viper39
31.05.04, 15:20
znalazlem ciekawy artykul w ostatnim wproscie ktory mowi o mniejszosciach
niemieckich i finansowaniu ich przez steinnbachowa
heimer jak wiekszosc tam ludzi i niemcow pala nienawiscia do polakow
amerykanow i wojnie przeciwko terroryzmowi (czego do konca pewnie nie rozumie
bo tak naprawde to pacyfizm zawsze byl kierowany poprzez socialistow ale to
juz inny temat)
to takie podobienstwo heimer, a tak dokladnie to kim ty jestes i patrzac na
twoje wpisy to nigdy one nie palaly miloscia ani troska o polske, ale jakos
dziwnie w podtextach zachwycales sie niemcami i eu....
ponizej text
http://www.wprost.pl/ar/?O=60590&C=57
Rzesza Opolska
Tygodnik "Wprost", Nr 1122 (30 maja 2004)
Niemcy tworzą w Opolskiem replikę Heimatu z lat 30.
Żyjemy na własnej ziemi przy grobach naszych przodków. Dbamy o ojcowiznę, ład
i porządek. Bronimy naszego prawa do własnej tożsamości i godności". Tak
pisali przedstawiciele niemieckiej mniejszości na Opolszczyźnie przed
wyborami w 1997 r. Cztery lata później apelowali: "Nadszedł czas największej
próby dla Niemców w Polsce, dla naszej dojrzałości i rozsądku. W tych
wyborach nie tylko wybieramy, ale i udowadniamy swoją przynależność do
niemieckiej grupy narodowej, wierność swojej Ojczyźnie". W tej deklaracji
wyraźnie widać, że pod pojęciem "ojczyzna" opolscy Niemcy wcale nie rozumieją
Rzeczypospolitej Polskiej, lecz mityczny niemiecki Heimat. Polskie władze
mają im tylko nie przeszkadzać w odtworzeniu tego Heimatu, czyli prawdziwych
Niemiec (sprzed 1938 r.) na Opolszczyźnie. Polscy mieszkańcy tego regionu,
owszem, są mile widziani, ale jako goście. Właśnie odbudowa Heimatu na
Opolszczyźnie jest głównym źródłem konfliktów między Niemcami i Polakami.
Głosuj na swoich!
Niemiecka mniejszość na Opolszczyźnie, która - jak wynika z danych spisu
powszechnego w 2002 r. - stanowi tam 20 proc. społeczeństwa, stara się
narzucić swoją wizję tego regionu. Mniejszość samodzielnie rządzi w 5 z 12
powiatów i w 25 z 71 gmin województwa opolskiego. W kolejnych dwóch powiatach
i trzynastu gminach współrządzi. W sejmiku województwa klub mniejszości wraz
z SLD tworzy koalicję rządzącą. Z mniejszości wywodzi się dwóch
wiceprzewodniczących sejmiku. Przedstawiciel mniejszości jest też
wicewojewodą.
Nieliczenie się Niemców z ich polskimi współobywatelami sprawia, że co kilka
miesięcy wybuchają konflikty. Przedmiotem sporu są pomniki, szkoły,
dwujęzyczne napisy. Prawo pozwala na umieszczanie dwujęzycznych napisów, ale
zabrania tłumaczenia nazw własnych miejscowości. Tablice muszą mieć inny
kształt, kolor, czcionkę. Tak jest, ale tylko na papierze. Tablica na
urzędzie powiatowym w Strzelcach Opolskich głosi, że jest to starostwo w
Gross Strehlitz. Tak nazywało się to miasto przed wojną. - Niemcy nie biorą
pod uwagę naszych historycznych lęków. Dla nich liczy się tylko skupienie
mniejszości wokół hasła "głosuj na swoich". Temu służy wywoływanie napięć, bo
gdyby nie było konfliktów, nie byłoby sensu mobilizowania mniejszości wokół
swojej organizacji - mówi prof. Dorota Simonides, senator z Opola.
Heimat pod Opolem
Mobilizacja opolskich Niemców ma dalekosiężny cel: chcą oni zbudować replikę
Heimatu z lat 30., z czasów III Rzeszy. Robią to w Polsce, bo w Niemczech
takie próby są nielegalne. Współpracując z ziomkostwami i Związkiem
Wypędzonych Eriki Steinbach, opolscy Niemcy chcą stworzyć Heimat dla
wszystkich swoich współbraci. Heimat, który byłby matecznikiem
niemieckości. "Heimat nie jest tylko tym odrębnym, niewielkim i dającym się
wymierzyć skrawkiem ziemi, antytezą świata, oddalenia i życia. Heimat to
strumienie i potoki, które tę ziemię przecinają, a jego częścią są
rozpościerające się nad wsią chmury i gwiazdy" - pisał w 1903 r. pochodzący z
Pragi niemiecki poeta Rainer Maria Rilke. Heimat, który ma się odrodzić na
Opolszczyźnie, wychwalali pisarze Heinrich Böll, Hans Helmut Kirst i René
Schickele. Pisał też o nim w "Blaszanym bębenku" Günter Grass. Okazuje się,
że w starszych Niemcach tęsknota za Heimatem przetrwała do dziś, a ponieważ
Niemcy jako państwo bezpowrotnie się po wojnie zmieniły, wielu z nich doszło
do wniosku, że prawdziwy Heimat można odtworzyć tylko na dawnych terenach
wschodnich Rzeszy. Taką koncepcję otwarcie forsują ziomkostwa, a początkiem
tego procesu ma być zwrot utraconych majątków. Do sądów i urzędów na
Opolszczyźnie trafiają setki pozwów i wniosków o ich zwrot.
Rudi Pawelka, przewodniczący Ziomkostwa Śląskiego, który został niedawno
szefem Pruskiego Powiernictwa, domaga się zwrotu porzuconych przez Niemców
majątków w Polsce. - Oddajecie majątki Żydom i Amerykanom, a Niemcom - nie.
Według praw Unii Europejskiej to dyskryminacja. Nie zamierzamy nikomu niczego
zabierać, ale mamy nadzieję, że polskie władze pozwolą tym wypędzonym, którzy
tego chcą, bez przeszkód powrócić do swego Heimatu - mówi "Wprost" Rudi
Pawelka. I tłumaczy, jakie to korzyści odniosłaby Polska. Przekonuje, że ci
ludzie zainwestowaliby w Polsce swoje pieniądze. Mówi, że tylko w Kotlinie
Kłodzkiej pięćdziesiąt dawnych niemieckich wiosek jest dziś wyludnionych.
Takie miejsca mają być szansą na powrót wypędzonych bez odbierania
komukolwiek jego własności.
Damian Spielvogel, dyrektor w Ziomkostwie Śląskim, twierdzi, że chce być ono
tylko pomostem między Niemcami a Polską. Generacja tych, którzy opuścili
swoje rodzinne strony po roku 1945, wymiera, dlatego musimy współpracować z
mniejszością niemiecką w Polsce - mówi Spielvogel. I pyta: - Czy naprawdę tak
trudno uwierzyć w to, że ludzie kierowani sentymentem i miłością do swych
stron rodzinnych albo stron rodzinnych swych ojców i dziadków chcą, by te
miejsca jaśniały pełnym blaskiem? W Heimacie nie ma nic złego".
Buforowa republika
Tworzenie Heimatu rozpoczęło się od wprowadzenia podwójnych nazw
miejscowości. Przy tym nie nawiązywano do nazw sprzed III Rzeszy, lecz do
tych, które ustanowiły hitlerowskie władze. Rzecznicy Heimatu zaczęli się
potem domagać języka niemieckiego jako urzędowego, nauki religii po niemiecku
i pomocy niemieckiego rządu. Na początku lat 90. opolscy Niemcy zaczęli
odbudowywać pomniki poległych podczas I wojny światowej. Szybko obok nazwisk
z pierwszej wojny pojawiły się nazwiska poległych w drugiej wojnie, a także
żelazne krzyże i nazwy miejscowości nadane im po 1933 r. Mieszkańców
Szczedrzyka nie można było przez kilka lat przekonać do usunięcia z
miejscowego pomnika nazwy "Hitlersee", nadanej wsi w 1934 r.
Niemiecko-polski konflikt rozgorzał na dobre, gdy na Opolszczyznę zaczęli
przybywać członkowie neofaszystowskiej Nationale Offensive. Już w 1991 r.
założyli oni swój ośrodek w Dziewkowicach. Gdy we wsi pojawił się przywódca
organizacji Günter Boschütz, młodzi neofaszyści przestali się ukrywać.
Boschütz zaczął wydawać odezwy nawołujące do uwolnienia świata spod panowania
żydowsko-amerykańskiego kapitału. Otwarcie nawoływał do utworzenia "na
ziemiach niemieckich na wschód od Odry i Nysy" buforowej republiki, czyli
swego rodzaju Rzeszy Opolskiej. Za takie słowa Boschütz byłby w Niemczech
ścigany.
Dopiero gdy do Dziewkowic zjechali dziennikarze z ogólnopolskich gazet, wbito
mu do paszportu wizę administracyjną z nakazem opuszczenia Polski. Wtedy w
Opolskiem pojawili się polscy narodowcy, którzy oblewali niemieckie pomniki
farbą. W rewanżu Niemcy ostentacyjnie wieszali na nich żelazne krzyże i
dodawali nazwiska poległych podczas II wojny światowej. Konflikt o pomniki i
nazwy miejscowości z czasów hitlerowskich tli się do dziś. Podobnie jak spór
o naukę języka niemieckiego w szkołach. Niemcy domagali się, by niemiecki
stał się językiem wykładowym, na co nie zgadzali się Polacy. Pięć lat temu
wywodzące się z mniejszości władze Bierawy chciały nawet likwidować szkołę w
Kotlarni, gdzie większość obywateli stanowią Polacy. Ta szkoła była jedyną w
gminie, w której jęz