Wysiedleni grożą sądem

21.02.04, 18:29
Wysiedleni grożą sądem
21.02.2004 17:17 (aktualizacja 17:34)
Firma reprezentująca interesy Niemców wysiedlonych z Polski po 1945 roku
zagroziła skierowaniem skarg do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jeśli
Polska nie zaspokoi ich roszczeń.

O takiej perspektywie poinformował szef Pruskiego Powiernictwa w wywiadzie,
który ma ukazać się w najnowszym "Welt am Sonntag".

"Będziemy rozmawiali z polskimi władzami, i jeśli nam się nie uda, wówczas
skierujemy sprawę do europejskiego trybunału - powiedział gazecie Rudi
Pawelka, który jest przewodniczącym rady nadzorczej Pruskiego Powiernictwa
(Preussische Treuhand GmbH & Co.) i szefem Ziomkostwa Ślązaków.

Celem Pruskiego Powiernictwa jest zbieranie informacji o roszczeniach Niemców
wysiedlonych m.in. z obecnych ziem polskich; firma oferuje im pomoc w
ewentualnym odzyskaniu mienia na drodze sądowej. Pruskie Powiernictwo
powstało po upadku muru berlińskiego w 1989 r.

Według Preussische Treuhand, co tydzień zgłaszają się do nich "dziesiątki"
byłych niemieckich właścicieli pragnących odzyskać posiadłości, bądź uzyskać
za nie odszkodowanie. Według Pavelki, około miliona wysiedlonych Niemców
posiadało jakieś majątki na terenie dzisiejszej Polski - pisze agencja AFP
za "Welt am Sonntag".

Polskie MSZ kilkakrotnie na forum Sejmu tłumaczyło, że nie ma podstaw do
obaw, że prawo wspólnotowe UE mogłoby stać się podstawą do roszczeń
rewindykacyjnych lub odszkodowawczych za mienie utracone przez Niemców w
wyniku wysiedleń po II wojnie światowej.

Wiceminister SZ Sławomir Dąbrowa mówił w czerwcu ub.r., że kwestia następstw
II wojny światowej została uregulowana zgodnie z prawem międzynarodowym w
sposób całościowy w traktacie o regulacji końcowej w odniesieniu do Niemiec,
podpisanym w Moskwie 11 września 1990 roku. Byłe nieruchomości niemieckie
zostały przejęte przez Polskę w ramach procesu reparacyjnego, a ich status
został uregulowany polskim prawem wewnętrznym opartym na umowie poczdamskiej
z 1945 roku.

Ostatnio kilka sejmowych kół wystapiło z projektem uchwały, mającej na celu
zablokowanie ewentualnych niemieckich roszczeń wobec Polski. Komisji sejmowe
rozpatrzą go 3 marca.

(PAP)
    • robisc Re: Wysiedleni grożą sądem 21.02.04, 19:28
      przycinek.usa napisał:

      > Ostatnio kilka sejmowych kół wystapiło z projektem uchwały, mającej na celu
      > zablokowanie ewentualnych niemieckich roszczeń wobec Polski. Komisji sejmowe
      > rozpatrzą go 3 marca.

      No, jestem bardzo ciekawy jaką to uchwałę wymyślą nasi madrale. Chociaż i dobre
      jest to, że świadomośc zagrozenia rośnie. Przed referendum eurentuzjasci pukali
      sie znacząco w czoło. Teraz piszą o tym najpowazniejsze serwisy.
    • przycinek.usa Re: Wysiedleni grożą sądem 24.02.04, 01:08
      Oprawcy chcą zamienić się w ofiary



      Obywatele Niemiec wysiedleni po II wojnie światowej grożą Polsce masowymi
      pozwami do sądów europejskich. Przewodniczący Pruskiego Towarzystwa
      Powierniczego i szef Ziomkostwa Ślązaków Rudi Pawelka zagroził, iż jeśli rząd
      polski nie przystąpi do rozmów na temat odszkodowań dla niemieckich
      wysiedlonych, to już niedługo pierwsze pozwy trafią do Europejskiego Trybunału
      Praw Człowieka.
      "Coraz więcej Niemców zamierza odebrać swoje majątki pozostawione w Polsce i w
      innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej po drugiej wojnie światowej" - pisze
      wczorajszy dziennik "Welt am Sonntag". - W tym celu będziemy rozmawiali z
      polskimi władzami, a jeżeli nam się to nie uda, wystąpimy do Europejskiego
      Trybunału Praw Człowieka - stwierdził Rudi Pawelka w wywiadzie dla
      niedzielnego "Welt am Sonntag". Według jego słów, co tydzień zgłaszają się do
      Towarzystwa tuziny byłych niemieckich właścicieli, którzy pragną odzyskać swoje
      utracone domy i gospodarstwa w Polsce. Stwierdził on, że około jednego miliona
      niemieckich przesiedleńców pozostawiło swoje majątki w naszym kraju.
      Informując o grożącej Polsce fali roszczeń, niemiecka gazeta przypomniała
      jednocześnie niedawną wypowiedź desygnowanej na komisarza Unii Europejskiej
      Danuty Huebner, która oświadczyła, że "ten rozdział historii jest zamknięty i
      nie ma szans na odwrócenie jej biegu". Gazeta informuje również o inicjatywie
      władz Warszawy, które oszacowały wojenne straty polskiej stolicy spowodowane
      przez Niemców na ponad 31 mld dolarów i gotowości wystąpienia z roszczeniami w
      momencie, kiedy zaczną napływać niemieckie pozwy.
      "Welt am Sonntag" nie ukrywa, że sprawa niemieckich roszczeń o zwrot utraconego
      mienia zdecydowanie pogarsza obecne wzajemne stosunki pomiędzy obu krajami.
      Ponadto - jak pisze gazeta - sprawa ta "rodzi u naszego wschodniego sąsiada
      strach, że po wstąpieniu do Unii nastąpi gwałtowny wzrost niemieckich żądań
      zwrotu pozostawionego majątku".
      Rząd niemiecki co prawda oficjalnie odcina się od działań Pruskiego Towarzystwa
      Powierniczego, twierdząc, iż oficjalnie organizacja Pawelki nie ma nic
      wspólnego z polityką niemieckiego rządu, ale jednocześnie niejednokrotnie
      stwierdzał, iż uznaje problem ewentualnych odszkodowań za sprawę otwartą.
      Obok zainicjowanych przez Związek Wypędzonych planów budowy Centrum Przeciwko
      Wypędzeniom działania Pruskiego Towarzystwa Powierniczego należą do
      najskrajniejszych przejawów niemieckiego rewizjonizmu. Wzorowane na
      organizacjach żydowskich (co przyznają sami założyciele) towarzystwo powstało z
      inicjatywy niemieckich przesiedleńców, a głównym jego zadaniem jest pomoc
      merytoryczna i prawna wszystkim Niemcom, którzy pozostawili swój majątek na
      wschodzie Europy po 1945 r. i zamierzają go teraz odebrać. Jako spółka akcyjna
      (Preussischer Treuhand GmbH und KG aA) organizacja ta została zarejestrowana 18
      września 2001 roku w Bonn.
      Na stronach internetowych Pruskiego Towarzystwa Powierniczego znajdują się
      gotowe instrukcje, jak należy postępować w przypadku chęci odebrania swojego
      pozostawionego majątku, a także gotowe druki wzorów pozwów o odszkodowania i
      zwrot majątku.
      Rewizjonistom sprzyja brak ustawy reprywatyzacyjnej w Polsce. Umożliwia im to
      bowiem sądowne wystąpienia o pozostawiony majątek i to w całości. Pruskie
      Towarzystwo Powiernicze zamierza najpierw wystąpić z roszczeniami do polskich
      sądów, a jeżeli to im się nie uda lub pozwy zostaną odrzucone, to - jak
      zapewnia Pawelka - sprawa trafi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
      Jeśli i to nie poskutkuje, zostaną złożone zbiorowe pozwy do sądów
      amerykańskich - podobnie jak to zrobiła żydowska organizacja roszczeniowa
      Jewish Claims Conference.
      Waldemar Maszewski, Hamburg


      www.naszdziennik.pl/index.php?typ=sw&dat=20040223&id=sw11.txt
      • przycinek.usa dla oslody: 24.02.04, 01:18
        Ponizej tekst jak niemcy lubili zabierac Polakom nieruchomosci. Sam wiem, bo
        stracilismy w powstaniu kamienice. Co prawda wskutek uderzenia bomby, ale tez
        przez niemcow. Cokolwiek by nie powiedziec, winni niemcy.

        www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20040221&id=po01.txt

        "- Z zajmowanego przez nas mieszkania Niemcy wysiedlili nas zimą 1939 roku. Do
        mieszkania weszło wtedy dwóch mundurowych z trupimi czaszkami na czapkach.
        Kazali je opuścić. Niemcy nie zważali na to, że mama miała chorą nogę i dostała
        skierowanie do szpitala. Cały czas krzyczeli, byli bardzo ordynarni. Po
        opuszczeniu lokalu zostaliśmy ciężarówką zawiezieni na Główną, w obozie
        umieszczono nas w baraku, w którym nie było łóżek tylko słoma. Pamiętam, że na
        samym początku w naszym baraku jedna z kobiet urodziła dziecko, które później
        Niemcy zabrali. Chodziły słuchy, że potem je zabili - wspominała w śledztwie
        Teresa Ś."
        • viper39 Re: dla oslody: 24.02.04, 19:42
          hm... spotkalem sie na ten temat z roznymi publikacjami, ja mysle ze nie
          uregulowanie tego problemu ciagnie sie jak flaki z olejem a nasi madrzy
          rzadzacy nie maja zielonego pojecia co z tym problemem zrobic...

          ja mysle ze ktos powinien zaczac podliczac ile to niemcy strat narobili w
          polsce i wystawic im rachunek za to i wtedy my oddamy wysiedlonym to co im
          zabralismy a my powiekszymy polske o np terytorium bylego NRD w zamian za
          reparacje wojenne ktorych niemcy nie mogliby nigdy splacic bo beda tak
          wysokie.. (oczywiscie przesadzam z tym NRD)
          jesli sie tak zastanowic to wiekszosc duzych miast byla zniszczona w czasie
          wojny w niektorych wypadkach (np warszawa) do 80-85% ciekaw jestem czy ci
          ktorzy rzadaja zdaja sobie sprawe jakie sa koszty odbuodwy (bo to trzeba usunac
          gruz zburzyc ruiny i wybudowac) np 80% w-wy... oj miny im by zrzedly gdyby
          dostali rachunek za to wszystko, pewnie zaden szkop juz by nawet nie pisnal o
          oddaniu czegokolwiek....
          a swoja droga popatrzcie jakim glupim narodem jestesmy, my w zasadzie
          dostalismy g___o za zniszczenia wojenne... zydzi do dzis maja placona kase za
          druga wojne swiatowa...

          • przycinek.usa Re: dla oslody: 24.02.04, 21:46
            "a swoja droga popatrzcie jakim glupim narodem jestesmy, my w zasadzie
            dostalismy g___o za zniszczenia wojenne... zydzi do dzis maja placona kase za
            druga wojne swiatowa..."

            Bo "Narod" rzadzi. Czyli tzw. "Demokracja manipulowana".
            Co do tej glupoty, to przeczytaj to:

            www.geocities.com/jedwabne/szantaz_i_pogrozki.htm
            Straty to juz w Polsce zaczynaja powoli obliczac.
            Ja sie natomiast pytam, kto rozliczy te wladze za szkody jakich narobila?

            A, i jeszcze jedno, znalazlem tez strone, gdzie autorzy (strony) prowadza
            korespondencje z osobami poszkodowanymi przez Stolzmana i spolke i kto wie, czy
            z tego w koncu cos sie nie urodzi.

            W kazdym razie ta sprawa marynarzy Szwedzkich to sie tak szybko nie skonczy.
            Wlasciwie to ona sie dopiero zaczyna. Wszystko zatacza coraz wieksze kregi.
            W kazdym razie mase ludzi sie o tym podobno dowiedzialo. Pozyjemy zobaczymy.
    • robisc Przypomniał mi się fajny post PABLO 24.02.04, 22:54
      "• jest problem - zajebiemy go smiechem! adres: *.kamir.com.pl
      Gość: PABLO 21-02-2003 14:36 odpowiedz na list odpowiedz cytując

      czytając posty w tej dyskusji mam jedno wrażenie:
      eurofani stosuja metodę jest problem - zajebiemy go
      smiechem. szczegolnie przoduje w tym niejaki snajper ale
      kimmjiki oraz kai tez sprowadzili wszystko do żartów z
      beebok'a eurofoba.
      A problem niemieckiej własności na ziemiach odzyskanych
      ISTNIEJE. W Polsce niestety nasze elyty pro-europejskie
      zamiotły to pod dywan i udają że sprawy ni ma.
      Próba dyskusji w magazynie Sprawy Międzynarodowe i
      Arcanach nie wypaliła; prof. Kieżun tez próbował na ten
      temat pisac ale jak to u nas bywa jakoś nie zainteresował
      tym tzw. "wolnych mediów"
      jeszcze raz przypomnijmy panom eurofanom iż po akcesji
      Polski do Unii powstanie problem prawny, który ta unia
      będzie musiała w ramach swojego prawodawstwa rozwiązać:
      do tej samej nieruchomości będą istniały dwa tytuły
      prawne stwierdzające własność: jeden polski jeden
      niemiecki. Niemiecki jest starszy a do tego jego utrata
      na rzecz polskiego właściciela jest spowodowana
      przymusowym przesiedleniem i wywłaszczeniem. Jak
      prawodawstwo unijne wg szanownych eurofanów odnosi się do
      przymusowych wywłaszczeń i przesiedleń bez odszkodowań
      przeprowadzanych na podstawie kryteriów rasowych bądź
      narodowościowych? Wiedza Panowie czy nie wiedzą? Uznaje
      takie wywłaszczenie czy nie uznaje? No Kimmjiki rusz
      głową! Przypominam że polsko-niemiecki traktat o
      granicach podpisany przez TW Skubiszewskiego Krzysztofa
      zaznacza w jednym z punktów (na co szczegolnie naciskał
      Kohl) iz nie reguluje on kwestii własnościowych (uznaje
      natomiast nienaruszalnośc granic); po wejsciu do UE
      granice będziemy sobie mogli wsadzic gdzieś a tereny będą
      należec do tego kto będzie ich właścicielem. Niemiecka
      polityka jest długofalowa i bardzo konsekwentna a jej
      celem jest powrócenie do granic z 1937 roku. Polska
      polityka prowadzona przez tajnych współpracowników
      specsłużb lub komuchów jest oparta na zasadzie interesu
      klasowego klasy politycznej. No ale zdrade zawodowych
      zdrajców mozna zrozumieć. Natomiast kimmjiki, snajper,
      kai to tzw. pożyteczni idioci, ktorych tłumaczy tylko ich
      głupota. "
    • pepe49 Deutsche Welle i "Głos" 24.02.04, 23:15
      www.dwelle.de/polish/nachrichten/2.26647.2.html
      www.dwelle.de/polish/nachrichten/2.26829.2.html
      Dosyć świeże komentarze publicystów DW na ten temat. Również ostatni tygodnik
      "Głos" (p. Macierewicza) zamieszcza trochę informacji o perspektywach Niemców na
      Ziemiach Odzyskanych. Adresu internetowego nie mam. To, co mówia ministrowie
      s.z. Polski o sprawie wręcz oszałamia. W "NCz" duzo pisano o problemie, przede
      wszystkim p. Michalkiewicz. Ale nie mam adresów.
    • pepe49 Re: Wysiedleni grożą sądem 24.02.04, 23:39
      Znalazłem.

      http://www.glos.com.pl

      Fragment artykułu p. Macierewicza:
      http://www.glos.com.pl/Awyd/am.html





      (...)głównym narzędziem działania Niemiec jest Unia Europejska. Niemcy, jak mało
      kto, potrafiły podporządkować swoją politykę dialektycznym wskazaniom: “trzeba
      zrezygnować z niepodległości, by odzyskać potęgę. Trzeba zlikwidować granice, by
      odzyskać całość terytorium.” Niemcy zawarły z Polską układ, uznając granicę na
      Odrze i Nysie, lecz nigdy nie pogodziły się z wysiedleniem swoich rodaków z ziem
      polskich i nie zaakceptowały wywłaszczenia ich majątków. To Unia Europejska ma
      stać się narzędziem pozwalającym odzyskać to, co utraciły po Drugiej Wojnie
      Światowej. Zadaniu temu dobrze służy szczególna konstrukcja prawno-polityczna
      Unii, zwłaszcza w tym kształcie, jaki nadaje jej Konstytucja UE. Powstaje bowiem
      jedno państwo, w którym nie ma wewnętrznych granic, za to każdy ma prawo do
      swobody osiedlania się, a Trybunały strzegą bezwzględnie prawa własności,
      ewentualnie prawa do odszkodowania. Jeżeli dodamy, że w państwie tym głos
      decydujący mają mieć Niemcy (a o tym stanowi tzw. zasada podwójnej większości
      uzależniająca siłę głosu w Radzie UE od liczby mieszkańców) to widzimy, że
      zostały przygotowane wszystkie warunki dla pokojowej ekspansji Niemiec na wschód
      i wypchnięcia Polski z terenów Ziem Odzyskanych.

      Centropa

      Nie ma wątpliwości, że plany niemieckie idą dużo dalej, niż ekspansja
      gospodarcza, wsparcie dla rewindykacji odszkodowawczych, osadnictwo potomków
      wysiedlonych. Do osiągnięcia tych celów prawodawstwo UE jest już przystosowane.
      Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu przyjął pierwsze orzeczenia nakazujące
      odszkodowania za wywłaszczenia w latach 40-ych. Ale ewentualna presja setek
      tysięcy czy nawet milionów domagających się odszkodowań, to tylko narzędzie
      zamiarów dalej sięgających. Oto we wrześniu 2002 r. podczas konferencji w
      Feldkirchu w Austrii prof. Alexander von Waldow, Zastępca Federalnego
      Przewodniczącego Stowarzyszenia ds. Problemów Gospodarczych Wschód przedstawił
      program “rozwiązania problemów polsko-niemieckich”. Plan wygląda następująco: 1.
      Tereny utracone przez Niemcy na rzecz Polski oraz obszary enklawy królewieckiej
      zostaną odłączone od Polski i Rosji i objęte protektoratem międzynarodowym.
      Obszar ten będzie konstytucyjnie związany z Unią Europejską; 2. W ramach
      rekompensaty Polska otrzyma te utracone po wojnie terytoria na wschodzie, które
      obecnie wchodzą w skład Białorusi i Ukrainy; 3. Powstały twór państwowy, von
      Waldow nazwał go Centropą, wypłaci odszkodowania wysiedlonym i ich potomkom.

      Ten plan może się wydawać śmiesznym, gdy przedstawia się go tak, jak zrobiła to
      niedawno “Rzeczpospolita”, w reportażu rysującym marzenia starszego, oderwanego
      od życia arystokraty. Rzecz wygląda inaczej, gdy okazuje się, że jest to
      oficjalny program ogólnoniemieckiego stowarzyszenia oraz głównego narzędzia
      rewizjonistów Preusische Treuheunder. Jeżeli dziś, gdy Polska jeszcze nie jest w
      Unii Europejskiej, a więc jeszcze nie podlega bezwzględnie prawnemu dyktatowi,
      takie koncepcje publicznie są przedstawiane, to po wejściu do UE możemy jedynie
      spodziewać się ich realizacji.

      Jak do tego doszło?

      Polska znajduje się dzisiaj w bardzo trudnej sytuacji wobec Niemiec i musi
      dokonać pełnej mobilizacji swych sił, by wydostać się z opresji, w jaką
      wepchnęły ją siły komunistyczno-liberalne. Źródeł błędu szukać należy w pełnym
      podporządkowaniu polityki polskiej rosyjskiej koncepcji “Europejskiego Wspólnego
      Domu”. Ten pomysł Gorbaczowa zakładał zjednoczenie Niemiec, rozwiązanie Układu
      Warszawskiego i NATO, decydowanie o Europie poprzez OBWE. Politycy polscy,
      którzy w wyniku układu “okrągłego stołu” przejęli władzę, niewolniczo
      realizowali plany rosyjskie. Tylko tak można zrozumieć, dlaczego w Traktacie
      Polsko-Niemieckim nie zamknięto kwestii roszczeń własnościowych (choć w tym
      samym czasie zrobiła to Rosja!), nie uzyskano pełni praw dla polskiej
      mniejszości w Niemczech (choć dano takie Niemcom w Polsce!), nie wymuszono zmian
      w Konstytucji Niemiec wciąż zawierających odniesienie do Rzeszy w granicach z
      1937 r. poprzez przyznawanie obywatelstwa wszystkim, którzy narodzili się na tym
      terytorium. Przepis ten tworzy niebezpieczny punkt zaczepienia do ewentualnego
      powrotu do kwestii terytorialnych. W istocie stało się nawet coś nieporównanie
      gorszego: Minister RP Krzysztof Skubiszewski pozwolił sobie na dołączenie do
      Traktatu, wymiany listów z Ministrem spraw zagranicznych RFN H. D. Genscherem, w
      których stwierdza się, że Traktat nie zajmuje się kwestiami obywatelstwa i
      własności. Do kolejnego zaś układu Minister Skubiszewski dołącza deklarację
      stwierdzającą, że w perspektywie wejścia Polski do Unii Europejskiej tworzone
      będą ułatwienia dla osiedlania się Niemców w Polsce.

      Odpowiedzialność postkomunistów

      Traktat Polsko-Niemiecki zostaje podpisany, gdy prezydentem jest Wojciech
      Jaruzelski, a PZPR dysponuje nie tylko głównymi ministrami w rządzie, ale i
      sprawuje faktyczną kontrolę nad parlamentem i administracją Polski. Rychło
      zresztą okazuje się, że ekipy postkomunistyczne są najbardziej zainteresowane w
      ustępstwach na rzecz Niemiec i Niemców. Dobitnym przykładem jest przeprowadzona
      przez SLD ustawa z 1996 r. liberalizująca zasady sprzedaży ziemi cudzoziemcom.
      Chodziło przede wszystkim o ułatwienie nabywania mieszkań i niewielkich
      nieruchomości (do 1 ha) bez wymaganej dotąd zgody ministra spraw wewnętrznych.
      Ale najbardziej kompromitujący z punktu widzenia polskiego interesu narodowego
      jest systematyczny sprzeciw postkomunistów wobec ustawodawstwa
      reprywatyzacyjnego i uwłaszczeniowego. Projekty takich ustaw zgłaszano już w
      1992 r., ale zawsze koalicja SLD i partii liberalnych je utrącała. Dopiero w
      1999 i 2000 r. udało się uchwalić, choć przy zażartym sprzeciwie SLD, zarówno
      ustawę reprywatyzacyjną jak i uwłaszczeniową. Obie zawierały klauzule
      wyłączające z dobrodziejstw ustawy osoby, które zrzekły się polskiego
      obywatelstwa. W ten sposób unikano niebezpieczeństwa fali roszczeń niemieckich.
      O ile bowiem niemiecka doktryna prawna kwestionuje prawomocność wywłaszczeń
      dokonanych w latach 1945-90 uznając, że w tym czasie Polska jedynie
      administrowała ziemiami zachodnimi i północnymi, to takich zastrzeżeń oczywiście
      nie można wnieść po uznaniu suwerenności polskiej na tych obszarach, co dokonało
      się z punktu widzenia niemieckiego w 1990 roku.
      Do wejścia w życie ustaw reprywatyzacyjnych i uwłaszczeniowych wówczas jednak
      nie doszło. Zakwestionował je na wniosek SLD prezydent Kwaśniewski. Niemcy mogli
      odetchnąć z ulgą

      Pour la Roi de Prousse

      Konsekwencje stanowiska postkomunistów będą tragiczne. Ustawę reprywatyzacyjną
      wymusi na Polsce społeczność międzynarodowa zapewne po wejściu do UE. Tyle, że
      wówczas ustawa nie będzie mogła już zawierać klauzuli wyłączającej osoby
      pozbawione obywatelstwa polskiego, gdyż byłoby to sprzeczne z prawem UE. Tak
      więc postkomuniści i wszyscy, którzy ich wówczas wspierali, świadomie lub z
      głupoty działali na rzecz rewindykacji niemieckich. Mogę zrozumieć niewiedzę
      emocjonalnie działających posłów chłopskich. Nie wierzę jednak w naiwność panów
      Kwaśniewskiego, Millera, Oleksego, Szmajdzińskiego i towarzyszy. Myślę raczej,
      że na tym przykładzie mamy do czynienia z tą samą myślą zaprzeczną, która kazała
      komunistom z KPP w 1936 r deklarować, że zrobią wszystko, by Śląsk wrócił do
      “niemieckiej macierzy”. Na potwierdzenie tej tezy można przytoczyć dwa jeszcze
      przykłady. Po pierwsze, w 1997 roku do tworzonej przez SLD Konstytucji
      wprowadzono nowe przepisy dotyczące obywatelstwa polskiego. Zgodnie z nimi:
      ”Obywatel polski nie może utracić obywatelstwa polskiego, chyba, że sam się go
      zrzeknie.” Konsekwencje tego zapisu w stosunkach polsko-niemieckich są
      katastrofalne. W latach 1956-1988 z Polski wyjechało do Niemiec około miliona
Pełna wersja