przycinek.usa Powraca kwestia reparacji - Małgorzata Goss 21.08.04, 05:15 http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20040821&id=po01.txt Na najbliższym posiedzeniu Sejm ma zająć się uchwałą w sprawie reparacji wojennych od Niemiec na rzecz Polski. Mimo że Polska ma poważne argumenty historyczne i prawne w tej kwestii, rząd Marka Belki sprzeciwia się przyjęciu dokumentu. Problem reparacji wypłynął na światło dzienne po latach na skutek działań niektórych środowisk w Niemczech, które 60 lat po wojnie postanowiły dochodzić odszkodowań za majątki pozostawione na ziemiach zachodnich i północnych. Na najbliższym posiedzeniu, rozpoczynającym się 24 sierpnia, Sejm ma rozpatrzyć projekt uchwały w sprawie reparacji wojennych Niemiec na rzecz Polski. "Sejm zobowiązuje rząd Rzeczypospolitej Polskiej do wyegzekwowania od Niemiec należnych Polsce reparacji wojennych z tytułu strat i szkód, jakie Polska poniosła w wyniku planowych zniszczeń dokonanych przez Niemcy w czasie II wojny światowej, i do rozpoczęcia w tym celu rozmów z rządem Republiki Federalnej Niemiec" - tak brzmi tekst projektu, przyjęty bez poprawek przez sejmową Komisję Spraw Zagranicznych. Poseł SLD z Koszalina Bogdan Błaszczyk zgłosił wniosek mniejszości, który sprowadza się do zamiany słów "Sejm zobowiązuje rząd" na sformułowanie "Sejm wzywa rząd", co ma na celu osłabienie wymowy uchwały. O losie wniosku mniejszości oraz samej uchwały zdecyduje Sejm. Niewygodny temat Dotychczasowe prace nad uchwałą toczyły się w iście żółwim tempie. Dość powiedzieć, że mija właśnie okrągły rok od wniesienia projektu do laski marszałkowskiej przez grupę posłów z RKN, LPR i PP. Po dwóch miesiącach "leżakowania" dokumentu marszałek Sejmu zdecydował, iż pierwsze czytanie zostanie przeprowadzone w komisji, a nie na forum Izby, i skierował projekt do Komisji Spraw Zagranicznych. Ta, po wstępnym rozpatrzeniu sprawy w listopadzie, zwlekała z zajęciem stanowiska aż do marca 2004 r. Potem gotowe już sprawozdanie o projekcie przez 5 miesięcy, mimo nacisków i interwencji ze strony posłów wnioskodawców, nie mogło doczekać się wprowadzenia przez marszałka do porządku obrad Sejmu. Według naszych informacji, przyczyną blokowania prac parlamentarnych było negatywne stanowisko wobec tego dokumentu ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza. Rząd nie chce uchwały Sprzeciw wobec podjęcia uchwały podtrzymał również rząd w oficjalnym stanowisku z 19 lipca br. przekazanym na ręce marszałka. "Rząd uważa, że problem realizacji uprawnień reparacyjnych Polski od Niemiec jest już zamknięty" - napisano w piśmie sygnowanym przez premiera Marka Belkę. Rada Ministrów powołuje się w swoim stanowisku na ustalenia Konferencji Poczdamskiej z 1945 r. oraz na umowę między Polską a ZSRS, zawartą w Moskwie 16 sierpnia 1945 r. Przypomina też, że 23 sierpnia 1953 r. rząd Bieruta zrzekł się od 1 stycznia 1954 r. dalszych odszkodowań od Niemiec na rzecz Polski i oświadczenie to notyfikował rządowi NRD, a także w Sekretariacie Narodów Zjednoczonych (1969 r.). Jako ostateczny argument przeciwko wystąpieniu Polski o reparacje rząd Belki przytacza to, że ostateczne zamknięcie sprawy reparacji nastąpiło jakoby poprzez przyjęcie 12 września 1990 r. traktatu 2+4, który stał się podstawą zjednoczenia Niemiec. "Traktat ten - zgodnie z zamiarem jego stron - zamyka wszystkie sprawy wynikające z II wojny światowej..." - twierdzi rząd, nie wspominając jednak, że Polska nie była stroną tego traktatu. Rząd sprzeciwia się reparacjom, chociaż sam przyznaje, że "należne odszkodowanie zostało zrealizowane w zakresie niewspółmiernym do krzywd ludzkich i strat materialnych". Straty są policzone Ustaleniem strat materialnych Polski zajmowało się utworzone zaraz po wojnie Biuro Odszkodowań Wojennych przy Radzie Ministrów. W wyniku skrupulatnych wyliczeń wyceniło ono szkody na 258,4 mld zł w cenach z 1 września 1939 r., tj. 48,8 mld ówczesnych dolarów amerykańskich (według notowań przedwojennego GUS). Zważywszy, że obecna wartość amerykańskiej waluty jest około trzynastokrotnie wyższa niż przed wojną - straty wojenne Polski, według aktualnego kursu, wynoszą ponad 634 mld USD - twierdzi badacz tego zagadnienia, publicysta związany z ruchem ludowym, red. Ludwik Staszyński. Podana kwota dotyczy strat w majątku państwa polskiego, nie obejmuje natomiast szkód poniesionych przez polskich obywateli. Oszacowania tych ostatnich dokonał w 1990 r. wybitny znawca spraw niemieckich prof. Alfons Klafkowski, wyceniając je na 537,1 mld marek niemieckich, tj. 284,6 mld USD. Haniebny akt Bieruta W Poczdamie mocarstwa zdecydowały, iż Związek Sowiecki otrzyma odszkodowania zarówno ze swojej strefy okupacyjnej, jak i ze stref zachodnich. Polsce miało przypaść 15 proc. uzyskanych przez ZSRS reparacji. Jednak nasz kraj, najbardziej dotknięty skutkami wojny spośród państw europejskich, nie zdołał powetować sobie poniesionych strat. Po rozruchach antysowieckich w Berlinie w czerwcu 1953 r. rząd ZSRS zdecydował się na przerwanie pobierania reparacji z terenów byłej NRD. Oświadczenie w tej sprawie wydane zostało 22 sierpnia 1953 r. Dzień później podobne w treści oświadczenie wydał rząd Bieruta, zrzekając się reparacji. Jednak - o ile oświadczenie rządu sowieckiego mówiło wyraźnie tylko o reparacjach z terenów NRD, to oświadczenie rządu "polskiego"... mówiło o całych Niemczech! Formalnie ten skandaliczny dokument nie miał nigdy mocy prawnej. Nie został ratyfikowany przez Sejm ani Radę Państwą, nie opublikowano go w Dzienniku Ustaw, a nawet nie bardzo wiadomo, kto go właściwie podpisał (premierem był wówczas Bolesław Bierut, szefem MSZ - Stanisław Skrzeszewski). A jednak ktoś zadbał, aby kilkanaście lat później oświadczenie zostało zarejestrowane i opublikowane w zbiorze traktatów ONZ, choć traktatem w istocie nie było! Polska milczała, Niemcy - nie Kiedy dzisiaj, po latach, wraca temat reparacji, przeciwnicy ich dochodzenia powołują się właśnie na owo, wydane w niejasnych okolicznościach, oświadczenie rządu Bieruta. Tymczasem to oświadczenie, sygnowane przez niesuwerenny rząd, i to w sposób niekonstytucyjny powinno być już dawno anulowane przez Sejm III Rzeczypospolitej. Niestety, inicjatywa poselska w tym kierunku, podjęta na początku lat 90. minionego wieku, natrafiła na mur niechęci po stronie rządu Tadeusza Mazowieckiego, który przygotowywał się wówczas do zawarcia traktatu z Niemcami. Aktywność wykazał natomiast niemiecki Bundestag. 8 marca 1990 r. podjął uchwałę stwierdzającą, że "rezygnacja Polski z reparacji od Niemiec z 23 sierpnia 1953 r. zachowuje moc obowiązującą także dla zjednoczonych Niemiec" (!). Ówczesny minister spraw zagranicznych w rządzie Mazowieckiego - Krzysztof Skubiszewski nie wydał w tej sprawie żadnego oświadczenia, choć rzecz wymagała natychmiastowej riposty. Wyszło na to, że Polska zgadza się ze stanowiskiem Bundestagu. Potem na wiele lat zapadła cisza. Reparacje kontra roszczenia Do tego, aby sprawa reparacji ponownie powróciła na forum publiczne, walnie przyczyniły się działania Związku Wypędzonych i jego energicznej przywódczyni Eriki Steinbach. Aktywność tego środowiska związana jest z planami budowy Centrum Wypędzonych w Berlinie. Z kolei Pruskie Powiernictwo na czele z Rudim Pavelką zmierza do uzyskania od Polski odszkodowań za majątki pozostawione przez Niemców na Ziemiach Odzyskanych. Zdaniem liderów partii opozycyjnych, podjęcie przez rząd kwestii reparacji od Niemiec na rzecz Polski pozwoli oddalić grożącą naszemu krajowi falę roszczeń odszkodowawczych ze strony niemieckich przesiedleńców. Małgorzata Goss Komentarze na temat opracowywanej przez Sejm uchwały w sprawie reparacji od Niemiec na rzecz Polski: Leszek Żebrowski, historyk: Projektowana uchwała w sprawie reparacji wojennych od Niemiec na rzecz Polski, nawet jeśli zostanie przyjęta, będzie stanowiła tylko wskazówkę dla rządu, w jakim kierunk Odpowiedz Link
przycinek.usa dokonczenie + wazna opinia Gontarskiego. 21.08.04, 05:18 Pamietacie Gontarskiego? "weterynarza" Gontarskiego? To czytajcie na samym dole, bo to jest zarowno wazne jak i ciekawe. (...) w jakim kierunku powinien zmierzać. Rząd wcale nie musi się temu podporządkować, czego niejednokrotnie dał dowody. Straty poniesione przez Polskę w wyniku niemieckiej agresji to problem bardzo bolesny. W 1939 r. Polska została przez Niemcy zaatakowana, następnie była przez ponad 5 lat okupowana. Agresor zniszczył Warszawę, poddawał eksterminacji mieszkańców, wysiedlał, mordował i łupił. Dziś strona niemiecka usiłuje postawić to barbarzyństwo na równi z powojennymi wysiedleniami Niemców z ziem zachodnich. Tymczasem są to rzeczy nieporównywalne. Jak można porównywać cierpienia przesiedlonych Niemców z dokonaną w Polsce planową eksterminacją ludności, zorganizowanym rabunkiem majątku, brutalnym wypędzeniem np. ludności Zamojszczyzny, odbieraniem dzieci rodzicom?! Wysiedlenie Niemców odbyło się na mocy umów międzynarodowych, decyzją wielkich mocarstw. To była konsekwencja przegranej przez Niemcy wojny, na którą społeczeństwo niemieckie dało przyzwolenie. Przecież Hitler objął władzę dzięki demokratycznym wyborom i był przez Niemców popierany tak długo, jak długo spływały do Rzeszy korzyści z okupowanej Europy. Cały ten szum po stronie niemieckiej związany z roszczeniami odszkodowawczymi ma prawdopodobnie służyć temu, by Polska zapomniała o swoich stratach. To przygrywka zmierzająca do przyjęcia tzw. opcji zerowej: oni łaskawie zrezygnują z roszczeń, jeśli Polska zrzeknie się dochodzenia swoich strat. Moim zdaniem, tzw. opcja zerowa nie wchodzi w rachubę, ponieważ oznacza, że za ułamek zrezygnowalibyśmy z wielokrotnie wyższej należności. not. MaG Waldemar Gontarski, ekspert prawa europejskiego: Rząd kierowany przez Marka Belkę 19 lipca br. skierował do Sejmu dokument zatytułowany "Stanowisko rządu wobec poselskiego projektu uchwały w sprawie reparacji od Niemiec na rzecz Polski zawartego w sprawozdaniu komisji spraw zagranicznych Sejmu". Dokument ten nie tylko jest oparty na rażących błędach prawnych, ale traktuje Polskę jako bękarta Związku Sowieckiego. Wychodzi z założenia, że Związek Sowiecki mógł się zrzec prawa do majątku niemieckiego położonego na ziemiach zachodnich i północnych, które zostały w Poczdamie przydzielone Polsce. Polski rząd, powołując się na takie uprawnienia Związku Sowieckiego, "strzela gola do własnej bramki", przyznając mu prawo do położonych tam majątków, a równocześnie podważa prawo Polski do tego terytorium, które to prawo wynikało z umowy w Poczdamie. Zaskakuje fakt, że już Poczdam traktował Polskę jako suwerennego partnera, a rząd Marka Belki traktuje nasze państwo jako kraj niesuwerenny. Tym samym rząd ten realizuje doktrynę Breżniewa o ograniczonej suwerenności Polski. Takie rzeczy w III Rzeczypospolitej Polskiej to skandal. Zastanawiam się, kto pracuje w polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Z tego, co wiem, personalnie odpowiada za to pan wiceminister Jakub Wolski, ale w tej sytuacji nie chodzi o niego. Bo jaki premier, taki minister, a jaki minister, taki wiceminister. Odpowiada za to wszystko premier, bo to jest stanowisko rządu. Polska z całą pewnością nie ratyfikowała oświadczenia o zrzeczeniu się reparacji wobec całych Niemiec do Sekretariatu Generalnego ONZ w 1969 r. Jeśli nawet uznać, że rząd Bieruta zrzekł się praw, to dotyczyło to przede wszystkim NRD. W świetle ówczesnych regulacji prawnych nie miał on do tego prawa. Rada Ministrów nie była organem, który mógł o tym rozstrzygać. Mało tego, również w świetle Konstytucji RP z 1997 r. Rada Ministrów nie ma aż tak dalece idących kompetencji, żeby mogła rozstrzygać o tym, czy Polska może rezygnować z reparacji wojennych, czy nie. Na pewno Polska nie zrezygnowała z reparacji wojennych wobec Niemiec Zachodnich. Zrezygnowała - według niektórych przedstawicieli doktryny - wobec NRD. Ale po pierwsze: czy to nie było pod przymusem? A po drugie: ta uchwała rządu obarczona jest poważnymi błędami prawnymi. not. AG Odpowiedz Link
klip-klap ktos uwierzyl Shroederowi? 23.08.04, 10:30 Tak tylko pytam, bo pewnie nikt... -- Steinbach atakowana z wielu stron Nowy kurs polityczny Eriki Steinbach, przewodniczącej niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV), spotkał się z ostrą krytyką. Na specjalnym posiedzeniu prezydium BdV jednogłośnie odrzuciło propozycje Steinbach dotyczące "wewnątrzniemieckiego" rozwiązania kwestii majątkowych wypędzonych oraz możliwości zrzeczenia się przez nich odszkodowań. Jak poinformowała wczoraj gazeta "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung", Erika Steinbach została też przywołana do porządku przez kierownictwo CDU, partii chadeckiej, którą reprezentuje w Bundestagu i jest członkinią jej zarządu. Kilkanaście dni temu przewodnicząca BdV ogłosiła, że wypędzeni mogą rezygnować z materialnych roszczeń odszkodowawczych ("rozwiązanie zerowe") w imię zapewnienia w Europie "pokoju prawnego". Wcześniej zaproponowała przyjęcie ustawy regulującej sprawy majątkowe wypędzonych "wewnątrz Niemiec". Teoretycznie oznaczałoby to, że rząd niemiecki przejmuje odpowiedzialność za roszczenia wypędzonych w nieobliczalnej wysokości. Propozycja została negatywnie przyjęta nie tylko przez rząd, ale i kierownictwo jej własnego ugrupowania, o czym poinformował osobiście wiceszef frakcji CDU w Bundestagu Wolfgang Bosbach. Rząd i partie opozycji parlamentarnej są jednak zdania, że wywłaszczenia były sprzeczne z prawem międzynarodowym. Taka interpretacja umożliwia wypędzonym składanie indywidualnych pozwów odszkodowawczych. Do wsparcia takich pozwów skierowanych przeciwko państwu polskiemu przygotowuje się Pruskie Powiernictwo (Preussische Treuhand). Jak powiedział "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung" Hans-G�nther Parplies, wiceprzewodniczący Związku Wypędzonych, będący równocześnie współzałożycielem Pruskiego Powiernictwa, propozycje Steinbach są sprzeczne ze statutem BdV. Jego zdaniem "prawo do stron ojczystych" nie może być w żaden sposób urzeczywistnione za pomocą niemieckich regulacji prawnych. Decyzja prezydium Związku Wypędzonych, które uznało, że deklaracje Eriki Steinbach wykraczają poza jej kompetencje, oznacza de facto, że BdV stoi po stronie szefów Pruskiego Powiernictwa. Jak wynika z informacji "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung" teraz Steinbach powinna się oficjalnie ustosunkować do tej decyzji. Erika Steinbach jest od kilku dni nieosiągalna dla prasy. W czasie konferencji prasowej 6 sierpnia przedstawiła swe propozycje, będące odpowiedzią na warszawskie przemówienie kanclerza Gerharda Schr�dera, czyniła także starania, aby zdystansować się wobec działalności Pruskiego Powiernictwa i jego szefa Rudiego Pawelki. Jednocześnie zarzucała kanclerzowi zdradę interesów wypędzonych, gdyż zapowiedział on, iż przed trybunałami międzynarodowymi jego rząd będzie prezentował stanowisko uznające żądania odszkodowawcze wypędzonych za bezzasadne. Erika Steinbach koncentruje się ostatnio głównie na realizacji projektu Centrum przeciwko Wypędzeniom w Berlinie. Tymczasem działalność powszechnie w Niemczech krytykowanego Pruskiego Powiernictwa, w dodatku personalnie ściśle powiązanego z BdV, zagraża temu projektowi. Piotr Jendroszczyk z Berlina -- Odpowiedz Link
przycinek.usa Opada niemiecka maska 24.08.04, 00:04 Reakcje "wypędzonych" i polityków pokazują, że roszczenia m.in. wobec Polski to nie margines Opada niemiecka maska www.naszdziennik.pl/index.php?typ=sw&dat=20040823&id=sw02.txt Ostatnie wypowiedzi zarówno przedstawicieli tzw. ziomkostw niemieckich, jak i polityków zadają kłam powielanemu dotychczas w RFN stereotypowi, że to jedynie garstka radykałów w rodzaju m.in. Eriki Steinbach uparcie wysuwa roszczenia majątkowe wobec krajów Europy Środkowowschodniej. Zarówno prezydium Związku Wypędzonych (BdV), jak i opozycyjna Unia Chrześcijańsko-Społeczna odrzuciły propozycję tzw. opcji zerowej lub załatwienia przez państwo niemieckie sprawy roszczeń majątkowych m.in. wobec Polski, które zgłosiła szefowa BdV Erika Steinbach. Z wypowiedzi przedstawicieli prezydium związku wynika, że chcą oni raczej zwrotu mienia i skierują te roszczenia wobec m.in. Polski, a nie swojego państwa. Takie stanowisko popiera Angela Merkel, przewodnicząca CDU, które przygotowuje się do przejęcia władzy w Niemczech i nie zamierza ponosić ogromnych kosztów wynikających z wypłacania odszkodowań niemieckim przesiedleńcom. Ponadto z wypowiedzi przytaczanych przez niemieckie media wynika, że w środowisku tzw. wypędzonych zakorzeniony jest również rewizjonizm i poglądy rodem z hitlerowskiej propagandy. BdV odwraca się od Steinbach... Zarówno władze Związku Wypędzonych (BdV), jak i prezydium Unii Chrześcijańsko- Demokratycznej (CDU), która przygotowuje się do przejęcia władzy w Niemczech, zdecydowanie potępiły stanowisko Eriki Steinbach dotyczące odszkodowań dla niemieckich wypędzonych. Steinbach, która jest szefową BdV i członkiem CDU, kilka tygodni temu wezwała rząd niemiecki do wewnętrznego rozwiązania problemu roszczeń za pomocą odpowiedniej ustawy opracowanej przez niemiecki parlament i gwarantującej wypłacenie odszkodowań przez władze niemieckie. Zasygnalizowała wtedy gotowość do poparcia takiego rozwiązania, nawet gdyby chodziło jedynie o opcję zerową, czyli wzajemną rezygnację z odszkodowań. Na zwołanym w ostatnią środę specjalnym posiedzeniu zarządu BdV wyraźnie dano do zrozumienia, iż takie rozwiązanie jest indywidualną decyzją Steinbach, od której dystansują się pozostali członkowie prezydium BdV. Członek prezydium i jednocześnie szef BdV w Nadrenii Północnej-Westfalii Hans-Guenter Parplies stwierdził, że pojęcie "opcja zerowa" zostało jednomyślnie odrzucone, tak samo jak propozycja niemieckiej ustawy odszkodowawczej. Parplies zaznaczył, że stanowisko Steinbach jest niezgodne ze statutem BdV. Jego zdaniem, "prawa do stron ojczystych" nie można zrealizować za pomocą jakichkolwiek ustaw wewnątrzniemieckich. ...CDU również Podobne stanowisko zajęło prezydium CDU, które jest zdania, że należy utrzymać dotychczasowe stanowisko Związku Wypędzonych, czyli nadal popierać prywatne roszczenia majątkowe wobec Polski. Według "Frankfurter Algemeine Sonntagszeitung", takie stanowisko zajmuje również szefowa CDU Angela Merkel. Przewodnicząca chadeków po zasięgnięciu prawnej opinii fachowców uzyskała informację o ewentualnych kosztach rozwiązania sprawy odszkodowań wewnątrz Niemiec i przyjęła "z troską" do wiadomości, że nawet ogólne oszacowanie skali kosztów nie jest możliwe. Dlatego Merkel obawia się, że sugerowane przez Steinbach rozwiązanie może pociągnąć za sobą groźne i nieobliczalne skutki finansowe, których ciężar będzie musiał wziąć na siebie po wyborach w 2006 roku nowy rząd, najprawdopodobniej z nią na czele. W związku z tym całkowicie zrozumiały wydaje się strach Merkel przed takim rozwiązaniem... Powielają hitlerowską propagandę W dodatku, jak można się dowiedzieć z wielu publikacji prasowych w RFN, przedstawiciele środowisk zgłaszających roszczenia m.in. wobec Polski nawołują do rewizji granic. Kolejny taki przypadek opisała gazeta "Welt am Sonntag" na przykładzie niemieckiego arystokraty Alexandra von Waldowa (o którym również pisaliśmy w "Naszym Dzienniku"). Przy pomocy Pruskiego Towarzystwa Powierniczego Waldow zamierza odebrać swój pałac w miejscowości Mierzęcin (Mehrentin) na Śląsku. Pałac ten sześć lat temu - przypomina "WamS" - od państwa polskiego kupiła na spółkę z Piotrem Olewińskim polska rodzina Nowakowskich, którzy przy wykorzystaniu ogromnych środków finansowych urządzili tam hotel. Alexander von Waldow w rozmowie z niemieckim dziennikarzem bez żenady stwierdził, że "po wojnie Polacy nas ograbili i skonfiskowali nasz majątek". Waldow przekonywał też, że według prawa międzynarodowego Rzesza niemiecka istnieje w dalszym ciągu w granicach z 1937 r. - Polska otrzymała prawo jedynie administrowania tym terenem - stwierdził Waldow, dodając, że obecnie należy wprowadzić na tych terenach pełną autonomię pod zarządem Unii Europejskiej. Mało tego, powielając hitlerowską propagandę, o wybuch II wojny światowej obwinił on... Polskę. Stwierdził mianowicie, że już po I wojnie światowej 1,5 miliona Niemców, którzy znaleźli się na terenach zajętych przez nasz kraj, miało obrzydzane życie przez Polaków, wśród których mieszkali. II wojna światowa wybuchła - tłumaczył Waldow - ponieważ Polska i Niemcy nie mogły się porozumieć, gdyż Polacy przez cały czas odrzucali wszelkie niemieckie propozycje... Waldemar Maszewski, Hamburg Wyszło szydło z worka Jak widać, Niemcy nie zamierzają w żadnym stopniu rezygnować z jakichkolwiek roszczeń w stosunku do Polski. Tym samym warszawskie "zobowiązania" kanclerza Gerharda Schroedera tak naprawdę nie na wiele się zdadzą, ponieważ ani nie mają żadnych skutków prawnych, ani nie są popierane przez największe niemieckie siły polityczne, które prawdopodobnie wkrótce zastąpią socjaldemokratów u steru władzy. Dzięki wypowiedziom prezydium BdV i szefowej CDU stało się jasne, że nie tylko garstka zawziętych Niemców (w postaci Pawelki czy Steinbach), jak dotąd mówiono w RFN, zamierza walczyć o swoje mienie pozostawione na wschodzie Europy, lecz kwestia ta cieszy się dużym poparciem najbardziej wpływowych ludzi nad Renem. Dla CDU (która najprawdopodobniej przejmie władzę w roku 2006) opcja zero jest nie do przyjęcia, ponieważ rząd tej formacji musiałby zapłacić odszkodowania wysiedlonym Niemcom. Waldemar Maszewski Odpowiedz Link
klip-klap dostalo sie rzadowi/fragmenty 24.08.04, 12:39 "Kiedy premier podpisuje się pod opracowaniem zawierającym błędy nie tylko logiczne, ale i merytoryczno-historyczne, do obowiązku ekspertów należy ich wykazanie. ZSRR nie mógł się zrzec praw do majątku niemieckiego położonego na ziemiach zachodnich i północnych, bo takich praw do tego mienia nie posiadał. To dwustronne polsko-radzieckie porozumienie z 16 sierpnia 1945 r. jest sprzeczne z umową poczdamską. Tereny te przyznano bowiem na konferencji poczdamskiej Polsce, a Związek Radziecki miał prawo jedynie do majątku niemieckiego położonego na terytoriach państw sojuszniczych III Rzeszy i we wschodniej strefie okupacyjnej. Powołując się na tę umowę, rząd polski strzela gola do własnej bramki. Przyznając prawa ZSRR do położonego tam majątku podważa równocześnie istnienie prawa Polski do tego terytorium jako suwerena już w 1945 r. Tylko gdyby ziemie zachodnie i północne nie stanowiły części terytorium państwa polskiego i po Poczdamie były ciągle częścią państwa niemieckiego (a więc radzieckiej strefy okupacyjnej), ZSRR nabyłby prawa do położonego na nich mienia niemieckiego i mógłby się ich zrzec. Poza tym umowa poczdamska rzeczywiście określiła zasady przejęcia majątku niemieckiego, ale nie wypowiadała się wcale na temat możliwości przejęcia mienia prywatnego obywateli Rzeszy. Nawet gdyby rozszerzająco wyinterpretować, że na to zezwalała, to zarówno powszechne prawo międzynarodowe, powojenna praktyka traktatowa państw zachodnich czy nawet niektóre dokumenty Rady Kontroli Niemiec podpisane również przez przedstawiciela ZSRR, wskazują na konieczność wypłaty osobom prywatnym odszkodowania za pozbawienie własności. Tyle że państwa zachodnie przerzuciły ten obowiązek na Niemcy w drodze traktatowej. Również Polska tylko w ten sposób może uchronić się przed roszczeniami odszkodowawczo-windykacyjnymi. Jednak aby obecnie przekonać RFN do przyjęcia na siebie takiego ciężaru finansowego, potrzebne są bardzo mocne argumenty - np. obawa przed podniesieniem przez Polskę roszczeń reparacyjnych. Rada Ministrów pod kierownictwem Bolesława Bieruta rzeczywiście przyjęła 23 sierpnia 1953 r. uchwałę o zrzeczeniu się odszkodowań, którą skierowała do rządu NRD. Jednak uchwała ta jest dyskusyjna z wielu względów. Należy zastanowić się np., czy Rada Ministrów miała do tego rzeczywiście prawo w świetle Konstytucji PRL z 1952 r., czy była to suwerenna decyzja? A przecież nawet literalna wykładnia tej uchwały przeczy aktualnemu stanowisku rządu, dlaczego więc działać przeciwko sobie? Z drugiej strony powstaje pytanie, czy również w świetle obowiązującej Konstytucji RP o tak istotnym interesie narodowym jak reparacje wojenne może decydować rząd? Z całą pewnością Polska nie notyfikowała oświadczenia o zrzeczeniu się reparacji wobec całych Niemiec do Sekretariatu Generalnego ONZ w 1969 r. Rządowi pomylił się ten fakt z "Oświadczeniem rządu PRL dotyczącym raportu rządu RFN w sprawie odszkodowań za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości", złożonym 29 września 1969 r. W oświadczeniu tym przedstawiciel Polski przytoczył dane ze "Sprawozdania w przedmiocie strat i szkód wojennych Polski w latach 1939 - 45", przygotowanego przez Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów, i określił w nim zakres przedmiotowy zrzeczenia się reparacji. Rząd PRL poinformował wówczas społeczność międzynarodową, że Polska nadal domaga się od Niemiec wysokich odszkodowań za zbrodnie międzynarodowe i szkody doznane przez jednostki w wyniku prześladowania nazistowskiego. Równie absurdalne jest stwierdzenie rządu, że możliwość podnoszenia reparacji została definitywnie zamknięta 12 września 1990 r. poprzez przyjęcie traktatu 2 + 4. Przede wszystkim Polska nie była stroną tej umowy, a zgodnie z prawem międzynarodowym umowy nie mogą nakładać obowiązków na państwa trzecie, chyba że za wyraźną zgodą tych państw. Takiego oświadczenia Polski nie ma. Z drugiej strony, nawet mocarstwa zachodnie (USA, Wielka Brytania, Francja) 27 września 1990 r., a więc dwa tygodnie po przyjęciu traktatu 2 + 4, zawarły z RFN umowę w formie wymiany not, dotyczącą ich praw do wszystkich przejętych po II wojnie światowej majątków niemieckich. Z kolei Stany Zjednoczone zrzekły się ostatecznie reparacji dopiero w lipcu 2000. W umowie zawartej z RFN 17 lipca 2000 r. dotyczącej utworzenia Fundacji Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość czytamy w art. 3 ust. 3 - "The United States will not raise any reparations claims against the Federal Republik of Germany". Pan premier zna przecież język angielski. Dla innych członków gabinetu, na wypadek problemów językowych, tłumaczymy: "Stany Zjednoczone nie będą podnosić żadnych roszczeń reparacyjnych wobec Republiki Federalnej Niemiec". Na zakończenie refleksja natury ogólnej. W expos� premiera, przed dwukrotnym głosowaniem nad wotum zaufania słyszeliśmy, że powoła on "rząd fachowców". Teraz zapowiedziane kompetencje członków Rady Ministrów możemy ocenić m.in. przez zajęte na prośbę Sejmu stanowisko w sprawie uchwały reparacyjnej. Nie jest już ważne, czy działanie to zostanie odebrane jako nieudolność MSZ, arogancja rządu, czy może drwiny premiera z władzy ustawodawczej." WALDEMAR GONTARSKI, STEFAN HAMBURA rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040824/publicystyka/publicystyka_a_8.html Odpowiedz Link
przycinek.usa Rzad to banda niekompetentnych przestepcow 24.08.04, 18:25 A przyczyna dla ktorej te rzady CIAGLE jeszcze trwaja jest ... Gazeta Wyborcza i Michnik. W normalnym Panstwie media trabilyby i opluwaly takich drani, kupczacych interesem narodowym. Bylyby atrykuly na ten temat dzien i noc. Tutaj jednak macie od dobrych paru lat rzady swoloczy socjalistycznych zlodziei, ktorych ideologia cieszy sie "zrozumieniem i poparciem" co powoduje brak krytyki medialnej i wynikajacy z tego brak sprzeciwu spolecznego. Co jednak powoduje, ze w normalnym panstwie media zdobywalyby swoja pozycje taka krytyka? Ano ja sprawe widze tak: W normalnym panstwie dochody prasy sa wprost proporcjonalne do ich efektywnosci. Kazda gazeta buduje przez lata swoja pozycje i jak sobie posciele tak sie dorobi albo nie. W Polsce natomiast slynna juz jest sprawa umorzen podatkowych dla Agory. Moze przez te umorzenia doszlo w Polsce do znacznej modyfikacji rynku i przez to na szczycie sa NIE TE MEDIA co trzeba! Michnik jest ZAPORA na drodze do osiagniecia zmiany ordynacji wyborczej JOW, rozliczenia najprzerozniejszych machlojek i wywalenia rzadow SLD. Michnik po prostu LUBI te ideologie. Zmiana mentalnosci medialnej w Polsce powinna sie rozpoczac przez wymiane takich betonowych Michnikow. Dopoki gdzies tam sa tacy - dopoty w Polsce bedzie blokowana medialnie wolna mysl ekonomiczna, wolny rynek a panstwo bedzie popadac w slabosc, ze wzgledu na TOLERANCYJNOSC mediow, powiazanych z rzadem scislymi zwiazkami korupcji, ukladow i watpliwych SYMPATii politycznych. Odpowiedz Link
klip-klap Re: Rzad to banda niekompetentnych przestepcow 24.08.04, 20:59 To prawda,ze M. jest czescia tego balaganu i jego wspomozeniem. Nie na darmo z Kwasem sie prowadza.Czesciowo role wykrywacza pelni Rzepa,ale obawiam sie ,ze tu bardziej chodzi o sympatie polityczne i jak bedzie rzadzic tzw. prawica ,to zlagodza stanowisko. Ciekawe dlaczego Ziemkiewicz w czacie napiasal,ze M. sie niedlugo skonczy ? Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: Rzad to banda niekompetentnych przestepcow 24.08.04, 22:09 Ja tego nie czytalem, ale tez tak uwazam. To jest jasne. Ten czlowiek BLOKUJE zmiany w mentalnosci ludzi. Po prostu ta cala szmatlawa Gazeta mami czytelnikow jakims takim propagandowym chlamem i tanimi bajkowymi pogladami, podczas gdy zycie jest takie, jakie opisane w tym artykule o powstaniu. Zbyt malo jest w mediach agresji w kwestiach roszczeniowych. Za duzo spolegliwosci i tzw. "miekkiej" krytyki i asekuranckich pseudowypowiedzi. Brak jasnych i przejrzystych deklaracji. Czemu GW po prostu nie napisze: "Apelujemy do rzadu o zwrocenie sie do rzadu niemiec o podjecie staran na rzecz zamkniecia kwestii roszczen w formie traktatu miedzy Polska a Niemcami."? Te artykuly na tematy polityczne sa w Gazecie dziwnie przytlumione. Wyglada to tak, jakby dzial polityczny kontrolowal sam M. osobiscie tnac co bardziej agresywne teksty, a inne dzialy, te historyczne, naukowe, sa bardziej rzetelne i dosadne. Biedni dziennikarze. Nie moga po prostu odejsc z pracy do jakiejs konkurencji. Niestety gospodarka i polityka lezy jako czesc GW. Zupelnie. Brak naprawde madrych i rzetelnych opinii. Niestety ludzie czytaja GW jako podstawowe zrodlo informacji i opinii. To jest bardzo niedobrze.-((( I ja sie nie dziwie, ze tyle jest w Sejmie socjalizmu. Socjalizm nie kojarzy sie zupelnie jako cos zdecydowanie zlego. Nikt obecnie nie kojarzy bolszewizmu i socjalizmu jako zdecydowanego zlodziejstwa. Zlodziejstwo jest wedlug obywateli zlem bezwzglednym, ale socjalizm i socjaldemokracja juz nie. A przeciez to sa synonimy! Socjaldemokracja = odbieranie jednym grupom spoleczenstwa ich wypracowanych dobr i MARNOWANIE tych dobr przez inne, leniwe, grupy spoleczne. Calosc w swietle "prawa" i jupiterow; a przy okazji zniszczony zostaje rynek, padaja firmy a powstaje oligarchia cwaniakow powiazanych z SLD. Agora tez oczywiscie na tym skorzystala. Bez dwoch zdan. Zostala zwolniona z podatkow. A wiec zwolniona z lupania majatkowego, ktoremu poddana byla konkurencja az do smierci. Pamietajmy zawsze. Socjalizm = zlodziejstwo. Michnik niestety propaguje swiatopoglad socjaldemokratyczny. I to jest bardzo niedobrze. Bardzo zla metoda przekazywania informacji i opinii. Odpowiedz Link
klip-klap towarzysze z SLD sa przeciw 25.08.04, 14:59 Posłowie debatują dziś nad zobowiązaniem rządu do wyegzekwowania od Niemiec reparacji wojennych z tytułu strat i szkód, jakie Polska poniosła w czasie II wojny światowej. Przeciwko uchwale jest na razie tylko SLD. Posłanka Sojuszu Bogusława Towalewska określiła projekt jako "niekonstytucyjny, szkodzący interesom Polski i polskiej racji stanu". Jej zdaniem, "w świetle obecnie obowiązujących międzynarodowych i polskich aktów prawnych stosunki własnościowe na ziemiach odzyskanych są w pełni zabezpieczone, a sprawa reparacji wojennych zamknięta". Towalewska zwróciła ponadto uwagę, że treść uchwały może prowadzić "do rewizji porządku w powojennej Europie i do popsucia stosunków polsko-niemieckich". Modyfikacji w projekcie chcą natomiast PO, SdPl i UP. Szef Platformy, Donald Tusk, podkreślił, że Sejm powinien domagać się w swojej uchwale, aby rząd Niemiec wziął na siebie wszystkie ewentualne skutki roszczeń cywilnych, jakie Niemcy będą wysuwali wobec Polski za skutki II wojny światowej. Tusk złożył do projektu odpowiednie poprawki i opowiedział się za ponownym skierowaniem go do komisji. - Należy tak zmodyfikować projekt uchwały w sprawie reparacji wojennych Niemiec na rzecz Polski, by rodził pole do polsko-niemieckiego porozumienia, a nie konfliktu - wtórował Tomasz Nałęcz z Socjaldemokracji. - Uznajemy w SdPl absolutną rację wielu milionów Polaków do zadośćuczynienia, do wyrównywania krzywd, ale też mamy pełną świadomość, że dzisiaj, 60 lat po wojnie, próba zadośćuczynienia za to, może odwrócić los Europy - powiedział Nałęcz. Marek Pol z UP uznał, że należy wypracować taką formę uchwały, na którą mogły by się zgodzić wszystkie siły polityczne. Zdaniem polityka UP, projekt uchwały jest bardzo radykalny i zgodnie z opinią wielu ekspertów narusza konstytucyjny trójpodział władzy w Polsce. Przypomniał, że Sejm nie może zobowiązać rządu do osiągnięcia jakiegoś konkretnego celu. - Może ona (uchwała -red.) oczyści sumienie jej autorów, ale nie rozwiąże problemów - podkreślił Pol. Bardziej kategorycznie wypowiadają się inne partie. - Nie ma pojednania bez zadośćuczynienia - oświadczył w czasie dyskusji prezes PiS, Jarosław Kaczyński. - Będziemy ją popierać, bo uważamy, że wszelkiego rodzaju dyplomatyzowanie nie ma tutaj żadnego sensu. Trzeba jasno powiedzieć, że Niemcy odpowiadają za gigantyczne straty, jakie poniósł naród polski, państwo polskie i że powinni te straty wyrównać - powiedział lider PiS. Uchwałę popiera także PSL. - Liczymy na to, że rząd fachowców Marka Belki wykaże nową jakość w rozwiązaniu tego jednego z najważniejszych problemów polityki zagranicznej - powiedział przedstawiciel ludowców Leszek Bugaj. W podobnym tonie wypowiadał się Jan Łączny z Samoobrony. - Mamy nadzieję, że uchwała ta będzie stanowiła duży krok w kierunku ostatecznego uregulowania spraw majątkowych z naszym zachodnim sąsiadem - podkreślił Łączny. Natomiast LPR uważa, że rezygnowanie przez Polskę z reparacji jest odbierane przez Niemców jako słabość i prowokuje ich do roszczeń wobec naszego kraju. Poseł Janusz Dobosz powiedział w imieniu Ligi, że "bilans serwilistycznej polityki kolejnych polskich rządów wobec Niemiec jest przerażający". - Zbrodnie niemieckie idą w niepamięć, za to na nas Polaków zrzuca się odpowiedzialność za ucieczkę i ewakuację Niemców z polskich ziem zachodnich i północnych z rozkazu władz hitlerowskich z zimy 1945 r. - mówił Dobrosz. Odpowiedz Link
przycinek.usa tez zauwazylem 25.08.04, 18:25 Zdumiewajace, jakie to sa swinie! Po prostu zupelnie nie do wiary! Wklejam: Sejm o niemieckich reparacjach wojennych IAR 25-08-2004, ostatnia aktualizacja 25-08-2004 13:31 W Sejmie odbyła się debata nad projektem uchwały wzywającej rząd do wyegzekwowania od Niemiec należnych Polsce reparacji wojennych z tytułu strat i szkód, jakie nasz kraj poniósł w czasie II wojny światowej. Projekt przygotował poseł Jerzy Czerwiński z koła Ruchu Katolicko-Narodowego. Za przyjęciem projektu opowiedzieli się posłowie PiS, Samoobrony, LPR i PSL. Wprowadzania poprawek chcą PO, SdPl, natomiast za odrzuceniem jest SLD. Zdaniem Sojuszu uchwała byłaby sprzeczna z konstytucją i szkodziłaby interesom Polski. Posłanka Sojuszu Bogusława Towalewska oświadczyła, że taki dokument może wywrócić integrację europejską i pogorszyć stosunki polsko-niemieckie. Przeciwnego zdania jest Platforma Obywatelska. PO chce poprawienia projektu uchwały o zobowiązanie rządu do pomocy obywatelom, przeciwko którym zostaną wysunięte roszczenia ze strony niemieckiej. To rząd w Berlinie powinien wziąć na siebie pełną finansową odpowiedzialność ze wszelkie ewentualne skutki cywilnych roszczeń obywateli Niemiec - powiedział Donald Tusk. Socjaldemokracja Polska zgadza się z Platformą Obywatelską, że do projektu uchwały trzeba wprowadzić poprawki i od tych zmian uzależnia swoje poparcie. Wprowadzenia poprawek chce także Unia Pracy. Według Marka Pola projekt uchwały jest - jak się wyraził - "konstytucyjnie wątpliwy". Pol uważa, że uchwała powinna zostać przyjęta przez aklamację lub przy absolutnej większości głosów w takiej formie, by była ważna nie tylko dla naszej polityki zagranicznej, ale też dla ludzi, którzy mieszkają na ziemiach zachodnich i północnych. Za przyjęciem uchwały opowiada się Prawo i Sprawiedliwość. Zdaniem PiS projekt właściwie ustawia stosunki polsko-niemieckie. "Nie ma pojednania bez zadośćuczynienia" - argumentował Jarosław Kaczyński. Dodał, że "Niemcy odpowiadają za gigantyczne straty poniesione przez naród polski i powinni te straty wyrównać". Również Polskie Stronnictwo Ludowe chce przyjęcia uchwały. "Strata życia jest niewymierna, ale szkody materialne, jakie poniosła Polska, są wymierne" - mówił w Sejmie Leszek Bugaj z PSL. Ludowcy - podobnie jak Platforma - są zdania, że obywatele niemieccy ze swoimi roszczeniami powinni zwrócić się do swojego rządu. Za przyjęciem projektu opowiada się także Samoobrona, która ma nadzieję, że właśnie dzięki niej uda się uzyskać ostateczne pojednanie polsko-niemieckie. Także Liga Polskich Rodzin chce przyjęcia uchwały. "Właśnie dlatego, że polskie rządy nie zabiegają o reparacje, to teraz potomkowie ofiar są obiektami roszczeń niemieckich" - argumentował Janusz Dobrosz z LPR. Do niezwłocznego przyjęcia projektu wezwał Sejm również Antoni Macierewicz z Ruchu Katolicko- Narodowego. Projektu uchwały nie popiera rząd, który twierdzi, że nie ma ku niemu podstaw prawnych i że może spowodować on negatywne konsekwencje polityczne. Z kolei przyjęcie uchwały rekomenduje Izbie sejmowa komisja spraw zagranicznych. Odpowiedz Link
klip-klap Re: tez zauwazylem 25.08.04, 18:47 I pomyslec ,ze w tych sprawach powinna panowac jednomyslnosc.Za tym stoi gruba kasa. Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: tez zauwazylem 25.08.04, 19:27 Zgadzam sie. To sie staje ZBYT jawne. To sa po prostu przekupieni ludzie. Po tych wydarzeniach gleboko wierze w teorie spisku, masowy szantaz i uwazam, ze zaden szanujacy sie obywatel nie sprzeciwialby sie temu, zwlaszcza czlonek rzadu. To jest juz tak jawne, ze trzeba byc idiota, zeby takie sprawy ignorowac. Ja nie wiem, czy ci goscie z SLD to wszyscy sa agenci? Bo to tak wyglada, jakby to byli jacys cholerni kreci za pieniadze Berlina na stalym garnuszku tych cholernych niemcow. Dzialajcie w tej Polsce, dzialajcie, bo wam 1/3 terytorium zabiora. Ani sie obrocicie a okaze sie, ze jest jakis traktat podpisany przez SLD, ze Slask jest nie Polski a pod kuratela Europy. Jakis kolejny absurd wam wyszykuja. Zanim sie zorientujecie, to sie okaze, ze nie stac was na placenie podatkow we wlasnym kraju. Wasz rzad JEST SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY. SPRZEDANY. Odpowiedz Link
przycinek.usa kloca sie w Sejmie: 26.08.04, 02:43 Reparacje od Niemiec: Kontrowersje w Sejmie Klub SLD jest za odrzuceniem projektu uchwały Sejmu w sprawie reparacji Niemiec na rzecz Polski. PO, SdPl i UP chcą, by zmodyfikowała go komisja spraw zagranicznych. Za przyjęciem projektu są kluby: PiS, PSL, LPR i Samoobrony. Rząd jest przeciwny takiej uchwale. Posłowie przez blisko sześć godzin omawiali w środę projekt uchwały w sprawie reparacji. Uczestnicy debaty byli zgodni, że to inicjatywy niemieckiego Związku Wypędzonych i Pruskiego Powiernictwa są przyczyną pogorszenia klimatu w stosunkach polsko- niemieckich. Lider PO Donald Tusk uznał nawet te działania za skandaliczne i haniebne. Zwolennicy przyjęcia przez Sejm tej uchwały przekonywali, że ustępowanie Niemcom powoduje tylko ich rozzuchwalenie. Przedstawiciele PO i SdPl optowali zaś za "Europą bez roszczeń". Posłanka SLD Bogusława Towalewska zgłosiła wniosek o odrzucenie projektu, który określiła jako niekonstytucyjny i szkodzący interesom Polski i polskiej racji stanu. W projekcie uchwały napisano, że Sejm zobowiązuje rząd do "wyegzekwowania od Niemiec należnych Polsce reparacji wojennych z tytułu strat i szkód, jakie Polska poniosła w wyniku planowych zniszczeń dokonanych przez Niemcy w czasie II wojny światowej". W projekcie Sejm wzywa rząd "do rozpoczęcia w tym celu rozmów z rządem RFN". Towalewska zapewniła, że klub Sojuszu nie bagatelizuje informacji o przygotowywanych przez Pruskie Powiernictwo pozwów o odszkodowanie i dlatego postuluje o podjęcie przez rząd działań służących do pełnego przygotowania wykładni prawnej dla polskich sądów i polskich przedstawicieli występujących przed trybunałami międzynarodowymi. Donald Tusk złożył do projektu poprawki i opowiedział się za ponownym skierowaniem go do komisji. Zaproponował, aby Sejm w uchwale wezwał rząd do "podjęcia zdecydowanych kroków w sprawie uznania odpowiedzialności odszkodowawczej RFN za szkody poniesione przez obywateli niemieckich, wskutek przesiedleń ludności po II wojnie światowej wynikających z postanowień Traktatu Poczdamskiego". Zdaniem Tuska, elementem uchwały powinno być też kategoryczne zobowiązanie polskiego rządu, aby przygotował "całą gamę instrumentów" chroniących wszystkich obywateli, którzy mogliby być narażeni na roszczenia środowisk niemieckich. Lider PO przekonywał też, że "intencją Polaków jest tak naprawdę Europa bez roszczeń". Jeśli jednak w Europie będą roszczenia to - jak mówił - "za to także spadnie odpowiedzialność na Niemców". Tomasz Nałęcz (SdPl) oświadczył, że Socjaldemokracja podpisuje się pod postulatem Tuska dotyczącym "Europy bez roszczeń", bo - jak pokazała historia - doświadczenia konfrontacji prowadziły do kolejnych wojen i krzywd. Jak mówił, należy tak zmodyfikować projekt uchwały w sprawie reparacji wojennych Niemiec na rzecz Polski, by rodził pole do polsko-niemieckiego porozumienia, a nie konfliktu. Dodał, że SdPl uzależnia swoje stanowisko wobec uchwały, od ostatecznego jej kształtu. Również Marek Pol (UP) chciał powrotu projektu do komisji spraw zagranicznych, aby przyjęła ona formułę, na którą zgodziliby się wszyscy posłowie. Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, że jego klub poprze projekt. "Nie ma pojednania bez zadośćuczynienia" - zaznaczył. "W Polsce istniał i sądzę, że cały czas istnieje, prawdziwy front obrony niemieckich interesów. Ten front to (...) aktywa niemieckich służb specjalnych, to bardzo duża grupa ludzi, która żyje za niemieckie pieniądze, i która udaje niezależnych uczonych i niezależnych publicystów, a także cały tłumek pożytecznych idiotów o żebraczym usposobieniu" - przekonywał. Kaczyński uważa też, że jeżeli rząd polski nie będzie miał jasnego i twardego stanowiska w kwestii roszczeń niemieckich, to "przyjdzie dzień, kiedy będziemy do tego płacenia zmuszeni". Jak dodał, "takie będą efekty zgody, która jest wyrażana przez polskie władze na traktowanie Polski jako kubła na śmieci". Także PSL poprze projekt uchwały. "Liczymy na to, że rząd fachowców Marka Belki wykaże nową jakość w rozwiązaniu tego jednego z najważniejszych problemów polityki zagranicznej" - powiedział Leszek Bugaj (PSL). Za przyjęciem uchwały opowiedziała się Samoobrona. Poseł Jan Łączny przypomniał, że "w 1998 roku Bundestag podjął uchwałę o uznaniu za słuszne roszczeń". "Dotyczy to tak zwanych wypędzonych. To była inicjatywa typowo polityczna i nikt nie patrzył na napięcia, jakie wywoła w Polsce. Polska nie zareagowała należycie. Za ile panie ministrze Geremek, za ile?" - pytał. Klub LPR też w pełni popiera projekt uchwały. Janusz Dobrosz argumentował, że rezygnowanie przez Polskę z reparacji jest odbierane przez Niemców jako słabość i prowokuje ich do roszczeń wobec Polski. O zarekomendowaniu Sejmowi przyjęcia tej uchwały w marcu zdecydowała sejmowa komisja spraw zagranicznych. Autorem projektu uchwały jest Jerzy Czerwiński (RKN). Dobrosz przedstawiając posłom sprawozdanie komisji dotyczące projektu przekonywał, że niepokój Polski musi budzić "wspieranie finansowe i to mocne tzw. Związku Wypędzonych przez rząd federalny" oraz "wspieranie rewizjonizmu" Pruskiego Powiernictwa. "Strona niemiecka prowadzi w tej sprawie podwójną grę, bo z jednej strony rząd oświadcza, że roszczeń indywidualnych do polskiego majątku na ziemiach odzyskanych nie ma, natomiast często inspiruje działania osób indywidualnych, które z takimi roszczeniami wobec Polski wychodzą" - powiedział poseł LPR. Dobrosz podsumowując debatę ocenił, że "tylko stanowczą postawą możemy doprowadzić do normalnych stosunków polsko-niemieckich". Wiceminister spraw zagranicznych Jan Truszczyński odpowiadając na pytania posłów oznajmił, że rząd nie uważa uchwały, w proponowanym kształcie, za "pożyteczną, wskazaną, służącą interesom Polski i jej obywateli", biorąc pod uwagę realia prawa międzynarodowego, porządku, jaki ukształtował się po II wojnie światowej. A także - jak mówił - "interpretacji tego prawa i porządku przez czynniki oficjalne państw europejskich, w tym czynniki oficjalne RFN". Natomiast, jak dodał, rząd zająłby konstruktywne stanowisko wobec podjęcia przez komisję spraw zagranicznych prac nad zmodyfikowaniem projektu, co proponuje Platforma. Wnioski złożone w trakcie debaty nad projektem mają być głosowane w piątek." ------------------------------------------------------------ Odpowiedz Link
przycinek.usa bardzo wazna wypowiedz. 26.08.04, 07:58 • Re: Polska poronionym bekartem Tr. Wersalskiego ? IP: *.adsl.solnet.ch Przeczytaj komentowany artykuł » Gość: fritz 25.08.2004 14:44 odpowiedz na list No wlasnie! I dlatego trzeba jak najszybciej z tym skonczyc. Najlepiej jest zaczac od tego, ze przestepcy ponisa kare za swoje przestepstwa - jakos tak sie dziwnie sklada, ze zaczynaja wszystko widziec "na odwrot". Niemcy sa dalej najbardziej znienawidzonym narodem w Europie. I slusznie, nigdy nie wiadomo na jaki pomysl wpadna bydlaki jutro. Jak im sa wazni sojusznicy i jak wiernie dotrzymuja sojuszow, ktorym zawdzieczaja wszystko, wlacznie z 40 latami pokoju i dobrobytu, pokazuje proba tworzenie antyamerykanskiej osi z Rosja i wrecz antyamerykanska histeria w Niemczech. O tym, ze Niemcy maja duzo za duze wplywy w Polsce i ze trzeba nareszcie z tym skonczyc, mowil rowniez Kaczynski w sejmie. Uchawala ta bedzie dobrym poczatkiem. Cytat z Wprost ponizej. I jeszcze jedno: Niemcy w ciagu ostatnich 80 lat zostaly juz 3 razy podzielone. Ostatni rozbior cofnieto. Jezeli Niemcy beda dalej sie bawic w realizowanie oblednej polityki mocarstwowej, z czym wlasnie zaczynaja, to niebawem wysiedlency z... Berlina beda sie skarzyc, ze nie ma odpowiedzialnosci zbiorowej i nie powinni zostac wysiedleni. Turcy oczywiscie beda mogli zostac. Ah, jeszcze jedno: jestes szwabem piszacym po polsku i broniacy niemieckich interesow. Na poczatku postu powinienes wlasnie podac, ze jestes szwabem. Nie robiac tego zachowujesz sie jak paskudny, maly tchorz, przepraszam... wlasnie jak typowy szwab. Cytat: "Będziemy ją popierać, bo uważamy, że wszelkiego rodzaju dyplomatyzowanie nie ma tutaj żadnego sensu. Trzeba jasno powiedzieć, że Niemcy odpowiadają za gigantyczne straty, jakie poniósł naród polski, państwo polskie i że powinni te straty wyrównać" - powiedział lider PiS. Zdaniem Kaczyńskiego, jeśli dojdzie do podjęcia uchwały, będzie to bardzo ważne wydarzenie. "Przyjęcie uchwały będzie oznaczało przełamanie w naszym życiu publicznym pewnej bariery (...), która polegała na tym, że przeprowadzenie jakiegokolwiek wniosku w relacjach polsko-niemieckich okazywało się niemożliwe". Kaczyński uważa też, że uchwała Sejmu będzie poważnym krokiem w stronę budowy "frontu narodowego, który w kwestiach stosunków polsko-niemieckich jest bezwzględnie potrzebny". W ocenie polityka PiS istnieje ogromna łatwość forsowania w Polsce niemieckich interesów i niemieckiego punktu widzenia. "W Polsce istniał i sądzę, że cały czas istnieje, prawdziwy front obrony niemieckich interesów. Ten front to (...) aktywa niemieckich służb specjalnych, to bardzo duża grupa ludzi, która żyje za niemieckie pieniądze i która udaje niezależnych uczonych i niezależnych publicystów, a także cały tłumek pożytecznych idiotów o żebraczym usposobieniu" - powiedział. Nie może być tak, żeby w Polsce wszyscy ludzie, którzy zawodowo zajmują się stosunkami polsko-niemieckimi żyli za niemieckie pieniądze. "To jest sytuacja skandaliczna, niesłychana, niemożliwa do zaakceptowania" - podkreślił. I dodał, że w Polsce istnieje także inna grupa ludzi, która szkodzi stosunkom polsko-niemieckim. Jego zdaniem, są to osoby, które "zapamiętały się w pojednaniu" i wykazały w walce o pojednanie ogromną naiwność. Kaczyński uważa, że jeżeli rząd polski nie będzie miał jasnego i twardego stanowiska w kwestii roszczeń niemieckich, to "przyjdzie dzień, kiedy będziemy do tego płacenia zmuszeni". Jak dodał, "takie będą efekty zgody, która jest wyrażana przez polskie władze na traktowanie Polski jako kubła na śmieci". forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=15192619&a=15200911 Odpowiedz Link
klip-klap Powiernictwo i pozwy w USA/fragmenty 28.08.04, 10:28 "Rudi Pawelka, szef Powiernictwa Pruskiego twierdzi, że w Stanach Zjednoczonych trwają ostatnie przygotowania do złożenia pozwów zbiorowych niemieckich wypędzonych pod adresem państwa polskiego o zwrot skonfiskowanych po wojnie nieruchomości. - Pierwsze wzorcowe pozwy złożymy już jesienią, i to niemal równocześnie, w Polsce i w USA, a prawdopodobnie także w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Mamy bowiem pewność, że zostaną one odrzucone przez polskie sądy - powiedział "Rz" Pawelka. " "Pawelka zapewnia, że Powiernictwo Pruskie zgromadziło kapitał w wysokości 300 tys. euro, pochodzący od osób prywatnych i ze sprzedaży akcji, które nabyło około tysiąca niemieckich wypędzonych. Kim są ci ludzie? Pawelka proponuje nawiązanie z nimi kontaktu, ale oni nie chcą rozmawiać z polskim dziennikarzem." "Odmowa oznacza dyskryminację tej grupy ze względu na jej pochodzenie, a to jest sprzeczne z prawem unijnym - dowodzi Pawelka. Podkreśla, że zasadniczym celem Powiernictwa Pruskiego jest doprowadzenie do zwrotu majątków, a nie uzyskanie odszkodowań od polskiego czy tym bardziej niemieckiego rządu, jak proponowała niedawno szefowa Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach. - Takie pomysły to naruszenie statutu związku i nikt się na to nie zgodzi - zapewnia Pawelka." " - Polska otrzymała już reparacje w postaci ziem niemieckich. Powiernictwo Pruskie reprezentuje roszczenia osób indywidualnych, a to nie ma nic wspólnego ze stosunkami na szczeblu międzypaństwowym. Robimy to samo, co uczynili polscy wypędzeni, czyli zabużanie, którzy wygrali w Strasburgu. Dlaczego nam odmawia się tego prawa? - pyta Pawelka. (...) Zwraca też uwagę na stanowisko Berlina, który odpowiadając na liczne pisma wypędzonych, wyjaśnia, że państwo niemieckie nigdy nie zrzekło się roszczeń odszkodowawczych w imieniu wypędzonych i nic nie stoi na przeszkodzie, aby skorzystali oni z drogi sądowej w poszczególnych krajach i przed trybunałami międzynarodowymi. - I my właśnie to robimy - mówi Pawelka." Piotr Jendroszczyk z Berlina rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040828/swiat/swiat_a_2.html Odpowiedz Link
przycinek.usa Czy kres nadziei na dobre sąsiedztwo z Niemcami? 30.08.04, 23:16 Czy kres nadziei na dobre sąsiedztwo z Niemcami? Rząd premiera Belki swoje porażki w polityce międzynarodowej prezentuje jako sukces. Nieudolność w bronieniu polskich interesów tłumaczy koniecznością załatwiania spraw metodami dyplomatycznymi. Najprawdopodobniej dla rządu Belki sukcesem byłoby również odrzucenie przez Sejm projektu uchwały w sprawie reparacji niemieckich dla Polski. Taki sukces polegałby na zamieceniu całej sprawy pod dywan, udawaniu, że wszystko jest w porządku, odłożeniu problemu na później albo wygłoszeniu kolejnej deklaracji o naszej woli pojednania polsko- niemieckiego w imię przyszłej współpracy i przyjaźni. Rzecz w tym, że po tamtej stronie Odry takie deklaracje już nie skutkują. Nie jest to - mówiąc językiem niemieckich polityków - właściwy kierunek działania we właściwym momencie. Blef Schroedera Rząd Belki utwierdza w opinii publicznej przekonanie, że jako kraj biedny i zacofany nie jesteśmy równym partnerem dla innych, lepszych państw, nie możemy sobie pozwolić na stawianie żądań, możemy najwyżej się bronić i to niezbyt stanowczo, a najlepiej w ogóle nie podskakiwać. I nie podskakiwaliśmy. Kiedy doszło do finałowych negocjacji w sprawie podziału głosów w Unii Europejskiej, zgodziliśmy się na osłabienie naszej pozycji w Europie, co premier Belka triumfalnie ogłosił jako zwycięstwo polskich negocjatorów. Jako akt niezwykłej łaskawości koła oficjalne i część mediów przyjęły przemówienie kanclerza Gerharda Schroedera wygłoszone podczas obchodów 60. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Bardzo szybko okazało się, że oficjalna deklaracja kanclerza nic nie znaczy. Więcej - na drugi dzień po jej ogłoszeniu niemieccy wypędzeni ponowili swoje żądania zwrotu majątków i utworzenia w Berlinie Centrum przeciw Wypędzeniom, słusznie uznając polityczne gesty za nie mające nic wspólnego z porządkiem prawnym. A ten pozwala Pruskiemu Powiernictwu na występowanie z pozwami do polskich i międzynarodowych sądów o zadośćuczynienie za utracone mienie. Niemcy są narodem odnoszącym się z respektem do tych, którzy nie są potulni. I dlatego nigdy nie odważyli się w debacie politycznej oskarżyć Sowietów o mordy na ludności cywilnej, o gwałty i rabunek. I nie odważą się wyprodukować gry komputerowej, w której pijani sowieccy żołnierze gwałcą niemieckie dziewczęta. Rosjanie nawet przez chwilę nie dopuszczają do siebie myśli, że Niemcy mogliby zażądać od nich jakichś odszkodowań, zwrotu majątków w Królewcu albo kwestionować praworządność ich działań na froncie i po wojnie. O rzekomej napaści Polski na Niemcy w 1939 r. powstała gra komputerowa i poza nieśmiałym protestem ambasadora RP w Berlinie nic się nie dzieje. Nawet fakt, że sprawą zainteresowała się prokuratura, nie sprawił, by zrezygnowano z dystrybucji gry w Polsce. Przyzwolenie na antypolską propagandę Sprzeciw posłów SLD wobec uchwały o reparacjach nie wypływa - należy mieć nadzieję - z faktu, że tu i tam rządzi lewica, zatem nie jest w interesie polskich postkomunistów drażnienie ideologicznych przyjaciół. Bardziej chyba ten sprzeciw wynika z odziedziczonego z czasów PRL kompleksu niższości wobec potężnego brata - kiedyś w Moskwie, dziś w Berlinie, Paryżu i Brukseli. Dowodzi tego niezdecydowana postawa przedstawiciela rządu Jana Truszczyńskiego, który nie uważa uchwały "za pożyteczną, wskazaną, służącą interesom Polski i jej obywateli", "biorąc pod uwagę realia prawa międzynarodowego, porządku, jaki ukształtował się po II wojnie światowej", a także "interpretację tego prawa i porządku przez czynniki oficjalne państw europejskich, w tym czynniki oficjalne RFN". Truszczyński powiedział wiele, nie mówiąc nic, ponieważ nie wyłuszczył, co w żądaniach reparacyjnych jest, a co nie jest zgodne z prawem międzynarodowym. I co mówią na ten temat eksperci. Otóż polski rząd nie dysponuje szacunkiem strat ani ekspertyzami specjalistów od prawa międzynarodowego. Wyprzedzające uderzenie Powiedzieliśmy już sobie wszystko, a teraz pora na ostateczne rozliczenie się z przeszłości. Nie historyczne, bo to już wałkowano po obu stronach przez 65 lat, ani nie polityczne, bo politycy działają w imię własnych interesów i interesów swoich narodów. Pora pomówić o pieniądzach, a Niemcy bardzo sobie cenią ludzi, którzy cenią pieniądz. "Nie ma pojednania bez zadośćuczynienia" - powiedział przewodniczący PiS Jarosław Kaczyński i ma rację. I taki jest argument wypędzonych, którzy od zwrotu utraconych majątków uzależniają pomyślny proces pojednania z Polską. Kaczyński ma też rację, kiedy ostrzega, że jeżeli polski rząd nie będzie miał jasnego i twardego stanowiska w kwestii niemieckich roszczeń, to "przyjdzie dzień, kiedy będziemy do tego płacenia zmuszeni". Nie kończąca się pokuta Polskie władze zachowują się tak, jakby sprawy wypędzonych nie było, i są skłonne przyznać rację tym mediom niemieckim, które próbują problem zminimalizować do nic nieznaczącego marginesu. Marginesem bez znaczenia jest - według nich - Erika Steinbach, Pruskie Powiernictwo, szkalowanie Polski na plakatach rozlepianych bezkarnie przez młodych Niemców na murach naszych miast. Jakbyśmy niczego nie nauczyli się z historii. Jeśli nie powstrzymamy tej fali, nazwijmy to eufemistycznie, niechęci wobec naszego narodu, dojdzie do wojny - tym razem zimnej wrogości zamiast pojednania. Zatem nie unikanie tematu, ale stanowcze domaganie się od strony niemieckiej zajęcia się roszczeniami ziomków poprawi stosunki między obu państwami, bo będą one oparte na wzajemnym szacunku i godności. Z prawnego punktu widzenia III Rzesza, podpisując bezwarunkową kapitulację, zaakceptowała z góry wszystkie decyzje państw zwycięskich. Republika Federalna, jako prawny spadkobierca Niemiec hitlerowskich, wzięła na siebie wszystkie zobowiązania wynikające z tej klęski - także wobec własnych obywateli. Jeśli niemieckie roszczenia wobec Polaków czy Czechów, najsłabszych także dziś (również politycznie) członków dawnej koalicji antyhitlerowskiej, nie zostaną powstrzymane, nieuchronnie nadejdzie dzień, w którym Niemcy wystąpią do Brytyjczyków z żądaniem rekompensaty za bombardowania. Krystyna Grzybowska. Wieloletnia korespondentka "Rzeczpospolitej" w Bonn i Brukseli; publicystka specjalizująca się w problematyce niemieckiej. Odpowiedz Link
przycinek.usa maly promyczek i jedna dzielna kobieta 02.09.04, 06:20 Pozew Polki przeciwko Niemcom za krzywdy wojny IAR 01-09-2004, ostatnia aktualizacja 01-09-2004 11:32 Do sądu krajowego w Berlinie wpłynął pierwszy w historii pozew polskiej obywatelki przeciwko państwu niemieckiemu o zadośćuczynienie pieniężne za naruszenie dóbr osobistych w wyniku wojny Przygotował go mieszkający w Niemczech prawnik polskiego pochodzenia Stefan Hambura. W rozmowie z Polskim Radiem przyznał, że nieprzypadkowo wybrał 1 września na złożenie pozwu. W 65. rocznicę wybuchu wojny chciał niemieckim sędziom przypomnieć o polskich cierpieniach. Stefan Hambura ujawnił nazwisko swej klientki. Jej ojciec był w karnej kompanii, w obozie koncentracyjnym w Auschwitz i do końca życia pozostał kaleką. Powódka, jako dziecko musiała patrzeć na jego cierpienia, co boleśnie odbiło się na jej psychice. Hambura zdradził, że ma kolejne zlecenia pozwów przeciwko państwu niemieckiemu i że to reakcja na działania Powiernictwa Pruskiego. Adwokat zdaje sobie sprawę z możliwych zakłóceń politycznych na linii Berlin- Warszawa w następstwie wzajemnych pretensji obywateli obu krajów. Zarazem sądzi, że procesy sądowe pomogą uświadomić politykom potrzebę opcji zerowej, czyli wzajemnego zrzeczenia się odszkodowań i reparacji. Odpowiedz Link
klip-klap obronca rzadu i Niemiec ? 02.09.04, 11:29 "Sejm 27 sierpnia zadecydował o ponownym skierowaniu do komisji projektu uchwały w sprawie odszkodowań niemieckich dla Polski w związku z II wojną światową oraz w sprawie roszczeń majątkowych Niemców dotkniętych konfiskatami mienia w kontekście przesiedleń ludności niemieckiej m.in. z Polski do Niemiec. Wiadomość ta jest optymistyczna, jeżeli wziąć pod uwagę temperaturę dyskusji i charakter wysuwanych argumentów, niejednokrotnie demagogicznych i przypominających podejście do stosunków polsko-niemieckich z lat 50. i 60. Nie będę w tym momencie ustosunkowywał się do projektów uchwał, zastrzegając sobie wszelako ten przywilej na wypadek przyjęcia samych uchwał przez parlament w przyszłości. Chciałbym jednak w tej chwili zwrócić uwagę na jeden wątek pojawiający się w dyskusji prasowej. W "Rzeczpospolitej" z 24 sierpnia Waldemar Gontarski i Stefan Hambura na kolumnie "Opinie" w artykule "Nieudolność, drwiny, a może arogancja rządu?" odsądzili Ministerstwo Spraw Zagranicznych od czci i wiary w kontekście stanowiska rządu wobec poselskiego projektu uchwały w sprawie reparacji od Niemiec. Nie jest moim zamiarem dyskusja nad poglądami obu autorów (przyjdzie na to czas). Zadziwia jedynie łatwość, z jaką podważają oni znaczenie układu pomiędzy obydwoma państwami niemieckimi a mocarstwami alianckimi z okresu wojny, znanego jako układ o ostatecznym uregulowaniu w sprawie Niemiec lub układ 2+4. Polska uzyskała na mocy tego układu potwierdzenie granicy zachodniej i wynikających z takiego ustalenia owej granicy konsekwencji. Przypomnijmy, że rząd polski uczestniczył w paryskiej rundzie negocjacji i nawet jeśli nie był stroną traktatu, to był włączony w jego przygotowywanie. Podważanie ostatecznego charakteru tej regulacji poprzez powołanie się na brak polskiego podpisu pod traktatem przypomina argumentację RFN, negującą wiążący charakter umowy poczdamskiej. Prawo międzynarodowe zna nie od dziś umowy na rzecz państwa trzeciego. Jeżeli Polska przyjęła pewne uprawnienia wynikające z owej umowy, musi konsekwentnie akceptować pewne zobowiązania - w tym ostateczny charakter regulacji zamykającej w stosunkach pomiędzy państwami zaszłości z okresu II wojny światowej. Autorom wolno mieć inne stanowisko w sprawie roszczeń reparacyjnych lub majątkowych (inna sprawa, do jakiego stopnia odpowiada ono prawu międzynarodowemu; prima facie ich stosunek do tej dziedziny prawa jest dość dowolny), ale nie mogą sobie rościć prawa do tego, że ich stanowisko jest jedynie słuszne. Otwarte i dyskusyjne pozostaje natomiast, czy poglądy autorów to nieudolność, drwina, a może zła wola?" Władysław Czapliński dyrektor Instytutu Nauk Prawnych PAN rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040902/prawo/prawo_a_9.html Odpowiedz Link
klip-klap artykul z GW 02.09.04, 20:03 Nie mam czasu by przeczytac i skomentowac,ale ciekawie sie artykulik zapowiada. "Antoni Bolecki* 31-08-2004, ostatnia aktualizacja 31-08-2004 19:15 Polityczne i prawne możliwości wyegzekwowania od Niemiec choćby minimalnych reparacji za straty wojenne są dziś praktycznie zerowe. Dlatego domaganie się ich zapłaty powinno być uzależnione od tego, czy roszczenia niemieckich wypędzonych zostaną uwzględnione przez któryś z europejskich trybunałów" serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2260694.html Odpowiedz Link
przycinek.usa przeczytalem do polowy 03.09.04, 06:24 pisze tam ogolnie, ze Ruscy w Polsce kradli, a niemcy mordowali. No, moze nie dokladnie, ale mniej wiecej o to chodzi. He he he. Ja juz nie mam sily do tej tematyki. Po prostu wszystko co bylo do powiedzenia, zostalo powiedziane. Odpowiedz Link
klip-klap Watek nie zdechl , dzieki SLD 08.09.04, 09:50 Watek jeszcze zywy i nie wszystko zostalo powiedziane. Mamy kolejna niespodzianke. Jesli ta interpretacja jest sluszna to nalezy inaczej spojrzec na SLD (normalnie widze aferzystow i zlodziei) i zobaczyc cos wiecej. Wpierw sprzeciw wobec dzialan przeciw Niemcom, a teraz pomoc...Niemcom ? WALDEMAR GONTARSKI STEFAN HAMBURA "Jeśli rząd spełni postulat wydania polskim sądom powszechnym wykładni przepisów prawa o odszkodowaniach, tzw. niemieccy wypędzeni będą mieli otwartą drogę do przyspieszonego procesu o odszkodowania przeciwko Polsce." "Według orzecznictwa strasburskiego Zasada wyczerpania prawnych środków krajowych nie ma charakteru absolutnego ani nie może być stosowana w sposób automatyczny. (...) Nie ma obowiązku sięgania po środki niepewne i nieskuteczne" - zauważa Trybunał w orzeczeniu z 2 września 1959 r. w sprawie przeciwko Turcji i wyjaśnia, że skargę do Strasburga można składać z pominięciem instancji krajowych, jeśli np. praktyka administracyjna jest sprzeczna z konwencją, a władza ją toleruje." "Skarżący nie ma potrzeby wykorzystywania takich środków, które teoretycznie są odwoławcze, ale w rzeczywistości nie dają żadnej szansy rozwiązania sytuacji powstałej na skutek domniemanego naruszenia konwencji. Do państwa należy udowodnienie, iż środki krajowe są skuteczne" - orzeczenie Trybunału z 22 maja 1984 r. w sprawie przeciwko Holandii." Jan Truszczyński, wiceminister spraw zagranicznych: Są "przygotowywane wspólnie przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Sprawiedliwości materiały informacyjne dla wszystkich sądów powszechnych w Polsce, ilustrujące problematykę majątkową związaną z regulacjami powstałymi po II wojnie światowej i w założeniu mające wspomóc sądy powszechne wszędzie tam, gdzie mogłoby dojść efektywnie do złożenia przez obywateli niemieckich przed sądami polskimi pozwów związanych z ubieganiem się przez obywateli niemieckich o restytucję własności, restytucję mienia, które należało do ich przodków". "Jeśli rząd spełni zapowiedź wiceministra Truszczyńskiego w ten sposób, że przekaże sądom powszechnym interpretację przepisów prawa bądź zdecyduje się na inną formę oddziaływania na działalność orzeczniczą sądów, wtedy tzw. wypędzeni będą mieli otwartą drogę do Strasburga, a Pruskie Powiernictwo - wspaniały prezent." Calosc jest bardzo ciekawa, rozwiniecie pod linkiem rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040908/prawo/prawo_a_8.html Odpowiedz Link
przycinek.usa o cholera. 08.09.04, 18:37 Ja sie na tym nie znam, ale wyglada na to, ze ten Truszynski i SLD to zgrana paczka antypolskich skurwy#ynow. Odpowiedz Link
robisc Powiernictwo 08.09.04, 20:29 Powiernictwo za powiernictwo Data: [2004-09-08] Autor: AZ Najpóźniej za dwa miesiące powstanie Powiernictwo Polskie, stowarzyszenie pokrzywdzonych przez III Rzeszę. Do jego założycieli zgłosiło się już kilku niemieckich adwokatów, którzy chcą reprezentować Polaków przed niemieckimi sądami - pisze Gazeta Wyborcza. "Myślę, że pod koniec roku zaczniemy batalię prawną" - zapowiada gdyńska poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk z SKL. Organizowane przez nią stowarzyszenie ma być odpowiedzią na Powiernictwo Pruskie, które reprezentuje Niemców wysiedlonych po wojnie. "Gazeta Wyborcza" pisze, że do Powiernictwa Polskiego na pewno przystąpią członkowie Stowarzyszenia Gdynian Wysiedlonych - jest ich obecnie 600, ale cały czas zgłaszają się nowi chętni. W 1939 roku hitlerowcy wysiedlili ze 120-tysięcznej Gdyni około 80 procent mieszkańców. Członkowie SGW chcą domagać się od rządu RFN odszkodowania za stracone mienie i "utracone dzieciństwo". Od polskiego rządu chcą przyznania statusu osób represjonowanych. Pani poseł chce, by Powiernictwo Polskie reprezentowało nie tylko interesy gdynian. Apeluje do wszystkich poszkodowanych i prawnych spadkobierców ofiar III Rzeszy, aby zgłaszali swe roszczenia. Na swojej stronie internetowej zamieściła nawet w tej sprawie formularz. -"Tak to się musiało skończyć. Zawiązuje się Powiernictwo Polskie, owoc walki Powiernictwa Pruskiego o rozgłos w niemieckich i polskich mediach. Inicjatywa to bliźniaczo podobna do niemieckiej, choć zapewne zdolna z czasem wysunąć daleko rozleglejsze od niemieckich roszczenia w imieniu poszkodowanych w czasie wojny Polaków" - komentuje publicysta "Gazety" Włodzimierz Kalicki. -"Jesteśmy o kolejny krok dalej od umiarkowanego, przyzwoitego i całościowego rozwiązania splotu roszczeń po obu stronach granicy. Teraz każda licytacja żądań, czy w Niemczech,czy w Polsce, takie rozwiązanie oddala" - twierdzi Kalicki. Autor komentarza pisze, że jeśli rząd niemiecki ma wziąć odpowiedzialność za roszczenia wysiedlonych Niemców, zadośćuczynienie poszkodowanym podczas wojny Polakom należałoby się od władz polskich. "Pytanie tylko - jakie zadośćuczynienie? Przyznanie wysiedlonym gdynianom praw kombatanckich wydaje się rozwiązaniem właściwym. Wszystkim poszkodowanym bez ociągania się dać trzeba należytą satysfakcję. Taką, na jaką pastwo stać. Na pewno moralną" - kończy komentarz publicysta "Gazety Wyborczej". (IAR) do góry powrót Odpowiedz Link
klip-klap ciekawa reakcja po uchwale sejmu 14.09.04, 10:27 Zrzekają się roszczeń 14.09.2004 06:45 (aktualizacja 09:38) Gest dobrej woli z Niemiec - 70 polityków, intelektualistów i zwykłych Niemców, których rodziny wywodzą się ze Wschodu, w specjalnym liście zrzeka się wszelkich roszczeń majątkowych wobec Polski. Deklarację o rezygnacji z roszczeń o swe dawne majątki rodzinne podpisali m.in. pochodzący z Wrocławia przewodniczący Bundestagu Wolfgang Thierse, potomkowie śląskiego rodu Moltke i polityk rządzącej Niemcami partii SPD Peter Glotz" - pisze "Gazeta Wyborcza". "Przyszłość Europy nie leży we wzajemnych rozliczeniach, lecz w otwartym dialogu" - stwierdzają. "Deklaracja pojawiła się wczoraj, gdy temperatura w stosunkach polsko-niemieckich osiągnęła punkt wrzenia. W piątek Sejm niemal jednomyślnie uchwalił rezolucję wzywającą polski rząd do wynegocjowania od Niemiec reparacji za straty wojenne, a rząd Niemiec do uznania majątkowych roszczeń wypędzonych za nieuzasadnione. Rezolucja Sejmu wywołała w Niemczech oburzenie, część polityków i komentatorów uznała ją nawet za prowokację" - podaje "Gazeta Wyborcza". "Deklaracja to odpowiedź na roszczenia Pruskiego Powiernictwa w sprawie odszkodowań za utracone na Wschodzie majątki" - wyjaśnia gazecie inicjatorka deklaracji, dziennikarka Helga Hirsch. "To jest też próba zatrzymania zgubnej spirali wzajemnych żądań, jaka nakręciła się w stosunkach polsko-niemieckich" - dodaje. "Hirsch jest aktywną zwolenniczką Centrum przeciwko Wypędzeniom w Berlinie, krytykowanego w Polsce. Pod deklaracją zbierała podpisy przez miesiąc, mimo wielu rozmów nie udało się jej pozyskać żadnego z przywódców Związku Wypędzonych. Większość z nich upiera się przy prawach do 'stron ojczystych', choć nawet prawnicy bliscy Związkowi przyznają, że szanse na uzyskanie odszkodowań są znikome" - czytamy w "Gazecie Wyborczej". (PAP) Odpowiedz Link
przycinek.usa Wielce Czcigodny Maciej Rybinski o uchwale Sejmu 15.09.04, 07:13 Pochwała sejmowej rezolucji MACIEJ RYBIŃSKI Rezolucja Sejmu wzywająca rząd RP do zabiegów o uzyskanie reparacji i odszkodowań wojennych jest jednym z bardzo nielicznych, zręcznych i potrzebnych posunięć polskiego parlamentu w polityce międzynarodowej. Upewnia mnie w tym przekonaniu fakt, że tak wiele osób po obu stronach Odry twierdzi, iż rezolucja jest bezsensowna, szkodliwa i sprzeczna ze stanem prawnym. Osobiście wolę, gdy Peter Glotz, Adam Krzemiński, Włodzimierz Kalicki, Anna Wolff-Powęska, Markus Meckel, Angelicka Schwall-Dürren i wielu innych próbują mnie przekonać, że polskie roszczenia są bezprzedmiotowe, od sytuacji, w której te same osoby tłumaczą mi, że roszczenia niemieckie nie mają większego znaczenia i można je spokojnie lekceważyć. Jako Polak znacznie bardziej cenię sobie sytuację, w której polityka niemiecka staje się zakładnikiem polskiego - jak to ujął Markus Meckel z SPD - powrotu do ducha porachunków i wzajemnych pretensji, niż stan odwrotny, gdy polska polityka i wewnętrzna, i zagraniczna staje się więźniem niemieckiego ducha historycznych rewizji. Gdybym był Niemcem, myślałbym pewnie odwrotnie. Ale nie jestem. Cicha polityka Niemal wszyscy polscy krytycy rezolucji sejmowej dowodzili, że sprawę wzajemnego zniesienia roszczeń należy przeprowadzić dyskretnie, po cichu, bez rozgłosu. Słowem, w stylu XIX-wiecznej dyplomacji tużurkowo-sztuczkowej. Pięknie, ale jak to zrobić w warunkach demokracji, władzy mediów i zależności polityki od nastrojów społecznych, jakiej nie było nawet w starożytnym Rzymie? Parę dni temu na tych łamach rzecznik prasowy MSZ odpowiedział, chyba oficjalnie, na mój felieton "Rachunek za amunicję". Z tej odpowiedzi dowiedziałem się, że MSZ ma strategię zapobiegania roszczeniom niemieckim, ale tajną, opartą na także tajnych analizach prawnych, przeprowadzonych przez ekspertów zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Eksperci oczywiście też są tajni. Gdyby jeszcze roszczenia Powiernictwa Pruskiego były tajne! Niestety, jedynym tajnym elementem całej awantury roszczeniowej były do tej pory działania strony polskiej. O wszystkim innym można było przeczytać w gazetach. Teraz można też, na szczęście, przeczytać rezolucję Sejmu i rachunki dokonywane przez wiele polskich miast. To przywraca, w moim przekonaniu, jakąś równowagę moralną w stosunkach polsko-niemieckich, nawet jeżeli któryś polski niemcoznawca nie dostanie za karę kolacji. Do lekceważenia roszczeń Powiernictwa Pruskiego i związanych z nim lub nie - bo tacy też są - wypędzonych przekonują mnie eksperci zdaniem z przemówienia kanclerza Gerharda Schrödera podczas powstaniowych obchodów w Warszawie: "nie ma już miejsca dla roszczeń restytucyjnych z Niemiec". Podobno jest to ultymatywne rozstrzygnięcie problemu. Nie wydaje mi się, by opieranie polityki państwa, w jakiejkolwiek zresztą sprawie, na strzępku przemówienia zagranicznego męża stanu było rozsądne. Pacta sunt servanta. Przemówienia nie. Całkowicie groteskowe jest odwoływanie się do zapewnień z Berlina, że rząd federalny przed wszystkimi międzynarodowymi trybunałami będzie świadkiem obrony, a nie oskarżenia. Może będzie, może nie będzie. Wolałbym tego nie sprawdzać, bo jakoś w moim pojęciu nieprzyzwoite byłoby, gdyby Polska stawała przed trybunałami oskarżona o zbrodnie wojenne, rabunki i branie łupów, a usprawiedliwień dla niej szukał rząd Niemiec. Pruska agresja czy polski fundamentalizm Najdziwniejsza ze wszystkich była wypowiedź w sprawie polskiej rezolucji polityka SPD Petera Glotza, niegdyś sekretarza generalnego tej partii, a ostatnio współinicjatora utworzenia Centrum Wypędzonych w Berlinie. Peter Glotz, który okazał w swoim czasie Polakom wielką życzliwość, sprzeciwiając się rozszerzeniu Unii Europejskiej na Wschód, powiedział, że Polacy muszą teraz powstrzymać narodowokatolicki fundamentalizm. Oczywiście, ja rozumiem, że żaden lewicowy polityk o żadnej sprawie nie jest w stanie powiedzieć niczego, jeśli nie ma na podorędziu stosownej etykietki. Ale, panie Glotz, co ma wspólnego narodowokatolicki fundamentalizm z przeciwstawianiem się pruskiej agresji prawnoodszkodowawczej? Czy sądzi pan, że kosmopolityczni agnostycy gotowi by byli zrujnować Polskę, która wciąż jeszcze nie otrząsnęła się ani ze zniszczeń wojennych, ani z komunistycznych szaleństw, aby zaspokoić pana Pawelkę i napełnić serce Glotza poczuciem harmonii ideowej? Możliwe, że ma pan rację. Ja bym jednak radził, aby - zanim zacznie pan walczyć z narodowokatolickim fundamentalizmem w Polsce - powalczył pan najpierw, choćby dla wprawy, z narodowosocjalistycznym fundamentalizmem w Niemczech. Narodowosocjalistycznym nie w znaczeniu historycznym, ale współczesnym, manifestującym się w żądaniu podwyższenia podatków w Polsce dla ratowania zdobyczy socjalistycznych w Niemczech. Jest to też narodowy socjalizm innymi metodami. Niemcy w roli ofiar To partia Petera Glotza, kiedy jeszcze posiadała pamięć historyczną, posługiwała się hasłem "Währet die Anfänge" - Dawajcie odpór początkom. A jakie były złego początki? Kwestionowanie rezultatów I wojny światowej i walka z krzywdą traktatu wersalskiego. Na tym wyrósł Hitler. Na niemieckim poczuciu krzywdy. Powie ktoś - sytuacja jest dziś zupełnie inna. To złudzenie. Gdyby była inna, nie mielibyśmy całego tego pasztetu z roszczeniami i przeciwroszczeniami. Arnulf Baring, jeden z najmądrzejszych i najtrzeźwiejszych ludzi w Niemczech dzisiejszych, stwierdził: jeśli Niemcy uznają się za ofiary II wojny światowej, to sąsiedzi Niemiec powinni mieć się na baczności. I Niemcy właśnie uznali się za ofiary. Nie tylko Steinbach i Pawelka. Niemcy, jako zbiorowość, są ofiarami wypędzeń, bombardowań i działań wojennych bez własnej winy. Nie tak dawno domagano się w Niemczech uznania dowódcy alianckiego lotnictwa bombowego, marszałka Harrisa za zbrodniarza wojennego. A równocześnie zaczęło się odkrywanie ludzkich stron Hitlera i Goebbelsa. To nie jest demonizowanie procesów społecznych, jakie się dziś w Niemczech dokonują. Nigdy nie miałem wątpliwości, mieszkając bardzo długo wśród Niemców, że któregoś dnia dojdzie do bardzo dla nas nieprzyjemnego przewartościowania historii najnowszej. W pedagogice społecznej, jaką zastosowali politycy niemieccy, zgodnie z wyrażoną przez Konrada Adenauera zasadą ograniczonego zaufania do własnego narodu, popełniono nie błąd, a grzech niewybaczalny. Grzech zaniedbania refleksji moralnej na rzecz doraźnej, politycznej użyteczności. Kościoły niemieckie, które wykonywały rzetelną pracę w tym zakresie, zbyt słabe mają wpływy. Winy Niemców i krzywdy Niemców zostały rozdzielone, odosobnione, stały się elementami politycznych rozgrywek. Niemiecka lewica waliła niemiecką prawicę po głowie niemieckimi winami, prawica odwijała się niemiecką krzywdą. Po nieudanym zjednoczeniu, po klęsce kwitnących krajobrazów Kohla zostały w pamięci tylko krzywdy. Pozwolę sobie jeszcze na osobisty wątek. W 1984 roku powstał pierwszy projekt czegoś, co można określić jako Centrum przeciwko Wypędzeniom połączone z Powiernictwem Pruskim. Związek Wypędzonych chciał utworzyć w Lubece centrum wzorowane na instytucji pod nazwą Zentrale Erfassungstelle, która mieściła się w Salzgitter i zajmowała dokumentowaniem zbrodni reżimu Honeckera w NRD. Lubeka miała zbierać dowody polskich zbrodni przeciw narodowi niemieckiemu oraz dokumentować stosunki majątkowe na polskich ziemiach zachodnich przed 1945 rokiem. To była jedna, niemiecka strona medalu. W PRL natomiast szalał stan tuż powojenny i Polaków straszono niemieckimi odwetowcami. Hupka i Czaja tylko czekali, aby wykorzystać strajki dla odebrania Śląska. Był to czas pełnej symbiozy ziomków z Jaruzelskim. Sytuacja w Polsce służyła wypędzonym jako dowód, że Polacy nie potrafią się sami rządzić, a pokrzykiwania ziomków były dla reżimu straszakie Odpowiedz Link
przycinek.usa dokonczenie 15.09.04, 07:15 straszakiem do dyscyplinowania społeczeństwa. To nie żart, ale czytałem wtedy w "Der Schlesier" artykuł poważnie proponujący rokowania z Moskwą o oddanie Polski pod protektorat Niemiec w zamian za gwarancje, że w Polsce zapanuje spokój. W takiej atmosferze grupa niemieckich polityków, przede wszystkim z liberalnej FDP, ale nie tylko, zaniepokojona perspektywą budowy lubeckiego centrum i posługiwaniem się Niemcami jako straszakiem wobec dążących do wolności Polaków, zaplanowała przyjęcie przez Bundestag rezolucji określającej aktualne - to znaczy z roku 1984 - stosunki własności na ziemiach nad Odrą i Nysą za nienaruszalne. Chodziło tylko o to, żeby, ze względów taktycznych, inicjatywa takiej rezolucji wyszła od niezależnych czynników polskich. Zostałem wtajemniczony w całą tę sprawę i w październiku 1984 roku opublikowałem na łamach londyńskiego "Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza" tekst wzywający rząd RP na uchodźstwie o podjęcie takiej inicjatywy. Nie będę opisywał, jak i przez kogo odsądzony zostałem od czci i wiary, a kto uznał mnie za niemieckiego agenta. To już odległa przeszłość, ale przypatrując się dzisiejszej dyskusji, myślę nie bez melancholii, że przy odrobinie wyobraźni wtedy mogłoby nie być dzisiejszych kontrowersji. Nawiasem mówiąc, w 1984 roku przeciwko centrum w Lubece ostro protestowali intelektualiści, którzy dziś popierają Centrum przeciwko Wypędzeniom. Na czele z G?nterem Grassem. Normalne, nie nadzwyczajne Powiedzmy sobie otwarcie, jak się sprawy mają dziś. Stosunki między Polską i Niemcami są całkowicie normalne. Nie są już nadzwyczajne, szczególne, obciążone historycznym poczuciem winy Niemiec. Wszystko, co dzieje się w stosunkach dwustronnych, wynika już tylko z potrzeb i możliwości politycznych. To dotyczy także roszczeń wypędzonych. Jeśli będzie polityczna potrzeba wykorzystywania tych roszczeń, będą wykorzystane. Jeśli korzystne dla Niemiec będzie, aby żądania wypędzonych skanalizować, zostaną skanalizowane. Sporo zależy tutaj od nas samych, od Polaków. Dlatego rezolucja Sejmu była aktem bardzo pożytecznym, także z punktu widzenia politycznej pragmatyki. Co do zręczności i możliwości naszej dyplomacji mam sporo wątpliwości. Wiele lat temu, w roku 1994, kupiłem sobie w Bonn książkę austriackiego profesora Feliksa Ermacory "Niemiecki majątek w Polsce - ekspertyza prawna", w której dowodził, że z punktu widzenia prawa międzynarodowego zajęcie majątków niemieckich bez odszkodowania było konfiskatą, a wypędzenia - ludobójstwem. Dwaj monachijscy adwokaci, Hans-Georg Schaefer i Peter Kloer dopisali do pracy zmarłego w międzyczasie Ermacory'ego appendix, wyliczający akty prawne, którymi RFN zrezygnowała w imieniu wypędzonych z wszelkich roszczeń. Wniosek obu adwokatów - odszkodowania wypędzonym powinien płacić rząd federalny. Streściłem tę książkę w "Rz" i w parę dni potem dostałem taki telefon z Ambasady RP w Kolonii: - Dostaliśmy notę z Warszawy w sprawie tej książki. Gdzie można ją dostać? - W księgarni. - A ile kosztuje? - 49 marek 90 fenigów. - Aha. A czy nie można jej pożyczyć na parę dni? Odmówiłem. Książek z zasady nie pożyczam. Więc być może MSZ do dziś nie ma tej książki. W końcu 50 marek to dziś 25 euro. Sporo pieniędzy. Mamy już kosztowne, tajne ekspertyzy prawne. - Odpowiedz Link
viper39 wojna obronna..... 28.09.04, 19:22 przyznaje sie ze nei czytalem wszystkiego co napisane bylo o roszczeniach (mea culpa mea maxima culpa... i tu nastepnuja trzy uderzenia w moje piersi...) nie wiem czy jest sens sie zastanawiac nad tym czy roszczenia sa potrzebne czy nie, dla mnie zastanowienie sie jest wazne nad tym czy mozna cos wygrac czy nie bo jesli mozemy wygrac taka sume o jakiej sie mowi to mowiac szczerze jak pieprzylbym dobrosasiedztow z niemcami na korzysc kasy ktora moze wplynac do Polski i za to mozna zbudowac potege Polska. a wtedy jak to sie juz od dawna wie z bogatym kazdy chce byc kolega nawet niemcy mieliby wiekszy szacunek dla nas bo wiedzieliby ze nie mozna nam podskakiwac... nie wierze ze obecny rzad moze cokowliek zrobic bo to w zasadzie aferzysci ktorzy chca na koniec wyssac jak najwiecej od ludzi.. co moga zrobic zlego to w sumie zaszkodzic Polsce wlasnie taka dzialalnoscia jaka prezentuje teraz belka i cimoszewicz (moze sie juz sprzedali??) coraz bardziej sie zastanawiam kto w tej "druzynie gra i dla kogo" bo to napewno nie jest reprezentacja Polski, ktos kupil ten mecz.. www.wprost.pl/ar/?O=67318&C=57 Odpowiedz Link
robisc Re: wojna obronna..... 28.09.04, 19:26 Jeżeli juz podajesz artykuły krytukujace postawe rządu w spraawie, to i ja wrzucę jeden, który umieśiłem w innym wątku. newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=10684 Odpowiedz Link
viper39 Re: wojna obronna..... 28.09.04, 21:39 Robi, artykul w sumie nazwijmy to jest "miekki" bo pisany w gazecie ktorej wlascicielami sa niemieckie media, musieli napisac cos i napisali tak jak mogli.. za to nie lubie newsweeka... Odpowiedz Link
robisc Re: wojna obronna..... 28.09.04, 21:49 viper39 napisał: > Robi, artykul w sumie nazwijmy to jest "miekki" bo pisany w gazecie ktorej > wlascicielami sa niemieckie media, musieli napisac cos i napisali tak jak > mogli.. za to nie lubie newsweeka... Poziom Newsweeka jest, że tak to określę, zróżnicowany. Artykuł Zaremby, którego cenię, jest dosć obiektywny i krytyczny wobec rządu. A to, że ukazał sie w nimieckiej gazecie nie ma wielkiego znaczenia. Axer Spinger nastawiony jest wyłącznie na zysk. Odpowiedz Link
przycinek.usa tak jest. 28.09.04, 21:00 pod twoja opinia podpisuje sie "obiema recami i nogami". Niestety do szerokich rzesz Polakow nie dociera zakres skorumpowania polskich wladz. Po prostu Polakom nie chce sie wierzyc do jakiego stopnia ten rzad jest sprzedany! I ja obawiam sie, ze w nadchodzacych dniach dojdzie do bezprecedensowego rozwiazania. Mianowicie powaznie spodziewam sie jakiejs uzgodnionej "obustronnie" umowy o zrzeczeniu sie obustronnych roszczen. Bylaby to o tyle tragedia, ze obecnie w wyniku racjonalnej postawy Sejmu wyrazajacego poparcie dla wyborcow i ogromie prac wykonanych na rzecz klasyfikacji strat - te dzialanie zostana zmarnowane, bo nikt ze strony Polski nic juz nie odzyska. Zwlaszcza, ze czesc Polakow powaznie zastanawia sie nad pozwami. Ja mysle, ze postawa rzadu w obliczu uchwaly Sejmu jest czynem kwalifikujacym sie do uznania za zdrade interesu ogolu Polakow, zalamanie demokracji i mam nadzieje, ze przyszly Sejm postawi Belke i Cimoszewicza przed Trubunalem Stanu. Odpowiedz Link
viper39 Re: tak jest. 28.09.04, 21:45 przycinek.usa napisał: > pod twoja opinia podpisuje sie "obiema recami i nogami". > > Niestety do szerokich rzesz Polakow nie dociera zakres skorumpowania polskich > wladz. Po prostu Polakom nie chce sie wierzyc do jakiego stopnia ten rzad jest > sprzedany! wiesz, Polacy w USA zawsze mowia jak to oni sa madrzy a jakie "te amerykany" sa glupie, faktem jest ze przecietny amerykanin ma sie napewno w glowie lepiej niz przecietny Polak, ciutke inaczej podchodza do sprawy panstwa itd. poza tym mamy tutaj obraz jak zle jest w naszym narodzie z mysleniem, i jak trudno jest zwyklemu czlowiekowi wyciagnac wnioski.. > > I ja obawiam sie, ze w nadchodzacych dniach dojdzie do bezprecedensowego > rozwiazania. Mianowicie powaznie spodziewam sie jakiejs > uzgodnionej "obustronnie" umowy o zrzeczeniu sie obustronnych roszczen. oby twe slowa prorocze byly ... ale znajac Polska rzeczywistosc... nie... wszystko bedzie jakby nic nie stalo sie.. > > Bylaby to o tyle tragedia, ze obecnie w wyniku racjonalnej postawy Sejmu > wyrazajacego poparcie dla wyborcow i ogromie prac wykonanych na rzecz > klasyfikacji strat - te dzialanie zostana zmarnowane, bo nikt ze strony Polski > nic juz nie odzyska. Zwlaszcza, ze czesc Polakow powaznie zastanawia sie nad > pozwami. tego sie trzeba obawiac bo niemcy nigdy nam tego "wystepku" sejmowego nie zapomna ale sami nam dopieprza dokladnie > > Ja mysle, ze postawa rzadu w obliczu uchwaly Sejmu jest czynem kwalifikujacym > sie do uznania za zdrade interesu ogolu Polakow, zalamanie demokracji i mam > nadzieje, ze przyszly Sejm postawi Belke i Cimoszewicza przed Trubunalem Stanu. oby jak najszybciej sie to stalo bo oni moga naprawde duzo narozrabiac... problem jest taki jesli oni cos teraz podpisza to wyjezdzajac z kraju pozniej (z kasa np w szwajcarii czy innej wyspie jersey albo ciekawsze cayman islands) to mozemy im nadmuchac...a oni smiac sie beda tak ze bedzie to slyuchac w Polsce mimo odleglosci... a to ze do Polski nie beda mogli przyjechac, no coz tak jakby to bylo najwazniejsze w tym wszystkim... Odpowiedz Link
przycinek.usa nie zrozumielismy sie. 28.09.04, 23:23 I ja obawiam sie, ze w nadchodzacych dniach dojdzie do bezprecedensowego > rozwiazania. Mianowicie powaznie spodziewam sie jakiejs > uzgodnionej "obustronnie" umowy o zrzeczeniu sie obustronnych roszczen. oby twe slowa prorocze byly ... ale znajac Polska rzeczywistosc... nie... wszystko bedzie jakby nic nie stalo sie.. Ja napisalem "obawiam sie". To znaczy, ze polski rzad ZRZEKNIE SIE ROSZCZEN przed uplywem kadencji. Sejm powiedzial: "macie sie upominac o kase" a rzad powie: "my juz nie chcemy kasy". Tego sie obawiam. Odpowiedz Link
exerik Reprywatyzacja 29.09.04, 12:35 Co prawda jako jedyni w Europie Środkowej nie uregulowaliśmy jak do tej pory kwestii reprywatyzacji, ale za to prawdopodobnie będziemy pierwszymi którzy zrobią to w duchu europejskiego braterstwa. *** "Der Tagesspiegel" WSZYSTKIE WYWŁASZCZENIA Nie chodzi w pierwszym rzędzie o niemieckich wypędzonych, ale o to, w jaki sposób Polska ustosunkuje się do wszystkich wywłaszczeń, przede wszystkim wywłaszczeń Polaków i Żydów. Czy wywłaszczenia zostaną utrzymane w mocy, czy nastąpi restytucja, czy też wypłata odszkodowań, choćby symbolicznych? Wszystkie państwa Europy Środkowej uregulowały już te sprawy ustawowo. Polska nie. Oczywiście Polska nie może zwrócić ani też wypłacić odszkodowań za byłe niemieckie mienie pozostawione na jednej trzeciej swego obecnego terytorium. Ale można uchwalić ustawę, która ureguluje sprawy majątkowe przy zachowaniu zasady równego traktowania. www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040929/publicystyka/publicystyka_a_5.html Odpowiedz Link
przycinek.usa rozmowa z Janem Olszewskim 02.10.04, 18:16 Polityczny i moralny skandal Nie milkną echa poniedziałkowego spotkania w Berlinie premiera Marka Belki z kanclerzem Niemiec Gerhardem Schroederem, na którym obaj szefowie rządów ogłosili, że będą przeciwdziałać ewentualnym wzajemnym roszczeniom obywateli obu państw. O to, czego w istocie dotyczyło poniedziałkowe spotkanie Belki i Schroedra, zapytaliśmy mec. Jana Olszewskiego - byłego premiera, posła na Sejm Ruchu Odbudowy Polski. Panie Premierze, jak Pan ocenia polsko-niemieckie ustalenia w sprawie roszczeń majątkowych zawarte pomiędzy premierem Markiem Belką i kanclerzem Gerhardem Schroederem podczas niedawnego spotkania w Berlinie? - Komunikaty, które otrzymaliśmy po spotkaniu premiera Marka Belki z kanclerzem Gerhardem Schroederem pozostawiają bardzo dużo niejasności. Trochę inaczej to brzmi w relacjach strony polskiej, a trochę inaczej strony niemieckiej. Powstaje pytanie, czy zespół prawników, który został powołany do oddalenia pozwów niemieckich ziomkostw, ma się zająć ochroną polskich obywateli, czy też będzie działał w obydwie strony. W relacji premiera Marka Belki jest to zespół mający zabezpieczać przed roszczeniami ze strony Niemiec. Natomiast w wystąpieniach ze strony niemieckiej ta kwestia nie jest już tak jednoznaczna. Jakie kwestie zawartego porozumienia zwróciły Pana - jako prawnika - szczególną uwagę? - Rzeczą najważniejszą jest to, że we wspólnym komunikacie, który mówi o tym, iż wszelkie reparacje i roszczenia między stronami są uznane za niedopuszczalne, operuje się pojęciem reparacji, które się odnosi do stosunków międzypaństwowych, oraz pojęciem odszkodowań, które odnosi się do stosunków międzypaństwowych albo prywatnych roszczeń obywateli. A to, czym strona polska najbardziej jest zagrożona, to są sprawy, które nie mieszczą się w tych pojęciach. Otóż prowadzona w tej chwili akcja przez tzw. niemieckich wypędzonych sprowadza się nie tylko do żądań odszkodowawczych, ale są to roszczenia do konkretnych majątków, konkretnych obiektów, które w przekonaniu niemieckich obywateli stanowią nadal ich własność. Jest to sprawa, która nie mieści się w pojęciu roszczeń odszkodowawczych ani reparacji. Głośno mówi się o wprowadzeniu między Polską a Niemcami czegoś w rodzaju opcji zero, zgodnie z którą nie będziemy dochodzili żadnych wzajemnych odszkodowań czy reparacji. Brzmi to wszystko bardzo obiecująco i pięknie. Można nawet powiedzieć, że jakkolwiek nieporównywalne były straty Polski i Niemiec, to ostatecznie po kilkudziesięciu latach można by przyjąć takie rozwiązanie. Nie może być jednak tak, że jednocześnie pozostawia się otwarte kwestie, które ziomkostwa od kilkudziesięciu lat nieustannie podnoszą. Jest Pan politykiem od wielu lat. Kiedy zetknął się Pan po raz pierwszy z problemem niemieckich roszczeń? - Po raz pierwszy spotkałem się z kwestią żądań odszkodowawczych ze strony Niemców, kiedy pełniłem funkcję premiera. Wtedy to zasygnalizowano mi, że wpływają setki listów od poszczególnych niemieckich wysiedlonych, którzy zgłaszają do polskich urzędów swoje zastrzeżenia co do spraw własnościowych dotyczących konkretnych obiektów. Ta sprawa do tej pory nie została uregulowana i nie mieści się w tej formule przyjętej przez premiera Marka Belkę i kanclerza Gerharda Schroedera. Dopóki to nie zostanie załatwione, dopóty ten stale narastający w stosunkach polsko-niemieckich problem pozostaje otwarty. Z tego, co można zauważyć, Niemcy starają się w ostatnim czasie wyraźnie zatrzeć pamięć historyczną, przerzucając część odpowiedzialności za wybuch II wojny światowej na Polskę. - Jest to strategia prowadzona od lat. W tej sprawie Niemcy odnosili bardzo duże sukcesy, ponieważ strona polska nie podejmowała żadnych wysiłków, żeby przedstawić nasze widzenie tych spraw i nasze pretensje. Przecież myśmy dopiero przy okazji 60. rocznicy Powstania Warszawskiego zorganizowali na odpowiednim szczeblu obchody, które spotkały się z pewnym oddźwiękiem międzynarodowym. Te wszystkie problemy w czasie PRL-u były zacierane. Także w ciągu minionych 15 lat były one lekceważone i spychane na margines. Niemcy w tym czasie prowadziły systematyczną, stopniową, bardzo racjonalną i skuteczną kampanię podkreślającą, że zwykli Niemcy też byli ofiarami II wojny światowej i że ich krzywdy powinny być zrównane z krzywdami innych Europejczyków. Powstaje więc problem, kto był odpowiedzialny za tragedie wojny, i tu oskarża się nazistów oraz twierdzi, że wszyscy Europejczycy są współodpowiedzialni, a głównym poszkodowanym była społeczność żydowska, którą poddano eksterminacji. Uczyniono za to odpowiedzialnymi nie tylko hitlerowców, ale także wszystkie państwa, gdzie to się odbywało, a szczególnie Polskę, bo tu Niemcy te zbrodnie organizowali na największą skalę. Myśmy wobec tego rodzaju tendencji nie zajmowali właściwie stanowiska. Czy władze polskie nie zachowywały się zbyt obojętnie wobec wysuwanych przez różne środowiska sugestii o współodpowiedzialności Polski za zbrodnie dokonane podczas II wojny światowej? - W układzie polsko-niemieckim z 1991 roku (regulującym stosunki między Polską a Niemcami) znalazł się - moim zdaniem skandaliczny i niedopuszczalny - zapis, w którym jest klauzula zobowiązująca obydwie strony do wspólnego zwalczania zjawiska antysemityzmu. Oczywiście antysemityzm trzeba zwalczać, ale jeżeli wpisuje się takie postanowienie do traktatu polsko-niemieckiego, to otwiera się płaszczyznę, w której można sugerować, że skoro taki zapis w traktacie jest, to znaczy, że Polacy poczuwają się do współodpowiedzialności za zbrodnie dokonane na społeczności żydowskiej przez Niemcy. Myśmy (ci, którzy byli w komitecie doradczym prezydenta) zwracali wówczas uwagę na niedopuszczalność takiego zapisu. Mimo to znalazł się on w traktacie i podejrzewam, że zostanie jeszcze wykorzystany przeciwko nam w tej sprawie. Jak kwestia niemieckich roszczeń Pana zdaniem powinna być rozwiązana? - W miarę upływu czasu odchodzą ostatni świadkowie tamtych wydarzeń. Obraz II wojny światowej będzie coraz bardziej zniekształcany. Również na tym tle trzeba patrzeć na kwestię pretensji materialnych, które podnosi nie państwo niemieckie, ale niemieccy obywatele jako konkretni byli właściciele konkretnych majątków. Jest to zupełnie inna sprawa niż roszczenia międzypaństwowe. Ta sprawa musi być załatwiona i może być załatwiona tylko w jeden sposób. Mianowicie taki, że państwo niemieckie weźmie na siebie całkowitą odpowiedzialność, także materialną, wobec własnych obywateli za majątki, które oni pozostawili, uciekając czy będąc wysiedlanymi z naszych obszarów zachodnich. To byłaby rzeczywista opcja zero, ale w tej chwili o czymś takim się w ogóle nie mówi. Przeciwnie, kanclerz Schroeder bardzo wyraźnie stwierdził, że rząd niemiecki tych pretensji na siebie wziąć nie może i nie weźmie. Na to oświadczenie następuje milcząca zgoda strony polskiej, bo tak trzeba zrozumieć to wspólne stanowisko Schroedera i Belki w sytuacji, w której nawet po stronie niemieckiej są głosy, że tzw. wypędzeni byliby gotowi przyjąć odpowiedzialność rządu Niemiec. Natomiast polski premier, występujący w imieniu naszego kraju, stoi na stanowisku i przyjmuje rozwiązania, które są dla Polski nieporównanie bardziej niekorzystne niż to, o czym mówi sama pani Erika Steinbach czy przedstawiciele niemieckiej chadecji. Jest to po prostu niezrozumiałe. W moim przekonaniu, ostatnie spotkanie w Berlinie i jego rezultat powinny stać się przedmiotem dyskusji w Sejmie, by w końcu nastąpiła właściwa ocena. Na razie podstawowe interesy Polski zostały postawione pod znakiem zapytania. Nie po raz pierwszy stanowisko polskiego rządu różni się od opinii społecznej i Sejmu. Czy to służy polskiej racji stanu? - Oczywiście, że nie. Nawet niemieckie środowiska tzw. wypędzonych, godząc się, by odszkodowania wypłacił rząd w Berlini Odpowiedz Link
przycinek.usa dokonczenie 02.10.04, 18:17 w Berlinie, dopuszczają rozwiązania bardziej korzystne dla Polski niż to, które proponuje nasz rząd. Przypomnijmy, że polskie władze zgodziły się zrekompensować polskim obywatelom utratę majątków za wschodnią granicą. Skoro więc Polska mogła wziąć na siebie takie zobowiązania, to tym bardziej powinien to zrobić rząd Niemiec, które są odpowiedzialne za wybuch II wojny światowej. Obecne stanowisko Berlina w tej sprawie to przecież jakiś polityczny i moralny absurd, na który zgadza się rząd Marka Belki. Jest to sprawa skandaliczna. Myślę, że odpowiedzialne za to osoby powinny zostać postawione przed Trybunałem Stanu. Polski rząd występuje przeciwko jednolitemu stanowisku polskiego Sejmu i całej opinii publicznej. Dziękuję za rozmowę. Jacek Szpakowski Odpowiedz Link
przycinek.usa na temat: 02.10.04, 18:20 Sejmik Województwa Wielkopolskiego podjął bezprecedensową uchwałę, zwracając się do wszystkich prezydentów, burmistrzów i wójtów z całej Wielkopolski o przeprowadzenie oszacowania zniszczeń i strat wojennych powstałych w wyniku działań żołnierzy i administracji niemieckiej w czasie II wojny światowej. Apel wielkopolskich samorządowców to reakcja na skandaliczne działania premiera Marka Belki i kanclerza Gerharda Schroedera, którzy zamierzają wspólnie zablokować możliwość uzyskania przez Polskę reparacji wojennych. "(...) Jak wiadomo strona polska do dnia dzisiejszego nie otrzymała rekompensaty z tytułu strat związanych z niemiecką okupacją. W związku z powyższym zasadne jest przygotowanie się miast i gmin do rozliczeń finansowych ze stroną niemiecką (...)" - napisali wielkopolscy radni w przyjętym apelu. Sformułowania, jakie zamieścili w nim samorządowcy z Poznania i wielkopolskich miast oraz miasteczek, są bardzo zdecydowane. Radni zanegowali prawo Niemców do zwrotu utraconego na ziemiach polskich mienia i przypomnieli, że to Polska w 1939 r. padła ofiarą agresji niemieckiej. - Apel jest odpowiedzią na przygotowania obywateli niemieckich, zrzeszonych w Powiernictwie Pruskim i Związku Wypędzonych, do wnoszenia pozwów o zwrot pozostawionego na terenie Polski mienia - powiedział "Naszemu Dziennikowi" radny Przemysław Piasta (LPR), inicjator przyjętego przez sejmik wielkopolski stanowiska. Przygotowanie wyliczeń strat i zniszczeń wojennych ułatwiłoby - zdaniem wielkopolskich radnych - szybką i zdecydowaną reakcję strony polskiej na roszczenia wnoszone przez ziomkostwa niemieckie. Samorządowcy, którzy bez większych sprzeciwów przyjęli takie stanowisko, nie ukrywają jednak, że uchwała sejmiku jest również zdecydowanym postawieniem weta bulwersującym działaniom premiera Marka Belki. Chodzi m.in. o wspólne oświadczenie Belki oraz Schroedera, że dla roszczeń reparacyjnych pomiędzy Polską i Niemcami nie ma miejsca "ani pod względem prawnym, ani pod względem politycznym". W miniony poniedziałek Marek Belka przystał również w Berlinie na to, by powstał polsko- niemiecki zespół prawników, który ma przygotować stanowisko prawne dla rządu Polski i Niemiec, umożliwiające wspólną obronę przed ewentualnymi roszczeniami obywateli obu stron z tytułu szkód poniesionych w czasie II wojny światowej. Oznaczać to może, że rząd polski nie tylko zrzekł się reparacji, ale ponadto zobowiązał się zagrodzić własnym obywatelom drogę do dochodzenia roszczeń od Niemiec na własną rękę. - Dla nas nie ulega najmniejszej wątpliwości, że jest to działanie na szkodę państwa polskiego i obywateli naszego kraju - stwierdził radny Przemysław Piasta. Już podczas jednego z najbliższych posiedzeń rady miasta poznańscy samorządowcy mają zdecydować, czy w Poznaniu takie szacowanie strat zostanie przeprowadzone. Z taką propozycją radni zwrócili się do prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego (PO) już wiele miesięcy temu. Wojciech Wybranowski, Poznań Odpowiedz Link
robisc Re: dokonczenie 02.10.04, 23:41 Niezbyt cenię Olszewskiego za jego dotychczasowe dokonania, ale akurat w tej sprawie wypowoiada sie rzeczowo. Olszewski zwraca uwagę na szczegóy, które, jako byłemu premierowi, sa doskonale znane. A tak naprawdę to te szczegóły stanowia istotę sprawy tj. roszczenia konkretnych obywateli niemieckich o konkretne majątki znadujące sie obecnie w granicach Polski. Odpowiedz Link
robisc Powiernictwo nie składa broni 03.10.04, 20:05 Lider mniejszości niemieckiej w Polsce broni prezesa Powiernictwa Pruskiego Nie straszyć Pawelką Kroll (z lewej) poprze roszczenia Niemców, którzy wyemigrowali z Polski po 1948 roku. Z prawej Rudi Pawelka, prezes Powiernictwa Pruskiego. Fot. (C) PAP/Krzysztof Świderski Powiernictwo Pruskie nadal zamierza kierować pozwy o odzyskanie mienia przez wysiedlonych z Polski Niemców. - Powołanie wspólnej polsko-niemieckiej komisji i deklaracje kanclerza Niemiec niczego nie zmieniają - powiedział w Opolu szef powiernictwa Rudi Pawelka. Pawelka spotkał się za zamkniętymi drzwiami z działaczami mniejszości niemieckiej w Polsce. - Wyjaśniliśmy sobie wiele rzeczy. Jestem spokojniejszy - podkreślił po rozmowach lider polskich Niemców, poseł Henryk Kroll. Zdaniem Krolla polscy politycy i media w fałszywy sposób przedstawiają intencje Pawelki. - Przestańmy powtarzać bajki tworzone przez polskich polityków, którymi straszą Polaków - apelował poseł. Zdaniem Krolla, mówiąc o roszczeniach niemieckich, należy rozgraniczyć kwestie tzw. starych i późnych wypędzonych. - Starzy nie mieli nigdy polskiego obywatelstwa. Ich sprawa jest zamknięta i pan Pawelka to wie - tłumaczy Kroll. Jednocześnie lider polskich Niemców za otwartą uznał kwestię mienia utraconego w Polsce przez tzw. późnych przesiedleńców, czyli ponad miliona osób narodowości niemieckiej, które wyemigrowały z Polski po 1948 roku. - Często przed wyjazdem zmuszano ich do zrzeczenia się swojej własności. Łapówką za zgodę na wyjazd był dom. Takie roszczenia wspieram i będę wspierał - podkreślił Kroll. Pawelka poinformował, że zbada wypowiedzi kanclerza Niemiec na temat ewentualnego uznania roszczeń wypędzonych za wewnętrzną sprawę Niemiec. - Jeżeli okaże się, że te deklaracje mają moc prawną, skierujemy pozwy do Berlina - zapewnił. Przewodniczący Ziomkostwa Śląsk sceptycznie ocenił działania polskich i niemieckich władz, których celem ma być zablokowanie ewentualnych roszczeń Niemców wobec państwa polskiego. - Dobrze, że powstała komisja. Będzie przepływ informacji, ale jej działalność nie przyniesie spodziewanych efektów - uważa. Pawelka zaprzeczył informacjom, jakoby powiernictwo zamierzało finansować procesy Niemców, którzy przed polskimi sądami domagać się będą zwrotu swojej własności. - Przykro mi, że przedstawia się nas jako wrogów Polski i Polaków. My tylko chcemy wyjaśnienia spraw, które już dawno powinny być wyjaśnione - powiedział Pawelka. Marek Szczepanik www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041002/kraj/kraj_a_5.html Odpowiedz Link
przycinek.usa Reparacje za stołki w Brukseli 04.10.04, 03:57 Co kanclerz Gerhard Schroeder obiecał premierowi Belce, skoro polski rząd jest gotów na wszystko, aby podważyć słuszność sejmowej uchwały o reparacjach od Niemiec? Reparacje za stołki w Brukseli Rozmowa z Waldemarem Gontarskim, dyrektorem Centrum Ekspertyz Prawnych przy Europejskiej Wyższej Szkole Prawa i Administracji i redaktorem naczelnym "Gazety Sądowej" Dlaczego rząd zajął tak zaskakujące stanowisko w sprawie uchwały reparacyjnej przyjętej przez Sejm? Zostało ono odebrane przez opozycję jako stanowisko proniemieckie. - Słyszę od premiera Belki, że nie będzie realizował uchwały Sejmu z 10 września o reparacjach wojennych od Niemiec, tylko zamierza poprawiać nadwątlone tą uchwałą stosunki polsko-niemieckie i pozycję Polski w Unii Europejskiej. Słuchając tego, co mówi premier, zorientowałem się, że polityka Polski wobec RFN i Unii Europejskiej oparta jest na dwóch mitach. Mit pierwszy: im bardziej ustąpimy Niemcom, tym więcej dostaniemy. A przecież cała debata o konstytucji europejskiej wskazuje na coś dokładnie przeciwnego! Mit drugi: im więcej wprowadzimy funkcjonariuszy obecnego MSZ do struktur unijnych, tym lepszą pozycję uzyska Polska. Skoro premier Belka - jak słyszę to od niego samego - nie chce realizować uchwały Sejmu z 10 września o reparacjach wojennych od Niemiec, bo Schroeder zablokuje nominację dla polskich urzędników w Brukseli, to odpowiadam, że ze słabymi nikt się nie będzie liczył i będzie jeszcze gorzej z tymi posadami. Jaki to ma związek z tematem reparacji? - Pan minister Jan Truszczyński brał udział w spotkaniu Belka - Schroeder. Przed wyjazdem do Berlina Truszczyński dezawuował na wszelkie możliwe sposoby poprawność prawną sejmowej uchwały. Powiedział też w radiu PIN, że na 100 proc. niemieccy "wypędzeni" nie mają szans wygrać z Polską. No, może zostawił co do tego 1 proc. niepewności. Tymczasem Peter Glotz, działacz SPD, ocenia szanse "wypędzonych" na 20 proc., co oznacza, że zagrożenie jest spore. Glotz powiedział też, że nie widzi szans na wyprzedzające uregulowanie sprawy w drodze porozumienia międzyrządowego, tak aby państwo niemieckie wzięło na siebie ewentualne żądania odszkodowawcze tzw. wypędzonych. Jak ostrzega Glotz, żądania "wypędzonych" mogą być "bardzo kosztowne". Jeśli po stronie niemieckiej są dzisiaj takie głosy, to dlaczego minister Truszczyński usiłuje uśpić polską opinię publiczną? Według Truszczyńskiego, sejmowa uchwała jest nierozsądna. Minister powtarza tutaj stanowisko kanclerza niemieckiego. Tymczasem innego zdania jest lider opozycji Edmund Stoiber, premier Bawarii, który stwierdził, że Niemcy powinny wziąć na siebie odszkodowania "wypędzonych". Dochodzi do tego, że bawarski premier bardziej się troszczy o polski interes niż wiceszef polskiej dyplomacji. Dlaczego mówi Pan o ministrze Truszczyńskim? Przecież autorem stanowiska MSZ jest minister Włodzimierz Cimoszewicz. - To właśnie minister Truszczyński reprezentował rząd przed Sejmem w debacie nad uchwałą sejmową, to minister Truszczyński w sposób nieracjonalny atakując tę uchwałę, wymierzał policzek polskiemu Sejmowi. Sugeruje Pan, że Truszczyński pilnuje niemieckiego interesu? - To jest moja ocena oparta na faktach. Na przykład na gruncie polskiego kodeksu karnego - żeby komuś zarzucić płatną protekcję, wystarczą dowody pośrednie, tzn. nie tylko bezpośrednie oznajmienie, ale i eksponowanie swoim zachowaniem okoliczności, które są w stanie wzbudzić u adresata odpowiednie przekonanie. Wracając do reparacji od Niemiec - 10 września stały się dwie rzeczy: Sejm przyjął uchwałę reparacyjną, a z Brukseli doszły do nas wieści o bezprecedensowym odrzuceniu kandydatury min. Kleibera na stanowisko szefa Europejskiego Centrum Badawczego Unii Europejskiej. W konkursie pokonał 160 kandydatów. Stało się to po kilkutygodniowej debacie o reparacjach w Polsce. W ten sposób tzw. Europa wyznacza Polsce miejsce w szeregu. Proszę też zwrócić uwagę, że premier Belka w pierwszej wypowiedzi na temat uchwały Sejmu nie dezawuował jej treści, tak jak to uczyniło od razu MSZ. Pan premier mówił też, że takie sprawy nie lubią kamer, że z komentarzami trzeba poczekać na wyważone stanowisko całego rządu. Skąd więc potem taka zmiana?! To funkcjonariusze MSZ wykorzystali fakt, że premier Belka nie zajmuje się problematyką międzynarodową, i narzucili rządowi swoją koncepcję. Są przekonani o sile swoich argumentów. A ja tylko przypomnę, jak Truszczyński z Cimoszewiczem zapewniali parlament, że Unia nie może przed 1 maja 2004 r. zmienić warunków akcesji dla rolnictwa, przed czym ostrzegałem w swojej ekspertyzie dla Sejmu. Tymczasem już 23 marca Unia te warunki zmieniła. W związku z tym Polska złożyła dwie skargi do Luksemburga. To są właśnie ci fachowcy z MSZ! Natomiast premierowi Belce zarzucam, że pozwala Niemcom wyprawiać z Polską, co chcą. Kanclerz Niemiec mówi o polskiej uchwale, że jest "nieracjonalna". W cywilizowanym kraju MSZ już by protestowało. Ta uchwała jest właśnie przejawem racjonalizmu. W wypadku reparacji wojennych od Niemiec chodziło o totalne zniszczenie potencjału hitlerowskiego i dlatego zdecydowano się pobierać reparacje nie tylko z majątku państwowego, ale i prywatnego. Ale że doktryna niemiecka mówi, iż można je pobierać tylko z majątku publicznego, trzy mocarstwa - Wielka Brytania, Francja i Stany Zjednoczone - zawarły w 1952 r. układ z RFN, w którym ustalono, że to Niemcy będą płacić ewentualne odszkodowania niemieckim obywatelom. Prawnicy mocarstw byli na tyle przewidujący, że zadbali o wpisanie tego układu do niemieckiej konstytucji! Może ktoś zapytać, o co kruszyć kopie, skoro szanse "wypędzonych" ocenia się na zaledwie 20 proc. Otóż chodzi o zasadę pewności obrotu prawnego. Zespół ekspertów prawnych obu stron nie zapobiegnie sytuacji, że Polska przez ładnych kilka lat będzie trzymana w niepewności prawnej. Długo przyjdzie nam poczekać na ostateczne orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie roszczeń odszkodowawczych tzw. niemieckich wypędzonych wobec Polski. Najpierw "wypędzeni" złożą skargi do sądów polskich, później w Strasburgu. To będzie się ciągnąć latami. Widzi pani, co nam zafundowano? Trzymać średniej wielkości kraj europejski w niepewności! Rząd Belki wstydu nie ma. Coś w rodzaju zawieszonego kija, który w każdej chwili może spaść. - Otóż to. Stosunki polsko-niemieckie mają tak wyglądać jak przewlekła sprawa Oleksego przed Sądem Lustracyjnym. Gniew Schroedera na uchwałę Sejmu i przypadek prof. Kleibera - to są fakty, fakty aprobowane przez rząd Belki. W sobotę przed wyjazdem premiera Belki do Berlina rzecznik niemieckiego urzędu kanclerskiego ujawnił, że powstał zespół ekspertów. A w Polsce nikt nic o tym nie wie. Znowu za naszymi plecami, w naszym imieniu, decyzje za nas podejmuje ktoś obcy - tak jak kiedyś Moskwa, teraz - Berlin. Nawet z premierem Belką nie uzgodnili do końca, co chcą osiągnąć przez ten zespół prawników, i na konferencji prasowej premier mówił, że nic nie słyszał o żądaniach polskich wobec Niemiec. Tak samo było przy uchwale rządu Bieruta o tzw. zrzeczeniu się reparacji od Niemiec - 22 sierpnia 1953 r. ogłoszono w Moskwie protokół, że Polska zrezygnowała z reparacji. Oświadczenie Bieruta miało miejsce na drugi dzień. Zrobił Pan dla Sejmu ekspertyzę na temat sejmowej uchwały o reparacjach od Niemiec. Pan marszałek rozesłał ją wszystkim klubom i kołom. Co z niej wynika? - Odpowiadam w niej na pytanie, czy uchwała reparacyjna Sejmu jest zgodna z prawem międzynarodowym. Odpowiadam jednoznacznie: jest zgodna. Przede wszystkim należało się rozprawić z uchwałą rządu Bieruta i wykazać jej nieważność. Minister Cimoszewicz twierdzi, że tak uważa tylko dwóch ekspertów (mecenas Stefan Hambura i ja) i że taki pogląd jest sprzeczny z poznańską szkołą prof. Alfonsa Klafkowskiego. Tymczasem moja Odpowiedz Link
przycinek.usa dokonczenie 04.10.04, 03:58 Tymczasem moja ekspertyza jest napisana m.in. w oparciu o świeżą ekspertyzę prof. Jana Sandorskiego, ucznia profesora Klafkowskiego, autora jedynej monografii w piśmiennictwie polskim i europejskim nt. nieważności umów międzynarodowych. Pan profesor Sandorski jest członkiem zespołu doradczego ministra Cimoszewicza. Szef MSZ zarzuca Sejmowi brak kompetencji i wprowadzanie w błąd opinii publicznej odnośnie do tego, że uchwała Bieruta jest z mocy prawa nieważna, a u siebie ma opinię autorytetu światowego w tym zakresie nt. nieważności tejże uchwały Bieruta. Jeśli więc MSZ, trwając przy swoim, nie liczy się z prawem międzynarodowym, prawdą, moralnością i wprowadza w błąd opinię publiczną, to ja się pytam: co kanclerz Schroeder obiecał premierowi Belce, skoro polski rząd nawet wartości moralne poświęca, aby podważyć słuszność sejmowej uchwały o reparacjach od Niemiec? Może jakąś wartość, która przewyższa reparacje? MSZ utrzymuje, że domaganie się reparacji podważy Poczdam. - Reparacje nie mają nic wspólnego z Poczdamem. One wynikają z faktu agresji na Polskę. Rząd Belki musi się wytłumaczyć, co Schroeder obiecał w Berlinie za zrzeczenie się reparacji. Jak więc Polska powinna postąpić? - Zaproponować Niemcom, żeby wzięli na siebie roszczenia "wypędzonych". Opowiadałem się za opcją zerową, ale już Piłsudski w 1929 r. zawarł układ likwidacyjny z Niemcami i wyszedł na tym jak Zabłocki na mydle: oszukali nas, przeszacowali wypłaty, zwlekali. Nie mamy szczęścia do opcji zerowej z Niemcami. Zresztą biorąc pod uwagę rozmiar zniszczeń Warszawy dokonanych podczas II wojny światowej - nie wiem, czy opcja zerowa byłaby korzystnym rozwiązaniem. Innym rozwiązaniem jest występowanie przez rząd z roszczeniami w imieniu poszczególnych miast. I ewentualna skarga do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Ale niektórzy uważają, że taka akcja może być politycznie szkodliwa. - Z prawnego punktu widzenia nie ma przedawnienia tych roszczeń, a od strony politycznej - po to są politycy i rząd. Dziękuję za rozmowę. Małgorzata Goss Odpowiedz Link
robisc zjazd ziomostwa w Olsztynie 10.10.04, 00:22 Olsztyn: Emocje na kongresie ziomkostwa PAP 09-10-2004, ostatnia aktualizacja 09-10-2004 18:44 Drugi dzień obraduje w sobotę w Olsztynie kongres Ziomkostwa Prus Wschodnich, organizacji zrzeszającej ludzi mieszkających obecnie w Niemczech, a przed II wojną światową głównie na terenach obecnych Warmii i Mazur. Kongresowi towarzyszy wiele emocji i zgoda na to, że współpraca społeczno- gospodarcza między Polską i Niemcami rozwija się w dobrym klimacie. Kongres wzbudził kontrowersje już kilka dni przed jego rozpoczęciem. Zaproszenia od ziomkostwa nie przyjął m.in. prezydent Olsztyna, uzasadniając, że "nie chce mieć nic wspólnego ze Związkiem Wypędzonych (ZW) i Eriką Steinbach". Zastępca rzecznika Ziomkostwa Wschodniopruskiego Bernd Hinz i organizator kongresu zasiada w prezydium Związku Wypędzonych, a rzecznik ziomkostwa Wilhelm Von Gottberg jest wiceprzewodniczącym Związku Wypędzonych. W sobotę od rana kwestia budowy Centrum Przeciw Wypędzeniom projektowanej przez Steinbach budziła wiele emocji, podobnie jak sprawa odszkodowań za majątki pozostawione przez Niemców w obecnych granicach Polski, o których wspomina inna niemiecka organizacja - Pruskie Powiernictwo. Jak podkreślił Hinz na początku kongresu, ZW dystansuje się i nie ma nic wspólnego z roszczeniami wysuwanymi przez Pruskie Powiernictwo. Przekonywał jednocześnie, że Centrum Przeciw Wypędzeniom ma dokumentować także losy wypędzeń Polaków, Czechów i Rosjan. "Jest to propozycja dla polskich, rosyjskich i czeskich naukowców, aby bezprawiu w XIX i XX wieku przyjrzeć się dokładnie. Powinien powstać model, który skanalizowałby ten problem w sposób europejski. To jest centrum, które ma obejmować stosunki bilateralne. Centrum nie niesie w sobie zagrożenia" - zapewniał uczestników spotkania Bernd Hinz. Mając na uwadze 12 lat dyktatury nazistowskiej, to Europejskie Centrum Przeciw Wypędzeniom jest wewnętrzną sprawą Niemiec - zaznaczył rzecznik ziomkostwa, Vilhelm von Gottberg. "Wiele możemy się od Polaków nauczyć, ale proszę zostawić nam to, w jaki sposób pamiętamy o naszych ofiarach" - podkreślił. Jego zdaniem, za obecne problemy w polsko-niemieckich stosunkach mogą być odpowiedzialne rządy obu krajów. "Jeśli w kontekście dialogu pojawiły się jakieś irytacje, to dlatego, że rządy Polski i Niemiec nie podjęły w odpowiednim czasie tematów, które obciążają nasze relacje" - ocenił von Gottberg. Wątpliwości co do planów, o których mówili Hinz i Gottberg, zgłosił starosta powiatu giżyckiego Wacław Strażewicz, którego ojciec pochodził z Wileńszczyzny i niedawno odwiedzał tam rodzinne mogiły. "Na jakiej podstawie i z jakiego umocowania autorzy centrum w Berlinie chcą to odnieść do wypędzonych np. z Wileńszczyzny. Należałoby zapytać, czy ci ludzie po prostu tego chcą. To pokolenie dotknięte piętnem wojny musi umrzeć. Dopiero następne młode pokolenie nie dotknięte tym piętnem, będzie mogło się do tego odnieść" - powiedział zgromadzonym starosta Strażewicz. Wszyscy uczestnicy mówili też o tym, że o trudnych sprawach trzeba rozmawiać i je rozwiązywać. Jedną z propozycji było zrzeczenie się roszczeń odszkodowawczych związanych z wojennymi i powojennymi losami Niemców i Polaków. Mówił o tym starosta powiatu Osnabruck w Niemczech, Manfred Hugo. "Oko za oko, aż świat oślepnie" - zacytował Mahatmę Gandiego Hugo. "Wymagania Pruskiego Powiernictwa (domagającego się odszkodowań za majątki pozostawione w Polsce przez mieszkańców byłych Prus Wschodnich) nie są uzasadnione, są wyrazem strachu. Polacy i Niemcy powinni się umówić, żeby zrzekli się jakichkolwiek roszczeń majątkowych, jako pozostałości II wojny światowej. Stała się krzywda dla obu stron, ale też w ostatnich latach stało się wiele dobrego" - przekonywał zebranych Hugo. Jego słowa pozostały jednak bez komentarza, podobnie, jak oburzenie pani burmistrz Mrągowa, Otolii Siemieniec, która zaprotestowała przeciw podpisom na identyfikatorach i liście obecności, na których wszystkim polskim samorządowcom uczestniczącym w kongresie wpisano przykładowo: "Siemieniec Otolia, burmistrz miasta Mrągowo/Prusy Wschodnie". "Po wejściu do tej sali poczułam niesmak i zdumienie. (...) Zastanawiałam się, czy powinnam tu zostać. (...) Chcę jednak zrelacjonować ludziom - wielu pewnie ma mi za złe, że przyjęłam zaproszenie - co było w trakcie kongresu" - mówiła pani burmistrz. Uczestnicy przypominali, że poza drażniącymi kwestiami odszkodowań i berlińskiego centrum, Polskę i Niemcy łączą bardzo dobre stosunki gospodarcze i społeczne. Przykłady przytaczali zarówno Polacy, jak i goście z Niemiec. Przedstawiciel regionalny wspólnoty Olsztyn, mieszkający obecnie w Gelsenkirchen w Niemczech Gottfried Huffenbach przedstawił cele podpisanej w środę umowy partnerskiej między Olsztynem i Gelsenkirchen. Jako były olsztynianin, był on inicjatorem współpracy obu miast. "Nasz dawny dom stoi przy obecnej ulicy Oficerskiej. Nie mam zamiaru ubiegać się o jego zwrot" - zapewnił Huffenbach, powtarzając słowa wypowiedziane przed kilkoma dniami w olsztyńskim Ratuszu. O wymianie młodzieży z niemieckimi ośrodkami wspominali burmistrz Biskupca Marek Domin i burmistrz Braniewa Henryk Mroziński. Komentując głosy o tym, by "nie żyć przeszłością", Mroziński podkreślił, że nie da się o niej zapomnieć, ale przyszłość trzeba budować razem. "My mamy serce otwarte dla was. Braniewo było niegdyś niemieckie, potem polskie, znów niemieckie, a teraz jest nasze. Budujmy ten dom razem" - przekonywał Mroziński. Kongres zakończy się w niedzielę wystąpieniem dr. Reinharda Kleina z Polsko- Niemieckiego Stowarzyszenia na rzecz Wsparcia Gospodarki. Klein przedstawi wykład na temat możliwości wspierania polskiej gospodarki. serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2332542.html Odpowiedz Link
klip-klap dowcipnisie 11.10.04, 11:59 "Polscy samorządowcy zaproszeni na IV kongres Ziomkostwa Prus Wschodnich w Olsztynie nie kryli zdziwienia. Lista obecności w języku niemieckim nie zawierała żadnych polskich nazw. Olsztyn figurował tam jako Allenstein, Pasłęk - Pr. Holland, Elbląg - Elbing, a Mrągowo - Sensburg. Zastrzeżenia budziły także identyfikatory przygotowane przez organizatorów. Każdy obok nazwiska, funkcji i nazwy miasta, zawierał nazwę regionu - Prusy Wschodnie. Okazało się, że dla władz ziomkostwa Warmia i Mazury w ogóle nie istnieją." rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041011/kraj/kraj_a_8.html Odpowiedz Link
krzysztofsf Re: dowcipnisie 11.10.04, 22:16 Powinno byc w "kwiatkach" , ale tutaj tak ladnie pasuje ) pociag niemcy-polska. konduktor przed kazdym miastem mowi: - wroclaw dawniej breslau - legnica dawniej leignitz w koncu wysiada jakis staruszek i mowi do konduktora - do widzenia, aha... dawniej heil hitler Odpowiedz Link
klip-klap znowu zapewnienia 04.11.04, 14:52 Schröder w Krakowie o odszkodowaniach PAP, lko 04-11-2004, ostatnia aktualizacja 04-11-2004 13:20 Hejnał z Wieży Mariackiej towarzyszył ceremonii powitania w czwartek na Rynku Głównym w Krakowie premiera Polski Marka Belki i kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera. Podczas rozmów, szefowie rządów zgodzili się, że nie istnieją podstawy do wszczynania procesów o odszkodowania wojenne Premier i kanclerz tradycyjnie przeszli wzdłuż Kompanii Reprezentacyjnej 2. Korpusu Zmechanizowanego, ustawionej u stóp Kościoła Mariackiego. Delegacje pozowały też do pamiątkowego zdjęcia na tle kościoła. Po powitaniu na Rynku Głównym szefowie rządów wraz ze swoimi delegacjami przeszli do Pałacu Krzysztofory, gdzie będą prowadzić konsultacje międzyrządowe. - Nie ma żadnej drogi procesowej do dochodzenia roszczeń przez Niemców, którzy zostali wysiedleni z Polski na mocy umowy poczdamskiej - powiedział w czwartek w Krakowie premier Marek Belka podczas konferencji prasowej po rozmowach z kanclerzem Niemiec Gerhardem Schröderem. Premier Belka poinformował, że przygotowana przez ekspertów polskich i niemieckich ekspertyza w sprawie roszczeń odszkodowawczych jednoznacznie potwierdza, że "w świetle prawa polskiego, niemieckiego i międzynarodowego takie roszczenia nie istnieją, bowiem nie mają żadnej podstawy prawnej". Premier ogłosił, że w najbliższym czasie raport ekspertów zostanie opublikowany Odpowiedz Link
robisc opinia komisji ekspertów 11.11.04, 18:58 Eksperci: Roszczenia Niemców z tytułu wywłaszczeń nie mają podstawy prawnej Roszczenia indywidualne niemieckich obywateli z tytułu wywłaszczeń przeprowadzonych w Polsce w 1945 roku nie mają podstawy prawnej - ani w świetle prawa międzynarodowego, ani w myśl prawa niemieckiego lub polskiego. Tak wynika z ekspertyzy przygotowanej przez polsko-niemiecki zespół prawników. Eksperci prawa międzynarodowego, profesorowie Jan Barcz i Jochen Frowein zrobili ekspertyzę na zlecenie rządów obu krajów. Według ekspertów jednostronne oświadczenie kanclerza Niemiec w Warszawie z 1. sierpnia 2004 roku jest zobowiązujące w świetle prawa międzynarodowego. Tym samym rząd federalny wyklucza jednoznacznie dochodzenie międzypaństwowych rozczeń Niemiec w stosunku do Polski i traktuje takie rozczenia jako nie mające podstawy prawnej. To samo dotyczy żądań indywidualnych. Eksperci podkreślają, że skargi z tytułu wywłaszczeń nie mają szansy na powodzenie ani przed sądami polskimi, niemieckimi i amerykańskimi, ani przed sądami międzynarodowymi. Ekspertyza została przeprowadzona po raz pierwszy w historii obu krajów. www.bankier.pl/wiadomosci/article.html?article_id=1220896 Odpowiedz Link
robisc i riposta Eriki czyli gramy dalej 11.11.04, 19:06 Steinbach krytykuje ekspertyzę w sprawie roszczeń odszkodowawczych Erika Steinbach uznała ekspertyzę na temat niemieckich roszczeń odszkodowawczych, przygotowaną przez polsko-niemiecki zespół prawników, za dokument sporządzony "z uprzejmości". W wydanym w Bonn oświadczeniu Steinbach oceniła, że ekspertyza nie może "ani przekonać, ani też przyczynić się do ustanowienia pokoju prawnego". Dodała, że politycy powinni nadal poszukiwać rozwiązań "zgodnych z dobrem ogółu". Szefowa BdV przyznała, że przemówienie kanclerza Gerharda Schroedera 1 sierpnia w Warszawie stanowi "zmianę paradygmatu" w niemieckiej polityce. Kanclerz zapewnił w czasie uroczystości 60. rocznicy powstania warszawskiego, że rząd niemiecki nie będzie popierał indywidualnych roszczeń wobec Polski i że takie stanowisko będzie reprezentował przed międzynarodowymi sądami. Steinbach uważa, że ekspertyza prawników zawiera sprzeczności. Jej zdaniem, z jednej strony Niemcy podtrzymują swe stanowisko, iż wypędzenia bez odszkodowania były niezgodne z prawem i że strona niemiecka nie rezygnuje ze swego stanowiska prawnego, z drugiej zaś roszczenia odszkodowawcze oceniono w ekspertyzie jako pozbawione podstaw prawnych. Ekspertyzę przedstawili na konferencjach w Warszawie i Berlinie prawnicy Jan Barcz i Jochen Frowein. Dokument powstał na zlecenie rządów Polski i Niemiec. Z ekspertyzy wynika, że próby dochodzenia przez Niemców roszczeń z tytułu wywłaszczeń w Polsce w 1945 roku i bezpośrednio potem nie mają szansy powodzenia ani przed sądami polskimi, ani przed niemieckimi i amerykańskimi. To samo dotyczy spraw przed trybunałami międzynarodowymi. Steinbach domaga się od rządu Niemiec uchwalenia ustawy regulującej roszczenia niemieckich wypędzonych. Frowein powiedział dziennikarzom w Berlinie, że otrzymał od niemieckiego rządu zadanie zbadania możliwości dochodzenia przez wypędzonych roszczeń odszkodowawczych od niemieckiego skarbu państwa. info.onet.pl/1007617,12,item.html Odpowiedz Link
robisc kilka opinii 13.11.04, 00:44 OPINIE PROF. BURKHARD HESS EKSPERT OD PRAWA MIĘDZYNARODOWEGO, UNIWERSYTET W HEIDELBERGU Nie można mieć żadnych zastrzeżeń zarówno do sposobu przedstawienia w ekspertyzie stanu prawnego, jaki i wyciągniętych wniosków. Jest to zapewne powód do rozczarowania dla niemieckich wypędzonych. Ich nadzieje okazały się płonne. Mamy tu do czynienia z konsekwencjami II wojny światowej, jak straty majątkowe czy utrata życia, które nie mogą być już dziś przedmiotem roszczeń odszkodowawczych. W tych kategoriach należy też rozpatrywać całą dyskusję na temat żądań reparacyjnych pod adresem Niemiec. Mam nadzieję, że po wyczerpującym przedstawieniu argumentów prawnych we wspólnej ekspertyzie emocje związane z tymi sprawami ulegną osłabieniu. Dotyczy to także ewentualnych roszczeń wypędzonych wobec rządu niemieckiego. To zamknięty rozdział. RUDI PAWELKA SZEF POWIERNICTWA PRUSKIEGO Treść tej ekspertyzy jest przykładem perwersyjnego myślenia. Twierdzenie, że wypędzenie i wywłaszczenia nie rodzą skutków prawnych, można porównać do tezy, iż zbrodnie nazistowskie nie wywołały skutków prawnych. To absurd. Ekspertyza nie wpłynie w żaden sposób na realizację naszych planów. Przygotowaliśmy szereg pozwów wypędzonych, w tym również Niemców mieszkających w Polsce oraz późnych przesiedleńców. Czy złożymy je równocześnie w sądach polskich, międzynarodowych i amerykańskich, rozstrzygną nasi prawnicy. Powiernictwo Pruskie jest od dawna do tego przygotowane, a opóźnienie wynika jedynie z braku czasu niektórych naszych adwokatów. Jedno jest pewne, nie zrezygnujemy ze złożenia pozwów. Zgadzam się całkowicie z opinią Związku Wypędzonych, iż ekspertyza jest tendencyjna i zrobiona na określone zamówienia. ANTONI MACIEREWICZ RUCH KATOLICKO-NARODOWY Ten raport nie rozwiązuje problemu roszczeń. Jest to akt polityczny okraszony prawnymi terminami. Wyraża jedynie wolę kanclerza Schrödera i premiera Belki. Co więcej, dokument obarcza odpowiedzialnością polskie państwo za rozwiązanie problemu odszkodowań Niemców, którzy utracili majątek już kilka lat po wojnie. Żenujący jest ten fragment raportu, który stara się zbagatelizować stanowisko niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie roszczeń. Tylko deklaracja władz Niemiec o przejęciu odpowiedzialności za roszczenia rozwiązałaby sprawę. Tego w raporcie jednak nie ma. TADEUSZ IWIŃSKI SOJUSZ LEWICY DEMOKRATYCZNEJ Z pewnością cenny jest pomysł wspólnej analizy wybitnego prawnika polskiego i niemieckiego. Czy jednak to rozwiąże problem? Moim zdaniem nastąpi to dopiero wówczas, gdy pierwsze sądy w Polsce czy za granicą odrzucą roszczenia. Raport nie pozbawia także sensu niedawnego apelu Sejmu, w którym zwrócono uwagę na niewspółmierny wymiar strat poniesionych przez Polskę w czasie drugiej wojny światowej w stosunku do otrzymanych rekompensat. Jest to ostrzeżenie, jaka byłaby reakcja Polski, gdyby Republika Federalna lub jej obywatele wystąpili z pozwami www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041112/prawo/prawo_a_11.html#1 Odpowiedz Link
robisc powstaje wtórny rynek 19.12.04, 22:13 Handel niemieckimi roszczeniami Tomasz Głogowski, Katowice 19-12-2004, ostatnia aktualizacja 19-12-2004 17:35 Franciszek Jopek, znany śląski biznesmen, kupił od niemieckich spadkobierców część Osiedla Waryńskiego w Gliwicach. Chce je wymienić z miastem na grunt w innej części Gliwic. W marcu gliwicki sąd rejonowy uznał, że 14-hektarowa działka w samym środku Osiedla Waryńskiego zostanie zwrócona spadkobiercom - rodzinie K. od dawna mieszkającej w Niemczech. W latach 80. na tej działce stanęło 21 bloków spółdzielni Stare Gliwice, sześć budynków należących do wojska i szkoła podstawowa. Zgodę na budowę osiedla wydali ówcześni urzędnicy miejscy. Pogwałcili prawo, bo rodzina K. widniała w księgach wieczystych jako właściciele gruntu. Spadkobiercy zaraz po korzystnym dla siebie wyroku sądu sprzedali ziemię znanemu śląskiemu biznesmenowi Franciszkowi Jopkowi. Nieoficjalnie wiadomo, że Jopek zrobił dobry interes i za grunt zapłacił grubo poniżej wartości rynkowej. Tadeusz Sperczyński, prezes spółdzielni Stare Gliwice, która opiekuje się osiedlem, mówi, że o wszystkim dowiedział się kilka tygodni temu od miasta. - Przysłali pismo, że od stycznia 2005 roku podatek gruntowy mam płacić nie gminie, ale nowemu właścicielowi - mówi prezes Sperczyński. - Przeżyliśmy szok - dodaje. Franciszek Jopek deklaruje, że nie chce ani bloków, ani podstawówki. W zamian za część należącego do niego Osiedla Waryńskiego domaga się od miasta terenu o takiej samej wielkości i wartości. Chce tam rozbudować firmę. - Gmina miała wiele lat, by uporządkować sytuację i przeprowadzić procedurę uwłaszczeniową. Nie zadbano jednak o to - mówi Sebastian Chachołek, pełnomocnik prasowy biznesmena, i zapewnia, że mieszkańcy osiedla mogą spać spokojnie. - Wszelkie roszczenia pan Jopek będzie kierował w stosunku do miasta, a nie spółdzielni - zapewnia Chachołek. Na razie miasto nie chce słyszeć o przekazaniu jednej dużej działki. Gmina zaproponowała gliwickiemu biznesmenowi kilka mniejszych działek w różnych częściach Gliwic. To z kolei nie interesuje Jopka. - Jak ktoś ma opla, to nie chce za niego trzech cinquecento - uważa Chachołek. Gliwicki biznesmen zapowiada, że jeżeli miasto nie zgodzi się na postawione warunki, pozwie gminę do sądu za bezumowne korzystanie z gruntu. Będzie domagał się wielomilionowego odszkodowania. serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2454633.html Odpowiedz Link
przycinek.usa ROSZCZENIA cd. 12.01.05, 22:45 Roszczenia Niemców do nieruchomości na Warmii i Mazurach Wniosków przybywa Do Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie wpłynęło już prawie dwadzieścia wniosków od obywateli niemieckich o zwrot nieruchomości znajdujących się m.in. w Olsztynie, Gołdapi, Olecku, Giżycku i Sztynorcie. - Rzeczywiście są u nas, i co jakiś czas jeszcze wpływają, wnioski Niemców, którzy mieszkali tu przed wojną i jeszcze po wojnie. We wnioskach tych domagają się oni zwrotu nieruchomości - powiedział nam Stanisław Kowalski, szef wydziału Rozwoju Regionalnego w Warmińsko-Mazurskim Urzędzie Wojewódzkim. Większość roszczeń wysuwają nie spadkobiercy Niemców, którzy wyjechali z Polski w czasie wojny czy zaraz po jej zakończeniu, ale ci, którzy opuścili jej terytorium w latach 1950-1990. Wyjazdy te odbywały się pozornie w ramach łączenia rodzin, a faktycznie ze względów ekonomicznych. - Do wniosków Niemców, którzy nie mieli nigdy obywatelstwa polskiego, odnosimy się zawsze tak samo, odmawiając ich rozpatrywania przez urząd na drodze administracyjnej, a odsyłając zainteresowanych domniemanymi roszczeniami do sądu - powiedział Stanisław Kowalski. Obowiązujące dziś w Polsce prawo nie przewiduje zwrotu nieruchomości osobom, które nie mają polskiego obywatelstwa, a Niemcy wyjeżdżający na Zachód po roku 1950 musieli zrzec się go dobrowolnie, natomiast zajmowane przez siebie nieruchomości przekazać na rzecz Skarbu Państwa lub sprzedać. Jednak cała sprawa może wyglądać inaczej, jeżeli polski sąd stwierdzi, że Niemiec opuszczający Polskę nie stracił polskiego obywatelstwa. W takim przypadku roszczenia o zwrot nieruchomości mogłyby być rozstrzygane na drodze administracyjnej i jest bardzo prawdopodobne, że zakończyłyby się one przekazaniem mienia osobie roszczącej sobie do niego prawo. Kilka takich spraw toczy się obecnie w sądach na terenie województwa warmińsko-mazurskiego. Choć nie było tu jeszcze wyroku orzekającego bezprawne odebranie Niemcowi polskiego obywatelstwa, to obecny rząd najwyraźniej przewiduje, że może w przyszłości dojść do takiego orzeczenia sądu. Świadczy o tym wypowiedź z końca listopada ubiegłego roku byłego ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza w Olsztynie. - Jeśli w wyniku roszczeń Niemców obywatele polscy będą ponosić negatywne konsekwencje, dlatego że w przeszłości państwo popełniło błędy lub zaniechało jakichś działań prawnych, to powinni otrzymać rekompensaty - powiedział wówczas Cimoszewicz. Skąd jednak miałyby pochodzić duże środki finansowe na rekompensaty, skoro nie przewidziano ich w budżecie państwa - o tym nie było już mowy. Jedną ze spraw roszczeniowych wytoczył niedawno przed polskim sądem potomek pruskiego rodu Lehndorffów. Żąda on zwrotu zbudowanego jeszcze przez Krzyżaków zamku w Giżycku oraz osiemnastowiecznego pałacu w Sztynorcie koło Węgorzewa. Pełnomocnicy ubiegającego się o zwrot posiadają oryginalne akty notarialne kupna obu tych nieruchomości. Wielu samorządowców z terenu Warmii i Mazur jest zaniepokojonych ciągle rosnącą liczbą wniosków Niemców. Burmistrz Gołdapi Marek Miros wobec faktu roszczeń popiera akcje liczenia zniszczeń, jakich dokonali Niemcy podczas II wojny światowej, którą przeprowadza coraz więcej polskich miast. - Szczerze mówiąc, to rząd Niemiec winien wziąć na siebie ewentualne koszty roszczeń swoich obywateli, a nie tylko formułować deklaracje, które mają mizerne skutki prawne. Dlatego jako mieszkaniec byłej niemieckiej gminy Gołdap i jako mieszkaniec polskiej Gołdapi i jej burmistrz popieram tych, którzy próbują oszacować bezmiar krzywd materialnych doznanych przez Polskę w czasie II wojny światowej ze strony państwa niemieckiego - powiedział Miros. Adam Białous www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20050112&id=po01.txt Odpowiedz Link
klip-klap Szanse na odrzucenie roszczen sie zwiekszaja 31.03.05, 11:57 "Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu odrzucił w środę skargę niemieckich obywateli wywłaszczonych przez okupacyjne władze radzieckie. Orzeczenie przyjęto w Berlinie z ulgą, gdyż oznacza, że niemiecki rząd nie będzie zmuszony do wypłaty odszkodowań w miliardowej wysokości. Zdaniem niemieckich ekspertów orzeczenie może mieć wpływ na stanowisko Trybunału, gdyby wpłynęły do niego przygotowywane przez Pruskie Powiernictwo skargi odszkodowawcze niemieckich wypędzonych. W orzeczeniu podkreśla się, że niemiecki rząd nie ponosi odpowiedzialności za działania władz radzieckich w latach 1945 - 1949 ani za późniejsze decyzje władz byłej NRD, które wywłaszczyły tysiące właścicieli ziemskich w ramach tzw. reformy rolnej. Do działań tych doszło przed wejściem w życie w 1953 r. europejskiej konwencji praw człowieka i z tego powodu Trybunał nie czuł się właściwy do ich rozpatrywania." "Jak twierdzi berliński adwokat Stefan Hambura, wczorajsze orzeczenie Trybunału może stanowić precedens w razie wpłynięcia do niego powództwa niemieckich wypędzonych o zwrot byłych majątków w Polsce. Trybunał mógłby poczuć się niewłaściwy do rozpatrywania spraw, które miały miejsce przed wejściem w życie europejskiej konwencji praw człowieka, tak jak to uczynił w sprawie wywłaszczonych przez władze radzieckie obywateli Niemiec. Polska przystąpiła do konwencji dopiero w 1993 r." rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050331/prawo/prawo_a_3.html Odpowiedz Link