re.ne
21.04.10, 13:23
Jako wprowadzenie do niniejszego scenariusza proponuję najpierw
przeczytać
artykuł pt.: Dla Putina dodatkowa nawigacja, dla Kaczyńskiego – nie?
www.tvn24.pl/-1,1652272,0,1,dla-putina-dodatkowa-nawigacja–dla-
kaczynskiego-_-nie,wiadomosc.html
bo właśnie ten artykuł spowodował, że wpadłem na pomysł poniższego
scenariusza.
Z tą "dodatkową nawigacją" mogło być tak:
7-go kwietnia przylatuje do Smoleńska jakiś ważniak więc jest
pretekst żeby
pojawiły się w Smoleńsku dwie samojezdne/mobilne/przenośne
radiolatarnie (patrz:
link do zdjęcia* - na samym dole), które niby są teraz bardzo
potrzebne, bo
wiadomo: ważniak to ważniak. Po ich "wykorzystaniu" znikają z
lotniska, ale nie
tak znowu zupełnie, bo zostają zainstalowane w pobliskim lesie lub
zagajniku. Od
7-go do 10-go mamy więc 3 dni na takie ich ustawienie i
skalibrowanie w pobliżu
lotniska (krzaki-zagajnik-las) żeby po wyłączeniu radiolatarni
stacjonarnych i
włączeniu tych samojezdnych, nowy-wirtualny pas do lądowania, był
przesunięty 70
metrów w lewo i około 1000 metrów "do przodu" co akurat wspaniale
się składa :
bo wówczas początek płyty wirtualnego lotniska znajduje się
kilkanaście metrów
poniżej wierzchołka zalesionego wzniesienia, bezpośrednio nad pustą
doliną.
Dolina ma głębokość 60 m i rozpiętość około kilometra. Ciche i
ustronne miejsce.
Wprost wymarzone na taką inscenizację: polski samolot jak nic -
uderzy prosto w
trawiate zbocze (tuż poniżej wierzchołka lub prosto w sam czubek
wzniesienia). W
najgorszym razie, jak pilot okaże się asem, to i tak walnie w
drzewa, które
rosną na górze (patrz: opracowanie trajektorii lotu wg Siergieja
Amielina* -
tylko to prawdziwe - bo w sieci jest już masa imitacji - cenzura ma
różne oblicza).
10-go kwietnia, gdy polska załoga melduje, że zbliża się do
lotniska, kontroler
lotów podaje im odpowiednio „skorygowane” ciśnienie atmosferyczne
zmierzone na
poziomie płyty lotniska. Tak skorygowane, żeby wskazania
barometrycznego
wysokościomierza TU-154 w połączeniu z obrazem wirtualnego lotniska,
spowodowały
przyziemienie samolotu w porządanym miejscu. Jednocześnie wieża
informuje, że
zalecane jest lądowanie w Moskwie żeby pilot nie miał wątpliwości co
do gęstości
mgły (o mgle będzie za chwilę) oraz był od razu nastawiony na
kierowanie
samolotem, tylko i wyłącznie na podstawie sygnałów z podstawionych
radiolatarni
i wskazań oszukanego wysokościomierza. Radiolatarnie wyznaczają dwie
rzeczy:
potrzebny kierunek lotu oraz umiejscowienie początku i końca
lotniska w przestrzeni.
Wszystko poszłoby zgodnie z planem gdyby nie jeden drobiazg :
czynnik ludzki -
pilot był fachowcem wyższej klasy niż zakładali organizatorzy. W
ostatniej
chwili zorientował się w sytuacji i gwałtownie poderwał samolot.
Udało mu się
nawet przelecieć nad całym zalesionym wzgórzem ścinając jedynie
gałęzie
wierzchołków drzew. Niestety TU-154 to maszyna, która nie jest
zprojektowana do
tego typu manewrów w czasie podchodzenia do lądowania (z opuszczonym
podwoziem i
otwartymi klapami). Po paruset metrach "lotu koszącego" samolot
opada
nieznacznie w dół silnie uderzając lewym skrzydłem w duże drzewo.
Uderzenie w lewe skrzydło zmieniło trajektorię lotu oraz uruchomiło
zapalniki
specjalnych bomb zainstalowanych w samolocie. Detonacja nastąpiła w
powietrzu,
dlatego na zdjęciu satelitarnym (patrz: zdjęcie z 12-04-2010
1px=50cm*)
katastrofa nie wygląda przekonująco: samolot rozsypał się po okolicy
jakby ktoś
rzucił garść klocków lego na dywan. Miało być inaczej : ładunki
miały odpalić
mniej-więcej pół sekundy po zetknięciu z ziemią. Wówczas ew.
świadkowie
opowiadaliby: samolot leciał nad doliną, pilot nie zauważył
wzniesienia bo była
mgła, uderzył prosto w zbocze/wierzchołek/drzewa a potem nastąpił
wybuch.
Dokładnie tak jak to robią samoloty na filmach amerykańskich gdy się
zderzają z
jakąś górą.
Taki scenariusz tłumaczy wiele innych dziwnych zjawisk:
1. krwawą jatkę i zmasakrowane zwłoki zamiast trupów i rannych;
2. śmiertelność 100% - przy zaplanowanej operacji świadkowie są
niemile widziani
(przy prawdziwych wypadkach jest odwrotnie);
3. dziwny manewr następnego samolotu, który podchodził do lądowania -
wieża
podała mu już prawidłowe ciśnienie więc wysokość miał ok ale nie
zdążyli jeszcze
przełączyć radiolatarni z tych lewych-mobilnych na prawidłowe-
stacjonarne;
4. cztery strzały na amatorskim filmie nakręconym parę minut po
katastrofie
(patrz: filmik zrobiony komórką 1min 24sek*) - po co te strzały? -
rannych
pasażerów/członków załogi, którzy cudem ocaleli, trzeba było..
niestety.. dobić;
5. informację o tym, że 3 osoby przeżyły katastrofę - ta informacja
szybko
została odwołana, jak się pojawiła? np. tak: dwóch pracowników
lotniska albo
przypadkowych świadków przybiegło na miejsce zdarzenia jeden z nich
wyjął
telefon z kieszeni i zadzwonił na numer alarmowy 112 żeby wezwać
pomoc, może
potem zdążył zrobić jeszcze jeden telefon np. do znajomego
dziennikarza ? -
informacja wydostała się na zewnątrz i potem trzeba było ją
odkręcać;
6. informację o dwóch nadliczbowych i niezidentyfikowanych ciałach,
do których
nie pasuje żaden kod DNA z listy ofiar tragedii, jak to możliwe? a
może było
tak: tych dwóch przypadkowych świadków (patrz:punkt nr 5) trzeba
było
natychmiast zlikwidować, warunki nie pozwalały na inne rozwiązanie
niż zabicie
ich, zmasakrowanie zwłok i wymieszanie ze szczątkami pasażerów;
7. zeznanie montarzysty tvp - mówił, że polski samolot krążył 2
godziny nad
lotniskiem zanim wylądował - to nie był polski samolot lecz jakiś
inny, no
dobrze ale po co tak długo krążył? - produkował mgłę a dokładnie:
niską chmurę
deszczową (patrz:wikipedia i dwa hasła: jodek srebra, zasiewanie
chmur);
8. natychmiastowe aresztowanie kontrolera lotów - bardzo dziwne
posunięcie,
skoro od razu było wiadomo, że wypadek to wina pilota i złej pogody;
wszystko
wskazuje na to, że to nie było żadne aresztowanie tylko np.:
usunięcie
"kontrolera" ze strefy publicznej, po to żeby go nikt nie nękał
pytaniami;
9. sugerowanie, że pilot słabo znał j.rosyjski a już zupełnie "nie
kumał"
rosyjskich cyferek - po co to było ? a no po to, żeby przygotować
grunt na
wypadek odkrycia przez polskich techników lotniczych/prokuratorów,
że
wysokościomierz w samolocie miał źle wprowadzoną wartość ciśnienia
atmosferycznego;
10. przedziwna informacja w Polsat News (patrz:link na dole*), o
tym, że Wiktor
Bater wiedział o katastrofie 16 minut przed katastrofą ! Jak to
możliwe ? –
najwidoczniej akcja czyszczenia miejsca katastrofy trwała 16 minut,
a informator
Pana Batera mógł dostać sms-a lub telefon od kogoś z trójki
ocalałych. Gdy
jeszcze żyli. Natomiast pan korespondent, ze zwykłej reporterskiej
ekscytacji,
zbyt szybko się tym newsem pochwalił.
Na koniec: ten scenariusz tłumaczy również wszystkie niby-wpadki
organizacyjne,
czyli:
a) organizatorzy nie byli pierwsi na miejscu upadku samolotu i nie
obstawili
terenu, jak to wytłumaczyć ? - trochę czasu zajął im dojazd z
pierwotnego
miejsca zasadzki;
b) niezgodna z "protokołem" likwidacja świadków, tych
(prawdopodobnie było ich
dwóch), którzy byli pierwsi na miejscu katastrofy – organizatorzy
musieli
działać szybko, nie było czasu na ceregiele, zwłoki zawlec do
samochodu? - za
daleko a teren podmokły i błotnisty;
c) jak to możliwe, że ktoś nagrywa tam film i potem go wrzuca na
youtube ?! to
już jest skandal nie lada ! - nie było czasu na obstawienie terenu,
były dużo
pilniejsze sprawy, takie jak likwidacja świadków i dobijanie
pasażerów/załogi;
d) dlaczego strzelano (niepotrzebny hałas) zamiast ich np. udusić –
no niestety
czas naglił, liczyła się każda sekunda, trzeba było zary