Kilka uwag o Panstwie Federacyjnym

21.06.04, 06:15
Maly ruch tu panuje, stali bywalcy i tak doskonale wiedza, co kto mysli i jak
mysli, dyskusji pewnie to nie wywola, nudne to jest jak flaki z olejem, ale
warto miec jeden taki tekst pod reka, na wszelki wypadek. Postanowilem wiec,
przypomniec swoje, toczone tutaj wczesniej, argumenty n/t Konstytucji
Europejskiej i zawarlem to w jednym dlugim poscie. Oto on:

"Europa – Państwo Federacyjne? Nigdy!

Gwarantem zachowania pokoju jest zawsze równowaga sił. Wszędzie gdzie mamy
stabilny pokój - mamy do czynienia z równowagą sił i odstraszaniem.

Zastanawia mnie łatwość do budowania opinii na kruchym szkle obecnej
równowagi politycznej. Nie można odejść od państw narodowych. Państwo
narodowe jest jedyną stabilną i sprawdzoną przez stulecia formą współżycia
społecznego. Dopóki istnieją narody i odmienne języki, dopóty będą istnieć
mechanizmy odśrodkowe powodujące rozpadanie się wszelkich unii i stowarzyszeń
ponadnarodowych. Jest tak, dlatego, ponieważ na poziomie stosunków
międzyludzkich panuje rasizm. Nie da się wyplenić rasizmu. Nienawiść zarówno
rasowa, jak i językowo-kulturowa, jest wszędzie. NIE MOŻNA W ŻADEN SPOSÓB
ZAPOBIEC TAKIM KONFLIKTOM. Można jedynie odgradzać sąsiadujące ze sobą narody
płotem! Rozumiał to świetnie Stalin i stosował rozbudowany aparat represji w
celu wymieszania grup społecznych i ich osłabienia wskutek etnicznego
rozbicia. Przesiedlał przymusowo miliony osób i dzięki temu udawało mu się
osiągać względny spokój na olbrzymim terytorium Sowietów.

Zastosowanie Państwa Federacyjnego na żywym i mającym swoje odrębne wartości
organizmie europejskim doprowadzi w perspektywie dwóch pokoleń do ogromnych
tarć. Państwo federacyjne jest według mojej oceny najpewniejszą metoda na
rozbicie Unii Europejskiej. Uważam, ze jedynie trwały układ polityczny, układ
stabilny i spójny, mógłby istnieć za sprawą organizmów narodowych,
kontrolujących się szczegółowo na poziomie regionów, z wykorzystaniem
własnych praw oraz z zachowaniem zasady odrębności.

Bądźmy przynajmniej raz w życiu obiektywni wobec historii i faktów i osądźmy
te sprawę trzeźwo. Pakując się do Unii podjęliśmy pewne ryzyko jej rozpadu.
Jednak jest to ryzyko wyważone, związane z pewnymi prawnymi ograniczeniami,
ale i furtkami, które dają jakąś szanse bezkonfliktowego zakańczania sporów.

Jednak w przypadku podporządkowania się Europejskiej Konstytucji, a w
perspektywie jednemu, obcemu, ośrodkowi władzy, podejmujemy dodatkowe ryzyka:
dysproporcji i dyskryminacji wobec sąsiadów, wewnątrz tego jednego wielkiego
i niedoskonałego państwa o zróżnicowanym potencjale etnicznym i językowym.
Spowoduje to powstanie sytuacji, w wyniku której nie będzie można
bezkonfliktowo rozwiązywać sporów - nie mając równocześnie za plecami
możliwości ucieczki we własną państwowość. Po prostu takiej państwowości nie
będzie. Będzie jedna waluta, jedna gospodarka, jeden bank centralny i jeden
rząd, nawet siły zbrojne będą jedne. I co wtedy? Interwencje! Wewnątrz
organizmu!

Państwo Federacyjne, złożone z rożnych nacji, będzie faworyzowało jednych
ponad drugich. Nie ma możliwości zachowania równości pomiędzy regionami. Tak
jest w USA. Są bogate dzielnice i biedne. Jest Alabama i NY. Nie da się
uniknąć segregacji bogactwa i biedy. Ale w USA jest jeden język i jedna siła
spajająca Stany w całość. Ta siłą jest świadomość obywateli rozumiejących się
nawzajem i zamieszkujących cały ten wielki obszar. Dodatkowo mała gęstość
zaludnienia powoduje, ze nie występują konflikty lokalne o własność ziemska.
Właśnie zaludnienie USA jest śmieszne. Jak się obywatelowi nie podoba w
mieście, to może wziąć plecak i pojechać w góry i w zasięgu strzału z
artylerii wielkiego kalibru nie będzie miał ani jednego sąsiada do oglądania.
W USA nie ma zadawnionych i nierozwiązanych sporów granicznych! W Europie
jest i będzie zupełnie inaczej. Europa jest zatłoczona, wymieszana etnicznie
i niestabilna społecznie.

Dlatego narody, będące w gorszej sytuacji ekonomicznej, będą miały ciągłe
postawy roszczeniowa wobec sąsiadów. Z takimi objawami spotykamy się już
teraz. Wystarczy przypomnieć hasła przedwyborcze „wejść do tej Unii i
traktować ją jak dojna krowę”. Takie postawy roszczeniowe będą tym większe,
im większe będzie panować niezadowolenie społeczne a to będzie wprost
proporcjonalne do bezrobocia i biedy.

Jeżeli takie Państwo Federacyjne znajdzie się nagle pod wpływem jakiegoś
kryzysu ekonomicznego to wtedy konflikty wybuchną ze zdwojona siła.
Pamiętajmy zawsze o tym, ze bogactwo nie jest wieczne. Jesteśmy obecnie w
samym szczycie pozytywnego ramienia cyklu Kondratieva. Mamy oszałamiające
bogactwo i przepych. Rozwój gospodarczy nienotowany nigdy w historii. Już
teraz jednak pojawiają się opinie, ze ten rozwój nie będzie wieczny. Być może
za kilka lat wystąpi załamanie gospodarcze. Piszą o tym znani ekonomiści i
instytuty badawcze. Jeżeli pojawią się jakiekolwiek konflikty na tle
regulowanego centralnie systemu prawno-finansowo-podatkowego, to będą
narastać, przekształcając się w nienawiść, poczucie krzywdy, burza taka
będzie się rozprzestrzeniać, będąc równocześnie tłumioną przez siły spójności
takiego państwa, co doprowadzi do jeszcze większej reakcji na te siły a to z
kolei spowoduje w konsekwencji wielki społeczny niepokój rozpad i kto wie,
czy nie wojnę. Kolejna wojnę. Jeżeli wpadniemy w negatywne ramie cyklu
Kondratieva - to właśnie w takim okresie biedy, znajdą się osoby wierzące w
powrót państw narodowych i nastąpi krwawy rozpad Unii.

PODSTAWOWYM ŹRÓDŁEM KONFLIKTÓW NARODOWYCH I WOJEN jest niestabilność
ekonomiczna państw. Okresy wojen nakładają się na długie cykle ekonomiczne w
ten sposób, ze na okres zimy Kondratieva przypadają potężne ruchy społeczne i
konflikty zbrojne. Cykl wzrostu i skurczu gospodarki układał się ZAWSZE w ten
sposób.
Bieda i desperacja narodów powoduje wzrosty znaczenia ideologii szukania
winnych. Hitler zwalił to na Żydów. Zaatakował sąsiadów w imię Faterlandu i
zwiększania niemieckiej przestrzeni życiowej. Ale geneza jest i było ZAWSZE
bezrobocie. Bogaci i najedzeni ludzie nie maja ochoty leźć na wojnę. Tylko
bieda + agresja daje wojnę. Agresję wywołują demagodzy, a bieda wywołuje
desperacka wiarę.

Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, co do tego, to odsyłam do historycznych
wydarzeń. Starożytna Grecja, Cesarstwo Rzymskie. Polska-Litwa, ZSRR,
Jugosławia, Austro-Wegry, a teraz Unia Europejska. Zresztą przykładów jest
dużo więcej, a ja jedynie wskazałem te najbardziej widoczne. Ja wiem, ze z
punktu widzenia jednego człowieka i jego życia temat wydaje się być mało
znaczący. Ale popatrzmy na to przez pryzmat zmian, które dopiero maja się
dokonać. Takie środowisko może się okazać nie do zaakceptowania już dla
przyszłego pokolenia. To nie chodzi bynajmniej o spokój na terenie Śląska,
ani innej części Polski. TO CHODZI O POKÓJ W EUROPIE. I dlatego pokój w
Europie będzie zachowany JEDYNIE WTEDY, kiedy NIE POWSTANIE PAŃSTWO
FEDERACYJNE.

Stabilność Jugosławii była gwarantowana jedynie za życia TITO, który trzymał
cały ten układ za MORDĘ. Po śmierci Tito cały układ padł. Tutaj mamy do
czynienia z tandemem Niemiec i Francji. Tylko te dwie potęgi obecnie
stabilizują Unie. Rozpad tego sojuszu GWARANTUJE WOJNĘ W EUROPIE. Pokój w
Europie NIE ZALEŻY od Polaków, Polski i wydumanych idei o Państwie
Federacyjnym. Akceptując Konstytucje Europejska tracimy kontrole nad
przyszłymi wydarzeniami i bezpowrotnie tracimy wpływ na naszą Historię.

Obecna sytuacja ekonomiczna świata jest szalenie niepewna. Występuje wyraźna
tendencja do koncentracji produkcji przemysłowej w jednych częściach świata i
wzrost bezrobocia w innych. Mało tego, globalny wskaźnik zatrudnienia od
kilku lat wykazuje stałą tendencje spadkową. Zadłużenie niektórych państw w
tym USA osiągnęło poziom zatrważający a wynikająca z tego m
    • przycinek.usa dokonczenie 21.06.04, 06:16
      możliwość załamania się światowego systemu finansowego jest realna. Możliwość
      wystąpienia światowego krachu i następującego po nim okresu biedy jest
      zagrożeniem rzeczywistym. Wchodzenie w układy federacyjne, jest w takim
      momencie dziejowym skandalicznie ryzykowne. To jest jak fuzja dwóch wielkich
      firm w okresie prosperity, lecz kiedy następuje załamanie, to firma się
      rozpada, bo nie jest elastyczna ani konkurencyjna na kurczącym się gwałtownie
      rynku.

      W przypadku załamania koniunktury światowej i finansowej, nastąpi w Europie
      kataklizm na niespotykana skale. Pierwsza linia obrony przed takim zdarzeniami
      jest własne, obywatelskie i niezależne monetarnie państwo narodowe z niezależną
      władzą, Konstytucja i wojskiem. Łatwiej utrzymać pokój w Polsce z użyciem
      własnych wojsk i policji jak za pomocą obcej interwencji. NIE WOLNO POZWOLIĆ NA
      POWSTANIE PAŃSTWA FEDERACYJNEGO! Nawoływanie do popierania Konstytucji
      Europejskiej jest nawoływaniem do likwidacji Polski. Jest to działanie
      niezgodne z prawem, zagrożone kara pozbawienia wolności do lat 25 nie mniej jak
      10 (KK Art. 127. § 1. Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie
      części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej
      Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą
      bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności
      na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze
      dożywotniego pozbawienia wolności. § 2. Kto czyni przygotowania do popełnienia
      przestępstwa określonego w § 1,podlega karze pozbawienia wolności na czas nie
      krótszy od lat 3.)

      Nad powstaniem Państwa Federacyjnego nie wolno dyskutować. Te kwestie są w
      Polsce uregulowane pewnymi zasadami, które opracowali przez stulecia i
      przekazali nam nasi przodkowie. Te zasady są nam dane po to, abyśmy ich nie
      podważali i stosowali dla naszego dobra i naszych przyszłych pokoleń. Takimi
      zasadami jest zbiór naszego dorobku prawnego z Konstytucja oraz cały dorobek
      piśmiennictwa i dziedzictwa historycznego wraz z przekazami materialnymi, jakim
      są ruiny dawnych siedzib, z których wywodzi się nasz Naród. Zasady są po to,
      aby ich nie łamać. Prawo jest po to, aby karać ekwilibrystów za namawianie do
      rozwiązań sprzecznych z tymi zasadami.

      Teraz właśnie nadszedł czas próby, kiedy społeczeństwo omamione obietnicami bez
      pokrycia przez sprzedajne władze będzie dokonywać kolejnego ryzykownego wyboru.
      Tym wyborem będzie referendum konstytucyjne nad konstytucją europejską. I
      właśnie teraz należy się jednym głosem przeciwstawić wszelakim próbom obalenia
      naszego historycznego dorobku. Należy się cala mocą przeciwstawić pomysłom
      oddania całego Państwa pod działanie obcych praw. Nie wolno dopuścić do
      unieważnienia Konstytucji Rzeczpospolitej. Sytuacja historyczna zmienia się i
      ewoluuje w sposób ciągły. Nikt nie może nam zagwarantować naszej wolności,
      jeżeli nie będziemy w stanie bronić się sami. Wszelkie glosy wzywające do
      rezygnacji z państwowości należy tępić bezwzględnie i karać. Nawoływania do
      przekazania się pod kuratele obcych rozwiązań prawnych, prowadzą w konsekwencji
      do likwidacji naszych atrybutów obronnych. Brak wojska, rządu, banku
      centralnego to jest najkrótsza droga do utraty całego dorobku naszych przodków
      i klęski całej Polskości.
      To ukoronowanie wszystkich wrogich nam działań ostatnich 20 lat i nasze
      całkowite bankructwo.

      Mam nadzieje, ze Polacy opamiętają się w porę.
      Konstytucji Europejskiej mówimy NIE!


    • przycinek.usa Uwaga dla czytelnikow. 21.06.04, 06:19
      Jezeli uda Ci sie dobrnac do konca mojego powyzszego postu, to znaczy ze jestes
      osoba wytrwala i cierpliwa. Jestem zobowiazany. Jezeli dodatkowo przekonuja Cie
      moje argumenty, to prosze o uwagi pod spodem. Jezeli faktycznie mam z tym racje
      i zagrozenie istnieje, to nalezy temu zagrozeniu sie przeciwstawic. Przekonajmy
      najblizszych. Podajmy to dalej, moze jedna osoba na dziesiec tez przebrnie
      przez to do konca. Pozdrawiam serdecznie.
      • pepe49 Tak 21.06.04, 15:35
        Przeczytałem. Wysyłaj do Najwyższego Czasu. W dzisiejszej Angorze Mikke
        zauważył (nie ma jeszcze w sieci), że przyjęcie dowolnej konstytucji UE stwarza
        z niej państwo. Czyli (mozna się spierać, ale to juz będzie kwestia do sporu)
        likwiduje dotychczasowe państwa członkowskie.
        Konstytucja z odwołaniem do Boga, konkordatem i szacunkiem dla Kościoła będzie
        tak samo likwidowała Polskę jak obecna. Albo gdyby była to konstytucja projektu
        p. Michalkiewicza, zaaprobowana przez wszystkich UPRowców
        np.
        upr.podlasie.pl/staticpages/index.php?page=konstytucja
        (z różnicą:
        /Władza w Rzeczypospolitej należy do narodów./

        Nie będzie miała aż tak złych następstw w czasie trwania UE. Żyłoby się lepiej.
        Ale potem - już tak samo. Rozpad przez wojnę.
        • krzysztofsf Re: Tak 30.03.05, 12:47
          pepe49 napisał:

          > Nie będzie miała aż tak złych następstw w czasie trwania UE. Żyłoby się lepiej.
          >
          > Ale potem - już tak samo. Rozpad przez wojnę.

          Nie tylko.
          Po drodze moze jeszcze sie pojawic odstapienie czesci terutorium panstwa europejskiego z jakis tam przyczyn np. odradzajacej sie rosji. Parlament europejski demokratycznie przeglosuje przyklepie i najwyzej da mozliwosc przeprowadzki chetnych obywateli na tereny dalej pozostajace w unii.
          Nie widzialem w eurogniocie gwarancji nienaruszalnosci dotyczczasowych granic panstw narodowych i wylaczenia ich spod decyzyjnosci organow unijnych.
          • przycinek.usa Tego nie wiedzialem! To zgroza! 30.03.05, 21:42
            Przeciez to znaczy, ze nikomu naprawde nie zalezy na interesie Unii!
    • klip-klap Re: Kilka uwag o Panstwie Federacyjnym 21.06.04, 12:53
      Da się stworzyć w Europie takie państwo,choć będzie to tylko skansen. Tarcia
      narodowe,językowe,tradycji da sie częściowo zniwelować. Sposobem jest powolne
      ujednolicanie,co zreszta następuje. Trzeba paiętac,że świadomość i postawy
      kszałtowane są coraz bardziej przez media,a tym da się sterować. Te dwa
      pokolenia odpowiednio sterowane i tresowane zapobiegną takim tarciom.
      Niebezpieczenstwem dla euroferderastów jest to co silnie opiera się na
      tradycji(chrześcijaństwo), gdyż tu mamy inne żródło kształtowania postaw i
      poglądów. Stąd m.in. stanowcza postawa wobec preambuły konstytucji. Problemem
      pozostaje islam,bo jego wyznawcy nie dają sobie dmuchać w kaszę i w
      przeciwieństwie do KK są stanowczy. Europa będzie się starała radzić z nimi
      pośrednio(rozwiązania francuskie) lub/i kontrolować migrację. Z jednej strony
      będzie więc strach przed islamizacja z drugiej potrzeba siły roboczej,bo
      społeczeństwo się starzeje i nie ma kto na składki płacić. Dlatego napisałem,że
      to bedzie skansen,taki bogaty i obumierający.Ci którzy to budują prędzej
      pozowolą umrzeć starym Europejczykom niż dopuszczą do islamizacji. Co wcale nie
      znaczy,że tą walkę o nowego,oswieconego,bezreligijnego człowieka wygrają. Na
      razie zaślepieni swą laickością odsuwają na bok sprzymierzeńca ,który mógł im w
      tej walce pomóc - Kościół katolicki.

      Władza.
      Ujednolicanie wymaga silnej centralnej władzy i wojska. Inaczej nie da sie
      stworzyc państwa. Stąd tez niebezpieczeństwo antydemokratycznego charakteru
      federacji.Stworzy sie oczywiście pozory demokracji,by zamknąć usta krytykom.
      Nie wątpie ,ze znajdą się chętni do zasilenia unijnego wojska i unijnej policji.
      Utopijne projekty zawsze mają takich fanatycznych wyznawców. Problem władzy jest
      dla mnie najwazniejszy,jeśli bedzie zbyt słaba,to unia szybo się rozpadnie pod
      wpływem konfliktów o których piszesz. Jeśli zbyt silna,to unia zamieni się w
      państwo totalitarne. Utrzymanie takiego złotego środka jest trudne i władza
      będzie raczej dążyć ku własnemu wzmocnieniu.

      Celem takiego panstwa ma byc zjednoczenie Europy i stworzenie konkurencyjnej
      gosodarki.O ile to pierwsze wydaje sie możliwe(bez wzgledu na ocenę), to drugie
      ze względu na bogactwo i mentalność w Europie jest niemożliwe. Wystarczy
      spojrzeć czym zajmuje się konstytucja UE. Celem nieco bardziej ukrytym jest
      stworzenie nowego człowieka - Europejczyka. Jest to czysta inzynieria społeczna
      i jako taka naznaczona jest zbytnią wiarą w rozum.Ale jesli się uda to sytuacja
      bedzie nieco paradoskalna - z jednej strony tolerancyjny wynarodowiony
      Europejczyk,nie majacy nić przeciw adopcji dzieci przez homosiów i stanowczo
      sprzeciijaący się religii z drugiej obrona przed wpływami i imigrantami z
      zewnątrz. Moim zdaniem doprowadzi to do jaiejś nowej formy rasizmu,europejskiego
      rasizmu.
      • przycinek.usa Re: "da sie" 21.06.04, 17:29
        "Tarcia narodowe,językowe,tradycji da sie częściowo zniwelować."

        Stoje na stanowisku, ze jest to niemozliwe w perspektywie nadchodzacych lat.

        Podkreslam sytuacje wynikajaca z pogorszenia stanu posiadania ludnosci:

        1) TERAZ jest to mozliwe, poniewaz ludzie maja co jesc, a bezrobocie jest w
        Europie relatywnie male.

        2) ZA KILKA LAT sytuacja sie zmieni. Bezrobocie wzrosnie. Jest to wedlug mnie
        nieuniknione. Takie sa trendy swiatowe. WTEDY, KIEDY WIECEJ OSOB ZNAJDZIE SIE W
        SYTUACJI BEZNADZIEJNEJ, W ZWIAZKU Z NARASTAJACYM BRAKIEM PRACY, DOJDZIE DO
        TARC, KTORYCH POWSTRZYMAC NIE BEDZIE MOZNA. Tarc etnicznych.



        Podkreslam:

        Sytuacja zalezy od stanu ekonomicznego panstwa. Pomyslmy, ze widzimy jedynie
        skrawek rzeczywistosci. Tylko to, co mamy na codzien przed oczami. Tymczasem
        zachodza dookola nas zmiany, ktorych nie dostrzegamy, ale ktore maja lub beda
        mialy wplyw na nasze zycie. Spotkalem sie z dyskusja na temat rozpadu Chin.

        To jest interesujacy rozdzial. Chiny, ze swoja struktura spoleczno ekonomiczna,
        moglyby wpasc w kryzys. Pamietajmy, tam ciagle jest okolo 100 milionow ludzi
        bez pracy! Jest to jednak powazna dyskusja wymagajaca przygotowania i
        powazniejszych przemyslen. GDYBY doszlo do zalamania gospodarczego Chin, to
        mielibysmy swiatowy pasztet inflacji, wysokiej stopy procentowej, zjawiska
        wypychania kredytowego, ogolne zalamanie rynku i kryzys generujacy
        niewiarygodne bezrobocie. WTEDY, ZADNE DZIALNIE KOMISARZY Z EU NIE POWSTRZYMA
        EUROPY PRZED ROZPADEM. Po prostu NIKT NIE ZAPLACI SKLADKI. I wszyscy skocza
        sobie do gardel.
        • klip-klap to zależy 21.06.04, 18:21
          Od tego kiedy ten kryzys by nastąpił - przed czy po wyhodowaniu nowego
          Europejczyka . Jeśli po, to agresja byłaby skierowana na zewnątrz lub do
          wewnątrz wzgledem jakiś nowych Żydów.
          • przycinek.usa Re: to zależy 21.06.04, 19:23
            Zmiany mentalnosci zachodza bardzo wolno. To sa procesy rozlozone na lata.
            Nawet jezeli wyhodujesz nowa rase "europejczyka" to i tak, po uplywie wielu
            lat, po wymianie pokolen, zawsze pozostanie jakas marginalna grupa osob, majaca
            inne poglady na zycie i prezentujaca odmienne od oficjalnych zadania.

            Jezeli wtedy wystapi kryzys, powiedzmy nawet za 100 lat, to takie grupy majac
            liderow, przekonaja do swoich pogladow innych. Tak zrodzil sie faszyzm.

            Przypominam, ze Hitler byl kiedys jedynie niegroznym wariatem wyglaszajacym
            przmowienie na stole w barze do pijanych robotnikow.

            Dlatego NIE MA ZNACZENIA, czy wychodujesz nowa rase, czy tez nie.

            ZSRR tez bylo "nowa" rasa. Pamietam jak dyskutowalem z jednym profesorem o
            zjednoczeniu Niemiec w latach osiemdziesiatych. W glowie mi sie nie miescilo,
            ze taki proces moze zaistniec. Profesor tlumaczyl mi, ze w jego opinii do tego
            zjednoczenia dojdzie w ciagu najblizszych 20 lat.

            I okazalo sie, ze "przejsciowe trudnosci" doprowadzily do calkowitego zalamania
            sie systemu w ZSRR. I oniemialem jak zobaczylem rozbijanie muru Berlinskiego.

            Od tego czasu bardzo ostroznie podchodze do takich dyskusji.
            Zwykle bardzo dlugo zastanawiam sie nad swoim stanowiskiem, zanim podejme
            decyzje. To jest moja gruntownie przemyslana opinia.

            Dlatego NIE Klip, nie ma mozliwosci przetrwania zwiazku panstw o odmiennej
            psychice, jezyku, kulturze i historii. To nie przetrwa.

            Unia sie rozpadnie NA PEWNO. Problem w tym, kiedy to nastapi.
            Rozpad Unii JEST NIEUCHRONNY. Pytanie jakie bedzie maila Polska granice, po tym
            rozpadzie i ile nas to bedzie kosztowac.


            Jezeli dojdzie do rozpadu Unii PO WCZESNIEJSZYM powolaniu panstwa federacyjnego
            i PO wyeliminowaniu walut, armii i zastapieniu ich wspolnymi osrodkami wladz,
            to rozpad ten odbedzie sie w wyniku konfliktu zbrojnego i zgina miliony ludzi.

            Byc moze odbedzie sie to za 20 lat.

            Tak czy inaczej, dozyjemy tego. Wy na pewno.






            • klip-klap ogolnie sie zgadzam 21.06.04, 22:27
              Coz,moje posty nie są tak przemyslane i wynikają z potrzeby posprzeczania
              sie,choc oczywiscie traktuje to co napisalem serio.

              Nawet nie wiem czy taka hodowla się uda,wiem tylko,że beda i są proby. Jesli
              jednak i to nie pomoże,to moze bedą chcieli wziac i trzymac za pysk,jak ZSRR. Co
              prawda ten tez sie rozpadl,ale troche to potrwalo.

              W sprawie bytu UE,to potrwa on dłużej im mniejsza bedzie ingerencja w rynek.
              Interwencja wprowadza dalsze napiecia między państwmi,regionami,grupami,których
              ta interwencja dotyczy. Szerzej dotyczy to centralizacji,im wieksza tym wieksze
              prawdopodobienstwo konfliktu. W ta strone zmierza UE,konstytucja obejmuje zbyt
              wiele dziedzin i to juz stwarza konflikty.

              Caly czas wydaje mi sie ,ze federacja w Europie jest mozliwa,panstwo centralne
              zas byloby bledem. Przy wolnorynkowej i liberalnej konstytucji konflikty bylyby
              oslabione,gdyz istnialaby swoboda regulacji wiekszosci dziedzin. Jest to trudny
              do znalezienia zloty srodek miedzy luznym zwiazkiem panstw a jednym panstwem,
              wiec nie pytaj jak by to wygladalo w praktyce. Mysle,ze taki model minimalizowal
              by prawdop. konfliktu choc tego wykluczyc nie mozna nigdy. Zreszta jesli to o
              czym piszesz nastapi to przeciez nawet brak takiej organizacji konfliktowi nie
              zapobiegnie.
              • przycinek.usa Re: ogolnie sie zgadzam 21.06.04, 23:31
                "Caly czas wydaje mi sie ,ze federacja w Europie jest mozliwa,"

                Alez oczywiscie. Wlasnie to napisalem.
                Federacja panstw na zasadzie odrebnosci.
                Zasada odrebnosci = brak rozwiazan prawnych krepujacych autonomie i
                panstwowosc. Czyli BRAK eurokonstytucji. Dalsze funkcjonowanie w oparciu o
                prawo wewnetrzne.

                Panstwo Federacyjne NIE ROWNA SIE federacji panstw. Prawda ze proste?


                "panstwo centralne zas byloby bledem."


                Dokladnie tak. Panstwo centralne zas powstanie w oparciu o te nowa konstytucje.
                To kwestia aktywnych zabiegow Francji i Niemiec wraz ze wsparciem ich aparatow
                i funduszy sluzb specjalnych.

                "Przy wolnorynkowej i liberalnej konstytucji konflikty bylyby
                oslabione,gdyz istnialaby swoboda regulacji wiekszosci dziedzin."

                Niezupelnie. Sama obecnosc konstytucji spowoduje powstanie dalszej czesci tego
                szatanskiego planu, czyli powolanie rzadu. I Panstwo Federacyjne stanie sie
                faktem, niezaleznie od tresci konstytucji. To nie tresc jest bledem, lecz
                istnienie konstytucji samej w sobie. Powstanie panstwa federacyjnego jest
                wlasnie jednoznaczne z powolaniem rzadu w oparciu o taka ustawe zasadnicza.
                I zaczyna dzialac mechanizm, ktory opisalem w pierwszym poscie.

                Pozostawiajac Unie tak jak jest teraz, w oparciu o konstytucje czlonkow,
                marginalizujemy ryzyko jej rozpadu przy zalozeniu istnienia dobrobytu i
                zdecydowanie zmniejszamy ryzyko konfliktu zbrojnego w czase okresu kryzysu -
                bowiem pozostajace czescia kazdego panstwa sily zbrojne stanowia o zastraszaniu
                i rownowadze sil w przypadku wystapienia z Unii przez poszczegolne panstwa,
                badz tez calkowity rozpad tego organizmu.


                "Zreszta jesli to o czym piszesz nastapi to przeciez nawet brak takiej
                organizacji konfliktowi nie zapobiegnie."


                Konflikt powstanie. Konflikt, negocjacje i kompromis sa czescia kazdych
                stosunkow miedzynarodowych.

                Problem w tym, zeby nie przeksztalcil sie w wojne. Tutaj konstytucja europejska
                jest dalekosieznym planem utrzymania prymatu w Europie kosztem slabszych.

                Najgorsze jest to, ze ten plan jest zly. To zly plan!!

                Wprowadzenie Panstwa Federacyjnego jest naturalna konsekwencja wprowadzenia
                Konstytucji Europejskiej. To powazny blad.

                Panstwo Federacyjne wzbudzi w ogole obywateli nienawisc. To kwestia czasu.
                Tak jak teraz Polacy majac doswiadczenie z 50 lat pozostawania w zaleznosci od
                Rosji, kochali Polske a nienawidzili Rosji. To samo bedzie w przypadku Europy.
                Bedzie nienawisc Europejska. Wszystko zalezy od poziomu represji, ktore beda
                stosowane w "imie wyzszych celow" w Europie.

                Na przyklad, jezeli rozpocznie sie kryzys, to bedzie bezrobocie - ludzie beda
                kradli, beda za to zamykani do wiezien, a odpowiedzialnoscia za kryzys beda
                obarczac Unie Europejska i tak powstanie poczatek nienawisci spolecznej.

                Bo nienawidziec beda wszyscy bez wzgledu na to czy siedzieli, czy tez nie.

                • klip-klap jako odpowiedź 22.06.04, 11:07
                  spodobał mi się ten felieton

                  Ideologia i egoizm

                  BRONISŁAW WILDSTEIN

                  Przyjęcie konstytucji dla UE ogłoszone zostało jako sukces. Jednak w
                  drobiazgowych dyskusjach na temat jej kształtu zabrakło fundamentalnego pytania:
                  czy Europie w ogóle potrzebna jest tego typu ustawa zasadnicza? A jeśli nawet
                  przyjmiemy jej potrzebę: to jakie funkcje winna ona spełniać?

                  Brak odpowiedzi na te pytanie powoduje, że ideologiczne, narodowe, grupowe czy
                  wręcz osobiste interesy, które legły u jej powstania pozostają niejawne, a
                  przetargi na jej temat są nie do końca czytelne dla obywateli państw unijnych,
                  czyli domniemanego europejskiego narodu. Co z kolei tworzy poczucie uzasadnionej
                  obcości, a więc i niechęci ludności europejskiej do tworzonej ponad jej głowami
                  konstrukcji unijnej.

                  Fetysz integracji

                  Integracja stała się się fetyszem współczesnej Europy. Czy jednak integracja
                  jest wartością samą w sobie? A jeśli nie, to czemu miałaby służyć? U początków
                  tworzenia wspólnej Europy leżała trauma wojenna i przekonanie, że trzeba położyć
                  kres europejskim walkom wewnętrznym. Cel ten został osiągnięty i z pewnością
                  jest on tytułem do chwały jednoczącej się Europy. Dla jego realizacji nie był
                  jednak potrzebny ani Maastricht, ani Nicea, ani tym bardziej konstytucja.
                  Natomiast narzucanie jedności prowadzić może do odradzania się dawnych napięć.

                  Problemem jest, że podmioty europejskie, które integrację wypisały na swoich
                  sztandarach, nie za bardzo chcą ją realizować w dziedzinach, które w sposób
                  oczywisty uwspólnotowieniu winny podlegać. Stworzenie sfery wolnej gospodarki w
                  Europie z pewnością wzmocniłoby w niej naturalne tendencje integracyjne, a poza
                  tym przyczyniłoby się do wzrostu gospodarczego i z czasem bardziej równomiernego
                  rozłożenia bogactw. Tymczasem to Francja blokuje wolny rynek energetyki w
                  Europie i za wszelką cenę utrzymać chce anachroniczną i kosztowną politykę
                  rolną, a jednocześnie wstrzymuje objęcie nim nowych krajów w UE stwarzając dla
                  nich nierówne warunki konkurencji. To Niemcy zatrzymują liberalizację rynku
                  pracy i chcą utrzymać szczególny status swoich landów wschodnich. Itd. Można by
                  sądzić, że formuła integracji stała się działaniem zastępczym, które osłaniać ma
                  krótkowzroczne i partykularne interesy.

                  Często, zwłaszcza we Francji, Anglia oskarżana jest o rezygnację z wzniosłych
                  celów integracyjnych na rzecz trywialnej wspólnoty rynkowej. Innymi słowy
                  trywialna ma być realna i konkretna wolność gospodarcza, która łączyć może
                  mieszkańców Europy, a wzniosła - biurokratyczna regulacja. Albowiem regulacja ta
                  ma również charakter ideologiczny.

                  Biurokratyczna wspólnota

                  UE ma już (od dawna) dużo bardziej ujednolicony system prawny niż Stany
                  Zjednoczone, gdzie poszczególne stany dysponują odmiennymi rozwiązaniami w tej
                  dziedzinie, włącznie z tak fundamentalną różnicą, jak istnienie lub nie kary
                  śmierci. I jakoś różnice te nigdy nie przeszkadzały w istnieniu amerykańskiego
                  narodu - tak jak obsesyjne regulacje nie przybliżyły nas do powstania jego
                  europejskiej wersji. Regulacje te mają kilka odmiennych źródeł. Jednym jest
                  działalność biurokratów Brukseli, drugim - naciski silnych graczy europejskich,
                  którzy tą drogą pragną bronić swoich rozlicznych partykularnych interesów, a
                  trzecim i najważniejszym - etatystyczna mentalność europejska, zgodnie z którą
                  świat można uporządkować i wartości wcielić w życie jedynie drogą odgórnych
                  regulacji. Wiąże się to z modelem państwa opiekuńczego, z którego Europejczycy
                  nie potrafią się wyleczyć. Państwa, które ma (czytaj - jego urzędnicy) bardzo
                  paternalistyczny stosunek do swoich obywateli czy może raczej klientów.

                  Obecna konstytucja miała być początkowo jedynie uporządkowaniem owych blisko stu
                  tysięcy regulacji prawnych. W efekcie uporządkowała niewiele, a wiele
                  zagmatwała. Natomiast przyjęła formę podniosłego, najwyższego aktu prawnego.

                  Skąd konstytucja

                  Konstytucja służy porządkowaniu spraw państwa, którego podmiotem jest polityczny
                  naród. Konstytucję uchwala wybrana przez naród konstytuanta, a potem
                  zatwierdzają ją obywatele w głosowaniu. Znamy jeszcze inne metody tworzenia
                  konstytucji, którą to narodowi oktrojował (czyli przyznawał) monarcha z Bożej
                  łaski. Obecną konstytucję oktrojowały Europejczykom władze UE w bardzo niejasnym
                  procesie.

                  Prace Konwentu, który ją zatwierdzał, były ilustracją najbardziej krytycznych
                  opinii już nie o deficycie demokracji UE, ale manipulacji jej procedurami.
                  Przywódcy Konwentu prowadzili dyskusje nad drobiazgami, aby na rozwiązanie spraw
                  zasadniczych, a choćby zapoznanie się z nimi, nie pozostawić jego członkom
                  czasu. Można odnieść wrażenie, że wielu z nich nie za bardzo wiedziało, co
                  podpisuje.

                  Obrońcy obecnej konstytucji twierdzą, że ma być ona symbolem, który ułatwi
                  ludziom identyfikację z tworzącą się ponadnarodową wspólnotą. Teoretycznie można
                  by zgodzić się, że czytelne odwołanie się do wspólnoty kulturowej i wynikających
                  z niej wartości stanowić może fundament wspólnoty. Tylko jeśli przyjrzymy się
                  temu dokumentowi, okazuje się jak bardzo rozmija się on z tak postawionymi
                  celami. Alergiczne reakcje na próby wpisania chrześcijaństwa jako jednego z
                  kulturowych źródeł Europy udowadnia, że nie chodzi tu o odwołanie się do
                  wspólnoty istniejącej, ale projekt tworzenia wspólnoty zupełnie nowej. To
                  zresztą kolejny paradoks, że obrońcy symbolicznego charakteru obecnej
                  konstytucji równocześnie z pogardą mówią o symbolach, które powinny się w niej
                  pojawić.

                  Konstytucyjna ideologia

                  Już w celach Unii czytamy o "postępie społecznym", o "zwalczaniu wykluczenia",
                  "ochrony /... / zwłaszcza praw dzieci". Te nieprecyzyjne formuły znajdują
                  rozwinięcie w Karcie praw podstawowych Unii Europejskiej. Np.: "Zakazana jest
                  wszelka dyskryminacja zwłaszcza ze względu na /.../ orientację seksualną". Co
                  może prowadzić do uznania małżeństw homoseksualnych z wszelkimi prawami, które
                  małżeństwom heteroseksualnym przysługują, w tym m.in. adopcją dzieci, a także do
                  wielu innych działań z rejestru inżynierii społecznej.

                  "Mogą [dzieci] swobodnie wyrażać swoje poglądy. Poglądy te są uwzględniane w
                  sprawach, które ich dotyczą, stosownie do ich wieku i stopnia dojrzałości".
                  Podstawowym prawem okazuje się również: "/.../ prawo korzystania z bezpłatnego
                  pośrednictwa pracy". Zamiast więc odwołania do rzeczywiście fundamentalnych praw
                  mamy do czynienia z arbitralnym i ideologicznym koncertem życzeń. Na skutek
                  presji Anglii, Karta praw podstawowych nie będzie miała mocy prawnej. W
                  konstytucji jednak pozostanie.

                  Pomimo ogólnikowości niektórych zapisów odsłaniają one wpisane w projekt
                  założenia omnipotencji UE i gospodarczego interwencjonizmu. "Unia ma kompetencję
                  w zakresie popierania i koordynowania polityk gospodarczych i polityk
                  zatrudnienia państw członkowskich". Tendencję tą podkreśla odniesienie owej
                  deklaracji do głównego celu Unii, którym ma być "społeczna gospodarka rynkowa
                  /.../ ukierunkowana na pełne zatrudnienie". Czy jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie
                  istnieje wolny rynek bez bezrobocia, nie jest to projekt daleko idącego
                  interwencjonizmu? Wskazywałoby na to mnóstwo innych zapisów, które informują nas
                  o tym, jak bardzo: "Unia przyczynia się do urzeczywistnienia wysokiego poziomu
                  zatrudnienia", "zachęcając", "wspierając" i "uzupełniając", "przyjmując
                  wytyczne, które państwa członkowskie uwzględniają w swoich politykach
                  zatrudnienia" oraz tworząc komitet zatrudnienia.

                  Interesy narodowe i korporacyjne

                  Kształt obecnej konstytucji zwdzięczamy dominującym dziś w Europie trendom
                  ideowym, natomiast główną przyczyną jej pośpiesznego przyjęcia jest próba
                  zagwarantowania dominującej roli tandemu francusko-niemieckiego również w
                  rozszerzonej Unii. Szczególnie mocno kontrastuje to z europejską frazeologią,
                  którą posługują się przywódcy i media tych krajów. Z jednej strony krytyka
                  "egoizmu narodowego" krajów nowych w UE i nawoływanie o ponadnarodowe standardy,
                  z drugiej - łamanie fund
                • klip-klap c.d. 22.06.04, 11:09
                  Z jednej strony krytyka "egoizmu narodowego" krajów nowych w UE i nawoływanie o
                  ponadnarodowe standardy, z drugiej - łamanie fundamentalnego dla porządku
                  ekonomicznego w Europie paktu stabilizacji i wzrostu w imię krótkowzrocznych,
                  rządowych korzyści. Przykłady takie można by mnożyć.
                  Im większa, bardziej złożona i scentralizowana struktura, tym mniej
                  demokratyczna. Tylko, że to nie wydaje się niepokoić twórców współczesnej Unii.
                  Przywódcy krajów unijnych, którzy w swoich krajach muszą (słusznie) tłumaczyć
                  się z każdej decyzji, pod osłoną Rady Europejskiej debatują w pełnym sekrecie.
                  Owa coraz mocniej ze sobą zintegrowana klasa polityków uznaje, że jej zawodem i
                  powołaniem jest rządzenie Europą. Przedstawiciele jej do wyborców stosunek mają
                  raczej sceptyczny, zwłaszcza że do zdobycia znaczącej pozycji w UE nie jest
                  potrzebna wola ludu, tylko miejsce w brukselskich układach towarzyskich.
                  Funkcjonują ponad podziałami politycznymi, które nie mają dla nich szczególnego
                  znaczenia. Jak we wszystkich tego typu gremiach mają poczucie swojej szczególnej
                  roli, wiedzy i dyspozycji, kwalifikujących ich do zadań, którym nikt inny by nie
                  sprostał.
                  Wokół nich powstaje ideologiczny i propagandowy (symboliczny) przemysł UE, który
                  tworzy swoją własną biurokrację krzewiącą się pod szyldem specjalistów,
                  analityków, naukowców itd. Są oni powołani, aby lansować za wspólne pieniądze
                  odprowadzane przez poszczególne kraje ideę unijną. Czyli naukowo mają odpowiadać
                  na pytanie: dlaczego UE jest optymalnym rozwiązaniem dla Europy i dlaczego im
                  więcej Unii, tym lepiej. Powstają instytuty i fundacje, których jedynym celem
                  jest propaganda unijna i angażowanie kolejnych adeptów dla tej samopowielającej
                  się struktury, która służy wyłącznie samej sobie i zaczyna być coraz bardziej
                  wpływowa.
                  Obecny kształt konstytucji jest owocem kompromisu. Najgorsze zapisy zostały w
                  nim stonowane m.in. dzięki oporowi Polski, ale nadal dokument ten nie ma żadnego
                  uzasadnienia i może być źródłem negatywnych konsekwencji. Najprawdopodobniej nie
                  zostanie przyjęty w referendach w kilku krajach członkowskich, m.in. Anglii i
                  Polsce. Można więc przypuszczać, że Unia pęknie na swoją konstytucyjną i
                  niekonstytucyjną część. Jeśli egoizm narodowy, interes grupowy i pasja
                  ideologiczna będą się w UE utrzymywać, dojdzie do rozpadu tworzącej się długo i
                  wiele obiecującej Wspólnoty. Tylko że wtedy nie będzie już czego żałować -
    • przycinek.usa troche na temat a troche nie na temat: 21.06.04, 19:26
      Ryba po polsku - Albo konstytucja, albo Szwajcaria
      Tygodnik "Wprost", Nr 1121 (23 maja 2004)


      Jeden z członków Komisji Europejskiej postraszył Brytyjczyków, że jeśli odrzucą
      konstytucję, skończą jak Szwajcarzy. W Londynie panika

      Maciej Rybiński

      Nie możemy narzekać, że Europa się o nas nie troszczy. Europa wstaje rano,
      zjada śniadanie, a potem się troszczy, z przerwą na obiad, aż do kolacji.
      Dziadek i ojciec Europy, to znaczy Chirac i Schröder, nie robią nawet przerw na
      posiłki. Ostatnio zatroszczyli się szczególnie o to, że u nas wszystko, w
      porównaniu z Francją i Niemcami, jest niższe, a zwłaszcza podatki od
      przedsiębiorstw. Istotnie, sytuacja karygodna, bo słyszałem, że wielu
      przedsiębiorców niemieckich zrezygnowało z przeniesienia produkcji do Polski,
      kiedy dowiedziało się, że podatki są u nas o 20 proc. niższe niż w RFN. Gorsze
      płace tak im nie przeszkadzają jak zbyt niskie podatki. Cóż, nieprzyzwyczajeni.
      Poza tym na niższych podatkach nie można tyle wykręcić ile na wysokich. Podobno
      w naszym Ministerstwie Finansów leżą już podania niemieckich i francuskich
      koncernów z prośbami o podniesienie opodatkowania. Każda firma, która
      dobrowolnie zapłaci więcej, ma otrzymać tytuł Europejskiego Mistrza Podatków i
      zostać wpisana do złotej księgi, jeszcze zanim zbankrutuje.
      W telewizji pani Henryka Bochniarz apelowała o zrozumienie dla troski Chiraca i
      Schrödera o polskie podatki. Niemcy i Francja - tłumaczyła przewodnicząca
      polskich pracodawców - są największymi płatnikami netto do budżetu unii, z
      którego wspiera się także Polskę. Dlatego muszą mieć najwyższe podatki i
      uważają to za niesprawiedliwość, iż kraj nie dość, że wspierany, to ma niższe
      opodatkowanie. To trochę nie tak. Wpłaty do budżetu unii wynoszą około 1 proc.
      PKB dla wszystkich i jest to może najsprawiedliwsza regulacja we wspólnocie.
      Bardzo bym chciał, żeby to Polska była największym płatnikiem netto do unijnego
      budżetu, i myślę, że trzeba obiecać Berlinowi i Paryżowi, że jak tylko do tego
      dojdzie, podniesiemy podatki.
      Natomiast Bronisław Geremek, który martwi się polskim brakiem entuzjazmu dla
      konstytucji europejskiej, otrzymał tytuł Architekta Integracji Europejskiej.
      Wprawdzie tylko od Unii Wolności, ale może sobie to napisać na wizytówce. Jest
      u nas trochę więcej osób, którym ta konstytucja leży na sercu i które powinny
      też dostać jakiś budowlany indygenat - majstra, murarza albo winklowego
      integracji. Jędrek, podaj wapno, bo mi ściana leci. Na Zachodzie jest więcej
      fantazji - ostatnio ktoś nazwał autora projektu konstytucji, Giscarda, kukułką
      integracji. Bo jak kukułka z zegara szwarcwaldzkiego wyskakuje regularnie i
      kuka - konstytucja, konstytucja.
      Według Geremka, niechęcią do konstytucji przyprawiliśmy sobie swarliwą gębę.
      Jednak jeszcze nie wiemy, co nam grozi. Jeden z członków Komisji Europejskiej
      postraszył Brytyjczyków, że jeśli odrzucą konstytucję w referendum, to skończą
      jak Szwajcarzy. Nie będą mogli mieć euro i nie dostąpią zaszczytu
      współfinansowania niemieckiego i francuskiego deficytu wydatków publicznych. W
      Londynie panika. Anglicy wykupują mydło, świece i zapałki, a także robią zapasy
      polskiego cukru. Niektórzy uczą się jodłować. Strzeżmy się, żebyśmy też nie
      skończyli jak Szwajcaria albo Wielka Brytania, w obrzydliwym dobrobycie. Nie
      daj Boże, bo Niemcy zaczną przyjeżdżać do nas na roboty.
      W sytuacji takiego zagrożenia jedynym ratunkiem jest konstytucja dla Europy.
      Brytyjczycy się opierają, Polacy się wadzą, Duńczycy nie chcą, więc państwa osi
      Paryż - Berlin wymyśliły, że przesądem byłoby trzymanie się kurczowo zasady, że
      coś, co ma obowiązywać wszystkich, przez wszystkich musi też być zaakceptowane.
      Wystarczy, powiedziano na Szczycie Wszystkiego w Paryżu, że konstytucję
      zaakceptuje 20 krajów. A dlaczego aż 20? Nie wystarczą dwa? Wystarczą, skoro
      zgodnie z logiką Henryki Bochniarz są największymi płatnikami netto. Reszta,
      zgodnie ze światłą radą Chiraca, będzie miała okazję milczeć. I nie powinna tej
      okazji przepuścić.
      Całkowicie demokratyczny pomysł na przyjęcie konstytucji ma niezawodny Daniel
      Cohn-Bendit, który zaproponował referendum ogólnoeuropejskie. Wtedy wszyscy
      Brytyjczycy i wszyscy Polacy co do jednego, nawet razem z Geremkiem, będą mogli
      być przeciw, a i tak znajdą się w mniejszości. Będzie pysznie. Konstytucyjnie
      podniosą nam podatki i ograniczą wydatki. Już nikt nie będzie pokazywał w
      Paryżu Polaka palcami - zobaczcie, jeździ peugeotem, kupuje w Carrefourze, pije
      burgunda i je roqueforta, bo ma za niskie podatki. Dopiero wtedy wieża Eiffla
      zostanie przemianowana na wieżę Geremka.

      Autor jest publicystą "Rzeczpospolitej"
    • przycinek.usa "To co, szykujemy już stryczek - michniczek?" 21.06.04, 19:36
      fragment dyskusji z innego portalu:

      "Dalszy ciąg cytacików z dzisiejszej Wybiórcze, ku pokrzepieniu tasiemców:

      "NARESZCIE!

      (...)Europa może więc z radością wyczekiwać prezydenta UE, który nada Europie
      oblicze i głos w świecie; europejskiego szefa dyplomacji, czyli próby odegrania
      roli globalnego aktora. Można też cieszyć się z nowej Komisji.
      (...)Notabene Tony Blair odniesie większy sukces, jeśli nie będzie się puszył -
      jak po brukselskim szczycie - że nie dopuścił do powstania "europejskiego
      superpaństwa". Przypomina to groteskową walkę Don Kichota, bo nikt przecież nie
      chce europejskiego i nigdy nie było o nim mowy. (...) Dla dobra naszych dzieci
      musimy uczynić z tej konstytucji to, co najlepsze - i jak najszybciej opracować
      jeszcze lepszą!"

      Podobno historia lubi się powtarzać. Otóż w niedługim czasie od uchwalenia
      Konstytucji 3 Maja (w przeciwieństwie od michnikowych internacjonalistów piszę
      tą nazwę z dużych liter), powieszono w Warszawie kilku zdrajców, nawet nie
      wahając się podnieść ręki na biskupów.

      To co, szykujemy już stryczek - michniczek?"
    • przycinek.usa Walesa o Konstytucji - ciekawe, nie? 22.06.04, 06:56
      (...)
      Wałęsa pozytywnie odebrał uzgodnienie konstytucji europejskiej, za błąd uznał
      jednak brak w tym dokumencie odwołania do chrześcijańskich korzeni Europy oraz
      mało przejrzysty - jego zdaniem - sposób głosowania w Radzie UE.

      - Dobrze się stało, że konstytucja została przyjęta, dlatego że Polska
      zostałaby sama; wyszlibyśmy na anarchistów. Błąd był popełniony wcześniej i na
      finale nie było już szans tego blokować. Ale trzeba będzie zrobić wszystko,
      żeby te dwa elementy poprawić i mam nadzieję, że poprawimy - uważa były
      prezydent.

      Brak odwołania do wartości chrześcijańskich w preambule konstytucji uznał za
      fundamentalny błąd. - Nawet gdyby były niepotrzebne, to jednak przezorny zawsze
      ubezpieczony - argumentował. Jego zdaniem, w przyszłości konieczne jest
      wypracowanie przejrzystego sposobu głosowania w UE. - To, co teraz
      zaproponowano, jest w starym stylu: silniejszy, większy ma większe prawa. A to
      nie jest ta epoka - skomentował. (...)

      fakty.interia.pl/news?inf=514220


      • pepe49 Re: Walesa o Konstytucji - i Kościół 22.06.04, 15:38
        Trzeba sobie zdać sprawę, że p. Wałęsa jest zwolennikiem jednego państwa na
        Ziemi (rząd światowy). Kościół też. Na razie może być UE.
        Z jednej strony i Wałęsa i Michnik i Miller i Kościół. Kłocą się tylko o ustrój
        tego.
        Takiemu sojuszowi wbrew, no, no.
    • przycinek.usa sondaż "Rzeczpospolitej" 22.06.04, 18:42
      IAR za "Rzeczpospolitą" 22-06-2004, ostatnia aktualizacja 22-06-2004 08:57

      PRZEGLĄD PRASY: Według sondażu "Rzeczpospolitej" zaskakująco dobrze oceniamy
      rezultaty brukselskiej misji premiera Marka Belki i przyjętą na szczycie Unii
      Europejskiej konstytucję zjednoczonej Europy

      Decyzję polskiej delegacji o przyjęciu traktatu pozytywnie ocenia ponad 40
      proc. z nas. 43 proc. Polaków nie zgadza się z opozycją, że zapisy konstytucji
      są niezgodne z polskim interesem.

      Sondaż na zlecenie "Rzeczpospolitej" przeprowadziła Pracownia Badań
      Społecznych. Według sondażu 42 proc. ankietowanych dobrze ocenia decyzje
      polskiej delegacji. Przeciwnego zdania jest ponad jedna trzecia Polaków - 34
      proc. Prawie jedna czwarta - 24 proc. - nie ma na ten temat wyrobionego zdania.

      Rację opozycji, która ostro skrytykowała wyniki brukselskiego szczytu,
      przyznaje ponad jedna trzecia ankietowanych - 36 proc.

      Według "Rzeczpospolitej" jest już przesądzone, że w sprawie przyjęcia traktatu
      konstytucyjnego odbędzie się w Polsce referendum. Według sondażu za traktatem
      zamierza się obecnie opowiedzieć 47 proc. ankietowanych, przeciwko zaś - 33
      proc. 20 proc. Polaków nie potrafi odpowiedzieć na pytanie o ewentualny wybór w
      referendum.
    • przycinek.usa Paweł Bała Cesarstwo Europa 23.06.04, 20:10
      Cesarstwo Europa
      Traktat Konstytucyjny jest potrzebny głównie tym, którzy chcą przywrócić
      naszemu kontynentowi pozycję mocarstwa

      Po wielu miesiącach negocjacji udało się szefom rządów 25 państw europejskich
      przyjąć tekst konstytucji Unii Europejskiej. Traktat konstytucyjny, jeżeli
      zostanie ratyfikowany przez kraje Wspólnoty, będzie de facto oznaczał, że
      powstał nowy podmiot w stosunkach międzynarodowych, a państwa narodowe zostaną
      sprowadzone do roli członów nowej federacji.

      W głowach wielu polityków o globalnych ambicjach nie raz pojawiało się marzenie
      zawładnięcia kontynentem. Na trwałe nikomu się to nie jeszcze nie udało.
      Na polu zjednoczenia kontynentu

      pojawiają się dwie koncepcje:
      federacyjna i „Europy Ojczyzn”- zakładająca luźną współpracę państw.
      Pomysł na federację europejską, której hołduje Traktat Konstytucyjny,
      przełamuje tradycyjne współistnienie państw narodowych. Lansujący ten pomysł
      zwracają uwagę, że zakończy to rywalizację państw w Europie i przełamie
      powojenny układ, w którym Europa została zmarginalizowana, a głównymi
      rozgrywającymi w polityce międzynarodowej zostały Stany Zjednoczone Ameryki i
      Związek Sowiecki.
      Stąd taki upór w forsowaniu Traktatu Konstytucyjnego. Jest on potrzebny głównie
      tym, którzy mają wielkie ambicje i chcą przywrócić Europie pozycję mocarstwa.
      Niemcom i Francuzom w pojedynkę to się nie uda, pozostaje tylko droga
      zjednoczeniowa. Marzenie o wielkości nowego państwa jest jednak naiwne i to
      nawet nie dlatego, że Polak mocno różni się od Duńczyka czy Włocha. Ten plan
      skazany jest na niepowodzenie, bo nie można dyrektywą zmienić ludzkiej
      mentalności. Można znaleźć ludzi gotowych umierać za Niemcy, Danię, Włochy.
      Nikt jednak nie będzie chciał umierać za Unię Europejską. Za mało jest takich,
      co kochają biurokratyczną Brukselę.
      Mieszkańcy kontynentu nie scedują swojego patriotyzmu na nowe „super państwo”,
      tylko dlatego, że tak chciałby komisarz Romano Prodi. Nie można jednym
      dokumentem

      zmienić przeszło tysiącletniej historii
      i tego, jak widać, w Brukseli nie rozumieją. Same negocjacje udowodniły
      dobitnie, że każde z państw narodowych walczy w pierwszej kolejności o swój
      narodowy interes, a politycy - mimo deklaracji o wspólnocie i zjednoczeniu -
      wiedzą, że to wyborcy krajowi, a nie biurokraci unijni, rozliczają ich z
      efektów.
      Kolejną przyczyną, która skazuje na niepowodzenie projekt „super państwa”, jest
      niewydolna gospodarka, która ma olbrzymie trudności z nadążaniem za światowymi
      potęgami gospodarczymi – USA i Chinami. A w kolejce ustawia się już Rosja,
      która ma jeszcze olbrzymie zaległości, ale dzięki wolnorynkowej polityce
      Włodzimierza Putina wydaje się stawać na nogach.
      Stara Europa nadal jest bogata, bo przez kilkadziesiąt lat funkcjonowała w
      systemie rynkowym. Ale panuje tam zastój. Niemiecka gospodarka, maszyna
      napędowa Unii Europejskiej (a głównie budżetu UE), przeżywa trwały i ostry
      kryzys. Niemal zerowe tempo rozwoju, przy 20-proc. bezrobociu na terenach byłej
      NRD, jest zabójcze dla gospodarki unijnej. To trend dominujący w Europie,
      zniewolonej przez przepisy regulujące niemal każdą dziedzinę życia.
      Do mocno zsocjalizowanej gospodarki dochodzi kryzys demograficzny, prowadzący
      do wymierania narodów, i kryzys moralny. Brak zapisu o roli chrześcijaństwa w
      historii Europy, zastąpienie go lakonicznym stwierdzeniem „dziedzictwo
      religijne”, to dobitny dowód, że
      kultura laicka triumfuje na Zachodzie
      Każda cywilizacja, która się rozwijała, miała w sobie silnie zakorzeniony
      pierwiastek religijny. Próby jego usunięcia zwykle kończą się drogą prosto na
      dno.
      To wszystko rokuje fatalnie projektowi, w którym, bądź co bądź z woli narodu,
      bierzemy udział. Jak to się wszystko skończy, Bóg jeden raczy wiedzieć. Teraz
      zacznie się etap ratyfikacji traktatu. W wielu krajach, w tym
      najprawdopodobniej w Polsce, zostaną rozpisane referenda. Tam, gdzie ceni się
      suwerenność, przeforsować konstytucję będzie bardzo trudno. Choćby w Wielkiej
      Brytanii, gdzie ostatnio konserwatyści i niepodległościowcy osiągnęli
      spektakularne sukcesy.
      Biurokraci unijni, popierani przez Niemcy i Francję, pragną wspólnej polityki
      zagranicznej UE, a także wspólnotowej armii. Czyli instrumentów potrzebnych do
      funkcjonowania Stanów Zjednoczonych Europy.
      Konstytucja zmieni system podejmowania decyzji w strukturach unijnych, głównie
      w Radzie Ministrów. Upraszczając: blokowanie konkretnych inicjatyw będzie coraz
      trudniejsze. Dziś kanclerz Schroeder może co najwyżej prosić o to, by Polska
      zharmonizowała (tzn. zwiększyła) swoje podatki z niemieckimi. W nowym „super
      państwie”, razem z innymi krajami, już prosić nie musi, lecz może Polsce kazać
      zwiększyć podatki. I to już jest wystarczający powód do tego, żeby odrzucić ten
      traktat konstytucyjny w referendum.


      Paweł Bała
      22. Czerwca 2004 20:09
    • przycinek.usa post PABLO 23.06.04, 20:23
      No, no UE tak, konstytucja NIE. Bardzo mi przykro drogi kolego Heimer ale to
      nie przejdzie. Jak wielokrotnie pisałem UE jest w drodze do superpaństwa. To
      jest trynd podstawowy i żadna inna formuła UE w grę nie wchodzi. Pisaliśmy już
      tu żę UE to nie żadna tam sfera wolnego handlu tylko projekt inżynierii
      społecznej czyli taki kolejny po kominiźmie eksperyment tym razem na narodach
      Europy oraz jej obywatelach. Cel: zniszenie pojęcia narodu w Europie i
      wprowadzenie nowego "narodu": europejskiego. Jak pisałem to ambitne zadanie
      wymaga działań w sferze kultury, języka, mentalności ale także działań
      plitycznych. Stąd od dawna Unia promuje tendencje odśrodkowe w państwach
      członkowskich eliminując to co narodowe na poziomie UE. Piszemy tu iż
      konstytucja jest tylko po to aby pozbawić suwerenności państwa narodowe a nadać
      status państwowy UE. Zapisy są nieistotne gdyż i tak będzie się je zmieniać.
      Punkt drugi: powstajaca UE to państwo totalitarne gdzie proces legislacji
      oddany jest bandzie niewybieralnych, niedwoływalnych i niekaralnych urzędasów.
    • humbak Re: Kilka uwag o Panstwie Federacyjnym 25.06.04, 01:50
      Mam wątpliwości co do Twoich opinii. Przede wszystkim uważam, że poczucie
      przynależności do jakiejś grupy powoli ewoluuje. Od powiązań rodzonnych,
      plemiennych do obecnie istniejących narodowych. Nie uważam, aby poczycie
      tożsamości narodowej muiało być ostatnie. Należy wręcz moim zdaniem dążyć do
      rozwoju owej tożsamości do wyższych poziomów. Nie widzę tu konieczności
      ujednolicania językowo- kulturowego. Przecież wśród Polaków istnieją takie
      różnice. Myślę, że osiągnięcie wspolnej świadomości europejskiej pomogłoby
      uzyskać silny organizm, nie tak podatny na kryzysy, jak obecne ojczyzny.
      Należy też zwrócić uwagę, że naród polski jaki znamy teraz nie jest aż tak
      starym tworem. Świadomość przynależenia do narodu polskiego z ttego co wiem
      cechowała jedynie szlachtę, może mieszczaństwo. Chłopi nie czuli się
      przedstawicielami naszej nacji.
      Nie wiem jak inni, ale ja nie rządam, aby wszystkie rejony takiego org. były
      takie same finansowo. Mnie bogactwo Szwajcarii, czy Norwegii nie przeszkadza i
      myślę, że dałoby się uniknąć znaczących tarć. Przecież już w tej chwili
      najostrzejsze konflitky w naszym kraju obejmują tak naprawdę zupełnie
      absurdalne podziały: kibice różnych klubów, mieszkańcy różnych regionów itd.
      • przycinek.usa obys mial racje 25.06.04, 02:53
        niestety wyglada to inaczej w praktyce.

        Buzi buzi nie wystepuje. W Polsce jest 98% Polakow. Nie mowimy o tarciach
        wewnetrz Polaski. Porozmawiajmy o roznicach pomiedzy Polska i Neimcami, Francja
        i Niemcami itp. Moze nam sie troche zmienic perspektywa.
        • humbak Re: obys mial racje 25.06.04, 22:41
          Fakt. Ale konfliktów mimo tej jednolitości nie brak. Jak ktoś szuka kłótni to
          ją znajdzie. Różnice Polska- Niemcy. Nie wiem zbyt wiele na ten temat.
          Słyszałem opinie, że więcej żalów chowamy tu my. Nie wiem, czy to prawda. Są
          różnice poglądowe, kulturowe, ale czy to musi wychodzić na pierwszy plan? Jeśli
          chodzi o Francję to ja nie znoszę Chiraca, ale genralnie na tej linii (znaczy
          FR-PL), chyba aż takich tarć by nie było. Kwestia Iraku i tematów pokrewnych to
          nie jest chyba powód, by sądzić, że nie możemy z nimi współpacować. A co do
          Francyskiej megalomanii- przecież my do roli przywódczej w unii nie chcemy
          dążyć, prawda?
          • przycinek.usa Trudne stosunki 25.06.04, 23:54
            Niemcy maja jedna parszywa wade jako nacja:

            Sa szalenie zdyscyplinowani i WIERZA wladzy.

            Tego dowodzi historia. Uwazam, ze sa bardzo podatni na manipulacje.
            To znaczy, ze jak dojdzie do wladzy jakis kolejny szaleniec u nich, a bedzie
            zle, to jak w Polsce polowa Polakow plulaby na wladze i krytykowala, tak Niemcy
            poslusznie wykonaja kazde zyczenie wladz. Jak wladza powie, ze Polacy sa
            pasozytami - to spoleczenstwo niemieckie uwierzy, malo tego bedzie ten poglad
            szerzyc dalej.

            Konflikty na poziomie lokalnym sa zas normalka.

            Pokaz mi Niemca, ktory nie boi sie jezdzic po Polsce autem na niemieckiej
            rejestracji.

            W Niemczech zas, jak jestes Polakim to jestes wrogiem.
            Pamietam jak 10 lat temu jezdzilem czesto po Niemczech swoim samochodem
            to zdarzaly sie nawet przypadki wygrazania mi na autostradzie kijem do bejsbola
            przez otwarte okna. Nie mowiac juz o ciaglym pokazywaniu gestu heil.
            A przeciez jedyna oznaka obcego pochodzenia byla czarna tablica rejestracyjna.

            Zreszta nie tylko tam. To samo w Austrii.


            • humbak Re: Trudne stosunki 26.06.04, 01:02
              No cóż, masz gorsze wspomnienia niż ja. Mię tam traktowali normalnie.
              Przynajmniej nie zauważyłem wrogości.
              Co do władzy. Niemcy są teraz bardzo przeczuleni na punkcie różnych odchyłów
              nacjonalistycznych. To opinia zasłyszana, ale jak narazie w miarę się sprawdza.
              Myślę, że jesteś trochę zbyt pesymistyczny.
              Polacy natomiast lubią pluć na władzę. Także taką dobrą. Nie widzę w tym nic
              dobrego. Wybierają kogoś, dają spory kredyt zaufania, a potem, jak nie robi
              dokładnie tego, czego oni się spodziewali...
              • przycinek.usa Re: Trudne stosunki 26.06.04, 01:45
                nie jestem pesymistyczny, jestem obiektywny. Obserwuje to na wlasnej skorze i
                patrze wlasnymi oczami. Mieszkalem w Europie w kilku miejscach. Np. we
                Wloszech. I nie zaobserwowalem takiej wrogosci jak np. w Niemczech.
                Jezeli jestes np. w Austrii przejazdem, to nie ma problemu.
                Ale posiedz dluzej to zmienisz zdanie.

                Mam do czynienia z innymi kulturami codziennie. Widze to. Ludzie sa do siebie
                uprzedzeni. Tylko spoleczne dazenie do bogactwa trzyma obecne wielkie
                aglomeracje w kupie. GDYBY w moim miescie bylo takie bezrobocie jak w Polsce,
                to wybuchlyby tu rozruchy i przypuszczam, ze byloby wiele ofiar.

                Co do mentalnosci Polakow, to przyznaje, ze jest odmienna od jakiejkolwiek znam.
                Polacy sa naiwni. STRASZNIE naiwni.
    • przycinek.usa kilka uwag osoby postronnej: 26.08.04, 07:44
      "Mówiąc wprost, chodzi o to, czy w 2015 r. obok USA i Chin na mapie świata
      będzie jeszcze istniała Europa, czy już nie."

      Odpowiedz brzmi NIE.
      A dlaczego ? To widac "golym" okiem. Narodowe interesy jeszcze nigdy w historii
      UE nie byly tak wazne dla jej czlonkow jak teraz. Superkomisarzem moze byc
      tylko Niemiec, tak jakby jedynie obywatelstwo niemieckie bylo jedynym
      kryterium "fachowosci", europejskimi silami szybkiego reagowania (smiech budzi
      juz sama nazwa) moze dowodzic tylko Francuz, szefa EBC bylo tak trudno wybrac,
      ze Francuz z Niemcem podzielili sie kadencja na pol, itd, itd.
      Jednym slowem autorka felietonu Niemka duzo "pieprzy" o wspolnej Europie i
      wspolnych interesach a jak przychodzi co do czego to liczy sie obywatelstwo
      niemieckie, francuskie, brytyjskie itd ... a nie europejskie.
      Czyli nic nowego od 1000 lat.


      Komentowany artykul:

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,2249162.html
      Dziesięć punktów dla poprawy kondycji Europy






      opr. i tłum. anr 25-08-2004, ostatnia aktualizacja 25-08-2004 14:46

      Mimo przyjęcia konstytucji UE jest w kiepskiej kondycji. Nastroje są kiepskie,
      być może zbliża się wielki kryzys, a droga do roli globalnego gracza daleka -
      pisze Ulrike Guérot, politolog, szefowa ds. polityki zagranicznej w German
      Marshall Fund w Berlinie. I proponuje dziesięć kroków do jej wzmocnienia

      Udało się, nareszcie Europa ma konstytucję! Przez chwilę niech wolno nam będzie
      się cieszyć. Poród był wprawdzie kleszczowy, ale konstytucja przyszła
      wcześniej, niż oczekiwano.

      Przy bliższym spojrzeniu konstytucja budzi jednak mieszane uczucia. Nie jest
      skokiem jakościowym w kierunku unii politycznej. Niektóre elementy trzeba
      jednak pochwalić: likwidacja rotacyjnego przewodnictwa przyniesie zapewne
      klarowniejsze priorytety w polityce europejskiej, wybieralny prezydent Rady
      Europejskiej będzie twarzą i głosem Europy na zewnątrz, a europejski minister
      spraw zagranicznych zasygnalizuje, że Europa chce stać się globalnym aktorem.

      Jednak mimo konstytucji Europa jest w kiepskiej kondycji. Nastroje są kiepskie,
      być może zbliża się wielki kryzys. Aby konstytucja dała Europie nowy pozytywny
      impuls, powinny jej towarzyszyć polityczne sygnały. Oto dziesięć propozycji:

      Potrzebni liderzy

      Ostatnio mówi się, że niemiecko-francuski duet nie sprawuje już przywództwa
      tak, jak trzeba. Wielka poufałość między Niemcami a Francją budzi nieufność,
      Paryż i Berlin nie dają reszcie członków poczucia, że mają na uwadze pożytek i
      poglądy całej UE. Zwłaszcza Niemcy powinny znów stać się adwokatem małych
      krajów, tym bardziej że małymi krajami jest większość nowych członków.

      Europa do szkół!

      Jeśli tylko 22 proc. Niemców wie, co to jest Komisja Europejska, nie można
      prowadzić rozsądnej debaty o europejskiej konstytucji. Skoro UE decyduje o 80
      proc. ustaw, a tym samym o naszym życiu, musi wyjść z informacyjnego cienia.
      Najpierw trzeba zająć się dziećmi. Każde dziecko w każdej europejskiej klasie
      od Portugalii po Estonię powinno mieć jedną lekcję wiedzy o Europie w tygodniu
      lub w miesiącu. To nie ingerencja w tożsamość, lecz wyraz poważnego traktowania
      idei europejskiej.

      Europa do USA!

      Szczególna forma informacji potrzebna jest też w USA. Zbyt wiele pisanych w
      Ameryce tekstów określa UE jako organizację międzynarodową taką jak NATO. UE
      jest zaś państwem in statu nascendi. Należy utworzyć w Waszyngtonie europejski
      ośrodek analitycznu. Po trzech naukowców z każdego kraju UE powinno wnieść do
      USA wspólną refleksję o Europie. Byłby to ważny krok w kierunku zdefiniowania
      nowych stosunków między USA a UE.

      Turcja do Europy!

      Dość już dyskusji o Turcji, wszystkie argumenty za i przeciw zostały
      wymienione. Politycy zajmujący się sprawami zagranicznymi są za, a ci od spraw
      wewnętrznych są przeciw Turcji w UE. Ważne, aby Turcja w październiku dostała
      datę rozpoczęcia negocjacji. Ważne, bo świat od dawna patrzy Europie na ręce i
      sprawdza, czy jesteśmy otwarci, czy nasza deklarowana tolerancja jest
      prawdziwa, czy potrafimy dotrzymywać obietnic i umów.

      Geopolityka zamiast redystrybucji

      Turcja nie może oczywiście zostać członkiem UE na obecnych zasadach. Unia,
      która wydaje na rolnictwo prawie 50 proc. swych funduszy, a 30 proc. na pomoc
      strukturalną, nie może przyjąć Turcji. Trzeba ograniczyć redystrybucyjne
      funkcje budżetu UE na rzecz nowych, globalnych zadań UE: wspólnej ochrony
      granic, nowych wydatków wojskowych, środków na nową politykę wobec sąsiadów UE,
      infrastrukturę i innowacje. Zbliżające się negocjacje budżetowe mogą być okazją
      do radykalnej przebudowy i modernizacji budżetu UE.

      Nowi sąsiedzi

      Ostatnie rozszerzenie dopiero co nastąpiło, a już nowe kraje dopraszają się
      statusu kandydata. Właśnie dlatego, że UE przez dłuższy czas nie będzie mogła
      zaoferować tym krajom członkostwa jako bodźca do pozytywnych przemian, jej
      pomoc w innych dziedzinach musi być konkretna. I musi także kosztować.

      UE a USA

      UE potrzebuje polityki geostrategicznej. W Europie nie dyskutuje się szczerze o
      tym, co jest w sąsiedztwie, zwłaszcza na wschodzie i południowym wschodzie
      granic UE i o tym, co ma dla Europy znaczenie strategiczne: rezerwy energii i
      surowce, rurociągi i dostęp do ludnych regionów o znacznym potencjale wzrostu.
      UE może im zaś zaoferować stabilizację i rynki. USA, które mają zdrowsze
      podejście do interesów, są już politycznie i gospodarczo aktywne w basenie
      Morza Czarnego i na Kaukazie.

      Europejska służba dyplomatyczna

      Małe kroki często mają w Europie wielkie znaczenie. Takim małym, ale znaczącym
      krokiem może być utworzenie przewidzianej w konstytucji europejskiej służby
      dyplomatycznej. Może wreszcie zacząć poważną dyskusję o przyszłości
      bilateralnych ambasad w UE? Niemcy nie potrzebują ambasady w Luksemburgu ani w
      Belgii, za to UE potrzebuje wielu dyplomatów do nowych zadań na świecie.

      Pakt stabilizacyjny euro

      Pakt stabilizacyjny (prawny kręgosłup euro) trzeba zreformować. Oczywiście nie
      wprawiając w przerażenie rynków finansowych. Europa nie może sama siebie
      blokować i dusić wzrostu gospodarczego ortodoksyjną interpretacją paktu
      stabilizacyjnego. Chodzi tylko o to, aby mechanizmy paktu nie działały
      procyklicznie i nie pogarszały recesji w Europie.

      W tym kontekście należałoby podjąć nową próbę przekonania Wielkiej Brytanii do
      euro. Wejście londyńskiego City, dominującego wśród europejskich rynków
      finansowych, do strefy euro byłoby najlepszym sygnałem świadczącym o dynamizmie
      europejskiej gospodarki.

      Wiza schengeńska

      Europejska wiza schengeńska (układ z Schengen umożliwia jego członkom
      przekraczanie granic bez kontroli paszportowej) byłaby nie tylko nad wyraz
      praktyczna, ale miałaby też wysoką wartość symboliczną. Trzeba też wreszcie
      opracować wspólną politykę azylową.

      Wszystkie te punkty nie mają nic wspólnego z utratą tożsamości ani z mrzonkami
      o mocarstwowości - za to ich celem jest myślenie o zbiorowym zabezpieczeniu
      naszej przyszłości. Mówiąc wprost, chodzi o to, czy w 2015 r. obok USA i Chin
      na mapie świata będzie jeszcze istniała Europa, czy już nie.

      * skrót tekstu z "Internationale Politik" sierpień 2004, śródtytuły pochodzą od
      redakcji
      • przycinek.usa do gory 29.03.05, 21:47
        Trzeba wam to pod nos podsunac. Czytajcie czytajcie.
    • damkon Re: Kilka uwag o Panstwie Federacyjnym 30.03.05, 01:01
      Czy oby na pewno ma calkowita Pan racje piszac, ze:
      "podstawowym zrodlem konfliktow narodowych i wojen jest niestabilnosc
      ekonomiczna panstw"? Czy wedlug Pana istoty problemu nie nalezy szukac gdzies
      glebiej? Czy niestabilnosc ekonomiczna panstw nie jest tylko czynnikiem wtornym
      zaleznym od bardziej fundamentalnych zagadnien?
      Ja uwazam, ze cala sprawe nalezaloby rozpatrywac w zdecydowanie szerszym
      kontekscie tzn. analize powinnismy zaczac od porownania specyfiki roznych
      systemy polityczno-gospodarczych. Dopiero wtedy mozna odpowiedziec na pytanie,
      ktore z nich sprzyjaja konfliktom a ktore stanowia trwaly fundament dla
      pokojowego wspolistnienia narodow.
      Do tej pory w praktyce najbardziej pokojowa kombinacja systemow politycznych i
      gospodarczych okazala sie demokracja liberalna. Chociaz spoleczenstwa liberalno-
      demokratyczne czesto angazowaly sie w wojny z panstwami niedemokratycznymi to
      jednak nigdy nie toczyly wojen miedzy soba.
      Jezeli przyjrzymy sie historii takich panstw, to mozna powiedziec, ze od roku
      1800 dobrze ugruntowane ustrojowo spoleczenstwa liberalne nigdy ze soba nie
      walczyly. Malo tego, zadna ze slynniejszych wojen historycznych nie toczyla sie
      miedzy osiadlymi ludami liberalno-demokratycznymi. Na pewno nie byla taka wojna
      peloponeska, poniewaz ani Ateny, ani Sparta nie byly liberalnymi demokracjami,
      nie byla nia takze druga wojna punicka miedzy Rzymem i Kartagina, mimo ze
      istnialy tam pewne zaczatki instytucji republikanskich. Podobnie rzecz ma sie z
      wojnami religijnymi z XVI i XVII wieku, jako ze wolnosc sumienia i wolnosc
      religijna nie byly wowczas uznawane a zadnego z panstw uczestniczacych w
      wojnach nie mozna by okreslic mianem konstytucyjnie demokratycznych. Wielkie
      wojny XIX wieku (wojny napoleonskie i wojna Bismarcka) nie toczyly sie miedzy
      panstwami demokratycznymi. Wojny XX wieku tak samo nie zostaly wywolane przez
      panstwa liberalnych demokracji, o czym nawet nie musze Pana przekonywac.
      To o czym Pan pisze, tzn. niestabilnosc ekonomiczna panstw, jest tylko pochodna
      systemow gospodarczych. Zabraklo tu zdecydowanie drugiej plaszczyzny potrzebnej
      do pelnej analizy omawianego zagadnienia, tzn. polaczenia systemow
      gospodarczych i politycznych korzystnych z punktu widzenia utrzymania
      swiatowego pokoju.
      • przycinek.usa Jedna ciekawa mysl. 30.03.05, 07:16
        Strasznie ciekawa wypowiedz. Przyznaje, ze nie o to mi chodzilo kiedy pisalem te
        posty, ale ma pan wiele racji. Wpadlo mi do glowy jedno interesujace
        spostrzezenie, ale o tym na samym koncu. Uwazam, ze panskie racje nie wychodza
        powyzej mojej koncepcji powstawania konfliktow. Nasze racje sie przenikaja.

        To jest jednak powazne zagadnienie filozoficzne.

        Pierwotna geneza wojen jest z cala pewnoscia zawsze zly system polityczny.
        Jednak mamy do czynienia niemalze zawsze z lancuchem wydarzen polegajacym na
        POCZATKOWYM zaistnieniu zlych czynnikow politycznych (zla wladza) POTEM
        nastepuje pogorszenie sytuacji ekonomicznej - bez rownoczesnego dostosowania
        politycznego (brak demokracji powoduje niezmienne pogarszanie sie warunkow
        zyciowych ludnosci przy zachowaniu tej samej wladzy) to zas w efekcie generuje
        takie postawy, taka desperacje, ze latwo wywolac konflikt i rozpoczac dzialania
        wojskowe prowadzace do wojny. Tak wiec niewatpliwie blizej mamy czasowo
        pogorszenie sie warunkow zyciowych do wybuchu konfliktu, od polaczenie zlej
        wladzy i konfliktu. Ja pozostane wiec przy tej koncepcji. To bieda pozwala na
        manipulacje umyslami wiekszosci obywateli. Bieda i oczywiscie pozbawiona
        skrupulow glupia wladza.

        Popatrzmy na panstwo. Zwykle hipotetyczne panstwo. Poziom dobrobytu obywateli w
        dowolnym hipotetycznym panstwie zalezy od poziomu chciwosci wladzy, od poziomu
        jej glupoty i co najwazniejsze od mozliwosci ewolucyjnego przeksztalcania wladz
        w tym kierunku, ktory jest korzystny dla obywateli.

        Jezeli Pan napisal, ze wojny biora sie ze zlych systemow politycznych, to ja sie
        z Panem calkowicie zgadzam! Ale dlaczego one sie biora? Co?
        Przeciez zaden rozsadny i najedzony obywatel nie bierze do reki karabinu!
        Obywatela trzeba do tego przekonac! Nie?

        Malo tego, posune sie do stwierdzenia, ze zadna normalna i najedzona wladza nie
        bierze sie za wywolywanie wojen! Trzebaby sie tu przygladnac, czy geneza wojny
        nie jest zwykle pusty skarbiec glupiego krola! A dlaczego skarbiec jest pusty?
        Bo ludzie nie maja pieniedzy na podatki! A kto jest odpowiedzialny za stan
        gospodarki w panstwie? Wladza! Prawda?
        Dlaczego Lukaszenko macha piescia? Bo nie ma kasy!
        To samo Korea Polnocna! Sa biedni! I dlatego sa niebezpieczni!

        Przyklad starozytnej Troi jest tutaj pewnym skrajnym wyjatkiem, poza ktorym nie
        przypominam sobie zadnych innych konfliktow, ktorych geneza nie lezalaby w checi
        zdobycia majatku, wzbogacenia sie i wyladowania agresjii na innym narodzie.

        Dalej patrzac na to nasze hipotetyczne panstwo:
        Kiedy sytuacja spoleczenstwa obywatelskiego ulega ciaglej degradacji?
        Wtedy, kiedy glupia wladza nie uczy sie na wlasnych bledach, tkwi w tych bledach
        i dzieki roznym czynnosciom utrzymuje sie przy wladzy bez mozliwosci
        ewolucyjnych i demokratycznych zmian - bez dopuszczenia nowych ludzi do wladzy i
        bez penetracji nowych pogladow na panstwo!

        Co sie dzieje, kiedy wladza jest tak glupia, iz pomimo ewidentnych wad - stara
        sie kontrolowac populacje do tego stopnia, ze nie dochodzi wewnatrz panstwa do
        zadnych zmian? Sytuacja sie pogarsza! To jest bardzo wazne, choc trywialne
        spostrzezenie! Sytuacja ZAWSZE sie pogarsza. Ciekawe w tym jest spostrzezenie,
        ze ludzie wladzy nawet moga sie zmieniac! Zmienia sie wtedy fasada wladzy. Ale
        dopoki lansowane sa te same koncepcje rzadow, te same metody i mechanizmy
        kontroli, to w efekcie mamy to samo.

        My mamy obecnie pewien pryzmat obserwacji historycznych. Mozemy sobie grzebac w
        histori dochodzac do najprzerozniejszych wnioskow. Ale jedno trzeba przyznac.
        Koncepcja Hitlera nie byla nowa. To byly stare poglady. Jednak splot
        okolicznosci umozliwil Hitlerowi dojscie do wladzy i opanowanie systemu Niemiec
        do tego stopnia, ze nie udalo sie juz zatrzymac kola wojny. Pytanie pozostanie -
        co jest geneza konfliktu? Wladza? Konstytucja Niemiec? Co? Popatrzmy kto temu
        swirowi dal szanse! Przemyslowcy! Chciwi inwestorzy, ktorzy uwierzyli w latwy
        zarobek i poparli dazenia idioty.

        Ale dlaczego tak sie stalo?

        Bo glupi i biedni ludzie uwierzyli, ze wine za ich biede ponosza zydzi, cyganie
        i obcy! Jak mozna w cos takiego uwierzyc? No chyba tylko w panstwie, gdzie jest
        30% bezrobotnych.

        System moze nawet nie byl taki zly, ale zawiedli wyborcy! Ciekawe nie?
        Dlaczego wyborcy zawiedli? Bo nie mysleli!

        A dlaczego nie mysleli?
        Bo byli glodni.

        OK.
        Czy Unia Europejska jest tworem demokratycznym?
        NIE. Byla. Ale juz nie jest.

        Wszystko wskazuje na to, ze nie bedzie tworem demokratycznym.
        Wszystko wskazuje na to, ze bedzie to coraz bardziej zbiurokratyzowane panstwo,
        ktore w efekcie zacznie generowac biede. Juz generuje, tylko jeszcze tego nie
        widac. Sen jeszcze trwa.

        Poczekajmy. Rozwoj niedemokratycznych procesow w Europie jest zatrwazajacy.
        Jest calkiem mozliwe, ze znowu dojdzie do jakiejs wielkiej pomylki w dziejach
        ludow europejskich. Cos a la Hitler. Kto wie, moze narodzi sie jakis kolejny
        ogarniety mania Chirac i postanowi opanowac Europe a potem np. Azje.
        I wszyscy sie od tego w Europie pogryza?

        A ta mysl, ktora mi przyszla do glowy, to jest o tym, ktore panstwo w
        najblizszym czasie wywola wojne. Mam wrazenie, ze kolejny konflikt wybuchnie w
        Korei. To jest po prostu najbiedniejsze panstwo dysponujace odpowiednim
        materialem propagandowym i nastawione prokonfliktowo.

        Jest to panstwo pelne ludzi zdesperowanych i pelne wojska i zupelnie nie
        zdziwilbym sie, gdyby zaczela sie tam lokalnie wojna. I zupelnie nie wiadomo kto
        z kim zacznie walke. Moze sie sami ze soba pozabijaja i wejda tam Chiny w celu
        zabezpieczenia Koreanskich glowic nuklearnych???
        • krzysztofsf Re: Jedna ciekawa mysl. 30.03.05, 12:42
          Dobra, przewlekla "mala wojenka" na peryferiach (w braku wygodnego wroga wewnetrznego) jest bardzo przydatna dla duzego zbiurokratyzowanego organizmu. Uzasadnia zawieszanie pewnych swobod, oraz "przejsciowe-chwilowe" wynikajace z blednych decyzji biurokratycznych.Produkcja wojenna nie jest specjalnie powiazana z rachunkiem kosztow i mozna obdzielac intratnymi kontraktami krewnych i znajomych krolika.Niewygodni zawsze moga "isc w kamasze".
          Jednoczesnie odpowiednio dozowane walki moga wzmoc uczucia patriotyczne i polepszyc "integracje" wewnatrzpanstwowa (przynajmniej w zalozeniach autorow - przyklad austrowegier napawa optymizmem co do przyszlosci potriotyzmu narodowego)
          Jatrzacy sie niezakanczalny konflikt zawsze mozna wytlumaczyc checia zminimalizowania strat wlasnych i humanitarnymi metodami prowadzenia walki.
          Przeciwnik...to jeszcze kilkanascie - kilkadziesiat lat - znajdzie sie.
          • przycinek.usa Taaa, 30.03.05, 20:15
            aluzju panial, he he.

            Tylko, ze ta peryferyjna wojna nie zmienia sytuacji calego panstwa.
            Bo z zalozenia wojna peryferyjna to wojna z niewspolmiernie slabszym
            przeciwnikiem.

            Tymczasem ja mysle o sytuacji, kiedy dochodzi do rozkladu panstwa pod wplywem
            sytuacji ekonomicznej. To mamy jeszcze przed soba. Nie wiadomo co zrobi USA jak
            sie DOW zawali, budzet rozleci i pojawi sie moratorium na splate dlugow.
            Juz teraz nikt nie chce isc do armii. Ludzie maja dobra intuicje. -)))



            • krzysztofsf Re: Taaa, 31.03.05, 11:16
              przycinek.usa napisał:

              > aluzju panial, he he.
              >
              Akurat to nie aluzja, a jesli juz to do starszej historii niz wspolczesna.
              Najswiezszy odpowiednik wg mnie to zimna wojna.
        • damkon Re: Jedna ciekawa mysl. 31.03.05, 00:11
          Ma Pan dosc specyficzny typ argumentacji, ale zgodze sie z panskim sposobem
          przedstawienia owych zaleznosci, ktore Pan opisal. Ja nieco inaczej rozlozylbym
          tylko pewne akcenty, ale to nie ma tutaj wiekszego znaczenia. Caly jednak
          problem przy dyskusjach na tego typu tematy sprowadza sie do tego, ze mozemy
          opisac jedynie pewna utopie, jakis stan rzeczy, ktory w realnym swiecie nie
          moze miec racji bytu. Teoretycznie mozemy wyobrazic sobie pewien model idealny,
          jednak w rzeczywistosci jest on z roznych wzgledow nieosiagalny. Demokracje
          liberalne sa niestety nietrwale.
          F.Fukuyama, o ktorym juz kiedys rozmawialismy wyobrazil sobie swiat jako zbior
          pokojowo nastawionych wzgledem siebie narodow, gdzie modelowo obowiazywalby
          systemy liberalnych demokracji. Nazwal to "koncem historii" w nawiazaniu do
          dialektyki Marksa. Jednak duzo ciekawsze modele utopii realistycznej mozemy
          znalezc w pracach J.Rawlsa (np. w "Prawie ludow") czy M.Doyle’a (w
          szczegolnosci w jego dzielach poswieconych filozofii Kanta).
          Co zas sie tyczy UE, to ja bym jej nie demonizowal. Jednak podobnie jak Pan nie
          wierze w trwalosc tej organizacji w dluzszym okresie czasu.
    • krzysztofsf Uwaga optymistyczna - euro 30.03.05, 13:02
      Sadze ze dopiero gdy zamiast euro "narodowego" zostanie przyjety jeden ogolnounijny model euro (a narodowe beda lko male serie okolicznosciowe dla numizmatykow) trzeba bedzie zaczac sie mocno bac. W tej chwili jednak jest mozliwosc kilku ukazow i np. euro Greckie moze przeistoczyc sie w walute narodowa o okreslonym kursie wymiany do pozostalych euro a stratni beda tylko wlasciciele automatow na monety ( i tracacy na roznicach kursowych).
    • krzysztofsf Uwaga II - 100 lat za wczesnie. 30.03.05, 13:12
      Paradoksalne jest to, ze gdyby unia skupila sie na sprawach wylacznie najwazniejszych gospodarczych (jak wspolnota wegla i stali) i ulatwianiu ruchow ludnosciowych, to za jakies 100-200 lat ludnosc tak by sie samoistnie przemieszala, ze coraz scislejsza wspolpraca polityczna nie wywolywalaby sprzeciwow. Mieszane malzenstwa, enklawy roznych narodow wewnatrz granic innych, praktycznie 100% znajomosc jezyka angielskiego pozwalajaca swobodnie porozumiec sie kazdemu z kazdym we wszystkich zakatkach kontynentu (nie pisze o chwili obecnej) - powstawaloby na poczucie bycia europejczykiem pochodzenia .....
      Duza czesc wieku XIX tak sie zapowiadala, ale potem rozpieprzylo to sie w wojnach.
      • przycinek.usa Re: Uwaga II - 100 lat za wczesnie. 30.03.05, 21:32
        zgadzam sie. calkowicie.
    • mfd Re: Kilka uwag o Panstwie Federacyjnym 30.03.05, 20:22
      Ciekawa opinia, na ciekawy temat.
      Pozwolę sobie dorzucić kilka swoich spostrzeżeń. Będzie długo, dla wytrwałych.

      Zgadzam się, że w stosunkach międzyludzkich rasizm i elementy ksenofobii są
      powszechne i wpisane niejako w ludzką mentalność, przynajmniej do tej pory.
      Należy wszakże postawić pytanie - "czy to już tak będzie zawsze?". Kłania się,
      wspomniana w którymś z postów, inżynieria społeczna. Ale po kolei.

      Przykład Stalina jest jednak - w przypadku rozważań o jednoczącej się Europie -
      w mojej opinii nie do końca trafny. Dlaczego?

      Otóż, po pierwsze, Związek Radziecki budowany był w zgoła innej rzeczywistości
      społeczno-ekonomicznej, niż ta, z którą mamy do czynienia w początku XXI wieku.
      Totalitarne imperium sowieckie wchłonęło w bardzo krótkim czasie kilkadziesiąt
      narodów (lub plemion), które jeszcze chwilę wcześniej były kompletnie różnymi
      organizacjami w sensie społecznym i politycznym. Oto Stalin zaczął "nakładać"
      państwowość w znaczeniu, jakim operujemy dzisiaj, na dzikie hordy, zwaśnione
      między sobą szczepy i plemiona, klany... Kultura, mentalność, religia i
      doświadczenia państwowości Litwy i Tadżykistanu, czy Osetii były tak różne, jak
      w tej chwili różni się Polska i Zimbabwe. W dodatku hegemon w tym całym
      układzie, Rosja, sama była wewnętrznie bardzo niejednorodna etnicznie,
      kulturowo, religijnie i cywilizacyjnie. Dzisiejsza Unia nie jest, ani nie
      zamierza być, totalitarnym imperium, ani nie jest tak znowu wewnętrznie różna,
      co postaram się udowodnić dalej.

      Po drugie, nigdy wcześniej w dziejach świata, kompletnie różne narody, kultury
      itd., nie były tak blisko siebie jak teraz. Mam na myśli przepływ informacji,
      globalizację i specyficzną świadomość własnego "ja". Trochę różne rzeczy wrzucam
      do jednego worka, ale chyba nie da się inaczej, bo trzeba byłoby rozpocząć na
      PiG akademicką debatę na każdy z powyższych tematów. Mówiąc krótko, teoretycznie
      współczesny Polak doskonale zna Niemców, Francuzów, Amerykanów..., współczesny
      Europejczyk świetnie orientuje się w odmiennościach religijnych, kulturowych i
      innych. Oczywiście relatywnie do sytuacji z początku XX wieku, o wcześniejszych
      czasach nie wspominając.

      Współczesny Europejczyk-Niemiec jest w końcu konsumentem identycznej kultury
      masowej, identycznych towarów i identycznych idei (w sensie globalnym), jak jego
      sąsiad Europejczyk-Polak, czy Francuz. Różnice polegają na tym, że we Francji
      istnieje Coca-Cola waniliowa, a w Polsce nie. Za to są kiszone ogóry i oscypek.

      Śmiem twierdzić, że dzisiejsza Europa na starcie ma się nijak do pozycji
      startowej Związku Radzieckiego, czy jakiegokolwiek innego super-państwa w
      historii. Globalizacja, która jest faktem i aktualnie penetruje kolejne
      terytoria (zarówno w znaczeniu dosłownym - wkraczania do kolejnych zakątków
      świata /np. Iranu/, jak w ujęciu przenośnym - każda dziedzina naszego życia
      zaczyna podlegać globalnej kulturze /choćby sławne walentynki, tzw. life-style
      "na modłę zachodnią"/). Często zapominamy o tym, jak ogromne zmiany społeczne
      zachodzą na skutek wolnego przepływu idei, pomysłów, towarów i usług. Chcemy żyć
      jak Anglicy, Niemcy i Francuzi. Któż by nie chciał? Chcemy być seksualnie
      wyzwoleni, chcemy mieć pełnie praw obywatelskich, mieć dostęp do Internetu,
      światowych nowinek technicznych i tak dalej.
      Piszę o tym wszystkim, bo są to sprawy bardzo ważne, a często pomijane w różnego
      rodzaju dyskusjach, politycznych w szczególności
      .
      Pisze Pan "Zastosowanie Państwa Federacyjnego na żywym i mającym swoje odrębne
      wartości organizmie europejskim doprowadzi w perspektywie dwóch pokoleń do
      ogromnych tarć." A ja pytam: o jakich odrębnych wartościach mówimy? Współczesna
      Europa to w gruncie rzeczy, spoglądając na potężne przeobrażenia mentalnościowe
      zachodzące w Europejskich społeczeństwach, niemal monolit. Jakkolwiek
      niedorzecznie brzmi to na pierwszy rzut oka. Spójrzmy na całą rzecz z góry, nie
      wchodząc w szczegóły, czy Hiszpan musi mieć poobiednią sjestę, a Polak musi się
      raz w tygodniu upić wódką czystą. Kwestie te nie różnicują społeczeństw na tyle,
      żeby wywoływać groźne napięcia między narodami. Chcemy tego, czy nie chcemy,
      "element nowojorski jest niestety wszystkim wspólny", jak śpiewał bard
      Staszewski Kazik.

      Pijemy Pepsi, chodzimy do multiplesków, gonimy za coraz większymi pieniędzmi i
      stanowiskami (w międzynarodowych, globalnych często koncernach). Jeździmy
      Toyotami, Volkswagenami i Renaultami. Szukamy pracy przez JobPilot. Chcemy być
      creative directorami, executive'ami, communication specialist'ami, chief'ami...
      Czyj to głos? Francuzów, Niemców, Polaków, czy Litwinów? Tu tkwi sedno dyskusji
      o zjednoczeniu Europy, które następuje każdego dnia. Ba, powiedziałbym nawet o
      zjednoczeniu cywilizacji zachodniej w jeden super-organizm. Ono się po prostu
      dzieje.

      Między innymi dlatego ścisłe zjednoczenie Europy, np. na zasadzie państwa
      federacyjnego byłoby wydarzeniem bezprecendensowym. Rozpatrywanie "za" i
      "przeciw" w kontekście doświadczeń historycznych ma tu więc ograniczony sens.
      Historia, owszem, jest doskonałą nauczycielką, ale w przypadku współczesnej
      Europy można dzięki jej naukom unikać błędów na poziomie konkretnych rozwiązań
      dotyczących poszczególnych zasad funkcjonowania państwa, bieżącej polityki itd.
      Jednak nie nauczy nas wiele, w zakresie globalnym. Nie ma po prostu na czym
      oprzeć rozważań, bo jesteśmy w całkowicie nowej sytuacji.

      Doświadczenia polityczne krajów Europejskich też nie są tak bardzo różne, jakby
      mogło się wydawać. Wszędzie mieliśmy mniej więcej w tym samym czasie
      średniowiecze, renesans, barok, oświecenie… Wszędzie były monarchie, feudalizm,
      rewolucja przemysłowa. Z punktu widzenia historii świata, różnice doświadczeń
      między Polską a Hiszpanią są naprawdę niewielkie. W jednym kraju wykształciło
      się silne mieszczaństwo i to ono kształtowało w dużym stopniu politykę, a w
      innym większe znaczenie miała szlachta, czy magnateria. Jeden kraj był silnie
      uprzemysłowiony, gospodarka innego opierała się na rolnictwie. Różnica - w
      sensie, o którym mówimy - jest żadna. Przepaść dzieli nas od Dalekiego Wschodu
      na przykład, to owszem (Bliskiego zresztą też). Zupełnie inaczej kształtowały
      się dzieje USA, to zupełnie inny kraj – zgoda. Ale Europa, ten zbiór
      kilkudziesięciu tak niby różnych państw, to w zasadzie jeden „pień”.

      W Pańskim poście pojawia się obawa o wspólne siły zbrojne. Tutaj też nie bardzo
      jest o co kruszyć kopie - mamy NATO, wiele armii „zrzeszonych” pod jednym
      sztandarem. W wypadku zagrożenia wszystkie kraje członkowskie reagują wspólnie,
      kierowane przez dowództwo Sojuszu. Budowę wspólnych, europejskich sił zbrojnych
      uważam za pomysł godny przemyślenia, szczególnie w dobie zaostrzającego się
      konfliktu północ-południe, wschód. Dodatkowo, trzeba przemyśleć strategię
      postępowania ramię w ramię z USA, skoro – jak widać – Stany prowadzą własne
      wojny, urządzają sobie na świecie popisy szeryfa z Rio Bravo, często sprzecznie
      z interesami Europy. To rzecz, o której trzeba dyskutować.

      Ktoś w toku dyskusji przypominał, że państwa narodowe we współczesnym
      rozumieniu, to stosunkowo niedawny wymysł. Należy o tym pamiętać. To nie jest
      tak, że państwa narodowe się sprawdziły przez tysiące lat i nic lepszego nie
      wymyślono. Społeczeństwa się zmieniają, mentalności się zmieniają… w
      dzisiejszych czasach zmiany zachodzą szybciej, niż ktokolwiek kiedykolwiek mógł
      sobie wyobrazić.

      Ciąg dalszy nastąpi.

      Pozdrawiam,
      MFD
    • krzyd Re: Nie nacje sa groźne, ale rewolucje 31.03.05, 22:51
      przycinek.usa napisał:

      Zastosowanie Państwa Federacyjnego na żywym i mającym swoje odrębne wartości
      organizmie europejskim doprowadzi w perspektywie dwóch pokoleń do ogromnych
      > tarć(...)Państwo Federacyjne, złożone z rożnych nacji, będzie faworyzowało
      jednych ponad drugich. Nie ma możliwości zachowania równości pomiędzy regionami.

      Mimo logiki wywodu i elokwencji, wydaje się jednak, ze cała argumentacja jest
      posadowiona na bardzo dyskusyjnych argumentach. Przytaczam te dwa zdania,
      bowiem sa one bez watpienia kluczowe w całym Pańskim wywodzie. Otóż - i tu
      zgadzam się z głosem mfd - mamy juz mniej wiecej wspólny system wartości w tej
      naszej Europie. Wartosci, nazwijmy je, amerykańsko-europejskich, ze szczególnym
      uwzglednieniem ich praźródła - to znaczy zdobyczy Rewolucji Francuskiej (jesli
      chodzi o przywołanie zasad prawa rzymskiego, neutralnego światopoglądowo
      państwa, trójpodziału władzy czy reguł demokracji. Mfd pisze co prawda o
      ikonach współczesnej cywilizacji (w domyśle - cywilizacji białych europejczyków)
      i o wartosciach narzuconych przez cywilizacje konsumpcyjną (fundament
      gospodarki rynkowej) ale należy sie z nim zgodzić, że ta wspólnota celów i
      stylów życia jest w zasadzie powszechna.
      I dlatego nie nacjonalizm - tak samo, jak nie religie - są niebezpieczeństwem
      dla europejskiej wspólnoty, nawet dla federacji. Pragna wszystkim dyskutantom
      zwrócić uwagę na dwa istotne zagrożenia:
      1. Globalizm, który i tak redukuje rolę i znaczenie państw, narodowych i
      wielonarodowych, to bez znaczenia. Globalizm, czyli - ujmując sprawe w
      największym skrócie myślowym - podejmowanie decyzji makroekonomicznych na
      szczeblach ponadnarodowych korporacji jest faktem. Nawet amerykański rząd nie
      jest już suwerenny w sprawach kursu dolara (chociaż niewyobrażalnie bardziej
      suwerenny, niz rząd polski w sprawach kursu złotego!), gospodarki surowcowej
      czy przypływu kapitałów inwestycyjnych. Odpryskiem tego globalizmu jest
      wspomniana wspólnota celów konsumpcyjnych czy stylu życia (ta sama grupa
      kapitałowa kreuje popyt na te same towary w całej Europie, a często i w
      Stanach). Tak więc zjednoczenie Europy juz sie dokonało a my mamy ewentualnie
      wpłym na temo ujęcia jej w ramy prawne i przedyskutowanie najwygodniejszej
      formuły. Z tego punktu widzenia Federacja jest formą najlepiej odpowiadającą i
      tak realnie i miłościwie panującemu nam Globalizmowi.
      2. Zagrożeniem dla Federacji (i w ogóle dla wspólnoty w dzisiejszym kształcie)
      jest spełnienie sie wizji przentowanej przez wspólczesnych socjologów, a
      ogólnie znanej pod hasłem społeczeństwo 80/20. Piata część społeczeństwa
      pracuje, zarabia, realizuje się, w pełni konsumuje itd, a cztery piąte
      wyrzucone są poza nawias jakichkolwiek możliwości współuczestnictwa w
      czymkolwiek. Ewentualnie ta bogata część zapewni im przeżycie i - jak straszą
      najbardziej pesymistyczni uczeni - bedzie te cztery piąte eksploatowała (choćby
      jako dawców narządów). W bogatych państwach Unii na razie tego problemu aż tak
      ostro nie widać, ale w Polsce - owszem. Widać i czuć. Pytanie na dzisiaj nie do
      rozstrzygnięcia: czy bogata mniejszość potrafi (jak przez długi czas biali w
      RPA utrzymywali w posłuszeństwie czarna większość)w długim horyzoncie czasowym
      ustabilizować taki stan rzeczy, czyli uniemożliwić erupcję buntu? Ale tak czy
      tak, wspólnota nie przetrwa. Albo ją zmiecie rewolucja (która zmiecie na długo
      i cywilizację) albo przyjzana ludziom, obywatelska i biurokratyczna (czyli
      szanujaca prawo) Federacja legnie, bo bedzie ja musiałą zastapić - w obronie
      cywilizacji - ponadnarodowa forma autokratyczna.
      Ale na koniec optymistycznie: uważam, że tylko scentralizowany twór wspólnoty,
      a więc Federacja, ma szansę owe wizje socjologów przynajmniej odwlec, a może i
      zlikwidować.
      • przycinek.usa Leczenie wrzodów polewaniem benzyna 02.04.05, 00:02
        Co to za koszmarny absurd pan wymyślił!
        Zanim przejdę do sedna to najpierw streszczę te pana wypowiedz:

        Sa jakieś bliżej niesprecyzowane „wartości” w Europie i ja dlatego „nie mam
        racji, bo zagrożeniem jest”:
        1)
        „Globalizm, czyli – (…wink - podejmowanie decyzji makroekonomicznych na
        szczeblach ponadnarodowych korporacji”

        2) wynikający z globalizmu zubożenie społeczeństwa (cyt.):
        „Zagrożeniem dla Federacji (…wink jest (…wink Piąta część społeczeństwa
        pracuje, zarabia, realizuje się, w pełni konsumuje itd., a cztery piąte
        wyrzucone są poza nawias jakichkolwiek możliwości współuczestnictwa w
        czymkolwiek.

        Ewentualnie ta bogata część zapewni im przeżycie i – (…wink - będzie te cztery
        piąte eksploatowała” (?)

        Na końcu pada swobodny „wniosek”:
        „Ale na koniec optymistycznie: uważam, że tylko scentralizowany twór wspólnoty,
        a więc Federacja, ma szansę owe wizje socjologów przynajmniej odwlec, a może i
        zlikwidować.”


        Czy teraz dostrzega pan bezsens tego wszystkiego? Nie? To ja panu pomogę:
        Niezależnie od błędu logicznego, jakim jest brak możliwości „eksploatacji”
        kogoś, aby go równocześnie utrzymywać - Ja wskazałem na możliwości istnienia
        konfliktów opartych na braku równomiernego rozwoju ekonomicznego - pan to
        potwierdził i co więcej skrytykował pan centralizacje decyzji w oparciu o
        przykład korporacji i globalizmu by w końcu przejść do wniosków, ze jedyna
        sensowna droga do opanowania takich kryzysów jest … zcentralizowanie decyzji
        Unii Europejskiej.

        Gratuluje.

Pełna wersja