robisc 26.01.04, 10:44 Temat wciąż gorący. www.rmf.fm/wiadomosci/index.html?id=64704&loc=1 Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
robisc Pozwy coraz bliżej 26.01.04, 21:13 Prawdę mówiąc, kiedy dyskutowaliśmy o tej sprawie przed referendum m.in w tym wątku (polecam, jeden z najlepszych): forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=5875789&a=5875789 byłem nieco sceptyczny, co do prawdziwego zagrożenia, pomimo dośc mocnych argumentów, w których celował szczególnie K.J. Jednak sprawa wraca na łamy środków masowego przekazu coraz częściej i czas chyba, aby rząd przestał chować głowę w piasek. Odpowiedz Link
vico1 Re: Pozwy coraz bliżej 26.01.04, 22:22 Doszlismu niestety w Unii do tego, ze przestepca ma wieksze mozliwosci wykorzystania prawa, niz ofiara. Naturalna tego konsekwencja jest dobieranie sie do skory bezposrednim ofiarom Niemiec hitlerowskich. Odpowiedz Link
robisc wypędzeni, zabużanie, reprywatyzacja... 27.01.04, 22:23 vico1 napisał: > Doszlismu niestety w Unii do tego, ze przestepca ma wieksze mozliwosci > wykorzystania prawa, niz ofiara. Naturalna tego konsekwencja jest dobieranie > sie do skory bezposrednim ofiarom Niemiec hitlerowskich. To zaiste paradoks, ale na nie da się ukryć, że ktoś, kto utracił majątek w jego mniemaniu niesprawiedliwie, ma moralne prawo domagać sie odszkodowania. Tyle, że wypłacjącym te odszkodowania nie powinna byc Polska. Jeżeli istnieje z powodu tych roszczeń rzeczywiste zagrożenie, a wygląda ze istnieje, to rząd w trybie pilnym powienin wyprzedzić ruchy roszczeniowe, zanim będzie za późno. Jest oto o tyle istotne, że przecież musimy ponieść koszty rekomenstat dla Zabużan oraz z pewnościa wkrótce wróci kwestia reprywatyzacji. To ogólnie skandal, że przez 15 lat Polska się z tym problem dotąd nie uporała. Przypominam, że wg Kameli-Sowińskiej bedzie to nas kosztowało 40 mld PLN. Odpowiedz Link
vico1 Re: wypędzeni, zabużanie, reprywatyzacja... 27.01.04, 22:51 robisc napisał: > To ogólnie skandal, że przez 15 lat Polska się z tym problem dotąd nie > uporała. > Przypominam, że wg Kameli-Sowińskiej bedzie to nas kosztowało 40 mld PLN. Jezeli zaczyna sie mowic o tym, ile to nas bedzie kosztowalo, to tak jakby przyznac sie do przestepstwa. Od tego juz tylko krok do wyroku. A moze przydalby sie zapis w konstytucji na ten temat? Nasz przyjaciel Bush planuje zapisanie w konstytucji USA ochrony sakramentu malzenstwa przed homoseksualistami (i slusznie). Jesli porownac wage obu spraw, to chyba problem roszczen jest wazniejszy. Odpowiedz Link
robisc Re: wypędzeni, zabużanie, reprywatyzacja... 27.01.04, 23:02 vico1 napisał: > robisc napisał: > > > To ogólnie skandal, że przez 15 lat Polska się z tym problem dotąd nie > > uporała. > > Przypominam, że wg Kameli-Sowińskiej bedzie to nas kosztowało 40 mld PLN. > > Jezeli zaczyna sie mowic o tym, ile to nas bedzie kosztowalo, to tak jakby > przyznac sie do przestepstwa. Od tego juz tylko krok do wyroku. > > A moze przydalby sie zapis w konstytucji na ten temat? > Nasz przyjaciel Bush planuje zapisanie w konstytucji USA ochrony sakramentu > malzenstwa przed homoseksualistami (i slusznie). Jesli porownac wage obu spraw, > > to chyba problem roszczen jest wazniejszy. Vico, o ile roszcenia Niemców to sprawa bardzo kontrowersyjna, to roszcenia Polaków o mienie zabrane przez komunę są bezdyskusyjne. Rodzina mojej żony od lat stara się zwrot kamienicy w Warszawie, w której zresztą mieszka, i nie może się doczekać. To jest sankcjonowanie bezprawia przez III RP i tego wybaczyć nie można. Przynajmniej to, co można oddać w naturze już dawno powinno być oddane, a reszta powinna dostac rekompensaty. Jakie? A, to już osobny problem. W Czechach i na Węgrzech jakoś sobie z nim poradzono. Odpowiedz Link
edwardnowy Re: wypędzeni, zabużanie, reprywatyzacja... 31.10.17, 20:49 Żydzi powinni wracać do Palestyny a nie zawłaszczać polskie kamienice i ubliżać ludziom, którzy mieszkają w blokowiskach. Wracają czasy "wasze ulice a nasze kamienice?. Odpowiedz Link
robisc Re: wypędzeni, zabużanie, reprywatyzacja... 05.11.17, 19:36 swoją drogą ta całą dyskusja o reparacjach to stary, odgrzewany kotlet, jak widać po tym dawno zapomnianym watku; mozna dostac niestrawnosci Odpowiedz Link
robisc Oko za oko? 29.01.04, 23:02 Hę? Czy my też mamy haka? Świat PAP, jkl /2004-01-28 18:52:00 "Kaczyński wycenił zniszczenie Warszawy w czasie wojny" Prezydent Warszawy Lech Kaczyński przedstawił pierwsze wyliczenia kosztów zniszczenia stolicy Polski w czasie II wojny światowej - ponad 30 miliardów dolarów - pisze "Die Welt". Według "wstępnych szacunków", zniszczona własność komunalna i prywatna w Warszawie miała w tamtych czasach wartość 3,5 miliarda USD, co dzisiaj równa się 31,5 miliarda USD. "Te wyliczenia są odpowiedzią na określone zjawiska w Niemczech" - powiedział Kaczyński niemieckiemu dziennikowi i zwrócił uwagę na działalność przewodniczącej Związku Wypędzonych, Eriki Steinbach. "Ta sprawa nie musi jednak zakończyć się pozwem przeciwko Niemcom" - cytuje "Die Welt" prezydenta Warszawy i dodaje, że "Rada Miejska zobowiązała Kaczyńskiego do wyliczenia szkód wojennych, żeby Polska miała w ręku konkretne żądania na wypadek, gdyby wypędzeni mieli zażądać zwrotu własności". "Die Welt" informuje następnie, że Kaczyński chce teraz powołać grupę ekspertów, która zajmie się szczegółową wyceną szkód. Podaną na początku sumę (31,5 miliarda USD) prezydent Warszawy uważa za "zdecydowanie za niską". Dokładne oszacowanie strat może potrwać "od dwóch do trzech lat". "Die Welt" informuje, że również sejmik województwa mazowieckiego jednomyślnie zlecił oszacowanie strat wojennych na Mazowszu. Inicjatorem tego przedsięwzięcia jest Liga Polskich Rodzin oraz Prawo i Sprawiedliwość. Berliński adwokat Stefan Hambura przypuszcza, że temat wzajemnych odszkodowań będzie nadal obciążał stosunki niemiecko-polskie. "Już nieliczne pozwy niemieckich wypędzonych wystarczyłyby, żeby w Polsce znów zaczęto mówić: »Idą Niemcy«" - cytuje adwokata "Die Welt". Hambura uważa, że najlepszym wyjściem byłoby porozumienie międzypaństwowe, odkładające ad acta ewentualne roszczenia obu stron. W ekspertyzie przedłożonej sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Hambura reprezentuje pogląd, że rezygnacja Polski z reparacji wojennych w 1953 roku dotyczyła wyłącznie Niemieckiej Republiki Demokratycznej, a nie całych Niemiec. Dwaj polscy prawnicy - Władysław Czapliński i Zdzisław Galicki - których ekspertyzy również otrzymała sejmowa komisja, nie widzą natomiast podstaw prawnych domagania się przez Polskę reparacji - pisze "Die Welt". Odpowiedz Link
robisc Re: Oko za oko? - bez sensu to wszystko 04.02.04, 22:19 www.rmf.fm/wiadomosci/index.html?id=65039&loc=1 Odpowiedz Link
vico1 Re: Oko za oko? - bez sensu to wszystko 04.02.04, 23:10 Lepsze to, niz bierne przygladanie sie arogancji niektorych osobistosci w Niemczech. Co innego, jezeli same Niemcy przyjma na siebie odpowiedzialnosc za rozliczenie sie z poszkodowanymi. Odpowiedz Link
przycinek.usa Bardzo dobrze. 05.02.04, 00:11 Podoba mi sie to, ze przynajmiej tego nie zabraniaja. Mam nadzieje, ze takich glosow bedzie wiecej. Wyliczyc to i zmusic Niemcy do podpisania ukladu. Odpowiedz Link
robisc Wcześniejszy artykuł w Rzepie 29.01.04, 23:25 www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031008/publicystyka/publicystyka_a_1.html Odpowiedz Link
robisc Żydzi z USA i reprywatyzacja powraca 05.02.04, 23:20 Wiedziałem, że to tylko kwestia czasu, chociaż myślałem, że chociaż poczekają do 1 maja. A tak afera sie zrobi jeszcze przed akcesją. Od amerykańskiego sądu najwyższego zależą losy żydowskich roszczeń w Polsce Czekając na reprywatyzację Czy roszczenia nowojorskich Żydów wobec rządu polskiego są zasadne - zdecyduje Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych. Wniosek strony polskiej w tej sprawie został złożony pod koniec roku - dowiedziała się "Rzeczpospolita". Prawnicy reprezentujący skarb państwa zdecydowali się na taki krok, gdy pierwsza rozprawa w Nowym Jorku zakończyła się oddaleniem powództwa, ale sąd II instancji uchylił to orzeczenie. Proces o odszkodowania za pozostawiony w Polsce majątek toczy się od czterech lat. Zbiorowy pozew amerykańskich Żydów o zwrot mienia pozostawionego w latach 40., przeszedł już przez dwie sądowe instancje. Pierwszy wyrok z zeszłego roku był dla Polski korzystny. Nowojorski sędzia federalny Edward Korman uznał argumenty strony polskiej, że naszemu państwu przysługuje tzw. immunitet absolutny. Zgodnie z nim obce państwo nie może być pozywane przez sądy amerykańskie. - Kwestia immunitetu absolutnego jest zasadnicza dla naszej sprawy. Od orzeczenia, czy przysługuje on Polsce, czy nie, zależy ostateczne rozstrzygnięcie - powiedział nam mec. Witold Daniłowicz z kancelarii White & Case, która reprezentuje skarb państwa. Kluczem do sprawy jest amerykańska ustawa z 1976 r., która pozwala na pozywanie państw obcych w USA, ale tylko w wyjątkowych wypadkach. Sądy amerykańskie sprawdzają więc najpierw, czy takie wyjątkowe sytuacje miały miejsce. W sprawie żydowskiego mienia muszą także zdecydować, czy ustawa ta działa wstecz i dotyczy wydarzeń sprzed jej wejścia w życie. Wyrok sędziego Kormana był korzystny dla Polski, bo stwierdzał, że ustawa nie działa wstecz. Jednak w sierpniu zeszłego roku sąd II instancji uchylił to orzeczenie. - Zastanawialiśmy się, czy bronić swoich racji ponownie w I instancji, czy też zaskarżyć to orzeczenie od razu do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Zdecydowaliśmy się na to drugie rozwiązanie, bo wtedy prędzej możemy oczekiwać ostatecznego rozstrzygnięcia - mówi mec. Daniłowicz. Sprawa żydowskich roszczeń wraca jak bumerang przy każdej oficjalnej wizycie prezydenta czy premiera w USA. Nic dziwnego - organizacje żydowskie od kolejnych prezydentów i premierów słyszą obietnice rychłej ustawy reprywatyzacyjnej. Stąd pozwy, które wobec braku uregulowań ustawowych są jedyną możliwością odzyskania utraconego majątku. Niewygodny temat Gdyby polski parlament uchwalił ustawę reprywatyzacyjną, wszelkie pozwy - także ten nowojorski - straciłyby rację bytu. - Paradoksalnie to brak ustawy pozwala organizacjom żydowskim na inicjowanie dochodzenia roszczeń. A pozwy są formą nacisku na polski rząd, by rozpoczął jakiekolwiek negocjacje w sprawie odszkodowań - tłumaczy Daniłowicz. Dodaje, że na szczęście kolejne rządy zdecydowanie odrzucają jakiekolwiek rozmowy na ten temat, co mogłoby być niebezpiecznym precedensem. Mec. Daniłowicz ocenia, że działania organizacji żydowskich w amerykańskich sądach mają także charakter sondażowy. - Jeśli uda się w przypadku Polski, będzie można spróbować też w innych krajach Europy Środkowowschodniej - mówi prawnik. Kiedy reprywatyzacja Ministerstwo skarbu przygotowało już kolejny projekt ustawy reprywatyzacyjnej, w grudniu zeszłego roku pozytywnie zaopiniował go Komitet Rady Ministrów. Głównym jego założeniem jest wypłata rekompensat za utracone mienie. - Dla rządu Millera poligonem doświadczalnym w sprawie reprywatyzacji jest tzw. ustawa zabużańska. Przyjęte w niej rozwiązania zakładają odszkodowania za pozostawiony na Wschodzie majątek jedynie do kwoty 50 tys. zł, i to nawet nie na zasadzie proporcjonalności - mówi szef Sejmowej Komisji Skarbu Wiesław Walendziak. Na tej podstawie twierdzi, że ewentualna ustawa reprywatyzacyjna nie będzie miała wiele wspólnego z reprywatyzacją. Ustawę niedawno podpisał prezydent. Organizacje przesiedleńcze od początku zapowiedziały zaskarżenie jej do Trybunału Konstytucyjnego jako niezgodnej z zasadą sprawiedliwości. Taką skargę złożyła już Platforma Obywatelska. - Rząd zresztą przewidywał taki bieg wydarzeń, jest jednak przekonany, że wygra sprawę w Trybunale, powołując się na inny zapis konstytucyjny: zachowania stabilności finansów publicznych - uważa Walendziak. - Kiedy będzie już pomyślny dla rządu werdykt, do Sejmu trafi ustawa reprywatyzacyjna w podobnym kształcie - przewiduje poseł. Byłaby to więc tak naprawdę ustawa odszkodowawcza. Ale w razie jej zaskarżenia rząd będzie miał argument w postaci wcześniejszego orzeczenia Trybunału. Radosław Gil www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040205/kraj/kraj_a_7.html Odpowiedz Link
robisc Zamek jest mój 07.02.04, 20:23 Polecam - warto wiedzieć, co nas ewentualnie czeka, nawet jeżeli komentarze są uspokajające. www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040207/plus_minus_a_7.html?k=on;t=2004020720040207 Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: Zamek jest mój 07.02.04, 21:40 wklej to, bo zaraz wyladuje w archiwum platnym. Odpowiedz Link
robisc Re: Zamek jest mój (cały tekst dla zachowania) 07.02.04, 21:47 MEHRENTHIN CZY MIERZĘCIN Dzięki nowym polskim właścicielom w zamku w Mierzęcinie powstało luksusowe centrum konferencyjne. W byłej gorzelni mieści się kawiarnia i sala bilardowa. Są korty tenisowe, ujeżdżalnia, staw i setki hektarów lasów (c) MACIEJ PIĄSTA PIOTR JENDROSZCZYK - Hitlerowskie Niemcy nie napadły na Polskę bez powodu - twierdzi Alexander von Waldow, potomek byłych właścicieli polskiego dziś Mierzęcina. Jego zdaniem po wejściu Polski do Unii Europejskiej na obszarach Śląska, Pomorza oraz dawnych Prus Wschodnich powinno powstać swego rodzaju państwo o nazwie Centropa, podległe Brukseli i zarządzane wspólnie przez mieszkańców tych terenów - po powrocie tam wypędzonych. Mierzęcin jest małą osadą koło Dobiegniewa w województwie lubuskim. Większość mieszkańców pochodzi zza Bugu. Odrestaurowany kilka lat temu z niezwykłą pieczołowitością zamek stał się eleganckim hotelem. Do Mierzęcina zaczął przyjeżdżać Alexander von Waldow, starszy pan, potomek rodu, którego siedzibą był zamek do momentu pojawienia się Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku. Pan Alexander był częstym gościem hotelu, jak zresztą i inni członkowie rodziny von Waldow. Nawiązali towarzyskie, niemal przyjacielskie kontakty z obecnymi właścicielami odbudowanego zamku. Organizowano nawet wspólne przyjęcia. W listopadzie ubiegłego roku 81-letni Alexander von Waldow udzielił na tle zamku wywiadu niemieckiej telewizji Deutsche Welle: - Jako oficjalny właściciel tego miejsca mogę złożyć obecnym posiadaczom ofertę dziesięcioletniej, może dwudziestoletniej bezpłatnej dzierżawy - powiedział przed kamerą. Obecnych właścicieli zamku zmroziło. Dopiero wtedy dowiedzieli się, że Alexander von Waldow jest jednym z trzech założycieli Preussische Treuhand, czyli Pruskiego Powiernictwa, i w pewnym sensie ideologiem najbardziej nieprzejednanego środowiska wypędzonych. Po emisji programu wysłali do niego list zawiadamiający, że jest w tym miejscu persona non grata. "Nie akceptujemy podwójnych standardów" - napisali. Tak zakończyła się próba polsko- niemieckiego pojednania w Mierzęcinie. Trwała cztery lata. Prawo do sentymentu Początek tej nieudanej próby związany jest z listem wysłanym przez Piotra Nowakowskiego do Alexandra von Waldow w 1998 r., w którym Polak prosi o pomoc w rekonstrukcji nabytego popegeerowskiego majątku. Nowakowski jest współwłaścicielem firmy Novol pod Poznaniem, która całkowicie zrujnowany zamek kupiła od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa za kilkadziesiąt tysięcy złotych. - Od początku mieliśmy zamiar zrekonstruować budowlę z szacunkiem dla historii i pokoleń niemieckich właścicieli. Nie sposób wymazać niemieckiej przeszłości tych ziem - mówi Piotr Nowakowski. Odszukano przedstawiciela rodziny von Waldow i nawiązano z nim kontakt. Nowi właściciele napisali, w jakich warunkach nabyli zamek i co zamierzają z nim zrobić. Prosili o informacje na temat historii zamku, by jak najwierniej go odbudować. Już w pierwszym liście Alexander von Waldow nie pozostawił cienia wątpliwości, że uważa Mierzęcin (Mehrenthin) za własność swojej rodziny. Pisał o prawie międzynarodowym, o Karcie wypędzonych, w której wypędzeni zrzekli się "odwetu i zemsty", o traktacie polsko-niemieckim z 1991 r., z którego wyłączone zostały kwestie własności w stosunkach pomiędzy obydwoma krajami, o konieczności pojednania i przeświadczeniu, iż Nowakowski wraz z swym wspólnikiem Piotrem Olewińskim nabyli zamek w dobrej wierze. Świeżo upieczeni właściciele Mierzęcina przypomnieli o odpowiedzialności Niemiec za wybuch II wojny światowej, o sześciu milionach ofiar w Polsce, o zbrodniach hitlerowskich i pogwałceniu konwencji haskiej, o utracie przez rodzinę Nowakowskiego posiadłości na Wschodzie. - Pragnęliśmy uniknąć dwuznacznej sytuacji i przedstawiliśmy sprawę własności jasno - mówią wspólnicy. Z Niemiec nadeszła propozycja spotkania w celu znalezienia na gruncie prywatnym "rozsądnego rozwiązania", którego nie udało się znaleźć na poziomie państwowym. - Uznaliśmy, że propozycja spotkania po takim liście była wyrazem szczerej gotowości do współpracy i akceptacji obecnego stanu rzeczy w Mierzęcinie - mówią właściciele. - Być może byłem zbyt łatwowierny - mówi dzisiaj Nowakowski. Pierwsze spotkanie odbyło się w restauracji w Komornikach, gdzie znajduje się siedziba firmy Novol. - Zobaczyliśmy sympatycznego, starszego pana niepasującego do wizerunku strzelającego obcasami aroganckiego Niemca, który przyjechał z nadzieją odzyskania tego, co uważa za swą własność - wspomina Nowakowski. Rozmowa przy obiedzie była na tyle sympatyczna, że zaproszono Alexandra do obejrzenia firmy Novol. Nowoczesny zakład produkujący samochodowe materiały lakiernicze zrobił na przybyszu dobre wrażenie. Jego dotychczasowe wyobrażenia o Polsce były bliskie pojęciu "polnische Wirtschaft" z czasów Bismarcka. Rozstano się w dobrej atmosferze. Wyglądało na to, że Alexander von Waldow uznał historyczne realia i zrezygnował z pretensji do Mierzęcina. Był to początek częstych, nawet przyjacielskich kontaktów. Półtora roku temu w Mierzęcinie odbyło się rodzinne spotkanie kilkudziesięciu członków rodziny von Waldow. Nikt nie zgłaszał żadnych roszczeń. Atmosfera była doskonała. Panowie Nowakowski i Olewiński zostali oczywiście zaproszeni. Zorganizowano konkurs malarski i rodzinną aukcję, aby zebrać środki na renowację cmentarza, gdzie znajdują się rodzinne groby. Alexander namalował most - po jednej stronie Niemcy, po drugiej Polska. Rysunek kupili właściciele Mierzęcina, traktując to jako jeszcze jeden dowód pojednania i akceptacji przez rodzinę von Waldow obecnego stanu rzeczy. Podobnie jak ofiarowaną im paterę z napisem "Dona nobis pacem" (Obdarz nas pokojem). Wisi do dzisiaj w jednej z sal zamku. W sąsiedniej fotografie i nieliczne pamiątki rodziny von Waldow. - Nie można odmówić byłym właścicielom sentymentalnego prawa do tego miejsca - podkreślają Polacy. Po PGR w Mierzęcinie pozostały zrujnowane zabudowania i zniszczony zamek. Był tam kiedyś sierociniec prowadzony przez siostry zakonne. Kilka lat temu posiadłość nabyło dwóch poznańskich przedsiębiorców. (c) MACIEJ PIĄSTA Spotkanie w Eckerf?rde Alexandra von Waldow rozpoznaję natychmiast na peronie dworca w Eckerf?rde, stutysięcznym malownicznym miasteczku w Szlezwiku-Holsztynie, niedaleko duńskiej granicy. Starannie ubrany, niespokojnie wyczekuje mego przyjazdu. - Musimy koniecznie porozmawiać. Serdecznie zapraszam - mówił kilka dni temu w rozmowie telefonicznej. Jedziemy do domu mego gospodarza eleganckim samochodem. - Doskonale przydaje się do dalekich podróży. Ma sto osiemdziesiąt koni - tłumaczy. Po chwili wiem już, że Alexander von Waldow ma dom w Hiszpanii nad Morzem Śródziemnym, gdzie spędza sporo czasu. Bywa też u syna w USA. Na stałe mieszka w Eckerf?rde, gdzie w miejscowym porcie czeka na niego jacht. Odbywa nim rejsy po Morzu Bałtyckim. Jest już po osiemdziesiątce, ale wygląda na znacznie młodszego. Jest emerytowanym profesorem architektury. Przez lata wykładał w jednej z wyższych szkół w Kilonii. Wcześniej miał firmę architektoniczną w Bonn. Należy do pokolenia Niemców, którzy swój dobrobyt zawdzięczają okresowi cudu gospodarczego. Dom w Hiszpanii kupił, realizując kontrakty w tym kraju. Swą posiadłość w pobliżu Barcelony nazwał Waldorado. - Skromna, ale wygodna, tuż przy plaży - opowiada. Niechętnie mówi o przeżyciach wojennych. Przez dwa lata był żołnierzem Wehrmachtu, w stopniu szeregowca. - Widziałem nawet rzekę Terek na Kaukazie - mówi w chwili, gdy zatrzymujemy się przed jego położonym na wzgórzu domem z widokiem na morze. Zbudowany tarasowo dom ma kilka poziomów. W ogrodzie basen. Jako najstarszy męski potomek rodu von Waldow Alexander jest od czterdziestu lat szefem rady rodzinnej. Ród ten wywodzi się z Bawarii. Jedna z jeg Odpowiedz Link
robisc Re: Zamek jest mój (cały tekst dla zachowania) -cd 07.02.04, 21:48 Jako najstarszy męski potomek rodu von Waldow Alexander jest od czterdziestu lat szefem rady rodzinnej. Ród ten wywodzi się z Bawarii. Jedna z jego gałęzi od XIII w. mieszkała na Pomorzu. Mierzęcin był w posiadaniu von Waldow od 1721 r., kiedy protoplasta mierzęcińskiej gałęzi, Fryderyk, kupił go od rodziny von Sydow. Fryderyk był generałem króla Prus Fryderyka Wielkiego. Ród von Waldow nie był typowym rodem junkierskim, mimo iż wielu jego członków poświęciło się karierze wojskowej. Zajmowano się gospodarką leśną, zakładano huty szkła, gorzelnie. Zamek zbudował w 1863 r. dziadek Alexandra. On sam nigdy w Mierzęcinie nie mieszkał. Urodził się w Jenie. Jego ojciec był pastorem i bratem przedostatniego właściciela Mierzęcina. Ostatnim właścicielem był bratanek Alexandra, Norbert von Waldow. Zginął na froncie wschodnim. Nadal żyją jego trzy siostry, trojaczki. - Tradycją rodu było jednak, że dziedziczenie odbywa się w linii męskiej. Trojaczki są spadkobierczyniami w rozumieniu prawa. Ja je reprezentuję - opowiada Alexander. Jak twierdzi, w momencie zakończenia wojny majątek von Waldow liczył ponad 4,5 tys. ha w okolicach Mierzęcina i ponad tysiąc hektarów pod Stargardem. Od 1986 r. Alexander regularnie odwiedzał Mierzęcin, obserwując, co się tam dzieje. W 1991 r. wystąpił do władz wojewódzkich o zwrot majątku. Za pośrednictwem polskiej ambasady otrzymał odpowiedź, że jego żądanie jest bezpodstawne. Zaproponował więc gminie Dobiegniew utworzenie fundacji rolnej z kapitałem 5 milionów marek i zatrudnienie ludzi rozpadającego się PGR pod warunkiem odzyskania posiadłości. Odmowa skłoniła go do zmodyfikowania propozycji. Fundacja miałaby być wspólna z mniejszościowym udziałem rodziny von Waldow. Pytam, czy wiedział o przygotowywanej aukcji zrujnowanego zamku i śmiesznie niskiej cenie wywoławczej. - Oczywiście. Udział w nim rodziny był wykluczony. Jakże mogliśmy starać się o kupno tego, co jest nasze od stuleci? - pyta w odpowiedzi, zapraszając na obiad w chińskiej restauracji. Piotra Nowakowskiego, jednego z obecnych właścicieli Mierzęcina, zaszokowała wypowiedź Alexandra von Waldow dla niemieckiej telewizji, w której podkreślił, że zamek wciąż należy do jego rodziny i zamierza go odzyskać (c) MACIEJ PIĄSTA Nowe państwo Centropa Przy piwie i kaczce w jarzynach z sosem sojowym Alexander von Waldow opowiada, jak wyobraża sobie obecnie rozwiązanie sprawy własności Mierzęcina. Rozpoczyna od wyjaśnień, że hitlerowskie Niemcy nie napadły na Polskę bez powodu. Po pierwsze, związana traktatami z Francją i Anglią Polska zagrażała Niemcom. Po drugie, nie respektowała praw mniejszości niemieckiej. Po trzecie, pragnęła włączyć zamieszkane przez Niemców Wolne Miasto Gdańsk do swego terytorium. - Odpowiedzialność za wybuch wojny ponoszą nie tylko Niemcy - mówi Alexander. Zgadza się z twierdzeniem, że Niemcy prowadziły wojnę w sposób zbrodniczy. Ubolewa, że to właśnie rękami "niektórych Niemców" został zorganizowany holokaust. - Dlaczego Bóg do tego dopuścił? Musiała być jakaś przyczyna - zastanawia się głośno. Podkreśla, że w ręku Boga jest także rozwiązanie sprawy krzywd wyrządzonych niemieckim wypędzonym. Na pytanie, jak wyobraża sobie porozumienie dotyczące Mierzęcina, tłumaczy, że panowie Nowakowski i Olewiński kupili zamek w dobrej wierze. - Błąd leży po stronie państwa polskiego, które bezprawnie skonfiskowało niemiecką własność - wyjaśnia. Jak wybrnąć z takiej sytuacji? - Z pomocą Unii Europejskiej - odpowiada. Otóż po wejściu naszego kraju do Unii na obszarach Śląska, Pomorza oraz części Prus Wschodnich znajdującej się obecnie w granicach Polski miałaby zostać utworzona autonomia. Swego rodzaju państwo, o nazwie Centropa, podległe Brukseli i zarządzane wspólnie przez reprezentantów mieszkańców tych terenów po uprzednim powrocie tam wypędzonych. Ocenia, że na powrót zdecydowałoby się 2 - 3 procent wypędzonych i ich potomków, czyli około 300 tysięcy osób. W ramach Centropy miałyby zostać rozwiązane wszelkie problemy majątkowe. W wypadku Mierzęcina możliwe byłyby dwa rozwiązania. Zgodnie z pierwszym obecni jego posiadacze zostają pozbawieni swej własności na rzecz prawnych spadkobierców rodu von Waldow. Przysługiwałoby im jednak odszkodowanie od władz autonomii i specjalnie utworzonego w tym celu banku, którego fundusze miałyby w części pochodzić z Unii. Drugi scenariusz zakłada, iż spadkobiercy rodu von Waldow nie odzyskują swej własności, ale otrzymają odszkodowanie od władz Centropy. - Konsultowałem te propozycje z bankowcami, prawnikami i w gronie wypędzonych. Takie jest też oficjalne stanowisko Preussische Treuhand. Wszyscy są zgodni, że byłoby to optymalne rozwiązanie - twierdzi Alexander. Dekalog i Preussische Treuhand - Jeżeli do tego nie dojdzie, w polskich sądach zostaną złożone pozwy odszkodowawcze, a po ich prawdopodobnym odrzuceniu - odwołania do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu - zapewnia. Nie wyklucza jeszcze jednej możliwości: złożenia pozwów w imieniu wypędzonych w sądach amerykańskich na wzór zbiorczych pozwów byłych robotników przymusowych Trzeciej Rzeszy. Pozwanym miałoby być państwo polskie. Zagrożenie, jakie pozwy te stworzyły dla niemieckich koncernów w USA, było jedną z przyczyn, dla których rząd RFN i niemiecki przemysł zdecydowały się na wypłatę odszkodowań ponad 1,5 mln żyjącym jeszcze ofiarom pracy niewolniczej i przymusowej. - Droga sądowa jest wyjściem ostatecznym. Trzeba zrobić wszystko, aby porozumieć się pokojowo - podkreśla von Waldow jako oficjalny przedstawiciel Preussische Treuhand. Jest współzałożycielem tej instytucji, obok przewodniczącego Ziomkostwa Ślązaków Rudiego Pawelki oraz Hansa-G?nthera Parpliesa, wiceprzewodniczącego Związku Wypędzonych Eriki Steinbach. Jak wyjaśnia von Waldow, Preussische Treuhand gromadzi środki finansowe, by odzyskać własność niemieckich wypędzonych. - Jedną z podstaw argumentacji Preussische Treuhand są przykazania boskie, zwłaszcza "nie kradnij" oraz "nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego". Powołujemy się też na prawo międzynarodowe, od konwencji praw człowieka ONZ po Kartę praw podstawowych, będące częścią projektu konstytucji europejskiej. Prawo jest po naszej stronie. Sprzedaliśmy już akcje Preussische Treuhand za grubo ponad 150 tys. euro. Pieniądze te zostały dobrze zainwestowane i na najbliższym posiedzeniu zarządu podejmiemy uchwałę o podwyższeniu kapitału, którym spółka może dysponować zgodnie z prawem - zapewnia z całą powagą. Za pomocą tych pieniędzy Alexander von Waldow zamierza odzyskać nie tylko Mierzęcin, ale i majątki milionów wypędzonych Niemców. - Niech pan nie zapomina, że Rzesza istnieje nadal w granicach z 1937 r. i zjednoczone Niemcy, które są jedynie częścią Rzeszy, nie mogą zawierać porozumień międzynarodowych w imieniu całych Niemiec. Z tych przyczyn nieważny jest także polsko-niemiecki traktat graniczny z 1990 r. - mówi na zakończenie naszej rozmowy. Alexander żyje nadzieją, że jego rodzina powróci do Mierzęcina. Sam zamierza w przyszłości spocząć na tamtejszym cmentarzu. - Odpowiedz Link
bebokk A jak ostrzegałem, to było hihihi i głupie uwagi 08.02.04, 14:07 Nie wskazując palcem, także niektóre osoby z tego forum nie traktowały powaznie problemu. Odpowiedz Link
robisc Re: A jak ostrzegałem, to było hihihi i głupie uw 08.02.04, 14:17 bebokk napisał: > Nie wskazując palcem, także niektóre osoby z tego forum nie traktowały > powaznie problemu. Chyba nie myslisz o mnie. Jak dobrze pamietasz pomysł na wątek "Kwestia zwrotu majątków niemieckich" ktoś Ci podsunął. Odpowiedz Link
bebokk Re: A jak ostrzegałem, to było hihihi i głupie uw 08.02.04, 14:22 Miałem na myśli heimer and company. Dla ciebie znalazłem coś o organizacji cesaroka. Odpowiedz Link
bebokk W dzisiejszym forum jest przedruk artykułu z ... 09.02.04, 22:10 .."Der Spiegel". Artykuł jest o tym von Waldow i innych ( m.in. z ziomkostwa Ślązaków ) tygodnikforum.onet.pl/1149623,0,6281,924,artykul.html Powtarza to, o czym pisze Rzepa, ale bez CENTROPY Odpowiedz Link
robisc Re: W dzisiejszym forum jest przedruk artykułu z 09.02.04, 22:13 bebokk napisał: > .."Der Spiegel". > Artykuł jest o tym von Waldow i innych ( m.in. z ziomkostwa Ślązaków ) > tygodnikforum.onet.pl/1149623,0,6281,924,artykul.html > Powtarza to, o czym pisze Rzepa, ale bez CENTROPY Czyżby Waldow za szybko puścił parę? Myślałem, że doczekają do 1 maja. Z drugiej strony jak sie ma osiemdziesiąt lat to każda chwila jest cenna. Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: W dzisiejszym forum jest przedruk artykułu z 10.02.04, 00:31 "Z drugiej strony jak sie ma osiemdziesiąt lat to każda chwila jest cenna." Niemcy sa szalenie zdyscyplinowani. No i gosc twierdzi, ze sluzyl w Wehrmachcie. Mysle, ze oni sie bardzo pewnie czuja. Odpowiedz Link
bebokk Kattowitz 10.02.04, 23:10 Zajrzyjcie na forum Katowice : forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=10660137 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=10495814 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=10654051 Odpowiedz Link
bebokk Artykuł z Forum ONLINE 10.02.04, 20:53 tygodnikforum.onet.pl/1149732,1,6281,797,artykul.html Odpowiedz Link
robisc A jednak jest problem - wypowiedź Cimoszewicza 14.02.04, 23:17 To chyba pierwsze oficjalne przyznanie się władz, że problem istnieje. Co gorsza wiara na jego rozwiazanie opiera się na "głebokim przekonaniu" a nie na pewności. "(...)Zdaniem Cimoszewicza potrzebujemy nowych inicjatyw, zwłaszcza we współpracy z Niemcami. Tym bardziej że na stosunkach z Berlinem mogą zaważyć pozwy o zwrot mienia, których zgłaszanie zapowiadają najbardziej nieprzejednani przedstawiciele niemieckiego Związku Wypędzonych oraz Pruskiego Powiernictwa. Europejski Trybunał Sprawiedliwości naruszył ostatnio niepisaną zasadę nierozstrzygania spraw dotyczących przeszłości historycznej, zajmując się reprywatyzacją w Niemczech. - Roszczenia mogą być zgłaszane, nie mamy na to wpływu - twierdzi Cimoszewicz. Zastrzega jednak: - Jesteśmy głęboko przekonani, że nie okażą się skuteczne." www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040213/kraj/kraj_a_4.html Odpowiedz Link
bebokk Re: A jednak jest problem - wypowiedź Cimoszewicz 15.02.04, 16:47 dupa zbita, została wiara Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: A jednak jest problem - wypowiedź Cimoszewicz 15.02.04, 19:08 www.rense.com/general49/germansclaimthird.htm Germans Claim 'Third Reich' Polish Property By Tony Paterson The Telegraph - UK 2-15-4 BERLIN Odpowiedz Link
robisc O, Verheugen też zauważył 15.02.04, 19:29 Ekonomiczny bilans rozszerzenia (UE) wypada korzystnie dla Niemiec. Argument, że Polacy dostają nasze pieniądze i muszą być nam wdzięczni, jest nie na miejscu. O wiele gorsze jest to, że wielu Polaków znów boi się Niemców. Przewodnicząca +Związku Wypędzonych+ Erika Steinbach i jej pomocnicze oddziały wyrządzają ogromne szkody." Komisarz ds. rozszerzenia UE Guenter Verheugen Odpowiedz Link
bebokk I co z tego ? 15.02.04, 20:55 Rząd RFN podpisze umowę o rezygnacji z roszczeń ? To załatwiłoby problem ostatecznie Odpowiedz Link