczny okres wypowiedzenia. Nasze władze były jednak
      przekonane, że 1 maja Polskę automatycznie obejmą regulacje PCA.

      Od rozwiązania sporu zależy rozwój wartego już blisko 1,5 mld dolarów rocznie
      polskiego eksportu do Rosji, a także utrzymanie stabilnych zasad importu
      strategicznych dla naszej gospodarki surowców, w tym gazu i ropy.

      Lista czternastu żądań

      Rosjanie odmawiają automatycznego objęcia nowych krajów członkowskich
      porozumieniem o współpracy i rozwoju, bo ich zdaniem załamie się wtedy rosyjski
      eksport do naszego regionu Europy. Jednym z powodów są np. wyśrubowane unijne
      normy techniczne towarów, jakie od 1 maja zaczną obowiązywać w naszym kraju.
      Innym - cła antydumpingowe, które Bruksela wprowadziła m.in. na import z Rosji
      aluminium, nawozów i innych półproduktów. Zdaniem Komisji Europejskiej ochrona
      jest konieczna, bo rosyjscy producenci zaopatrują się w energię sporo poniżej
      cen światowych. Do tej pory Polska nie nakładała karnych ceł na import z Rosji
      nawozów i aluminium.

      Rozwiązanie sporu komplikują też sprawy proceduralne. Rosjanie sygnalizują, że
      zmiana PCA może wymagać ratyfikacji przez Dumę. Wówczas pewnie nie starczy
      czasu na zakończenie odpowiedniej procedury do 1 maja.

      Moskwa chce szantażować Unię groźbą nierozszerzenia umowy na nowe kraje po to,
      żeby uzyskać koncesje w sprawach niezwiązanych z PCA. Dlatego przedstawiła
      listę 14 postulatów, z których większość obejmuje sprawy gospodarcze. Żąda
      m.in. zwiększenia kontyngentów na import rosyjskiej stali i zboża, złagodzenia
      procedur kontroli żywności importowanej do 10 nowych państw, a także barier
      nakładanych przez UE na import paliwa nuklearnego. Rosja chce też okresu
      przejściowego na spełnienie unijnych norm wysokości hałasu rosyjskich samolotów
      latających do 10 nowych krajów.

      Rosja przy okazji sporu o PCA planuje załatwić również swe polityczne interesy.
      Postuluje uproszczony reżim wizowy dla swoich obywateli jeżdżących do Polski i
      innych nowych państw członkowskich, a także uregulowanie sytuacji rosyjskiej
      mniejszości w Estonii i na Łotwie.

      Anna Słojewska z Brukseli, Mariusz Przybylski, Jędrzej Bielecki


      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040221/ekonomia/ekonomia_a_2.html

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka