krzysztofsf
14.02.04, 10:41
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33405,1913018.html
"Strona polska od miesięcy walczyła o zmniejszenie liczby produktów na tej
liście, zwłaszcza o towary podstawowe, jak zboże i masło. Tymczasem jak się
dowiedziała "Gazeta" teraz Bruksela zgadza się usunąć dwa produkty - ananasy
w puszkach i margarynę, ale w zamian dopisuje nam mandarynki i mięso
drobiowe. Już wpisanie mandarynek, które są masowo importowanym produktem,
może zachwiać dostawami, bo przedsiębiorcy, którzy zajmują się ich
sprowadzaniem, zrezygnują na wszelki wypadek z importu.
Znacznie gorzej przedstawia się sytuacja z drobiem, który jest w Polsce tani
i mamy go w nadmiarze. Unia natomiast ma problemy - w Holandii i Belgii
panowała w tym roku ptasia grypa, więc wybito ok. 30 mln sztuk kurcząt. We
Francji z kolei z powodu rekordowych upałów latem padło wiele stad
zarodowych. Do tego jest zakaz importu drobiu z Azji i Stanów Zjednoczonych z
powodu ptasiej grypy. Rocznie możemy do Unii sprzedać ok. 46 tys. ton mięsa
drobiowego w ramach bezcłowego kontyngentu (obejmuje okres od 1 lipca 2003 r.
do końca czerwca 2004 r.) i na początku stycznia został on całkowicie
wykorzystany. Drobiarze chcieli więc tylko przetrwać do maja, licząc na
chłonne rynki unijne. Teraz zamiast zysków zapowiadają się dodatkowe koszty,
i to olbrzymie"
"Prawdopodobnie liczenie, czy zapasy są nadmierne, będzie polegało na
porównaniu tego, co teraz jest w magazynach, ze średnią z ostatnich trzech
lat. Teoretycznie więc, jeśli np. wiadomo, że zbóż mamy mniej niż w zeszłym
roku, to nie mamy się czego obawiać (obecny skutek listy jest taki, że mimo
wprowadzonego właśnie bezcłowego kontyngentu, importerzy nie spieszą się z
jego realizacją). Jednak przykład Austrii i Szwecji, które przystępując do
Unii w 1995 r., uznały, że nie mają nadmiernych zapasów (wówczas chodziło
tylko o kilka produktów), mówi co innego. Bruksela na podstawie własnych
wyliczeń uznała, że kraje te miały zapasy do opodatkowania i ukarała je,
zabierając im z budżetu po kilkaset tysięcy euro."
Produkcja trwa. Sprzedac do uni przed 1 maja nie mozna. Pozostaje zjesc lub
wyeksportowac poza rynek unijny a co zostanie sukcesywnie zamrazac.
I tu wchodzi momentalnie podatek od zapasow nowodopisanego produktu.
Smacznego- niedlugo bedzie zalew kurczakow po 2 zl kilogram. Njedzmy sie na
zapas zanim wejda ceny unijne.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040211/ekonomia/ekonomia_a_3.html
"W 2003 roku do Unii sprzedaliśmy prawie 70 tysięcy ton drobiu, a całość
drobiowego eksportu wyniosła niemal 100 tysięcy ton i jest to poziom
rekordowy.
Na eksporcie nie tracili przetwórcy i zintegrowane fermy mające własny wylęg
piskląt, ubojnie i długoterminowe umowy na sprzedaż z handlem i zakładami
przetwórczymi - mówi Rajmund Paczkowski, prezes Krajowej Rady Drobiarstwa.
Zapotrzebowanie na polski drób jest tak duże, że już w styczniu br. został w
całości wyczerpany kontyngent 46,8 tys. t drobiu przyznany Polsce przez UE do
30 kwietnia br."