TEMAT: ROSZCZENIA.

    • przycinek.usa Powraca kwestia reparacji - Małgorzata Goss 21.08.04, 05:15
      http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20040821&id=po01.txt

      Na najbliższym posiedzeniu Sejm ma zająć się uchwałą w sprawie reparacji
      wojennych od Niemiec na rzecz Polski. Mimo że Polska ma poważne argumenty
      historyczne i prawne w tej kwestii, rząd Marka Belki sprzeciwia się przyjęciu
      dokumentu. Problem reparacji wypłynął na światło dzienne po latach na skutek
      działań niektórych środowisk w Niemczech, które 60 lat po wojnie postanowiły
      dochodzić odszkodowań za majątki pozostawione na ziemiach zachodnich i
      północnych.
      Na najbliższym posiedzeniu, rozpoczynającym się 24 sierpnia, Sejm ma rozpatrzyć
      projekt uchwały w sprawie reparacji wojennych Niemiec na rzecz Polski. "Sejm
      zobowiązuje rząd Rzeczypospolitej Polskiej do wyegzekwowania od Niemiec
      należnych Polsce reparacji wojennych z tytułu strat i szkód, jakie Polska
      poniosła w wyniku planowych zniszczeń dokonanych przez Niemcy w czasie II wojny
      światowej, i do rozpoczęcia w tym celu rozmów z rządem Republiki Federalnej
      Niemiec" - tak brzmi tekst projektu, przyjęty bez poprawek przez sejmową
      Komisję Spraw Zagranicznych. Poseł SLD z Koszalina Bogdan Błaszczyk zgłosił
      wniosek mniejszości, który sprowadza się do zamiany słów "Sejm zobowiązuje
      rząd" na sformułowanie "Sejm wzywa rząd", co ma na celu osłabienie wymowy
      uchwały. O losie wniosku mniejszości oraz samej uchwały zdecyduje Sejm.

      Niewygodny temat
      Dotychczasowe prace nad uchwałą toczyły się w iście żółwim tempie. Dość
      powiedzieć, że mija właśnie okrągły rok od wniesienia projektu do laski
      marszałkowskiej przez grupę posłów z RKN, LPR i PP. Po dwóch
      miesiącach "leżakowania" dokumentu marszałek Sejmu zdecydował, iż pierwsze
      czytanie zostanie przeprowadzone w komisji, a nie na forum Izby, i skierował
      projekt do Komisji Spraw Zagranicznych. Ta, po wstępnym rozpatrzeniu sprawy w
      listopadzie, zwlekała z zajęciem stanowiska aż do marca 2004 r. Potem gotowe
      już sprawozdanie o projekcie przez 5 miesięcy, mimo nacisków i interwencji ze
      strony posłów wnioskodawców, nie mogło doczekać się wprowadzenia przez
      marszałka do porządku obrad Sejmu. Według naszych informacji, przyczyną
      blokowania prac parlamentarnych było negatywne stanowisko wobec tego dokumentu
      ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza.

      Rząd nie chce uchwały
      Sprzeciw wobec podjęcia uchwały podtrzymał również rząd w oficjalnym stanowisku
      z 19 lipca br. przekazanym na ręce marszałka. "Rząd uważa, że problem
      realizacji uprawnień reparacyjnych Polski od Niemiec jest już zamknięty" -
      napisano w piśmie sygnowanym przez premiera Marka Belkę. Rada Ministrów
      powołuje się w swoim stanowisku na ustalenia Konferencji Poczdamskiej z 1945 r.
      oraz na umowę między Polską a ZSRS, zawartą w Moskwie 16 sierpnia 1945 r.
      Przypomina też, że 23 sierpnia 1953 r. rząd Bieruta zrzekł się od 1 stycznia
      1954 r. dalszych odszkodowań od Niemiec na rzecz Polski i oświadczenie to
      notyfikował rządowi NRD, a także w Sekretariacie Narodów Zjednoczonych (1969
      r.). Jako ostateczny argument przeciwko wystąpieniu Polski o reparacje rząd
      Belki przytacza to, że ostateczne zamknięcie sprawy reparacji nastąpiło jakoby
      poprzez przyjęcie 12 września 1990 r. traktatu 2+4, który stał się podstawą
      zjednoczenia Niemiec. "Traktat ten - zgodnie z zamiarem jego stron - zamyka
      wszystkie sprawy wynikające z II wojny światowej..." - twierdzi rząd, nie
      wspominając jednak, że Polska nie była stroną tego traktatu. Rząd sprzeciwia
      się reparacjom, chociaż sam przyznaje, że "należne odszkodowanie zostało
      zrealizowane w zakresie niewspółmiernym do krzywd ludzkich i strat
      materialnych".

      Straty są policzone
      Ustaleniem strat materialnych Polski zajmowało się utworzone zaraz po wojnie
      Biuro Odszkodowań Wojennych przy Radzie Ministrów. W wyniku skrupulatnych
      wyliczeń wyceniło ono szkody na 258,4 mld zł w cenach z 1 września 1939 r., tj.
      48,8 mld ówczesnych dolarów amerykańskich (według notowań przedwojennego GUS).
      Zważywszy, że obecna wartość amerykańskiej waluty jest około trzynastokrotnie
      wyższa niż przed wojną - straty wojenne Polski, według aktualnego kursu,
      wynoszą ponad 634 mld USD - twierdzi badacz tego zagadnienia, publicysta
      związany z ruchem ludowym, red. Ludwik Staszyński. Podana kwota dotyczy strat w
      majątku państwa polskiego, nie obejmuje natomiast szkód poniesionych przez
      polskich obywateli. Oszacowania tych ostatnich dokonał w 1990 r. wybitny znawca
      spraw niemieckich prof. Alfons Klafkowski, wyceniając je na 537,1 mld marek
      niemieckich, tj. 284,6 mld USD.

      Haniebny akt Bieruta
      W Poczdamie mocarstwa zdecydowały, iż Związek Sowiecki otrzyma odszkodowania
      zarówno ze swojej strefy okupacyjnej, jak i ze stref zachodnich. Polsce miało
      przypaść 15 proc. uzyskanych przez ZSRS reparacji. Jednak nasz kraj,
      najbardziej dotknięty skutkami wojny spośród państw europejskich, nie zdołał
      powetować sobie poniesionych strat. Po rozruchach antysowieckich w Berlinie w
      czerwcu 1953 r. rząd ZSRS zdecydował się na przerwanie pobierania reparacji z
      terenów byłej NRD. Oświadczenie w tej sprawie wydane zostało 22 sierpnia 1953
      r. Dzień później podobne w treści oświadczenie wydał rząd Bieruta, zrzekając
      się reparacji. Jednak - o ile oświadczenie rządu sowieckiego mówiło wyraźnie
      tylko o reparacjach z terenów NRD, to oświadczenie rządu "polskiego"... mówiło
      o całych Niemczech!
      Formalnie ten skandaliczny dokument nie miał nigdy mocy prawnej. Nie został
      ratyfikowany przez Sejm ani Radę Państwą, nie opublikowano go w Dzienniku
      Ustaw, a nawet nie bardzo wiadomo, kto go właściwie podpisał (premierem był
      wówczas Bolesław Bierut, szefem MSZ - Stanisław Skrzeszewski). A jednak ktoś
      zadbał, aby kilkanaście lat później oświadczenie zostało zarejestrowane i
      opublikowane w zbiorze traktatów ONZ, choć traktatem w istocie nie było!

      Polska milczała, Niemcy - nie
      Kiedy dzisiaj, po latach, wraca temat reparacji, przeciwnicy ich dochodzenia
      powołują się właśnie na owo, wydane w niejasnych okolicznościach, oświadczenie
      rządu Bieruta. Tymczasem to oświadczenie, sygnowane przez niesuwerenny rząd, i
      to w sposób niekonstytucyjny powinno być już dawno anulowane przez Sejm III
      Rzeczypospolitej. Niestety, inicjatywa poselska w tym kierunku, podjęta na
      początku lat 90. minionego wieku, natrafiła na mur niechęci po stronie rządu
      Tadeusza Mazowieckiego, który przygotowywał się wówczas do zawarcia traktatu z
      Niemcami. Aktywność wykazał natomiast niemiecki Bundestag. 8 marca 1990 r.
      podjął uchwałę stwierdzającą, że "rezygnacja Polski z reparacji od Niemiec z 23
      sierpnia 1953 r. zachowuje moc obowiązującą także dla zjednoczonych Niemiec"
      (!). Ówczesny minister spraw zagranicznych w rządzie Mazowieckiego - Krzysztof
      Skubiszewski nie wydał w tej sprawie żadnego oświadczenia, choć rzecz wymagała
      natychmiastowej riposty. Wyszło na to, że Polska zgadza się ze stanowiskiem
      Bundestagu. Potem na wiele lat zapadła cisza.

      Reparacje kontra roszczenia
      Do tego, aby sprawa reparacji ponownie powróciła na forum publiczne, walnie
      przyczyniły się działania Związku Wypędzonych i jego energicznej przywódczyni
      Eriki Steinbach. Aktywność tego środowiska związana jest z planami budowy
      Centrum Wypędzonych w Berlinie. Z kolei Pruskie Powiernictwo na czele z Rudim
      Pavelką zmierza do uzyskania od Polski odszkodowań za majątki pozostawione
      przez Niemców na Ziemiach Odzyskanych. Zdaniem liderów partii opozycyjnych,
      podjęcie przez rząd kwestii reparacji od Niemiec na rzecz Polski pozwoli
      oddalić grożącą naszemu krajowi falę roszczeń odszkodowawczych ze strony
      niemieckich przesiedleńców.
      Małgorzata Goss

      Komentarze na temat opracowywanej przez Sejm uchwały w sprawie reparacji od
      Niemiec na rzecz Polski:
      Leszek Żebrowski, historyk:
      Projektowana uchwała w sprawie reparacji wojennych od Niemiec na rzecz Polski,
      nawet jeśli zostanie przyjęta, będzie stanowiła tylko wskazówkę dla rządu, w
      jakim kierunk
      • przycinek.usa dokonczenie + wazna opinia Gontarskiego. 21.08.04, 05:18
        Pamietacie Gontarskiego? "weterynarza" Gontarskiego? To czytajcie na samym
        dole, bo to jest zarowno wazne jak i ciekawe.

        (...) w jakim kierunku powinien zmierzać. Rząd wcale nie musi się temu
        podporządkować, czego niejednokrotnie dał dowody.
        Straty poniesione przez Polskę w wyniku niemieckiej agresji to problem bardzo
        bolesny. W 1939 r. Polska została przez Niemcy zaatakowana, następnie była
        przez ponad 5 lat okupowana. Agresor zniszczył Warszawę, poddawał eksterminacji
        mieszkańców, wysiedlał, mordował i łupił. Dziś strona niemiecka usiłuje
        postawić to barbarzyństwo na równi z powojennymi wysiedleniami Niemców z ziem
        zachodnich. Tymczasem są to rzeczy nieporównywalne. Jak można porównywać
        cierpienia przesiedlonych Niemców z dokonaną w Polsce planową eksterminacją
        ludności, zorganizowanym rabunkiem majątku, brutalnym wypędzeniem np. ludności
        Zamojszczyzny, odbieraniem dzieci rodzicom?!
        Wysiedlenie Niemców odbyło się na mocy umów międzynarodowych, decyzją wielkich
        mocarstw. To była konsekwencja przegranej przez Niemcy wojny, na którą
        społeczeństwo niemieckie dało przyzwolenie. Przecież Hitler objął władzę dzięki
        demokratycznym wyborom i był przez Niemców popierany tak długo, jak długo
        spływały do Rzeszy korzyści z okupowanej Europy.
        Cały ten szum po stronie niemieckiej związany z roszczeniami odszkodowawczymi
        ma prawdopodobnie służyć temu, by Polska zapomniała o swoich stratach. To
        przygrywka zmierzająca do przyjęcia tzw. opcji zerowej: oni łaskawie zrezygnują
        z roszczeń, jeśli Polska zrzeknie się dochodzenia swoich strat.
        Moim zdaniem, tzw. opcja zerowa nie wchodzi w rachubę, ponieważ oznacza, że za
        ułamek zrezygnowalibyśmy z wielokrotnie wyższej należności.
        not. MaG

        Waldemar Gontarski, ekspert prawa europejskiego:
        Rząd kierowany przez Marka Belkę 19 lipca br. skierował do Sejmu dokument
        zatytułowany "Stanowisko rządu wobec poselskiego projektu uchwały w sprawie
        reparacji od Niemiec na rzecz Polski zawartego w sprawozdaniu komisji spraw
        zagranicznych Sejmu". Dokument ten nie tylko jest oparty na rażących błędach
        prawnych, ale traktuje Polskę jako bękarta Związku Sowieckiego. Wychodzi z
        założenia, że Związek Sowiecki mógł się zrzec prawa do majątku niemieckiego
        położonego na ziemiach zachodnich i północnych, które zostały w Poczdamie
        przydzielone Polsce. Polski rząd, powołując się na takie uprawnienia Związku
        Sowieckiego, "strzela gola do własnej bramki", przyznając mu prawo do
        położonych tam majątków, a równocześnie podważa prawo Polski do tego
        terytorium, które to prawo wynikało z umowy w Poczdamie. Zaskakuje fakt, że już
        Poczdam traktował Polskę jako suwerennego partnera, a rząd Marka Belki traktuje
        nasze państwo jako kraj niesuwerenny. Tym samym rząd ten realizuje doktrynę
        Breżniewa o ograniczonej suwerenności Polski. Takie rzeczy w III
        Rzeczypospolitej Polskiej to skandal. Zastanawiam się, kto pracuje w polskim
        Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Z tego, co wiem, personalnie odpowiada za to
        pan wiceminister Jakub Wolski, ale w tej sytuacji nie chodzi o niego. Bo jaki
        premier, taki minister, a jaki minister, taki wiceminister. Odpowiada za to
        wszystko premier, bo to jest stanowisko rządu.
        Polska z całą pewnością nie ratyfikowała oświadczenia o zrzeczeniu się
        reparacji wobec całych Niemiec do Sekretariatu Generalnego ONZ w 1969 r. Jeśli
        nawet uznać, że rząd Bieruta zrzekł się praw, to dotyczyło to przede wszystkim
        NRD. W świetle ówczesnych regulacji prawnych nie miał on do tego prawa. Rada
        Ministrów nie była organem, który mógł o tym rozstrzygać. Mało tego, również w
        świetle Konstytucji RP z 1997 r. Rada Ministrów nie ma aż tak dalece idących
        kompetencji, żeby mogła rozstrzygać o tym, czy Polska może rezygnować z
        reparacji wojennych, czy nie. Na pewno Polska nie zrezygnowała z reparacji
        wojennych wobec Niemiec Zachodnich. Zrezygnowała - według niektórych
        przedstawicieli doktryny - wobec NRD. Ale po pierwsze: czy to nie było pod
        przymusem? A po drugie: ta uchwała rządu obarczona jest poważnymi błędami
        prawnymi.
        not. AG
    • klip-klap ktos uwierzyl Shroederowi? 23.08.04, 10:30
      Tak tylko pytam, bo pewnie nikt...
      --
      Steinbach atakowana z wielu stron

      Nowy kurs polityczny Eriki Steinbach, przewodniczącej niemieckiego Związku
      Wypędzonych (BdV), spotkał się z ostrą krytyką. Na specjalnym posiedzeniu
      prezydium BdV jednogłośnie odrzuciło propozycje Steinbach dotyczące
      "wewnątrzniemieckiego" rozwiązania kwestii majątkowych wypędzonych oraz
      możliwości zrzeczenia się przez nich odszkodowań.

      Jak poinformowała wczoraj gazeta "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung", Erika
      Steinbach została też przywołana do porządku przez kierownictwo CDU, partii
      chadeckiej, którą reprezentuje w Bundestagu i jest członkinią jej zarządu.

      Kilkanaście dni temu przewodnicząca BdV ogłosiła, że wypędzeni mogą rezygnować z
      materialnych roszczeń odszkodowawczych ("rozwiązanie zerowe") w imię zapewnienia
      w Europie "pokoju prawnego". Wcześniej zaproponowała przyjęcie ustawy
      regulującej sprawy majątkowe wypędzonych "wewnątrz Niemiec". Teoretycznie
      oznaczałoby to, że rząd niemiecki przejmuje odpowiedzialność za roszczenia
      wypędzonych w nieobliczalnej wysokości.

      Propozycja została negatywnie przyjęta nie tylko przez rząd, ale i kierownictwo
      jej własnego ugrupowania, o czym poinformował osobiście wiceszef frakcji CDU w
      Bundestagu Wolfgang Bosbach. Rząd i partie opozycji parlamentarnej są jednak
      zdania, że wywłaszczenia były sprzeczne z prawem międzynarodowym. Taka
      interpretacja umożliwia wypędzonym składanie indywidualnych pozwów odszkodowawczych.

      Do wsparcia takich pozwów skierowanych przeciwko państwu polskiemu przygotowuje
      się Pruskie Powiernictwo (Preussische Treuhand). Jak powiedział "Frankfurter
      Allgemeine Sonntagszeitung" Hans-G�nther Parplies, wiceprzewodniczący Związku
      Wypędzonych, będący równocześnie współzałożycielem Pruskiego Powiernictwa,
      propozycje Steinbach są sprzeczne ze statutem BdV. Jego zdaniem "prawo do stron
      ojczystych" nie może być w żaden sposób urzeczywistnione za pomocą niemieckich
      regulacji prawnych.

      Decyzja prezydium Związku Wypędzonych, które uznało, że deklaracje Eriki
      Steinbach wykraczają poza jej kompetencje, oznacza de facto, że BdV stoi po
      stronie szefów Pruskiego Powiernictwa. Jak wynika z informacji "Frankfurter
      Allgemeine Sonntagszeitung" teraz Steinbach powinna się oficjalnie ustosunkować
      do tej decyzji.

      Erika Steinbach jest od kilku dni nieosiągalna dla prasy. W czasie konferencji
      prasowej 6 sierpnia przedstawiła swe propozycje, będące odpowiedzią na
      warszawskie przemówienie kanclerza Gerharda Schr�dera, czyniła także starania,
      aby zdystansować się wobec działalności Pruskiego Powiernictwa i jego szefa
      Rudiego Pawelki. Jednocześnie zarzucała kanclerzowi zdradę interesów
      wypędzonych, gdyż zapowiedział on, iż przed trybunałami międzynarodowymi jego
      rząd będzie prezentował stanowisko uznające żądania odszkodowawcze wypędzonych
      za bezzasadne.

      Erika Steinbach koncentruje się ostatnio głównie na realizacji projektu Centrum
      przeciwko Wypędzeniom w Berlinie. Tymczasem działalność powszechnie w Niemczech
      krytykowanego Pruskiego Powiernictwa, w dodatku personalnie ściśle powiązanego z
      BdV, zagraża temu projektowi.

      Piotr Jendroszczyk z Berlina
      --

      • przycinek.usa Opada niemiecka maska 24.08.04, 00:04
        Reakcje "wypędzonych" i polityków pokazują, że roszczenia m.in. wobec Polski to
        nie margines
        Opada niemiecka maska

        www.naszdziennik.pl/index.php?typ=sw&dat=20040823&id=sw02.txt

        Ostatnie wypowiedzi zarówno przedstawicieli tzw. ziomkostw niemieckich, jak i
        polityków zadają kłam powielanemu dotychczas w RFN stereotypowi, że to jedynie
        garstka radykałów w rodzaju m.in. Eriki Steinbach uparcie wysuwa roszczenia
        majątkowe wobec krajów Europy Środkowowschodniej. Zarówno prezydium Związku
        Wypędzonych (BdV), jak i opozycyjna Unia Chrześcijańsko-Społeczna odrzuciły
        propozycję tzw. opcji zerowej lub załatwienia przez państwo niemieckie sprawy
        roszczeń majątkowych m.in. wobec Polski, które zgłosiła szefowa BdV Erika
        Steinbach. Z wypowiedzi przedstawicieli prezydium związku wynika, że chcą oni
        raczej zwrotu mienia i skierują te roszczenia wobec m.in. Polski, a nie swojego
        państwa. Takie stanowisko popiera Angela Merkel, przewodnicząca CDU, które
        przygotowuje się do przejęcia władzy w Niemczech i nie zamierza ponosić
        ogromnych kosztów wynikających z wypłacania odszkodowań niemieckim
        przesiedleńcom.
        Ponadto z wypowiedzi przytaczanych przez niemieckie media wynika, że w
        środowisku tzw. wypędzonych zakorzeniony jest również rewizjonizm i poglądy
        rodem z hitlerowskiej propagandy.

        BdV odwraca się od Steinbach...
        Zarówno władze Związku Wypędzonych (BdV), jak i prezydium Unii Chrześcijańsko-
        Demokratycznej (CDU), która przygotowuje się do przejęcia władzy w Niemczech,
        zdecydowanie potępiły stanowisko Eriki Steinbach dotyczące odszkodowań dla
        niemieckich wypędzonych. Steinbach, która jest szefową BdV i członkiem CDU,
        kilka tygodni temu wezwała rząd niemiecki do wewnętrznego rozwiązania problemu
        roszczeń za pomocą odpowiedniej ustawy opracowanej przez niemiecki parlament i
        gwarantującej wypłacenie odszkodowań przez władze niemieckie. Zasygnalizowała
        wtedy gotowość do poparcia takiego rozwiązania, nawet gdyby chodziło jedynie o
        opcję zerową, czyli wzajemną rezygnację z odszkodowań.
        Na zwołanym w ostatnią środę specjalnym posiedzeniu zarządu BdV wyraźnie dano
        do zrozumienia, iż takie rozwiązanie jest indywidualną decyzją Steinbach, od
        której dystansują się pozostali członkowie prezydium BdV. Członek prezydium i
        jednocześnie szef BdV w Nadrenii Północnej-Westfalii Hans-Guenter Parplies
        stwierdził, że pojęcie "opcja zerowa" zostało jednomyślnie odrzucone, tak samo
        jak propozycja niemieckiej ustawy odszkodowawczej. Parplies zaznaczył, że
        stanowisko Steinbach jest niezgodne ze statutem BdV. Jego zdaniem, "prawa do
        stron ojczystych" nie można zrealizować za pomocą jakichkolwiek ustaw
        wewnątrzniemieckich.

        ...CDU również
        Podobne stanowisko zajęło prezydium CDU, które jest zdania, że należy utrzymać
        dotychczasowe stanowisko Związku Wypędzonych, czyli nadal popierać prywatne
        roszczenia majątkowe wobec Polski. Według "Frankfurter Algemeine
        Sonntagszeitung", takie stanowisko zajmuje również szefowa CDU Angela Merkel.
        Przewodnicząca chadeków po zasięgnięciu prawnej opinii fachowców uzyskała
        informację o ewentualnych kosztach rozwiązania sprawy odszkodowań wewnątrz
        Niemiec i przyjęła "z troską" do wiadomości, że nawet ogólne oszacowanie skali
        kosztów nie jest możliwe.
        Dlatego Merkel obawia się, że sugerowane przez Steinbach rozwiązanie może
        pociągnąć za sobą groźne i nieobliczalne skutki finansowe, których ciężar
        będzie musiał wziąć na siebie po wyborach w 2006 roku nowy rząd,
        najprawdopodobniej z nią na czele. W związku z tym całkowicie zrozumiały wydaje
        się strach Merkel przed takim rozwiązaniem...

        Powielają hitlerowską propagandę
        W dodatku, jak można się dowiedzieć z wielu publikacji prasowych w RFN,
        przedstawiciele środowisk zgłaszających roszczenia m.in. wobec Polski nawołują
        do rewizji granic. Kolejny taki przypadek opisała gazeta "Welt am Sonntag" na
        przykładzie niemieckiego arystokraty Alexandra von Waldowa (o którym również
        pisaliśmy w "Naszym Dzienniku"). Przy pomocy Pruskiego Towarzystwa
        Powierniczego Waldow zamierza odebrać swój pałac w miejscowości Mierzęcin
        (Mehrentin) na Śląsku. Pałac ten sześć lat temu - przypomina "WamS" - od
        państwa polskiego kupiła na spółkę z Piotrem Olewińskim polska rodzina
        Nowakowskich, którzy przy wykorzystaniu ogromnych środków finansowych urządzili
        tam hotel.
        Alexander von Waldow w rozmowie z niemieckim dziennikarzem bez żenady
        stwierdził, że "po wojnie Polacy nas ograbili i skonfiskowali nasz majątek".
        Waldow przekonywał też, że według prawa międzynarodowego Rzesza niemiecka
        istnieje w dalszym ciągu w granicach z 1937 r. - Polska otrzymała prawo jedynie
        administrowania tym terenem - stwierdził Waldow, dodając, że obecnie należy
        wprowadzić na tych terenach pełną autonomię pod zarządem Unii Europejskiej.
        Mało tego, powielając hitlerowską propagandę, o wybuch II wojny światowej
        obwinił on... Polskę. Stwierdził mianowicie, że już po I wojnie światowej 1,5
        miliona Niemców, którzy znaleźli się na terenach zajętych przez nasz kraj,
        miało obrzydzane życie przez Polaków, wśród których mieszkali. II wojna
        światowa wybuchła - tłumaczył Waldow - ponieważ Polska i Niemcy nie mogły się
        porozumieć, gdyż Polacy przez cały czas odrzucali wszelkie niemieckie
        propozycje...
        Waldemar Maszewski, Hamburg

        Wyszło szydło z worka
        Jak widać, Niemcy nie zamierzają w żadnym stopniu rezygnować z jakichkolwiek
        roszczeń w stosunku do Polski. Tym samym warszawskie "zobowiązania" kanclerza
        Gerharda Schroedera tak naprawdę nie na wiele się zdadzą, ponieważ ani nie mają
        żadnych skutków prawnych, ani nie są popierane przez największe niemieckie siły
        polityczne, które prawdopodobnie wkrótce zastąpią socjaldemokratów u steru
        władzy. Dzięki wypowiedziom prezydium BdV i szefowej CDU stało się jasne, że
        nie tylko garstka zawziętych Niemców (w postaci Pawelki czy Steinbach), jak
        dotąd mówiono w RFN, zamierza walczyć o swoje mienie pozostawione na wschodzie
        Europy, lecz kwestia ta cieszy się dużym poparciem najbardziej wpływowych ludzi
        nad Renem. Dla CDU (która najprawdopodobniej przejmie władzę w roku 2006) opcja
        zero jest nie do przyjęcia, ponieważ rząd tej formacji musiałby zapłacić
        odszkodowania wysiedlonym Niemcom.
        Waldemar Maszewski


    • klip-klap dostalo sie rzadowi/fragmenty 24.08.04, 12:39


      "Kiedy premier podpisuje się pod opracowaniem zawierającym błędy nie tylko
      logiczne, ale i merytoryczno-historyczne, do obowiązku ekspertów należy ich
      wykazanie.

      ZSRR nie mógł się zrzec praw do majątku niemieckiego położonego na ziemiach
      zachodnich i północnych, bo takich praw do tego mienia nie posiadał. To
      dwustronne polsko-radzieckie porozumienie z 16 sierpnia 1945 r. jest sprzeczne z
      umową poczdamską. Tereny te przyznano bowiem na konferencji poczdamskiej Polsce,
      a Związek Radziecki miał prawo jedynie do majątku niemieckiego położonego na
      terytoriach państw sojuszniczych III Rzeszy i we wschodniej strefie okupacyjnej.
      Powołując się na tę umowę, rząd polski strzela gola do własnej bramki.
      Przyznając prawa ZSRR do położonego tam majątku podważa równocześnie istnienie
      prawa Polski do tego terytorium jako suwerena już w 1945 r. Tylko gdyby ziemie
      zachodnie i północne nie stanowiły części terytorium państwa polskiego i po
      Poczdamie były ciągle częścią państwa niemieckiego (a więc radzieckiej strefy
      okupacyjnej), ZSRR nabyłby prawa do położonego na nich mienia niemieckiego i
      mógłby się ich zrzec.

      Poza tym umowa poczdamska rzeczywiście określiła zasady przejęcia majątku
      niemieckiego, ale nie wypowiadała się wcale na temat możliwości przejęcia mienia
      prywatnego obywateli Rzeszy. Nawet gdyby rozszerzająco wyinterpretować, że na to
      zezwalała, to zarówno powszechne prawo międzynarodowe, powojenna praktyka
      traktatowa państw zachodnich czy nawet niektóre dokumenty Rady Kontroli Niemiec
      podpisane również przez przedstawiciela ZSRR, wskazują na konieczność wypłaty
      osobom prywatnym odszkodowania za pozbawienie własności. Tyle że państwa
      zachodnie przerzuciły ten obowiązek na Niemcy w drodze traktatowej.

      Również Polska tylko w ten sposób może uchronić się przed roszczeniami
      odszkodowawczo-windykacyjnymi. Jednak aby obecnie przekonać RFN do przyjęcia na
      siebie takiego ciężaru finansowego, potrzebne są bardzo mocne argumenty - np.
      obawa przed podniesieniem przez Polskę roszczeń reparacyjnych.

      Rada Ministrów pod kierownictwem Bolesława Bieruta rzeczywiście przyjęła 23
      sierpnia 1953 r. uchwałę o zrzeczeniu się odszkodowań, którą skierowała do rządu
      NRD. Jednak uchwała ta jest dyskusyjna z wielu względów. Należy zastanowić się
      np., czy Rada Ministrów miała do tego rzeczywiście prawo w świetle Konstytucji
      PRL z 1952 r., czy była to suwerenna decyzja? A przecież nawet literalna
      wykładnia tej uchwały przeczy aktualnemu stanowisku rządu, dlaczego więc działać
      przeciwko sobie? Z drugiej strony powstaje pytanie, czy również w świetle
      obowiązującej Konstytucji RP o tak istotnym interesie narodowym jak reparacje
      wojenne może decydować rząd?

      Z całą pewnością Polska nie notyfikowała oświadczenia o zrzeczeniu się reparacji
      wobec całych Niemiec do Sekretariatu Generalnego ONZ w 1969 r. Rządowi pomylił
      się ten fakt z "Oświadczeniem rządu PRL dotyczącym raportu rządu RFN w sprawie
      odszkodowań za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości", złożonym 29
      września 1969 r. W oświadczeniu tym przedstawiciel Polski przytoczył dane ze
      "Sprawozdania w przedmiocie strat i szkód wojennych Polski w latach 1939 - 45",
      przygotowanego przez Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów,
      i określił w nim zakres przedmiotowy zrzeczenia się reparacji. Rząd PRL
      poinformował wówczas społeczność międzynarodową, że Polska nadal domaga się od
      Niemiec wysokich odszkodowań za zbrodnie międzynarodowe i szkody doznane przez
      jednostki w wyniku prześladowania nazistowskiego.

      Równie absurdalne jest stwierdzenie rządu, że możliwość podnoszenia reparacji
      została definitywnie zamknięta 12 września 1990 r. poprzez przyjęcie traktatu 2
      + 4. Przede wszystkim Polska nie była stroną tej umowy, a zgodnie z prawem
      międzynarodowym umowy nie mogą nakładać obowiązków na państwa trzecie, chyba że
      za wyraźną zgodą tych państw. Takiego oświadczenia Polski nie ma. Z drugiej
      strony, nawet mocarstwa zachodnie (USA, Wielka Brytania, Francja) 27 września
      1990 r., a więc dwa tygodnie po przyjęciu traktatu 2 + 4, zawarły z RFN umowę w
      formie wymiany not, dotyczącą ich praw do wszystkich przejętych po II wojnie
      światowej majątków niemieckich.

      Z kolei Stany Zjednoczone zrzekły się ostatecznie reparacji dopiero w lipcu
      2000. W umowie zawartej z RFN 17 lipca 2000 r. dotyczącej utworzenia Fundacji
      Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość czytamy w art. 3 ust. 3 - "The United
      States will not raise any reparations claims against the Federal Republik of
      Germany". Pan premier zna przecież język angielski. Dla innych członków
      gabinetu, na wypadek problemów językowych, tłumaczymy: "Stany Zjednoczone nie
      będą podnosić żadnych roszczeń reparacyjnych wobec Republiki Federalnej Niemiec".

      Na zakończenie refleksja natury ogólnej. W expos� premiera, przed dwukrotnym
      głosowaniem nad wotum zaufania słyszeliśmy, że powoła on "rząd fachowców". Teraz
      zapowiedziane kompetencje członków Rady Ministrów możemy ocenić m.in. przez
      zajęte na prośbę Sejmu stanowisko w sprawie uchwały reparacyjnej. Nie jest już
      ważne, czy działanie to zostanie odebrane jako nieudolność MSZ, arogancja rządu,
      czy może drwiny premiera z władzy ustawodawczej."

      WALDEMAR GONTARSKI, STEFAN HAMBURA
      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040824/publicystyka/publicystyka_a_8.html
      • przycinek.usa Rzad to banda niekompetentnych przestepcow 24.08.04, 18:25
        A przyczyna dla ktorej te rzady CIAGLE jeszcze trwaja jest ... Gazeta Wyborcza
        i Michnik.

        W normalnym Panstwie media trabilyby i opluwaly takich drani, kupczacych
        interesem narodowym. Bylyby atrykuly na ten temat dzien i noc.

        Tutaj jednak macie od dobrych paru lat rzady swoloczy socjalistycznych
        zlodziei, ktorych ideologia cieszy sie "zrozumieniem i poparciem" co powoduje
        brak krytyki medialnej i wynikajacy z tego brak sprzeciwu spolecznego.

        Co jednak powoduje, ze w normalnym panstwie media zdobywalyby swoja pozycje
        taka krytyka?

        Ano ja sprawe widze tak:
        W normalnym panstwie dochody prasy sa wprost proporcjonalne do ich efektywnosci.
        Kazda gazeta buduje przez lata swoja pozycje i jak sobie posciele tak sie
        dorobi albo nie.

        W Polsce natomiast slynna juz jest sprawa umorzen podatkowych dla Agory.
        Moze przez te umorzenia doszlo w Polsce do znacznej modyfikacji rynku i przez
        to na szczycie sa NIE TE MEDIA co trzeba!

        Michnik jest ZAPORA na drodze do osiagniecia zmiany ordynacji wyborczej JOW,
        rozliczenia najprzerozniejszych machlojek i wywalenia rzadow SLD.

        Michnik po prostu LUBI te ideologie.

        Zmiana mentalnosci medialnej w Polsce powinna sie rozpoczac przez wymiane
        takich betonowych Michnikow. Dopoki gdzies tam sa tacy - dopoty w Polsce bedzie
        blokowana medialnie wolna mysl ekonomiczna, wolny rynek a panstwo bedzie
        popadac w slabosc, ze wzgledu na TOLERANCYJNOSC mediow, powiazanych z rzadem
        scislymi zwiazkami korupcji, ukladow i watpliwych SYMPATii politycznych.
        • klip-klap Re: Rzad to banda niekompetentnych przestepcow 24.08.04, 20:59
          To prawda,ze M. jest czescia tego balaganu i jego wspomozeniem. Nie na darmo z
          Kwasem sie prowadza.Czesciowo role wykrywacza pelni Rzepa,ale obawiam sie ,ze tu
          bardziej chodzi o sympatie polityczne i jak bedzie rzadzic tzw. prawica ,to
          zlagodza stanowisko.
          Ciekawe dlaczego Ziemkiewicz w czacie napiasal,ze M. sie niedlugo skonczy ?
          • przycinek.usa Re: Rzad to banda niekompetentnych przestepcow 24.08.04, 22:09
            Ja tego nie czytalem, ale tez tak uwazam.

            To jest jasne. Ten czlowiek BLOKUJE zmiany w mentalnosci ludzi.
            Po prostu ta cala szmatlawa Gazeta mami czytelnikow jakims takim propagandowym
            chlamem i tanimi bajkowymi pogladami, podczas gdy zycie jest takie, jakie
            opisane w tym artykule o powstaniu.

            Zbyt malo jest w mediach agresji w kwestiach roszczeniowych.
            Za duzo spolegliwosci i tzw. "miekkiej" krytyki i asekuranckich
            pseudowypowiedzi. Brak jasnych i przejrzystych deklaracji.
            Czemu GW po prostu nie napisze: "Apelujemy do rzadu o zwrocenie sie do rzadu
            niemiec o podjecie staran na rzecz zamkniecia kwestii roszczen w formie
            traktatu miedzy Polska a Niemcami."?

            Te artykuly na tematy polityczne sa w Gazecie dziwnie przytlumione.
            Wyglada to tak, jakby dzial polityczny kontrolowal sam M. osobiscie tnac co
            bardziej agresywne teksty, a inne dzialy, te historyczne, naukowe, sa bardziej
            rzetelne i dosadne. Biedni dziennikarze. Nie moga po prostu odejsc z pracy do
            jakiejs konkurencji.

            Niestety gospodarka i polityka lezy jako czesc GW. Zupelnie. Brak naprawde
            madrych i rzetelnych opinii. Niestety ludzie czytaja GW jako podstawowe zrodlo
            informacji i opinii. To jest bardzo niedobrze.-(((

            I ja sie nie dziwie, ze tyle jest w Sejmie socjalizmu. Socjalizm nie kojarzy
            sie zupelnie jako cos zdecydowanie zlego. Nikt obecnie nie kojarzy bolszewizmu
            i socjalizmu jako zdecydowanego zlodziejstwa. Zlodziejstwo jest wedlug
            obywateli zlem bezwzglednym, ale socjalizm i socjaldemokracja juz nie.

            A przeciez to sa synonimy!

            Socjaldemokracja = odbieranie jednym grupom spoleczenstwa ich wypracowanych
            dobr i MARNOWANIE tych dobr przez inne, leniwe, grupy spoleczne.

            Calosc w swietle "prawa" i jupiterow; a przy okazji zniszczony zostaje rynek,
            padaja firmy a powstaje oligarchia cwaniakow powiazanych z SLD. Agora tez
            oczywiscie na tym skorzystala. Bez dwoch zdan. Zostala zwolniona z podatkow. A
            wiec zwolniona z lupania majatkowego, ktoremu poddana byla konkurencja az do
            smierci.

            Pamietajmy zawsze. Socjalizm = zlodziejstwo.

            Michnik niestety propaguje swiatopoglad socjaldemokratyczny.
            I to jest bardzo niedobrze. Bardzo zla metoda przekazywania informacji i opinii.

    • klip-klap towarzysze z SLD sa przeciw 25.08.04, 14:59
      Posłowie debatują dziś nad zobowiązaniem rządu do wyegzekwowania od Niemiec
      reparacji wojennych z tytułu strat i szkód, jakie Polska poniosła w czasie II
      wojny światowej. Przeciwko uchwale jest na razie tylko SLD.

      Posłanka Sojuszu Bogusława Towalewska określiła projekt jako "niekonstytucyjny,
      szkodzący interesom Polski i polskiej racji stanu".

      Jej zdaniem, "w świetle obecnie obowiązujących międzynarodowych i polskich aktów
      prawnych stosunki własnościowe na ziemiach odzyskanych są w pełni zabezpieczone,
      a sprawa reparacji wojennych zamknięta".

      Towalewska zwróciła ponadto uwagę, że treść uchwały może prowadzić "do rewizji
      porządku w powojennej Europie i do popsucia stosunków polsko-niemieckich".

      Modyfikacji w projekcie chcą natomiast PO, SdPl i UP. Szef Platformy, Donald
      Tusk, podkreślił, że Sejm powinien domagać się w swojej uchwale, aby rząd
      Niemiec wziął na siebie wszystkie ewentualne skutki roszczeń cywilnych, jakie
      Niemcy będą wysuwali wobec Polski za skutki II wojny światowej. Tusk złożył do
      projektu odpowiednie poprawki i opowiedział się za ponownym skierowaniem go do
      komisji.

      - Należy tak zmodyfikować projekt uchwały w sprawie reparacji wojennych Niemiec
      na rzecz Polski, by rodził pole do polsko-niemieckiego porozumienia, a nie
      konfliktu - wtórował Tomasz Nałęcz z Socjaldemokracji.

      - Uznajemy w SdPl absolutną rację wielu milionów Polaków do zadośćuczynienia, do
      wyrównywania krzywd, ale też mamy pełną świadomość, że dzisiaj, 60 lat po
      wojnie, próba zadośćuczynienia za to, może odwrócić los Europy - powiedział Nałęcz.

      Marek Pol z UP uznał, że należy wypracować taką formę uchwały, na którą mogły by
      się zgodzić wszystkie siły polityczne. Zdaniem polityka UP, projekt uchwały jest
      bardzo radykalny i zgodnie z opinią wielu ekspertów narusza konstytucyjny
      trójpodział władzy w Polsce. Przypomniał, że Sejm nie może zobowiązać rządu do
      osiągnięcia jakiegoś konkretnego celu. - Może ona (uchwała -red.) oczyści
      sumienie jej autorów, ale nie rozwiąże problemów - podkreślił Pol.

      Bardziej kategorycznie wypowiadają się inne partie. - Nie ma pojednania bez
      zadośćuczynienia - oświadczył w czasie dyskusji prezes PiS, Jarosław Kaczyński.
      - Będziemy ją popierać, bo uważamy, że wszelkiego rodzaju dyplomatyzowanie nie
      ma tutaj żadnego sensu. Trzeba jasno powiedzieć, że Niemcy odpowiadają za
      gigantyczne straty, jakie poniósł naród polski, państwo polskie i że powinni te
      straty wyrównać - powiedział lider PiS.

      Uchwałę popiera także PSL. - Liczymy na to, że rząd fachowców Marka Belki wykaże
      nową jakość w rozwiązaniu tego jednego z najważniejszych problemów polityki
      zagranicznej - powiedział przedstawiciel ludowców Leszek Bugaj.

      W podobnym tonie wypowiadał się Jan Łączny z Samoobrony. - Mamy nadzieję, że
      uchwała ta będzie stanowiła duży krok w kierunku ostatecznego uregulowania spraw
      majątkowych z naszym zachodnim sąsiadem - podkreślił Łączny.

      Natomiast LPR uważa, że rezygnowanie przez Polskę z reparacji jest odbierane
      przez Niemców jako słabość i prowokuje ich do roszczeń wobec naszego kraju.
      Poseł Janusz Dobosz powiedział w imieniu Ligi, że "bilans serwilistycznej
      polityki kolejnych polskich rządów wobec Niemiec jest przerażający". - Zbrodnie
      niemieckie idą w niepamięć, za to na nas Polaków zrzuca się odpowiedzialność za
      ucieczkę i ewakuację Niemców z polskich ziem zachodnich i północnych z rozkazu
      władz hitlerowskich z zimy 1945 r. - mówił Dobrosz.
      • przycinek.usa tez zauwazylem 25.08.04, 18:25
        Zdumiewajace, jakie to sa swinie! Po prostu zupelnie nie do wiary! Wklejam:

        Sejm o niemieckich reparacjach wojennych
        IAR 25-08-2004, ostatnia aktualizacja 25-08-2004 13:31

        W Sejmie odbyła się debata nad projektem uchwały wzywającej rząd do
        wyegzekwowania od Niemiec należnych Polsce reparacji wojennych z tytułu strat i
        szkód, jakie nasz kraj poniósł w czasie II wojny światowej. Projekt przygotował
        poseł Jerzy Czerwiński z koła Ruchu Katolicko-Narodowego.

        Za przyjęciem projektu opowiedzieli się posłowie PiS, Samoobrony, LPR i PSL.
        Wprowadzania poprawek chcą PO, SdPl, natomiast za odrzuceniem jest SLD. Zdaniem
        Sojuszu uchwała byłaby sprzeczna z konstytucją i szkodziłaby interesom Polski.
        Posłanka Sojuszu Bogusława Towalewska oświadczyła, że taki dokument może
        wywrócić integrację europejską i pogorszyć stosunki polsko-niemieckie.

        Przeciwnego zdania jest Platforma Obywatelska. PO chce poprawienia projektu
        uchwały o zobowiązanie rządu do pomocy obywatelom, przeciwko którym zostaną
        wysunięte roszczenia ze strony niemieckiej. To rząd w Berlinie powinien wziąć
        na siebie pełną finansową odpowiedzialność ze wszelkie ewentualne skutki
        cywilnych roszczeń obywateli Niemiec - powiedział Donald Tusk.

        Socjaldemokracja Polska zgadza się z Platformą Obywatelską, że do projektu
        uchwały trzeba wprowadzić poprawki i od tych zmian uzależnia swoje poparcie.
        Wprowadzenia poprawek chce także Unia Pracy. Według Marka Pola projekt uchwały
        jest - jak się wyraził - "konstytucyjnie wątpliwy". Pol uważa, że uchwała
        powinna zostać przyjęta przez aklamację lub przy absolutnej większości głosów w
        takiej formie, by była ważna nie tylko dla naszej polityki zagranicznej, ale
        też dla ludzi, którzy mieszkają na ziemiach zachodnich i północnych.

        Za przyjęciem uchwały opowiada się Prawo i Sprawiedliwość. Zdaniem PiS projekt
        właściwie ustawia stosunki polsko-niemieckie. "Nie ma pojednania bez
        zadośćuczynienia" - argumentował Jarosław Kaczyński. Dodał, że "Niemcy
        odpowiadają za gigantyczne straty poniesione przez naród polski i powinni te
        straty wyrównać".

        Również Polskie Stronnictwo Ludowe chce przyjęcia uchwały. "Strata życia jest
        niewymierna, ale szkody materialne, jakie poniosła Polska, są wymierne" - mówił
        w Sejmie Leszek Bugaj z PSL. Ludowcy - podobnie jak Platforma - są zdania, że
        obywatele niemieccy ze swoimi roszczeniami powinni zwrócić się do swojego
        rządu. Za przyjęciem projektu opowiada się także Samoobrona, która ma nadzieję,
        że właśnie dzięki niej uda się uzyskać ostateczne pojednanie polsko-niemieckie.

        Także Liga Polskich Rodzin chce przyjęcia uchwały. "Właśnie dlatego, że polskie
        rządy nie zabiegają o reparacje, to teraz potomkowie ofiar są obiektami
        roszczeń niemieckich" - argumentował Janusz Dobrosz z LPR. Do niezwłocznego
        przyjęcia projektu wezwał Sejm również Antoni Macierewicz z Ruchu Katolicko-
        Narodowego. Projektu uchwały nie popiera rząd, który twierdzi, że nie ma ku
        niemu podstaw prawnych i że może spowodować on negatywne konsekwencje
        polityczne.

        Z kolei przyjęcie uchwały rekomenduje Izbie sejmowa komisja spraw zagranicznych.
        • klip-klap Re: tez zauwazylem 25.08.04, 18:47
          I pomyslec ,ze w tych sprawach powinna panowac jednomyslnosc.Za tym stoi gruba
          kasa.
          • przycinek.usa Re: tez zauwazylem 25.08.04, 19:27
            Zgadzam sie. To sie staje ZBYT jawne. To sa po prostu przekupieni ludzie.
            Po tych wydarzeniach gleboko wierze w teorie spisku, masowy szantaz i uwazam,
            ze zaden szanujacy sie obywatel nie sprzeciwialby sie temu, zwlaszcza czlonek
            rzadu.

            To jest juz tak jawne, ze trzeba byc idiota, zeby takie sprawy ignorowac.

            Ja nie wiem, czy ci goscie z SLD to wszyscy sa agenci? Bo to tak wyglada, jakby
            to byli jacys cholerni kreci za pieniadze Berlina na stalym garnuszku tych
            cholernych niemcow.

            Dzialajcie w tej Polsce, dzialajcie, bo wam 1/3 terytorium zabiora.
            Ani sie obrocicie a okaze sie, ze jest jakis traktat podpisany przez SLD, ze
            Slask jest nie Polski a pod kuratela Europy. Jakis kolejny absurd wam
            wyszykuja. Zanim sie zorientujecie, to sie okaze, ze nie stac was na placenie
            podatkow we wlasnym kraju.

            Wasz rzad JEST SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY.
            SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY.

    • przycinek.usa kloca sie w Sejmie: 26.08.04, 02:43
      Reparacje od Niemiec: Kontrowersje w Sejmie

      Klub SLD jest za odrzuceniem projektu uchwały Sejmu w sprawie reparacji Niemiec
      na rzecz Polski. PO, SdPl i UP chcą, by zmodyfikowała go komisja spraw
      zagranicznych.

      Za przyjęciem projektu są kluby: PiS, PSL, LPR i Samoobrony. Rząd jest
      przeciwny takiej uchwale.

      Posłowie przez blisko sześć godzin omawiali w środę projekt uchwały w sprawie
      reparacji. Uczestnicy debaty byli zgodni, że to inicjatywy niemieckiego Związku
      Wypędzonych i Pruskiego Powiernictwa są przyczyną pogorszenia klimatu w
      stosunkach polsko- niemieckich. Lider PO Donald Tusk uznał nawet te działania
      za skandaliczne i haniebne.

      Zwolennicy przyjęcia przez Sejm tej uchwały przekonywali, że ustępowanie
      Niemcom powoduje tylko ich rozzuchwalenie. Przedstawiciele PO i SdPl optowali
      zaś za "Europą bez roszczeń". Posłanka SLD Bogusława Towalewska zgłosiła
      wniosek o odrzucenie projektu, który określiła jako niekonstytucyjny i
      szkodzący interesom Polski i polskiej racji stanu.

      W projekcie uchwały napisano, że Sejm zobowiązuje rząd do "wyegzekwowania od
      Niemiec należnych Polsce reparacji wojennych z tytułu strat i szkód, jakie
      Polska poniosła w wyniku planowych zniszczeń dokonanych przez Niemcy w czasie
      II wojny światowej". W projekcie Sejm wzywa rząd "do rozpoczęcia w tym celu
      rozmów z rządem RFN".

      Towalewska zapewniła, że klub Sojuszu nie bagatelizuje informacji o
      przygotowywanych przez Pruskie Powiernictwo pozwów o odszkodowanie i dlatego
      postuluje o podjęcie przez rząd działań służących do pełnego przygotowania
      wykładni prawnej dla polskich sądów i polskich przedstawicieli występujących
      przed trybunałami międzynarodowymi.

      Donald Tusk złożył do projektu poprawki i opowiedział się za ponownym
      skierowaniem go do komisji. Zaproponował, aby Sejm w uchwale wezwał rząd
      do "podjęcia zdecydowanych kroków w sprawie uznania odpowiedzialności
      odszkodowawczej RFN za szkody poniesione przez obywateli niemieckich, wskutek
      przesiedleń ludności po II wojnie światowej wynikających z postanowień Traktatu
      Poczdamskiego".

      Zdaniem Tuska, elementem uchwały powinno być też kategoryczne zobowiązanie
      polskiego rządu, aby przygotował "całą gamę instrumentów" chroniących
      wszystkich obywateli, którzy mogliby być narażeni na roszczenia środowisk
      niemieckich. Lider PO przekonywał też, że "intencją Polaków jest tak naprawdę
      Europa bez roszczeń". Jeśli jednak w Europie będą roszczenia to - jak mówił -
      "za to także spadnie odpowiedzialność na Niemców".

      Tomasz Nałęcz (SdPl) oświadczył, że Socjaldemokracja podpisuje się pod
      postulatem Tuska dotyczącym "Europy bez roszczeń", bo - jak pokazała historia -
      doświadczenia konfrontacji prowadziły do kolejnych wojen i krzywd.

      Jak mówił, należy tak zmodyfikować projekt uchwały w sprawie reparacji
      wojennych Niemiec na rzecz Polski, by rodził pole do polsko-niemieckiego
      porozumienia, a nie konfliktu. Dodał, że SdPl uzależnia swoje stanowisko wobec
      uchwały, od ostatecznego jej kształtu.

      Również Marek Pol (UP) chciał powrotu projektu do komisji spraw zagranicznych,
      aby przyjęła ona formułę, na którą zgodziliby się wszyscy posłowie.

      Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, że jego klub poprze projekt. "Nie
      ma pojednania bez zadośćuczynienia" - zaznaczył. "W Polsce istniał i sądzę, że
      cały czas istnieje, prawdziwy front obrony niemieckich interesów. Ten front to
      (...) aktywa niemieckich służb specjalnych, to bardzo duża grupa ludzi, która
      żyje za niemieckie pieniądze, i która udaje niezależnych uczonych i
      niezależnych publicystów, a także cały tłumek pożytecznych idiotów o żebraczym
      usposobieniu" - przekonywał.

      Kaczyński uważa też, że jeżeli rząd polski nie będzie miał jasnego i twardego
      stanowiska w kwestii roszczeń niemieckich, to "przyjdzie dzień, kiedy będziemy
      do tego płacenia zmuszeni". Jak dodał, "takie będą efekty zgody, która jest
      wyrażana przez polskie władze na traktowanie Polski jako kubła na śmieci".

      Także PSL poprze projekt uchwały. "Liczymy na to, że rząd fachowców Marka Belki
      wykaże nową jakość w rozwiązaniu tego jednego z najważniejszych problemów
      polityki zagranicznej" - powiedział Leszek Bugaj (PSL).

      Za przyjęciem uchwały opowiedziała się Samoobrona. Poseł Jan Łączny
      przypomniał, że "w 1998 roku Bundestag podjął uchwałę o uznaniu za słuszne
      roszczeń". "Dotyczy to tak zwanych wypędzonych. To była inicjatywa typowo
      polityczna i nikt nie patrzył na napięcia, jakie wywoła w Polsce. Polska nie
      zareagowała należycie. Za ile panie ministrze Geremek, za ile?" - pytał.

      Klub LPR też w pełni popiera projekt uchwały. Janusz Dobrosz argumentował, że
      rezygnowanie przez Polskę z reparacji jest odbierane przez Niemców jako słabość
      i prowokuje ich do roszczeń wobec Polski.

      O zarekomendowaniu Sejmowi przyjęcia tej uchwały w marcu zdecydowała sejmowa
      komisja spraw zagranicznych. Autorem projektu uchwały jest Jerzy Czerwiński
      (RKN).

      Dobrosz przedstawiając posłom sprawozdanie komisji dotyczące projektu
      przekonywał, że niepokój Polski musi budzić "wspieranie finansowe i to mocne
      tzw. Związku Wypędzonych przez rząd federalny" oraz "wspieranie rewizjonizmu"
      Pruskiego Powiernictwa.

      "Strona niemiecka prowadzi w tej sprawie podwójną grę, bo z jednej strony rząd
      oświadcza, że roszczeń indywidualnych do polskiego majątku na ziemiach
      odzyskanych nie ma, natomiast często inspiruje działania osób indywidualnych,
      które z takimi roszczeniami wobec Polski wychodzą" - powiedział poseł LPR.

      Dobrosz podsumowując debatę ocenił, że "tylko stanowczą postawą możemy
      doprowadzić do normalnych stosunków polsko-niemieckich".

      Wiceminister spraw zagranicznych Jan Truszczyński odpowiadając na pytania
      posłów oznajmił, że rząd nie uważa uchwały, w proponowanym kształcie,
      za "pożyteczną, wskazaną, służącą interesom Polski i jej obywateli", biorąc pod
      uwagę realia prawa międzynarodowego, porządku, jaki ukształtował się po II
      wojnie światowej. A także - jak mówił - "interpretacji tego prawa i porządku
      przez czynniki oficjalne państw europejskich, w tym czynniki oficjalne RFN".

      Natomiast, jak dodał, rząd zająłby konstruktywne stanowisko wobec podjęcia
      przez komisję spraw zagranicznych prac nad zmodyfikowaniem projektu, co
      proponuje Platforma.

      Wnioski złożone w trakcie debaty nad projektem mają być głosowane w piątek."

      ------------------------------------------------------------
    • przycinek.usa bardzo wazna wypowiedz. 26.08.04, 07:58
      • Re: Polska poronionym bekartem Tr. Wersalskiego ? IP: *.adsl.solnet.ch

      Przeczytaj komentowany artykuł »
      Gość: fritz 25.08.2004 14:44 odpowiedz na list

      No wlasnie! I dlatego trzeba jak najszybciej z tym skonczyc. Najlepiej jest
      zaczac od tego, ze przestepcy ponisa kare za swoje przestepstwa - jakos tak sie
      dziwnie sklada, ze zaczynaja wszystko widziec "na odwrot".

      Niemcy sa dalej najbardziej znienawidzonym narodem w Europie. I slusznie, nigdy
      nie wiadomo na jaki pomysl wpadna bydlaki jutro. Jak im sa wazni sojusznicy i
      jak wiernie dotrzymuja sojuszow, ktorym zawdzieczaja wszystko, wlacznie z 40
      latami pokoju i dobrobytu, pokazuje proba tworzenie antyamerykanskiej osi z
      Rosja i wrecz antyamerykanska histeria w Niemczech.

      O tym, ze Niemcy maja duzo za duze wplywy w Polsce i ze trzeba nareszcie z tym
      skonczyc, mowil rowniez Kaczynski w sejmie. Uchawala ta bedzie dobrym
      poczatkiem. Cytat z Wprost ponizej.

      I jeszcze jedno: Niemcy w ciagu ostatnich 80 lat zostaly juz 3 razy podzielone.
      Ostatni rozbior cofnieto. Jezeli Niemcy beda dalej sie bawic w realizowanie
      oblednej polityki mocarstwowej, z czym wlasnie zaczynaja, to niebawem
      wysiedlency z... Berlina beda sie skarzyc, ze nie ma odpowiedzialnosci
      zbiorowej i nie powinni zostac wysiedleni. Turcy oczywiscie beda mogli zostac.

      Ah, jeszcze jedno: jestes szwabem piszacym po polsku i broniacy niemieckich
      interesow. Na poczatku postu powinienes wlasnie podac, ze jestes szwabem. Nie
      robiac tego zachowujesz sie jak paskudny, maly tchorz, przepraszam... wlasnie
      jak typowy szwab.

      Cytat:
      "Będziemy ją popierać, bo uważamy, że wszelkiego rodzaju dyplomatyzowanie nie
      ma tutaj żadnego sensu. Trzeba jasno powiedzieć, że Niemcy odpowiadają za
      gigantyczne straty, jakie poniósł naród polski, państwo polskie i że powinni te
      straty wyrównać" - powiedział lider PiS.

      Zdaniem Kaczyńskiego, jeśli dojdzie do podjęcia uchwały, będzie to bardzo ważne
      wydarzenie. "Przyjęcie uchwały będzie oznaczało przełamanie w naszym życiu
      publicznym pewnej bariery (...), która polegała na tym, że przeprowadzenie
      jakiegokolwiek wniosku w relacjach polsko-niemieckich okazywało się
      niemożliwe".

      Kaczyński uważa też, że uchwała Sejmu będzie poważnym krokiem w stronę
      budowy "frontu narodowego, który w kwestiach stosunków polsko-niemieckich jest
      bezwzględnie potrzebny".

      W ocenie polityka PiS istnieje ogromna łatwość forsowania w Polsce niemieckich
      interesów i niemieckiego punktu widzenia. "W Polsce istniał i sądzę, że cały
      czas istnieje, prawdziwy front obrony niemieckich interesów. Ten front to (...)
      aktywa niemieckich służb specjalnych, to bardzo duża grupa ludzi, która żyje za
      niemieckie pieniądze i która udaje niezależnych uczonych i niezależnych
      publicystów, a także cały tłumek pożytecznych idiotów o żebraczym
      usposobieniu" - powiedział.

      Nie może być tak, żeby w Polsce wszyscy ludzie, którzy zawodowo zajmują się
      stosunkami polsko-niemieckimi żyli za niemieckie pieniądze. "To jest sytuacja
      skandaliczna, niesłychana, niemożliwa do zaakceptowania" - podkreślił.

      I dodał, że w Polsce istnieje także inna grupa ludzi, która szkodzi stosunkom
      polsko-niemieckim. Jego zdaniem, są to osoby, które "zapamiętały się w
      pojednaniu" i wykazały w walce o pojednanie ogromną naiwność.

      Kaczyński uważa, że jeżeli rząd polski nie będzie miał jasnego i twardego
      stanowiska w kwestii roszczeń niemieckich, to "przyjdzie dzień, kiedy będziemy
      do tego płacenia zmuszeni". Jak dodał, "takie będą efekty zgody, która jest
      wyrażana przez polskie władze na traktowanie Polski jako kubła na śmieci".


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=15192619&a=15200911
    • klip-klap Powiernictwo i pozwy w USA/fragmenty 28.08.04, 10:28
      "Rudi Pawelka, szef Powiernictwa Pruskiego twierdzi, że w Stanach Zjednoczonych
      trwają ostatnie przygotowania do złożenia pozwów zbiorowych niemieckich
      wypędzonych pod adresem państwa polskiego o zwrot skonfiskowanych po wojnie
      nieruchomości.

      - Pierwsze wzorcowe pozwy złożymy już jesienią, i to niemal równocześnie, w
      Polsce i w USA, a prawdopodobnie także w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu.
      Mamy bowiem pewność, że zostaną one odrzucone przez polskie sądy - powiedział
      "Rz" Pawelka. "

      "Pawelka zapewnia, że Powiernictwo Pruskie zgromadziło kapitał w wysokości 300
      tys. euro, pochodzący od osób prywatnych i ze sprzedaży akcji, które nabyło
      około tysiąca niemieckich wypędzonych. Kim są ci ludzie? Pawelka proponuje
      nawiązanie z nimi kontaktu, ale oni nie chcą rozmawiać z polskim dziennikarzem."

      "Odmowa oznacza dyskryminację tej grupy ze względu na jej pochodzenie, a to jest
      sprzeczne z prawem unijnym - dowodzi Pawelka. Podkreśla, że zasadniczym celem
      Powiernictwa Pruskiego jest doprowadzenie do zwrotu majątków, a nie uzyskanie
      odszkodowań od polskiego czy tym bardziej niemieckiego rządu, jak proponowała
      niedawno szefowa Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach. - Takie pomysły to
      naruszenie statutu związku i nikt się na to nie zgodzi - zapewnia Pawelka."

      " - Polska otrzymała już reparacje w postaci ziem niemieckich. Powiernictwo
      Pruskie reprezentuje roszczenia osób indywidualnych, a to nie ma nic wspólnego
      ze stosunkami na szczeblu międzypaństwowym. Robimy to samo, co uczynili polscy
      wypędzeni, czyli zabużanie, którzy wygrali w Strasburgu. Dlaczego nam odmawia
      się tego prawa? - pyta Pawelka.

      (...) Zwraca też uwagę na stanowisko Berlina, który odpowiadając na liczne pisma
      wypędzonych, wyjaśnia, że państwo niemieckie nigdy nie zrzekło się roszczeń
      odszkodowawczych w imieniu wypędzonych i nic nie stoi na przeszkodzie, aby
      skorzystali oni z drogi sądowej w poszczególnych krajach i przed trybunałami
      międzynarodowymi. - I my właśnie to robimy - mówi Pawelka."
      Piotr Jendroszczyk z Berlina
      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040828/swiat/swiat_a_2.html
    • przycinek.usa Czy kres nadziei na dobre sąsiedztwo z Niemcami? 30.08.04, 23:16
      Czy kres nadziei na dobre sąsiedztwo z Niemcami?

      Rząd premiera Belki swoje porażki w polityce międzynarodowej prezentuje jako
      sukces. Nieudolność w bronieniu polskich interesów tłumaczy koniecznością
      załatwiania spraw metodami dyplomatycznymi. Najprawdopodobniej dla rządu Belki
      sukcesem byłoby również odrzucenie przez Sejm projektu uchwały w sprawie
      reparacji niemieckich dla Polski. Taki sukces polegałby na zamieceniu całej
      sprawy pod dywan, udawaniu, że wszystko jest w porządku, odłożeniu problemu na
      później albo wygłoszeniu kolejnej deklaracji o naszej woli pojednania polsko-
      niemieckiego w imię przyszłej współpracy i przyjaźni. Rzecz w tym, że po tamtej
      stronie Odry takie deklaracje już nie skutkują. Nie jest to - mówiąc językiem
      niemieckich polityków - właściwy kierunek działania we właściwym momencie.

      Blef Schroedera

      Rząd Belki utwierdza w opinii publicznej przekonanie, że jako kraj biedny i
      zacofany nie jesteśmy równym partnerem dla innych, lepszych państw, nie możemy
      sobie pozwolić na stawianie żądań, możemy najwyżej się bronić i to niezbyt
      stanowczo, a najlepiej w ogóle nie podskakiwać. I nie podskakiwaliśmy. Kiedy
      doszło do finałowych negocjacji w sprawie podziału głosów w Unii Europejskiej,
      zgodziliśmy się na osłabienie naszej pozycji w Europie, co premier Belka
      triumfalnie ogłosił jako zwycięstwo polskich negocjatorów. Jako akt niezwykłej
      łaskawości koła oficjalne i część mediów przyjęły przemówienie kanclerza
      Gerharda Schroedera wygłoszone podczas obchodów 60. rocznicy wybuchu powstania
      warszawskiego. Bardzo szybko okazało się, że oficjalna deklaracja kanclerza nic
      nie znaczy. Więcej - na drugi dzień po jej ogłoszeniu niemieccy wypędzeni
      ponowili swoje żądania zwrotu majątków i utworzenia w Berlinie Centrum przeciw
      Wypędzeniom, słusznie uznając polityczne gesty za nie mające nic wspólnego z
      porządkiem prawnym. A ten pozwala Pruskiemu Powiernictwu na występowanie z
      pozwami do polskich i międzynarodowych sądów o zadośćuczynienie za utracone
      mienie.

      Niemcy są narodem odnoszącym się z respektem do tych, którzy nie są potulni. I
      dlatego nigdy nie odważyli się w debacie politycznej oskarżyć Sowietów o mordy
      na ludności cywilnej, o gwałty i rabunek. I nie odważą się wyprodukować gry
      komputerowej, w której pijani sowieccy żołnierze gwałcą niemieckie dziewczęta.
      Rosjanie nawet przez chwilę nie dopuszczają do siebie myśli, że Niemcy mogliby
      zażądać od nich jakichś odszkodowań, zwrotu majątków w Królewcu albo
      kwestionować praworządność ich działań na froncie i po wojnie. O rzekomej
      napaści Polski na Niemcy w 1939 r. powstała gra komputerowa i poza nieśmiałym
      protestem ambasadora RP w Berlinie nic się nie dzieje. Nawet fakt, że sprawą
      zainteresowała się prokuratura, nie sprawił, by zrezygnowano z dystrybucji gry
      w Polsce.

      Przyzwolenie na antypolską propagandę

      Sprzeciw posłów SLD wobec uchwały o reparacjach nie wypływa - należy mieć
      nadzieję - z faktu, że tu i tam rządzi lewica, zatem nie jest w interesie
      polskich postkomunistów drażnienie ideologicznych przyjaciół. Bardziej chyba
      ten sprzeciw wynika z odziedziczonego z czasów PRL kompleksu niższości wobec
      potężnego brata - kiedyś w Moskwie, dziś w Berlinie, Paryżu i Brukseli. Dowodzi
      tego niezdecydowana postawa przedstawiciela rządu Jana Truszczyńskiego, który
      nie uważa uchwały "za pożyteczną, wskazaną, służącą interesom Polski i jej
      obywateli", "biorąc pod uwagę realia prawa międzynarodowego, porządku, jaki
      ukształtował się po II wojnie światowej", a także "interpretację tego prawa i
      porządku przez czynniki oficjalne państw europejskich, w tym czynniki oficjalne
      RFN". Truszczyński powiedział wiele, nie mówiąc nic, ponieważ nie wyłuszczył,
      co w żądaniach reparacyjnych jest, a co nie jest zgodne z prawem
      międzynarodowym. I co mówią na ten temat eksperci. Otóż polski rząd nie
      dysponuje szacunkiem strat ani ekspertyzami specjalistów od prawa
      międzynarodowego.

      Wyprzedzające uderzenie

      Powiedzieliśmy już sobie wszystko, a teraz pora na ostateczne rozliczenie się z
      przeszłości. Nie historyczne, bo to już wałkowano po obu stronach przez 65 lat,
      ani nie polityczne, bo politycy działają w imię własnych interesów i interesów
      swoich narodów. Pora pomówić o pieniądzach, a Niemcy bardzo sobie cenią ludzi,
      którzy cenią pieniądz. "Nie ma pojednania bez zadośćuczynienia" - powiedział
      przewodniczący PiS Jarosław Kaczyński i ma rację. I taki jest argument
      wypędzonych, którzy od zwrotu utraconych majątków uzależniają pomyślny proces
      pojednania z Polską. Kaczyński ma też rację, kiedy ostrzega, że jeżeli polski
      rząd nie będzie miał jasnego i twardego stanowiska w kwestii niemieckich
      roszczeń, to "przyjdzie dzień, kiedy będziemy do tego płacenia zmuszeni".

      Nie kończąca się pokuta

      Polskie władze zachowują się tak, jakby sprawy wypędzonych nie było, i są
      skłonne przyznać rację tym mediom niemieckim, które próbują problem
      zminimalizować do nic nieznaczącego marginesu. Marginesem bez znaczenia jest -
      według nich - Erika Steinbach, Pruskie Powiernictwo, szkalowanie Polski na
      plakatach rozlepianych bezkarnie przez młodych Niemców na murach naszych miast.
      Jakbyśmy niczego nie nauczyli się z historii. Jeśli nie powstrzymamy tej fali,
      nazwijmy to eufemistycznie, niechęci wobec naszego narodu, dojdzie do wojny -
      tym razem zimnej wrogości zamiast pojednania. Zatem nie unikanie tematu, ale
      stanowcze domaganie się od strony niemieckiej zajęcia się roszczeniami ziomków
      poprawi stosunki między obu państwami, bo będą one oparte na wzajemnym szacunku
      i godności.

      Z prawnego punktu widzenia III Rzesza, podpisując bezwarunkową kapitulację,
      zaakceptowała z góry wszystkie decyzje państw zwycięskich. Republika Federalna,
      jako prawny spadkobierca Niemiec hitlerowskich, wzięła na siebie wszystkie
      zobowiązania wynikające z tej klęski - także wobec własnych obywateli. Jeśli
      niemieckie roszczenia wobec Polaków czy Czechów, najsłabszych także dziś
      (również politycznie) członków dawnej koalicji antyhitlerowskiej, nie zostaną
      powstrzymane, nieuchronnie nadejdzie dzień, w którym Niemcy wystąpią do
      Brytyjczyków z żądaniem rekompensaty za bombardowania.

      Krystyna Grzybowska. Wieloletnia korespondentka "Rzeczpospolitej" w Bonn i
      Brukseli; publicystka specjalizująca się w problematyce niemieckiej.
    • przycinek.usa maly promyczek i jedna dzielna kobieta 02.09.04, 06:20
      Pozew Polki przeciwko Niemcom za krzywdy wojny
      IAR 01-09-2004, ostatnia aktualizacja 01-09-2004 11:32

      Do sądu krajowego w Berlinie wpłynął pierwszy w historii pozew polskiej
      obywatelki przeciwko państwu niemieckiemu o zadośćuczynienie pieniężne za
      naruszenie dóbr osobistych w wyniku wojny

      Przygotował go mieszkający w Niemczech prawnik polskiego pochodzenia Stefan
      Hambura. W rozmowie z Polskim Radiem przyznał, że nieprzypadkowo wybrał 1
      września na złożenie pozwu. W 65. rocznicę wybuchu wojny chciał niemieckim
      sędziom przypomnieć o polskich cierpieniach.

      Stefan Hambura ujawnił nazwisko swej klientki. Jej ojciec był w karnej
      kompanii, w obozie koncentracyjnym w Auschwitz i do końca życia pozostał
      kaleką. Powódka, jako dziecko musiała patrzeć na jego cierpienia, co boleśnie
      odbiło się na jej psychice. Hambura zdradził, że ma kolejne zlecenia pozwów
      przeciwko państwu niemieckiemu i że to reakcja na działania Powiernictwa
      Pruskiego.

      Adwokat zdaje sobie sprawę z możliwych zakłóceń politycznych na linii Berlin-
      Warszawa w następstwie wzajemnych pretensji obywateli obu krajów. Zarazem
      sądzi, że procesy sądowe pomogą uświadomić politykom potrzebę opcji zerowej,
      czyli wzajemnego zrzeczenia się odszkodowań i reparacji.
    • klip-klap obronca rzadu i Niemiec ? 02.09.04, 11:29
      "Sejm 27 sierpnia zadecydował o ponownym skierowaniu do komisji projektu uchwały
      w sprawie odszkodowań niemieckich dla Polski w związku z II wojną światową oraz
      w sprawie roszczeń majątkowych Niemców dotkniętych konfiskatami mienia w
      kontekście przesiedleń ludności niemieckiej m.in. z Polski do Niemiec. Wiadomość
      ta jest optymistyczna, jeżeli wziąć pod uwagę temperaturę dyskusji i charakter
      wysuwanych argumentów, niejednokrotnie demagogicznych i przypominających
      podejście do stosunków polsko-niemieckich z lat 50. i 60. Nie będę w tym
      momencie ustosunkowywał się do projektów uchwał, zastrzegając sobie wszelako ten
      przywilej na wypadek przyjęcia samych uchwał przez parlament w przyszłości.

      Chciałbym jednak w tej chwili zwrócić uwagę na jeden wątek pojawiający się w
      dyskusji prasowej. W "Rzeczpospolitej" z 24 sierpnia Waldemar Gontarski i Stefan
      Hambura na kolumnie "Opinie" w artykule "Nieudolność, drwiny, a może arogancja
      rządu?" odsądzili Ministerstwo Spraw Zagranicznych od czci i wiary w kontekście
      stanowiska rządu wobec poselskiego projektu uchwały w sprawie reparacji od
      Niemiec. Nie jest moim zamiarem dyskusja nad poglądami obu autorów (przyjdzie na
      to czas). Zadziwia jedynie łatwość, z jaką podważają oni znaczenie układu
      pomiędzy obydwoma państwami niemieckimi a mocarstwami alianckimi z okresu wojny,
      znanego jako układ o ostatecznym uregulowaniu w sprawie Niemiec lub układ 2+4.

      Polska uzyskała na mocy tego układu potwierdzenie granicy zachodniej i
      wynikających z takiego ustalenia owej granicy konsekwencji. Przypomnijmy, że
      rząd polski uczestniczył w paryskiej rundzie negocjacji i nawet jeśli nie był
      stroną traktatu, to był włączony w jego przygotowywanie. Podważanie ostatecznego
      charakteru tej regulacji poprzez powołanie się na brak polskiego podpisu pod
      traktatem przypomina argumentację RFN, negującą wiążący charakter umowy
      poczdamskiej. Prawo międzynarodowe zna nie od dziś umowy na rzecz państwa
      trzeciego. Jeżeli Polska przyjęła pewne uprawnienia wynikające z owej umowy,
      musi konsekwentnie akceptować pewne zobowiązania - w tym ostateczny charakter
      regulacji zamykającej w stosunkach pomiędzy państwami zaszłości z okresu II
      wojny światowej. Autorom wolno mieć inne stanowisko w sprawie roszczeń
      reparacyjnych lub majątkowych (inna sprawa, do jakiego stopnia odpowiada ono
      prawu międzynarodowemu; prima facie ich stosunek do tej dziedziny prawa jest
      dość dowolny), ale nie mogą sobie rościć prawa do tego, że ich stanowisko jest
      jedynie słuszne. Otwarte i dyskusyjne pozostaje natomiast, czy poglądy autorów
      to nieudolność, drwina, a może zła wola?"

      Władysław Czapliński

      dyrektor Instytutu Nauk Prawnych PAN
      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040902/prawo/prawo_a_9.html
    • klip-klap artykul z GW 02.09.04, 20:03
      Nie mam czasu by przeczytac i skomentowac,ale ciekawie sie artykulik zapowiada.

      "Antoni Bolecki* 31-08-2004, ostatnia aktualizacja 31-08-2004 19:15

      Polityczne i prawne możliwości wyegzekwowania od Niemiec choćby minimalnych
      reparacji za straty wojenne są dziś praktycznie zerowe. Dlatego domaganie się
      ich zapłaty powinno być uzależnione od tego, czy roszczenia niemieckich
      wypędzonych zostaną uwzględnione przez któryś z europejskich trybunałów"

      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2260694.html
      • przycinek.usa przeczytalem do polowy 03.09.04, 06:24
        pisze tam ogolnie, ze Ruscy w Polsce kradli, a niemcy mordowali. No, moze nie
        dokladnie, ale mniej wiecej o to chodzi. He he he. Ja juz nie mam sily do tej
        tematyki. Po prostu wszystko co bylo do powiedzenia, zostalo powiedziane.

    • klip-klap Watek nie zdechl , dzieki SLD 08.09.04, 09:50
      Watek jeszcze zywy i nie wszystko zostalo powiedziane. Mamy kolejna
      niespodzianke. Jesli ta interpretacja jest sluszna to nalezy inaczej spojrzec na
      SLD (normalnie widze aferzystow i zlodziei) i zobaczyc cos wiecej. Wpierw
      sprzeciw wobec dzialan przeciw Niemcom, a teraz pomoc...Niemcom ?

      WALDEMAR GONTARSKI STEFAN HAMBURA

      "Jeśli rząd spełni postulat wydania polskim sądom powszechnym wykładni przepisów
      prawa o odszkodowaniach, tzw. niemieccy wypędzeni będą mieli otwartą drogę do
      przyspieszonego procesu o odszkodowania przeciwko Polsce."

      "Według orzecznictwa strasburskiego

      Zasada wyczerpania prawnych środków krajowych nie ma charakteru absolutnego ani
      nie może być stosowana w sposób automatyczny. (...) Nie ma obowiązku sięgania po
      środki niepewne i nieskuteczne" - zauważa Trybunał w orzeczeniu z 2 września
      1959 r. w sprawie przeciwko Turcji i wyjaśnia, że skargę do Strasburga można
      składać z pominięciem instancji krajowych, jeśli np. praktyka administracyjna
      jest sprzeczna z konwencją, a władza ją toleruje."

      "Skarżący nie ma potrzeby wykorzystywania takich środków, które teoretycznie są
      odwoławcze, ale w rzeczywistości nie dają żadnej szansy rozwiązania sytuacji
      powstałej na skutek domniemanego naruszenia konwencji. Do państwa należy
      udowodnienie, iż środki krajowe są skuteczne" - orzeczenie Trybunału z 22 maja
      1984 r. w sprawie przeciwko Holandii."


      Jan Truszczyński, wiceminister spraw zagranicznych: Są "przygotowywane wspólnie
      przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Sprawiedliwości materiały
      informacyjne dla wszystkich sądów powszechnych w Polsce, ilustrujące
      problematykę majątkową związaną z regulacjami powstałymi po II wojnie światowej
      i w założeniu mające wspomóc sądy powszechne wszędzie tam, gdzie mogłoby dojść
      efektywnie do złożenia przez obywateli niemieckich przed sądami polskimi pozwów
      związanych z ubieganiem się przez obywateli niemieckich o restytucję własności,
      restytucję mienia, które należało do ich przodków".

      "Jeśli rząd spełni zapowiedź wiceministra Truszczyńskiego w ten sposób, że
      przekaże sądom powszechnym interpretację przepisów prawa bądź zdecyduje się na
      inną formę oddziaływania na działalność orzeczniczą sądów, wtedy tzw. wypędzeni
      będą mieli otwartą drogę do Strasburga, a Pruskie Powiernictwo - wspaniały prezent."

      Calosc jest bardzo ciekawa, rozwiniecie pod linkiem
      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040908/prawo/prawo_a_8.html
      • przycinek.usa o cholera. 08.09.04, 18:37
        Ja sie na tym nie znam, ale wyglada na to, ze ten Truszynski i SLD to zgrana
        paczka antypolskich skurwy#ynow.
    • robisc Powiernictwo 08.09.04, 20:29
      Powiernictwo za powiernictwo
      Data: [2004-09-08]
      Autor: AZ

      Najpóźniej za dwa miesiące powstanie Powiernictwo Polskie, stowarzyszenie
      pokrzywdzonych przez III Rzeszę. Do jego założycieli zgłosiło się już kilku
      niemieckich adwokatów, którzy chcą reprezentować Polaków przed niemieckimi
      sądami - pisze Gazeta Wyborcza.


      "Myślę, że pod koniec roku zaczniemy batalię prawną" - zapowiada gdyńska poseł
      Dorota Arciszewska-Mielewczyk z SKL. Organizowane przez nią stowarzyszenie ma
      być odpowiedzią na Powiernictwo Pruskie, które reprezentuje Niemców
      wysiedlonych po wojnie. "Gazeta Wyborcza" pisze, że do Powiernictwa Polskiego
      na pewno przystąpią członkowie Stowarzyszenia Gdynian Wysiedlonych - jest ich
      obecnie 600, ale cały czas zgłaszają się nowi chętni. W 1939 roku hitlerowcy
      wysiedlili ze 120-tysięcznej Gdyni około 80 procent mieszkańców. Członkowie SGW
      chcą domagać się od rządu RFN odszkodowania za stracone mienie i "utracone
      dzieciństwo". Od polskiego rządu chcą przyznania statusu osób represjonowanych.

      Pani poseł chce, by Powiernictwo Polskie reprezentowało nie tylko interesy
      gdynian. Apeluje do wszystkich poszkodowanych i prawnych spadkobierców ofiar
      III Rzeszy, aby zgłaszali swe roszczenia. Na swojej stronie internetowej
      zamieściła nawet w tej sprawie formularz. -"Tak to się musiało skończyć.
      Zawiązuje się Powiernictwo Polskie, owoc walki Powiernictwa Pruskiego o rozgłos
      w niemieckich i polskich mediach. Inicjatywa to bliźniaczo podobna do
      niemieckiej, choć zapewne zdolna z czasem wysunąć daleko rozleglejsze od
      niemieckich roszczenia w imieniu poszkodowanych w czasie wojny Polaków" -
      komentuje publicysta "Gazety" Włodzimierz Kalicki. -"Jesteśmy o kolejny krok
      dalej od umiarkowanego, przyzwoitego i całościowego rozwiązania splotu roszczeń
      po obu stronach granicy. Teraz każda licytacja żądań, czy w Niemczech,czy w
      Polsce, takie rozwiązanie oddala" - twierdzi Kalicki.

      Autor komentarza pisze, że jeśli rząd niemiecki ma wziąć odpowiedzialność za
      roszczenia wysiedlonych Niemców, zadośćuczynienie poszkodowanym podczas wojny
      Polakom należałoby się od władz polskich. "Pytanie tylko - jakie
      zadośćuczynienie? Przyznanie wysiedlonym gdynianom praw kombatanckich wydaje
      się rozwiązaniem właściwym. Wszystkim poszkodowanym bez ociągania się dać
      trzeba należytą satysfakcję. Taką, na jaką pastwo stać. Na pewno moralną" -
      kończy komentarz publicysta "Gazety Wyborczej".

      (IAR)


      do góry powrót
    • klip-klap ciekawa reakcja po uchwale sejmu 14.09.04, 10:27
      Zrzekają się roszczeń
      14.09.2004 06:45 (aktualizacja 09:38)
      Gest dobrej woli z Niemiec - 70 polityków, intelektualistów i zwykłych Niemców,
      których rodziny wywodzą się ze Wschodu, w specjalnym liście zrzeka się wszelkich
      roszczeń majątkowych wobec Polski.

      Deklarację o rezygnacji z roszczeń o swe dawne majątki rodzinne podpisali m.in.
      pochodzący z Wrocławia przewodniczący Bundestagu Wolfgang Thierse, potomkowie
      śląskiego rodu Moltke i polityk rządzącej Niemcami partii SPD Peter Glotz" -
      pisze "Gazeta Wyborcza".

      "Przyszłość Europy nie leży we wzajemnych rozliczeniach, lecz w otwartym
      dialogu" - stwierdzają.

      "Deklaracja pojawiła się wczoraj, gdy temperatura w stosunkach
      polsko-niemieckich osiągnęła punkt wrzenia. W piątek Sejm niemal jednomyślnie
      uchwalił rezolucję wzywającą polski rząd do wynegocjowania od Niemiec reparacji
      za straty wojenne, a rząd Niemiec do uznania majątkowych roszczeń wypędzonych za
      nieuzasadnione. Rezolucja Sejmu wywołała w Niemczech oburzenie, część polityków
      i komentatorów uznała ją nawet za prowokację" - podaje "Gazeta Wyborcza".

      "Deklaracja to odpowiedź na roszczenia Pruskiego Powiernictwa w sprawie
      odszkodowań za utracone na Wschodzie majątki" - wyjaśnia gazecie inicjatorka
      deklaracji, dziennikarka Helga Hirsch. "To jest też próba zatrzymania zgubnej
      spirali wzajemnych żądań, jaka nakręciła się w stosunkach polsko-niemieckich" -
      dodaje.

      "Hirsch jest aktywną zwolenniczką Centrum przeciwko Wypędzeniom w Berlinie,
      krytykowanego w Polsce. Pod deklaracją zbierała podpisy przez miesiąc, mimo
      wielu rozmów nie udało się jej pozyskać żadnego z przywódców Związku
      Wypędzonych. Większość z nich upiera się przy prawach do 'stron ojczystych',
      choć nawet prawnicy bliscy Związkowi przyznają, że szanse na uzyskanie
      odszkodowań są znikome" - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

      (PAP)
    • przycinek.usa Wielce Czcigodny Maciej Rybinski o uchwale Sejmu 15.09.04, 07:13
      Pochwała sejmowej rezolucji
      MACIEJ RYBIŃSKI

      Rezolucja Sejmu wzywająca rząd RP do zabiegów o uzyskanie reparacji i
      odszkodowań wojennych jest jednym z bardzo nielicznych, zręcznych i potrzebnych
      posunięć polskiego parlamentu w polityce międzynarodowej. Upewnia mnie w tym
      przekonaniu fakt, że tak wiele osób po obu stronach Odry twierdzi, iż rezolucja
      jest bezsensowna, szkodliwa i sprzeczna ze stanem prawnym. Osobiście wolę, gdy
      Peter Glotz, Adam Krzemiński, Włodzimierz Kalicki, Anna Wolff-Powęska, Markus
      Meckel, Angelicka Schwall-Dürren i wielu innych próbują mnie przekonać, że
      polskie roszczenia są bezprzedmiotowe, od sytuacji, w której te same osoby
      tłumaczą mi, że roszczenia niemieckie nie mają większego znaczenia i można je
      spokojnie lekceważyć.

      Jako Polak znacznie bardziej cenię sobie sytuację, w której polityka niemiecka
      staje się zakładnikiem polskiego - jak to ujął Markus Meckel z SPD - powrotu do
      ducha porachunków i wzajemnych pretensji, niż stan odwrotny, gdy polska
      polityka i wewnętrzna, i zagraniczna staje się więźniem niemieckiego ducha
      historycznych rewizji. Gdybym był Niemcem, myślałbym pewnie odwrotnie. Ale nie
      jestem.

      Cicha polityka

      Niemal wszyscy polscy krytycy rezolucji sejmowej dowodzili, że sprawę
      wzajemnego zniesienia roszczeń należy przeprowadzić dyskretnie, po cichu, bez
      rozgłosu. Słowem, w stylu XIX-wiecznej dyplomacji tużurkowo-sztuczkowej.
      Pięknie, ale jak to zrobić w warunkach demokracji, władzy mediów i zależności
      polityki od nastrojów społecznych, jakiej nie było nawet w starożytnym Rzymie?
      Parę dni temu na tych łamach rzecznik prasowy MSZ odpowiedział, chyba
      oficjalnie, na mój felieton "Rachunek za amunicję". Z tej odpowiedzi
      dowiedziałem się, że MSZ ma strategię zapobiegania roszczeniom niemieckim, ale
      tajną, opartą na także tajnych analizach prawnych, przeprowadzonych przez
      ekspertów zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Eksperci oczywiście też są
      tajni. Gdyby jeszcze roszczenia Powiernictwa Pruskiego były tajne! Niestety,
      jedynym tajnym elementem całej awantury roszczeniowej były do tej pory
      działania strony polskiej. O wszystkim innym można było przeczytać w gazetach.
      Teraz można też, na szczęście, przeczytać rezolucję Sejmu i rachunki dokonywane
      przez wiele polskich miast. To przywraca, w moim przekonaniu, jakąś równowagę
      moralną w stosunkach polsko-niemieckich, nawet jeżeli któryś polski
      niemcoznawca nie dostanie za karę kolacji.

      Do lekceważenia roszczeń Powiernictwa Pruskiego i związanych z nim lub nie - bo
      tacy też są - wypędzonych przekonują mnie eksperci zdaniem z przemówienia
      kanclerza Gerharda Schrödera podczas powstaniowych obchodów w Warszawie: "nie
      ma już miejsca dla roszczeń restytucyjnych z Niemiec". Podobno jest to
      ultymatywne rozstrzygnięcie problemu. Nie wydaje mi się, by opieranie polityki
      państwa, w jakiejkolwiek zresztą sprawie, na strzępku przemówienia
      zagranicznego męża stanu było rozsądne. Pacta sunt servanta. Przemówienia nie.

      Całkowicie groteskowe jest odwoływanie się do zapewnień z Berlina, że rząd
      federalny przed wszystkimi międzynarodowymi trybunałami będzie świadkiem
      obrony, a nie oskarżenia. Może będzie, może nie będzie. Wolałbym tego nie
      sprawdzać, bo jakoś w moim pojęciu nieprzyzwoite byłoby, gdyby Polska stawała
      przed trybunałami oskarżona o zbrodnie wojenne, rabunki i branie łupów, a
      usprawiedliwień dla niej szukał rząd Niemiec.

      Pruska agresja czy polski fundamentalizm

      Najdziwniejsza ze wszystkich była wypowiedź w sprawie polskiej rezolucji
      polityka SPD Petera Glotza, niegdyś sekretarza generalnego tej partii, a
      ostatnio współinicjatora utworzenia Centrum Wypędzonych w Berlinie. Peter
      Glotz, który okazał w swoim czasie Polakom wielką życzliwość, sprzeciwiając się
      rozszerzeniu Unii Europejskiej na Wschód, powiedział, że Polacy muszą teraz
      powstrzymać narodowokatolicki fundamentalizm. Oczywiście, ja rozumiem, że żaden
      lewicowy polityk o żadnej sprawie nie jest w stanie powiedzieć niczego, jeśli
      nie ma na podorędziu stosownej etykietki. Ale, panie Glotz, co ma wspólnego
      narodowokatolicki fundamentalizm z przeciwstawianiem się pruskiej agresji
      prawnoodszkodowawczej? Czy sądzi pan, że kosmopolityczni agnostycy gotowi by
      byli zrujnować Polskę, która wciąż jeszcze nie otrząsnęła się ani ze zniszczeń
      wojennych, ani z komunistycznych szaleństw, aby zaspokoić pana Pawelkę i
      napełnić serce Glotza poczuciem harmonii ideowej? Możliwe, że ma pan rację. Ja
      bym jednak radził, aby - zanim zacznie pan walczyć z narodowokatolickim
      fundamentalizmem w Polsce - powalczył pan najpierw, choćby dla wprawy, z
      narodowosocjalistycznym fundamentalizmem w Niemczech. Narodowosocjalistycznym
      nie w znaczeniu historycznym, ale współczesnym, manifestującym się w żądaniu
      podwyższenia podatków w Polsce dla ratowania zdobyczy socjalistycznych w
      Niemczech. Jest to też narodowy socjalizm innymi metodami.

      Niemcy w roli ofiar

      To partia Petera Glotza, kiedy jeszcze posiadała pamięć historyczną,
      posługiwała się hasłem "Währet die Anfänge" - Dawajcie odpór początkom. A jakie
      były złego początki? Kwestionowanie rezultatów I wojny światowej i walka z
      krzywdą traktatu wersalskiego. Na tym wyrósł Hitler. Na niemieckim poczuciu
      krzywdy. Powie ktoś - sytuacja jest dziś zupełnie inna. To złudzenie. Gdyby
      była inna, nie mielibyśmy całego tego pasztetu z roszczeniami i
      przeciwroszczeniami. Arnulf Baring, jeden z najmądrzejszych i najtrzeźwiejszych
      ludzi w Niemczech dzisiejszych, stwierdził: jeśli Niemcy uznają się za ofiary
      II wojny światowej, to sąsiedzi Niemiec powinni mieć się na baczności.

      I Niemcy właśnie uznali się za ofiary. Nie tylko Steinbach i Pawelka. Niemcy,
      jako zbiorowość, są ofiarami wypędzeń, bombardowań i działań wojennych bez
      własnej winy. Nie tak dawno domagano się w Niemczech uznania dowódcy
      alianckiego lotnictwa bombowego, marszałka Harrisa za zbrodniarza wojennego. A
      równocześnie zaczęło się odkrywanie ludzkich stron Hitlera i Goebbelsa. To nie
      jest demonizowanie procesów społecznych, jakie się dziś w Niemczech dokonują.
      Nigdy nie miałem wątpliwości, mieszkając bardzo długo wśród Niemców, że
      któregoś dnia dojdzie do bardzo dla nas nieprzyjemnego przewartościowania
      historii najnowszej.

      W pedagogice społecznej, jaką zastosowali politycy niemieccy, zgodnie z
      wyrażoną przez Konrada Adenauera zasadą ograniczonego zaufania do własnego
      narodu, popełniono nie błąd, a grzech niewybaczalny. Grzech zaniedbania
      refleksji moralnej na rzecz doraźnej, politycznej użyteczności. Kościoły
      niemieckie, które wykonywały rzetelną pracę w tym zakresie, zbyt słabe mają
      wpływy. Winy Niemców i krzywdy Niemców zostały rozdzielone, odosobnione, stały
      się elementami politycznych rozgrywek. Niemiecka lewica waliła niemiecką
      prawicę po głowie niemieckimi winami, prawica odwijała się niemiecką krzywdą.
      Po nieudanym zjednoczeniu, po klęsce kwitnących krajobrazów Kohla zostały w
      pamięci tylko krzywdy.

      Pozwolę sobie jeszcze na osobisty wątek. W 1984 roku powstał pierwszy projekt
      czegoś, co można określić jako Centrum przeciwko Wypędzeniom połączone z
      Powiernictwem Pruskim. Związek Wypędzonych chciał utworzyć w Lubece centrum
      wzorowane na instytucji pod nazwą Zentrale Erfassungstelle, która mieściła się
      w Salzgitter i zajmowała dokumentowaniem zbrodni reżimu Honeckera w NRD. Lubeka
      miała zbierać dowody polskich zbrodni przeciw narodowi niemieckiemu oraz
      dokumentować stosunki majątkowe na polskich ziemiach zachodnich przed 1945
      rokiem. To była jedna, niemiecka strona medalu. W PRL natomiast szalał stan tuż
      powojenny i Polaków straszono niemieckimi odwetowcami. Hupka i Czaja tylko
      czekali, aby wykorzystać strajki dla odebrania Śląska. Był to czas pełnej
      symbiozy ziomków z Jaruzelskim. Sytuacja w Polsce służyła wypędzonym jako
      dowód, że Polacy nie potrafią się sami rządzić, a pokrzykiwania ziomków były
      dla reżimu straszakie
      • przycinek.usa dokonczenie 15.09.04, 07:15
        straszakiem do dyscyplinowania społeczeństwa. To nie żart, ale czytałem wtedy
        w "Der Schlesier" artykuł poważnie proponujący rokowania z Moskwą o oddanie
        Polski pod protektorat Niemiec w zamian za gwarancje, że w Polsce zapanuje
        spokój.

        W takiej atmosferze grupa niemieckich polityków, przede wszystkim z liberalnej
        FDP, ale nie tylko, zaniepokojona perspektywą budowy lubeckiego centrum i
        posługiwaniem się Niemcami jako straszakiem wobec dążących do wolności Polaków,
        zaplanowała przyjęcie przez Bundestag rezolucji określającej aktualne - to
        znaczy z roku 1984 - stosunki własności na ziemiach nad Odrą i Nysą za
        nienaruszalne. Chodziło tylko o to, żeby, ze względów taktycznych, inicjatywa
        takiej rezolucji wyszła od niezależnych czynników polskich. Zostałem
        wtajemniczony w całą tę sprawę i w październiku 1984 roku opublikowałem na
        łamach londyńskiego "Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza" tekst wzywający
        rząd RP na uchodźstwie o podjęcie takiej inicjatywy. Nie będę opisywał, jak i
        przez kogo odsądzony zostałem od czci i wiary, a kto uznał mnie za niemieckiego
        agenta. To już odległa przeszłość, ale przypatrując się dzisiejszej dyskusji,
        myślę nie bez melancholii, że przy odrobinie wyobraźni wtedy mogłoby nie być
        dzisiejszych kontrowersji.

        Nawiasem mówiąc, w 1984 roku przeciwko centrum w Lubece ostro protestowali
        intelektualiści, którzy dziś popierają Centrum przeciwko Wypędzeniom. Na czele
        z G?nterem Grassem.

        Normalne, nie nadzwyczajne

        Powiedzmy sobie otwarcie, jak się sprawy mają dziś. Stosunki między Polską i
        Niemcami są całkowicie normalne. Nie są już nadzwyczajne, szczególne, obciążone
        historycznym poczuciem winy Niemiec. Wszystko, co dzieje się w stosunkach
        dwustronnych, wynika już tylko z potrzeb i możliwości politycznych. To dotyczy
        także roszczeń wypędzonych. Jeśli będzie polityczna potrzeba wykorzystywania
        tych roszczeń, będą wykorzystane. Jeśli korzystne dla Niemiec będzie, aby
        żądania wypędzonych skanalizować, zostaną skanalizowane. Sporo zależy tutaj od
        nas samych, od Polaków. Dlatego rezolucja Sejmu była aktem bardzo pożytecznym,
        także z punktu widzenia politycznej pragmatyki. Co do zręczności i możliwości
        naszej dyplomacji mam sporo wątpliwości. Wiele lat temu, w roku 1994, kupiłem
        sobie w Bonn książkę austriackiego profesora Feliksa Ermacory "Niemiecki
        majątek w Polsce - ekspertyza prawna", w której dowodził, że z punktu widzenia
        prawa międzynarodowego zajęcie majątków niemieckich bez odszkodowania było
        konfiskatą, a wypędzenia - ludobójstwem. Dwaj monachijscy adwokaci, Hans-Georg
        Schaefer i Peter Kloer dopisali do pracy zmarłego w międzyczasie Ermacory'ego
        appendix, wyliczający akty prawne, którymi RFN zrezygnowała w imieniu
        wypędzonych z wszelkich roszczeń. Wniosek obu adwokatów - odszkodowania
        wypędzonym powinien płacić rząd federalny.

        Streściłem tę książkę w "Rz" i w parę dni potem dostałem taki telefon z
        Ambasady RP w Kolonii:

        - Dostaliśmy notę z Warszawy w sprawie tej książki. Gdzie można ją dostać?

        - W księgarni.

        - A ile kosztuje?

        - 49 marek 90 fenigów.

        - Aha. A czy nie można jej pożyczyć na parę dni?

        Odmówiłem. Książek z zasady nie pożyczam. Więc być może MSZ do dziś nie ma tej
        książki. W końcu 50 marek to dziś 25 euro. Sporo pieniędzy. Mamy już kosztowne,
        tajne ekspertyzy prawne. -
        • viper39 wojna obronna..... 28.09.04, 19:22
          przyznaje sie ze nei czytalem wszystkiego co napisane bylo o roszczeniach (mea
          culpa mea maxima culpa... i tu nastepnuja trzy uderzenia w moje piersi...)
          nie wiem czy jest sens sie zastanawiac nad tym czy roszczenia sa potrzebne czy
          nie, dla mnie zastanowienie sie jest wazne nad tym czy mozna cos wygrac czy nie
          bo jesli mozemy wygrac taka sume o jakiej sie mowi to mowiac szczerze jak
          pieprzylbym dobrosasiedztow z niemcami na korzysc kasy ktora moze wplynac do
          Polski i za to mozna zbudowac potege Polska. a wtedy jak to sie juz od dawna
          wie z bogatym kazdy chce byc kolega nawet niemcy mieliby wiekszy szacunek dla
          nas bo wiedzieliby ze nie mozna nam podskakiwac...
          nie wierze ze obecny rzad moze cokowliek zrobic bo to w zasadzie aferzysci
          ktorzy chca na koniec wyssac jak najwiecej od ludzi.. co moga zrobic zlego to w
          sumie zaszkodzic Polsce wlasnie taka dzialalnoscia jaka prezentuje teraz belka
          i cimoszewicz (moze sie juz sprzedali??)
          coraz bardziej sie zastanawiam kto w tej "druzynie gra i dla kogo" bo to
          napewno nie jest reprezentacja Polski, ktos kupil ten mecz..

          www.wprost.pl/ar/?O=67318&C=57
          • robisc Re: wojna obronna..... 28.09.04, 19:26
            Jeżeli juz podajesz artykuły krytukujace postawe rządu w spraawie, to i ja
            wrzucę jeden, który umieśiłem w innym wątku.

            newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=10684
            • viper39 Re: wojna obronna..... 28.09.04, 21:39
              Robi, artykul w sumie nazwijmy to jest "miekki" bo pisany w gazecie ktorej
              wlascicielami sa niemieckie media, musieli napisac cos i napisali tak jak
              mogli.. za to nie lubie newsweeka...

              • robisc Re: wojna obronna..... 28.09.04, 21:49
                viper39 napisał:

                > Robi, artykul w sumie nazwijmy to jest "miekki" bo pisany w gazecie ktorej
                > wlascicielami sa niemieckie media, musieli napisac cos i napisali tak jak
                > mogli.. za to nie lubie newsweeka...

                Poziom Newsweeka jest, że tak to określę, zróżnicowany. Artykuł Zaremby,
                którego cenię, jest dosć obiektywny i krytyczny wobec rządu. A to, że ukazał
                sie w nimieckiej gazecie nie ma wielkiego znaczenia. Axer Spinger nastawiony
                jest wyłącznie na zysk.
          • przycinek.usa tak jest. 28.09.04, 21:00
            pod twoja opinia podpisuje sie "obiema recami i nogami".

            Niestety do szerokich rzesz Polakow nie dociera zakres skorumpowania polskich
            wladz. Po prostu Polakom nie chce sie wierzyc do jakiego stopnia ten rzad jest
            sprzedany!

            I ja obawiam sie, ze w nadchodzacych dniach dojdzie do bezprecedensowego
            rozwiazania. Mianowicie powaznie spodziewam sie jakiejs
            uzgodnionej "obustronnie" umowy o zrzeczeniu sie obustronnych roszczen.

            Bylaby to o tyle tragedia, ze obecnie w wyniku racjonalnej postawy Sejmu
            wyrazajacego poparcie dla wyborcow i ogromie prac wykonanych na rzecz
            klasyfikacji strat - te dzialanie zostana zmarnowane, bo nikt ze strony Polski
            nic juz nie odzyska. Zwlaszcza, ze czesc Polakow powaznie zastanawia sie nad
            pozwami.

            Ja mysle, ze postawa rzadu w obliczu uchwaly Sejmu jest czynem kwalifikujacym
            sie do uznania za zdrade interesu ogolu Polakow, zalamanie demokracji i mam
            nadzieje, ze przyszly Sejm postawi Belke i Cimoszewicza przed Trubunalem Stanu.
            • viper39 Re: tak jest. 28.09.04, 21:45
              przycinek.usa napisał:

              > pod twoja opinia podpisuje sie "obiema recami i nogami".
              >
              > Niestety do szerokich rzesz Polakow nie dociera zakres skorumpowania polskich
              > wladz. Po prostu Polakom nie chce sie wierzyc do jakiego stopnia ten rzad
              jest
              > sprzedany!

              wiesz, Polacy w USA zawsze mowia jak to oni sa madrzy a jakie "te amerykany" sa
              glupie, faktem jest ze przecietny amerykanin ma sie napewno w glowie lepiej niz
              przecietny Polak, ciutke inaczej podchodza do sprawy panstwa itd.
              poza tym mamy tutaj obraz jak zle jest w naszym narodzie z mysleniem, i jak
              trudno jest zwyklemu czlowiekowi wyciagnac wnioski..

              >
              > I ja obawiam sie, ze w nadchodzacych dniach dojdzie do bezprecedensowego
              > rozwiazania. Mianowicie powaznie spodziewam sie jakiejs
              > uzgodnionej "obustronnie" umowy o zrzeczeniu sie obustronnych roszczen.

              oby twe slowa prorocze byly ... ale znajac Polska rzeczywistosc... nie...
              wszystko bedzie jakby nic nie stalo sie..

              >
              > Bylaby to o tyle tragedia, ze obecnie w wyniku racjonalnej postawy Sejmu
              > wyrazajacego poparcie dla wyborcow i ogromie prac wykonanych na rzecz
              > klasyfikacji strat - te dzialanie zostana zmarnowane, bo nikt ze strony
              Polski > nic juz nie odzyska. Zwlaszcza, ze czesc Polakow powaznie zastanawia
              sie nad
              > pozwami.

              tego sie trzeba obawiac bo niemcy nigdy nam tego "wystepku" sejmowego nie
              zapomna ale sami nam dopieprza dokladnie


              >
              > Ja mysle, ze postawa rzadu w obliczu uchwaly Sejmu jest czynem kwalifikujacym
              > sie do uznania za zdrade interesu ogolu Polakow, zalamanie demokracji i mam
              > nadzieje, ze przyszly Sejm postawi Belke i Cimoszewicza przed Trubunalem
              Stanu.

              oby jak najszybciej sie to stalo bo oni moga naprawde duzo narozrabiac...
              problem jest taki jesli oni cos teraz podpisza to wyjezdzajac z kraju pozniej
              (z kasa np w szwajcarii czy innej wyspie jersey albo ciekawsze cayman islands)
              to mozemy im nadmuchac...a oni smiac sie beda tak ze bedzie to slyuchac w
              Polsce mimo odleglosci... a to ze do Polski nie beda mogli przyjechac, no coz
              tak jakby to bylo najwazniejsze w tym wszystkim...
              • przycinek.usa nie zrozumielismy sie. 28.09.04, 23:23
                I ja obawiam sie, ze w nadchodzacych dniach dojdzie do bezprecedensowego
                > rozwiazania. Mianowicie powaznie spodziewam sie jakiejs
                > uzgodnionej "obustronnie" umowy o zrzeczeniu sie obustronnych roszczen.

                oby twe slowa prorocze byly ... ale znajac Polska rzeczywistosc... nie...
                wszystko bedzie jakby nic nie stalo sie..


                Ja napisalem "obawiam sie". To znaczy, ze polski rzad ZRZEKNIE SIE ROSZCZEN
                przed uplywem kadencji.

                Sejm powiedzial: "macie sie upominac o kase" a rzad powie: "my juz nie chcemy
                kasy".

                Tego sie obawiam.
    • exerik Reprywatyzacja 29.09.04, 12:35
      Co prawda jako jedyni w Europie Środkowej nie uregulowaliśmy jak do tej pory
      kwestii reprywatyzacji, ale za to prawdopodobnie będziemy pierwszymi którzy
      zrobią to w duchu europejskiego braterstwa.

      ***

      "Der Tagesspiegel"

      WSZYSTKIE WYWŁASZCZENIA

      Nie chodzi w pierwszym rzędzie o niemieckich wypędzonych, ale o to, w jaki
      sposób Polska ustosunkuje się do wszystkich wywłaszczeń, przede wszystkim
      wywłaszczeń Polaków i Żydów. Czy wywłaszczenia zostaną utrzymane w mocy, czy
      nastąpi restytucja, czy też wypłata odszkodowań, choćby symbolicznych?
      Wszystkie państwa Europy Środkowej uregulowały już te sprawy ustawowo. Polska
      nie. Oczywiście Polska nie może zwrócić ani też wypłacić odszkodowań za byłe
      niemieckie mienie pozostawione na jednej trzeciej swego obecnego terytorium.
      Ale można uchwalić ustawę, która ureguluje sprawy majątkowe przy zachowaniu
      zasady równego traktowania.

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040929/publicystyka/publicystyka_a_5.html
    • przycinek.usa rozmowa z Janem Olszewskim 02.10.04, 18:16
      Polityczny i moralny skandal

      Nie milkną echa poniedziałkowego spotkania w Berlinie premiera Marka Belki z
      kanclerzem Niemiec Gerhardem Schroederem, na którym obaj szefowie rządów
      ogłosili, że będą przeciwdziałać ewentualnym wzajemnym roszczeniom obywateli
      obu państw. O to, czego w istocie dotyczyło poniedziałkowe spotkanie Belki i
      Schroedra, zapytaliśmy mec. Jana Olszewskiego - byłego premiera, posła na Sejm
      Ruchu Odbudowy Polski.

      Panie Premierze, jak Pan ocenia polsko-niemieckie ustalenia w sprawie roszczeń
      majątkowych zawarte pomiędzy premierem Markiem Belką i kanclerzem Gerhardem
      Schroederem podczas niedawnego spotkania w Berlinie?
      - Komunikaty, które otrzymaliśmy po spotkaniu premiera Marka Belki z kanclerzem
      Gerhardem Schroederem pozostawiają bardzo dużo niejasności. Trochę inaczej to
      brzmi w relacjach strony polskiej, a trochę inaczej strony niemieckiej.
      Powstaje pytanie, czy zespół prawników, który został powołany do oddalenia
      pozwów niemieckich ziomkostw, ma się zająć ochroną polskich obywateli, czy też
      będzie działał w obydwie strony. W relacji premiera Marka Belki jest to zespół
      mający zabezpieczać przed roszczeniami ze strony Niemiec. Natomiast w
      wystąpieniach ze strony niemieckiej ta kwestia nie jest już tak jednoznaczna.

      Jakie kwestie zawartego porozumienia zwróciły Pana - jako prawnika - szczególną
      uwagę?
      - Rzeczą najważniejszą jest to, że we wspólnym komunikacie, który mówi o tym,
      iż wszelkie reparacje i roszczenia między stronami są uznane za
      niedopuszczalne, operuje się pojęciem reparacji, które się odnosi do stosunków
      międzypaństwowych, oraz pojęciem odszkodowań, które odnosi się do stosunków
      międzypaństwowych albo prywatnych roszczeń obywateli. A to, czym strona polska
      najbardziej jest zagrożona, to są sprawy, które nie mieszczą się w tych
      pojęciach.
      Otóż prowadzona w tej chwili akcja przez tzw. niemieckich wypędzonych sprowadza
      się nie tylko do żądań odszkodowawczych, ale są to roszczenia do konkretnych
      majątków, konkretnych obiektów, które w przekonaniu niemieckich obywateli
      stanowią nadal ich własność. Jest to sprawa, która nie mieści się w pojęciu
      roszczeń odszkodowawczych ani reparacji. Głośno mówi się o wprowadzeniu między
      Polską a Niemcami czegoś w rodzaju opcji zero, zgodnie z którą nie będziemy
      dochodzili żadnych wzajemnych odszkodowań czy reparacji. Brzmi to wszystko
      bardzo obiecująco i pięknie. Można nawet powiedzieć, że jakkolwiek
      nieporównywalne były straty Polski i Niemiec, to ostatecznie po kilkudziesięciu
      latach można by przyjąć takie rozwiązanie. Nie może być jednak tak, że
      jednocześnie pozostawia się otwarte kwestie, które ziomkostwa od
      kilkudziesięciu lat nieustannie podnoszą.

      Jest Pan politykiem od wielu lat. Kiedy zetknął się Pan po raz pierwszy z
      problemem niemieckich roszczeń?
      - Po raz pierwszy spotkałem się z kwestią żądań odszkodowawczych ze strony
      Niemców, kiedy pełniłem funkcję premiera. Wtedy to zasygnalizowano mi, że
      wpływają setki listów od poszczególnych niemieckich wysiedlonych, którzy
      zgłaszają do polskich urzędów swoje zastrzeżenia co do spraw własnościowych
      dotyczących konkretnych obiektów. Ta sprawa do tej pory nie została uregulowana
      i nie mieści się w tej formule przyjętej przez premiera Marka Belkę i kanclerza
      Gerharda Schroedera. Dopóki to nie zostanie załatwione, dopóty ten stale
      narastający w stosunkach polsko-niemieckich problem pozostaje otwarty.

      Z tego, co można zauważyć, Niemcy starają się w ostatnim czasie wyraźnie
      zatrzeć pamięć historyczną, przerzucając część odpowiedzialności za wybuch II
      wojny światowej na Polskę.
      - Jest to strategia prowadzona od lat. W tej sprawie Niemcy odnosili bardzo
      duże sukcesy, ponieważ strona polska nie podejmowała żadnych wysiłków, żeby
      przedstawić nasze widzenie tych spraw i nasze pretensje. Przecież myśmy dopiero
      przy okazji 60. rocznicy Powstania Warszawskiego zorganizowali na odpowiednim
      szczeblu obchody, które spotkały się z pewnym oddźwiękiem międzynarodowym. Te
      wszystkie problemy w czasie PRL-u były zacierane. Także w ciągu minionych 15
      lat były one lekceważone i spychane na margines. Niemcy w tym czasie prowadziły
      systematyczną, stopniową, bardzo racjonalną i skuteczną kampanię podkreślającą,
      że zwykli Niemcy też byli ofiarami II wojny światowej i że ich krzywdy powinny
      być zrównane z krzywdami innych Europejczyków. Powstaje więc problem, kto był
      odpowiedzialny za tragedie wojny, i tu oskarża się nazistów oraz twierdzi, że
      wszyscy Europejczycy są współodpowiedzialni, a głównym poszkodowanym była
      społeczność żydowska, którą poddano eksterminacji. Uczyniono za to
      odpowiedzialnymi nie tylko hitlerowców, ale także wszystkie państwa, gdzie to
      się odbywało, a szczególnie Polskę, bo tu Niemcy te zbrodnie organizowali na
      największą skalę. Myśmy wobec tego rodzaju tendencji nie zajmowali właściwie
      stanowiska.

      Czy władze polskie nie zachowywały się zbyt obojętnie wobec wysuwanych przez
      różne środowiska sugestii o współodpowiedzialności Polski za zbrodnie dokonane
      podczas II wojny światowej?
      - W układzie polsko-niemieckim z 1991 roku (regulującym stosunki między Polską
      a Niemcami) znalazł się - moim zdaniem skandaliczny i niedopuszczalny - zapis,
      w którym jest klauzula zobowiązująca obydwie strony do wspólnego zwalczania
      zjawiska antysemityzmu. Oczywiście antysemityzm trzeba zwalczać, ale jeżeli
      wpisuje się takie postanowienie do traktatu polsko-niemieckiego, to otwiera się
      płaszczyznę, w której można sugerować, że skoro taki zapis w traktacie jest, to
      znaczy, że Polacy poczuwają się do współodpowiedzialności za zbrodnie dokonane
      na społeczności żydowskiej przez Niemcy. Myśmy (ci, którzy byli w komitecie
      doradczym prezydenta) zwracali wówczas uwagę na niedopuszczalność takiego
      zapisu. Mimo to znalazł się on w traktacie i podejrzewam, że zostanie jeszcze
      wykorzystany przeciwko nam w tej sprawie.

      Jak kwestia niemieckich roszczeń Pana zdaniem powinna być rozwiązana?
      - W miarę upływu czasu odchodzą ostatni świadkowie tamtych wydarzeń. Obraz II
      wojny światowej będzie coraz bardziej zniekształcany. Również na tym tle trzeba
      patrzeć na kwestię pretensji materialnych, które podnosi nie państwo
      niemieckie, ale niemieccy obywatele jako konkretni byli właściciele konkretnych
      majątków. Jest to zupełnie inna sprawa niż roszczenia międzypaństwowe. Ta
      sprawa musi być załatwiona i może być załatwiona tylko w jeden sposób.
      Mianowicie taki, że państwo niemieckie weźmie na siebie całkowitą
      odpowiedzialność, także materialną, wobec własnych obywateli za majątki, które
      oni pozostawili, uciekając czy będąc wysiedlanymi z naszych obszarów
      zachodnich. To byłaby rzeczywista opcja zero, ale w tej chwili o czymś takim
      się w ogóle nie mówi. Przeciwnie, kanclerz Schroeder bardzo wyraźnie
      stwierdził, że rząd niemiecki tych pretensji na siebie wziąć nie może i nie
      weźmie. Na to oświadczenie następuje milcząca zgoda strony polskiej, bo tak
      trzeba zrozumieć to wspólne stanowisko Schroedera i Belki w sytuacji, w której
      nawet po stronie niemieckiej są głosy, że tzw. wypędzeni byliby gotowi przyjąć
      odpowiedzialność rządu Niemiec. Natomiast polski premier, występujący w imieniu
      naszego kraju, stoi na stanowisku i przyjmuje rozwiązania, które są dla Polski
      nieporównanie bardziej niekorzystne niż to, o czym mówi sama pani Erika
      Steinbach czy przedstawiciele niemieckiej chadecji. Jest to po prostu
      niezrozumiałe. W moim przekonaniu, ostatnie spotkanie w Berlinie i jego
      rezultat powinny stać się przedmiotem dyskusji w Sejmie, by w końcu nastąpiła
      właściwa ocena. Na razie podstawowe interesy Polski zostały postawione pod
      znakiem zapytania.

      Nie po raz pierwszy stanowisko polskiego rządu różni się od opinii społecznej i
      Sejmu. Czy to służy polskiej racji stanu?
      - Oczywiście, że nie. Nawet niemieckie środowiska tzw. wypędzonych, godząc się,
      by odszkodowania wypłacił rząd w Berlini
      • przycinek.usa dokonczenie 02.10.04, 18:17
        w Berlinie, dopuszczają rozwiązania bardziej korzystne dla Polski niż to,
        które proponuje nasz rząd. Przypomnijmy, że polskie władze zgodziły się
        zrekompensować polskim obywatelom utratę majątków za wschodnią granicą. Skoro
        więc Polska mogła wziąć na siebie takie zobowiązania, to tym bardziej powinien
        to zrobić rząd Niemiec, które są odpowiedzialne za wybuch II wojny światowej.
        Obecne stanowisko Berlina w tej sprawie to przecież jakiś polityczny i moralny
        absurd, na który zgadza się rząd Marka Belki. Jest to sprawa skandaliczna.
        Myślę, że odpowiedzialne za to osoby powinny zostać postawione przed Trybunałem
        Stanu. Polski rząd występuje przeciwko jednolitemu stanowisku polskiego Sejmu i
        całej opinii publicznej.

        Dziękuję za rozmowę.
        Jacek Szpakowski

        • przycinek.usa na temat: 02.10.04, 18:20
          Sejmik Województwa Wielkopolskiego podjął bezprecedensową uchwałę, zwracając
          się do wszystkich prezydentów, burmistrzów i wójtów z całej Wielkopolski o
          przeprowadzenie oszacowania zniszczeń i strat wojennych powstałych w wyniku
          działań żołnierzy i administracji niemieckiej w czasie II wojny światowej. Apel
          wielkopolskich samorządowców to reakcja na skandaliczne działania premiera
          Marka Belki i kanclerza Gerharda Schroedera, którzy zamierzają wspólnie
          zablokować możliwość uzyskania przez Polskę reparacji wojennych.
          "(...) Jak wiadomo strona polska do dnia dzisiejszego nie otrzymała
          rekompensaty z tytułu strat związanych z niemiecką okupacją. W związku z
          powyższym zasadne jest przygotowanie się miast i gmin do rozliczeń finansowych
          ze stroną niemiecką (...)" - napisali wielkopolscy radni w przyjętym apelu.
          Sformułowania, jakie zamieścili w nim samorządowcy z Poznania i wielkopolskich
          miast oraz miasteczek, są bardzo zdecydowane. Radni zanegowali prawo Niemców do
          zwrotu utraconego na ziemiach polskich mienia i przypomnieli, że to Polska w
          1939 r. padła ofiarą agresji niemieckiej.
          - Apel jest odpowiedzią na przygotowania obywateli niemieckich, zrzeszonych w
          Powiernictwie Pruskim i Związku Wypędzonych, do wnoszenia pozwów o zwrot
          pozostawionego na terenie Polski mienia - powiedział "Naszemu Dziennikowi"
          radny Przemysław Piasta (LPR), inicjator przyjętego przez sejmik wielkopolski
          stanowiska.
          Przygotowanie wyliczeń strat i zniszczeń wojennych ułatwiłoby - zdaniem
          wielkopolskich radnych - szybką i zdecydowaną reakcję strony polskiej na
          roszczenia wnoszone przez ziomkostwa niemieckie. Samorządowcy, którzy bez
          większych sprzeciwów przyjęli takie stanowisko, nie ukrywają jednak, że uchwała
          sejmiku jest również zdecydowanym postawieniem weta bulwersującym działaniom
          premiera Marka Belki. Chodzi m.in. o wspólne oświadczenie Belki oraz
          Schroedera, że dla roszczeń reparacyjnych pomiędzy Polską i Niemcami nie ma
          miejsca "ani pod względem prawnym, ani pod względem politycznym". W miniony
          poniedziałek Marek Belka przystał również w Berlinie na to, by powstał polsko-
          niemiecki zespół prawników, który ma przygotować stanowisko prawne dla rządu
          Polski i Niemiec, umożliwiające wspólną obronę przed ewentualnymi roszczeniami
          obywateli obu stron z tytułu szkód poniesionych w czasie II wojny światowej.
          Oznaczać to może, że rząd polski nie tylko zrzekł się reparacji, ale ponadto
          zobowiązał się zagrodzić własnym obywatelom drogę do dochodzenia roszczeń od
          Niemiec na własną rękę. - Dla nas nie ulega najmniejszej wątpliwości, że jest
          to działanie na szkodę państwa polskiego i obywateli naszego kraju - stwierdził
          radny Przemysław Piasta.
          Już podczas jednego z najbliższych posiedzeń rady miasta poznańscy samorządowcy
          mają zdecydować, czy w Poznaniu takie szacowanie strat zostanie przeprowadzone.
          Z taką propozycją radni zwrócili się do prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego
          (PO) już wiele miesięcy temu.
          Wojciech Wybranowski, Poznań
        • robisc Re: dokonczenie 02.10.04, 23:41
          Niezbyt cenię Olszewskiego za jego dotychczasowe dokonania, ale akurat w tej
          sprawie wypowoiada sie rzeczowo. Olszewski zwraca uwagę na szczegóy, które,
          jako byłemu premierowi, sa doskonale znane. A tak naprawdę to te szczegóły
          stanowia istotę sprawy tj. roszczenia konkretnych obywateli niemieckich o
          konkretne majątki znadujące sie obecnie w granicach Polski.
    • robisc Powiernictwo nie składa broni 03.10.04, 20:05
      Lider mniejszości niemieckiej w Polsce broni prezesa Powiernictwa Pruskiego
      Nie straszyć Pawelką



      Kroll (z lewej) poprze roszczenia Niemców, którzy wyemigrowali z Polski po 1948
      roku. Z prawej Rudi Pawelka, prezes Powiernictwa Pruskiego.

      Fot. (C) PAP/Krzysztof Świderski

      Powiernictwo Pruskie nadal zamierza kierować pozwy o odzyskanie mienia przez
      wysiedlonych z Polski Niemców. - Powołanie wspólnej polsko-niemieckiej komisji
      i deklaracje kanclerza Niemiec niczego nie zmieniają - powiedział w Opolu szef
      powiernictwa Rudi Pawelka.


      Pawelka spotkał się za zamkniętymi drzwiami z działaczami mniejszości
      niemieckiej w Polsce. - Wyjaśniliśmy sobie wiele rzeczy. Jestem spokojniejszy -
      podkreślił po rozmowach lider polskich Niemców, poseł Henryk Kroll.

      Zdaniem Krolla polscy politycy i media w fałszywy sposób przedstawiają intencje
      Pawelki.

      - Przestańmy powtarzać bajki tworzone przez polskich polityków, którymi straszą
      Polaków - apelował poseł. Zdaniem Krolla, mówiąc o roszczeniach niemieckich,
      należy rozgraniczyć kwestie tzw. starych i późnych wypędzonych.

      - Starzy nie mieli nigdy polskiego obywatelstwa. Ich sprawa jest zamknięta i
      pan Pawelka to wie - tłumaczy Kroll. Jednocześnie lider polskich Niemców za
      otwartą uznał kwestię mienia utraconego w Polsce przez tzw. późnych
      przesiedleńców, czyli ponad miliona osób narodowości niemieckiej, które
      wyemigrowały z Polski po 1948 roku. - Często przed wyjazdem zmuszano ich do
      zrzeczenia się swojej własności. Łapówką za zgodę na wyjazd był dom. Takie
      roszczenia wspieram i będę wspierał - podkreślił Kroll.

      Pawelka poinformował, że zbada wypowiedzi kanclerza Niemiec na temat
      ewentualnego uznania roszczeń wypędzonych za wewnętrzną sprawę Niemiec. -
      Jeżeli okaże się, że te deklaracje mają moc prawną, skierujemy pozwy do
      Berlina - zapewnił.

      Przewodniczący Ziomkostwa Śląsk sceptycznie ocenił działania polskich i
      niemieckich władz, których celem ma być zablokowanie ewentualnych roszczeń
      Niemców wobec państwa polskiego. - Dobrze, że powstała komisja. Będzie przepływ
      informacji, ale jej działalność nie przyniesie spodziewanych efektów - uważa.

      Pawelka zaprzeczył informacjom, jakoby powiernictwo zamierzało finansować
      procesy Niemców, którzy przed polskimi sądami domagać się będą zwrotu swojej
      własności. - Przykro mi, że przedstawia się nas jako wrogów Polski i Polaków.
      My tylko chcemy wyjaśnienia spraw, które już dawno powinny być wyjaśnione -
      powiedział Pawelka.

      Marek Szczepanik

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041002/kraj/kraj_a_5.html
    • przycinek.usa Reparacje za stołki w Brukseli 04.10.04, 03:57
      Co kanclerz Gerhard Schroeder obiecał premierowi Belce, skoro polski rząd jest
      gotów na wszystko, aby podważyć słuszność sejmowej uchwały o reparacjach od
      Niemiec?
      Reparacje za stołki w Brukseli

      Rozmowa z Waldemarem Gontarskim, dyrektorem Centrum Ekspertyz Prawnych przy
      Europejskiej Wyższej Szkole Prawa i Administracji i redaktorem
      naczelnym "Gazety Sądowej"

      Dlaczego rząd zajął tak zaskakujące stanowisko w sprawie uchwały reparacyjnej
      przyjętej przez Sejm? Zostało ono odebrane przez opozycję jako stanowisko
      proniemieckie.
      - Słyszę od premiera Belki, że nie będzie realizował uchwały Sejmu z 10
      września o reparacjach wojennych od Niemiec, tylko zamierza poprawiać
      nadwątlone tą uchwałą stosunki polsko-niemieckie i pozycję Polski w Unii
      Europejskiej. Słuchając tego, co mówi premier, zorientowałem się, że polityka
      Polski wobec RFN i Unii Europejskiej oparta jest na dwóch mitach. Mit pierwszy:
      im bardziej ustąpimy Niemcom, tym więcej dostaniemy. A przecież cała debata o
      konstytucji europejskiej wskazuje na coś dokładnie przeciwnego! Mit drugi: im
      więcej wprowadzimy funkcjonariuszy obecnego MSZ do struktur unijnych, tym
      lepszą pozycję uzyska Polska. Skoro premier Belka - jak słyszę to od niego
      samego - nie chce realizować uchwały Sejmu z 10 września o reparacjach
      wojennych od Niemiec, bo Schroeder zablokuje nominację dla polskich urzędników
      w Brukseli, to odpowiadam, że ze słabymi nikt się nie będzie liczył i będzie
      jeszcze gorzej z tymi posadami.

      Jaki to ma związek z tematem reparacji?
      - Pan minister Jan Truszczyński brał udział w spotkaniu Belka - Schroeder.
      Przed wyjazdem do Berlina Truszczyński dezawuował na wszelkie możliwe sposoby
      poprawność prawną sejmowej uchwały. Powiedział też w radiu PIN, że na 100 proc.
      niemieccy "wypędzeni" nie mają szans wygrać z Polską. No, może zostawił co do
      tego 1 proc. niepewności. Tymczasem Peter Glotz, działacz SPD, ocenia
      szanse "wypędzonych" na 20 proc., co oznacza, że zagrożenie jest spore. Glotz
      powiedział też, że nie widzi szans na wyprzedzające uregulowanie sprawy w
      drodze porozumienia międzyrządowego, tak aby państwo niemieckie wzięło na
      siebie ewentualne żądania odszkodowawcze tzw. wypędzonych. Jak ostrzega Glotz,
      żądania "wypędzonych" mogą być "bardzo kosztowne". Jeśli po stronie niemieckiej
      są dzisiaj takie głosy, to dlaczego minister Truszczyński usiłuje uśpić polską
      opinię publiczną? Według Truszczyńskiego, sejmowa uchwała jest nierozsądna.
      Minister powtarza tutaj stanowisko kanclerza niemieckiego. Tymczasem innego
      zdania jest lider opozycji Edmund Stoiber, premier Bawarii, który stwierdził,
      że Niemcy powinny wziąć na siebie odszkodowania "wypędzonych". Dochodzi do
      tego, że bawarski premier bardziej się troszczy o polski interes niż wiceszef
      polskiej dyplomacji.

      Dlaczego mówi Pan o ministrze Truszczyńskim? Przecież autorem stanowiska MSZ
      jest minister Włodzimierz Cimoszewicz.
      - To właśnie minister Truszczyński reprezentował rząd przed Sejmem w debacie
      nad uchwałą sejmową, to minister Truszczyński w sposób nieracjonalny atakując
      tę uchwałę, wymierzał policzek polskiemu Sejmowi.

      Sugeruje Pan, że Truszczyński pilnuje niemieckiego interesu?
      - To jest moja ocena oparta na faktach. Na przykład na gruncie polskiego
      kodeksu karnego - żeby komuś zarzucić płatną protekcję, wystarczą dowody
      pośrednie, tzn. nie tylko bezpośrednie oznajmienie, ale i eksponowanie swoim
      zachowaniem okoliczności, które są w stanie wzbudzić u adresata odpowiednie
      przekonanie. Wracając do reparacji od Niemiec - 10 września stały się dwie
      rzeczy: Sejm przyjął uchwałę reparacyjną, a z Brukseli doszły do nas wieści o
      bezprecedensowym odrzuceniu kandydatury min. Kleibera na stanowisko szefa
      Europejskiego Centrum Badawczego Unii Europejskiej. W konkursie pokonał 160
      kandydatów. Stało się to po kilkutygodniowej debacie o reparacjach w Polsce. W
      ten sposób tzw. Europa wyznacza Polsce miejsce w szeregu. Proszę też zwrócić
      uwagę, że premier Belka w pierwszej wypowiedzi na temat uchwały Sejmu nie
      dezawuował jej treści, tak jak to uczyniło od razu MSZ. Pan premier mówił też,
      że takie sprawy nie lubią kamer, że z komentarzami trzeba poczekać na wyważone
      stanowisko całego rządu. Skąd więc potem taka zmiana?! To funkcjonariusze MSZ
      wykorzystali fakt, że premier Belka nie zajmuje się problematyką
      międzynarodową, i narzucili rządowi swoją koncepcję. Są przekonani o sile
      swoich argumentów. A ja tylko przypomnę, jak Truszczyński z Cimoszewiczem
      zapewniali parlament, że Unia nie może przed 1 maja 2004 r. zmienić warunków
      akcesji dla rolnictwa, przed czym ostrzegałem w swojej ekspertyzie dla Sejmu.
      Tymczasem już 23 marca Unia te warunki zmieniła. W związku z tym Polska złożyła
      dwie skargi do Luksemburga. To są właśnie ci fachowcy z MSZ! Natomiast
      premierowi Belce zarzucam, że pozwala Niemcom wyprawiać z Polską, co chcą.
      Kanclerz Niemiec mówi o polskiej uchwale, że jest "nieracjonalna". W
      cywilizowanym kraju MSZ już by protestowało. Ta uchwała jest właśnie przejawem
      racjonalizmu. W wypadku reparacji wojennych od Niemiec chodziło o totalne
      zniszczenie potencjału hitlerowskiego i dlatego zdecydowano się pobierać
      reparacje nie tylko z majątku państwowego, ale i prywatnego. Ale że doktryna
      niemiecka mówi, iż można je pobierać tylko z majątku publicznego, trzy
      mocarstwa - Wielka Brytania, Francja i Stany Zjednoczone - zawarły w 1952 r.
      układ z RFN, w którym ustalono, że to Niemcy będą płacić ewentualne
      odszkodowania niemieckim obywatelom. Prawnicy mocarstw byli na tyle
      przewidujący, że zadbali o wpisanie tego układu do niemieckiej konstytucji!
      Może ktoś zapytać, o co kruszyć kopie, skoro szanse "wypędzonych" ocenia się na
      zaledwie 20 proc. Otóż chodzi o zasadę pewności obrotu prawnego. Zespół
      ekspertów prawnych obu stron nie zapobiegnie sytuacji, że Polska przez ładnych
      kilka lat będzie trzymana w niepewności prawnej. Długo przyjdzie nam poczekać
      na ostateczne orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w
      sprawie roszczeń odszkodowawczych tzw. niemieckich wypędzonych wobec Polski.
      Najpierw "wypędzeni" złożą skargi do sądów polskich, później w Strasburgu. To
      będzie się ciągnąć latami. Widzi pani, co nam zafundowano? Trzymać średniej
      wielkości kraj europejski w niepewności! Rząd Belki wstydu nie ma.

      Coś w rodzaju zawieszonego kija, który w każdej chwili może spaść.
      - Otóż to. Stosunki polsko-niemieckie mają tak wyglądać jak przewlekła sprawa
      Oleksego przed Sądem Lustracyjnym. Gniew Schroedera na uchwałę Sejmu i
      przypadek prof. Kleibera - to są fakty, fakty aprobowane przez rząd Belki. W
      sobotę przed wyjazdem premiera Belki do Berlina rzecznik niemieckiego urzędu
      kanclerskiego ujawnił, że powstał zespół ekspertów. A w Polsce nikt nic o tym
      nie wie. Znowu za naszymi plecami, w naszym imieniu, decyzje za nas podejmuje
      ktoś obcy - tak jak kiedyś Moskwa, teraz - Berlin. Nawet z premierem Belką nie
      uzgodnili do końca, co chcą osiągnąć przez ten zespół prawników, i na
      konferencji prasowej premier mówił, że nic nie słyszał o żądaniach polskich
      wobec Niemiec. Tak samo było przy uchwale rządu Bieruta o tzw. zrzeczeniu się
      reparacji od Niemiec - 22 sierpnia 1953 r. ogłoszono w Moskwie protokół, że
      Polska zrezygnowała z reparacji. Oświadczenie Bieruta miało miejsce na drugi
      dzień.

      Zrobił Pan dla Sejmu ekspertyzę na temat sejmowej uchwały o reparacjach od
      Niemiec. Pan marszałek rozesłał ją wszystkim klubom i kołom. Co z niej wynika?
      - Odpowiadam w niej na pytanie, czy uchwała reparacyjna Sejmu jest zgodna z
      prawem międzynarodowym. Odpowiadam jednoznacznie: jest zgodna. Przede wszystkim
      należało się rozprawić z uchwałą rządu Bieruta i wykazać jej nieważność.
      Minister Cimoszewicz twierdzi, że tak uważa tylko dwóch ekspertów (mecenas
      Stefan Hambura i ja) i że taki pogląd jest sprzeczny z poznańską szkołą prof.
      Alfonsa Klafkowskiego. Tymczasem moja
      • przycinek.usa dokonczenie 04.10.04, 03:58
        Tymczasem moja ekspertyza jest napisana m.in. w oparciu o świeżą ekspertyzę
        prof. Jana Sandorskiego, ucznia profesora Klafkowskiego, autora jedynej
        monografii w piśmiennictwie polskim i europejskim nt. nieważności umów
        międzynarodowych. Pan profesor Sandorski jest członkiem zespołu doradczego
        ministra Cimoszewicza. Szef MSZ zarzuca Sejmowi brak kompetencji i wprowadzanie
        w błąd opinii publicznej odnośnie do tego, że uchwała Bieruta jest z mocy prawa
        nieważna, a u siebie ma opinię autorytetu światowego w tym zakresie nt.
        nieważności tejże uchwały Bieruta. Jeśli więc MSZ, trwając przy swoim, nie
        liczy się z prawem międzynarodowym, prawdą, moralnością i wprowadza w błąd
        opinię publiczną, to ja się pytam: co kanclerz Schroeder obiecał premierowi
        Belce, skoro polski rząd nawet wartości moralne poświęca, aby podważyć
        słuszność sejmowej uchwały o reparacjach od Niemiec? Może jakąś wartość, która
        przewyższa reparacje?

        MSZ utrzymuje, że domaganie się reparacji podważy Poczdam.
        - Reparacje nie mają nic wspólnego z Poczdamem. One wynikają z faktu agresji na
        Polskę. Rząd Belki musi się wytłumaczyć, co Schroeder obiecał w Berlinie za
        zrzeczenie się reparacji.

        Jak więc Polska powinna postąpić?
        - Zaproponować Niemcom, żeby wzięli na siebie roszczenia "wypędzonych".
        Opowiadałem się za opcją zerową, ale już Piłsudski w 1929 r. zawarł układ
        likwidacyjny z Niemcami i wyszedł na tym jak Zabłocki na mydle: oszukali nas,
        przeszacowali wypłaty, zwlekali. Nie mamy szczęścia do opcji zerowej z
        Niemcami. Zresztą biorąc pod uwagę rozmiar zniszczeń Warszawy dokonanych
        podczas II wojny światowej - nie wiem, czy opcja zerowa byłaby korzystnym
        rozwiązaniem. Innym rozwiązaniem jest występowanie przez rząd z roszczeniami w
        imieniu poszczególnych miast. I ewentualna skarga do Międzynarodowego Trybunału
        Sprawiedliwości.

        Ale niektórzy uważają, że taka akcja może być politycznie szkodliwa.
        - Z prawnego punktu widzenia nie ma przedawnienia tych roszczeń, a od strony
        politycznej - po to są politycy i rząd.

        Dziękuję za rozmowę.
        Małgorzata Goss

    • robisc zjazd ziomostwa w Olsztynie 10.10.04, 00:22
      Olsztyn: Emocje na kongresie ziomkostwa

      PAP 09-10-2004, ostatnia aktualizacja 09-10-2004 18:44

      Drugi dzień obraduje w sobotę w Olsztynie kongres Ziomkostwa Prus Wschodnich,
      organizacji zrzeszającej ludzi mieszkających obecnie w Niemczech, a przed II
      wojną światową głównie na terenach obecnych Warmii i Mazur.

      Kongresowi towarzyszy wiele emocji i zgoda na to, że współpraca społeczno-
      gospodarcza między Polską i Niemcami rozwija się w dobrym klimacie.

      Kongres wzbudził kontrowersje już kilka dni przed jego rozpoczęciem.
      Zaproszenia od ziomkostwa nie przyjął m.in. prezydent Olsztyna, uzasadniając,
      że "nie chce mieć nic wspólnego ze Związkiem Wypędzonych (ZW) i Eriką
      Steinbach". Zastępca rzecznika Ziomkostwa Wschodniopruskiego Bernd Hinz i
      organizator kongresu zasiada w prezydium Związku Wypędzonych, a rzecznik
      ziomkostwa Wilhelm Von Gottberg jest wiceprzewodniczącym Związku Wypędzonych.

      W sobotę od rana kwestia budowy Centrum Przeciw Wypędzeniom projektowanej przez
      Steinbach budziła wiele emocji, podobnie jak sprawa odszkodowań za majątki
      pozostawione przez Niemców w obecnych granicach Polski, o których wspomina inna
      niemiecka organizacja - Pruskie Powiernictwo.

      Jak podkreślił Hinz na początku kongresu, ZW dystansuje się i nie ma nic
      wspólnego z roszczeniami wysuwanymi przez Pruskie Powiernictwo. Przekonywał
      jednocześnie, że Centrum Przeciw Wypędzeniom ma dokumentować także losy
      wypędzeń Polaków, Czechów i Rosjan.

      "Jest to propozycja dla polskich, rosyjskich i czeskich naukowców, aby
      bezprawiu w XIX i XX wieku przyjrzeć się dokładnie. Powinien powstać model,
      który skanalizowałby ten problem w sposób europejski. To jest centrum, które ma
      obejmować stosunki bilateralne. Centrum nie niesie w sobie zagrożenia" -
      zapewniał uczestników spotkania Bernd Hinz.

      Mając na uwadze 12 lat dyktatury nazistowskiej, to Europejskie Centrum Przeciw
      Wypędzeniom jest wewnętrzną sprawą Niemiec - zaznaczył rzecznik ziomkostwa,
      Vilhelm von Gottberg. "Wiele możemy się od Polaków nauczyć, ale proszę zostawić
      nam to, w jaki sposób pamiętamy o naszych ofiarach" - podkreślił.

      Jego zdaniem, za obecne problemy w polsko-niemieckich stosunkach mogą być
      odpowiedzialne rządy obu krajów. "Jeśli w kontekście dialogu pojawiły się
      jakieś irytacje, to dlatego, że rządy Polski i Niemiec nie podjęły w
      odpowiednim czasie tematów, które obciążają nasze relacje" - ocenił von
      Gottberg.

      Wątpliwości co do planów, o których mówili Hinz i Gottberg, zgłosił starosta
      powiatu giżyckiego Wacław Strażewicz, którego ojciec pochodził z Wileńszczyzny
      i niedawno odwiedzał tam rodzinne mogiły.

      "Na jakiej podstawie i z jakiego umocowania autorzy centrum w Berlinie chcą to
      odnieść do wypędzonych np. z Wileńszczyzny. Należałoby zapytać, czy ci ludzie
      po prostu tego chcą. To pokolenie dotknięte piętnem wojny musi umrzeć. Dopiero
      następne młode pokolenie nie dotknięte tym piętnem, będzie mogło się do tego
      odnieść" - powiedział zgromadzonym starosta Strażewicz.

      Wszyscy uczestnicy mówili też o tym, że o trudnych sprawach trzeba rozmawiać i
      je rozwiązywać. Jedną z propozycji było zrzeczenie się roszczeń
      odszkodowawczych związanych z wojennymi i powojennymi losami Niemców i Polaków.
      Mówił o tym starosta powiatu Osnabruck w Niemczech, Manfred Hugo.

      "Oko za oko, aż świat oślepnie" - zacytował Mahatmę Gandiego Hugo. "Wymagania
      Pruskiego Powiernictwa (domagającego się odszkodowań za majątki pozostawione w
      Polsce przez mieszkańców byłych Prus Wschodnich) nie są uzasadnione, są wyrazem
      strachu. Polacy i Niemcy powinni się umówić, żeby zrzekli się jakichkolwiek
      roszczeń majątkowych, jako pozostałości II wojny światowej. Stała się krzywda
      dla obu stron, ale też w ostatnich latach stało się wiele dobrego" -
      przekonywał zebranych Hugo.

      Jego słowa pozostały jednak bez komentarza, podobnie, jak oburzenie pani
      burmistrz Mrągowa, Otolii Siemieniec, która zaprotestowała przeciw podpisom na
      identyfikatorach i liście obecności, na których wszystkim polskim samorządowcom
      uczestniczącym w kongresie wpisano przykładowo: "Siemieniec Otolia, burmistrz
      miasta Mrągowo/Prusy Wschodnie".

      "Po wejściu do tej sali poczułam niesmak i zdumienie. (...) Zastanawiałam się,
      czy powinnam tu zostać. (...) Chcę jednak zrelacjonować ludziom - wielu pewnie
      ma mi za złe, że przyjęłam zaproszenie - co było w trakcie kongresu" - mówiła
      pani burmistrz.

      Uczestnicy przypominali, że poza drażniącymi kwestiami odszkodowań i
      berlińskiego centrum, Polskę i Niemcy łączą bardzo dobre stosunki gospodarcze i
      społeczne. Przykłady przytaczali zarówno Polacy, jak i goście z Niemiec.

      Przedstawiciel regionalny wspólnoty Olsztyn, mieszkający obecnie w
      Gelsenkirchen w Niemczech Gottfried Huffenbach przedstawił cele podpisanej w
      środę umowy partnerskiej między Olsztynem i Gelsenkirchen. Jako były
      olsztynianin, był on inicjatorem współpracy obu miast.

      "Nasz dawny dom stoi przy obecnej ulicy Oficerskiej. Nie mam zamiaru ubiegać
      się o jego zwrot" - zapewnił Huffenbach, powtarzając słowa wypowiedziane przed
      kilkoma dniami w olsztyńskim Ratuszu.

      O wymianie młodzieży z niemieckimi ośrodkami wspominali burmistrz Biskupca
      Marek Domin i burmistrz Braniewa Henryk Mroziński. Komentując głosy o tym,
      by "nie żyć przeszłością", Mroziński podkreślił, że nie da się o niej
      zapomnieć, ale przyszłość trzeba budować razem.

      "My mamy serce otwarte dla was. Braniewo było niegdyś niemieckie, potem
      polskie, znów niemieckie, a teraz jest nasze. Budujmy ten dom razem" -
      przekonywał Mroziński.

      Kongres zakończy się w niedzielę wystąpieniem dr. Reinharda Kleina z Polsko-
      Niemieckiego Stowarzyszenia na rzecz Wsparcia Gospodarki. Klein przedstawi
      wykład na temat możliwości wspierania polskiej gospodarki.

      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2332542.html
    • klip-klap dowcipnisie 11.10.04, 11:59
      "Polscy samorządowcy zaproszeni na IV kongres Ziomkostwa Prus Wschodnich w
      Olsztynie nie kryli zdziwienia. Lista obecności w języku niemieckim nie
      zawierała żadnych polskich nazw. Olsztyn figurował tam jako Allenstein, Pasłęk -
      Pr. Holland, Elbląg - Elbing, a Mrągowo - Sensburg.

      Zastrzeżenia budziły także identyfikatory przygotowane przez organizatorów.
      Każdy obok nazwiska, funkcji i nazwy miasta, zawierał nazwę regionu - Prusy
      Wschodnie. Okazało się, że dla władz ziomkostwa Warmia i Mazury w ogóle nie
      istnieją."

      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041011/kraj/kraj_a_8.html
      • krzysztofsf Re: dowcipnisie 11.10.04, 22:16
        Powinno byc w "kwiatkach" , ale tutaj tak ladnie pasuje smile)

        pociag niemcy-polska. konduktor przed kazdym miastem mowi:
        - wroclaw dawniej breslau
        - legnica dawniej leignitz
        w koncu wysiada jakis staruszek i mowi do konduktora
        - do widzenia, aha... dawniej heil hitler
    • klip-klap znowu zapewnienia 04.11.04, 14:52
      Schröder w Krakowie o odszkodowaniach

      PAP, lko 04-11-2004, ostatnia aktualizacja 04-11-2004 13:20

      Hejnał z Wieży Mariackiej towarzyszył ceremonii powitania w czwartek na Rynku
      Głównym w Krakowie premiera Polski Marka Belki i kanclerza Niemiec Gerharda
      Schrödera. Podczas rozmów, szefowie rządów zgodzili się, że nie istnieją
      podstawy do wszczynania procesów o odszkodowania wojenne

      Premier i kanclerz tradycyjnie przeszli wzdłuż Kompanii Reprezentacyjnej 2.
      Korpusu Zmechanizowanego, ustawionej u stóp Kościoła Mariackiego. Delegacje
      pozowały też do pamiątkowego zdjęcia na tle kościoła.

      Po powitaniu na Rynku Głównym szefowie rządów wraz ze swoimi delegacjami
      przeszli do Pałacu Krzysztofory, gdzie będą prowadzić konsultacje międzyrządowe.

      - Nie ma żadnej drogi procesowej do dochodzenia roszczeń przez Niemców, którzy
      zostali wysiedleni z Polski na mocy umowy poczdamskiej - powiedział w czwartek w
      Krakowie premier Marek Belka podczas konferencji prasowej po rozmowach z
      kanclerzem Niemiec Gerhardem Schröderem.

      Premier Belka poinformował, że przygotowana przez ekspertów polskich i
      niemieckich ekspertyza w sprawie roszczeń odszkodowawczych jednoznacznie
      potwierdza, że "w świetle prawa polskiego, niemieckiego i międzynarodowego takie
      roszczenia nie istnieją, bowiem nie mają żadnej podstawy prawnej".

      Premier ogłosił, że w najbliższym czasie raport ekspertów zostanie opublikowany
      • robisc opinia komisji ekspertów 11.11.04, 18:58
        Eksperci: Roszczenia Niemców z tytułu wywłaszczeń nie mają podstawy prawnej
        Roszczenia indywidualne niemieckich obywateli z tytułu wywłaszczeń
        przeprowadzonych w Polsce w 1945 roku nie mają podstawy prawnej - ani w świetle
        prawa międzynarodowego, ani w myśl prawa niemieckiego lub polskiego. Tak wynika
        z ekspertyzy przygotowanej przez polsko-niemiecki zespół prawników.

        Eksperci prawa międzynarodowego, profesorowie Jan Barcz i Jochen Frowein
        zrobili ekspertyzę na zlecenie rządów obu krajów.






        Według ekspertów jednostronne oświadczenie kanclerza Niemiec w Warszawie z 1.
        sierpnia 2004 roku jest zobowiązujące w świetle prawa międzynarodowego. Tym
        samym rząd federalny wyklucza jednoznacznie dochodzenie międzypaństwowych
        rozczeń Niemiec w stosunku do Polski i traktuje takie rozczenia jako nie mające
        podstawy prawnej. To samo dotyczy żądań indywidualnych.

        Eksperci podkreślają, że skargi z tytułu wywłaszczeń nie mają szansy na
        powodzenie ani przed sądami polskimi, niemieckimi i amerykańskimi, ani przed
        sądami międzynarodowymi.

        Ekspertyza została przeprowadzona po raz pierwszy w historii obu krajów.

        www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=1220896
        • robisc i riposta Eriki czyli gramy dalej 11.11.04, 19:06
          Steinbach krytykuje ekspertyzę w sprawie roszczeń odszkodowawczych

          Erika Steinbach uznała ekspertyzę na temat niemieckich roszczeń
          odszkodowawczych, przygotowaną przez polsko-niemiecki zespół prawników, za
          dokument sporządzony "z uprzejmości".

          W wydanym w Bonn oświadczeniu Steinbach oceniła, że ekspertyza nie może "ani
          przekonać, ani też przyczynić się do ustanowienia pokoju prawnego".

          Dodała, że politycy powinni nadal poszukiwać rozwiązań "zgodnych z dobrem
          ogółu".

          Szefowa BdV przyznała, że przemówienie kanclerza Gerharda Schroedera 1 sierpnia
          w Warszawie stanowi "zmianę paradygmatu" w niemieckiej polityce. Kanclerz
          zapewnił w czasie uroczystości 60. rocznicy powstania warszawskiego, że rząd
          niemiecki nie będzie popierał indywidualnych roszczeń wobec Polski i że takie
          stanowisko będzie reprezentował przed międzynarodowymi sądami.

          Steinbach uważa, że ekspertyza prawników zawiera sprzeczności. Jej zdaniem, z
          jednej strony Niemcy podtrzymują swe stanowisko, iż wypędzenia bez
          odszkodowania były niezgodne z prawem i że strona niemiecka nie rezygnuje ze
          swego stanowiska prawnego, z drugiej zaś roszczenia odszkodowawcze oceniono w
          ekspertyzie jako pozbawione podstaw prawnych.

          Ekspertyzę przedstawili na konferencjach w Warszawie i Berlinie prawnicy Jan
          Barcz i Jochen Frowein. Dokument powstał na zlecenie rządów Polski i Niemiec. Z
          ekspertyzy wynika, że próby dochodzenia przez Niemców roszczeń z tytułu
          wywłaszczeń w Polsce w 1945 roku i bezpośrednio potem nie mają szansy
          powodzenia ani przed sądami polskimi, ani przed niemieckimi i amerykańskimi. To
          samo dotyczy spraw przed trybunałami międzynarodowymi.

          Steinbach domaga się od rządu Niemiec uchwalenia ustawy regulującej roszczenia
          niemieckich wypędzonych.

          Frowein powiedział dziennikarzom w Berlinie, że otrzymał od niemieckiego rządu
          zadanie zbadania możliwości dochodzenia przez wypędzonych roszczeń
          odszkodowawczych od niemieckiego skarbu państwa.

          info.onet.pl/1007617,12,item.html
          • robisc kilka opinii 13.11.04, 00:44
            OPINIE
            PROF. BURKHARD HESS

            EKSPERT OD PRAWA MIĘDZYNARODOWEGO, UNIWERSYTET W HEIDELBERGU

            Nie można mieć żadnych zastrzeżeń zarówno do sposobu przedstawienia w
            ekspertyzie stanu prawnego, jaki i wyciągniętych wniosków. Jest to zapewne
            powód do rozczarowania dla niemieckich wypędzonych. Ich nadzieje okazały się
            płonne. Mamy tu do czynienia z konsekwencjami II wojny światowej, jak straty
            majątkowe czy utrata życia, które nie mogą być już dziś przedmiotem roszczeń
            odszkodowawczych. W tych kategoriach należy też rozpatrywać całą dyskusję na
            temat żądań reparacyjnych pod adresem Niemiec. Mam nadzieję, że po
            wyczerpującym przedstawieniu argumentów prawnych we wspólnej ekspertyzie emocje
            związane z tymi sprawami ulegną osłabieniu. Dotyczy to także ewentualnych
            roszczeń wypędzonych wobec rządu niemieckiego. To zamknięty rozdział.


            RUDI PAWELKA

            SZEF POWIERNICTWA PRUSKIEGO

            Treść tej ekspertyzy jest przykładem perwersyjnego myślenia. Twierdzenie, że
            wypędzenie i wywłaszczenia nie rodzą skutków prawnych, można porównać do tezy,
            iż zbrodnie nazistowskie nie wywołały skutków prawnych. To absurd. Ekspertyza
            nie wpłynie w żaden sposób na realizację naszych planów. Przygotowaliśmy szereg
            pozwów wypędzonych, w tym również Niemców mieszkających w Polsce oraz późnych
            przesiedleńców. Czy złożymy je równocześnie w sądach polskich, międzynarodowych
            i amerykańskich, rozstrzygną nasi prawnicy. Powiernictwo Pruskie jest od dawna
            do tego przygotowane, a opóźnienie wynika jedynie z braku czasu niektórych
            naszych adwokatów. Jedno jest pewne, nie zrezygnujemy ze złożenia pozwów.
            Zgadzam się całkowicie z opinią Związku Wypędzonych, iż ekspertyza jest
            tendencyjna i zrobiona na określone zamówienia.


            ANTONI MACIEREWICZ

            RUCH KATOLICKO-NARODOWY

            Ten raport nie rozwiązuje problemu roszczeń. Jest to akt polityczny okraszony
            prawnymi terminami. Wyraża jedynie wolę kanclerza Schrödera i premiera Belki.
            Co więcej, dokument obarcza odpowiedzialnością polskie państwo za rozwiązanie
            problemu odszkodowań Niemców, którzy utracili majątek już kilka lat po wojnie.
            Żenujący jest ten fragment raportu, który stara się zbagatelizować stanowisko
            niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie roszczeń. Tylko deklaracja
            władz Niemiec o przejęciu odpowiedzialności za roszczenia rozwiązałaby sprawę.
            Tego w raporcie jednak nie ma.


            TADEUSZ IWIŃSKI

            SOJUSZ LEWICY DEMOKRATYCZNEJ

            Z pewnością cenny jest pomysł wspólnej analizy wybitnego prawnika polskiego i
            niemieckiego. Czy jednak to rozwiąże problem? Moim zdaniem nastąpi to dopiero
            wówczas, gdy pierwsze sądy w Polsce czy za granicą odrzucą roszczenia. Raport
            nie pozbawia także sensu niedawnego apelu Sejmu, w którym zwrócono uwagę na
            niewspółmierny wymiar strat poniesionych przez Polskę w czasie drugiej wojny
            światowej w stosunku do otrzymanych rekompensat. Jest to ostrzeżenie, jaka
            byłaby reakcja Polski, gdyby Republika Federalna lub jej obywatele wystąpili z
            pozwami

            www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041112/prawo/prawo_a_11.html#1
    • robisc powstaje wtórny rynek 19.12.04, 22:13
      Handel niemieckimi roszczeniami

      Tomasz Głogowski, Katowice 19-12-2004, ostatnia aktualizacja 19-12-2004 17:35

      Franciszek Jopek, znany śląski biznesmen, kupił od niemieckich spadkobierców
      część Osiedla Waryńskiego w Gliwicach. Chce je wymienić z miastem na grunt w
      innej części Gliwic.


      W marcu gliwicki sąd rejonowy uznał, że 14-hektarowa działka w samym środku
      Osiedla Waryńskiego zostanie zwrócona spadkobiercom - rodzinie K. od dawna
      mieszkającej w Niemczech.

      W latach 80. na tej działce stanęło 21 bloków spółdzielni Stare Gliwice, sześć
      budynków należących do wojska i szkoła podstawowa. Zgodę na budowę osiedla
      wydali ówcześni urzędnicy miejscy. Pogwałcili prawo, bo rodzina K. widniała w
      księgach wieczystych jako właściciele gruntu.

      Spadkobiercy zaraz po korzystnym dla siebie wyroku sądu sprzedali ziemię
      znanemu śląskiemu biznesmenowi Franciszkowi Jopkowi. Nieoficjalnie wiadomo, że
      Jopek zrobił dobry interes i za grunt zapłacił grubo poniżej wartości rynkowej.

      Tadeusz Sperczyński, prezes spółdzielni Stare Gliwice, która opiekuje się
      osiedlem, mówi, że o wszystkim dowiedział się kilka tygodni temu od miasta. -
      Przysłali pismo, że od stycznia 2005 roku podatek gruntowy mam płacić nie
      gminie, ale nowemu właścicielowi - mówi prezes Sperczyński. - Przeżyliśmy szok -
      dodaje.

      Franciszek Jopek deklaruje, że nie chce ani bloków, ani podstawówki. W zamian
      za część należącego do niego Osiedla Waryńskiego domaga się od miasta terenu o
      takiej samej wielkości i wartości. Chce tam rozbudować firmę.

      - Gmina miała wiele lat, by uporządkować sytuację i przeprowadzić procedurę
      uwłaszczeniową. Nie zadbano jednak o to - mówi Sebastian Chachołek, pełnomocnik
      prasowy biznesmena, i zapewnia, że mieszkańcy osiedla mogą spać spokojnie. -
      Wszelkie roszczenia pan Jopek będzie kierował w stosunku do miasta, a nie
      spółdzielni - zapewnia Chachołek.

      Na razie miasto nie chce słyszeć o przekazaniu jednej dużej działki. Gmina
      zaproponowała gliwickiemu biznesmenowi kilka mniejszych działek w różnych
      częściach Gliwic. To z kolei nie interesuje Jopka. - Jak ktoś ma opla, to nie
      chce za niego trzech cinquecento - uważa Chachołek.

      Gliwicki biznesmen zapowiada, że jeżeli miasto nie zgodzi się na postawione
      warunki, pozwie gminę do sądu za bezumowne korzystanie z gruntu. Będzie domagał
      się wielomilionowego odszkodowania.

      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2454633.html
    • przycinek.usa ROSZCZENIA cd. 12.01.05, 22:45
      Roszczenia Niemców do nieruchomości na Warmii i Mazurach
      Wniosków przybywa

      Do Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie wpłynęło już prawie
      dwadzieścia wniosków od obywateli niemieckich o zwrot nieruchomości
      znajdujących się m.in. w Olsztynie, Gołdapi, Olecku, Giżycku i Sztynorcie.
      - Rzeczywiście są u nas, i co jakiś czas jeszcze wpływają, wnioski Niemców,
      którzy mieszkali tu przed wojną i jeszcze po wojnie. We wnioskach tych domagają
      się oni zwrotu nieruchomości - powiedział nam Stanisław Kowalski, szef wydziału
      Rozwoju Regionalnego w Warmińsko-Mazurskim Urzędzie Wojewódzkim.
      Większość roszczeń wysuwają nie spadkobiercy Niemców, którzy wyjechali z Polski
      w czasie wojny czy zaraz po jej zakończeniu, ale ci, którzy opuścili jej
      terytorium w latach 1950-1990. Wyjazdy te odbywały się pozornie w ramach
      łączenia rodzin, a faktycznie ze względów ekonomicznych. - Do wniosków Niemców,
      którzy nie mieli nigdy obywatelstwa polskiego, odnosimy się zawsze tak samo,
      odmawiając ich rozpatrywania przez urząd na drodze administracyjnej, a
      odsyłając zainteresowanych domniemanymi roszczeniami do sądu - powiedział
      Stanisław Kowalski.
      Obowiązujące dziś w Polsce prawo nie przewiduje zwrotu nieruchomości osobom,
      które nie mają polskiego obywatelstwa, a Niemcy wyjeżdżający na Zachód po roku
      1950 musieli zrzec się go dobrowolnie, natomiast zajmowane przez siebie
      nieruchomości przekazać na rzecz Skarbu Państwa lub sprzedać.
      Jednak cała sprawa może wyglądać inaczej, jeżeli polski sąd stwierdzi, że
      Niemiec opuszczający Polskę nie stracił polskiego obywatelstwa. W takim
      przypadku roszczenia o zwrot nieruchomości mogłyby być rozstrzygane na drodze
      administracyjnej i jest bardzo prawdopodobne, że zakończyłyby się one
      przekazaniem mienia osobie roszczącej sobie do niego prawo. Kilka takich spraw
      toczy się obecnie w sądach na terenie województwa warmińsko-mazurskiego. Choć
      nie było tu jeszcze wyroku orzekającego bezprawne odebranie Niemcowi polskiego
      obywatelstwa, to obecny rząd najwyraźniej przewiduje, że może w przyszłości
      dojść do takiego orzeczenia sądu. Świadczy o tym wypowiedź z końca listopada
      ubiegłego roku byłego ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza w
      Olsztynie. - Jeśli w wyniku roszczeń Niemców obywatele polscy będą ponosić
      negatywne konsekwencje, dlatego że w przeszłości państwo popełniło błędy lub
      zaniechało jakichś działań prawnych, to powinni otrzymać rekompensaty -
      powiedział wówczas Cimoszewicz. Skąd jednak miałyby pochodzić duże środki
      finansowe na rekompensaty, skoro nie przewidziano ich w budżecie państwa - o
      tym nie było już mowy.
      Jedną ze spraw roszczeniowych wytoczył niedawno przed polskim sądem potomek
      pruskiego rodu Lehndorffów. Żąda on zwrotu zbudowanego jeszcze przez Krzyżaków
      zamku w Giżycku oraz osiemnastowiecznego pałacu w Sztynorcie koło Węgorzewa.
      Pełnomocnicy ubiegającego się o zwrot posiadają oryginalne akty notarialne
      kupna obu tych nieruchomości.
      Wielu samorządowców z terenu Warmii i Mazur jest zaniepokojonych ciągle rosnącą
      liczbą wniosków Niemców. Burmistrz Gołdapi Marek Miros wobec faktu roszczeń
      popiera akcje liczenia zniszczeń, jakich dokonali Niemcy podczas II wojny
      światowej, którą przeprowadza coraz więcej polskich miast. - Szczerze mówiąc,
      to rząd Niemiec winien wziąć na siebie ewentualne koszty roszczeń swoich
      obywateli, a nie tylko formułować deklaracje, które mają mizerne skutki prawne.
      Dlatego jako mieszkaniec byłej niemieckiej gminy Gołdap i jako mieszkaniec
      polskiej Gołdapi i jej burmistrz popieram tych, którzy próbują oszacować
      bezmiar krzywd materialnych doznanych przez Polskę w czasie II wojny światowej
      ze strony państwa niemieckiego - powiedział Miros.
      Adam Białous


      www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20050112&id=po01.txt
    • klip-klap Szanse na odrzucenie roszczen sie zwiekszaja 31.03.05, 11:57
      "Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu odrzucił w środę skargę
      niemieckich obywateli wywłaszczonych przez okupacyjne władze radzieckie.
      Orzeczenie przyjęto w Berlinie z ulgą, gdyż oznacza, że niemiecki rząd nie
      będzie zmuszony do wypłaty odszkodowań w miliardowej wysokości.

      Zdaniem niemieckich ekspertów orzeczenie może mieć wpływ na stanowisko
      Trybunału, gdyby wpłynęły do niego przygotowywane przez Pruskie Powiernictwo
      skargi odszkodowawcze niemieckich wypędzonych.

      W orzeczeniu podkreśla się, że niemiecki rząd nie ponosi odpowiedzialności za
      działania władz radzieckich w latach 1945 - 1949 ani za późniejsze decyzje władz
      byłej NRD, które wywłaszczyły tysiące właścicieli ziemskich w ramach tzw.
      reformy rolnej. Do działań tych doszło przed wejściem w życie w 1953 r.
      europejskiej konwencji praw człowieka i z tego powodu Trybunał nie czuł się
      właściwy do ich rozpatrywania."

      "Jak twierdzi berliński adwokat Stefan Hambura, wczorajsze orzeczenie Trybunału
      może stanowić precedens w razie wpłynięcia do niego powództwa niemieckich
      wypędzonych o zwrot byłych majątków w Polsce. Trybunał mógłby poczuć się
      niewłaściwy do rozpatrywania spraw, które miały miejsce przed wejściem w życie
      europejskiej konwencji praw człowieka, tak jak to uczynił w sprawie
      wywłaszczonych przez władze radzieckie obywateli Niemiec. Polska przystąpiła do
      konwencji dopiero w 1993 r."
      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050331/prawo/prawo_a_3.html
Pełna wersja