Prawda o polskim eksporcie

04.03.04, 10:18
Różni bonzowie mówią o eksporcie jako o sile napędowej gospodarki...
Z danych wypada jednak że tak naprawdę wartość eksportu w przeliczeniu na
mieszkańca wynosi u nas 1360 USD, mniej jest tylko w biednej Grecji.
W Hiszpani i Portugali z którymi tak się lubimy porównywać wartość ta wynosi
2500-3000 usd/mieszkanca...

Za Gazetą Prawną:
Od dwóch lat eksport jest motorem, który ciągnie polską gospodarkę, przy
słabym popycie krajowym. Ale choć sprzedaż naszych towarów na zagranicznych
rynkach dość szybko rośnie na tle krajów Unii Europejskiej, polski eksport
jest nadal skromny.
W ubiegłym roku eksport liczony na podstawie dokumentów celnych
rejestrujących przepływ towarów przez granicę miał prawdopodobnie wartość 52
mld USD – szacuje „Gazeta Prawna” na podstawie wyników handlu zagranicznego
po jedenastu miesiącach 2003 r. podanych przez Główny Urząd Statystyczny.

Sprzedaż naszych towarów za granicę jest więc nadal stosunkowo mała, mimo że
eksport szybko rośnie i przyspiesza tempo wzrostu gospodarczego, gdy popyt
krajowy jest dość słaby. W 2003 r. w przeliczeniu na mieszkańca Polski
eksport miał wartość zaledwie 1360 USD. Tymczasem w Niemczech wskaźnik ten
jest pięcioipółkrotnie wyższy niż u nas, a w Hiszpanii, kraju o podobnej
liczbie mieszkańców, ponaddwukrotnie większy.

Jest rzeczą normalną, iż w przeliczeniu na mieszkańca znacznie większy
eksport od naszego mają Czechy, Słowacja czy Węgry. Decyduje o tym wielkość
kraju. Ekonomiści są zgodni, że im mniejszy kraj, tym wcześniej funkcjonujące
w nim przedsiębiorstwa napotykają barierę popytu krajowego i dlatego szybciej
wychodzą ze swoją ofertą.

Eksport odgrywa jednak w Polsce coraz większą rolę. Od dwóch lat ciągnie
naszą gospodarkę pomimo dekoniunktury występującej na rynkach naszych
głównych partnerów handlowych. W ubiegłym roku eksport rósł dość szybko nie
tylko dlatego, że złoty był słaby względem euro, w którym rozlicza się ponad
60 proc. transakcji, ale także dlatego, że zwiększyła się konkurencyjność
naszej oferty handlowej w wyniku restrukturyzacji, jaką przeszły
przedsiębiorstwa w latach 2000-2002.

W rezultacie, według tak zwanej statystyki rzeczowej GUS, w pierwszych
jedenastu miesiącach ubiegłego roku eksport liczony w euro zwiększył się w
porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego o 6,8 proc. (w 2002 r.
wzrósł o 7,6 proc.), a import o 1,6 proc. Analitycy spodziewają się, że
sprzedaż polskich towarów na zagranicznych rynkach będzie rosła także w tym
roku. – W stosunku do potencjału polskiej gospodarki i jej możliwości, nasz
eksport jest mizerny. W tym roku powinien nadal rosnąć, ale nie jest to
pewne.

Do tej pory zwiększaliśmy eksport mimo słabego popytu zagranicznego, dzięki
między innymi temu, że wystąpił tak zwany efekt substytucyjny – przy słabej
koniunkturze zwiększyło się zapotrzebowanie na polskie wyroby, ponieważ były
one tańsze. Ale trudno dziś odpowiedzieć na pytanie, czy po poprawie popytu
zagranicznego efekt substytucyjny nie zniknie, czy kontrahenci nie wrócą do
swoich tradycyjnych dostawców towarów – ocenia Janusz Jankowiak, główny
ekonomista BRE Banku

www.gazetaprawna.pl/dzialy/6.html?numer=1154&dok=1154.6.3.2.1.1.0.1.htm
Pełna wersja