frusto
05.02.12, 11:14
Jestem prostym człowiekiem.
Mieszkam w wielkim mieście, z racji wykonywanego zawodu
przypisano by mnie zapewne do inteligencji, jednakże
pochodze z małego miasteczka i sądzę, że mentalnie bliżej mi do tych, których
często się opisuje jako "starych, niewykształconych, z małych miast".
Dlatego też zapewne nie rozumiem tak wielu rzeczy; list ten piszę
w nadziei, że ktoś potrafi mi jedną z nich wyjaśnić.
Od małego dziecka uczono mnie, że źródłem prawa w Polsce jest naród. W końcu
mamy demokrację; prawo stanowi parlament, ale moralny mandat do tego
daje posłom to, że są wybierani przez ludzi, i ich (przynajmniej w teorii)
reprezentują. Nie dlatego posłowie są prawodawcami, bo przedstawiają sobą
specjalny rodzaj człowieka; ale dlatego, że zostali wybrani, że mają
przemawiać w imieniu swoich wyborców, i w imieniu swoich wyborców tworzą prawo.
Proszę więc mi wyjaśnić, jak to jest możliwe w demokratycznym kraju, by
prawo w nim obowiązujące zostało stworzone w obcym kraju, przez obce
korporacje. Jak to jest możliwe, by posłowie, mający tworzyć prawo w imieniu
swoich wyborców, akceptują prawo, nawet nie próbując wysondować jakie
jest tych wyborców zdanie na tego prawa? Jak to jest możliwe, by posłowie
głosowali za tym prawem, nawet dokładnie nie wiedząc, co to jest za prawo?
Dla mnie właśnie to jest najważniejsze w całym tym zamieszaniu na temat ACTA.
Nie ten czy inny zapis tej ustawy; ale jak to jest możliwe, by w moim kraju
tak daleko odeszliśmy od idei demokracji, że wydaje się politykom
całkowicie naturalne, że nie muszą poddawać umów negocjowanych z innymi krajami --
umów, które będą stanowić prawo w naszym kraju